7 Gru

2 Niedziela Adwentu Rok C

 

DROGA ŻYCIA .                                                              

Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i kraju Trachonu, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże” (Łk 3,1-6).

Al, szczęśliwy mąż i ojciec dwóch synów był utalentowanym artystą. Pewnej nocy starszy syn źle się poczuł. Al i jego żona sądzili, że jest to chwilowa niedyspozycja, i nie wezwali karetki pogotowia. Później okazało się, że było to pęknięcie wyrostka robaczkowego, które skończyło się śmiertelnymi powikłaniami. Al był załamany, przygniotło go poczucie winy za śmierć syna, nie mógł sobie z tym poradzić. Wkrótce odeszła żona, zostawiając go z sześcioletnim synem Ernem. Te nieszczęścia sprawiły, że sięgnął po alkohol. Powoli, alkohol zabierał mu wszystko- dom, jego dzieła artystyczne. Po wielu latach, opuszczony Al zmarł w hotelowym pokoju. Ci co go znali ze smutkiem stwierdzali, że było to zmarnowane życie, nic po nim nie zostało.

Autor, opisujący tę historię, Bobbie Gee znał Ernego, i bardzo go cenił ze względu na jego szlachetność, dobroć i uczciwość. Znając środowisko w jakim wychowywał się Erne, Bobbie był ciekawy co miało taki wielki wpływ na ukształtowanie osobowości Ernego. I pewnego razu zapytał go: „Wiem, że twój ojciec był najważniejszą osobą w twoim życiu. Co on dla ciebie zrobił szczególnego, że ty wyrosłeś na tak porządnego człowieka.?” Erne spokojnie usiadł, pomyślał chwilę i powiedział: „Jak daleko sięgnę pamięcią, aż do momentu opuszczenia domu rodzinnego w wieku 18 lat przypominam sobie ojca, który każdego dnia wchodził do mojego pokoju, całował mnie na dobranoc i mówił: Kocham cię, synu”. Al nie wiele dał swemu synowi dóbr materialnych, dał mu jednak to co jest najpotrzebniejsze w rozwoju człowieka i stosunkach międzyludzkich; dał mu miłość. Miłość ta była wystawiona na wielką próbę; tak trudno dostrzec ją gdy tonie w alkoholu. Ale nawet taka trudna miłość ma ogromną moc.

Na drodze naszego życia staje wielu ludzi. To, czym my dzisiaj jesteśmy i co posiadamy jest wypadkową naszych zdolności i naszego wysiłku, oraz tego co otrzymaliśmy od Boga i ludzi. W tym co otrzymujemy od innych, najłatwiej zauważyć wartości materialne. Otrzymać w spadku wielką fortunę to jest coś. Jednak to coś nic nie znaczy, gdy zabraknie daru, który Al dał swojemu synowi; daru miłości. Gdy jej zabraknie, wtedy każdy materialny dar może przybierać formę zimnego wyrachowania. Rodzice, którzy swoim dzieciom zapewnią dostatek materialny, ale nie przekażą miłości niech nie będą zaskoczeni, gdy dzieci będą traktować ich bezdusznie, jak książeczkę czekową. Niepotrzebny jest sentyment do książeczki czekowej; jest ona potrzebna gdy ma pokrycie w banku, gdy je traci można ją spokojnie wyrzucić.

Pismo św. nazywa nas dziećmi bożymi. Ta godność jest wezwaniem do budowania jedności z Bogiem. Jedność z Bogiem nazywamy świętością. Aby osiągnąć najwyższy stopień jedności z Bogiem potrzebna jest Jego pomoc, potrzebny jest Jego dar. Tym darem jest miłość. To z miłości Bóg zesłał nam swojego Syna, Jezusa Chrystusa. W okresie Adwentu czekamy na Jego przyjście. Otwarcie się na ten dar przemienia największych grzeszników w świętych. To dla tego nie możemy ominąć Chrystusa, który staje na drodze naszego życia.

Jan Chrzciciel, o którym mówi zacytowany na wstępie fragment Ewangelii zapowiada przyjście Jezusa. Święty Jan staje na drodze naszego życia celem przygotowania nas do przyjęcie tej Miłości. Upomina nas i karci, wzywa do prostowania dróg naszego życia. To upominanie jest wyrazem miłości i zatroskania. Tylko ci, którzy naprawdę nas kochają powiedzą nam o naszych błędach, chcąc nas uchronić przed zmarnowaniem życia. Aby osiągnąć pełnię, miłość stawia wymagania. W tym wypadku wzywa nas do prostowania dróg naszego życia, bo nieraz są one tak kręte i wyboiste, że nie ma szans odnalezienia na nich Boga i naszego bliźniego. Cóż to znaczy prostować drogi swego życia?

Z lat mojego dzieciństwa pamiętam nieutwardzoną drogę przez moją wieś. Po deszczu stawała się ona jedną, wielką kałużą błota. Podróżowanie tą drogą było udręką dla zaprzęgów konnych, a szczególnie dla ciągników, które woziły drzewo z lasu. Nieraz do późnych godzin nocnych kierowcy trudzili się wyciąganiem ciągnika z błotnej topieli. Dzisiaj, ta droga jest równa, pokryta asfaltem; szybko i łatwo można dojechać do wyznaczonego celu. Ale zanim to się stało włożono wiele pracy i trudu w jej budowę. Po wybudowaniu drogi zniknęła wieka góra, z której w zimie zjeżdżaliśmy sankami. Setki tysięcy razy łopaty zanurzyły się w tej górze biorąc piasek do budowy tej drogi.

Jan Chrzciciel wzywa do prostowania dróg, które prowadzą do Boga i naszego bliźniego. Są to drogi Bożych przykazań. Nieraz na tej drodze góry są tak wysokie i doły tak głębokie, że nie ma szans dotarcia do celu. Doły wzajemnej niechęci są nie do przeskoczenia. Góry uprzedzeń sięgają nieba i zasłaniają drugiego człowieka. Zazdrość tak pokręci drogi, że nie widać z nich wyjścia. Nienawiść kopie doły tak głębokie, że wpadający do nich nic nie widzą poza chęcią zemsty. A pycha osiąga nieraz gigantyczne wymiary tak, że pyszałek widzi tylko siebie. Te wszystkie zawiłości dróg izolują nas od bliźniego i Boga i pozbawiają nas najważniejszego daru jakim jest miłość. Brak miłości zatrzymuje nas w rozwoju i pozbawia możliwości zbawczego spotkania z Bogiem.

Prostowanie tych dróg wymaga wiele wysiłku i samozaparcia. Jednak podjęcie tego trudu sprawia, że „…. wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże” (z książki Ku wolności).

 

 

BOŻA OPIEKA

Złóż, Jeruzalem, szatę smutku i utrapienia swego, a przywdziej wspaniałe szaty chwały, dane ci na zawsze przez Pana. Oblecz się płaszczem sprawiedliwości pochodzącej od Boga, włóż na głowę swą koronę chwały Przedwiecznego! Albowiem Bóg chce pokazać twoją wspaniałość wszystkiemu, co jest pod niebem. Imię twe u Boga, na wieki będzie nazwane: „Pokój sprawiedliwości i chwała pobożności!”. Podnieś się, Jeruzalem! Stań na miejscu wysokim, spojrzyj na wschód, zobacz twe dzieci, zgromadzone na słowo Świętego od wschodu słońca aż do zachodu, rozradowane, że Bóg o nich pamiętał. Wyszli od ciebie pieszo, pędzeni przez wrogów, a Bóg przyprowadzi ich niesionych z chwałą, jakby na tronie królewskim. Albowiem postanowił Bóg zniżyć każdą górę wysoką, pagórki odwieczne, doły zasypać do zrównania z ziemią, aby bezpiecznie mógł kroczyć Izrael w chwale Pana. Na rozkaz Pana lasy i drzewa pachnące ocieniać będą Izraela. Z radością bowiem poprowadzi Bóg Izraela do światła swej chwały z właściwą sobie sprawiedliwością i miłosierdziem (Ba 5,1-9).

Jednym z piękniejszych miejsc w metropolii nowojorskiej jest cmentarz Green-Wood na Dolnym Brooklynie. Składa się na nie niepowtarzalna rzeźba terenu, roślinność, historia tego miejsca i ogromna rozmaitość pomników nagrobnych. Najważniejsze jest jednak piękno, który rodzi się w zamyśleniu na tym miejscu, gdy stajemy w obliczu tajemnicy ludzkiego życia, w które wpisuje się śmierć i wieczność. W tym zamyśleniu dostrzegamy groby, którym towarzyszy ludzka pamięć; świeże kwiaty nigdy na nich nie więdną. Są groby zapomniane, nawet znanych postaci z życia publicznego. Zapomniane, mimo, że są wysprzątane i leżą na nich bogate wieńce. Te wieńce położone z racji jakieś państwowej rocznicy są kupione za wymuszone pieniądze podatnika. To też jest pewien rodzaj zapomnienia. Ale czy dla zmarłych ma jakiekolwiek znaczenie ta forma pamięci i zapomnienia?

Jednego jesteśmy pewni; zapomnienie za życia boleśnie nas rani. Przed laty Irena wraz z rodziną przyjechała do Stanów Zjednoczonych. Początki były bardzo trudne. Nauka języka, poznawanie nowej kultury, przyuczanie do zawodu, bardzo ciężka praca i wychowywanie trójki dzieci pochłaniało cały jej czas i energię. To poświęcenie nie poszło na marne. Wkrótce, jak mówimy „stanęła na nogi”. Podobnie jak jej mąż, otrzymała dobrą pracę. Mogli sobie pozwolić na dostatnie życie i zapewnić dzieciom wykształcenia. Mając teraz więcej czasu i pieniędzy Irena sprowadzała krewnych i znajomych z Polski, pomagała im rozpocząć nowe życie w Ameryce. Była lubiana, miała wielu przyjaciół.

Po śmierci męża w życiu Ireny zaszły zmiany. Jeszcze nie tak bolesne, jak te, które miały ją dopaść w przyszłości. Została sama w pustym domu, ale nie czuła się tak bardzo samotna. Dzieci mieszkały niedaleko, miała też wielu przyjaciół. Po kilku latach na wskutek wylewu krwi do mózgu została sparaliżowana. Zdrowia nigdy w pełni nie odzyskała, została przykuta do wózka inwalidzkiego. W miarę upływu czasu coraz mniej odwiedzało ją dawnych znajomych, a dzieci też ciągle były zajęte i nie miały czasu dla swojej matki. A myśl, że jest zapomniana przez wszystkich nieraz przeszywała bólem jej serce. W końcu dzieci zdecydowały, że dla matki będzie najlepszy dom opieki społecznej. Spotkało ją to, czego się najbardziej obawiała. Znalazła się w obcym środowisku. Tu już prawie nikt jej nie odwiedzał. Także dzieci bardzo rzadko przychodziły do niej. Uważały, że jest w dobrych rękach. Ma posprzątane, nie jest głodna, ma opiekę lekarską. Czego jej więcej trzeba? A gdy ksiądz z Najświętszym Sakramentem wchodził do jej pokoju to zawsze zastawał ją przy oknie, przez które, smutnym wzrokiem wpatrywała się w dal. Może wiedziała oczyma wyobraźni swój dom, który był dla niej całym życiem, a który musiała zostawić. Pewnego razu głosem pełnym goryczy i żalu powiedziała do księdza: „O mnie zapomnieli nie tylko ludzie, ale chyba i Pan Bóg, bo tak długo się męczę”.

Czy Bóg może zapomnieć człowieka? To pytanie zadawał sobie także Naród Wybrany, gdy dopadało go nieszczęście. Gdy wróg pustoszył jego miasta, burzył świątynie, skazywał na wygnanie, uprowadzał do niewoli i gdy oni sami ulegali znieprawieniu. W odpowiedzi Bóg posyłał proroków, przez których upewniał swój lud, że jest wśród nich obecny, że pamięta o nich, że jest wierny przymierzu, które z nimi zawarł. Prorocy w imieniu Boga wzywali do nawrócenia i przemiany życia, bo zbliża się czas przyjścia Emanuela. Na to przyjście trzeba być przygotowanym. Słowo „Emanuel” w języku hebrajskim znaczy „Bóg z nami”. Jest to symboliczne imię Mesjasza. A zatem Bóg nie zapomniał o człowieku, dlatego prorok Baruch może wołać z radością: „Podnieś się Jeruzalem! Stań na miejscu wysokim, spojrzyj na wschód, zobacz twe dzieci, zgromadzone na słowo Świętego od wschodu słońca aż do zachodu, rozradowane, że Bóg o nich pamiętał. Wyszli od ciebie pieszo pędzeni przez wrogów, a Bóg przyprowadził ich niesionych z chwałą, jakby na tronie królewskim”.

Ostatni z proroków przed przyjściem Mesjasza, Jan Chrzciciel donośnym głosem ogłasza, że Pan jest blisko i wzywa do prostowania dróg naszego życia. Bóg nie zapomniał o nas, wzywa do przemiany życia, abyśmy byli w stanie przyjąć łaskę zbawienia. Wezwanie do przemiany, karcenie za zło to także znak Bożej pamięci o nas i Jego miłości. Nie jeden z nas, którego matka odeszła do wieczności, oddałby wiele, aby usłyszeć jej karcący głos, a nawet być zdzielonym przez nią mokrym ręcznikiem po głowie. To karcenie wypływało z najszczerszej miłości, która każe pamiętać o swoim dziecku i strzec go, aby nie zagubiło się na manowcach życia.

A nawet, gdy człowiek zapomina o Bogu, On i nim pamięta. Adwent, poprzez czytania biblijne, swoistą liturgię i atmosferę przypomina nam o wspaniałej obietnicy, jaką Bóg dał człowiekowi, a która znajduje wypełnienie w Jezusie Chrystusie. Jezus jest wielkim znakiem bożej miłości. Miłości, która pamięta o każdym. Bóg o nas pamięta nawet, gdy inni o nas zapomną, pamięta o tych, którzy spoczywają w zapomnianych mogiłach, pamięta o samotnych, którzy przez okno domu opieki społecznej, jak zbawienia wypatrują przyjaźnie wyciągniętej ręki. Świadomość bożej opieki, bożej pamięci jest źródłem pokoju i radości w najtrudniejszych momentach życia.

Oto, co pisze człowiek umierający na raka: „Moja przyszłość jest niepewna. Jedyną moją radością jest pewność, że mój los całkowicie spoczywa w ręku Boga. Dziękuje Mu za wszystko, co mam. Nie narzekam, tylko dziękuję. Jeśli spodoba się Bogu bym zaczął jeszcze raz, będzie to wspaniałe. A jeśli nie, to i tak z dziękczynieniem zaakceptuję swój los. Moja wiara nie zależy od wyzdrowienia czy śmierci. Moją wiarę złożyłem w ręku Boga. To jest moją największą radością. Modlę się słowami: „Bądź wola Twoja” z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej).

 

 

ADWENTOWA RADOŚĆ

 Bracia: Zawsze, w każdej modlitwie, z radością zanoszę prośbę za was wszystkich, z powodu waszego udziału w szerzeniu Ewangelii od pierwszego dnia aż do chwili obecnej. Mam właśnie ufność, że Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa. Albowiem Bóg jest mi świadkiem, jak gorąco tęsknię za wami wszystkimi ożywiony miłością Chrystusa Jezusa. A modlę się o to, aby miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej i bardziej w głębszym poznaniu i wszelkim wyczuciu dla oceny tego, co lepsze, abyście byli czyści i bez zarzutu na dzień Chrystusa, napełnieni plonem sprawiedliwości, nabytym przez Jezusa Chrystusa ku chwale i czci Boga (Flp 1,4-6.8-11).

Każdemu z nas marzy się życie radosne i szczęśliwe. Świat wychodzi naprzeciw takim marzeniom, dając nadzieję łatwego ich spełnienia. Widzimy to szczególnie w okresie Adwentu, poprzedzającym święta Bożego Narodzenia. Jesteśmy bombardowani tysiącami kolorowych reklam, na których widzimy radosne i roześmiane twarze, które nam mówią: popatrz jak łatwo kupić radość życia. Nie musisz mieć nawet gotówki, udzielimy ci kredytu, za który kupisz sobie radość świąteczną.  Kup tylko, nie ważne co, ważne żebyś kupił, a zobaczysz w lustrze swoją radosną i uśmiechniętą twarz. Reklamy oferują radość na miarę każdej kieszeni. Nie trzeba jednak być mędrcem, aby zauważyć, że kupiona radość kończy się często pięć minut po rozpakowaniu prezentu. Nieraz stajemy bezradni i smutni wobec tak bogatej oferty kupnej radości, jak czteroletni William. Babcia zabrała go do sklepu z zabawkami, aby sobie wybrał jedną z nich. Mały chłopiec stał pośród tysiąca zabawek i płakał, bo nie widział, którą wybrać, a może dlatego, że wszystkich zabawek nie mógł zabrać ze sobą. Jak widzimy świat rzeczy materialnych nie jest w stanie dać nam radości trwałej i pełnej, niezależnej od przemijającego materialnego świata.

Jacek Kaczmarski w jednej ze swoich piosenek pyta i odpowiada, gdzie można odnaleźć prawdziwą radość: „Nieważne, że po nocach usnąć trudno / Nieważne – wyje gdzieś skopany pies / Nieważne – gorycz w ustach masz paskudną / Życiem się ciesz – dopóki jeszcze jest / Gwiżdż na to, że cię wszyscy opuścili / Gwiżdż na to, że cię czeka krwawy chrzest / Gwiżdż zwłaszcza, że ci zęby dwa wybili / Życiem się ciesz – dopóki jeszcze jest / To prawda – chcieć to móc – a chce się tyle! / To prawda, że już blisko raju bram! / Jedno mnie martwi (chociaż cieszę się, że żyję) / Komu za taką radość podziękować mam?!” Dzisiaj Jacek Kaczmarski wie, gdzie tkwi istota trwałej i prawdziwej radości, wie bardzo dobrze, komu ma dziękować za tę radość. W wieku 47 lat stanął przed Tym, który w okresie Adwentu przypomina nam o swoim przyjściu, i na którego z radością czekamy.

Pisząc o adwentowej radości nie mogę się powstrzymać od wspomnień z lat dzieciństwa. W mojej pamięci Adwent zapisał się, jako czas radosnego odliczania dni dzielących nas od świąt Bożego Narodzenia. Ale nie tylko mijające dni potęgowały radość, ale także zmiany w przyrodzie i wydarzenia w wiejskiej zagrodzie. Nigdy nie zapomnę radości poranka, kiedy się budziłem i przez okno widziałem cały świat, który jeszcze wczoraj był szary i brudny, a dziś tonął pod grubą warstwą nieskazitelnie białego śniegu. Czułem wtedy, jakby to już były święta. Potem 6 grudnia pojawiał się święty Mikołaj, który niósł w torbach radość dla dzieci i przypominał, że święta są tuż, tuż. Jako małe dziecko prosiłem rodziców, aby budzili mnie świtem na Mszę roratnią. Zdążanie szarym świtem, ośnieżonymi drogami do parafialnego kościoła. Ta droga miała w sobie coś magicznego, nadprzyrodzonego. Tę magię kreowała bliskość wieczerzy wigilijnej i szopki betlejemskiej w kościele parafialnym, gdzie śpiew aniołów „Chwała na wysokości Bogu”, mieszał się ze śpiewem wiernych zgromadzonych na pasterce.

To dziecięce przeżywanie Adwentu oraz piękne polskie zwyczaje bożonarodzeniowe prowadzą do źródła prawdziwej radości, którą odnajdujemy w Jezusie narodzonym w stajni betlejemskiej, który jest Mesjaszem, Bogiem i człowiekiem. On jest źródłem radości adwentowej i radości całego życia, bo całe nasze życie, to taki długi adwent uwieńczony spotkaniem z Chrystusem. Prawdziwa radość życia jest bardzo ważna w naszym życiu duchowym. Posłuchajmy kilku wypowiedzieć na ten temat Filipa Nereusza, uważanego za najradośniejszego świętego: „Diabeł ucieka przed prawdziwą radością”. „Radość umacnia serca i pomaga wytrwać w dobru”. „Jest drogą do doskonałości – najkrótszą i najpewniejszą”. „Im więcej w nas radości, tym bliżej nam do świętości”. Święty odnajdywał radość życia nawet w nietypowych sytuacjach. Pewnego razu spacerował z dostojnym kapłanem. Nagle przelatujący ptak załatwił się, zostawiając plamę na sutannie. Do wyraźnie zdegustowanego kapłana Filip powiedział: „Niech się ksiądz cieszy, że krowy nie latają”.

Dopełnieniem powyższych słów niech będzie modlitwa za wstawiennictwem Świętego: „Św. Filipie, pełen chwały Orędowniku mój – który zawsze według wskazań i przykładu św. Pawła Apostoła radowałeś się, wyjednaj mi łaskę doskonałego poddania się woli Bożej, obojętność wobec spraw tego świata i spoglądania ku niebu, abym nigdy nie wątpił w Opatrzność Bożą, nigdy nie rozpaczał, nigdy nie był smutny, ani niecierpliwy, aby oblicze moje zawsze było radosne, a moje słowa życzliwe i uprzejme. Chociaż bowiem losy życia układają się różnie, przystoi nam, którzy mamy największe ze wszystkich dóbr, łaskę Bożą i obietnicę wiekuistego szczęścia, aby promieniować radością”.

A na koniec spójrzmy ku niebu przez pryzmat dzisiejszych czytań mszalnych. W zacytowanym na wstępie fragmencie z Księgi Barucha, prorok zapowiada radosny powrót Izraela do swojej ojczyzny, co staje obrazem powrotu człowieka do Boga. Imię Boga to „pokój i sprawiedliwość”. Te dwie symboliczne nazwy są znakiem rzeczywistości, wewnętrznej, duchowej. A zatem człowiek odnajdzie prawdziwą radość w nawróceniu i powrocie do Boga. Najpełniej dokona się to w Mesjaszu, którego przyjście zapowiada Jan Chrzciciel. Jan Chrzciciel wzywał do przygotowania się na przyjście Mesjasza. A to przygotowanie wiązało się z nawróceniem, które w poetycki sposób ujmuje prorok Izajasz: „Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże”.

W przypadku alkoholika, pierwszym i koniecznym krokiem w wychodzeniu z alkoholizmu jest przyznanie się nie tylko przed Bogiem, ale także wspólnotą Anonimowych Alkoholików do tego nałogu. Muszą paść wyznanie: „Jestem alkoholikiem”.  Gdy stajemy przed Bogiem, świętym i doskonałym, to musimy wyznać, że jesteśmy grzesznikami. A jeśli jesteśmy grzesznikami, to potrzebujemy nawrócenia, bez wyjątku. Tym, którzy tego nie czują chcę zadedykować anegdotę z życia wcześniej wspomnianego św. Filipa. Pewnego razu, gdy odwiedził więzienie, szedł od celi do celi i pytał po kolei wszystkich więźniów za co jest skazany i dlaczego się tutaj znajduje. Wszyscy po kolei mówili, że są niewinni. Gdy doszedł do ostatniej celi i spytał więźnia, dlaczego się tutaj znajduje, ów odpowiedział mu, że popełnił wiele złych czynów i słusznie się tu znajduje, bo zasłużył na karę. Wtedy św. Filip zwrócił się wtedy do strażników: „Tego tutaj proszę wypuścić, bo zepsuje tych pozostałych niewinnych”.

A zatem jeśli przyznamy się do swojej grzeszności przed Bogiem, wtedy On uwolni nas z „więzienia” zła i grzechu. Obdarzy nas łaską nawrócenia. I tym sposobem, w czystości serca będziemy mieli przystęp do samego Boga, który nas napełni swoim pokojem i nieogarnioną radością (z książki Bóg na drogach naszej codzienności).

 

 

PRZYGOTUJCIE DROGĘ PANU

Przed laty pracowałem w parafii mariackiej w Chełmie, gdzie miejscowi komuniści szczycili się, że ich miasto było pierwszą stolicą Polski Ludowej, i że tu ogłoszono manifest PKWN. Dla tej grupy ludzi wielkim wydarzeniem był przyjazd pierwszego sekretarza partii z Warszawy. Przygotowania na jego przyjęcie rozpoczęto dwa lata wcześniej od budowy przyzwoitej, jak na tamte czasy drogi z Lublina do Chełma. Wybudowano eleganckie przystanki autobusowe, a właściciele gospodarstw przy tej drodze zostali zobowiązani między innymi do pomalowania płotów. Główne przygotowania miały miejsce w samym mieście, ale tylko na trasie przejazdu pierwszego sekretarza. Nowa nawierzchnia dróg, nowe chodniki, odnowione elewacje domów. Zabawnie, a zarazem tragicznie wyglądały odnowione rudery – od strony ulicy jak pałace a od podwórka ruina, bałagan i bród. Przed samym przyjazdem sekretarza sadzono na klombach kwiaty i układano darnie trawy. Trawa jednak nie miała zbyt żywego koloru, a to rzucało cień na żywotność przewodniej siły narodu. Pomalowano więc trawniki farbą w kolorze soczystej i żywej zieleni. Z samochodu trawa wyglądała jak prawdziwa. Doszły do tego jeszcze kolorowe flagi i wszechobecne hasła propagandowe w stylu: „Partia z narodem”, i Chełm był już gotowy na przyjęcie oczekiwanego gościa.

Po czasach, kiedy to komuniści, z pominięciem Boga, obiecywali zbudowanie raju na ziemi pozostały mroczne wspomnienia i złudność fałszywych idei i wartości jakimi karmili oni lud. Wszystko było tak fałszywe jak rudera z pięknie odnowionym frontonem. To nie mogło się ostać.

Oprócz fajerwerkowych idei, które na moment rozbłyskają ciemnością zła lub blaskiem fałszywych nadziei są idee i wartości, które od tysięcy emanują niezmiennym światłem prawdy, prawdy, której człowiek z utęsknieniem wygląda. Są to wartości, których pełnię odnaleźć możemy w Bogu. Prorok Baruch spoglądając w niebo oczekiwał bożego błogosławieństwa dla Narodu, który miał wydać Mesjasza: „Albowiem postanowił Bóg zniżyć każdą górę wysoką, pagórki odwieczne, doły zrównać z ziemią, aby bezpiecznie mógł kroczyć Izrael w chwale Pana. Na rozkaz Pana lasy i drzewa pachnące ocieniać będą Izraela”. Zaś prorok Izajasz mówi, że czas przyjścia Mesjasza jest bliski, a zatem przygotujmy się na Jego spotkanie: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. Gdy się tak przygotujemy, spotkamy Mesjasza, który otworzy dla nas bramy raju. Zacznie się dla nas czas zbawienia: I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże”.

Jan Chrzciciel ogłosił przyjście Mesjasza i wzywał do przygotowania się na Jego przyjęcie. Powoływał się na poetyckie przesłanie proroka Izajasza i zachęcał do prostowania dróg życia, przygotowania gleby ludzkiego serca, na które padnie ziarno mesjańskiej prawdy i wyda zbawienny owoc. Na tę prawdę spójrzmy przez pryzmat opowieści Anthony’ego De Mello. Pewna kobieta miała sen w którym odwiedziła sklep. Ku swemu zaskoczeniu, za ladą sklepową ujrzała Pana Boga. „Co tutaj sprzedajesz”- zapytała. „Wszystko, czego twoje serce zapragnie”- odpowiedział Bóg. Trudno jej było uwierzyć w to co usłyszała. W końcu poprosiła o to, czego pragnie każdy człowiek. „Proszę o wewnętrzny pokój, miłość, szczęście, mądrość i wolność od lęku”- powiedziała. Po chwili zastanowienia dodała: „Ale nie tylko dla mnie. Dla każdego człowieka na świecie”. Bóg uśmiechnął się do niej i powiedział: „Myślę, że mnie nie zrozumiałaś do końca. My tu nie sprzedajemy owoców, tylko nasiona”.

W duchu tej przypowieści możemy powiedzieć, że otrzymujemy od Boga nasiona. Aby jednak wydały one owoc konieczne jest przygotowanie gleby naszego serca. To ziarno nie wyrośnie na glebie pokręconej egoizmem, zazdrością, lenistwem, nie wyrośnie na roli zgłuszonej chwastem żądzy posiadania, żądzy władzy, pychy, plotkarstwa itd. Jan Chrzciciel w ostrych słowach wytykał te wszystkie błędy i wzywał do nawrócenia. Nie były to dla słuchaczy przyjemne słowa, a jednak jak mówi Ewangelia ciągnęła do niego cała kraina. Przyjmowali chrzest na odpuszczenie grzechów. Pragnienie spotkania z zbawiającym Mesjaszem było większe niż przywiązanie do grzesznych upodobań. Nie wszyscy jednak zdobyli się na podjęcie trudu przemiany, oczyszczenia gleby swego serca. Ot, chociażby król Herod. Zamiast wyznać swój grzech i nawrócić się, nakazał ściąć Jana, bo ten mu wytknął, że nie wolno zabierać żony swego brata.

Możemy spróbować wyobrazić sobie jak zareagowałby współczesny człowiek, gdyby dzisiaj pojawił się wśród nas Jan Chrzciciel. Pomóc nam w tym może zasłyszana opowieść. W przedświątecznym okresie Bożego Narodzenia, w ruchliwym supermarkecie pojawił się dziwny mężczyzna. Nie robił zakupów tylko usiadł w pobliżu pięknie udekorowanej fontanny, gdzie kupujący zatrzymywali się, aby coś zjeść, wypić lub odpocząć. To co mówił, ów mężczyzna przyciągało kupujących. Niektórzy zatrzymywali się i z uwagą go słuchali. Pytał on ludzi dlaczego tak wiele wydają pieniędzy na świąteczne zakupy. Dlaczego ulegają gorączce i stresom związanym z przedświątecznymi zakupami i przygotowywaniem prezentów. Czasami kpiącym tonem mówił: „Czyż Boże Narodzenie nie jest świętem nadziei i miłości? Najlepszym prezentem jest okazanie sobie wzajemnej życzliwości i cierpliwości. Dlaczego nie wybaczycie i nie pojednacie się z rodziną lub przyjaciółmi, których zraziliście sobie w minionych latach? Powinniście być napełnieni duchem Dzieciątka Jezus przez cały rok, a nie tylko w Boże Narodzenie. Wielu słuchających potakiwało. Niektórzy rezygnowali z zakupów i wracali do domu, aby pobyć ze swoją rodziną. Inni cześć pieniędzy przeznaczonych na zakupy oddawali na cele charytatywne. Jeszcze inni wychodzili z supermarketu i zatrzymywali się w spokojnym miejscu na chwilę modlitwy. Wkrótce jednak pojawił się dyrektor supermarketu z ochroną. Zobaczył, że mężczyzna zachowuje się spokojnie, jednak kazał mu opuścić supermarket, bo jak mówił psuje wszystkim święta Bożego Narodzenia.

Ten kto sądzi, że adwentowe wezwanie do nawrócenia, wzmożonej modlitwy, praktykowania miłości, porzucenia grzesznego życia psuje nastrój radosnych świąt Bożego Narodzenia jest na prostej drodze, aby rozminąć się z zbawiającym Mesjaszem, nawet gdyby czekał na Niego w świątecznie udekorowanym domu i rzewnymi melodiami kolęd na ustach (z książki W poszukiwaniu mądrości życia).

 

 

PROROK IZAJASZ

Jan Chrzciciel, głosząc przyjście Mesjasza wzywał do nawrócenia i przemiany życia. Jest to konieczne, aby w pełni skorzystać z łaski przychodzącego Zbawiciela. W swoim nauczaniu, Jan odwoływał się do proroka Izajasza, który kilka wieków wcześniej zapowiadał przyjście Mesjasza i wzywał do prostowania „ścieżki dla Niego”. Prorok Izajasz zajmuje pierwsze miejsce wśród proroków Starego Testamentu ze względu na wielką spuściznę literacką oraz doniosłość swej teologii i proroctw mesjańskich. Zacytowany na wstępie fragment Ewangelii przytacza jedno z tych proroctw. Imię Izajasz w języku hebrajskim oznacza „Zbawieniem jest Jahwe” lub „Jahwe zbaw” i wskazuje na jeden z głównych rysów misji Izajasza, jakim było głoszenie zbawienia człowieka, które dokona się przez zapowiadanego Mesjasza.

Izajasz urodził się około roku 765 przed Chrystusem. Staranne i wszechstronne wykształcenie oraz bliskie relacje z królami judzkimi Achazem i Ezechiaszem wskazują, że pochodził ze znakomitej rodziny jerozolimskiej, może nawet spokrewnionej z rodziną królewską. Był żonaty, jego małżonka nosiła miano „prorokini”. Miał także dwóch synów, którym z nakazu Boga nadał symboliczne imiona: Maher-Szalal-Chasz-Baz, co się tłumaczy „wkrótce łupy, szybki rabunek” oraz Sze’ar-Jaszub, co oznacza „reszta się nawróci”. Te imiona miały być dopełnieniem proroctw Izajasza względem Narodu Wybranego, który odszedł od Boga. Przyjdą najeźdźcy, którzy złupią kraj i wtedy reszta narodu zrozumie swój błąd i wróci do Boga, w którym odnajdzie ocalenie. Izajasz miał także swoich uczniów, którzy po śmierci mistrza kontynuowali jego misję, tworząc kolejne części Księgi Proroka Izajasza.

Bóg powołał Izajasza na proroka w świątyni w roku 739 przed Chrystusem. W czasie prorockiej wizji ujrzał on wspaniałą liturgię niebieską w czasie której serafini nieustannie głosili chwałę i świętość Boga. W obliczu tej wizji prorok odczuwał lęk z powodu swej nieczystości. W księdze proroka czytamy: „Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: ‘Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony grzech’. I usłyszałem głos Pana mówiącego: ‘Kogo mam posłać? Kto by nam poszedł?’ Odpowiedziałem: ‘Oto ja, poślij mnie’” (Iz 6, 6-9). Prorok Izajasz pełnił swoją misję przez ponad 40 lat. Podobnie jak Mojżesz był prorokiem wielkiej wiary w jednego Boga: „Wy jesteście moimi świadkami wyrocznia Pana i moimi sługami, których wybrałem, abyście mogli poznać i uwierzyć Mi, oraz zrozumieć, że tylko ja istnieję. Boga utworzonego przede Mną nie było ani po mnie nie będzie. Ja Pan, tylko ja istnieję i poza Mną nie ma innego Zbawcy” (Iz 43,10-11; 45,21).

Powołanie Izajasza wiązało się także z niełatwą misją wobec własnego narodu. Jako prorok-kaznodzieja i wychowawca narodu Izajasz walczył o dobre obyczaje w życiu publicznym i prywatnym. Piętnował wady panoszące się w różnych sferach społeczeństwa judzkiego, zwłaszcza pychę i zbytek, zepsucie moralne i wyzysk klas niższych, niesprawiedliwość w wyrokach sądowych i w nakładaniu świadczeń publicznych, praktyki wróżbiarskie i formalizm w zewnętrznym kulcie Boga. „Biada ci, narodzie grzeszny, ludu obciążony nieprawością, plemię zbójeckie, dzieci wyrodne! Opuścili Pana, wzgardzili Świętym Izraelem, odwrócili się wstecz. Gdzie was jeszcze uderzyć, skoro mnożycie przestępstwa? Nienawidzę całą duszą waszych świąt nowiu i obchodów; stały mi się ciężarem; sprzykrzyło Mi się je znosić! Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choć byście nawet mnożyli wasze modlitwy, Ja was nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi. Obmyjcie się, czyści bądźcie. Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu!” (Iz 1,4-5, 14-15). Te ostre słowa przysparzały mu wielu wrogów wśród narodu, który uważał się za naród wybrany. Ostatecznie taka postawa doprowadziła do męczeńskiej śmierci proroka.

Jako karę za niewierność Bogu, prorok zapowiada zagładę królestwa Izraela i Judy. Prorok w apokaliptycznych obrazach „dnia Pańskiego” przepowiada klęskę narodu. Z tej apokalipsy ocaleje mała cząstka, zdrowej „reszty” Izraela, z której się odrodzi nowy, święty naród. Przewidywał on w dalszej perspektywie odrodzenie narodu i kraju wraz z dynastią Dawida.

Przepowiednie te mają niekiedy charakter eschatologiczny i mesjański, zapowiadają przyjście Mesjasza. Tę ostatnią cechę odczytywano i rozwijano chętnie w okresie późniejszego judaizmu i w czasach chrześcijańskich. Izajasz jest największym prorokiem mesjańskim. Wiele prawd nauki objawionej w Nowym Testamencie ma swój początek już w Izajaszu, np. nauka o Słowie Bożym i odkupieniu ludzkości przez ekspiacyjną śmierć Mesjasza. Żaden z proroków Starego Testamentu nie przedstawił tak dokładnie osoby Mesjasza i powszechnego charakteru Jego królestwa jak Izajasz. Według jego proroctw Mesjasz „Emanuel” (Bóg z nami) narodzi się z Dziewicy, otrzyma imię wyrażające Jego naturę i misję: Przedziwny Doradca, Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju, będzie jako potomek Dawida królem, sprawiedliwym i pełnym darów Pana. Pieśni o Słudze Pańskim z Księgi Izajasza dopełniają obrazu Mesjasza: będzie On pokornym głosicielem prawdy, światłością i przymierzem dla narodów oraz prawodawcą, ale nade wszystko będzie prorokiem-męczennikiem, który swoimi cierpieniami i śmiercią zastępczą zadośćuczyni Bogu za grzechy ludzi, pojedna ich z Bogiem, a stawszy się ich Zbawicielem, uzyska wieczną chwałę dla siebie i dla nich. Dlatego słusznie, niektórzy, za św. Hieronimem nazywają Izajasza „ewangelistą pośród proroków”.

Według Talmudu, żydowskiej tradycji, apokryfu „Wniebowstąpienie Izajasza” i podań ojców kościoła, Izajasz poniósł śmierć męczeńską za bezbożnego króla Manassesa. Na rozkaz króla został przecięty piłą. Ciało Izajasza zostało przewiezione z Jerozolimy do Cezarei Filipowej i tam złożone do grobu. Zaś w roku 442 po Chrystusie, cesarz Teodozjusz II przewiózł relikwie Izajasza do Konstantynopola, gdzie złożono je w kaplicy św. Wawrzyńca. Do grobu przybywali liczni pielgrzymi, wierzyli, że jak kiedyś prorok Izajasz uzdrowił króla judzkiego Ezechiasza, tak teraz za jego wstawiennictwem oni mogą także dostąpić łaski uzdrowienia. Uzdrowienia i inne cuda dokonane za wstawiennictwem Izajasza w tym sanktuarium były spisywane w specjalnej księdze.

Św. Augustyn, oceniając z perspektywy Nowego Testamentu teksty mesjańskie Izajasza pytał: „Czy jest to już Ewangelia, czy też jeszcze proroctwo”. Dlatego też w okresie Adwentu, gdy czekamy na święta Bożego Narodzenia, upamiętniające przyjście Mesjasza, często wracamy do proroctw Izajasza. A są to słowa piętnujące nasze nieprawości, odwrócenie się od Boga i bliźniego, są to słowa zapowiadające nieszczęścia, jeśli zło będzie wyznaczać drogi naszego życia, są to słowa wzywające do przemiany życia i prostowania krętych dróg, są to słowa zapowiadające ocalenie dla tych, którzy odwrócą się od zła, są to słowa, które mówią, że pełne nasze zwycięstwo nad złem i śmiercią dokona się w Mesjaszu, który ciągle do nas przychodzi (z książki Wypłynęli na głębię).

 

 

„MOJA MATKO JA WIEM…”

Zapewne wielu z nas pamięta piękną piosenkę Bernarda Ładysza, zaczynającą się słowami: „Moja matko ja wiem, tyle nocy nie spałaś. / Gdym opuszczał mój dom, aby iść w obcy świat. / I na szczęście dalekie, skromny dar, lniany ręcznik mi dałaś, / Haftowany przez ciebie i wzorzysty jak kwiat”. Mój „kolorowy ręcznik” darowany mi przez mamę, mimo upływu lat i jej odejścia w stronę Światła nic nie stracił z kolorystycznej wyrazistości, co więcej, niektóre kolory z roku na rok stają się coraz piękniejsze. Kwiaty miłości haftowane czerwienią sięgają wieczności i ogarniają serce niespotykanym pięknem. Każdy budzący się dzień rozpoczynam modlitewną myślą uwielbienia Bogu, w którą wpisują się moi rodzice, a szczególnie „kolorowy ręcznik” mojej mamy. W tej cudownej smudze światła docierające do mnie z Nieba, odczuwam prawie namacalnie chroniąca i błogosławiącą rękę matki. To odczucie wpisuje się w prawdę, którą wypowiadamy w wyznaniu naszej wiary: „Wierzę w świętych obcowanie”.

W ostatnim czasie wiele mówiło o filmie Wiedźmin wyreżyserowanym przez Marka Brodzkiego na podstawie powieści Andrzeja Sapkowskiego, a to w związku z przygotowaniem tej produkcji przez hollywoodzkie studio. Dzięki tej ekranizacji film nabierze hollywoodzkiego rozmachu i ma szansę dotrzeć do widzów na całym świecie. Podobnie jak w powieści Tolkiena „Władca pierścieni” świat wypełniony jest baśniowymi postaciami jak elfy, potwory, ludzie lasu i wiedźmini. Obecne jest także zmaganie się dobra ze złem. Jedną z baśniowych społeczności są wiedźmini zrzeszeni w bractwie zajmującym się zabijaniem potworów zagrażających bezpieczeństwu ludzi. Aby mogli to czynić skuteczniej, porywano małe dzieci i poprzez szkolenie i zabiegi magiczne starano się ich odczłowieczyć, pozbawić uczuć i stworzyć maszynę do zabijania.

Głównym bohaterem tego filmu jest wiedźmin Geralt z Rivii. Jako małego chłopca, w brutalny sposób wyrwano go z rodzinnego domu. Zrozpaczona matka wołała przy porwaniu: „Nie pozwolę abyś został wiedźminem, będę zawsze przy tobie”. W niedługim czasie po tym wydarzeniu matka zmarła, ale zawsze pozostała ze swoim dzieckiem. Stała przy nim w najtrudniejszych momentach życia, chroniła go przed różnego rodzaju zagrożeniami, a najważniejsze chroniła go przed tym, aby nie utracił pozytywnych ludzkich uczuć i nie stał się bezduszną maszyną do zabijania. Matka przez swoje powroty pamięci podtrzymywała w nim odruchy ludzkiej miłości, które uniemożliwiały, aby stał się wiedźminem. W czasie ostatniej walki z potworami został śmiertelnie poraniony. Mimo to wrócił do zdrowia i gdy odzyskał przytomność, powiedziano mu, że przez te dni z niespotykaną troską pielęgnowała nieznana kobieta. On wiedział, że to była jego matka, która ukazała się mu i z wielką miłością wyznała, że była z nim zawsze, zawsze go chroniła i uratowała w nim to co najpiękniejsze. Dzięki temu Geralt odnalazł dziecko przeznaczenia, małą księżniczkę Ciri. W ostatniej scenie widzimy jak z miłością tuli w ramionach małą dziewczynkę i opuszcza świat przemocy, walki o władzę i udaje się w góry, aby wśród elfów, krasnoludów, ludzi gór wieść normalne życie, którego drogę wytycza miłość, wzajemna życzliwość i zatroskanie siebie. Matka uratowała w nim, to co jest najpiękniejsze w naszym życiu, uratowała miłość, a wraz z tym uratowała jego człowieczeństwo.

Każda matka chciałaby w sercu swojego dziecka zaszczepić miłość i to co jest najszlachetniejsze w ich życiu. Matki czynią to przez swoją cudowną obecność, którą odczuwamy w ich codziennej, domowej krzątaninie. Tak czynią matki, które z wysokości nieba przychodzą do nas, dotykają naszej duszy, aby leczyć życiowe rany, chronić w nas to co dobre i ocalić naszą miłość. Przychodzą do nas nie same, ale w towarzystwie Tego, którego za życia ziemskiego wskazywały na krzyżu i mówiły, że to On z miłości do nas umarł na krzyżu. Wtedy te słowa nie do końca były przez nas rozumiane. To przychodziło później. Z tym głosem przychodziły do nas także słowa proroka Izajasza z dzisiejszej Ewangelii: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego; każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech staną się prostymi, a wyboiste drogami gładkimi. I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże”. Matki wiedziały, że aby ocalić w nas człowieczeństwo, miłość musimy do swego serca zaprosić Tego, który jest samą miłością, Jezusa Chrystusa. Aby jednak godnie przyjąć zbawiającą Miłość trzeba poprostować drogi swojego życia, wysprzątać dom swojego serca. Przypomina nam o tym Jan Chrzciciel, który „Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza”.

Prorok Baruch w swojej wizji widzi radość wyzwolenia swojego narodu z niewoli, to wyzwolenie staje się obrazem wyzwolenia z niewoli grzechu i śmierci. Dokona tego Mesjasz, którego przyjście ogłosił Jan Chrzciciel: „Wyszli od ciebie pieszo, pędzeni przez wrogów, a Bóg przyprowadzi ich niesionych z chwałą, jakby na tronie królewskim. Albowiem postanowił Bóg zniżyć każdą górę wysoką, pagórki odwieczne, doły zasypać do zrównania z ziemią, aby bezpiecznie mógł kroczyć Izrael w chwale Pana”. Tę myśl odnajdujemy w słowach psalmu na dzisiejszą niedzielę: „Ci, którzy we łzach sieją, żąć będą w radości. Idą i płaczą niosąc ziarno na zasiew, Lecz powrócą z radością niosąc swoje snopy”. Tu również autor natchniony przez obraz ziemskiej rzeczywistości mówi o radości, która rodzi się w bliskości Boga, i która zawsze przemienia łzy bólu w łzy radości. Biblia każe nam patrzeć na radość w najodleglejszej perspektywie jaką jest wieczność. Pełnię tej radości odnajdziemy w przyjściu Mesjasza i naszym spotkaniu z Nim.

O przygotowaniu na to spotkanie mówi św. Paweł w zacytowanym na wstępie Liście do Filipian: „A modlę się o to, aby miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej i bardziej w głębszym poznaniu i wszelkim wyczuciu dla oceny tego, co lepsze, abyście byli czyści i bez zarzutu na dzień Chrystusa, napełnieni plonem sprawiedliwości, nabytym przez Jezusa Chrystusa ku chwale i czci Boga”. Św. Paweł modli się o doskonałą miłość dla nas, bo miłość Boga i bliźniego jest najskuteczniejszym narzędziem prostowania dróg naszego życia. Mówi o tym papież Franciszek: „Miłość Boga prostuje nasze błędy, nasze dzieje grzeszników, bo nas nigdy opuszcza, nawet jeśli nie rozumiemy tej miłości”. Ojciec Święty podkreślił, ze Jezus przyszedł do nas, aby uporządkować nasze sprawy i poprostować drogi naszego życia. Zaznaczył, że On zawsze czeka na nas i jest z nami na naszej drodze życia. Miłość Chrystusa jest nieraz trudna do zrozumienia: „Ponieważ nasz racjonalizm mówi: ‘Ależ jak Pan, mając tak wielu ludzi, o których się troszczy, myśli o mnie?’ Ale On przygotował dla mnie drogę! Wraz z naszymi mamami, babciami, ojcami, dziadkami i pradziadkami…Tak czyni Pan. Taka właśnie jest Jego miłość: konkretna, wieczna i także wyjątkowa. Módlmy się, prosząc o tę łaskę zrozumienia Bożej miłości. Ale nigdy się jej nie rozumie! Czujemy ją, płaczemy, ale nie rozumiemy jej z tej perspektywy. Także i to nam mówi, jak wielka jest ta miłość. Pan, który przygotowuje nas od dawna, kroczy wraz z nami przygotowując innych. Jest zawsze z nami! Prośmy o łaskę zrozumienia sercem tej wielkiej miłości” (Kurier Plus, 2014).

 

 

DZISIEJSZY PROROK

Pielgrzymując do Ziemi Świętej, bardzo często zatrzymujemy się na nocleg w Betlejem. Wychodzę wtedy nocą na zewnątrz i wpatruję się w rozgwieżdżone niebo. Prawie wszystko dokoła zmieniło się od czasów Jezusa, ale nie jest to ważne, bo zakrywa je ciemność. Niezmienne pozostało rozgwieżdżone niebo. Może brakuje na nim gwiazdy szczególnej jasności, która jak mówi Ewangelia zwiastowała narodzenie Jezusa. Brakuje także aniołów na betlejemskim niebie. Wystarczy jednak uruchomić w sobie duchowe moce i głęboką wiarę, aby zobaczyć oczyma wyobraźni gwiazdę betlejemską i chóry aniołów, i usłyszeć w sercu ich śpiewanie: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli”. A jest to pokój, którego świat dać nie może, a którym Chrystus mówi: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka”. Jest to pokój, który może się zmierzyć z różnymi lękami, w tym z największym lękiem- przemijaniem i śmiercią.

Drogę do takiego pokoju ukazuje Jan Chrzciciel, który jak mówi Ewangelia: „Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów”. A wcześniej zapowiadał ją prorok Izajasz: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina zostanie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte staną się prostymi, a wyboiste drogi gładkimi!” Tym pokojem jest sam Jezus Chrystus. Św. Jan Paweł II mówił: „Nie będzie pokoju na ziemi, dopóki będą istniały ucisk narodów, niesprawiedliwość społeczna i brak równowagi gospodarczej, utrzymujące się do tej pory. Lecz aby mogły nastąpić wielkie, pożądane zmiany strukturalne, nie wystarczą inicjatywy i interwencje zewnętrzne; potrzebne jest przede wszystkim powszechne nawrócenie serc do miłości”. To co w życiu społecznym jest aktualne, jak najbardziej odnosi się do sfery prywatnej. Jan Chrzciciel wzywając do wejścia na drogę odnajdywania pokoju w Chrystusie, zapłacił najwyższą cenę. Został ścięty przez Heroda, ale dzięki jego świadectwu wielu nawróciło się i rozpoznało w Chrystusie swojego Zbawcę, który obdarza nas pokojem sięgającym wieczności.

Prorok w dzisiejszych czasach jest także narażony na wiele niebezpieczeństw. Każdego roku ginie za wiarę 170 tys. chrześcijan. Codziennie przybywa więc 465 męczenników. W misję prorocką Jana Chrzciciela wpisują się wszelkie poczynania człowieka na rzecz sprawiedliwości i pokoju. 10 grudnia 2018 roku Pokojową Nagrodę Nobla otrzyma Denis Mukwege i Nadia Murad. „Obydwoje położyli na szali własne życie, by walczyć ze zbrodniami wojennymi i zapewnić sprawiedliwość ofiarom. Są najbardziej łączącymi symbolami w sensie narodowym i międzynarodowym wysiłków na rzecz zerwania z przemocą seksualną podczas wojen i konfliktów zbrojnych” – powiedziała Berit Reiss Andersen, przewodnicząca Norweskiego Komitetu Noblowskiego

Dr Denis Mukwege jako ginekolog specjalizuje się w leczeniu ofiar gwałtów zbiorowych, które miały miejsce w czasie II wojny domowej w Kongu. W 1999 roku otworzył on szpital Panzai, który specjalizuje się w leczeniu ofiar przemocy seksualnej i gwałtu. W Kongo zabito ponad 5 milionów ludzi. Żołnierze często atakują cywili i gwałcą kobiety. Dr Mukwege, ryzykując swoim życiem i życiem rodziny, niezmordowanie prowadzi swój szpital, borykając się z różnymi problemami, jak brakiem elektryczności czy środków medycznych. Nieustannie prowadzi kampanię, by zwrócić uwagę na trudną sytuację jego niewinnych pacjentek oraz wykazać nadużycia uzbrojonych bojowników. W 2012 roku uzbrojeni napastnicy wtargnęli do jego domu, usiłując go zabić. Ale i to nie powstrzymało dr Denisa od działalności na rzecz pokrzywdzonych. Doktor Mukwege był na sali operacyjnej, kiedy powiedziano mu, że otrzymał pokojową nagrodę Nobla.

Nadia Murad sama jest ofiarą wojny w Iraku. Jest jedną z 3000 kobiet, które zgwałcono w czasie wojen na tle religijnym w tamtym rejonie. Została uprowadzona wraz z tysiącami innych kobiet i dziewcząt z mniejszości jazydzkiej i sprzedana w niewolę seksualną. Udało jej się uciec. I teraz zamiast zachować milczenie i anonimowość, jak dyktuje kultura muzułmańska i względy bezpieczeństwa, przerwała zmowę milczenia i zaczęła obwiniać mężczyzn, którzy wykorzystywali seksualnie kobiety. Otwarcie i odważnie opowiedziała swoją historię, wzywając świat do działania w imieniu milionów kobiet i dziewcząt, które zostały brutalnie wykorzystane seksualnie w czasie wojny. Przemawiała przed Radą Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych, brytyjskim parlamentem i amerykańską Izbą Reprezentantów. Pokrzywdzone w Iraku kobiety, w czasie zeznań transmitowanych przez telewizję miały ze względu na własne bezpieczeństwo zasłonięte twarze, zaś Nadia Murad wystąpiła z odkrytą twarzą. Aktywność publiczna jest wyczerpująca, ale jak sama mówi „Wracam do życia, kiedy kobiety w niewoli wracają do swojego życia, kiedy widzę ludzi odpowiedzialnych za ich zbrodnie.” W swojej autobiografii pisze: „Chcę być ostatnią dziewczyną na świecie z taką historią jak moja”.

W swojej odwadze i wytrwałości Nadia Murad i Denis Mukwege wpisują się w misję wielkich biblijnych proroków, misję Jana Chrzciciela, który wzywa nas do przygotowania się na przyjście Jezusa Chrystusa. W chrzcie Bóg wezwał nas wszystkich, abyśmy byli Jego prorokami i głosili Jego Słowo pokoju, sprawiedliwości i pojednania, tu i teraz, nad naszymi własnymi rzekami Jordanu. Święty Jan Paweł II pytał i odpowiadał: „Na czym jednak polega ta misja? Co znaczy być chrześcijaninem dzisiaj, tutaj, w tej chwili? Być chrześcijaninem nigdy nie było łatwo i nie jest też dzisiaj. Aby naśladować Chrystusa, trzeba odważnie dokonywać radykalnych wyborów i często iść pod prąd. ‘My należymy do Chrystusa!’ — wołał św. Augustyn. Dawni i współcześni męczennicy i świadkowie wiary, a wśród nich liczni wierni świeccy, ukazują, że jeśli jest to konieczne, należy bez wahania oddać za Jezusa Chrystusa nawet życie” (Kurier Plus, 2018).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *