22 Maj

Dziecko w ramionach śmierci   

Prawo amerykańskie w sposób szczególny bierze w obronę dzieci. Mogła się o tym przekonać jedna z polskich rodzin w Nowym Jorku. Pewnego wieczoru 11-letnia Agata zatrzymała się dłużej w domu swojej koleżanki. Około jedenastej w nocy zaniepokojona Krystyna, matka Agaty, domyślając się, gdzie jest córka, poszła, aby przyprowadzić ją do domu. Córka jednak uważała, że nic się nie stało i ma prawo wracać do domu, kiedy jej się podoba. Innego zdania była matka. Wywiązała się ostra rozmowa, po której Krystyna zabrała Agatę ze sobą. Po niedługim czasie do domu Agaty przyjechała policja. Okazało się, że matka amerykańskiej koleżanki Agaty zadzwoniła na posterunek policji, informując, że Krystyna zachowała się nieodpowiednio wobec córki – skarciła ją zbyt brutalnie. Nie pomogły żadne tłumaczenia i prośby zarówno rodziców, jak i córki. Agatę odebrano rodzicom i umieszczono w rodzinie zastępczej. Ograniczono także kontakt rodziców z córką.

Była to tragedia dla wszystkich. Agata z płaczem błagała, aby rodzice zabrali ją do domu. Jednak prawo na to nie pozwalało. Rodzice zaczęli rozpaczliwie szukać pomocy. Przyszli także do mnie. Solidaryzując się z nimi, poradziłem, aby wzięli do prowadzenia sprawy dobrego adwokata. Wiedziałem bowiem, że jest to dobra rodzina i że lepiej wychowa swe dziecko niż najlepsza rodzina zastępcza. Rodzice za spore pieniądze wynajęli adwokata. Po wielu staraniach udało się im odzyskać córkę. Agata z radością wróciła do domu, rodzice także byli zadowoleni, chociaż bolało ich to, co się stało. Stracili też wiele nerwów i pieniędzy.

Powyższa historia pokazuje, że prawo, które ma chronić dziecko, może działać przeciw rodzinie.  Ale nieraz nawet najlepsze prawo nie jest w stanie zapobiec tragedii, jeśli otoczenie przyzwoli na bezprawie. Taka tragedia miała miejsce w ostatnich dniach w Nowym Jorku.

Koszmar 7-letniej Nixzmary rozpoczął się parę lat temu. Głównymi sprawcami byli 27-letni ojczym, weteran armii amerykańskiej, matka oraz właśnie otoczenie, które nie zareagowało wystarczająco skutecznie, widząc nieszczęście dziewczynki. Dom, w którym mieszkała Nixzmary, nazwano domem horroru. Mała dziewczynka, uczennica drugiej klasy, była przywiązywana do krzesła, bezlitośnie bita pasem, torturowana, molestowana seksualnie przez ojczyma, morzona głodem. W szkole widziano na jej ciele sińce, umęczenie, ale nikt nie zwrócił na to wystarczającej uwagi. Zadowalano się tłumaczeniem rodziców, że dziewczynka zrobiła to sobie sama. Nawet gdy Nixzmary z powodu pobicia, znęcania się nad nią nie pojawiała się w szkole przez kilka tygodni, nikomu nie przyszło do głowy, aby tę sprawę szczegółowo sprawdzić. I tak zamierał stopniowo uśmiech na buzi dziewczynki, a w jej czarnych oczach potęgowało się cierpienie i lęk. Dziewczynka nikła w oczach. Przed śmiercią ważyła tylko16 kg. I nie znalazł się nikt, kto by zatrzymał zbliżającą się śmierć i uratował katowane dziecko.

Przed świętami Bożego Narodzenia dziewczynka błagała swoją babcię, aby nie zostawiała jej w domu rodzinnym, tylko zabrała ze sobą do dalszej rodziny w Puerto Rico. Babcia ze łzami żalu i rozpaczy mówi dzisiaj, że nie stać jej było na drugi bilet, a także że nie była w stanie na czas załatwić odpowiednich dokumentów. Nixzmary została w domu, w którym dopadała ją śmierć. Koszmar dziecka zakończył się w środę 11 stycznia br. Tego dnia znaleziono ją martwą na podłodze. Policja stwierdziła, że dziewczynka była przez kilka tygodni torturowana, a bezpośrednim powodem śmierci było silne uderzenie w głowę. Na jej ciele widać było liczne siniaki, skóra na łokciach była poprzecierana przez sznury, którymi była przywiązywana do krzesła. Jak się później okazało, tego feralnego dnia dziewczynka wzięła ojczymowi jogurt oraz położyła swoje zabawki na jego drukarce. Rozwścieczony tym ojczym chwycił dziewczynkę i za karę wepchnął ją w ubraniu do wanny z wodą. Dziewczynka bezskutecznie błagała, aby przestał. Na koniec uderzył jej głową o krawędź wanny i odszedł. Matka słyszała krzyk i uderzenie, ale przyszła do córki dopiero, gdy wszystko ucichło. Zmieniła jęczącej z bólu córce ubranie i położyła ją do łóżka. Umierająca, jak się później okazało, dziewczynka błagała matkę: „Mamusiu, nie zostawiaj mnie. Mamusiu, nie zostawiaj mnie”. Matka jednak odeszła, a gdy wróciła po kilku godzinach Nixzmary już nie żyła.

Śmierć niewinnego dziecka poruszyła cały Nowy Jork. Przed domem Nixzmary zapalano znicze, składano kwiaty, maskotki z różnymi napisami. Obcy ludzie pomogli rodzinie zorganizować i pokryć koszt pogrzebu. Przed domem pogrzebowym w zimny styczniowy dzień ustawiła się długa kolejka tych, którzy chcieli oddać hołd bestialsko zamordowanemu dziecku. W Nixzmary widzieli niewinnego anioła, który opuścił piekło ziemi i uleciał do nieba wprost w ramiona miłującego Ojca.

Babcia zmarłej dziewczynki powiedziała: „Miałam sen o niej. Przyszła do mnie ubrana w biel i powiedziała: «Babciu, nie płacz, ja wrócę»”. Jest to możliwe, aniołowie wracają na ziemię, aby czynić ją lepszą i przemieniać twarde, nieczułe ludzkie serca.

Małą Nixzmary ubrano w białą sukienkę, a na jej głowę włożono biały wianek, tak jak ubiera się dziewczynki do I Komunii Świętej. W tym roku przyjęłaby ona po raz pierwszy Jezusa do swego serca. Będzie jednak inaczej. Wtulona w ramiona Jezusa, będzie spoglądać z wysokości nieba, jak jej koleżanki i koledzy, odświętnie ubrani, po raz pierwszy będą przyjmować Jezusa Eucharystycznego. W otwartej trumnie umieszczono portret uśmiechniętej Nixzmary. A poniżej widać spokojną i pogodną twarz małego anioła, otulonego welonem śmierci.

Na pogrzebie dziewczynki zgromadziły się tysiące ludzi. Kapłan w czasie uroczystości pogrzebowych powiedział: „W tym życiu dotknęło ją szatańskie zło, ale teraz jest ona już ponad nim”. Zaś gazety, zamieszczając fotografię otwartej trumny, pisały, że teraz mała Nixzmary odnalazła spokój. Jakże jest to tragiczna rzeczywistość, gdy dziecko zamiast pokoju w ramionach rodziców, odnajduje go w ramionach śmierci. Przed taką rzeczywistością nie uchroni nas nawet najlepsze prawo. Potrzebna jest miłość i wrażliwość ludzkiego serca.

                                                                                                                                                        Tygodnik Niedziela,2006 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *