21 Gru

Więcej modlitwy, mniej medialnego zgiełku

Pielgrzymując śladami św. Damiana, Apostoła trędowatych przygotowywałem się w Honolulu do sprawowania Mszy św. Przy ołtarzu zaczęli gromadzić się pielgrzymi. W pewnym momencie jeden z nich zakomunikował nam, że dzisiaj papież Benedykt XVI ogłosił swoją abdykację. Wszyscy byliśmy zaskoczeni, niektórzy nie dowierzali. Nie było jednak czasu na dyskusję i snucie różnych domysłów, bo rozpoczęliśmy celebrowanie Mszy św.

Myśl o abdykacji towarzyszyła nam w czasie modlitewnego skupienia, szczególnie po słowach: „Pamiętaj Boże o Twoim Kościele na całej ziemi. Spraw, aby lud Twój wzrastał w miłości razem z naszym papieżem Benedyktem….”.

Po skończonej Mszy św. ta niecodzienna wiadomość znalazła swoje właściwe miejsce w mojej myśli i sercu. Wierzę, że Bóg wysłucha naszej modlitwy i będzie pamiętał o swoim Kościele, a my w miłości będziemy wzrastać z naszym papieżem, który dziś ma imię Benedykt XVI, a jutro może mieć imię Piotr II, niezależnie od tego jak nastąpi zmiana imion i w jakich okolicznościach.

Później dotarł do mnie medialny jazgot oraz spekulacje na temat powodów abdykacji. Najwięcej do powiedzenia, i to w niewyważony sposób mieli ateusze i ignoranci, którzy nie rozumieją istoty Kościoła i widzą w nim tylko jedną z wielu instytucji, organizacji o charakterze czysto ludzkim.

Oceny tej decyzji miotały się między skrajnościami. Zarzucono papieżowi, że zszedł z mostka kapitańskiego w czasie największej burzy, inni zaś pochwalali go, że ustąpił miejsca komuś, kto lepiej pokieruje łodzią Kościoła w tak trudnym czasie.

Tymczasem Kościół prawie zawsze płynie po wzburzonych falach oceanu, bo diabeł nie śpi. Atakuje Kościół na różne sposoby. Jest w wichrze uderzającym w łódź, wsiada także do łodzi i wierci dziury w pokładzie. Ale to wcale nie znaczy, że łódź zatonie. Ci, którzy wieszczą jego zatonięcie przypominają mi Chruszczowa, który obiecywał kiedyś pokazanie w telewizji ostatniego popa w Związku Sowieckim. Dziś Chruszczowa nie ma, ale za to przybyło duchownych i to nie tylko obrządku prawosławnego.

Na decyzję abdykacji patrzę przez pryzmat wiary, bo bez niej wszystko będzie niezrozumiałe, a oceny chybione. Bez wiary, to tak jakby oceniać jakąś rzecz zewnętrznie, pomijając jej istotę. Najlepiej rozważać te sprawy w atmosferze wiary, modlitwy i skupienia. Gdy tego zabraknie, to pozostanie tylko medialny jazgot, intelektualne spekulacje, które dotykają tylko ludzkiego wymiaru Kościoła, a przecież boży wymiar tej wspólnoty jest najważniejszy, to dzięki temu moce piekielne, jak mówi Jezus nie przemogą Kościoła, a Duch Święty będzie w nim aż do skończenia świata. Tego jazgotu i tych spekulacji, nie warto powtarzać. Jak i też nie warto snuć własnych. Tym bardziej osądzać decyzję papieża.

Duch Święty jest obecny w życiu Kościoła, jest obecny przy wyborze papieża i przy podejmowaniu tak ważnych decyzji jak abdykacja. I tak będzie do końca świata. Dzięki temu Kościół trwa i odradza się nawet po takich doświadczeniach, jak okrutne prześladowanie za czasów Nerona. Oczywiście, to odrodzenie w wymiarze ludzkim dokonuje się na miarę otwarcia naszych serce na powiew Ducha Świętego (Kurier Plus, 2013).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *