2 Gru

Czyżby seks rządził światem?

Telewidz, który zasiada przed ekranem telewizora za oceanem, nie jest zbytnio zaskoczony, gdy dowiaduje się, że tego dnia dokonano wielu morderstw czy gwałtów. Nie robi na nim wrażenia informacja, że ktoś wtargnął do pociągu i z broni automatycznej zastrzelił kilka osób, albo że ktoś inny, powodując się zazdrością zamordował żonę z dziećmi. Takie informacje są na porządku dziennym. Ogląda się je jak filmy, w których króluje przemoc i brutalność. Bywają czasem zbrodnie, poruszające całe społeczeństwo i rodzące różnego rodzaju refleksje i pytania. O takiej zbrodni, chcę teraz napisać i wraz z innymi zapytać: dlaczego?

Wydarzenie to miało miejsce w Karolinie Południowej w USA. 23-letnia Susan zgłosiła na policję porwanie swoich synów: 3-letniego Michaela i 14-miesięcznego Aleksa. Przez dzie-więć dni odwiedzała okoliczne świątynie i wraz z innymi prosiła Boga o uratowanie porwanych dzieci. Występowała w telewizji i zalewając się łzami apelowała do porywaczy, aby nie wyrządzali krzywdy jej synom, o których mówiła w najpiękniejszych słowach matczynej miłości. Zmobilizowała ogromną rzeszę ludzi, którzy jej współczuli i robili wszystko, by odnaleźć porwane dzieci. Po długich poszukiwaniach odnaleziono ciała chłopców; znaleziono je w samochodzie, który zatopiono w pobliskim jeziorze. Chłopcy byli przywiązani do siedzeń samochodu. Tego samego dnia do tej zbrodni przyznała się -ich matka. To ona zabrała swoje dzieci do samochodu, pojechała nad jezioro i z pochyłości brzegu zepchnęła auto do wody. Policja, nie odnajdując śladów domniemanych porywaczy, swoje podejrzenia skierowała na matkę chłopców i tak wykryto morderczynię. Każdy w osłupieniu zadawał pytanie: dlaczego? Ci, którzy ją znali, wypowiadali się o niej bardzo pozytywnie. Była miłą, pełną uroku kobietą, otwartą na drugiego człowieka, a w szkole nawet wyróżniano ją za życzliwe nastawienie do innych ludzi – żadnych oznak choroby psychicznej. Normalna, atrakcyjna młoda kobieta. Prowadzone dochodzenie odsłania powoli motywy tej zbrodni.

Susan w ostatnim czasie żyła w separacji z mężem; prowadzony był proces rozwodowy. Poznała mężczyznę, który nie darzył zbytnią sympatią jej synów. Znaleziono też list od niego, w którym pisze, że chętnie z nią zamieszka, ale nie chce żadnych dzieci w pobliżu. Z pewnością prowadzone śledztwo wyjaśni wiele dodatkowych okoliczności, ale już dziś możemy powiedzieć, jaki był zasadniczy motyw zbrodni. Niewinne dzieci stały na drodze przewrotnie pojętego szczęścia matki.

Ta zbrodnia nie jest wydarzeniem wyizolowanym z kontekstu społecznego, ona wyrosła z postaw preferowanych w danym środowisku. Wymienię dwie, które uważam za dosyć ważne w tym wypadku. Oczywiście, nie są one zarezerwowane tylko dla Ameryki – nie omijają również Polski. Dzisiejszy świat zachowuje się nieraz, jakby oszalał na punkcie seksu, któremu gotów jest podporządkować prawie wszystko: wiarę, rodzinę, szczęście, a nawet życie drugiego człowieka. Seks, staje się wartością nadrzędną. Prorocy tej opcji życia są krótkowzroczni, szaleni. Piszą o tym w gazetach, mówią w telewizji, a później udają naiwnie zdziwionych, że ich uczeń i wyznawca, konsekwentnie idąc za ich nauczaniem, wyciąga ostateczne wnioski i dochodzi do takiego punktu, jak ta wspomniana tragiczna matka.

Druga postawa, która w pewnym stopniu związana jest z pierwszą, to brak poszanowania życia, a szczególnie życia nienarodzonych. Nie brakuje tu, w Stanach, jak i w Polsce ludzi, którzy głoszą, że w imię osobistego dobra czy raczej przyjemności można pozbawić życia człowieka nie narodzonego. Jeżeli ta mała nie narodzona istota komplikuje ci życie, możesz ją po prostu zlikwidować, a w gazetach znajdziesz ogłoszenia oferujące usługi płatnych likwidatorów nie narodzonych dzieci. Jeżeli głosi się takie poglądy, to czy można się dziwić, że znajdzie się ktoś, kto będzie konsekwentny w logice takiego rozumowania i wyciągnie ostateczne wnioski, jak ta kobieta, która zamordowała własne dzieci, bo komplikowały jej życie. Zachowując logikę takiego rozumowania, mogę stwierdzić, że gdy dozwolone jest zabicie kilkumiesięcznego dziecka w łonie, matki, bo jest niewygodne, to dlaczego nie zrobić tego kilka miesięcy czy kilka lat później – przecież to tylko kwestia czasu. W swej głupocie czy zacietrzewieniu głosiciele aborcji nie zdają sobie sprawy z tego, że uchylając przykazanie: „nie zabijaj”, muszą się liczyć z tym, że będą mieć jeszcze bardziej „postępowych” i „światłych” uczniów, którzy będą bardziej konsekwentni, tak konsekwentni, jak ta matka-morderczyni.

Tygodnik Niedziela

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *