7 Sty

Adwentowe czekanie

Mimo upływu lat i coraz głębszego przeżywania tajemnicy Wcielenia, adwentowe czekanie ciągle powraca do mnie magicznym i baśniowym wspomnieniem adwentowego świata z lat dzieciństwa. Odliczanie dni przybliżających  nas do Bożego Narodzenia wypełnione było zwykłą codzienną radością, która w blaskach zbliżających się świąt stawała się czymś nadzwyczajnym, prawie nieziemskim. Ten cudowny świat kreował rodzinny dom, rodzice, a szczególnie mama. Także zmiany w otaczającej nas przyrodzie miały w tym swój udział. Jak urzeczeni chwytaliśmy pierwsze płatki śniegu. Nad światem zalegała cisza, a niebo zaciągało się ciemnymi chmurami, a z którego spadały puszyste białe płatki śniegu. Otulał on nieskazitelną bielą szarą i zmęczoną latem ziemię i tłumił głosy rozkrzyczanego świata. Był to taki cudowny dar nieba dla ziemi, a szczególnie dla nas dzieci. W białych płatkach migotały gwiazdki, które w noc wigilijną zabłysną na betlejemskim niebie i niebie moich rodzinnych stron. Ten biały śnieg przynosił także beztroską dziecięcą zabawę. Pośród tego wyczarowanego śniegiem krajobrazu wyglądaliśmy św. Mikołaja, który przychodził do nas grudniową nocą i pod poduszką zostawiał prezenty. Nie widzieliśmy go, ale rodzice z tajemniczym uśmiechem mówili, że był. To zapewnienie i prezenty pod poduszką wystarczyły, aby uwierzyć, że wieczorami, pośród chat i roztoczańskich lasów zaspanych śniegiem wędruje  św. Mikołaj z workami prezentów dla dobrych dzieci.

Oprócz św. Mikołaja oczekiwaliśmy organisty z opłatkami. Bo to już była bardzo konkretna zapowiedź zbliżających się świąt i tej jedynej i niepowtarzalnej wieczerzy wigilijnej. Z myślą o Wigilii jechałem z mamą do olejarni w Klemensowie. Mama wiozła w worku nasiona konopi, z których tłoczono olej na stół wigilijny. Wtedy konopie niewinnie rosły na polach, nikt nie pomyślał, że można je wykorzystać do produkcji zabójczego narkotyku. W olejarni czuć było zapach świeżego tłoczonego oleju, a świąteczne rozmowy czekających wytwarzały niepowtarzalną adwentową atmosferę. Wieczorami przy lampie naftowej wykonywaliśmy ozdoby choinkowe, budowaliśmy szopki betlejemskie, słuchaliśmy opowieści o Bożym narodzeniu,  o zwyczajach świątecznych i ludziach, którzy żyli na tej ziemi. Z zapartym tchem chłonęliśmy „prawdziwe”, które dziś można umieścić na kartach pięknych baśni i legend. I tak można by wymieniać w nieskończoność codzienne czynności, które wpisywały się w adwentowe czuwanie. Mistyczne, tajemnicze i radosne Roraty ukazywały sens tej codziennej radosnej krzątaniny. Przed wschodem słońca, gdy świat był otulony tajemniczą ciemnością wyruszaliśmy na Mszę roratnią. Ciemność  nie utrudniała wędrówki, bo wyraźnie było widać ścieżki wydeptane w śniegu, a ponad to myliśmy w ręku zapalone lampiony. Światło tych lampionów współgrało z płomieniem ozdobnej świecy, zwanej roratką, symbolizującej radość Maryi, która już wiedziała, że Zbawca przyszedł na ziemię.

I tak można by snuć w nieskończoność opowieść o pięknych powracających wspomnieniach. Przytoczyłem kilka z nich, aby ukazać nie tylko piękno minionych dni adwentowego oczekiwania, ale byśmy uświadomili sobie, jak bardzo ważne są one w naszym życiu, trzeba do nich powracać, a jeśli to możliwe pozwolić im, aby przybrały konkretny kształt w naszej zwykłej codzienności. Z pracy duszpasterskiej wśród nowojorskiej Polonii, a pracuję tu już 25 lat wiem, że kultywowanie polskich tradycji adwentowych i bożonarodzeniowych w rodzinach umacnia więź nie tylko z Chrystusem, ale jednoczy członków rodziny i wypełnia rodziny niespotykanym blaskiem miłości spływającej z nieba. Moje adwentowe wspomnienia z rodzinnego wymykają się z wiejskiej chaty krytej strzechą i pozytywnie wpisują się najpiękniejszymi obrazami w dzisiejszy kształt mojej wiary.

Gdy spoglądam w adwencie na rozgwieżdżone niebo nad Nowym Jorkiem, to pośród powracających wspomnień widzę niebo nad moją rodzinną wioską oraz  niebo nad Betlejem sprzed dwóch tysięcy lat i chóry aniołów, którzy ogłaszając narodzenie Mesjasza wołali: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania”. Pośród tych niebieskich zastępów widzę twarz mamy, taty i wszystkich tych, dla których czeka puste miejsce przy wigilijnym stole. A pewność, że oni tam są daje nam Ten, który narodził się w betlejemskim żłobie.

Tygodnik Kurier Plus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *