17 lt.

1 Niedziela Wielkiego Postu Rok A

 

POKUSA.

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy przepościł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł w końcu głód. Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem”. Lecz On mu odparł: „Napisane jest:» Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych «”. Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na narożniku świątyni i rzekł Mu: „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane:» Aniołom swoim rozkaże o Tobie, a na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień «”. Odrzekł mu Jezus: „Ale jest napisane także:» Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego «”. Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”. Na to odrzekł mu Jezus: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane:» Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz «”. Wtedy opuścił Go diabeł, a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu (Mt 4,1–11).

Mężczyzna o dużej nadwadze postanowił zrzucić z siebie trochę kilogramów. Bardzo poważnie potraktował zaleconą mu dietę. Zmienił nawet drogę do pracy, aby nie przejeżdżać koło cukierni, gdzie zamawiał zwykle swoje ulubione słodycze. Jednak pewnego razu zjawił się w pracy z pełną torbą smakowitych i kalorycznych ciastek. Koledzy byli zdziwieni. Co się stało? – pytają. Mężczyzna wzruszył tylko ramionami i uśmiechając się powiedział: „Co ja mogłem zrobić? To są naprawdę przepyszne ciastka. Przypadkowo przejeżdżałem dzisiaj koło cukierni i zauważyłem w oknie wystawowym ogromną obfitość tych przepyszności. Dobrze, pomyślałem to nie przypadek, że dzisiaj wyjątkowo przejeżdżałem obok cukierni, pomodliłem się, zatem: Panie Boże, jeśli jest Twoją wolą, abym kupił te ciastka, pozwól mi znaleźć parking przy cukierni. Okrążyłem dziesięć razy cukiernię i znalazłem parking” (W. J. Bausch- A world of stories).

Wspomniany mężczyzna miał dobre intencje. Jednak okazuje się, że jest to za mało, aby osiągnąć wyznaczony cel. Jest powiedzenie, e dobrymi intencjami wybrukowane jest piekło. Bardzo często pokusy niweczą realizację najszlachetniejszych zamiarów. Czasami pokusa zachodzi nas bardzo podstępnie, może się nawet jawić, jako spełnienie woli bożej. Mówienie o pokusie jest nieraz odbierane jako mówienie nie na czasie. Staje się często tematem żartów i filmów komediowych. Dlaczego tak się dzieje? Szukając odpowiedzi trzeba wcześniej zastanowić się nad pytaniem: Co kryje się pod pojęciem „pokusa”.

„Pokusa jest to wewnętrzny głos, wewnętrzne poruszenie nakłaniające do grzechu. W dzisiejszym języku codziennym pokusa ma szerokie znaczenie podniety do tego, co zakazane czy spotykające się z dezaprobatą etyki, obyczajowości środowiska, mądrości życiowej. Coraz częściej jest utożsamiana z silnym pragnieniem czegoś. W tym sensie mówi się o pokusie bogactwa, zrobienia kariery, osiągnięcia łatwych zarobków, zaznania przygód. Dewaluacja norm należnego postępowania, zwłaszcza dewaluacja norm moralnych w świadomości współczesnej sprawia, że w rozumieniu potocznym pokusy nie pojmuje się już prawie jako zachęty do popełnienia czynu uwłaczającego godności ludzkiej, niweczącego życie społeczne i religijne człowieka. W rozumieniu chrześcijańskim pokusa jest bezpośrednio lub pośrednio szatańską namową do grzechu, głosem złego ducha, który nakłania do wejścia na drogi sprzeczne z Ewangelią, do wyrzeczenia się, zatem zobowiązań wynikających z chrztu” (Słownik teologiczny pod red. Ks. Andrzeja Zuberbiera).

Jeśli odrzuca się lub rozmazuje normy moralne wtedy rzeczywiście pojęcie pokusy można zepchnąć do lamusa historii lub uczynić przedmiotem żartów. W przypadku mężczyzny z nadwagą uleganie pokusie zapewne zniweczyło cel, jaki postawił przed sobą. Uleganie pokusom niweczy wiele innych szlachetnych przedsięwzięć np. pokusa alkoholu, narkotyków zniszczyła nie jedną dobrze zapowiadającą się karierę.

Realizując doczesne cele ziemskie człowiek nie może uniknąć pytania o ostateczny cel swego życia. Odpowiedź na to pytanie odczytuje on w bliskości Boga. Od Boga wyszedł on i do Niego wraca, tam odnajduje zbawienie, które jest pełnią życia. Osiągnięcie tego celu związane jest z zachowaniem norm moralnych danych przez Boga. Konieczna jest konsekwencja w ich przestrzeganiu i odporność na pokusy, które odwodzą nas od ich zachowania. Nie rzadko człowiek łamiąc normy morale szuka usprawiedliwienia dla swego postępowania; nie miałem innego wyjścia musiałem kłamać, w tej sytuacji miałem powody, aby kraść, musiałem mu tym samym odpłacić itd. Jesteśmy podobni do mężczyzny z nadwagą, który znalazł wystarczający powód złamania zaleconej diety. Jesteśmy także zdolni prawie wszystko zinterpretować na własną korzyść, ot chociażby tak jak w tym zdarzeniu. Ks. Stefan na spotkaniu anonimowych alkoholików chciał obrazowo (trochę żartobliwie) ukazać zgubny wpływ alkoholu na organizm ludzki. W tym celu przyniósł dwie szklanki, jedną napełnił czystą wodą, druga alkoholem. Następnie wrzucił do każdej z nich małego robaka. Robak w czystej wodzie wykazywał wielką żywotność, a ten w alkoholu po kilku minutach zesztywniał. „Jaki z tego wniosek” -pyta ks. Stefan. „Jeśli będziesz pił alkohol to nie będziesz miał robaków” – odpowiada jeden z uczestników spotkania.

Chrystus, który dzielił ludzki los oprócz grzechu był poddany pokusom. Jak mówi Ewangelia przez czterdzieści dni pościł na pustyni, po czym był kuszony przez szatana. Pokusy były tak ukierunkowane, aby odwieść Jezusa od wypełnienia misji, do jakiej został posłany przez Ojca. Ten fragment Ewangelii czytamy w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, okresu, który ma przygotować wiernych do najważniejszych świąt chrześcijańskich, świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Są to święta, w których tajemnica śmierci i zmartwychwstania Chrystusa najpełniej wpisuje się w nasze ostateczne powołanie, wszyscy z Chrystusem zmartwychwstaniemy. Droga do zmartwychwstania to droga Chrystusowej nauki. Jest to droga trudna stąd pojawia się na niej wiele pokus, które zwodzą nas obietnicami łatwizny. Czas Wielkiego Postu jest czasem odwrócenia się od zła i umocnieniu się w walce z pokusami.

W Środę Popielcowa spadła na nasze głowy szczypta popiołu i zostały wypowiedziane słowa: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”, lub „Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz”. Ten popiół i te słowa pomagają ustawić nasze życie w perspektywie rzeczy ostatecznych. W tym czasie Kościół wzywa do zdwojonej modlitwy, postu i jałmużny. Są to środki umacniające nas w walce z pokusami i uzdalniają nas do nawiązania zbawczej przyjaźni z Bogiem (z książki „Ku wolności”).

 

ABY NIE ULEC POKUSIE

Niewiasta odpowiedziała wężowi: „Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział:» Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli «”. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią; a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski (Rdz 3,3–7).

Podczas ostatniej pielgrzymki do Ziemi św. i Jordanii, w drodze z Ammanu do Petry zaskoczyła nas burza piaskowa. Nagle cały świat pociemniał. Przez okna autobusu widzieliśmy tylko piasek, który z wielkim impetem uderzał w autobus, kołysząc nim niebezpiecznie. Piaskowy pył, każdą szczeliną wdzierał się do wnętrza pojazdu. Chroniliśmy się przed nim, oddychając przez serwetki, chusteczki, a niektórzy przez wcześniej zakupione arafatki. Nasz autobus, podobnie jak i inne samochody zatrzymał się na drodze. Nikt nie był w stanie powiedzieć jak długo będziemy uwięzieni w burzy piaskowej. Niektórzy nas „pocieszali”, że burza może potrwać nawet kilka dni. Pielgrzymi po raz pierwszy oglądali, to groźne zjawisko przyrody. Niektórzy byli przerażani perspektywą spędzenia w autobusie długich godzin, lękając się, że wiatr może przewrócić autobus. W tej niewesołej sytuacji postanowiliśmy odprawić w autobusie Mszę św. Była to niezwykła Eucharystia, która najbardziej zapadła w pamięć i serca pielgrzymów. Po skończonej Mszy św. pojawił się nagle policjant w odpowiednim stroju, który szedł a czasami biegł przed naszym autobusem, torując nam drogę. Po długiej, ślimaczej jeździe zaczęło się przejaśniać. Opuszczaliśmy odcinek drogi, na którym szalała burza piaskowa. Zaczęły pojawiać się pierwsze drzewa, które skutecznie opierały się burzy piaskowej. Wdzięczni pielgrzymi zebrali pieniądze i chcieli wręczyć policjantowi za jego poświecenie i wybawienie nas z opresji. Ale on odmówił ich przyjęcia. Pielgrzymi wspominając to wydarzenie mówili, że Msza św. była dla nich umocnieniem w tym trudnym momencie, a niektórzy z nich kojarzyli naszą modlitwę z niespodziewanym pojawieniem się policjanta, który wyprowadził nas z piaskowej burzy.

Przytoczyłem to wydarzenie nie tylko, dlatego, że jest ono jeszcze żywe w mojej pamięci, ale dlatego, że przez jego pryzmat chcę spojrzeć na czytania biblijne z pierwszej Niedzieli Wielkiego Postu, którą dziś przeżywamy. W pierwszym czytaniu autor biblijny pisze o grzechu, pierwszych rodziców, Adama i Ewy. Szatan w postaci węża występuje w roli kusiciela. Ludy kananejskie uważały węża za symbol bogów wegetacji i płodności, co było sprzeczne z wiarą w jedynego Boga. Prorocy Starego Testamentu piętnowali ten kult. Zapewne miało to wpływ na obraz szatana w postaci węża. „Wtedy rzekł wąż do niewiasty: ‘Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”. W pierwszej chwili rodzi się pytanie: Czy poznanie dobra i zła może być czymś złym? Wręcz przeciwnie jest ono konieczne we właściwych życiowych wyborach. Aby zrozumieć ten tekst winniśmy, zatem szukać biblijnego znaczenia tego wyrażenia. Drzewo poznania dobra i zła może oznaczać wiedzę zarezerwowaną tylko Bogu. Gdy człowiek sięga po nią grzeszy pychą, chcąc być równym Bogu. A ponad to w biblijnym ujęciu słowo „poznać” znaczy poznanie w sensie czynnym. Poznać, to zawładnąć jakąś rzeczą. Takie znaczenie ma biblijne wyrażenie „poznać kobietę”. Oznacza ono współżycie płciowe. Mówiąc współczesnym językiem, grzech pierwszych rodziców polegał na próbie zapanowania nad dobrem i złem. Ludzie sami chcieli decydować, co jest dla nich dobre a co złe.

Skutkiem uległości pokusie było wypędzenie z raju, zerwanie uszczęśliwiającej więzi z Bogiem. Od tej pokusy nie jest wolny współczesny człowiek.  Zofia Nałkowska rozpoczyna zbiór opowiadań „Medaliony” mottem: „Ludzie ludziom zgotowali ten los”. W tym stwierdzeniu autorka zawarła prawdę o latach okrucieństwa i barbarzyństwa drugiej wojny światowej. Ludzie należący do faszystowskiego systemu wymordowali w majestacie swojego prawa miliony ludzi nienależących do rasy aryjskiej. To ludzie zamienili ziemię w piekło. Do jakiego zezwierzęcenia doszedł człowiek, który w najokrutniejszy sposób pozbawiał życia bliźniego, a jego ciało wykorzystywał w produkcji przemysłowej, między innym do wyrobu mydła, czy eleganckich torebek dla aryjskich dam. Motto z Medalionów pojawia się w ostatnim opowiadaniu Nałkowskiej z cyklu „Dorośli i dzieci w Oświęcimiu”. Czytamy w nim: „Tak zamyślona i zrealizowana impreza była dziełem ludzi. Oni byli jej wykonawcami i jej przedmiotem. Ludzie ludziom zgotowali ten los. Jacyż byli ci ludzie?” Patrząc przez pryzmat dzisiejszych czytań biblijnych możemy odpowiedzieć: Byli to ludzie, którzy z pominięciem prawa bożego sami decydowali, co jest dla ludzkości dobre a co złe. A zaczynali tak niepozornie, prawie niewinnie, że inni nie dostrzegli rodzącego się zagrożenia. Tak jak dzisiejsi zwolennicy eutanazji, manipulacji genetycznych, aborcji. Wiemy, czym się to zaczyna, ale nie wiemy jak tragiczne i monstrualne może to przybrać rozmiary.

Wracając do obrazu burzy piaskowej możemy powiedzieć, że człowiek ulegając pokusie szatana został wypędzony z raju i znalazł się niejako w pustynnej burzy piaskowej. Tęsknił za utraconym rajem i szukał kogoś, kto dałby siłę i wskazał drogę powrotu do raju, który na płaszczyźnie duchowej realizował się w jedności i przyjaźni z Bogiem. Używając dalej języka przenośni, możemy powiedzieć, że pewnym momencie pojawił się Ktoś, który wyprowadził człowieka z pustyni i burzy piaskowej, jak wspomniany wcześniej policjant.  Tym Kimś jest Jezus Chrystus, który w pierwszą Niedzielę Wielkiego Postu zabiera nas na pustynię. W Starym Testamencie pustynia była miejscem spotkania z Bogiem i przygotowaniem się do szczególnych zadań. Zatem pustynia jest dobrym miejscem, aby odnajdywać duchowy raj jedności i przyjaźni z Bogiem. Pozostawiamy świat, który mami nas różnymi pokusami. Ale przed tymi pokusami nie uciekniemy ma pustynię, one pójdą za nami. I dobrze, bo na pustyni łatwiej się z nimi rozprawić i uodpornić na ich działanie. Po czterdziestu dniach postu na pustyni Jezus był kuszony przez diabła. Kusił Go dobrami materialnymi, a Jezus mu odpowiedział, że nie samym chlebem żyje człowiek, a słowem, które pochodzi z ust Bożych. Kusił Go wizją chwały, na co Jezus odpowiedział: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”. Mamił Go pokusą władzy, na co Jezus odpowiedział: „Idź precz szatani!”.

W Wielkim Poście Chrystus wyprowadza nas na pustynię, abyśmy za Jego przykładem zwyciężali pokusy i umacniali się w dobrym. Abyśmy nieurodzajną pustynię zamieniali w urodzajny rajski ogród. Najskuteczniejszym sposobem powstrzymania ekspansji pustyni i lotnych piasków jest sadzenie drzew. W Wielkim Poście wychodzimy na pustynię, aby „sadzić” w naszym życiu drzewa modlitwy, jałmużny, postu, miłości. I tym sposobem nie tylko powstrzymamy ekspansję pustyni w naszym życiu, ale zamienimy ją w rajski ogród, który w poranek wielkanocny zjaśnieje nieziemskim blaskiem zmartwychwstania (z książki Bóg na drogach naszej codzienności) .

 

POKUTA

Bracia: Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli. Jeżeli bowiem przez przestępstwo jednego śmierć zakrólowała z powodu jego jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego – Jezusa Chrystusa. A zatem, jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie (Rz 5,12.17–18).

„A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła” (Rdz. 2,8-9). Człowiek mógł spożywać owoce ze wszystkich drzew z wyjątkiem drzewa życia i drzewa poznania dobra i zła. Jednak szatan w swej przebiegłości skusił człowieka do złamania bożego nakazu. Człowiek skosztował owocu z zakazanego drzewa.  

Geograficzne próby umiejscowienia biblijnego raju są bezprzedmiotowe. Bowiem opis rajskiej szczęśliwości nie jest reportażem, lecz ma charakter prorockiej wizji pierwotnego stanu człowieka, obdarowanego przez Boga życiem i miłością. Raj jest dziełem Boga, który w nim przebywa. Człowiek zostaje umieszczony w raju, przez to staje się domownikiem Boga, z którym może prowadzić dialog miłości. Dzięki tej bliskości człowiek może żyć pełnią życia, które wyraża się w bogactwie i pięknie raju. Wszystko, co czyni Bóg dla człowieka jest darem Jego miłości. Odpowiedzią na ten dar jest postawa miłosnego posłuszeństwa Bogu. Miłość domaga się wolności. Tą wolnością Bóg obdarzył człowieka, aby jego posłuszeństwo Stwórcy było miłosnym a nie niewolniczym oddaniem. Wolność sprawia, że wszyscy, podobnie jak Adam musimy dokonywać wyboru między życiem a śmiercią, między błogosławieństwem a przekleństwem, zachowując prawo Boże lub łamiąc je.

Podobnie jak Adam w raju wystawiani jesteśmy na pokuszenie. Pokusa zła na podobieństwo rajskiego węża mami nas pokrętnymi obietnicami. Pokusa nie ominęła samego Chrystusa. Uderzyła w Niego ze szczególną natarczywością w bardzo ważnym momencie Jego ziemskiego życia. W Starym Testamencie pustynia była miejscem spotkania z Bogiem i przygotowania do wyjątkowych zadań. A zatem nic dziwnego, że Chrystus przed swoim publicznym wystąpieniem udał się na pustynię, aby się tam ostatecznie przygotować się do swej działalności. Pokusy, na jakie był wystawiony Jezus miały odwieść Go od realizacji posłannictwa mesjańskiego według zamysłu Bożego. Żądanie, aby kamienie stały się chlebem było pokusą, aby misję mesjańską sprowadzić do zaspokojenia potrzeb materialnych. Takiego Mesjasza niektórzy oczekiwali. Chrystus mówi, że głównym celem mesjańskiego posłannictwa jest przekazanie nauki o woli Ojca. Wielu oczekiwało od Jezusa jakiegoś spektakularnego cudu, który dawałby stuprocentową pewność, że jest on obiecanym Mesjaszem Chrystus odrzuca drugą pokusę. Bóg daje wystarczająco dowodów, aby mu uwierzyć. Żądanie dodatkowych znaków jest wystawianiem Boga na próbę. Trzecia pokusa była zachętą do realizacji mesjanizmu w pojęciu doczesnym, politycznym. Naród Wybrany oczekiwał Mesjasza, który ich wyzwoli także z niewoli politycznej. Chrystus odrzuca tę pokusę, mówiąc, że Jego Królestwo nie jest z tego świata.

Ewangelię o kuszeniu Jezusa czytamy w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu. Jest to okres, który przygotowuje nas do przeżywania ostatecznego zwycięstwa Chrystusa nie tylko nad wszelkim pokusami, ale przede wszystkim zwycięstwa nad złem i śmiercią. Włączając się w tę tajemnicę zwycięstwa nad pokusami i złem mamy szansę stania się domownikami Boga. Tak, jak przed upadkiem pierwszych rodziców w raju możemy nawiązać miłosny dialog z Bogiem. W środę popielcową na nasze głowy spadła szczypta popiołu i zostały wypowiedziane słowa: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Jest to wezwanie Boga, abyśmy wrócili do Jego domu, który jest naszym przeznaczeniem

Pośród wielu praktyk umożliwiającym nam odzyskania wewnętrznej czystości i powrót do domu Ojca jest pokuta. W odpowiedzi, czym ona jest posłużę się poniższą przypowieścią. Do świątobliwego mnicha przyszedł młody człowiek, pytając, co robić, aby być jeszcze bardziej świętym. Na wstępie rozmowy powiedział do mnicha: „Mistrzu zawsze wdziewam nieskazitelnie białą szatę, aby przypominała mi o wewnętrznej czystości. Nigdy nie skosztowałem alkoholu. Piję tylko wodę. Podejmuję wiele aktów pokutnych. Na przykład, w moich butach wystają ostre gwoździ, które ranią moje stopy. Cierpienie to przyjmuję w duchu umartwienia. Gdy jest bardzo zimno, zrzucam z siebie ubranie i kładę się na śniegu, chcę ukarać moje ciało za grzeszne skłonności. Aby dopełnić pokuty kilka razy dzienne okładam się biczem po plecach”. Gdy młodzieniec skończył swoją opowieść mnich przywołał go do okna. Obaj patrzyli na mężczyznę, który prowadził białego konia do wodopoju. Mężczyzna popędzał konia batem. Koń po zaspokojeniu pragnienia zaczął się tarzać na śniegu. Po chwili mnich powiedział: „Patrz, ten koń jest także biały. Pije tylko wodę. W jego kopytach są także ostre gwoździe. Także kładzie się na zimnym śniegu. A od swego pana codziennie dostaje biczem po grzbiecie. Chcę cię zapytać czy ten koń jest świętym, czy tylko koniem?”.

Praktyki pokutne i wyrzeczenia same w sobie nie mają większego znaczenia. Koncentrowanie się na samych aktach pokutnych nic nie wnosi w nasze życie. Punktem wyjścia pokuty jest świadomość grzechu i pragnienie uwolnienia się od niego. Aby zawrócić z drogi grzechu, trzeba uznać ją za złą, fałszywą, prowadzącą do nikąd. Autentyczna świadomość grzechu jest nierozdzielnie związana z wiarą w Boga, wobec którego czuje się odpowiedzialny. W pokucie z równoczesnym odwróceniem się od grzechu następuje pozytywne skierowanie ku Bogu. Temu celowi mają służyć różne praktyki pokutne. Pomagają one człowiekowi w utrzymaniu wewnętrznego ładu naruszonego przez grzech. Ich celem może być ekspiracja za grzechy. Czyny ascetyczne są istotnym elementem pokuty, umacniającym wiernych w postawie ustawicznego nawracania się (z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej).

 

W DORODZE DO UTRACONEGO RAJU

Obraz biblijnego raju stał się symbolem szczęścia, które człowiek odnajduje i zdobywa na różne sposoby w ziemskiej rzeczywistości. A gdy staje się ono jego udziałem wtedy z satysfakcją stwierdza, że jest mu dobrze jak w raju. Jednak ten ziemski raj ma jedną wadę- przemija. A nasze serce jest spragnione wieczności. Świadomość przemijania czyni to szczęście jakby niepełnym. Biblia w pięknych obrazach ziemskiej rzeczywistości maluje rajską szczęśliwość. „Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Edenie na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił”. W cudownym ogrodzie, to nie dostatek materialny był zasadniczym źródłem szczęścia. To szczęście miało charakter duchowy. Człowiek wolny od grzechu radował się wewnętrzna harmonią, źródłem której była bliskość Boga, przechadzającego się po rajskim ogrodzie. Nieskażona złem więź z Bogiem sprawiała, że śmierć nie miała przystępu do człowieka. Rajska szczęśliwość opierała się na pełnym zaufaniu i posłuszeństwie Bogu. Bóg zasadził w środku ogrodu drzewo poznania dobra i zła i powiedział: „Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli”.

Jednak biblijni pierwsi rodzice wypowiedzieli posłuszeństwo Bogu, gdy swoją ograniczoną mądrość postawili ponad wszechogarniającą mądrość bożą. A stało się to za przyczyną kusiciela, inaczej szatana, który powiedział do Ewy: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”. W biblijnym języku poznanie dobra i zła znaczy także decydowanie o tym, co jest dobre a co jest złe. Kusiciel przybrał postać węża. Jest to także pewien symbol. Ościenne narody czciły bożków także w postaci węża. W tym kontekście scenę kuszenia możemy zinterpretować także jako odwracanie się człowieka od prawdziwego Boga i zdążanie za bożkami. W dzisiejszych czasach takim bożkiem może stać się pieniądz, sława, władza, pogoń za przyjemnościami. Obietnica szatana, że pierwsi rodzice staną się jak Bóg, gdy spożyją owoc z drzewa poznania dobra i zła jest wielką pokusą dla współczesnego człowieka, który często chce zająć miejsce Boga. Sam chce decydować o tym, co jest dobre a co jest złe. Układa własne przykazania, własny dekalog, który często jest zaprzeczeniem dekalogu danego człowiekowi przez Boga na górze Synaj. Dekalog mówi wyraźnie nie zabijaj a człowiek ustanawia swoje prawa pozwalające na zabijanie nienarodzonych oraz słabych, nieuleczalnie chorych. W ten sposób stawia się w miejsce Boga. Konsekwencje takiej postawy są takie same jak w biblijnym raju; rodzą śmierć. Święty Paweł Apostoł w liście do Rzymian pisze: „Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli”. To znaczy, że po grzechu Adama przez nasze osobiste grzechy stajemy się odpowiedzialni za śmierć, która towarzyszy ludzkiej egzystencji po grzechu pierworodnym. Według świętego Pawła chodzi tu przede wszystkim o śmierć duchową.

Przezwyciężenie tej grzesznej sytuacji rodzącej śmierć dokonuje się w Chrystusie, który tak jak pierwsi rodzice w raju był wystawiany na różne pokusy. Kuszenie jest przedstawione w bardzo plastyczny sposób. W rozważaniu sceny kuszenia Jezusa nie jest ważna zewnętrzna sceneria opisana przez Ewangelie, ponieważ pokusa rodzi się we wnętrzu, w duszy człowieka i tam ma miejsce dramat zmagania się z nią. Tam następuje zwycięstwo albo klęska. Zewnętrzny czyn zmagania się z pokusą jest czymś wtórnym. Uzewnętrznia to, co wcześniej stało w duszy: klęskę albo zwycięstwo. Dlatego wymiar duchowy, wewnętrzny jest najważniejszy w zgłębianiu tajemnicy kuszenia Jezusa na pustyni. Chrystus wystawiany był na pokusę chleba. Jest on potrzebny każdemu z nas, ale Chrystus mówi: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych. Ciało i pokaram dla ciała-chleb są ważne, ale człowiek ma duszę nieśmiertelną, która potrzebuje pokarmu z nieba, czyli słowa i bożej miłości. Druga pokusa, to pragnienie popularności, sławy za wszelką cenę. I tu pada zdecydowane słowo: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana Boga swego”. Chrystus przyszedł na ziemię nie dla próżnej sensacji, lecz aby przez miłość nas zbawić. Pascal powiedział: „Są ludzie gotowi sprzedać własne życie, byle tylko o nich mówili”. Trzecia pokusa, to pokusa władzy i bogactwa. Szatan obiecuje to wszystko tym, którzy staną po stronie zła i będą się kłaniać szatanowi. Ileż to ludzi dla zdobycia władzy bije pokłony szatanowi, dopuszczając się wszelkiej nikczemności. Na te wszystkie pokusy Chrystus odpowiedział: „Idź precz, szatanie!”.

W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, Ewangelia o kuszeniu Jezusa przynagla nas do zastanowienia się nad pokusami, które na różne sposoby usiłują nami zawładnąć. Mówi także, że za tymi pokusami stoi zło w postaci szatana. Święty czas Wielkiego Postu przez różnorakie praktyki religijne wskazuje na Chrystusa, który zwyciężył pokusy i przez swoje zmartwychwstanie ostatecznie pokonał grzech i śmierć. W bliskości Chrystusa, tak jak w bliskości Boga w raju, możemy odzyskać wewnętrzną harmonię, zbawiający przystęp do Boga. Kościół, w tym okresie, natarczywie przymusza niejako grzesznika, aby uznał, że uległ pokusie i trwa w grzechu. Jest to nieodzowny warunek nawrócenia i przemiany. A człowiek dokonuje nieraz prawdziwych akrobacji, aby usprawiedliwić się i nie przyznać do winy. Przypomina to nieraz sytuację z poniższej anegdoty. Policjant zatrzymał samochód, którego kierowca wydał mu się nieco podejrzany.  „Niech pan dmuchnie do balonika” – mówi policjant. „Nie mogę panie władzo, ponieważ mam astmę i obawiam się, że po dmuchnięciu mogę dostać ataku” – odpowiada kierowca. „W porządku, w takim razie jedziemy się do najbliższego szpitala celem pobrania krwi” – kontynuuje policjant. „Obawiam się, że jest niemożliwe. Jestem chory na hemofilię i mogę się wykrwawić na śmierć” – wykręca się pijany kierowca. „W takim razie musi pan oddać trochę moczu na badanie” – nie ustępuje policjant. „Bardzo przepraszam, ale jestem diabetykiem i obawiam się, że oddanie moczu może niebezpiecznie obniżyć poziom cukru we krwi” – odpowiada kierowca. „W takim razie, niech pan wyjdzie z samochodu i w prostej linii przyjdzie do mnie” – policjant daje ostatnią szansę kierowcy. „Obawiam się, że jest to także niemożliwe”. „Dlaczego?” – pyta zirytowany policjant. „Bo jestem pijany, panie władzo” – odpowiada kierowca.

W naszym nawróceniu i zwycięstwie nad pokusą nieodzowne jest wyznanie: „Panie Boże, uległem pokusie, jestem grzesznikiem”. I taki jest początek odzyskiwania utraconego raju (z książki W poszukiwaniu mądrości życia).

 

ŚWIĘTY ROMAN JURAJSKI

Scena kuszenia Chrystusa przypomina nam rzeczywistość zła, która, aby zwieść człowieka przybiera nieraz wielce atrakcyjną formę. Uświadamia nam także, że za pokusą kryje się osobowe zło. Szatan jawi się jako przeciwnik Boga, który na wszystkie możliwe sposoby chce oderwać człowieka od źródła jego życia, którym jest sam Bóg. Każdy wybór zła jest odwracaniem się od Stwórcy. Walka z szatanem, o której mówi zacytowany na wstępie fragment Ewangelii w naszym codziennym życiu przybiera bardzo często formę wewnętrznego zmaganie się między wyborem dobra lub zła. W tym zmaganiu nie jesteśmy sami. Chrystus, który zwyciężył zło, śmierć i szatana daje nam pewność, że w łączności z Nim zawsze odniesiemy zwycięstwa nad pokusą. Jeden z ojców kościoła mówi, że od czasu śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, szatan jest podobny do psa uwiązanego na łańcuchu; może szczekać, warczeć na człowieka, ale ugryźć może tylko tego, kto ulegając szatańskim pokusom zbliży się do niego. Czytając życiorysy świętych bardzo często jesteśmy świadkami ich wewnętrznych zmagań z pokusami zła. Wychodzili oni zwycięsko z tej walki, dzięki przylgnięciu do Chrystusa. W Nim bowiem odnajdywali moc do przezwyciężenia wszelkiego zła. Święty Roman Jurajski w swoim życiu nieraz zmagał się z pokusami szatana. Jednak dzięki więzi z Chrystusem nie uległ im i mógł zrealizować swoje życiowe powołanie.

Święty Roman urodził się około roku 400 w Burgundii we Francji. We wczesnej młodości zatęsknił za życiem całkowicie oddanym Bogu. Kierowany tą tęsknotą udał się do Lyonu, gdzie pod kierownictwem opata Sabina wchodził w tajniki życia mistycznego. Pod wpływem, popularnej w tamtym czasie lektury o pierwszych ojcach pustyni i pustelnikach zapragnął życia pustelniczego. Jako 35 letni mężczyzna powrócił w rodzinne strony, położone w malowniczych górach Jura. I tutaj, w dziewiczej puszczy szukał miejsca na swoją pustelnię. Po długich poszukiwaniach znalazł, otoczoną skałami dolinę z rosnącym drzewem figowym. Spod skały tryskała ze źródła krystaliczna woda. Postanowił tutaj pozostać. Zbudował niewielki domek, który stał się jego pustelnią. Z dala od ludzi, całkowicie oddał się modlitwie, śpiewaniu psalmów, rozmyślaniom nad bożym miłosierdziem oraz pobożnej lekturze książki „Żywoty świętych patriarchów i nauki dla pustelników”. Resztę czasu poświęcał na uprawę roli, aby zapewnić sobie pożywienie. Pobożne praktyki i pracę przerywał tylko na krótki odpoczynek.

Po pewnym czasie przybył do niego młodszy rodzony brat św. Lupicyn, który w sennym widzeniu dowiedział się, gdzie jest pustelnia Romana. Bracia mimo odmiennych charakterów kochali się wzajemnie, a łączyło ich wspólne pragnienie przypodobania się Bogu. Wspólnie modlili się, śpiewali psalmy, zgłębiali mądrość bożą i wspólnie pracowali. Z uroczej pustelni wznosiła się ku niebu boża chwała. Ale, jak mówi legenda nie spodobało się to szatanowi, który starał się na różne sposoby zakłócać święty rytm życia pustelniczego. Mamił pustelników różnymi pokusami. A gdy to nie skutkowało, posunął się nawet do przemocy fizycznej. W czasie modlitwy rzucał w nich kamieniami, zadając dotkliwe rany. Aż w pewnym momencie wydawało się, że kusiciel zwyciężył. Otóż bracia postanowili opuścić swoją pustelnię. Przedzierając się przez puszczę dotarli do niewielkiej chatki. Przywitała ich kobieta, której opowiedzieli o swojej pustelni oraz szatańskich pokusach i udrękach. Wyznali jej, że szukają nowego miejsca na pustelnię. Kobieta, słysząc to bardzo się zdziwiła, mówiąc, że szatan nikomu nic złego nie może wyrządzić, ponieważ skuteczną bronią na niego jest krzyż i modlitwa. Zawstydzeni bracia, postanowili wrócić do swojej pustelni. A wtedy szatan ze wzmożoną siłą zaczął ich atakować, a oni mocno trwali przy krzyżu chrystusowym, nieustannie oddając się modlitwie. I rzeczywiście, szatan był bezradny wobec takiego oręża. Widząc bezskuteczność swych poczynań szatan na zawsze opuścił to święte miejsce. Bracia znowu mogli bez zakłóceń śpiewać Bogu hymn dziękczynienia i chwały.

Tymczasem sława świętości życia pustelników rozchodziła się po całej okolicy, przyciągając wielu nowych kandydatów na pustelników. Bracia z otwartymi ramionami przyjmowali nowych przybyszów. Opracowywali reguły życia wspólnotowego. I tak powstał pierwszy erem w Condat, którego opatem został święty Roman. Gdy w roku 444 odbywał się synod w Besancon, ówczesny metropolita Arles św. Hilary wezwał na to święte zgromadzenie św. Romana. Posłuszny opat zjawił się na synodzie, a wtedy św. Hilary udzielił mu święceń kapłańskich. Po powrocie z synodu św. Roman założył jeszcze jedno opactwo w Lanconne, którego opatem został Lupicyn oraz opactwo żeńskie w La Baune. Wspólnoty promieniowały świętością. W klasztorach prowadzono pokutne życie, poświęcając wiele czasu na modlitwę. Już za życia, Roman cieszył się tak wielką sławą świętości, że wiara ludu przypisywała mu wiele cudów. Jeden z nich miał miejsce, gdy św. Roman wraz z bratem pielgrzymował do grobu św. Maurycego. W czasie drogi zaskoczyła ich noc. Szukając miejsca na nocleg odnaleźli grotę skalną, którą zamieszkiwało dwóch trędowatych. Trędowaci ostrzegali ich przed straszną zaraźliwą chorobą, ale św. Roman zamiast opuścić grotę podszedł do trędowatych uściskał ich i pozostał z nimi na noc. Rano udzielił chorym błogosławieństwa i udał się ze swoim bratem w dalszą drogę. Nie uszli daleko, gdy dopędzili ich trędowaci, którzy ze łzami w oczach dziękowali św. Romanowi za błogosławieństwo, które uwolniło ich od nieuleczalnej choroby. Uzdrowieni rozgłosili ten cud, tak że gdy św. Roman zbliżał się do Genewy na jego powitanie wyszedł biskup, kapłani i liczny tłum wiernych. Dla Romana, który unikał wszelkiej chwały była to bardzo niezręczna stacja. Uciekł przed tym tłumem i schronił się w swojej pustelni.

Święty Roman odszedł do Pana 28 lutego około 464 roku, wcześniej zlecając zwierzchnictwo swemu bratu na założonymi przez siebie klasztorami- eremami. Legenda mówi, że gdy zbliżała się godzina śmierci św. Romana, jego brat Lupicyn zapytał go, gdzie chciałby być pochowany. Roman wyznał wtedy, że Bóg objawił mu, że przy jego grobie będą dziać się cuda, stąd też pragnie być pochowany poza klasztorem, aby każdy mógł nawiedzić miejsce jego wiecznego spoczynku. Tak też uczyniono. Pochowano go na wzgórku obok klasztoru i tak jak przepowiedział Święty, liczni pielgrzymi doznawali wielu cudów przy jego grobie. Obecnie relikwie św. Romana znajdują się w St. Romain-de-Roche (z książki Wypłynęli na głębię).

 

OPOWIEŚĆ POPIELCOWA

W tytule tych rozważań świadomie nawiązałem do książki Charlesa Dickensa „Opowieść wigilijna”, która mówi o nocnym spotkaniu samotnego skąpca Scroogera z trzema duchami; Duchem Wigilijnej Przeszłości, Przeszłych Świąt Bożego Narodzenia i Teraźniejszych Świąt Bożego Narodzenia. Te spotkania pomogły mu zrozumieć istotę tych świąt. Uświadomił sobie zło dotychczasowego postępowania i postanowił to zmienić. Napełniony miłością otworzył swoje serce dla bliźniego i poczuł się szczęśliwy, jak nigdy dotąd. Ogarnęła go radość Bożego Narodzenia. Tę piękną opowieść pisała wyobraźnia autora, a tę którą teraz chcę przytoczyć pisało życie nowojorskiej ulicy. Opowiedział ją na spotkaniu międzynarodowych księży, w którym uczestniczyłem, ks. prałat Ronald Marino, dyrektor Katolickiego Biura Emigracyjnego diecezji Brooklyn.

We wtorek, przed Środą Popielcową ks. prałat Ronald Marino wybrał się z kolegami na kolację do włoskiej restauracji w Green Village na Manhattanie. Koledzy wysiedli z samochodu, a on szukał parkingu. Po zaparkowaniu, w drodze do restauracji zobaczył zbliżające się dwie siostry z zakonu Misjonarek Miłości, zakonu założonego przez św. Matkę Teresę z Kalkuty. Mottem tego zakonu są słowa z Ewangelii św. Mateusza: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Ks. prałat zdziwił się, widząc siostry w tym miejscu i o tej porze. Po serdecznym powitaniu zapytał je, co one tu robią. Na co odpowiedziały: „My tu mieszkamy”. Widząc jeszcze większe zdziwienie prałata Ronalda dodały, że prowadzą hospicjum dla mężczyzn chorych na AIDS. Tu warto dodać, że to hospicjum „Dar Miłości” założyła Matka Teresa w 1983 roku. Siostry zaczęły usilnie namawiać, aby ks. prałat odwiedził chorych w hospicjum. Na co on odpowiedział, że to już późna godzina. Siostry nie dały za wygraną. „Dla tych chorych nigdy nie jest za późno. Oni umierając nie śpią całymi nocami”. Ks. Ronaldo obiecał, że na pewno przyjdzie jutro, bo dzisiaj czekają na niego koledzy.

Następnego dnia, w Środę Popielcową, po Mszy św. sprawowanej w swojej parafii ks. prałat Marino udał się do hospicjum. Siostry zaprowadziły go do umierającego 22- letniego wychudzonego młodzieńca. Nie okazał on jednak radości z przybycia kapłana. Zapytał niezbyt uprzejmie, po co ksiądz przyszedł. Ks. Marino zaczął mówić, że w kościele przeżywamy Wielki Post, który jest czasem przemiany, wzywa do praktykowania w naszym życiu przykazania miłości. Powiedział, że przyszedł odwiedzić go, porozmawiać, a może się nawet pomodlić razem. Młody człowiek obojętnie słuchał tych słów, po czym obcesowo powiedział: „Ksiądz przyszedł do mnie nie ze względu na mnie, ale na siebie. Niech ksiądz przyjdzie tu tylko ze względu na mnie”. Ks. Marino wspominał, że poczuł się tak niezręcznie, że nie wiedział co powiedzieć. Po chwili milczenia wyszedł. Spotkał czekające siostry, które zapytały go, czy nie zechciałby odwiedzić Tomasza, chorego w sąsiednim pokoju. Prałat Ronaldo, który nie ochłonął jeszcze z poprzedniego spotkania powiedział: „Nie dzisiaj. Przyjdę jutro”. A gdy przyszedł następnego dnia, siostry powiedziały, że Tomasz zmarł ostatniej nocy. To była najgorsza wiadomość, jakiej spodziewał się kapłan. Wspominał, ze łzami wzruszenia, że szybko wyszedł z hospicjum z mocnym postanowieniem, że wróci tu następnego dnia. I wrócił. Od tamtego czasu, w każdą Środę Popielcową powraca to wspomnienie, które przynagla do miłości na miarę Chrystusa, miłości którą mamy ogarniać wszystkich, nawet tych, którzy w swoim cierpieniu ją odtrącają.

Za nami kolejna Środa Popielcowa, rozpoczynająca Wielki Post. Zaczęliśmy „pisać” kolejną opowieść popielcową, która ma nas przygotować do świąt Wielkanocnych i spotkania z Chrystusem zmartwychwstałym. Czytania biblijne na dzisiejszą niedzielę przypominają nam o dobrym przeżyciu tego świętego czasu przygotowania. Pierwsze czytanie mówi o zwycięstwie szatana, który skusił Adama i Ewę. Złamali oni Boże przykazania, bo chcieli być jak Bóg, decydować o tym co jest dobre a co jest złe. Tak jak to czyni dzisiejszy człowiek, ustanawiając prawa pozwalające na zabijanie dzieci nienarodzonych i nieuleczalnie chorych oraz zniedołężniałych starców. Gdy pierwsi rodzice uświadomi sobie swój grzech spostrzegli, że są nadzy. Poczuli wstyd i zerwali liście, aby zakryć swoją nagość. Parafrazując tę biblijną opowieść możemy powiedzieć, że pierwszym etapem pisania naszej opowieści popielcowej jest rachunek sumienia. Zobaczymy wtedy, że niejeden raz złamaliśmy boże przykazania. I jeśli mamy w sobie trochę ludzkiej przyzwoitości i wiary, powinniśmy poczuć wstyd. I zamiast szukać listków figowych, winniśmy przyznać się do swojego grzechu i zawierzyć wybaczającej miłości Chrystusa.

W medycynie funkcjonuje powiedzenie: „Zapobieganie chorobom jest lepsze niż ich leczenie”. Profilaktyka, niedopuszczanie do rozwoju chorób staje się powoli jednym z głównych filarów medycyny. Jest to stwierdzenie jak najbardziej słuszne, którego prawdziwość weryfikuje życie. W języku wiary grzech jest chorobą duszy. Św. Grzegorz Nysseński nazywa grzechy trądem straszliwym dusz ludzkich zaś św. Bazyli powiedział, że grzech zaraża duszę i wszystko dobre w niej niszczy. W bogatym skarbcu Kościoła mamy lekarstwa na tę chorobę, w tym najważniejsze – Sakrament Pojednania. Jednak tak jak w medycynie, tak i tutaj ważna jest profilaktyka. I to o niej mówi dzisiejsza Ewangelia. Choroba naszej duszy przychodzi na drodze pokusy. Zanim zgrzeszymy musimy się z mierzyć z pokusą. W tym zmaganiu nie jesteśmy sami. W tej walce możemy zwyciężyć dzięki Chrystusowi. Szczególnie wtedy, gdy pokusa jest silniejsza od nas samych. Słyszałem wiele razy wyznanie ludzi dręczonych pokusą, którzy zwyciężyli tylko dlatego, że w godzinie pokusy sięgnęli po różaniec. Chrystus jest źródłem mocy w przezwyciężaniu pokus, bo sam zwyciężył szatana i śmierć. Św. Paweł w Liście do Rzymian pisze: „tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie”.

Ewangelia na dzisiejszą niedzielę mówi o szatańskim kuszeniu Jezusa. Na pustyni, po czterdziestu dniach postu przystąpił do Jezusa szatan, kusiciel. Pierwszą była pokusa łatwego zdobycia chleba. Chrystus odpowiada, że chleb jest ważny, ale on nie wystarczy, ważniejsze jest słowo Boże. Druga pokusa była propozycja rzucenia się ze szczytu świątyni w przepastną dolinę Cedronu, miała wystawić na próbę zaufanie Jezusa do Ojca. A nic nie ma ważniejszego jak zaufanie pokładane w Bogu. W trzeciej pokusie szatan obiecuje Chrystusowi królestwa świata jeśli się jemu pokłoni. Jakże groźna jest pokusa władzy, panowania. Odpowiedzią Jezusa na te pokusy były słowa: „Idź precz, szatanie!” W taki i inny sposób atakują nas szatańskie pokusy. W ścisłej więzi z Chrystusem odnajdziemy moc, aby odpowiedzieć szatanowi, jak On odpowiedział: „Idź precz, szatanie!”(Kurier Plus 2016).

 

 

ABY NIE ULEC POKUSIE 

Za kilka dni wraz z pielgrzymami stanę u podnóża Góry Kuszenia w pobliżu Jerycha. Kolejką linową wjedziemy na szczyt, gdzie będzie czekał na nas obiad. Ci, którzy szybciej uporają się z obiadem i nie będą zbyt zmęczeni mogą spacerkiem wybrać się do prawosławnego klasztoru pod wezwaniem Świętego Krzyża. Warto tam zajrzeć. Najważniejszym miejscem w tym klasztorze jest kaplica ze skałą, na której według tradycji stał Jezus w czasie kuszenia. Czy jest to ta, czy inna skała nie ma większego znaczenia, bo najważniejszy dramat kuszenia rozgrywał się w sferze duchowej. Tak jak to jest w przypadku każdego z nas. Pokusa wdziera się podstępnie do naszej duszy, naszego serca i umysłu, gdzie rozpoczyna się wewnętrzna walka, tam odnosimy zwycięstwo albo ponosimy klęskę.

 Zapewne wachlarz pokus, na które był wystawiony jest o wiele szerszy. Mateusz wymienia w Ewangelii kilka z nich. Kuszenie Chrystusa jest wpisane w historię zbawienia człowieka, poczynając od Adama i Ewy, którzy ulegli pokusie szatana w raju, o czym słyszymy w pierwszym czytaniu na 1 niedzielę Wielkiego Postu. Jezus, nowy Adam nie ulega pokusie szatana, ale pozostaje całkowicie posłuszny Ojcu. Szatan ukazał Jezusowi łatwy sposób wypełnienia misji mesjańskiej, który jednak nie był zgodny z zamysłem Boga Ojca. Pierwsza pokusa dotyczy chleba: „Jeśli jesteś Synem Bożym, rozkaż temu kamieniowi, aby stał się chlebem”. Jezus mógłby z kamienia uczynić chleb, ale wówczas swoją wolę postawiłby ponad wolę Ojca, służyłby sobie, zaspokajając własny głód. Pokusa druga. Szatan usiłuje sprowadzić misję Jezusa do ziemskiego wymiaru – władzy politycznej. Trzecia pokusa wystawia na próbę wiarygodność obietnic Boga. Chrystus zwycięża pokusy i realizuję misję mesjańską według zamysłu Ojca.

Na takie i inne pokusy wystawiany jest każdy uczeń Chrystusa. W dzisiejszych czasach najbardziej niebezpieczną jest pokusa chleba, konsumpcjonizmu i na nią chce zwrócić uwagę w tych rozważaniach. Starożytny filozof Arystoteles zauważa: „Rodzaj ludzki jest nienasycony w swej chciwości”. Zaś francuski socjolog i filozof Jean Baudrillard pisze: „Znajdujemy się w punkcie, w którym konsumpcja opanowuje i pochłania całe życie, wszelkie działania łączą się ze sobą w trybie kombinatorycznym, kolejność satysfakcji ustalona jest już z góry, godzina po godzinie, środowisko i atmosfera mają charakter totalny, są całkowicie klimatyzowane, w pełni zorganizowane i skulturalizowane.” Dalej czytamy: „Typowy konsument żyje pod presją ciągłego pragnienia zdobywanie coraz to nowych przedmiotów, wyższych form technologii i to stawia go w dość kłopotliwej sytuacji. Przede wszystkim, pomijając kwestię duchowej pustki, która jest nieodłączną częścią stylu życia naszych nieświadomych przyjaciół, muszą oni pracować przez większość czasu, aby sprostać temu, czemu tak naprawdę sprostać nie można”.

George Ritzer, profesor socjologii na Uniwersytecie w Maryland pisze, że konsumpcjonizm staje się pewnego rodzaju religią, której świątyniami są sklepy dyskontowe, bary szybkich dań, sklepy należące do sieci, restauracje tematyczne, centra handlowe, statki wycieczkowe, obiekty sportowe itd. Zasada rynkowa sprowadza się do sposobu wybrania marki, prezentując wciąż nowe, różnorodne towary do nabycia. Wciągnięty w wir zachęt i pokus podsycanych przez reklamę, konsument nie tylko spędza czas na kupowaniu, konsumowaniu i wymyślaniu nowych potrzeb, ale odczuwa coraz większą samotność w tłumie, pomimo otaczających go ludzi. Pracuje więcej, bo wciąż rosną jego potrzeby.

Socjolog Ewa Albińska pisze, że konsumpcjonizm wyrządza ogromne szkody w społeczeństwie. Oto niektóre z nich: „Zachwianie i osłabienie hierarchii wartości, co skutkuje wysunięciem się na pierwsze miejsce zjawiska kultu posiadania. Pogoń za zbytnią konsumpcją, którą zapoczątkował nadmiar dóbr materialnych, przez co szerzy się moralny i psychologiczny upadek człowieka, tendencje egocentryczne i depersonalizacja – człowiek, który posiada ogromny dostęp do dóbr materialnych, stawia siebie w centrum zainteresowania, nabywa mylnego poczucia samowystarczalności, ograniczenie zdolności społeczeństwa do celowego i planowanego wysiłku, oraz ograniczenie jego moralnej prężności, poszerzanie się poparcia dla eutanazji osób cierpiących i aborcji nienarodzonych dzieci, deprywacja grożąca rodzinie i społeczeństwu”.

Negatywne skutki ulegania pokusie chleba mają przede wszystkim wymiar wieczny, na co zwracają uwagę dzisiejsze czytania mszalne. Przewrotność szatana polega na tym, że usiłuje wmówić człowiekowi, że najważniejszy jest chleb, czyli wszelkie formy posiadania. Niebezpieczeństwo nie polega na samym posiadaniu, ale na uzależnieniu życia od stanu posiadania. Człowiek ogarnięty żądzą posiadania staje się niewolnikiem dóbr materialnych. Pieniądz staje się dla niego bogiem, któremu służy kosztem własnego duchowego rozwoju, kosztem rodziny, przyjaciół. Człowiek zniewolony konsumpcjonizmem sądzi, że jakość i długość jego życia zależy od wielkości posiadanych dóbr. Nie chodzi w niej tylko o posiadanie materialne. Są także inne rodzaje posiadania, od których człowiek uzależnia swoje życie, np. dobra opinia, wiedza, władza, sukces, przyjemności zmysłowe, samouwielbienie, zdrowie, drugi człowiek. Nie zaniedbując sfery materialnej człowiek powinien pamiętać, że jego życie to dar Boga, w którego rękach są jego losy. To życie, które na chwilę zakwita na ziemi pięknym kwiatem swoją pełnię odnajduje w wieczności.

Na pokusę chleba Jezus odpowiedział: „Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”. Słowo Boże jest ważne, bo z niego rodzi się wiara, jak pisze św. Paweł w Liście do Rzymian: „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa”. A św. Hieronim powie: „Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”. Słowo Boże dociera do nas na różne sposoby. Słyszymy je w czasie Eucharystii, odnajdujemy na kartach Pisma Świętego, dociera do nas przez naszego bliźniego. Odnajdujemy je w książkach religijnych, filmach, prasie i to nie tylko katolickiej itd.

Prawie od 30 lat korzystam ze swoistej ambony na łamach Kuriera Plus, z której pada słowo Boże w cotygodniowych refleksjach. W ostatnich latach na tej ambonie staje także, człowiek renesansu, ojciec franciszkanin Paweł Bielecki, lekarz chirurg, ordynator szpitala w Libanie. Obronił dwa doktoraty na Uniwersytecie Nowojorskim, a jego obrazy można oglądać w galerii Kuriera Plus. Krótkie refleksje ojca Pawła są pełne mądrości bożej mocno zakotwiczonej w naszym codziennym życiu. Jest to tym bardziej cenna ambona, ponieważ nie ma żadnej polskojęzycznej gazety wydawanej w Nowym Jorku, gdzie byłoby systematycznie zamieszczane słowo Boże. Jest ono dostępne dla każdego, a to i z tego względu, że gazeta jest bezpłatna. Prasa katolicka z Polski sprzedawana jest tutaj w mikroskopijnych ilościach, a ponadto nie każdy sięga po katolicką gazetę. Dlatego warto chociaż raz na trzydzieści lat podziękować Redakcji Kuriera Plus za ambonę słowa Bożego, słowa, które rodzi wiarę, dającą moc zwycięstwa nad pokusami. Warto także dołożyć starań, aby ta ambona jak najdłużej nam służyła i była łatwo dostępna dla jak największej liczby ludzi (Kurier Plus 2020).

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *