8 Paź

28 niedziela zwykła Rok A

 

GŁÓD DUSZY.  

Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: „Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: «Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę». Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa; a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy ich, pozabijali.Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: «Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie». Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: «Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?» Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: «Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów». Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” (Mt 22, 1-14).    

Czytając pamiętnik więźnia obozu koncentracyjnego zapamiętałem epizod, który miał miejsce tuż po jego uwolnieniu. Otóż więzień ów znalazł się ze swoimi towarzyszami niedoli w pięknym dużym salonie, którego jedna ściana była wyłożona lustrami. Wszyscy z zaciekawieniem patrzyli w lustro. Więzień opisujący to wydarzenie był zaskoczony. Co się dzieje? Widzi w lustrze innych więźniów, tylko nie widzi siebie samego. Ale to nie możliwe. W lustrze musi być także moje odbicie- wspomina. Celem sprawdzenia, wykonuje ruchy ręką, nogą, głową. Postać w lustrze zachowuje się tak samo. Teraz był pewien, że to jego odbicie. Przeraził się swoim wyglądem. Od ponad dwóch lat nie miał okazji spojrzeć w lustro. W jego wyobraźni tkwił obraz jego samego z okresu wolności, stąd też nie rozpoznawał samego siebie.

Lustro mówi prawdę o naszym wyglądzie zewnętrznym. Koryguje nasze błędne wyobrażenia o nas samych. Jest ono w swoim osądzie bezlitosne, ale dzięki temu człowiek ma szansę poznać prawdę o sobie i poprawić swój wygląd. Przypominam sobie jedną panią, której makijaż oka spływał czarną strugą po policzku. Jej znajomi spoglądali na nią, uśmiechali się, ale nikt jej o tym nie powiedział. Dopiero, gdy wróciła do domu i spojrzała w lustro, wtedy zrozumiała powód uśmiechów znajomych. Miała cichy żal do nich, że nikt jej nie zwrócił uwagi. Prawda o naszym wyglądzie zewnętrznym jest potrzebna, lecz potrzebniejsza jest prawda o naszym duchowym wyglądzie. Mówi o tym także polskie porzekadło: „Uroda przemija, głupota zostaje”. A zatem więcej trzeba poświęcić troski temu, co nie przemija.

Duchowy wymiar człowieka, dusza ludzka jest nieśmiertelna, a zatem troska o jej wygląd jest najważniejsza. Człowiek kryje nieraz przed innymi swoje wnętrze. Wie, że jego dusza nie jest taka, jaka powinna być. Zakłada różnego maski, które mają przykryć oszukańczym pięknem brzydotę duszy. Ileż to razy w życiu daliśmy się nabrać człowiekowi w masce, którego słowa słodkie jak miód okazały się palącym jadem. Przed laty spotkałem nadzwyczaj uprzejmego człowieka, który swoich zachowaniem, słowem sprawiał wrażenie najuczciwszego człowieka na świecie. Pośredniczył on w sprzedaży działek na Florydzie. Później okazało się, że był to zwyczajny oszust, który sprzedawał bagniste tereny, dobre tylko do zamieszkania aligatorów. Jeszcze gorzej się dzieje, gdy człowiek oszukuje samego siebie. Tworzy fałszywy obraz samego siebie i zaczyna w niego wierzyć. Czy jest takie lustro, w którym można się przejrzeć i zobaczyć jak wygląda nasza dusza?

Czy takim lustrem mogą być ludzkie opinie? Z pewnością nie. Człowiek, bardzo często osądza subiektywnie bliźniego i patrzy na niego przez pryzmat własnych interesów. Ludzkie opinie, ludzkie zwierciadło może być bardzo mylące. Stalin, wierząc swoim pochlebcom miałby prawo czuć się największym dobroczyńcą ludzkości, najlepszym człowieka, prawie świętym. A jednak, gdy go postawiono w świetle, lustrze prawa Bożego, to można było zobaczyć w nim jednego z największych zbrodniarzy świata. Tylko prawo Boże ukazuje obiektywny obraz człowieka. Gdy przed tym lustrem stanie ten, kto propaguje aborcję i eutanazję to na pewno zobaczy odbicie zbrodniarza, chociażby to czynił w majestacie zbrodniczego prawa państwowego. Dlatego zdeprawowany człowiek nie lubi spoglądać w to lustro, aby nie poraziła go własna nikczemność. Nie chce o nim słyszeć. Uważa za nietakt mówienie w towarzystwie o bożych przykazaniach. A gdy już nie ma wyboru i musi stanąć przed tym lustrem, to mówi, że jest to krzywe lustro i najlepiej byłoby go zniszczyć. Zniszczyć lustro bożej prawdy.

W dzisiejszych czasach czyni się to na różne sposoby. Może to przybierać formę walki z kościołem, który głosi prawdę bożą. W Stanach Zjednoczonych, niektóre środowiska czynią to przez wyśmiewanie nauk, instytucji i praktyk katolickich. Ted Turner w jednym z programów proaborcyjnych szydził z nauki katolickiej na ten temat, nazywając papieża Jana Pawła II „polskim wykrywaczem min”. Stacja ABC w audycji, “That’s Life” pozwoliła sobie na półgodzinne kpiny z krzyża, a w dramatycznej scenie ukrzyżowania wyeksponowała prezerwatywę. Podobnie w „Condom Communion Mass” grupa homoseksualistów przebrana za zakonnice profanowała i wyszydzała Eucharystię, największą świętość katolików. W ostatnim czasie Narodowa Fundacja Sztuki sponsorowała sztukę teatralną „Papież i czarownica”, która w niewybredny sposób wyśmiewa papieża, kapłanów i zakonnice. W masmediach dziennikarze, pisząc i mówiąc o ludziach, którzy się dopuścili zbrodni, przestępstwa dodają: „były ministrant”, „uczeń katolickiej szkoły”, „były ksiądz”. Nawet w jednej z polonijnych gazet, bodajże w ubiegłym roku jeden z dziennikarzy opublikował artykuł pod krzykliwym tytułem: „Katolicy i Polacy skatowali czarnego”. Katolickość i polskość do meritum sprawy w tym wypadku miały się jak pięść do nosa. Prawdopodobnie autorowi chodziło tylko o zdyskredytowanie Kościoła. Podobnie poprzez pochopne osądzanie i uogólnienie wykorzystuje się błędy duchownych. Nie tak dawno nagłośniono sprawę nieżyjącego już kard. Josepha Bernardina. Oskarżono go o seksualne wykorzystywanie nieletnich. Ta wiadomość podawana była wielkimi literami na pierwszych stronach gazet. Później okazało się, że były to fałszywe posądzenia. Opublikowano w prasie przeprosiny, ale bardzo małym drukiem. Jest to powtórzenie historii, o której mówi fragment Ewangelii zacytowany na wstępie.

W Chrystusie prawda Boża objawiła się najdoskonalej. Dlatego przeglądając się w Nim człowiek odnajduję najważniejszą prawdę o sobie. Do Jezusa przychodzili grzesznicy i celnicy. W Jego świetle odkrywali swoja grzeszność, widzieli jak bardzo wykoślawili obraz Boży w sobie, na podobieństwo, którego zostali stworzeni. W konsekwencji, zmieniali swoje życie i szli za Chrystusem. Do Jezusa przychodzili także faryzeusze, którzy się uważali za najuczciwszych, najpobożniejszych. Jednak w świetle Chrystusa okazywało się, że pobożność i prawość były tylko na pokaz. Nie chcieli uznać tej prawdy o sobie, dlatego Chrystus publicznie nazywa ich grobami pobielanymi, które na zewnątrz są piękne, ale wewnątrz pełne zgnilizny. Lecz faryzeusze tak bardzo byli zadufani w sobie, że woleli obwołać Chrystusa fałszywym prorokiem, krzywym lustrem, które trzeba odrzucić. Woleli zniszczyć lustro bożej prawdy, wołali; na krzyż z Nim. I tak, unikając poznania prawdy o sobie rozminęli się ze zbawiającym Bogiem (z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej).

 

ZAPROSZENIE NA UCZTĘ

Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarzy wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody. Raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę swego ludu po całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: „Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia! Albowiem ręka Pana spocznie na tej górze” (Iz 25, 6-10a).

Uczeni z Londynu do badania mumii egipskiej użyli najnowszych technik komputerowych, przy pomocy, których udało się zrekonstruować dosyć dokładnie obraz kapłanki egipskiej sprzed trzech tysięcy lat. Na monitorze wyłonił się obraz kobiety w średnim wieku, pełnej godności i powagi. Wiemy także, że miała ona 153 cm wzrostu, zęby w bardzo dobrym stanie i była ubrana w osiem sukien. Jej imię wyryte jest hieroglifami na ścianach jej grobu w Luksorze, i brzmi: Tjentmuntengebtin. Pochowano ją zgodnie z ówczesnymi wierzeniami w nieśmiertelność. Zaopatrzono ją dobrze w żywność, która miała być jej pokarmem w drodze do przyszłego życia, pochowano ją ze sługami, którzy będą je usługiwać, dano jej także drogocenne klejnoty, które miały jaśnieć na uczcie wiecznego szczęścia.

Tam gdzie głód jest codziennym doświadczeniem ludzkości, uczta staje wyjątkowym świętem, nasycenie głodu zdaje się być pełnią szczęścia. Na obraz szczęśliwej uczty składa się inny, ważniejszy element, a mianowicie; biesiadny stół gromadzi bliskich nam ludzi. Ile jest piękna i szczęścia w ucztach przy zastawionym stole, gdzie nie brakuje nikogo z tych, którzy są bliscy naszemu sercu. Zapominamy wtedy o wszelkich troskach. Z tych to powodów, szczególnie w dawnych czasach, uczta stawała się symbolem wiecznej szczęśliwości.

Zapewne każdy chciałby być uczestnikiem takiej uczty. Ale czy taka uczta jest możliwa na ziemi; gdzie by nikogo nie brakowało, i nie było by lęku, że przeminie? Chyba nie; ciągle kogoś nie ma, ktoś tam nie dojechał, albo odszedł… aż do wieczności Przy naszych zastawionych stołach, w gronie najbliższych przyjaciół mamy minutę swojego szczęścia, po której zostaje pragnienie uczty w gronie tych, którzy są, którzy kiedyś byli z nami, uczty zaspakajającej wszelkie głody, zarówno fizyczne jak i duchowe.

W przypowieści o królu, który wydał przyjęcie z racji ślubu swego syna, Jezus mówi o uczcie, na której nie zabraknie pokarmów zaspakajających najgłębsze pragnienia ludzkiej duszy, nie zabraknie tych, których chcielibyśmy mieć przy sobie, i najważniejsze będzie na tej uczcie Ten, który może to wszystko sprawić w swojej wszechmocy, będzie obecny Bóg.

Bóg nas zaprasza. A historia opisana w przypowieści powtarza się ciągle. Zaproszeni wymawiają się, podając różne powody swej nieobecności. Jedni mówią; mam wiele pracy, na te sprawy poświęcę więcej czasu, gdy będę na emeryturze, nie wiedząc, że starość może nie być jego udziałem, inni z kolei są zbyt zajęci swoim kupiectwem, przeliczając wszystko na dolary, które nijak się mają do uczty, którą Jezus nazywa Królestwem Bożym, jeszcze inni wyśmiewają i obrzucają błotem tych, którzy ośmielają się ich niepokoić jakąś tam ucztą w Królestwie Bożym. Wymieniają diamenty na chwilowe błyskotki. Są podobni nieraz do narkomana, który dla chwilowego „szczęścia” rezygnuje z prawdziwego życia.

Bóg jednak ciągle zaprasza nas na ucztę Królestwa Niebieskiego. Swe zaproszenie kieruje do wszystkich. Szczęśliwi ci, którzy mijające dni wykorzystują na przygotowanie się do udziału w tej uczcie (z książki Ku wolności).

 

RADOŚĆ UCZTOWANIA

Bracia: Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. W każdym razie dobrze uczyniliście, biorąc udział w moim ucisku. A Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę. Bogu zaś i Ojcu naszemu chwała na wieki wieków. Amen. (Flp 4, 12-14. 19-20).

Z wielkim sentymentem wspominam sobotnie popołudnia z lat dzieciństwa.  A to, dlatego, że kończyły się prace na roli, w które rodzice włączali także swoje dzieci. Odbierałem to wtedy, jako uciemiężenie, a dzisiaj patrzę na to całkiem inaczej. To dzięki angażowaniu nas do prac gospodarskich nauczyliśmy się pracowitości i odpowiedzialności. To była wspaniała lekcja i najlepsze przygotowanie do życia. Wracajmy jednak do sobotniego popołudnia.  Najczęściej wykonywaliśmy wtedy lżejsze prace i to najczęściej w domu i przy domu. Dzieciom przypadały prace porządkowe. Trzeba było wygrabić podwórze i pozamiatać obejście domowe. Czasami, mama wysyłała nas w pole, abyśmy przynieśli kapusty, ziemniaków czy pietruszki. Bo było to potrzebne mamie, która krzątała się przy piecu chlebowym i kuchni. Pachniało świętem i ucztą, gdy mama piekła chleb, pierogi gryczane, kaszankę, robiła także galaretę, dając nam smakowite kostki do obgryzienia.  A później było mycie szczotką ryżową podłogi w domu. W końcu, późnym wieczorem mama brała się za nas. Nalewała wody do miednicy i szorowała nasze głowy i nogi zapuszczone tygodniowym bieganiem boso. Sobotni wieczór w moim domu pachniał czystością i ucztą.  A to wszystko było przygotowaniem do niedzieli, która była wyjątkowym dniem w życiu mojej rodziny.

 W niedzielę mama wyciągała z szafy lub kufra najlepsze ubrania i buty zwane niedzielnymi, w których chodziło się tylko do kościoła na Mszę św. Odświętnie ubrani szliśmy do kościoła na Mszę św., w czasie której, przed komunią wszyscy z nabożną czcią klękaliśmy, a kapłan podnosił biały kawałek chleba i mówił: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Błogosławieni, którzy zostali wezwani na ucztę Baranka”. Też mi uczta, kawałek białego chleba, który spożywają tylko niektórzy, a wino pije tylko ksiądz. Nie trudno sobie wyobrazić takie myślenia dziecka, które jeszcze nie znało tajemnicy, kryjącej się pod postacią białego kawałka chleba. Aby zrozumieć tajemnicę tej ucztę, czy raczej uchylić jej rąbek trzeba trochę czasu i wysiłku poznania. Obraz rodzinnego stołu i ołtarza w kościele, gdzie miała miejsce uczta baranka prowadzi nas do uczty niebieskiej, uczty królestwa Bożego, o której mówią dzisiejsze czytania liturgiczne. W tym zrozumieniu pomagają nam różne zdarzenia życiowe. Dla mnie jednym z takich zdarzeń było odejście na ucztę niebieską moich rodziców. Oni nakrywali do uczty stół w moim domu rodzinnym i dziękowali za te dary Bogu. Oni prowadzili mnie na tajemniczą ucztę Baranka w kościele. Oni też pomagali mi przedrzeć przez zasłonę chleba Eucharystycznego, aby sięgnąć uczty nieba.

Przez długie lata Bog przygotowywał naród wybrany do zrozumienie tajemnicy uczty Królestwa Bożego. Zacytowany na wstępie, prorok Izajasz wpisuje się w tę wielką lekcję odkrywania tajemnicy uczty niebieskiej, która nie ma końca i przy stole, której zasiada sam Bóg. Izajasz w sposób obrazowy mówi o szczęściu uczestnictwa w tej uczcie. Tłuste mięso i wyborne wino są zapowiedzią wspaniałej uczty.  Ale to nie potrawy są głównym powodem radowania się. Ten, który zaprasza na ucztę „Raz na zawsze zniszczy śmierć”. Śmierć sprawia, że wszelkie uczy ziemskie, nawet najbardziej dostanie mają zasadniczy brak, który najczęściej zauważamy podczas kolejnego spotkania, na którym widzimy puste miejsce po kimś, kto jeszcze nie tak dawno zasiadał z nami. Prorok zapowiada ucztę, nad którą nie będzie unosił się cień śmierci, bo śmierć zostanie pokonana.  Na tę ucztę zaprasza i prowadzi sam Bóg. Psalmista z radością wyśpiewuje: „Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie.  Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, orzeźwia moją duszę. Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”.  A św. Pawel w drugim czytaniu w liście do Filipin pisze, że Bóg przez Chrystusa zastawia dla nas tę ucztę: „A Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę”.

Do wizji proroka Izajasza nawiązuje Chrystus w ewangelicznej przypowieści o zaproszonych na ucztę. Król wyprawił ucztę weselną dla swego syna i zaprosił na nią gości. A ci zaczęli się wymawiać. Mówili, że nie mają czasu na ucztowanie, bo są zajęci albo polem albo kupiectwem. A niektórzy z zaproszonych znieważyli i zabili wysłanników oraz syna króla. „Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić”. Jest to przypowieść o Mesjaszu, Synu Bożym, którego Bog posłał do ludzi z misją zbawienia. Bog zamieszkał pośród nas. Zasiadł niejako z nami na uczcie. Czyż może być większa radość niż ta, która płynie ze świadomości, że Bóg jest przy mnie i chce mnie zbawić? Na tę ucztę zostali wezwani w pierwszym rzędzie, ci którzy pierwsi poznali prawdziwego Boga, którzy byli z Nim związani. Ale ci odmówili przyjścia na ucztę, co więcej zabijali wysłanników Boga. Chrystus skierował tę przypowieść do konkretnych ludzi w konkretnym czasie. Jednak, będąc Bogiem nie był ograniczony czasem. To co było, to co jest, to co będzie jest dla Niego „teraz”. W tym ponadczasowym widzeniu Jezus dostrzegał także ucztę przy ołtarzu, kiedy kapłan podnosił biały kawałek chleba i mówił: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. Błogosławieni, którzy zostali wezwani na ucztę Baranka”. Chrystus w ponadczasowym widzeniu dostrzegał rzesze męczenników, poczynając od św. Szczepana, którzy zostali zamordowani tylko dlatego że zapraszali na „ucztę Baranka”. Chrystus zapewne widział zburzenie Jerozolimy, do której w pierwszym rzędzie zostało skierowane zaproszenie. I tu rodzi się pytanie, czy aby nie w tym momencie spełniła się przepowiednia z ewangelicznej przypowieści: „…kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić”. Czy nie spełnia się ta przypowieść, gdy patrzymy na pożogę II wojny światowej i zrównane z ziemią miasta przez tych, którzy odrzucili zaproszenia na ucztę Boga miłości? To fakt, że cierpieli niewinni, ale ostatecznie przemieniło się to w tragedię całej ludzkości.  Zapewne Chrystus widział dzisiejszego człowieka, który wymawia się na różne sposoby od przyjścia na Jego ucztę

A teraz przejdźmy do drugiej części ewangelicznej przypowieści. Potem król zaprosił na ucztę wszystkich. „Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami”. Król wszedł do sali i zobaczył człowieka, który nie był ubrany w strój weselny. I wydał wtedy rozkaz: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Jeśli ktoś zdecyduje na udział w tej uczcie powinien być odpowiednio „ubrany” to znaczy winien przyjąć naukę Chrystusa w całej rozciągłości. I żyć według niej. Podczas wieczornego czuwania modlitewnego we Fryburgu papież Benedykt XVI powiedział do niemieckiej młodzieży: „Kościołowi szkodzą nie jego przeciwnicy, ale <letni> chrześcijanie”.  A wiec ludzie, którzy weszli na ucztę Baranka z bagażem swoich poglądów, które są przeciwne Ewangelii i nauce Kościoła.  Są między innymi za eutanazją, aborcją, rozwodami, swobodą seksualną…..  Bóg jest jednak miłosierny i czeka do ostatniej minuty życia tych ludzi i dopiero po tym spełnią się zapewne słowa z dzisiejszej Ewangelii: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (z książki Bóg na drogach naszej codzienności).

 

ZAPROSZENIE NA UCZTĘ

Gdy słyszymy o Królestwie niebieskim rodzi się skojarzenie z królestwem ziemskim. Biblia bardzo często używa obrazu królestwa ziemskiego, aby przedstawić odmienność Królestwa niebieskiego. Dla ukazania kierunku tej odmienności posłużę się żydowską legendą. Król słynący z egoizmu i lekceważenia poddanych wybrał się na polowanie, podczas którego zobaczył na środku niewielkiego jeziorka pięknego jelenia. Król odłączył się od gromady myśliwych, zrzucił ubranie i zaczął płynąć za jeleniem. Nagle jeleń znikł, a nagi król usłyszał wołanie. Odwrócił się i zobaczył młodego mężczyznę odzianego w skórę jelenia, który mówił: „Ty nie goniłeś za jeleniem, ale za mną. Jestem aniołem posłanym przez Boga, aby dać ci ważną lekcję życia. Zanim król zdążył cokolwiek powiedzieć, anioł włożył królewskie ubranie, wsiadł na konia i dołączył do myśliwych z królewskiej świty. Anioł w przebraniu króla wrócił do zamku. Zaś król, nagi i samotny, pośrodku jeziora i złorzeczył Bogu i aniołowi. Usłyszał go przechodzący drwal i zapytał, co za nieszczęście go spotkało. Król wyniośle powiedział: „Ja jestem twoim królem”. Drwal spojrzał na niego z politowaniem powiedział z lekka drwiną: „O, z pewnością jesteś moim królem”. Następnie pomógł królowi wyjść z jeziora, mówiąc: „O biedny pomyleńcze, chodź do mojego domu, dam ci trochę jedzenia i jakieś ubranie”. Następnego dnia, król w podartym ubraniu wrócił do swego zamku. Lecz straż nie rozpoznała go i nie chciała wpuścić do pałacu. A gdy powiedział, że jest królem, przepędzono go ze śmiechem. Król zrozumiał, że jego sytuacja jest lekcją życia, o której mówił anioł.

Upokorzony wędrował po swoim królestwie, od wioski do miasteczka i żebrał o kawałek chleba. Zrozumiał, co to znaczy być najuboższym w królestwie. Pod wpływem tych doświadczeń zmienił się wewnętrznie. To fakt, że stał się żebrakiem, ale duchowo był bogaczem. Obdarzał wszystkich swoją miłością i życzliwością. Pewnego dnia spotkał grupę niewidomych żebraków, którzy poprosili go o przewodnictwo. Król w duchu służby bliźniemu chętnie się zgodził. W niedługim czasie, królewski anioł wydał w pałacu wielkie przyjęcie dla ubogich. Dawny król przyszedł na nie ze swymi nowymi przyjaciółmi. Anioł patrzył jak chorzy i żebracy wchodzili do sali. A gdy zobaczył króla, podszedł do niego i zapytał: „Jesteś żebrakiem?” „Nie, wasza wysokość. Ale Bóg każe mnie za niemądre życie. Jestem przewodnikiem tej grupy niewidomych żebraków”- odpowiedział król. Anioł uśmiechnął się i zaprowadził go do małego pokoju, mówiąc: „Ja wiem, że jesteś teraz odmienionym człowiekiem. Z przyjemnością zwrócę ci twoją koronę”. Ale król nie był już zainteresowany ani koroną ani bogactwem. „To nie jest konieczne do królowania. Ci nędzarze mnie potrzebują i chcę im służyć”- odpowiedział. „Nauczyłeś się wiele. Teraz mądrze i z miłością będziesz rządził swoim ludem”- powiedział anioł. Następnie oddał królowi ubranie i berło a sam zniknął. Król wrócił na przyjęcie. Nikt nawet nie domyślał się, tego co się wydarzyło. Od tego czasu król rządził mądrze i sprawiedliwie, okazując miłość, cierpliwość i współczucie swoim poddanym.

Powyższe wartości są bardzo ważne w Królestwie niebieskim, na ucztę, którego zaprasza nas Bóg. Jest to uczta wiecznego szczęścia. Prorok Izajasz w sposób obrazowy opisuje szczęście tego ucztowania: „Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę od swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia!”. Wystawna uczta jest obrazem zbawienia, które Bóg ofiaruje człowiekowi. Tajemnica zbawienia była objawiona na samym początku narodowi wybranemu dla innych była niejako zakryta. Jednak z chwilą przyjścia Mesjasza na ucztę zbawienia zostały zaproszone wszystkie narody. Obecność Boga jest źródłem radości ucztowania, w bliskości Boga cierpienie i śmierć nie mają przystępu do nas. Jest to uczta wiecznego szczęścia.

Ewangelia z dzisiejszej niedzieli przybliża nam ucztę zbawienia przez obraz uczty weselnej. Są to gody, niejako zaślubiny natury bożej z naturą ludzką w Jezusie Chrystusie. Te gody zaczęły się w chwili wcielenia, a dopełnią się w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Bóg wzywa wszystkich na tę ucztę, ale nie zmusza do przyjścia. Dla ilustracji tego problemu przytoczę zdarzenie, które miało miejsce w roku 1892. George Wilson, pracownik poczty w czasie napadu na pociąg z pieniędzmi zabił strażnika, za co został skazany na śmierć przez powieszenie. Działacze na rzecz zniesienia kary śmierci rozpoczęli starania na rzecz uchylenia kary śmierci dla Wilsona. Trzy tygodnie przed wykonaniem wyroku prezydent Stanów Zjednoczonych Andrew Jackson ułaskawił zabójcę. Ale z nieznanych powodów Wilson odrzucił ułaskawienie. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, który miał rozstrzygnąć, czy skazany może odrzucić prawo łaski prezydenta. Najwyższy sędzia John Marshall podjął decyzję i tak ją uzasadnił: „Prawo łaski, aby było ważne musi mieć akceptację skazanego. Jeśli skazany nie zaakceptuje go, to sąd nie może zmusić skazańca do skorzystania z tego prawa”. Sąd zdecydował, że prawo łaski ma moc wtedy, gdy skazany je przyjmie. Bez względu na powody odrzucenia łaski przez Georga nie miało ono mocy prawnej. Wyrok został wykonany. Wracając do myśli biblijnej możemy powiedzieć, że człowiek przez grzech ściągnął na siebie śmierć z wiecznymi konsekwencjami. Bóg posłał swego Syna, aby zbawił człowieka, dał mu szanse uczestnictwa w uczcie wiecznego królestwa. Każdy jest zaproszony na tę ucztę, ale nikt nieprzymuszony.

W Ewangelii widzimy jak ludzie się wymawiają. Mają wiele innych ważniejszych spraw niż zdobywanie Królestwa niebieskiego. Jedni wymówili się pracą w polu, inni handlem, a jeszcze inni znieważyli i pozbijali sługi króla. Ci ostatni nie tylko nie chcieli słuchać o zaproszeniu na ucztę królestwa, ale mieli za złe zapraszającym, że przeszkadzają im w urządzaniu się na własny sposób, niezgodny może z prawami obowiązującymi na uczcie. Król posłał swoje wojska, aby wytracić zabójców a miasto ich spalić. Można powiedzieć, że ci ludzie przez grzech zasłużyli na karę, odrzucili prawo łaski darujące im życie wieczne. Następnie król skierował swoje zaproszenie do wszystkich. Sala weselna się zapełniła. Wtedy „Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności!” Spotkał go taki sam los jak tych, którzy odrzucili zaproszenie. Jest to ostrzeżenie i zachęta zarazem pod adresem chrześcijan, aby na łaskę zaproszenia odpowiedzieli wiernością Ewangelii, miłością bliźniego, szatą dobrych czynów. Bóg daje nam wiele łask, abyśmy mogli sprostać temu zaproszeniu. W wśród nich najważniejsza jest Msza św., Uczta Eucharystyczna, która jest zapowiedzią uczty niebieskiej (z książki W poszukiwaniu mądrości życia).

 

BŁOGOSŁAWIONA ANIELA Z FOLIGNO

Powyższą przypowieść możemy rozważać w wymiarze historyczno- społecznym. Bóg zaprasza Naród Wybrany na ucztę Królestwa Niebieskiego. Lecz on nie korzysta z zaproszenia, wymawiając się swoimi sprawami, które są dla niego ważniejsze niż zaproszenie Boga. I tym sposobem, z własnej winy omija go radość wiecznego ucztowania. Bóg jednak nie rezygnuje. Kieruje swoje zaproszenie do wszystkich. Z dalszej relacji ewangelicznej wiemy, że dom weselny się zapełnił.

Tę przypowieść możemy rozpatrywać także w wymiarze indywidualnym. Odrzucenie zaproszenia i skorzystanie z niego może się rozegrać w życiu jednego człowieka. Początkowa odmowa, pod wpływem różnych doświadczeń życiowych prowadzi do przyjęcia bożego zaproszenia. I to, co wyglądało na karę bożą staje się w rzeczywistości łaską przemiany, wprowadzającą na ucztę Królestwa Bożego. Tego błogosławieństwa doświadczyła błogosławiona Aniela z Foligno.

Aniela przyszła na świat w roku 1248 w Foligno niedaleko Asyżu, miejsca urodzenia św. Franciszka. Bogobojni rodzice należeli do bogatego starożytnego rodu rzymskiego. Przekazali córce oprócz bogactwa materialnego bogactwo duchowe. Jednak w pewnym okresie wartości światowe zdominowały jej życie. Szczególnie dało się to zauważyć po ślubie Anieli z bogatym mężczyzną. Miała teraz prawie wszystko: nadzwyczajną urodę, bogactwo, wielu dobrze ustosunkowanych przyjaciół. Korzystała z tego całymi garściami. Nawet wtedy, gdy została matką kilkorga dzieci miała czas na strojenie się i pogoń za światowymi uciechami, nie zwracając większej uwagi na sprawy swej duszy. Nie pomagały nawet upomnienia rodziców. Słysząc wezwanie na ucztę Królestwa Bożego wybierała miejsce przy stole uczty ziemskiej. Aż przyszedł moment opamiętania. Gdy miała 37 lat ujrzała we śnie św. Franciszka, który surowo ją skarcił, za marnowanie życia. Pod wpływem tego snu, krytycznie spojrzała na siebie. „Niezadowolona sama z siebie, poczęłam rozmyślać nad moim niegodnym postępowaniem. Bóg dał mi poznać me grzechy, przeto zadrżałam na samą myśl o potępieniu i tak się moich występków wstydziłam, że nie miałam odwagi szczerze się ich wyspowiadać. Z tej też przyczyny nawet kilka razy przyjęłam niegodnie Sakramenta św. To świętokradztwo niezmiernie mnie nocą i dniem dręczyło. Modliłam się tedy do Najśw. Maryji Panny, aby mi pozwoliła znaleźć świętobliwego kapłana, przed którym mogłabym odbyć ważną spowiedź generalną. Modlitwa moja została wysłuchana, jednakże po spowiedzi nie uczułam miłości Boga, natomiast wstyd, boleść i gorycz”- zapisze Błogosławiona.

Po tej spowiedzi Aniela rozpoczęła całkiem nowe życie. W 1291 r. wstąpiła do III zakonu św. Franciszka i udała się na pielgrzymkę do Asyżu. Zwróciła się ku wartościom duchowym. Unikała zabaw i uciech światowych. Część swoich strojów i biżuterii sprzedała, rozdając pieniądze ubogim. Nie było to dla niej łatwe. Pisze o tym okresie: „Kosztowało to mnie wiele przezwyciężenia, albowiem wonczas nie posiadałam słodkich uczuć miłości Boga i najtrudniejsze sprawy ludzkie osładzających. Prócz tego musiałam nadal starać się, aby się przypodobać mężowi, gdyż powodowały mnie rozmaite względy na obowiązki stanu, choć w gruncie rzeczy chętniebym się wszelkiego ziemskiego bogactwa wyrzekła”. W niedługim czasie spadły na nią nieszczęścia, które jeszcze bardziej otworzyły ją na sprawy boże. Prawdopodobnie z powodu panującej epidemii, Aniela straciła matkę, męża i synów. Te wydarzenia pchnęły ją na drogę jeszcze doskonalszego naśladowania Chrystusa. Rozdała cały swój majątek ubogim i potrzebującym, zaś sama oddała się pokucie, modlitwie i uczynkom miłosierdzia.

To oddanie się Bogu owocowało licznymi łaskami w życiu Błogosławionej, a zwłaszcza głębokim nabożeństwem do świętych tajemnic z życia Chrystusa Pana, szczególnie do Trójcy Przenajświętszej i Chrystusa cierpiącego. Na jej sercu wyrył się mistyczny znak, który do dzisiaj można oglądać w relikwiarzu, w kościele Św. Franciszka z Asyżu w Foligno. W swoich pismach zostawiła wiele natchnionej mądrości.  „Nie ma niczego, co tak ogarnia, pociąga i krępuje całe serce, jak miłość. I dlatego jeśli nie ma broni, która mogłaby nią kierować – łatwo pociąga duszę do upadku i powoduje wielkie szkody. Oręż zaś, którym powinna być kierowana miłość zawarty jest i dany w przemienianiu duszy. To przemienianie duszy dokonuje się w potrójny sposób: niekiedy bowiem dusza przemienia się zgodnie z wolą Boga, niekiedy z Bogiem, a niekiedy w Bogu, który w niej przebywa. Pierwsze przemienianie następuje wtedy, kiedy dusza stara się naśladować czyny Chrystusa, gdyż w nich przejawia się wola Boża. Drugie przemienianie następuje, kiedy dusza łączy się z Bogiem i doznaje silnych wzruszeń i wielkich słodyczy od Boga, które może jednak wyrazić słowami i objąć myślą. Trzecie przemienienie następuje wówczas, kiedy dusza zostaje przemieniona przez najdoskonalsze zjednoczenie w Bogu i Bóg przebywa w jej wnętrzu i dusza… doznaje najwspanialszych odczuć i rozkoszy od Boga i to w tak wysokim stopniu, iż nie może ich wyrazić słowami ani objąć myślą”- zapisze w jednym ze swoich dzieł.

Rozważanie Męki Pańskiej mocno związało ją z Chrystusem. W jednym z jej pism czytamy: „Człowiek, moje dzieci kocha jak widzi. Im bardziej widzimy tego Boga-Człowieka ukrzyżowanego, tym bardziej wzrasta nasza miłość do doskonałości, tym bardziej jesteśmy przemieniani w Tego, którego widzimy. W miarę jak jesteśmy przemieniani w Jego miłość, przemieniamy się w Jego boleść, gdyż dusza nasza widzi ten ból. Im bardziej człowiek widzi, tym bardziej kocha. Im bardziej ogląda Jego Mękę, tym bardziej przemienia się w Tego, którego kocha, przez cnotę boleści. Jak jest przemieniany w miłość, tak jest przemieniany w boleść przez wizję Boga i samego siebie”. Na tej drodze duchowego wzrostu bardzo ważną rolę odgrywa modlitwa. „Jeśli chcesz otrzymywać światło Boże – módl się. Jeśli już osiągnąłeś doskonałość słowa i pragniesz, by to światło wstąpiło w Ciebie – módl się. Jeśli chcesz otrzymać nadzieję – módl się. Jeśli chcesz dla siebie pozyskać posłuszeństwo, sprawność, jedność, siłę – módl się. Na cokolwiek się zdecydujesz – módl się. Im bardziej jesteś kuszony, tym więcej powinieneś poddawać się modlitwie”.

Ostatnie lata swego życia Aniela spędziła jako rekluza, czyli pustelnica zupełnie odcięta od świata. Odeszła do Pana po długiej i ciężkiej chorobie, 4 stycznia 1309 roku, w wieku 61 lat. Pozostawiła po sobie pisma i listy, w których odkrywa nie tylko tajniki swojej duszy, ale wskazują drogi, prowadzące na szczyty chrześcijańskiej doskonałości. Z tego powodu nazywano ją „mistrzynią teologów” i zaliczano do największych mistyczek średniowiecza. Do chwały błogosławionych wyniósł ją dopiero Innocenty XII w 1693 roku. Relikwie bł. Anieli spoczywają w kościele św. Franciszka w Foligno (z książki Wypłynęli na głębię).

 

NAJPIEKNIEJSZA SZATA

W Ewangelii na dzisiejszą niedzielę słyszymy przypowieść o uczcie weselnej, którą przygotował król dla swego syna i zaprosił na nią swoich poddanych. Oto fragment tej przypowieści: „Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: ‘Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?’ Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: ‘Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów’”. Po przeczytaniu tych słów przypomniałem sobie obiad ze swoim znajomymi w jednej z włoskich restauracji w Queensie. Siedząc przy stole opowiadałem znajomym historię, którą planowałem wykorzystać w słowie na niedzielę. W pewnym momencie zauważyłem, że Amelia, siedząca naprzeciw mnie ma w łzy w oczach, które ukradkiem zaczęła ocierać. Pomyślałem, że to z powodu historii, którą odpowiadałem. Myliłem się jednak. Tę historię pisało życie, dosłownie, za moimi plecami. Przy stole siedział ojciec z synem oraz opiekun ojca. Ojciec był tak słaby, że nie mógł utrzymać w ręku widelca. Karmił go syn. A czynił to z ogromną miłością. Cały czas patrzył na niego i rozmawiał z nim. A tacie z powodu paraliżu trudno było nawet spojrzeć na syna, nie mógł też mówić. Tylko słuchał. Gdybyście widzieli z jaką czułością ocierał usta taty, a nawet sam jadł z tej samej łyżki, gdy tata nie spożył wszystkiego. Od czasu do czasu kładł rękę na ramionach taty i delikatnie go głaskał. Amelia ze łzami w oczach podeszła do syna i powiedziała: „Jakże jest to wzruszający obraz miłości syna do ojca. Ile bym dała, gdybym jeszcze mogła zrobić to dla swojego taty”. Ale jest to niemożliwe, czasu nie da się cofnąć. Zarówno tata Amelii, jak i mój zasiadają przy innym stole, na innej uczcie, o które mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Syn uśmiechał się do niej i powiedział w języku polskim „dziękuję”. Po skończonym obiedzie syn i opiekun wzięli ojca pod ręce i wyszli. Czy raczej wynieśli, ponieważ ojciec nie był w stanie samodzielnie chodzić. Ten obraz jest dla mnie wspaniałą ilustracją wcześniej zacytowanego fragmentu Ewangelii o szacie, która pozwala nam godnie usiąść przy stole uczty niebieskiej, którą przygotował dla nas Pan. Jest to szata ofiarnej miłości.

Chrystus nauczając o Królestwie Bożym używa różnych obrazów. W ubiegłą niedzielę słyszeliśmy porównanie tego Królestwa do właściciela winnicy i nieuczciwych dzierżawców. Dzisiaj. Chrystus przybliża nam Królestwo Boże przez obraz uczty. Król przygotował ucztę weselną dla swojego syna i posłał sługi, aby zaprosili wybranych gości. Ci jednak zaczęli się wymawiać, a to pracą w polu, a to załatwieniem jakiś spraw kupieckich, a inni znieważyli, a nawet zabili zapraszających. Na co król: „Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić”. Chrystus skierował tę przypowieść, jak mówi Ewangelia do arcykapłanów i starszych ludu, którzy przewodzili Narodowi Wybranemu. I to oni, zadufani w swej mądrości i pobożności odrzucili zaproszenie na ucztę niebieską, a nawet znieważyli wysłańców Boga, proroków, w tym także największego  z nich – Syna Bożego. A przecież to oni mieli szczególne prawo do udziału w uczcie Królestwa Bożego.

Bylibyśmy w błędzie, zawężając tę przypowieść tylko do Narodu Wybranego. Po odmowie wybranych Bóg skierował swoje zaproszenie do wszystkich, mówiąc: „Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. A zatem, każdy z nas jest zaproszony. Nie wszyscy jednak korzystają z tego zaproszenia. Są zbyt zajęci sprawami ziemskimi. Nie brakuje również takich, którzy lekceważą wysłanników Boga i zabijają ich. W ubiegłym roku były prezenter wiadomości BBC Peter Sissons powiedział, że dla korporacji „w porządku jest” obrażać chrześcijan, podczas gdy nie wolno obrażać muzułmanów. Sissons, którego wspomnienia publikowano w odcinkach na łamach „Daily Mail”, powiedział: „Za żadną cenę nie można obrażać islamu, podczas gdy wobec chrześcijan jest to w porządku, ponieważ oni nic nie robią, gdy zostaną obrażeni”. Były prezenter powiedział także, że pracownicy stacji mogą zrujnować swoją karierę, jeśli nie podążają za obowiązującym w BBC stylem myślenia”. Pracownicy BBC nie mają w sobie wewnętrznej przyzwoitości i hamulców moralnych, tylko muzułmańska przemoc może ich przywołać do przyzwoitości i porządku. Dr Tomasz Korczyński z międzynarodowej organizacji „Kirche in Not” pisze, że w 75 krajach na świecie dochodzi do prześladowań chrześcijan. Za tym stoją konkretne liczby: 170 tysięcy chrześcijan ginie rocznie za wiarę w Chrystusa, co 3 minuty ginie jeden chrześcijanin, 200 milionów chrześcijan jest prześladowanych, 350 milionów chrześcijan poddawanych jest różnym formom dyskryminacji. Nie wiemy, kiedy, ale możemy być pewni, że słowa z dzisiejszej przypowieści spełnią się: „Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić”.

Widzialnym znakiem, ale nie tylko znakiem, lecz samą rzeczywistością uczty Królestwa Bożego jest Msza św. Gospodarzem tej uczty jest Chrystus, który mówi: „Przekazuję wam królestwo, abyście w królestwie moim jedli i pili przy moim stole”. „Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądzie przy moim stole”. Słowa te w pewnym sensie odnoszą się także do Eucharystii, która jest stołem Pańskim, ucztą przygotowaną przez Chrystusa, dzięki której łączymy się z żywym i prawdziwym Chrystusem, ukrytym pod postaciami chleba i wina. W Eucharystii realizuje się w specyficznym wymiarze zapowiedziana uczta zbawionych. Przez uczestnictwo w niej wchodzimy w nadprzyrodzony świat wykreowany przez Chrystusa zmartwychwstałego. On jest tam Królem. Patrząc przez pryzmat uczestnictwa we Mszy św. pełniej odkrywamy znaczenie „stroju weselnego”, o którym mówi przypowieść. Oczywiście nie chodzi tu o zewnętrzną szatę chociaż i ta powinna być odpowiednia, nie możemy uczestniczyć we Mszy św. w stroju, który jest odpowiedni do wyrzucania gnoju lub joggingu. Chodzi o odpowiednie przygotowanie duchowe, o odpowiednią dyspozycję duchowa.

W parafii Matki Bożej Częstochowskiej przygotowuję dzieci I Komunii św. W czasie pierwszego spotkania mówiłem dzieciom, jak ważny jest ten rok przygotowania do bardzo ważnego wydarzenia w ich religijnym życiu. Po raz pierwszy w życiu przyjmą Chrystusa pod postacią chleba. Mówiłem, że do tego trzeba się dobrze przygotować; poznać bardziej Jezusa Chrystusa, jeszcze bardziej go pokochać, skorzystać z sakramentu pojednania, w którym Chrystus odpuszcza nam grzechy i czyni nasze serca godnym mieszkaniem dla Jezusa. Gdy to mówiłem, jedna z dziewczynek, cały czas trzymała podniesiona rękę. Miała coś bardzo ważnego do powiedzenia. Dopuściłem ją do głosu. A ona z poczuciem dumy wyznała: „Ja już przyjęłam Komunie św.”. „Jak to?” – zapytałem. „W ubiegłym roku mój kuzyn przyjął I Komunię św. i poczęstował mnie i moją koleżankę” – powiedziała z rozbrajającą szczerością.

Do tej uczty przygotowujemy się nie tylko przed I Komunią św., ale całe życie. W tym przygotowaniu wspiera nas Chrystus. Św. Paweł w Liście do Koryntian przypomina nam o tym: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Kurier Plus 2017).

 

PRZEGAPIĆ SZANSĘ

Życie jest pełne różnych możliwości i szans, które pukają do naszych drzwi i czekają na ich otwarcie. Gdy będziemy czujni i je otworzymy w odpowiednim czasie wtedy możemy zakosztować pełni życia, pełni szczęścia. Zaproszenie jest przykładem takich możliwości. Wystarczy wtedy przezwyciężyć lenistwo, niedogodności i wstać, aby otworzyć drzwi naszego życia dla nowych możliwości. Z pewnością każdy z nas mógłby przytoczyć wiele przykładów ze swojego życia, kiedy przegapił taką okazję. Przegapionej okazji nie można tłumaczyć, że wszystko jest w ręku Boga i On kieruje naszym życiem. To prawda, wszystko jest w Jego ręku, wszystkim kieruje, ale kieruje naszym życiem wychodząc ze swoim zaproszeniem i czekaniem na naszą odpowiedź. Wychodzi do nas ze swoją łaską, wzywając nas do współpracy z nią.

Kardynał Avery Dulles, były pracownik wojskowego wywiadu Stanów Zjednoczonych, nawrócony na katolicyzm jest uważany za największego teologa katolickiego w USA. W jednym z wywiadów powiedział: „W ciemnościach mego wewnętrznego świata najwyższe ludzkie instynkty stanęły wobec próżni. I w tę próżnię wstąpiła łaska Boża. Wstąpiłem do Kościoła jak jeden z tych tchórzliwych pływaków, co zamykają oczy, gdy wskakują do morza. Odkryłem później, że wody wiary są niesłychanie pławne. Gdy człowiek jest odziany łaską, ocean wiary jest jego naturalnym elementem”. Kard. Dulles wyznał, że Bóg puka do naszych drzwi i wzywa nas do różnych zadań, które wymagają ciągłego przezwyciężania ułomności ludzkiej natury, aby wzrastać w pokornej wierze, nadziei i miłości. W tym zmaganiu nie jesteśmy sami. Św. Paweł w drugim czytaniu na dzisiejszą niedzielę pisze: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Jeśli zawierzymy całkowicie Bogu, będziemy współpracować łaską Bożą, to możemy być pewni, że nie przegapimy najważniejszego zaproszenia, jakim jest zaproszenie Boga do Jego Królestwa. I nie zabraknie nam siły, aby już tu na ziemi rozpocząć budowanie Królestwa Bożego.

Prorok Izajasz w pierwszym czytaniu mówi o tym zaproszeniu, posługując się obrazem uczty: „Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, zdejmie hańbę ze swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł”. Słowa „raz na zawsze zniszczy śmierć” wskazują na nadprzyrodzony wymiar tej uczty.

Zaś w Ewangelii Chrystus, mówiąc o najważniejszym zaproszeniu w naszym życiu, zaproszeniu do Królestwa niebiskiego posługuje się obrazem uczty weselnej. Jest to jedna z najpiękniejszych uroczystości w naszym życiu, nie tylko nowożeńców. Poprzez analogię do przyjęć weselnych przypatrzmy, jak Jezus mówi o Sobie, czyniąc to w trzeciej osobie, bo taka jest konwencja tej przypowieści. Mówiąc o królu zapraszającym na ucztę weselną swego syna, ukazuje nam jeden z aspektów rzeczywistości Królestwa Bożego, a mianowicie zaproszenie Boga i nasza odpowiedź. Zapraszającym królem jest Bóg, ucztą jest nasze zbawienie, które przyniósł człowiekowi Syn Boży, sługami zaś są prorocy i apostołowie. Zaproszonymi, którzy odmawiają przyjścia na ucztę lub źle się obchodzą ze sługami, są wszyscy, którzy odrzucają Jezusa. Wszystkim została ofiarowana łaska zbawienia. Jednak oni nie chcieli z tego skorzystać, bo inne sprawy uznali za ważniejsze.

Przyjęcie tego zaproszenia staje się dla nas ogromna mocą w najtrudniejszych momentach naszego życia. Jest światłem nawet w najgłębszej otchłani naszego cierpienia i daje moc wykuwania w swoim życiu piękna Bożego Królestwa, królestwa prawdy i miłości, sprawiedliwości i pokoju, radości życia wiecznego. To piękne zaproszenie usłyszał i pozytywnie na nie odpowiedział zmarły 6 lat temu ks. Piotr Błoński. Przeszedł on bardzo trudną drogę odkrywania piękna Królestwa Bożego. Wciąż jest żywe jego świadectwo choroby, odchodzenia i wiary. Mimo postępującej choroby nowotworowej ten młody ksiądz, wyświęcony pół roku przed czasem, był zawsze uśmiechnięty, radosny i pełen wewnętrznego pokoju. W jednym z nielicznych kazań, które wygłosił, powiedział między innymi: „Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że ja w momencie, gdy dowiedziałem się o swojej chorobie, to pamiętam po dziś dzień było jakiś rok i cztery miesiące temu, usłyszałem dwa zdania, stwierdzenia z ust pewnej siostry, s. Józefy, która jest lekarzem. Pierwsze to było „Bóg cię bardzo kocha!”, natomiast drugie, jeszcze ważniejsze dla mnie, dopiero po pewnym czasie je zrozumiałem: „Bóg w stosunku do ciebie ma wielkie plany”.

Pomyślałem sobie. Jakie plany? Siostro, ja jestem chory! Ja z tego może nigdy nie wyjdę. Co siostra mi w ogóle tutaj mówi? Choć tego nie powiedziałem, to jednak tak myślałem. Jednak poszedłem oddać to wszystko Panu Bogu na Adoracji. Te słowa jakoś we mnie pracowały i podczas Adoracji przyszło mi właśnie takie światło od Pana Boga, żebym po prostu Mu zaufał, żebym potrafił powiedzieć ‘Bądź wola Twoja!’. I tak się stało. Wtedy podczas Adoracji w kaplicy seminaryjnej, będąc jeszcze na piątym roku powiedziałem Panu Bogu „Bądź wola Twoja! Rób Panie Boże to, co uważasz za słuszne, to co jest najlepsze. Ja w zupełności się Tobie oddaję i powierzam! Chcę, żebyś zrobił jak najwięcej dobra przez moje ręce’. Proszę was – wtedy mówiłem – proszę was o to, aby Pan Bóg wypełnił wolę Bożą w moim życiu i aby dał siłę do dźwigania tego krzyża, który mi powierzył, który mi daje, żebym umiał go przyjąć i udźwignąć. Z sercem mamy podchodzić do Pana Boga! A wtedy Pan Bóg do nas mówi. Mówi i kieruje naszym życiem. Wtedy łatwiej jest też oddać Panu Bogu nasze życie. Bo dopóki tego nie zrobimy to zbyt dużo jest w nas naszego egoizmu, za dużo naszego ‘ego’ – ‘ja, za bardzo my chcemy kierować naszym życiem. A wtedy, gdy Bogu zawierzamy nasze życie, to wtedy On kieruje i prowadzi najlepszymi drogami jakie są tylko możliwe. I każdy z nas będzie wtedy szczęśliwy, jeśli odda w pełni Panu Bogu swoje życie! Jeśli oddamy Panu Bogu nasze życie, wtedy On nas będzie prowadził do świętości, przez zwykłe, codzienne dni”. Zostać świętym, to tyle co odziedziczyć Królestwo Boże.

Poniższa opowieść może być ilustracją odrzucenia zaproszenia na ucztę Królestwa Bożego, bo wydaje się nam, że mamy coś ważniejszego. Otóż młodego mężczyzna, doświadczając biedy w rodzinnych stronach wyruszył w daleki świat w poszukiwaniu szczęścia. Kilka lat później powrócił do swojej miejscowości z kuframi pełnymi bogactw z postanowieniem, że zakpi ze swojej rodziny i swoich krewnych. Przywdział stare ubranie i odwiedził swego kuzyna Pedro, mówiąc: „Jestem Juan, dawno zaginionym twoim kuzynem. Nie powiodło mi się w świecie. Jestem biedny. Czy mogę zatrzymać się u Ciebie na kilka dni?” Pedro odpowiedział: „Przykro mi, ale nie mam miejsca dla ciebie”. Juan odwiedził jeszcze kilku swoich krewnych i przyjaciół, którzy zareagowali podobnie jak Pedro.

Juan zamieszkał w bogatej rezydencji, zaczął prowadzić bardzo wystawny styl życia. Już po dwóch dniach wieści o jego bogactwie rozeszły się po całym mieście. Jeden z krewnych powiedział: „Kto by się tego spodziewał. Gdybyśmy znali prawdę tylko wiedzieli, postąpilibyśmy inaczej, ale teraz jest już za późno” (Kurier Plus, 2020).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *