4 grudzień

Matka – tak daleko, a tak blisko

Wygrzewają się w słońcu łąki zielone, malowane maków czerwienią i chabrów błękitem. Pola pierwszymi kłosami ku niebu sięgają i o deszcz majowy proszą. Wszystko pulsuje bujną zielenią i życiem bez granic. Cały świat, rankiem zbudzony przez jasność dnia, zdąża ku niezapomnianemu wieczorowi. Pamiętam te majowe wieczory, gdy z pola wracałem do domu. Słońce kryło się za horyzontem zachodniej strony, a zorza wieczorna ustępowała ciemności wypełzającej z lasu. Mgły kładły się białym dywanem na nizinach. Powoli cichło mozolne zmaganie dnia i niebiańska cisza zstępowała na ziemię.

Pośród tej nabożnej ciszy dał się słyszeć śpiew płynący ponad lasami i łąkami, błądzący po opłotkach domów, śpiew pieśni maryjnej Chwalcie łąki umajone. I wtedy czułem, że wraz z gromadą śpiewaków Bożych pod wiejską figurką czy krzyżem przydrożnym śpiewa cały świat na cześć Maryi i Stwórcy tego niepowtarzalnego piękna. Zmieniały się pieśni, przesuwały się wezwania Litanii Loretańskiej i jak refren powracały słowa: Idźmy, tulmy się jak dziatki, do serca Maryi Matki. I w tej wieczornej ciszy czułeś, jak Matka kładzie ręce na Twoją głowę, dotyka serca; łagodzi ból, odejmuje zmęczenie i tuli do snu. Z tą Matką Niebieską bardzo często przychodziła ta matka, która kiedyś przygarniała Cię do siebie i czułeś radosne bicie jej serca. A dziś, tylko kolorowe nieśmiertelniki przypominają. Ci, że ona jest z Tobą, choć tak wiele dni minęło od ostatniego rozstania, kiedy to rozwarły się bramy niebios i spotkały się dwie Matki…

W tym czasie, gdy cała Polska rozbrzmiewa modlitwą maryjną, tu, w Stanach Zjednoczonych, przypada jeden z najpiękniejszych dni roku – Dzień Matki. Każdy pamięta w tym dniu o swojej matce. Pamięć wyraża nie tylko kwiatem, upominkiem czy odwiedzinami, ale także szczerą i gorącą modlitwą. W tym dniu odprawiane są specjalne Msze św. i nabożeństwa w intencji matek. Kościoły wypełniają się po brzegi.

Modlimy się za wszystkie matki. A te matki są różne. Są matki radosne, które z uśmiechem patrzą na powodzenie swoich dzieci. Są matki bolesne, które opłakują niepowodzenia czy też błądzenie swoich dzieci. Są matki tragiczne, które płaczą nad gro-bem dzieci. Są matki oczekujące, które wyglądają na progu domu powrotu dzieci z dalekiej podróży. Są matki zapomniane, z goryczą, przeżywające niewdzięczność swoich dzieci. Są matki tragicznie zagubione, które nie pozwoliły swoim dzieciom zwrócić się do siebie słowami: “Mamo”‘, lecz śmierci powierzyły ten nie narodzony, brutalnie ścięty kwiat. I są matki anielskie, spokojnie czekające na swoje dzieci, niewidzialnie im towarzyszące i wstawiające się za nimi u Boga, bo dziś zakosztowały bliskości Boga, a szczęśliwość wieczna jest ich udziałem.

Dzień Matki jest szczególnie ważny dla Polonii środkowo-wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Wielu w tym dniu wybiera się do Amerykańskiej Częstochowy. Tak, mamy tu Częstochowę, mamy klasztor i ten cudowny Obraz Pani Jasnogórskiej. Polacy, którzy przybywali do Ameryki odczuwali brak Wzgórza Jasnogórskiego; tęsknili za tym Wzgórzem i tym łagodnym, jakby trochę smutnym, obliczem Pani Jasnogórskiej. To właśnie z tej tęsknoty wyrósł na zielonych wzgórzach Pensylwanii klasztor Ojców Paulinów. Świątynia góruje nad całą okolicą. Chociaż zewnętrznie odmienna jest od tej w Polsce, to jednak w ołtarzu jest obraz tej samej Matki, która niezmiennie króluje naszym rodakom. I tam, w Polsce, i tu, w Stanach Zjednoczonych, każdy czuje się u siebie.

W Dniu Matki przybywają tu pielgrzymi z różnych stron Ameryki, w tym także dzieci ze wszystkich szkół polonijnych, gdzie uczą się kultury i języka polskiego; przybywają, by oddać hołd Pani Jasnogórskiej, przedstawić Jej swoje smutki i radości, swoje problemy, tak jak przychodzi się do Matki. Przybywają tutaj także po to, by modlić się w intencji swoich matek ziemskich. Czynią to tym gorliwiej, że bardzo często ich matki zostały daleko w Polsce, a wysłane kartki, chociażby najserdeczniejsze, nie wypełnią niedosytu, jaki niesie brak ich obecności przy nas.

Przy sanktuarium jest także cmentarz, na którym spoczywają Polacy z różnych stron Ameryki. Ta ziemia, uświęcona bliskością sanktuarium, jest cząstką. Polski. Po pozdrowieniu Pani Jasnogórskiej pielgrzymi idą na cmentarz, by złożyć kwiaty- na grobach bliskich, zatrzymać się na chwilę w modlitewnej zadumie, nieraz pomyśleć o grobie matki, który został daleko za oceanem i dziś nikt nie położy na nim kwiatów. Każdy składa swe myśli u stóp Pani Jasnogórskiej i wtedy czuje, jak Ona mówi: Nie lękaj się, ja jestem z tobą, rozumiem twój ból i dzielę twoją radość. Robi się wtedy lżej na duszy, a Matka Boża z cudownego Obrazu zdaje się do nas uśmiechać.

W Polsce Dzień Matki wypada trochę później i tak się szczęśliwie składa, że ci, którzy tu żyją, bardzo często z dala od swoich matek, świętują ten dzień dłużej – staje się on prawie miesiącem, ale to nie jest za dużo. Rozłąka stwarza ciągły niedosyt bycia ze sobą. Ta rozłąka dla wielu emigrantów jest przymusowa – nie załatwione formalności pobytowe w Stanach Zjednoczonych uniemożliwiają spotkanie. Ale ta matczyna miłość nie zna granic czasu i przestrzeni – nie musi być przy Tobie, a czujesz jej opiekuńczą obecność i jej zatroskanie; pewność jej miłości umacnia Twoje serce. Zawsze masz gdzie wrócić, nawet gdyby jej zabrakło wśród żyjących na ziemi.

Tygodnik katolicki Niedziela

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *