2 Lis

W ZADUSZKOWYM NASTROJU  

Listopad swoją nazwę wywodzi od spadających liści. Odchodzi polska złota jesień. Na dworze robi się szaro, deszczowo i zimno, a w nagich gałęziach drzew jesienny wiatr wygrywa smętne melodie. Dawniej, buzujący ogień pod kuchnią i zapach gotowanych potraw nie podawał się smutkowi jesieni. Gromadził wieczorami rodzinę, sąsiadów i znajomych, którzy opowiadali różne, nadzwyczajne historie o duchach, strachach, niesamowitych wydarzeniach i krajach dalekich. Skarbnicą tych historii byli wędrowni dziadowie, którzy przemierzali wioski, prosząc o datek i nocleg.

Przychodzili nie wiadomo skąd, jakby z innego świata. Byli to często ludzie doświadczeni przez los. To doświadczenie stawało się źródłem ich mądrości. W szarej trudnej rzeczywistości poznawali, co w życiu jest najważniejsze. Chrześcijańska gościnność nakazywała udzielić im gościny, szczególne wtedy, gdy na dworze było zimno i deszczowo. Przyjmowano dziadów także z innych powodów. Znali oni, bowiem wiele różnych historii, które nieraz wyśpiewywał na dziadowską melodię. W przejmujących słowach mówił o ludzkich nieszczęściach, zbrodniach i karze, która spadała jak grom z jasnego nieba. Opowiadali także o spotkaniach z duszami błąkających się po świecie oraz diabłem, który na różne sposoby kusił człowieka. Był to tak ekscytujący wieczór, że dzieciaki z krzykiem przerażenia budziły się nocą.

Obraz zamierającej przyrody przenikała myśli o śmierci i przemijaniu. Przypominało o tym ludowe powiedzenie: „W listopadzie liście opadają, a ludzie znicze na grobach stawiają”. Śmierć w życiu mieszkańców wsi ukazywała swoje okrutne oblicze bez żadnych retuszów. Agonia bez żadnego znieczulenia trwała w domu nieraz długie dni. Może to znieczulenie nie było tak potrzebne, umierający odchodził z tego świata we własnym domu, otoczony swoją rodziną i przyjaciółmi. Miłość, obecność kochających osób w tym momencie chyba bardziej jest kojąca niż morfina. I ta miłość popychała kogoś z rodziny, aby wyciągnąć poduszkę spod głowy umierającego, aby szybciej zakończyć agonię. Zmarły pozostawał przez trzy dni w domu. Był czas, aby się zastanowić nad życiem i śmiercią. Godnie pożegnać zmarłego. A żegnała go nie tylko rodzina, ale cała wieś. Żegnała modlitwą i pieśnią pobożną lub specjalnie napisaną na tę okazję. Nie upiększano twarzy zmarłego tak, jakby wybierał się na jakiś bal. Czasami, gdy wyraz twarzy był zbyt bolesny to przykrywano ją białą chustą. Nikt też nie chronił dzieci przed okrutną wymową śmierci. Razem ze starszymi, od najmłodszych lat uczyły się mądrości życia, która przypomina nam, że w naszym życiu trzeba brać pod uwagę rzeczywistość śmierci, która jednak nie jest ostatnim akordem naszego życia. Ostatnie słowo w naszym życiu należy do Chrystusa, który jest naszym zmartwychwstaniem i życiem wiecznym. Tę ostatnią prawdę przypominają dwa pierwsze dni listopada: Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny.

Wiara w zmartwychwstanie i życie wieczne, w kraju nad Wisłą długo się przedzierała przez wiarę naszych pogańskich przodków, którzy nie znali Chrystusa. Niektóre elementy wiary pogańskich Słowian przetrwały w ludowej tradycji do czasów dzisiejszych. Nawiązuje do tego Adam Mickiewicz w utworze „Dziady”. W czasach wieszcza obyczaj zaduszny zwany Dziadami był praktykowany w wielu regionach Polski. Wierzono, że w noc poprzedzającą Dzień Zaduszny dusze zmarłych wychodzą z cmentarza i udają się do pobliskiego kościoła, aby uczestniczyć we Mszy św. sprawowanej przez zmarłego proboszcza. Panowało powszechne przekonanie, że w tę noc dusze zmarłych mogą także odwiedzać swoje domostwa. Zostawiano, więc na noc uchylone drzwi, furtki i okna. Na Podhalu nie zamykano drzwi na skobel. Na stole lub w piecu chlebowym kładziono chleb i inne jadło dla dusz, które w tę noc odwiedzą dom. Na Podlasiu gotowano dla dusz kisiel owsiany. Nalewano do miski i wraz łyżkami stawiano na całą noc na stole. Wyobraźnia ludowa w tym dniu tak dalece ożywiała zmarłych, że stawiano na ich grobach pieczywo, kaszę, miód, jajka. Często urządzano na grobach ucztę, w której brali udział krewni zmarłego. Jeszcze nie tak dawno w niektórych parafiach Podlasia można było zobaczyć w Dzień Zaduszny pokarmy na grobach. W pobliżu cmentarzy i na rozstajnych drogach rozpalano wielkie ogniska, aby dusze mogły ogrzać się przy nich i odpocząć przed drogą w zaświaty. Ogień chronił ponadto przed upiorami i złymi czarami.

W głoszeniu Ewangelii Kościół nawiązywał do dawnych wierzeń ukazując ich nowy sens. Jeden z dawnych kaznodziejów wspominając pogańskie obchody „Dziadów” nauczał: „Wierzycie, że zmarli żyją i potrzebują pomocy? – Zaiste, słusznie wierzycie; jeno modlitwy trzeba zmarłym, ani jadła. Palicie ognie dla zwołania duchów? Palcie je dla wyobrażenia światłości wiekuistej, której są spragnione. Nie sądźcie, że umarli żyją póty tylko, póki rodowcy o nich pamiętają- nieśmiertelne są dusze ludzkie; lecz pamiętajcie, że pamięć wasza przyśpiesza ich wybawienie. Nie szczędźcie pamięci zmarłym. A nie będziecie więcej lać wody, rozstawiać palcy, wołać: czur! czur! albo: a kysz a kysz lecz powiadać będziecie: Wieczny odpoczynek racz im dać Panie…Nie lękajcie się zmarłych nie frasujcie się o tych, których żywot był uczciwy. – Odtąd- mówi Duch- aby umarli odpoczęli od prac swoich, albowiem uczynki ich idą za nimi”.

Ewangelia poucza nas, że w mocy Chrystusowego zmartwychwstania powstała realna więź między żyjącymi tu na ziemi a tymi, którzy odeszli do wieczności. Tę tajemnicę wiary nazywamy świętych obcowaniem. W szczególny sposób wyznajemy ją w dwa pierwsze dni listopada. Uroczystość Wszystkich Świętych przypomina nam o tych, którzy po śmierci doświadczają zbawiennej radości. Są to świeci. W każdej wiejskiej chacie na ścianach wisiały ich obrazy, w starych książeczkach ich małe obrazki służyły jako zakładki. W kościele modliliśmy się przed ich figurami i obrazami. Święci to nie tylko przykłady do naśladowania, ale to także nasi orędownicy przed Bogiem. W różnych sprawach można się do nich zwracać, licząc na pomoc. A zatem po drugiej stronie śmierci istnieje cudowny świat a w nim Bóg i życzliwi nam ludzie.

Świętych jest więcej niż znamy z obrazków, a których kościół oficjalnie ogłosił świętymi. Św. Jan w Apokalipsie mówi o nieprzeliczonej rzeszy świętych, których nie znamy z imienia. To im oddajemy cześć w Uroczystości Wszystkich Świętych 1 listopada. Idziemy na cmentarz i pochyłami się nad grobami naszych bliskich i nieraz mamy absolutną pewność, że znaleźli się w gronie zbawionych. Prosimy ich, aby się wstawiali za nami u Boga. Świat ich nie zna ich. Znamy tylko my, a Kościół oddaje im publiczną część w Uroczystość Wszystkich Świętych. Od samych początków chrześcijaństwa święci cieszyli wielką czcią wiernych. W roku 608 papież Bonifacy IV, rzymską świątynie pogańską, ku czci zwłaszcza nieznanych bóstw, poświęcił Matce Bożej i świętym męczennikom. Zaś w VIII wieki papież Grzegorz III w kościele św. Piotra otworzył kaplicę poświęconą Wszystkim Świętym, nie tylko męczennikom. W IX wieku w Francji, Anglii i Niemczech uroczystość Wszystkich Świętych zaczęto obchodzić 1 listopada.

Jednak nie możemy mieć pewności, co do zbawienia naszych zmarłych, a Kościół naucza nas, że mogą być oni po śmierci na oczyszczającej drodze do Boga. Muszą jeszcze odpokutować karę. Tę drogę nazywamy czyśćcem. Zdążającym nią możemy pomóc w szybszym osiągnięciu uszczęśliwiającej jedności z Bogiem, osiągnięciu nieba. Czynimy to przez modlitwę w ich intencji. Kościół ustanowił dzień modlitwy i pamięci o naszych zmarłych. Jest nim Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych. Wspomnienie to bierze początek w opactwie benedyktynów w Cluny we Francji. Opat tego klasztoru św. Odilon w roku 998 zarządził modlitwy za dusze wszystkich zmarłych w dniu 2 listopada. Zarówno termin jak i idea tego dnia szybko rozprzestrzeniły się we Francji, Anglii, Niemczech, Italii. A w XIII wieku zwyczaj ten przyjął się w całym kościele. I tak jest do dzisiaj. W tym dniu odprawiamy Msze św. w intencji zmarłym, organizujemy na cmentarzu procesje zaduszkowe, z zadumą zatrzymujemy się przy grobach naszych bliski, szepcząc pacierze, zapalamy znicze, stawiamy kwiaty, kładziemy wieńce. A wszystko to jest znakiem miłości silniejszej aniżeli śmierć (Kurier Plus, 2010).

Fot.  Cmentarz Green-Wood na Brooklynie 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *