24 Cze

Boża opieka

Boża opieka

Październikowe długie wieczory i coraz dłuższe noce stwarzały szczególny klimat wiary w różne dziwaczne, nadprzyrodzone stwory, demony, maszkary, które mogły znaleźć przytulisko w każdym zakamarku zagrody i domu. Z upodobaniem zamieszkiwały one także w lasach, polach i na bagnach. Najczęściej o zmroku dawały znać o sobie. Wypełzały z ciemności, aby szkodzić lub pomagać. Z jednymi i drugimi najlepiej było żyć w zgodzie. A przede wszystkim umieć je obłaskawić i mieć się na ostrożności. W mitologii pogańskich Słowian aż się roiło od różnych demonów i bożków. Chrześcijaństwo skutecznie się rozprawiło z kultem bardziej znanych bożków jak Perun czy Świtowit. Pomniejsze bożki i demony, takie bardziej prywatne długo tułały się jeszcze w świadomości i wierze naszych przodków. I wraz ze śmiercią swoich ostatnich wyznawców także i one umarły. Z opowieści dziadka zapamiętałem dwa takie stwory. Jednym z nich, z którym dziadek miał do czynienia był błąd, nazywany także błądzeń, błędnik, obłęd, bełt. Był to złośliwy demon, który mylił drogi i sprowadzał na manowce. Dziadek mówił, że kiedyś, gdy przyczepił się go błąd, to całą noc chodził po lesie, wracając zawsze w to samo miejsce. A gdy się go odczepił nad ranem, to dziadek zauważył, że był bardzo blisko swego domu. Dziadek wspominał jeszcze innego ducha zwanego zmorą lub dusiołkiem. Był to złośliwy stwór, który w czasie snu siadał na piersi i zaczynał dusić śpiącego. Zwyczaj do przepędzenia go wystarczyło się obudzić. A gdy się człowiek nie obudził, to kończyło się to zazwyczaj pogrzebem. W opowieściach moich rodzinnych stron wspominano także Borutę, zwanego Leśnym, władcę lasu, który straszył w lesie różnymi głosami, śpiewając, chichocząc, krzycząc i rżąc. W czasach chrześcijańskich utożsamiono go z diabłem Borutą. Na długiej liście słowiańskich duchów jest także duch opiekuńczy zwany domownikiem lub domowojem. Pomagał w prowadzeniu domu, rozwiązywaniu codziennych problemów, troszczył się także o zwierzęta gospodarskie. Według wierzeń Słowian był to duch przodków zamieszkujących kiedyś ten dom.

Z czasem, gdy wiara chrześcijańska zapuszczała coraz głębiej korzenie na polskiej ziemi, a przed wszystkim w ludzkich sercach znikał powoli pogański świat złośliwych demonów i innych maszkar. Wprawdzie w wierze chrześcijańskiej są też siły zła, jest szatan zwany, diabłem lub demonem, ale to nie do tych sił należy ostatnie słowo. Chrystus zwyciężył śmierć i szatana i w mocy Chrystusa my także odnosimy zwycięstwo. Jest to wiara oparta nie na mitach, ale na wydarzaniu historycznym, jakim było narodzenie, śmierć na krzyżu i pusty grób Jezusa. Chrystofanie, czyli ukazywanie się Jezusa po śmierci i Jego cuda stawały się dowodami, że grób Jezusa jest pusty, dlatego, że Ten, który tam został złożony zmartwychwstał. W dzieło zbawienia i zwycięstwa Chrystusa włączona jest Matka Boża, znakiem tego zwycięstwa jest statua Matki Bożej, depczącej głowę szatana w postaci węża. Jak już pisałem w poprzednim artykule Matka Boża daje nam do ręki Różaniec, potężny oręż walki ze złem, szatanem i siłami ciemności.  A zatem siły demoniczne, siły zła są bezsilne, gdy zawierzymy swoje życie Chrystusowi i Jego Matce.

Łaska Boża dociera do nas także przez aniołów i świętych. I tak październik rozpoczynamy wspomnieniem Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus. Na obrazach jest ona przedstawiana z pękiem róż, które kojarzą się z modlitwą różańcową oraz łaskami, jakie wyprasza ona dla swoich czcicieli.  Pewnego razu podczas lektury żywotu św. Alojzego Gonzagi, przeczytano historię niemieckiego kanonika, który w chorobie prosił św. Alojzego o łaskę uzdrowienia. W odpowiedzi, choremu objawił się Święty Alojzy i obsypał jego łóżko deszczem róż. Wraz z tymi różami spłynęła łaska uzdrowienia. Po usłyszeniu tej historii, św. Teresa powiedziała: „Ja także po śmierci spuszczę na ziemię deszcz róż”. Miesiąc później, po kolejnym ataku krwotoku powiedziała: „Czuję przede wszystkim, że teraz zacznie się moje posłannictwo pociągania dusz do miłowania Boga tak, jak ja Go miłuję, wskazywania im mojej małej drogi. Jeśli Pan Bóg spełni moje pragnienie, moje niebo będzie aż do końca świata na ziemi. Tak, chcę, aby moje niebo polegało na czynieniu dobra na ziemi. To nie jest niemożliwe, skoro nawet aniołowie, pogrążeni w wizji uszczęśliwiającej, czuwają nad nami”. I rzeczywiście, po śmierci św. Teresy, łaski wypraszane przez nią spływały na ziemię jak deszcz róż. A to przysparzało jej wielu czcicieli. Prawie w każdej parafii był jej obraz lub feretron procesyjny z jej podobizną.

 W drugim dniu października wspominamy Aniołów Stróżów. W tradycji chrześcijańskiej aniołowie są dobrymi istotami duchowym, stworzonymi przez Boga. Pełnią oni różne funkcje: są Bożymi posłańcami, uczestnikami niebiańskiej liturgii, opiekunami ludzi. Pismo św. mówi o opiece aniołów nad człowiekiem. W Psalmie 91 czytamy: „Niedola nie przystąpi do ciebie, a cios nie spotka twojego namiotu, bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień”. Do tych słów Pisma św. nawiązuje modlitwa, której nauczyli nas nasi rodzice: „Aniele Boży, Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój. Rano, w wieczór, w dzień i w nocy bądź mi zawsze ku pomocy. Strzeż duszy i ciała mego i doprowadź mnie do żywota wiecznego”. Od najmłodszych lat rodzice przypominają swoim dzieciom o obecności anioła stróża w życiu. Dobrze mieć pewność, że ktoś z nieba czuwa nad nami. Chociaż ja czasami wołałem, gdy mnie kusiły piękne, dojrzałe jabłka w sadzie sąsiada, aby mój anioł stróż odpoczął i zdrzemnął się trochę. Często przypominano dzieciom, że do prawego ucha szepcze nam anioł stróż, mówiąc co mamy robić. Oczywiście zawsze radził wybierać dobro. Do lewego ucha szeptał diabeł, kusząc do złego. Wyraźnego szeptu do ucha nigdy nie słyszałem. Głos anioła, czy diabła słyszałem poza uszami, gdzieś tam w głębi sumienia. I tak pozostało do dzisiaj. Oprócz modlitwy do anioła stróża pozostało mi jeszcze wspomnienie obrazu z wiejskiej chaty, na którym anioł wyciąga swoją opiekuńczą dłoń nad dziećmi, przechodzącymi kładką nad rzeką.

Inną postacią wspominaną 4 października jest św. Franciszek. Urodził się w roku 1182 w Asyżu w bogatej rodzinie kupieckiej. Jego rodzice pragnęli, aby osiągnął stan szlachecki. Pokrywało się to z marzeniami rycerskimi młodego Franciszka.  Jednak przeżycia mistyczne całkowicie odmieniły jego plany. Porzucił światowe rozrywki i zaszczyty i w ubóstwie zapragnął głosić Ewangelię. Z tego powodu ojciec Franciszka wydziedziczył go. W odpowiedzi na decyzję ojca św. Franciszek, pośród zgromadzonego tłumu zdjął z siebie ubranie, które kiedyś otrzymał od ojca i nagi złożył je u jego stóp mówiąc: „Kiedy wyrzekł się mnie ziemski ojciec, mam prawo Ciebie, Boże, odtąd wyłącznie nazywać Ojcem”. Po tym wydarzeniu Franciszek zajął się odnową zniszczonych kościołów. Żyjąc według Ewangelii wzywał do nawrócenia i pokuty. Ten wielki święty, obdarzony stygmatami miał braterski stosunek do wszelkich stworzeń bożych. Głosił kazania, i to z wielkim powodzeniem, jak mówi tradycja wilkom, ptakom. Stąd też widzimy go często na obrazach w otoczeniu ptaków. Święty, tak zbratany z przyrodą był bardzo bliski ludziom wsi. W czasach mojego dziadka niejednokrotnie pomieszczenie dla ludzi było w bezpośredniej bliskości pomieszczenia dla zwierząt domowych. Wielu ludzi urzeczonych pięknem duchowym tego świętego chciało go naśladować. Powstał zakon franciszkański, a dla ludzi świeckich Trzeci zakon św. Franciszka. Powstawały także bractwa św. Franciszka.

Wiara upewnia nas, że w naszym życiu nie ma spraw beznadziejnych. Jesteśmy w ręku Boga, który wszystko może. Jednak czasami nasza wiara słabnie i wydaje się nam, że pewne sprawy są beznadziejne. I od tych spraw mamy patrona, którego wspominamy 28 października. Jest nim św. Juda Tadeusz. Był on jednym z krewnych Jezusa. Prawdopodobnie jego matką była Maria Kleofasowa, o której wspominają Ewangelie. Św. Juda Tadeusz poniósł śmierć męczeńską. Pokrewieństwo z Jezusem rodziło przekonanie, że może on wybłagać u Jezusa łaski w sprawach najtrudniejszych. Ku czci Świętego odbywają się w wielu kościołach specjalne nabożeństwa, w czasie których poleca się Bogu za wstawiennictwem św. Judy Tadeusza sprawy najtrudniejsze, które w naszych oczach wyglądają za beznadziejne.

Październikowe szare dni opromienia jasność z nieba, która upewnia nas, że niezależnie od tego, co nas w życiu spotyka jesteśmy w dobrych rękach naszego Ojca, który na różne sposoby przychodzi do nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *