10 Gru

„Największe spotkania”

W oczach dziecka, nie zależnie od koloru odbija się całe piękno i błękit nieba, w którym możemy dojrzeć wspaniałość Stwórcy i niepowtarzalność człowieka. Niewinność dziecka wyzwala w nas najszlachetniejsze odruchy serca. W swojej czystości i bliskości Boga dziecko, jakby instynktownie wyczuwa dobro oraz miłość i lgnie do niego. Pamiętamy ewangeliczną scenę, w której dzieci cisnęły się do Jezusa tak, że apostołowie im zabraniali. A Jezus wtedy powiedział: Nie zabraniajcie im, bo do takich należy królestwo niebieskie.

Ciągle są żywe w naszej pamięci podobne sceny: Papież Jan Paweł II pochylony z miłością i zatroskaniem nad małymi dziećmi, które wyczuwając w nim miłość i dobroć garnęły się do niego. I tak życia malowało najcudowniejsze obrazy, gdzie miłość, dobroć, radość, spontaniczność i niewinność sprzężone ze sobą wyciskają do dziś łzy wzruszenia. Niektóre z tych scen uwiecznił osobisty fotograf papieża Arturo Mari. W archiwum Servizio Fotografico „L’Osservatore Romano” tych zdjęć są miliony. Specjaliści z Polskiego Wydawnictwa Encyklopedycznego wybrali z tej wielości 46 fotografii. I tak powstała jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna wystawa „Największe spotkania”.

W grudniu ubiegłego roku wystawa dotarła do Nowego Jorku. Uroczyste jej otwarcie miało miejsce w Centrum Polsko- Słowiańskim na Greenpoincie w Nowym Jorku. Byli obecni przedstawiciele polskich władz z Nowego Jorku i Polski, przy licznym udziale organizacji i grup polonijnych. Zdominowały dzieci z polonijnych szkół Metropolii Nowojorskiej. Wystawa była prezentowana w wielu miejscach, w tym także w parafiach polonijnych Nowego Jorku i poza nim. Ostatnia ekspozycja miała miejsce 8 stycznia tego roku w parafii św. Krzyża na Maspeth w Nowym Jorku. Naocznie mogłem się przekonać jak ogromne wrażenie wywierała ona na zwiedzających. Skupienie, zaduma, radość i łzy wzruszenia towarzyszyły oglądającym. Szczególnie wzruszające były sceny, gdy małe dzieci z polskiej szkoły im. Jana Pawła II w Maspeth z otwartymi buziami wpatrywały się w fotografie i wyciągały ostatniego grosika z kieszeni, aby złożyć ofiarę dla biednych polskich dzieci w Kazachstanie. Rzadko zdarza się nam uczestniczyć w czyś, co przekracza granice wyznaczane określeniem: „wielkie wydarzenie artystyczne”.

Jaka była droga tej wystawy z Polski do Nowego Jorku? W odpowiedzi trzeba cofnąć się kilka lat wstecz, i idąc śladem długiego łańcucha ofiarnych i kochających serc dotrzeć do samych początków. W roku 1999, dobrze prosperujący młody biznesman z Maspeth w Nowym Jorku, Krzysztof Rostek, przebywając na wakacjach w rodzinnych stronach odwiedził Dom Dziecka w Stalowej Woli. Dzieci miały tam dobrą opiekę, ale nikt nie jest w stanie ukoić tęsknoty za rodzinnym domem, za miłością rodzicielską. Nie zawsze też Dom Dziecka jest w stanie zaspokoić różne materialne potrzeby dzieci. Poruszony sytuacją maluchów, Krzysztof postanowił działać. Chciał, na ile tylko możliwe przywrócić uśmiech na buziach małych sierot skrzywdzonych przez życie. W pierwszym odruchu sięgnął do kieszeni. Pojawił się uśmiech. Krzysztof pragnął, aby ten uśmiech trwał jak najdłużej, dlatego wracał do Nowego Jorku z mocnym postanowieniem, że uczyni wszystko, co w jego mocy, aby wesprzeć te dzieci.

Po powrocie zaczął gromadzić ludzi, którzy podobnie jak on mieli wrażliwe serca i odwagę dzielenia się swoim czasem i pieniędzmi z biedniejszymi. Pierwsze zebrane pieniądze były przeznaczone dla sierot z Domu Dziecka w Stalowej Woli na wyjście do kina, McDonalda i na małe kieszonkowe. Krzysztof z przyjaciółmi zbierał ubrania, zabawki, przybory szkolne oraz pieniądze i wysyłał dla dzieci z Domu Dziecka. Dzięki temu niektóre dzieci po raz pierwszy zobaczyły zoo w Zamościu, czy też po raz pierwszy były w teatrze w Rzeszowie. Nieformalna grupa charytatywna organizowała różnego rodzaju aukcje prac dzieci, wieczory poezji, zabawy taneczne, zbiórki pieniędzy itp. Dzięki pracy pełnej poświęcenia wypracowywano coraz większe fundusze na rzecz dzieci potrzebujących. Dzięki temu grupa wspomaga dzisiaj nie tylko Dom Dziecka w Stalowej Woli, ale także w Białymstoku i Jeleniej Górze. Funduje sprzęt medyczny dla niektórych szpitali w Polsce, umożliwia przeprowadzenie skomplikowanych operacji i leczenie dzieci z Polski w Stanach Zjednoczonych..

Aby skuteczniej działać, Grupa ludzi dobrej woli postanowiła założyć Fundację Uśmiechu Dziecka (Children’s Smile Fundation). Wszystkie z tym związane formalności udało się sfinalizować w listopadzie 2003 roku. Pierwszym dyrektorem Fundacji został Krzysztof Rostek. Teraz organizacja może działać efektywniej. Zgromadzone fundusze pozwoliły między innym na zorganizowanie dla dzieci z domów dziecka w Polsce siedmiodniowej pielgrzymki do Włoch. W roku 2004 Krzysztof Rostek został odznaczony Orderem Uśmiechu. Krzysztof ceni sobie to odznaczenie, gdyż jest ono przyznawane przez dzieci, ale zaraz dodaje, że odznaczenie jest dla wszystkich członów Fundacji i hojnych sponsorów, bo bez nich nie wiele mógłby zrobić.

Obecnie Dyrektorem Fundacji jest Beata Pudełko, a do zarządu wchodzą: Krzysztof Rostek, Andrzej Grzegorzewski, Mariola Zaręba, Tadeusz Chaber, Rafał Chojnowski, Joanna Mróz, Waldemar Rakowicz, Aldona Trzeciak oraz kapelan ks. kan. Piotr Rzendzian. To oni zajęli się sprowadzeniem do Nowego Jorku wystawy „Największe spotkania”. Poświęcając wiele czasu zmobilizowali także licznych woluntariuszy, którzy włączyli się w przygotowanie tej wspaniałej i wzruszającej ekspozycji. Trzeba dodać, że pracownicy fundacji nie pobierają żadnego wynagrodzenia. A zatem, każdy grosz ofiarowany dla sierot w całości trafia do dzieci. Celem tej wystawy było pokazanie najpiękniejszych zdjęć naszego ukochanego Papieża z dziećmi oraz zebranie funduszy na pomoc, tym razem polskim dzieciom w Kazachstanie.

Niedziela, 2006 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *