14 Paź

28 niedziela zwykła Rok A

Głód duszy.

Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: „Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę”. Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa; a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy ich, pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” Mt 22, 1-14        

Czytając pamiętnik więźnia obozu koncentracyjnego zapamiętałem epizod, który miał miejsce tuż po jego uwolnieniu. Otóż więzień ów znalazł się ze swoimi towarzyszami niedoli w pięknym dużym salonie, którego jedna ściana była wyłożona lustrami. Wszyscy z zaciekawieniem patrzyli w lustro. Więzień opisujący to wydarzenie był zaskoczony. Co się dzieje? Widzi w lustrze innych więźniów, tylko nie widzi siebie samego. Ale to nie możliwe. W lustrze musi być także moje odbicie- wspomina. Celem sprawdzenia, wykonuje ruchy ręką, nogą, głową. Postać w lustrze zachowuje się tak samo. Teraz był pewien, że to jego odbicie. Przeraził się swoim wyglądem. Od ponad dwóch lat nie miał okazji spojrzeć w lustro. W jego wyobraźni tkwił obraz jego samego z okresu wolności, stąd też nie rozpoznawał samego siebie.

Lustro mówi prawdę o naszym wyglądzie zewnętrznym. Koryguje nasze błędne wyobrażenia o nas samych. Jest ono w swoim osądzie bezlitosne, ale dzięki temu człowiek ma szansę poznać prawdę o sobie i poprawić swój wygląd. Przypominam sobie jedną panią, której makijaż oka spływał czarną strugą po policzku. Jej znajomi spoglądali na nią, uśmiechali się, ale nikt jej o tym nie powiedział. Dopiero, gdy wróciła do domu i spojrzała w lustro, wtedy zrozumiała powód uśmiechów znajomych. Miała cichy żal do nich, że nikt jej nie zwrócił uwagi. Prawda o naszym wyglądzie zewnętrznym jest potrzebna, lecz potrzebniejsza jest prawda o naszym duchowym wyglądzie. Mówi o tym także polskie porzekadło: „Uroda przemija, głupota zostaje”. A zatem więcej trzeba poświęcić troski temu, co nie przemija.

Duchowy wymiar człowieka, dusza ludzka jest nieśmiertelna, a zatem troska o jej wygląd jest najważniejsza. Człowiek kryje nieraz przed innymi swoje wnętrze. Wie, że jego dusza nie jest taka, jaka powinna być. Zakłada różnego maski, które mają przykryć oszukańczym pięknem brzydotę duszy. Ileż to razy w życiu daliśmy się nabrać człowiekowi w masce, którego słowa słodkie jak miód okazały się palącym jadem. Przed laty spotkałem nadzwyczaj uprzejmego człowieka, który swoich zachowaniem, słowem sprawiał wrażenie najuczciwszego człowieka na świecie. Pośredniczył on w sprzedaży działek na Florydzie. Później okazało się, że był to zwyczajny oszust, który sprzedawał bagniste tereny, dobre tylko do zamieszkania aligatorów. Jeszcze gorzej się dzieje, gdy człowiek oszukuje samego siebie. Tworzy fałszywy obraz samego siebie i zaczyna w niego wierzyć. Czy jest takie lustro, w którym można się przejrzeć i zobaczyć jak wygląda nasza dusza?

Czy takim lustrem mogą być ludzkie opinie? Z pewnością nie. Człowiek, bardzo często osądza subiektywnie bliźniego i patrzy na niego przez pryzmat własnych interesów. Ludzkie opinie, ludzkie zwierciadło może być bardzo mylące. Stalin, wierząc swoim pochlebcom miałby prawo czuć się największym dobroczyńcą ludzkości, najlepszym człowieka, prawie świętym. A jednak, gdy go postawiono w świetle, lustrze prawa Bożego, to można było zobaczyć w nim jednego z największych zbrodniarzy świata. Tylko prawo Boże ukazuje obiektywny obraz człowieka. Gdy przed tym lustrem stanie ten, kto propaguje aborcję i eutanazję to na pewno zobaczy odbicie zbrodniarza, chociażby to czynił w majestacie zbrodniczego prawa państwowego. Dlatego zdeprawowany człowiek nie lubi spoglądać w to lustro, aby nie poraziła go własna nikczemność. Nie chce o nim słyszeć. Uważa za nietakt mówienie w towarzystwie o bożych przykazaniach. A gdy już nie ma wyboru i musi stanąć przed tym lustrem, to mówi, że jest to krzywe lustro i najlepiej byłoby go zniszczyć. Zniszczyć lustro bożej prawdy.

W dzisiejszych czasach czyni się to na różne sposoby. Może to przybierać formę walki z kościołem, który głosi prawdę bożą. W Stanach Zjednoczonych, niektóre środowiska czynią to przez wyśmiewanie nauk, instytucji i praktyk katolickich. Ted Turner w jednym z programów proaborcyjnych szydził z nauki katolickiej na ten temat, nazywając papieża Jana Pawła II „polskim wykrywaczem min”. Stacja ABC w audycji, “That’s Life” pozwoliła sobie na półgodzinne kpiny z krzyża, a w dramatycznej scenie ukrzyżowania wyeksponowała prezerwatywę. Podobnie w „Condom Communion Mass” grupa homoseksualistów przebrana za zakonnice profanowała i wyszydzała Eucharystię, największą świętość katolików. W ostatnim czasie Narodowa Fundacja Sztuki sponsorowała sztukę teatralną „Papież i czarownica”, która w niewybredny sposób wyśmiewa papieża, kapłanów i zakonnice. W masmediach dziennikarze, pisząc i mówiąc o ludziach, którzy się dopuścili zbrodni, przestępstwa dodają: „były ministrant”, „uczeń katolickiej szkoły”, „były ksiądz”. Nawet w jednej z polonijnych gazet, bodajże w ubiegłym roku jeden z dziennikarzy opublikował artykuł pod krzykliwym tytułem: „Katolicy i Polacy skatowali czarnego”. Katolickość i polskość do meritum sprawy w tym wypadku miały się jak pięść do nosa. Prawdopodobnie autorowi chodziło tylko o zdyskredytowanie Kościoła. Podobnie poprzez pochopne osądzanie i uogólnienie wykorzystuje się błędy duchownych. Nie tak dawno nagłośniono sprawę nieżyjącego już kard. Josepha Bernardina. Oskarżono go o seksualne wykorzystywanie nieletnich. Ta wiadomość podawana była wielkimi literami na pierwszych stronach gazet. Później okazało się, że były to fałszywe posądzenia. Opublikowano w prasie przeprosiny, ale bardzo małym drukiem. Jest to powtórzenie historii, o której mówi fragment Ewangelii zacytowany na wstępie.

W Chrystusie prawda Boża objawiła się najdoskonalej. Dlatego przeglądając się w Nim człowiek odnajduję najważniejszą prawdę o sobie. Do Jezusa przychodzili grzesznicy i celnicy. W Jego świetle odkrywali swoja grzeszność, widzieli jak bardzo wykoślawili obraz Boży w sobie, na podobieństwo, którego zostali stworzeni. W konsekwencji, zmieniali swoje życie i szli za Chrystusem. Do Jezusa przychodzili także faryzeusze, którzy się uważali za najuczciwszych, najpobożniejszych. Jednak w świetle Chrystusa okazywało się, że pobożność i prawość były tylko na pokaz. Nie chcieli uznać tej prawdy o sobie, dlatego Chrystus publicznie nazywa ich grobami pobielanymi, które na zewnątrz są piękne, ale wewnątrz pełne zgnilizny. Lecz faryzeusze tak bardzo byli zadufani w sobie, że woleli obwołać Chrystusa fałszywym prorokiem, krzywym lustrem, które trzeba odrzucić. Woleli zniszczyć lustro bożej prawdy, wołali; na krzyż z Nim. I tak, unikając poznania prawdy o sobie rozminęli się ze zbawiającym Bogiem (z książki „Nie ma innej Ziemi Obiecanej”).

Fot. Ziemia święta – Kościół na Górze Błogosławieństw 

 

Zaproszenie na ucztę

Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarzy wszystkich ludów i całun, który okrywał wszystkie narody. Raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę swego ludu po całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: „Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia! Albowiem ręka Pana spocznie na tej górze” / Iz 25, 6-10a/.

Uczeni z Londynu do badania mumii egipskiej użyli najnowszych technik komputerowych, przy pomocy, których udało się zrekonstruować dosyć dokładnie obraz kapłanki egipskiej sprzed trzech tysięcy lat. Na monitorze wyłonił się obraz kobiety w średnim wieku, pełnej godności i powagi. Wiemy także, że miała ona 153 cm wzrostu, zęby w bardzo dobrym stanie i była ubrana w osiem sukien. Jej imię wyryte jest hieroglifami na ścianach jej grobu w Luksorze, i brzmi: Tjentmuntengebtin. Pochowano ją zgodnie z ówczesnymi wierzeniami w nieśmiertelność. Zaopatrzono ją dobrze w żywność, która miała być jej pokarmem w drodze do przyszłego życia, pochowano ją ze sługami, którzy będą je usługiwać, dano jej także drogocenne klejnoty, które miały jaśnieć na uczcie wiecznego szczęścia.

Tam gdzie głód jest codziennym doświadczeniem ludzkości, uczta staje wyjątkowym świętem, nasycenie głodu zdaje się być pełnią szczęścia. Na obraz szczęśliwej uczty składa się inny, ważniejszy element, a mianowicie; biesiadny stół gromadzi bliskich nam ludzi. Ile jest piękna i szczęścia w ucztach przy zastawionym stole, gdzie nie brakuje nikogo z tych, którzy są bliscy naszemu sercu. Zapominamy wtedy o wszelkich troskach. Z tych to powodów, szczególnie w dawnych czasach, uczta stawała się symbolem wiecznej szczęśliwości.

Zapewne każdy chciałby być uczestnikiem takiej uczty. Ale czy taka uczta jest możliwa na ziemi; gdzie by nikogo nie brakowało, i nie było by lęku, że przeminie? Chyba nie; ciągle kogoś nie ma, ktoś tam nie dojechał, albo odszedł… aż do wieczności Przy naszych zastawionych stołach, w gronie najbliższych przyjaciół mamy minutę swojego szczęścia, po której zostaje pragnienie uczty w gronie tych, którzy są, którzy kiedyś byli z nami, uczty zaspakajającej wszelkie głody, zarówno fizyczne jak i duchowe.

W przypowieści o królu, który wydał przyjęcie z racji ślubu swego syna, Jezus mówi o uczcie, na której nie zabraknie pokarmów zaspakajających najgłębsze pragnienia ludzkiej duszy, nie zabraknie tych, których chcielibyśmy mieć przy sobie, i najważniejsze będzie na tej uczcie Ten, który może to wszystko sprawić w swojej wszechmocy, będzie obecny Bóg.

Bóg nas zaprasza. A historia opisana w przypowieści powtarza się ciągle. Zaproszeni wymawiają się, podając różne powody swej nieobecności. Jedni mówią; mam wiele pracy, na te sprawy poświęcę więcej czasu, gdy będę na emeryturze, nie wiedząc, że starość może nie być jego udziałem, inni z kolei są zbyt zajęci swoim kupiectwem, przeliczając wszystko na dolary, które nijak się mają do uczty, którą Jezus nazywa Królestwem Bożym, jeszcze inni wyśmiewają i obrzucają błotem tych, którzy ośmielają się ich niepokoić jakąś tam ucztą w Królestwie Bożym. Wymieniają diamenty na chwilowe błyskotki. Są podobni nieraz do narkomana, który dla chwilowego „szczęścia” rezygnuje z prawdziwego życia.

Bóg jednak ciągle zaprasza nas na ucztę Królestwa Niebieskiego. Swe zaproszenie kieruje do wszystkich. Szczęśliwi ci, którzy mijające dni wykorzystują na przygotowanie się do udziału w tej uczcie /z książki Ku wolności/.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *