5 marzec

Na szczęście na zdrowie z Nowym Rokiem   

Na szczęście na zdrowie z Nowym Rokiem

Nie przypominam sobie, ani z opowieści dziadków ani z własnego doświadczenia hucznego zakończenia na balach sylwestrowych pożegnania Starego Roku i powitania Nowego. Warto jednak przy okazji wspomnieć genezę dzisiejszych balów sylwestrowych. Tradycja hucznego witania nowego roku sięga roku tysięcznego i jest związana z pewnymi faktami i legendą, według której w 317 roku papież Sylwester I (+31 grudnia 335r.) walczył z groźnym smokiem grzechu o imieniu Lewiatan. Pokonał go i wtrącił do lochów pod wzgórzem laterańskim w Rzymie. Legenda ta wpłynęła, między innymi na nastroje ludzi oczekujących przełomu pierwszego tysiąclecia. Otóż mieszkańcy Europy wierzyli w proroctwa Sybilli, które przepowiadały w roku 1000 koniec świata i uwolnienie Lewiatana, który pogrąży świat w ogniu piekielnym. Dlatego też z lękiem oczekiwano nadejścia tego roku. Zaczęto także dopatrywać się potwierdzenia tych zapowiedzi w Apokalipsie św. Jana. Prawdopodobnie, papież Grzegorz V, umierając w 999 roku miał dziękować Bogu na łożu śmierci, za odejście jeszcze przed tym kataklizmem. Nastroje te spotęgowały się, gdy na tronie papieskim zasiadł benedyktyn Gerbert, świetny konstruktor, który pracował między innymi nad budową zegara wahadłowego. Z powodu tych niecodziennych zainteresowań był postrzegany przez niektórych, jako mistrz sztuk czarnoksięskich. A gdy przybrał imię Sylwestra II, mówiono, że Sylwester I uwięził Lewiatana a Sylwester II go uwolni. Rychło nastąpi koniec świata. Z trwogą oczekiwano nadejścia północy roku 999/1000. Przyszła północ i nic się nie spełniło ze złowieszczych zapowiedzi. Wśród ludzi zapanowała ogromna radość. Wyszli na ulice, śpiewali, tańczyli, papież Sylwester II udzielił im specjalnego noworocznego błogosławieństwa.

Tradycja radosnego witania Nowego Roku dotarła do Polski, a szczególnie na wieś bardzo późno. W XIX wieku bale sylwestrowe należały do rzadkości. Był to raczej czas podsumowania minionego roku i zadawania pytań, jaki będzie następny. W przeniknięciu tajemnicy przyszłości miały służyć różnego rodzaju wróżby. A przed nieszczęściami miały chronić różne zabiegi magiczne. Nawet pogoda w Nowy Rok miała wróżebne znaczenie. Może rzeczywiście w cyklu pogodowym, pogoda w Nowy Rok logicznie wskazywała, że w czasie wzrostu i owocowania będzie ku temu odpowiednia pogoda. Ale jakby nie było wierzono w porzekadła noworoczne: „Gdy w Nowy Rok jasno, w gumnach będzie ciasno”. „Gdy Nowy Rok mglisty, jeść będą zboża glisty”. Zabezpieczano się na różne sposoby przed ewentualnymi niebezpieczeństwami. W niektórych regionach polski gospodynie rzucały po kątach czosnek i metalowe przedmioty. Spożywany czosnek miał chronić przed chorobami i urokami oraz złymi ludźmi. Z pewnością chronił przed niektórymi chorobami, co chodzi o uroki, trudno powiedzieć czy był skuteczny. Nie jestem pewien, czy odór bijący od jedzącego czosnek skutecznie odpychał złych ludzi. A gdy to nie zdołało nas uchronić od złego, to żelazo dawało nam moc przetrwania tych nieszczęść. Wypiekano także ciastka o różnych kształtach, które później losowano. I tak, gdy ktoś wylosował krzyż, to było to zapowiedzią przeznaczenia do stanu duchownego. Te i tym podobne zwyczaje, w moich czasach, chociaż praktykowane nie były jednak brane zbyt poważnie.

W Nowy Rok nabożnie uczestniczono we Mszy św. Liturgia noworoczna ustawiała we właściwej perspektywie nasze wierzenia. Jedynym Panem czasu, który decyduje o wszystkim jest Bóg. Od Niego zależy, jaki będzie ten rok. Nie czosnek chroni nas od wpływu złych ludzi, ale Bóg, który daje mądrość i moc, aby nie dać się sprowadzić na złe drogi przez przewrotnych ludzi. Nieraz jesteśmy poddawani próbie cierpienia. Biblia mówi, że te doświadczenia są pewnego rodzaju próbą, która ukazuje prawdziwą wartość człowieka. Tak jak złoto próbuje się w ogniu. Przetrwamy tę próbę i zjaśniejemy prawdziwym balaskiem jeśli trwać będziemy w Bogu. To on nas uchroni przed prawdziwymi zagrożeniami. Umocnieni tą wiarą, wierni wracając z kościoła pozdrawiali się słowami: „Do siego roku”. Staropolski zaimek wskazujący „si” znaczył „ten”. To pozdrowienie ma korzenie wigilijne. Łamiąc się opłatkiem wypowiadano formułkę: „do siego roku”, co znaczyło „abyśmy doczekali w zdrowiu nowego roku”. Z czasem to życzenie zaczęto odnosić do całego Nowego Roku.

W tym dniu chodzili także kolędnicy przebrani za Stary i Nowy Rok i winszowali tymi lub podobnymi słowami, przypominając, że najbardziej potrzebujemy bożego miłosierdzia i obecności Chrystusa i Maryi w naszym rodzinnym życiu: „Dziękujemy za kolędę, gospodarzu panie! Niech tu boskie miłosierdzie w tym domu ostanie. Niech tu Jezus i Maryja w tym domu przebywa, niech tu pszeniczka i żytko, na ten Nowy Rok wszyćko”.

Przyzywanie Maryi w tym dniu ma szczególne znaczenie, gdyż pierwszy dzień Nowego Roku w kalendarzu liturgicznym Kościoła katolickiego jest poświęcony Matce Bożej. Obchodzimy Uroczystość Bogurodzicy Maryi. Maryja wskazuje drogę i prowadzi nas do swego Syna, który jest Panem czasu. Mówi do nas: „Czyńcie co wam każe mój Syn”. Na Soborze w Efezie w 431 roku ogłoszono dogmat, że Maryja jest Matką Boga. Zaś w czasie reformy liturgicznej w roku 1969 połączono Uroczystość Bożej Rodzicieli z pierwszym dniem Nowego Roku. Nie wiemy, jakie będą i co nam przyniosą dni Nowego Rogu. Zawierzamy je zatem Maryi, ufając głęboko, że Ona doprowadzi nas do swego Syna, który jest drogą, prawdą i życiem. Jakie by nie były te dni, jeśli je zawierzymy Bogu, możemy być pewni, że cokolwiek nas spotka, w mocy Chrystusa będzie opromieniane blaskiem zmartwychwstania. Poczynając od pierwszego dnia roku Maryja mocno wpisuje się w ludową tradycję, która nadaje jej tytuły: Matka Boża Zielna, Korzenna, Żytnia, Siewna, Jagodna, Miodna.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *