24 Cze

Jasność w szarości listopada

Jasność w szarości listopada

Smętek i melancholię listopadowych dni przełamują święci tego miesiąca. Pierwszym z nich jest św. Marcin, którego wspominamy 11 listopada. W średniowieczu i w ludowej obyczajowości św. Marcin kończył rok gospodarczy. Służbie płacono wynagrodzenie, przyjmowano nowych służących i parobków, regulowano podatki.  A pieśń „Jesień, jesień piękna pora, do podarków bardzo skora” była jak najbardziej na czasie. Od św. Marcina w przyrodzie zachodzą zmiany, które szczególnie dzieciom kojarzą się z radosnymi świętami Bożego Narodzenia. W niepowtarzaną atmosferę tych świąt wpisuje się biały puszysty śnieg oraz zamarznięte stawy i jeziora, które są dla dzieci wspaniałym miejscem zabawy. Przypominają o tym przysłowia związane ze św. Marcinem: „Od świętego Marcina zima się zaczyna”. „Na Marcina woda się ścina”. „Na świętego Marcina śnieg, choć prószyć zaczyna”. „Usypało śniegu tyle, przyjechał święty Marcin na białej kobyle”. „Gdy święty Marcin w śniegu przybieżał, będzie po pas całą zimę leżał”. Św. Marcin zapowiadał także pogodę na Boże Narodzenie: „Jeśli na Marcina sucho, Boże Narodzenie z pluchą”. „Gdy Marcinowa gęś po wodzie. Boże Narodzenie po lodzie”.

Od św. Marcina myśli coraz częściej wybiegały ku Godnim Świętom, a to i z tego powodu, że dawniej Adwent trwał 6 tygodni. Był on wtedy czasem postu i powstrzymania się od zabaw. A zatem nim on nastanie trzeba się jeszcze dobrze zabawić. A że Marcin był bardzo popularnym przedadwentowym świętym wybrano, zatem dzień jego wspomnienia na urządzanie zabaw. Głównym „bohaterem” na biesiadnym stole była pieczona gęś. Przypominały o tym ludowe przysłowia: „Na św. Marcina najlepsza gęsina”. „Dzień świętego Marcina dużo gęsi zarzyna”. „Na Marcina gęś do komina”. „Wesele Marcina, gęś i dzban wina”. Taki los nieszczęsnym gęsiom zgotowała legenda związana ze św. Marcinem. Po śmierci Lidora, biskupa Tours, kapłani i wierni chcieli, aby biskupstwo objął słynący ze świętości Marcin. On jednak bardziej cenił skromne życie pustelnicze niż biskupstwo. Zdecydowanie odmówił przyjęcia tej godności. Jednak lud i kapłani nie dali za wygrane. Nachodzili św. Marcina, prosząc o objęcie wakujące stolicy biskupiej. Marcin przynaglony namolnością ludu wyjechał potajemnie z miasta i ukrył się na wsi w pomieszczeniu gospodarskim. Lud go jednak szukał i odnalazł dzięki gęsiom, które swoim gęganiem zdradziły miejsce pobytu Świętego. Św. Marcin nie stawiał już oporu i 4 lipca 371 roku otrzymał sakrę biskupią i zsiadł na stolicy biskupiej w Tours. A gęsi do dziś w dzień św. Marcina płacą straszną cenę za swoją gadatliwość i niedyskrecję. Niektóre wsie organizowały w dzień św. Marcina konkursy na najokazalszą gęś. Zaś klucze dzikich gęsi odlatujących jesienią do ciepłych krajów nazywano „ptakami św. Marcina” lub „gęsiami św. Marcina.

Na świętego Marcina nie zapominano o dzieciach, rozdawano im drobne podarki jak jabłka, orzechy, ciastka, rogaliki i małe pierniki przedstawiające świętego Marcina na koniu. W tym dniu odbywała się pierwsza degustacja młodego wina. Mówiono wówczas: „Spuszczaj wino na św. Marcina i pij je przez cały rok”. Był także zwyczaj zakazujący w tym dniu pracy młynów. Uzasadnienie tego zwyczaju znajdziemy w legendzie. Kiedyś diabli w swej przebiegłości tak zbałamucili młynarzy, że ci zgodzili się na wynajęcie im młynów.  Młynarze zwrócili się jednak do św. Marcina, aby on prowadził pertraktacje z diabłami. Święty tak skołował diabłów, że ci zgodzili na przejęcie młynów dopiero po opadnięciu igliwia z drzew. Za późno się zorientowali, że drzewa iglaste nie tracą igliwia na zimę. Ostatecznie spłoszyła diabłów jodła, która ma gałązki w kształcie krzyża. I tym sposobem młyny zostały w rękach młynarzy, którzy wdzięczni św. Marcinowi zatrzymują pracę młynów w dzień wspomnienia Świętego. Także narzeczeni powierzają swoje losy św. Marcinowi. W nocy udają się do sadu i z owocowego drzewa zrywają po gałązce. Następnie wkładają je osobno do wody i czekają. Jeśli do Bożego Narodzenia obie gałązki zakwitną, to jest to dobra wróżba dla przyszłych małżonków.

Popularność i sława świętości św. Marcina sprawiły, że za swego patrona obrało go wiele miast i stanów. Jest on patronem żołnierzy, jeźdźców i kawalerzystów, opiekunem koni i patronem podkuwaczy, patronem rusznikarzy, tkaczy, grabarzy, krawców, pasiarzy, rękawiczników, kapeluszników, heroldów, hotelarzy, młynarzy, szczotkarzy, bednarzy, pasterzy, oberżystów, podróżnych, biedaków i żebraków, więźniów, abstynentów, opiekunem gęsi i zwierząt domowych, patronem od niektórych chorób i ukąszenia żmii, patronem pól i winnic. A na koniec poznajmy chociaż krótką historię Świętego.

W roku 313 cesarz Konstantyn wydał edykt mediolański, który gwarantował chrześcijanom wolność religijną.  Trzy lata później, w Sabarii, rzymskiej prowincji Pannonii (obecnie Węgry), w pogańskiej rodzinie przyszedł na świat Marcin. Ojciec jego był rzymskim legionistą, który doszedł do godności trybuna. On to synowi nadał imię boga wojny. Niebawem ojciec Marcina wraz z garnizonem został skierowany do włoskiego miasta Pavii. Tutaj Marcin zetknął się z chrześcijanami. Miał zaledwie dziesięć lat, kiedy wpisał się na listę katechumenów, kandydatów przygotowujących się do przyjęcia chrztu. Rodzice nie byli zachwyceni tą decyzją. Także tamtejszy biskup, w obawie przed gniewem jego ojca zwlekał z udzieleniem chłopcu chrztu. Pragnienie przyjęcia chrztu Marcin zrealizuje kilkanaście lat później.  Święty pragnąc poświęcić swe życie Chrystusowi, czyni wcześniej zadość prawu rzymskiemu, które wymagało, aby ukończywszy 15 lat, syn żołnierza też służył w armii cesarskiej. Marcin został przeznaczony do gwardii cesarskiej, oddziału elitarnego, czuwającego nad obszarami zagrożonymi przez barbarzyńców. Wyjechał do Galii i przyłączył się do garnizonu w Amiens.

Tu miała  miejsce scena z biedakiem, którą Jakuba de Voragine w książce „Złota legenda” opisuje tymi słowami: „Pewnego zimowego dnia święty Marcin przejeżdżając przez bramę w Amiens spotkał jakiegoś biedaka, który był nagi i nie dostał jeszcze od nikogo jałmużny. Zrozumiał tedy Marcin, że to on właśnie powinien pomóc biedakowi, wyciągnął więc miecz i rozciął na dwoje płaszcz, który miał na sobie. Następnie oddał biednemu jedną część, a drugą sam się okrył. Następnej nocy ukazał mu się Chrystus, ubrany w tę część jego płaszcza, którą dał biednemu, i tak rzekł do aniołów, którzy Go otaczali: W tę szatę ubrał mnie Marcin, który jeszcze jest katechumenem!”  W krótkim czasie po tym wydarzeniu, w wieku 23 lat Marcin przyjął chrzest. Z wielkim problemami, dzięki cudownemu zdarzeniu udało mu się opuścić wojsko. Powrócił na Węgry do swoich rodziców, których pozyskał dla Chrystusa. Następnie udał się do francuskiego miasta Poitiers, gdzie przyjął go serdecznie tamtejszy biskup, św. Hilary. Kiedy wyznał św. Hilaremu, że chciałby poświęcić się wyłącznie służbie Bożej w charakterze ascety, biskup udostępnił mu w pobliskim Liguge pustelnię, w której Marcin zamieszkał z kilkoma towarzyszami. W taki to sposób Święty stał się ojcem życia zakonnego we Francji, a sława jego świętego życia i cudów przez niego dokonanych roznosiła się po całej okolicy.

W roku 371 zmarł biskup Tours. Kapłani i wierni pragnęli mieć Marcina na wakującej stolicy biskupiej. I wtedy miało miejsce zdarzenie z gęsiami przytoczone wcześniej.  Jako biskup Tours żył bardzo skromnie. Umartwiał swoje ciało włosiennicą, postami i pokutą. Niestrudzenie wspomagał potrzebujących; wykupywał więźniów, wstawiał się za skazanymi na śmierć, przemierzał wioski diecezji, pochylając się nad najbiedniejszymi. Niezliczone cuda towarzyszyły jego pracy ewangelizacyjnej. Marcin z Tours zmarł podczas podróży duszpasterskiej przez diecezję 8 listopada 397 roku. Pochowano go 11 listopada 397 r. i dzień ten przyjął się, jako jego liturgiczne wspomnienie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *