24 Cze

Chleba naszego…

Chleba naszego…

W modlitwie, której nas nauczył Chrystus kierujemy do Boga słowa: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Bóg daje nam chleb, ale nie bezpośrednio. Rolnik sieje, pielęgnuje zasiewy, a Bóg daje wzrost. Aby otrzymać ten chleb potrzebne są ręce, które go przygotują. Chleb to znak bożego błogosławieństwa i ludzkiego trudu. Dlatego jest on w wielkim poszanowaniu, szczególnie w polskiej tradycji. Wielki nasz poeta Cyprian Norwid pisał: „Do kraju tego, gdzie kruszynę/ chleba podnoszą/ z ziemi przez uszanowanie/ dla darów Nieba…./ Tęskno mi Panie…”. Chleb powszedni nie tylko zaspakaja głód fizyczny, ale staje się nośnikiem wartości duchowych. W tradycji chrześcijańskiej jest on nie tylko znakiem, ale samą Eucharystyczną obecnością Boga wśród nas, stając się pokarmem naszej duszy, pokarmem na drodze do wieczności. Pobrzmiewa w tym tradycja Starego Testamentu. Izraelici składali stałą ofiarę z dwunastu chlebów pokładanych, które zarówno w Namiocie Spotkania, jak i w świątyni leżały na osobnym stole i były zmieniane w każdy szabat. Kładziono je przed obliczem Pana, stąd jego nazwa „chleb oblicza”. W polskiej tradycji chleb w formie opłatka pełni rolę prawie sakralną i jest znakiem zbratania ludzi z Bogiem i między sobą. Podobnie traktowany jest chleb święcony w dzień świętej Agaty i specjalne bułeczki święcone w dzień św. Antoniego.

Chlebem i solą witano gości na progu domu. Był on obecny przy błogosławieństwie nowożeńców. Kromkę chleba dawano na pożegnanie, jako znak błogosławieństwa oraz życzenie szczęśliwego powrotu. Ręki wyciągniętej z chlebem do zgody nie wypadało odtrącić, nie tylko w czasie dzielenia się opłatkiem. Do nowo zbudowanego domu wnoszono chleb i wodę, które miały zapewnić dostatek domu. Wypowiadano wtedy słowa: „Gdy jest chleb i woda to nie ma głoda”. Nowonarodzonemu dziecku, na szczęście wkładano do kołyski kawałek chleba. Były też specjalne chleby na różne okazje. Na wesele pieczono z najlepszej mąki kołacze i korowaje. Za najlepszą mąką w dawnych czasach uważano tę najbielszą, którą my dzisiaj uważamy za najmniej zdrową. Wolimy razowy chleb. Dawniej jednak biała mąka była rarytasem, a dostatek wesela oceniano nieraz ilością i jakością korowaja. Na stypę pogrzebową pieczono chleb zwany chlebem  żałobnym lub żałosnym. Także na Zaduszki pieczono chleby zwane perebuszkami. Także dla kolędników były specjalne chleby zwane szczodrakami.

Szacunek dla chleba okazywano na różne sposoby. Nie do pomyślenia było wyrzucenie go do śmietnika. Gdy upadł na ziemię, to przepraszając podnosiło się go i całowało. Chleba nie można było spożywać w czapce. Świeżo upieczony chleb kładziono na ołtarzyku domowym, aby zapewnić Boże błogosławieństwo. Dawniej pierwszy bochenek chleba z wypieku nie krajano nożem tylko łamano między siebie. Łamanie się chlebem to głęboko symboliczny znak otwartości serca dla bliźniego. Tę tradycję obwarowano zabobonnym przekonaniem, że gdy pierwszy bochenek pokroimy nożem, to następne wypieki będą nieudane, chleb będzie zakalcowaty. Przed ukrojeniem pierwszej kromki czyniono znak krzyża nad bochenkiem. Obowiązek ten był przywilejem gospodyni lub osoby cieszącej się największym szacunkiem w rodzinie. Chleba nie można było kłaść spodnią stroną do góry, gdyż było to wyrazem braku szacunku i jak wierzono sprawdzało na rodzinę kłótnie i nieszczęścia. Mówiono: „Jechał na nim diabeł, a anioły płakały”. Nie można było zostawiać noża wbitego w bochenek. Nie wolno było także kłaść chleba na brudnym stole. Wszelki brak szacunku dla chleba był uważany za grzech. Chleb wszedł na stałe do polskiego języka dla wyrażenia w zwięzły i prosty rzeczywistość bardziej złożonej: „Z tej mąki chleba nie będzie”, „wyjechać za chlebem”, „ciężko pracować na kawałek chleba”, „głodnemu chleb na myśli”, „mieć na chleb”, „chleb powszedni”, „przeciętny zjadacz chleba”.

Pieczenie chleba było czymś więcej, niż tylko wykonywaniem jeszcze jednej pracy gospodarskiej. W wielkim poszanowaniu był nie tylko chleb, ale też wszystko, co służyło do jego wyrobu: dzieża, łopata, piec chlebowy, ożóg zwany także kociubą. Pieczenie chleba było jedną z najważniejszych kobiecych prac. Uważano, że gdy panna nie potrafi upiec chleba, to się nie nadaje się do małżeństwa! Nie wystarczyło upieczenie chleba w blaszce. Nalać ciasta do blaszki i włożyć do pieca to każda oferma potrafi. Uformować bochenek i upiec, to dopiero sztuka. Gdy patrzyłem jak moja mama piecze chleb, to wydawało mi się to takie proste, ale dzisiaj podziwiam ten kunszt. Trzeba było wiedzieć, kiedy ciasto jest odpowiednio wyrośnięte, piec odpowiednio rozpalony, chleb gotowy do wyjęcia z pieca. Gdy już wspominam mamę, to nie mogę pominąć najsmaczniejszego chleba, jaki kiedykolwiek w życiu jadłem. Gdy przyjeżdżałem do domu na wakacje mama czasami mełła zboże w żarnach, chociaż w komorze mąki było pod dostatkiem. Mąka z żaren nie mogła się równać z mąką z młyna, ponieważ młyńskie kamienie mogły zbyt mocno miażdżyć ziarna, zmieniając smak mąki. Dlatego smak kromki tamtego chleba do dziś pamiętam. Może ten chleb był taki smaczny, bo był przesączony matczyną miłością.

Moja mama nauczyła się pieczenia chleba się od swojej mamy, a mama mojej mamy od swojej…. I tak możemy się cofać do czasów kamiennej siekiery, którą tata znalazł w czasie budowania drogi przez moją wioskę Oseredek. Chociaż pierwsze wzmianki o polskim chlebie sięgają króla Bolesława Chrobrego. A legenda ukazuje piękne początki wypieku chleba. Otóż król Bolesław Chrobry jechał ze swoim dworem na spotkanie z cesarzem niemieckim Ottonem III. Nagle poczuł przyjemny zapach i skierował się w kierunku, z którego on dochodził. Pachniały bochenki chleba, które kmieć wyciągał z pieca. Chleb cudownie pachniał, a co za smak. Król ze swoim dworem z apetytem spożył cały wypiek.  Na pamiątkę tego wydarzenia, król nazwał tę miejscowość Piekarami. Dzisiaj jest miejsce pielgrzymkowe, gdzie wierni oddają cześć Matce Bożej Piekarskiej.

W moim domu piekło się chleb raz w tygodniu, najczęściej w sobotę. I muszę powiedzieć, że najbardziej lubiłem soboty. Kończył się znojny tydzień pracy w polu i rozpoczynało się przygotowanie do niedzieli. W to przygotowanie wpisywało się pieczenie chleba. Jednak ciasto trzeba było przygotować wcześniej. Mama wnosiła drewnianą dzieżę i stawiała na ławie pod piecem. Miejsce przy piecu było szczególnie ważne w okresie zimy, gdyż do wyrośnięcia ciasta była potrzebna odpowiednia temperatura. Często dla zapewnienia ciepła przykrywano dzieżę pierzyną albo kożuchem. W dzieży była kulka zakwasku, inaczej zwanego zakwasem lub zaczynem z przedniego wypieku chleba. Było to sfermentowane ciasto, które dawało początek fermentacji ciasta do kolejnego wypieku. Zakwasek nazywano także poskrobkiem, bo po wyrobieniu ciasta w bochenki wyskrobywano dzieżę i robiono kulkę ciasta- zakwasu do następnego wypieku chleba. Do dzieży wylewno wodę i wsypywano mąkę. Ciasto fermentowało i rosło. Ostrożnie trzeba było chodzić koło dzieży, gdyż, jak uważano gwałtowny wstrząs mógł przerwać fermentacje. Gdy ciasto odpowiednio wyrosło dodawało się więcej mąki i soli i zaczynało się ugniatanie ciasta. Ciasto trzeba było tak długo wyrabiać aż odchodziło od rąk. Następnie mama formowała bochenki i kładła na ławie przykrytej lnianym płótnem. Bochenki jeszcze rosły i czekały na włożenie do pieca. Często na bochenka robiono znak krzyża lub po prostu cztery dołki.

W między czasie mama robiła małe placki coś w rodzaju pizzy, tylko bez żadnych dodatków i wkładała do chlebowego pieca, który wcześniej kociubą oczyściła z węgli i popiołu. Było to sprawdzanie temperatury w piecu oraz przygotowanie posiłku. Placki te zwane podpalkami lub podpłomykami spożywaliśmy z prawdziwym serem i prawdziwą śmietaną, do której nijak się ma coś białego ze sklepu, nazywanego także serem i śmietaną. Po wyjęciu podpałków z pieca, drewnianą łopatą mama wkładała bochenki do pieca a później zaglądała jak przebiega pieczenie, regulując temperaturę przymykaniem lub zamykaniem pieca. Cały dom, jak i całą zagrodę wypełniał zapach pieczonego chleba. Po wyjęciu wypieku trzeba było jeszcze odczekać, aby chleb trochę ostygł, bo gorący mógł spowodować skręt kiszek.  A potem wystarczyło ukroić grubą pajdę chleba, posmarować masłem albo smalcem i zapomnieć o wszystkich innych przysmakach świata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *