4 gru

Matka Boska Gromniczna

We wschodniej części Polski, gdzie stoi mój rodzinny dom, takie zimy jak tegoroczna nie należały do rzadkości. W okresie święta Matki Boskiej Gromnicznej domy zasypane były śniegiem prawie po dach. Bramy wyjazdowe do gospodarstwa ginęły w zaspach śniegu. Nie było potrzeby ich otwierania; saniami przejeżdżało się ponad nimi. Wąskimi ścieżkami, wykopanymi w głębokim śniegu, chodziło się do zabudowań gospodarskich lub na sąsiedzką pogawędkę.

Nocą, nad krainą zasypaną śniegiem przetaczał się księżyc, w jego metalicznym blasku tężał mróz. Pękały drzewa owocowe ściskane lutowym mrozem. Wygłodniałe kuropatwy, sarny, jelenie, zające i dziki podchodziły do zabudowań gospodarskich w poszukiwaniu pokarmu. Zaś najstarsi ludzie z wioski wspominali czasy gdy do gospodarstw podchodziły wygłodniałe wilki i porywały owce a nawet krowy. Były one w tamtych czasach postrachem dla mieszkańców wsi. Wobec sfory wilków człowiek czuł się bezbronny. l w tej bezbronności zwracał się do Tej, która mogła wybłagać wiele u swojego Wszechmocnego Syna. Stawiano wtedy na oknie zapaloną gromnicę. Zapalone światło powstrzymywało wilcze zagrożenie, a może na ich drodze stawała ta, w którą lud głęboko wierzył- Matka Boska Gromniczna.

Tę wiarę w sposób artystyczny przedstawił malarz Piotr Stachiewicz. Jeden z jego obrazów z cyklu “Legend o Matce Bosce” poświęcony jest Pani Gromnicznej. Na tle śnieżnego krajobrazu stoi Matka Boża i trzyma w ręku zapaloną świecę a wokół czai się lękliwie nastroszona wataha wilków. Maryja broni chłopskiej zagrody przed nieszczęściem. Swoim płaszczem jakby ogarnia ludzi, którzy w zagrożeniu uciekają się do niej. Ten obraz powielano w tysiącznych oleodrukach i sprzedawano w sklepach i na odpustach aż stał się najbardziej znanym wizerunkiem Matki Boskiej Gromnicznej.

Ufność pokładana w Matce Bożej dodawała odwagi i pewności. Pisze o tym poetka Kazimiera Iłłakowiczówna:

O, Panno prześliczna

Gromniczna

po ogień Twój święcony

wiszący nad woskiem gromnic

przez las kolący i wyjące wilki

idę bez wszelkiej obrony.

Krążyły opowieści o cudownych zda¬rzeniach, które dokonywały się za wstawiennictwem Matki Boskiej Gromnicznej. Przybierały one nieraz formę ballad lu-dowych. Jedną z nich napisał mieszkaniec Zawichostu pan Lipowski:

W dzień Matki Boskiej Gromnicznej straszne się tam rzeczy działy.

Do wsi Borów nad Wisłą wpadły niemieckie oddziały.

Zaczęli palić, mordować, nikogo tam nie szczędzili,

Podczas Mszy Świętej księdza wraz z ludźmi zabili.

Potem przyszli do wioski, wszystkie dziewczęta spędzili.

Zaczęli rzucać granaty, a resztę kulami dobili.

……………..

W wiosce Borów pod lasem stała tam malutka chatka,

Przy stole i przed obrazem z dziećmi modliła się matka.

Poszedł tam Niemiec z benzyną i chciał tę chatkę podpalić,

Zdjęty głęboką litością musiał się od niej oddalić…..

Matka Boska Gromniczna chroniła też od gromu. Stąd w tradycji polskiej nazwa tej świecy. Nawałnica z błyskawicami i gromami była wielkim zagrożeniem dla chat krytych strzechą i pozbawionych odgromników. Jedno uderzenie pioruna mogło zniweczyć dorobek całego życia. Człowiek bezradnie patrzył jak świetliste; zygzaki łączyły ciemne niebo z ziemią. l w swojej bezradności sięgał po gromnicę i zapaloną stawiał w oknie. Wracał wtedy spokój, bo wraz z tą świecą drogą wiary przychodziła Matka Boska Gromniczna by być razem z zagrożonym człowiekiem.

Pamiętam z lat dzieciństwa parne lata. W czasie dnia upał, a po południu zaczynały się już gromadzić czarne chmury. Wieczorem niebo ciemniało. W tym ciemniejącym świecie błyskawice rozświetlające niebo nabierały apokaliptycznego wymiaru w przerażonych oczach dziecka.

Niejedną noc, na spakowanych tobołach siedzieliśmy i czekaliśmy aż stanie się najgorsze- błyskawica zapali słomianą strzechę. Pośród tej szalejącej nawałnicy było światełko, które dodawało odwagi i wlewało w serca odrobinę spokoju. Był to płomyk płonącej gromnicy, która stała na oknie. To był znak obecności Potęgi przewyższającej moc gromu.

Gromnice robił mój dziadek z najczystszego wosku, którego w domu było pod dostatkiem, bo w gospodarstwie była pasieka. Nieskażone były wtedy pola łąki i lasy. Pszczoły zbierały najczystszy miód. Gorące i parne dni sprawiały, że nektar kapał z drzew, pachniało kwiatem i miodem. Dziadek nie odwirowywał mio¬du tylko wycinał z uli i barci całe plastry i wkładał je do beczki a następnie specjalnym tłuczkiem ugniatał tę masę. Wtedy wosk wypływał na wierzch a miód zostawał na dole. Miodu w komorze było pod dostatkiem. Ten wosk “owoc pszczelego roju” w świecy gromnicznej nabierał szczególnego znaczenia. O symbolice tego wosku mówi św. Iwo, biskup z Chartres:” W starożytności pszczoły były uważane za symbol dziewictwa. Ulepiony przez nie wosk, z którego robiono gromnice, symbolizuje wzięte z Niepokalanej Matki Ciało Bożego Dzieciątka, a płomień świecy wyobraża bóstwo Chrystusa – jasność światła wiekuistego, rozpraszającą ciemności grzesznych dusz naszych.”

2 lutego w uroczystość Ofiarowania Pańskiego w tradycji polskiej znanej także jako dzień Matki Boskiej Gromnicznej szliśmy do kościoła. Ktoś z rodziny najczęściej gospodyni domu, niosła przybraną we wstążki i kwiaty gromnicę. Liturgia tej uroczystości ukazywała głęboki sens zapalonej świecy.

Wypełniając przepis prawa Maryja przyniosła małego Jezusa do świątyni, aby ofiarować Go Bogu. Symeon i Anna związani ze świątynią wyczekiwali obiecanego Mesjasza. W małym dziecku rozpoznali Zbawcę. Było to dla nich najważniejsze wydarzenie. Zapłonęło dla nich światło, którym jest Jezus Chrystus. Maryja zaś była i jest Tą, przez którą to światło dociera do każdego człowieka. Taka jest główna wymowa tej świecy.

Z poświęconą świecą wracaliśmy do domu. Tu miał miejsce obrzęd, którego nie przewidywała liturgia kościoła. Mama przypalała gromnicą kosmyki naszych dziecięcych włosów, abyśmy nie bali się piorunów, gdy przyjdzie lato a z nim gorące i parne dni. Następnie, na głównej belce domu albo nad drzwiami kreśliliśmy sadzą palącej się gromnicy znak krzyża. Nadprzyrodzona moc brała w opiekę nasz dom.

Po tym obrzędzie kładliśmy gromnicę za świętym obrazem. Była zawsze widoczna i pod ręką. W każdej chwili mogła się przydać. Była potrzebna, gdy spadał najciemniejszy mrok, mrok śmierci. Podawano ją wtedy do rąk umierającego. Robiło się jaśniej w pokoju, ale najważniejsza była jasność, którą światło gromnicy wnosiło do ludzkiej duszy i otwierało na nowy, nieznany świat.

Kurier Plus, 1996 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *