10 cze

10 niedziela zwykła Rok A

 

DOBROĆ I MIŁOSIERDZIE.

Odchodząc stamtąd, Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną!” A on wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają, Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników” (Mt 9, 9-13).

Atanazy był opatem w jednym z pustynnych eremów. Przez współbraci był uważany za świętego męża. Pewnego dnia mnich Jakub popełnił grzech i wspólnota eremicka nakazała mu opuszczenie wspólnoty. Gdy Jakub opuszczał erem, towarzyszył mu w drodze Atanazy, powtarzając słowa: „Ja jestem także grzesznikiem”. Chciał w ten sposób nakłonić swego współbrata do uznania błędu i nawrócenia się. Jednak wysiłki te okazały się nadaremne. Jakub nie usłuchał świątobliwego opata, ale nadal trwał we swym błędzie i zatwardziałości.

Kilka lat później Jakub odwiedził Atanazego, gdy ten trwał na wieczornej modlitwie. „Przepraszam, że ci przeszkadzam w modlitwie, w wypełnianiu twoich zakonnych obowiązków”- powiedział na wstępie. „Nie szkodzi, moim obowiązkiem jest przyjąć ciebie i udzielić gościny”- odpowiada Atanazy. Poczym przygotował posiłek dla gościa oraz posłanie na nocleg. Rankiem, przed opuszczeniem eremu, Jakub zauważył starą Biblię używaną przez opata. Schował ją głęboko do kieszeni i wyszedł. Gdy Atanazy zobaczył, że jego Biblia została skradziona, nie pobiegł za Jakubem tylko dlatego, aby ten do grzechu kradzieży nie dodał jeszcze kłamstwa, wypierając się swego czynu.

Jakub udał się do najbliższego kupca, oferując sprzedaż Biblii za bardzo wysoką cenę. „Zostaw Biblię u mnie na krótki czas, a ja poszukam kogoś, kto pomoże mi ocenić wartość tej księgi”- powiedział kupiec. Następnie udał się do Atanazego, aby ten ocenił, czy Biblia jest warta żądanej ceny. Usłyszał wtedy odpowiedź: „Jest to wspaniała księga i jest więcej wart, niż podana cena”. Kupiec wrócił i powtórzył Jakubowi słowa Atanazego. „Czy to jest wszystko co on powiedział, czy nie uczynił żadnej uwagi?’- zapytał zaskoczony Jakub. „Nie, nic więcej nie powiedział”. Poruszony tymi słowami, po namyśle Jakub rzekł: „Zmieniłem swoje plany. Przede wszystkim nie zamierzam sprzedawać Biblii”. Następnie, szybko wrócił do Atanazego, oddał skradzioną Biblię i ze łzami w oczach prosił o przebaczenie. Atanazy przyjął go z taką samą życzliwością, jak poprzednio. Patrząc życzliwie na winowajcę, oznajmił: „Wybaczam ci. Zachowaj Biblię dla siebie. Każdego dnia czytaj jej fragment, módl się do Chrystusa, który przyjmował takich grzeszników jak my i darował im Bożą miłość i przyjaźń.

Współbracia zakonni byli zaskoczeni, że Atanazy marnuje czas, poświęcając go takim ludziom jak Jakub. A wtedy Atanazy im odpowiedział: „Powiedzcie mi, jeśli szata jest rozdarta, czy ją wyrzucacie?” „Nie, zszywamy rozdarcie i wkładamy na siebie”- odpowiadają. „A zatem, jeśli wy tak troszczycie się o swoje szaty, to czy Bóg nie będzie miłosierny dla tych, którzy noszą Jego podobieństwo?” Po tych słowach współbracia zamilkli. Dobroć i wyrozumiałość Atanazego zaowocowała. Jakub zmienił swoje życie. Wrócił do zakonu i stał się znany ze swej dobroci i świętości. (Flor McCarthy, SDB).

Ta pouczająca historia wyrasta z prawdziwego wydarzenia, które opisuje zacytowany na wstępie fragment Ewangelii. Jest to historia o potędze dobroci i miłosierdzia, które najskuteczniej przemieniają człowieka, wydobywając z niego to, co jest w nim piękne i szlachetne.

Na drodze życiowej celnika Mateusza staje Chrystus. Celnicy byli uważani, szczególnie przez faryzeuszy za grzeszników, wyrzutków społeczeństwa, ludzi rytualnie nieczystych. Na taką opinię składało się kilka powodów. Po pierwsze- ściągając podatki dopuszczali się nadużyć. Kierowani chciwością, samowolnie podnosili nieuczciwie podatki ponad stawki przewidziane przez prawo. Po drugie- byli traktowani przez współziomków jako zdrajcy, gdyż zbierali podatki dla rzymskiego okupanta. Po trzecie- mieli oni kontakty z wieloma ludźmi, przez co byli, zdaniem faryzeuszy narażeni na łamanie prawa czystości rytualnej. Z tych powodów nie mogli wejść do Świątyni. Faryzeusze unikali także odwiedzin domów celników w obawie zaciągnięcia nieczystości rytualnej.

Chrystus swoimi odwiedzinami celnika Mateusza niemile zaskoczył faryzeuszy. „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie celnikami i grzesznikami?”- pytają zgorszeni. Taka postawa faryzeuszy wypływała z ich przekonania, że Bóg jest przede wszystkim sprawiedliwy, że kocha i wynagradza dobre czyny, za złe zaś surowo każe. Konsekwentnie, według nich, człowiek naśladując Boga powinien tak samo postępować wobec bliźnich. Nie rozumieli, że Bóg jest Miłością, że przebacza grzesznikowi, gdy ten chce się nawrócić. Tu faryzeusze rozmijali się z Bogiem. Brak miłosierdzia i zbytnie przywiązanie do zewnętrznej poprawności religijnej stawały się źródłem zakłamania i pychy. Szczycili się oni skrupulatnym, ale bezdusznym wypełnianiem Prawa, ofiarami składanymi Bogu. Chrystus nie potępia tych ofiar, ale uświadamia im, że najważniejsza jest miłość i miłosierdzie „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Pogarda i potępienie celnika przez faryzeuszy nigdy nie doprowadziłaby do jego nawrócenia.

Skuteczną drogę nawrócenia i przemiany wskazuje Chrystus, a jest to droga wybaczenia i miłosierdzia. Chrystus swoim postępowaniem zaskoczył także celników. Spodziewali się potępienia. A tu Chrystus nie tylko nie wypomina błędów Mateuszowi, ale zatrzymuje się w jego domu na gościnę. Mateusz w świetle bożej prawdy i miłości sam odkrywa swój błąd. Pozostawia intratną posadę celnika i idzie za Chrystusem. Jego życie uległo diametralnej przemianie. Tylko życzliwe otwarcie na człowieka może doprowadzić do prawdziwej przemiany. Chrystus kochając grzeszników nigdy nie pochwala ich grzechu. Przeciwnie, wybaczając grzech, podkreśla zło i mówi tak jak powiedział do kobiety cudzołożnej: „Idź i nie grzesz więcej”. Św. Augustyn napisał: „Kochajcie ludzi, a zabijajcie w nich błąd i grzech”. Taka postawa zawsze daje człowiekowi szansę nawrócenia i przemiany. Chrystus wzywa nas do naśladowania Go w Jego miłosierdziu: „Bądźcie miłosierni, jak ja jestem miłosierny”.

Wnuk rozmawia ze swoją babcią o terrorystycznym ataku na Amerykę, który miał miejsce 11 września 2001 r. „Czuje tak jakby były we mnie dwa głośno szczekające psy”- mówi wnuk. Szczekanie jednego psa jest pełne złości i nienawiści, żądnej odwetu oraz kary. Drugi szczeka równie głośno, ale pragnie pokoju i wybaczenia. Co myślisz, który z tych psów zwycięży we mnie”- pyta wnuk. „Sądzę, że ten pies zwycięży, którego będziesz karmił”- odpowiada babcia (Wayne Dyer).

Która postawa w nas zwycięży; postawa potępienia i przekreślenia człowieka, czy postawa miłości i miłosierdzia, dająca szansę każdemu człowiekowi? Odpowiedź jest prosta. Zwycięży postawa miłości i miłosierdzia, gdy będziemy się „karmić” Chrystusem i Jego Ewangelią (z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej).

 

MIŁOŚCI PRAGNĘ

Dołóżmy starań, aby poznać Pana; Jego przyjście jest pewne jak świt poranka, jak wczesny deszcz przychodzi On do nas i jak deszcz późny, co nasyca ziemię. Cóż ci mogę uczynić, Efraimie, co pocznę z tobą, Judo? Miłość wasza podobna do chmur na świtaniu albo do rosy, która prędko znika. Dlatego ciosałem ich przez proroków, słowami ust mych zabijałem, a Prawo moje zabłysło jak światło. Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń (Oz 6,3–6).   

W połowie lat 70 ubiegłego wieku w Stanach Zjednoczonych miał miejsce skandal polityczny zwany Aferą Watergate. W wyniku, którego prezydent Richard Nixon musiał się podać do dymisji. Przyczyną afery były nielegalne działania administracji Nixona skierowane przeciwko jego przeciwnikom politycznym. Jednym ze skazanych urzędników administracji Nixona był Charles Colson. Po odbyciu kary i wyjściu z więzienia w roku 1975 napisał książkę Life Sentence. Napisał w niej między innymi: „Miałem swój czas…. Spłaciłem swój dług. Teraz jestem wolny i mogę od nowa zacząć życie, życie bardziej proste. Może znajdę dobrą pracę, albo założę własny uczciwy biznes”.

Bardzo dobrze zapamiętał nocny epizod, który miał miejsce w więzieniu w Alabamie. Pewnego dnia w czasie spotkania więźniów, jeden z nich, Archie pokryty na całym ciele tatuażami wstał i nieprzychylnie powiedział do Colsona: „Ty wkrótce wyjdziesz z więzienia. Co zamierzasz zrobić dla nas?”  W sali zaległa śmiertelna cisza.  Wszyscy słuchali, co Colson odpowie. „Bedę z pewnością pomagał w sposób, jaki będzie możliwy. Nigdy nie zapomnę tego okropnego miejsca i was”. Archie patrząc na niego powiedział z sarkazmem: „Wszyscy tak mówią, a gdy wychodzą szybko zapominają o swoich obietnicach”. „Ja będę pamiętał”- zapewniał Colson.  „Kłamstwo” – machając ręką powiedział Archie. Colson nigdy nie zapomniał tego epizodu i tego mężczyzny. Po wyjściu z więzienia Colson zmienił się, zawierzając Chrystusowi całe swoje życie. Zagłębiając się w lekturze Ewangelii rodziło się w nim coraz większe pragnienie poświecenia swego życia Chrystusowi i pomocy potrzebującym.

W końcu podjął decyzję służby Chrystusowi przez pomoc więźniom i ich rodzinom. Zaczął aktywnie działać w chrześcijańskiej organizacji Prison Fellowship, która wspiera duchowo i materialnie więźniów i ich rodziny. W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku organizacja ta liczyła ponad 120 tysięcy woluntariuszy. W spotkaniach studiowania Biblii uczestniczyło ponad 25 tysięcy więźniów. Organizacja objęła swoją pomocą duchową i materialną więźniów i ich rodziny w ponad 500 więzieniach. Członkowie tej organizacji pomagają małżeństwom i rodzinom wrócić do normalności po latach więziennego rozstania. Wspierają więźniów duchowo, gdy ci zaczynają się załamywać z powodu odosobnienia. Można powiedzieć, że Colson realizuje słowa Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”. Kontynuuje niejako dzieło, które Jezus rozpoczął prawie dwa tysiące lat temu.

Ewangelia z dzisiejszej niedzieli przedstawia nam jedno z wielu zdarzeń, które są wypełnieniem słów Jezusa o misji uzdrawiania tych, którzy się źle mają. Jezus uzdrawił kogoś, kto uważał się za całkiem zdrowego. Uzdrowił celnika.  Miało to miejsce w Kafarnaum.  Ślady osadnictwa w tym miejscu pochodzą z XIII wieku przed Chr., jednak historia miasta zaczyna się w II wieku przed Chr. Gdy po śmierci Heroda nastąpił podział jego królestwa, Kafarnaum przypadło Herodowi Antypasowi. Niewielkie miasto miało w czasach Jezusa duże znaczenie, ponieważ znajdowało się na szlaku zwanym „Via Maris”, łączącym Damaszek z Galileą. Stacjonował tu niewielki garnizon rzymski, dowodzony przez setnika. Miasto leżało na ważnym szlaku handlowym, stąd też był tu urząd, pobierający opłaty celne. Tu Jezus spotkał celnika, który później napisze Ewangelię, która opisuje to wydarzenie: „Jezus wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: ‘Pójdź za Mną’. On wstał i poszedł za Nim”. To powołanie zaskoczyło wielu, a szczególnie zgorszyło faryzeuszy, gdyż celników uważano za grzeszników, ludzi rytualnie nieczystych. Celnicy, ściągając podatki dla rzymskiego okupanta dopuszczali się różnych nadużyć. Przed ich chciwością nie było w zasadzie obrony. Celnicy byli znienawidzeni z powodu nieuczciwości i wysługiwania się pogańskiemu okupantowi. Byli jak trędowaci i nieczyści. Nie mogli składać ofiar w Świątyni Jerozolimskiej. Faryzeusze twierdzili, że Bóg ich potępił i odrzucił.

Jezus nie tylko powołał celnika, ale skorzystał z jego gościny. Zgorszeni faryzeusze pytali: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?”.  A Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”. Tylko ogromna miłość może pochylić się nad grzesznikiem i podnieść go. Miłość jest największym lekarstwem na choroby duchowe człowieka. Tak łatwo potępić, przekreślić grzesznika, a o wiele trudniej pomoc mu podnieść się. Kochająca matka, kochający ojciec nigdy nie odtrąci swego błądzącego dziecka. Wszystko zrobi, aby dziecko ratować. Jesteśmy dziećmi Boga, dlatego gdy błądzimy On pochyla się nad nami i chce nas ratować. W Ewangelii Chrystus mówi: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Wszystkie nasze ofiary, modlitwy nic nie znaczą, jeśli nie są przepojone miłosierdziem i miłością. Kilkaset lat przed Chrystusem prorok Ozeasz mówił w imieniu Boga: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń”. A zatem faryzeusze mieli kilkaset lat, aby zrozumieć, czego Bóg oczekuje od nich. Okazuje się jednak, że człowiek ogłuszony głosem zarzynanych zwierząt ofiarnych i zaczadzony kłębami dymu kadzielnego ku czci Boga może nie zauważyć, jaka ofiara Bogu jest najmilsza. Faryzeusze sądzi, że ilość wylanej krwi ofiarnej i dymów kadzielnych decyduje o pobożności. Poprzez świąteczny harmider człowiek może nie usłyszeć słów Boga: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary”.

Colson, wspomniany na wstępie tych rozważań zrozumiał Chrystusowe przesłanie. Miłosierdzie i miłość sprawiły, że całe życie poświecił pomocy więźniom i ich rodzinom. Więzienie może przybierać w życiu człowieka różne formy. Może nas więzić alkoholizm, narkomania, bezsens życia, poczucie samotności, zagubienie życiowe, nienawiść. Jednym, słowem największym zniewoleniem człowieka jest zagubienie się i grzech. Gdy jesteśmy wolni od tego zniewolenia, to nie jest powód do wynoszenia się nad innych, osądzania, potępiania, przekreślania.  Zakończę to rozważanie fragmentem z książki Colsona „Life Sentence”. „Kościoły ożywione duchem ewangelicznym stają się potężnym instrumentem w rękach bożych, przemieniającym ludzką społeczność. Jeśli chrześcijanie napełnią się miłością i miłosierdziem Tego, który umarł za nas na krzyżu otrzymają potężną moc przeciwstawienia się złu i ludzkim biedom. Ogromne rzesze ludzi żyjących wiarą w Chrystusa, miłujących się wzajemnie i troszczących się o siebie będą zmieniać dzisiejszy świat, pełen cynizmu i obojętności”(z książki Bóg na drogach naszej codzienności).

 

OFIARA MIŁA BOGU

Bracia: Abraham wbrew nadziei uwierzył nadziei, że stanie się ojcem wielu narodów, zgodnie z tym, co było powiedziane: «Takie będzie twoje potomstwo». I nie zachwiał się w wierze, choć stwierdził, że ciało jego jest już obumarłe – miał już prawie sto lat – i że obumarłe jest łono Sary. I nie okazał wahania ani niedowierzania co do obietnicy Bożej, ale się umocnił w wierze. Oddał przez to chwałę Bogu i był przekonany, że mocen jest On również wypełnić, co obiecał. Dlatego też policzono mu to za sprawiedliwość. A to, że policzono mu, zostało napisane nie ze względu na niego samego, ale i ze względu na nas, jako że będzie policzone i nam, którzy wierzymy w Tego, co wskrzesił z martwych Jezusa, Pana naszego. On to został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia (Rz 4, 18-25).

Obdarowywanie się jest nieodłącznie związane z naszym życiem. Okazje i intencje obdarowywania się są różne. I tak prawdę mówiąc, to intencja ofiarodawcy decyduje o wartości i charakterze daru. I co ważniejsze, decyduje o jakości relacji między osobami wymieniającymi dary. Dar może być składany z nadzieją otrzymania czegoś w zamian. I niezależnie, jak go wtedy nazwiemy, zawsze pozostanie pewną formą łapówki, a więc czymś co wypacza relacje międzyludzkie. Łapówki dawane są z nadzieją otrzymania lepszej pracy, stanowiska, godności, parafii itp. Czasami dajemy dary, bo wiemy, że inni tego oczekują i niejako wymuszają je. Np. w polskim szpitalu może zdarzyć się taka sytuacja, że chory tygodniami czeka na operację i dopiero dar złożony komu trzeba, sprawia, że pacjent tego samego dnia wędruje na stół operacyjny. Jest to haracz ściągany przez tych, którzy w konkretnej sytuacji zdobywają przewagę nad bliźnim i wykorzystują to. Rodzi to wzajemną niechęć, czy wręcz nienawiść. Dajemy także dary, bo tak trzeba, nie wypada inaczej. Trzeba kupić prezent na ślub, urodziny, chrzciny itp. Niektórzy nim kupią dar-prezent, długo się gimnastykują, jak się wykręcić od udziału w tych uroczystościach. Przyparci do muru kupują prezent i idą na przyjęcie. Osobiście nie chciałbym takiego prezentu. Także nasze wyjazdy do Polski nieodłącznie związane są prezentami. Kupujemy je nieraz ze świadomością, że nie ucieszą obdarowywanych, bo oni spodziewają się więcej, a nas na więcej nie stać. Mógłbym przytoczyć wiele przykładów, kiedy to takie dary nie zacieśniły więzów rodzinnych, a wręcz przeciwnie – psuły je. Można powiedzieć, że takie dary nie odgrywają pozytywnej roli w życiu.

Są jednak dary, których roli pozytywnego umacnianiania więzi międzyludzkich nie da się przecenić. Takim darem jest dar wdzięczności. Wręczamy go komuś, bo nasze serce przepełnione wdzięcznością chce ją wyrazić w formie prezentu. Jednak najważniejszym, niezastąpionym i najpiękniejszym darem, jest dar wynikający z bezinteresownej miłości. Myśląc o takich darach niejako automatycznie przywołujemy na pamięć miłość rodzicielską. Taki dar miłości ofiarowała Matka Teresa z Kalkuty bezdomnym i umierającym na ulicach hinduskich miast.

Rozpisałem się szerzej o międzyludzkich relacjach wzajemnego obdarowywania się, ponieważ są one często przenoszone na relacje z Bogiem. I tak człowiek może traktować ofiarę złożoną Bogu jako łapówkę, licząc, że wymusi ona przychylność Boga dla nas, która to przychylność zaowocuje konkretnymi dobrami materialnymi. Czasami ofiara traktowana jest jako haracz. Bóg żąda tego ode mnie, a zatem muszę to ofiarować. Z niechęcią, ale idę do kościoła na Mszę św., bo Bóg żąda tego ode mnie. Czasami Bóg traktowany jest jako tyran, którego można obłaskawić darami. Niewłaściwe podejście do Boga jest wynikiem braku zrozumienia. Aby poprawnie ułożyć swoje relacje z Bogiem musimy Go poznać. Prorok Ozeasz w pierwszym czytaniu z dzisiejszej niedzieli mówi, że Bóg pragnie „poznania Boga bardziej niż całopaleń”. Brak poznania Boga nie tylko utrudnia właściwe ułożenie relacji ofiarnej człowieka z Bogiem, ale także pobłądzenia co do samej ofiary składanej Bogu.

W czasie pielgrzymki do Guadalupe odwiedziliśmy Teotihuacan, starożytne miasto Azteków, po którym pozostały ruiny oraz w miarę dobrze zachowane obiekty kultu. Jego centrum zostało zbudowane wzdłuż Alei Zmarłych, usytuowanej w osi północ-południe. Aleja Zmarłych o szerokości ok. 40 m i długości ponad 2 km ciągnęła się od Piramidy Księżyca aż do Cytadeli. Przechodząc Aleją Zmarłych mijaliśmy ołtarze ofiarne, z których spływała krew ludzka. Jedno z podań mówi, że w dniu zakończenia budowy piramidy słońca złożono w ofierze kilkanaście tysięcy ludzi. Ofiary były ustawione w kolumnę po cztery osoby w szeregu. Kolumna liczyła kilka kilometrów długości. Składanie ofiar z ludzi trwało kilka dni. Aztekowie uważali się za naród wybrany i wierzyli, że na nich spoczywa ocalenie świata. Aby życiodajne słońce mogło każdego dnia wschodzić rankiem, konieczne było karmienie bogów ludzka krwią. Cały obrzęd uśmiercania ludzi miał niezwykle rozbudowany rytuał. Człowieka przeznaczonego na ofiarę kładziono na ołtarzu po czym kapłan rozcinał mu pierś obsydianowym nożem, wyrywał serce i trzymając je w dłoni, skrapiał krwią ołtarz ofiarny.

Wspominając rytuały Azteków możemy powiedzieć, że było to szukanie Boga po omacku. W tych ciemnościach Bóg zapalał światło, w którym człowiek lepiej poznawał Boga. Tym światłem jest Boże objawienie, które zajaśniało pełnym blaskiem na kartach Biblii. Dzięki niemu człowiek poznawał Boga jako swego Pana i Stwórcę i Jemu składał hołd uwielbienia i dziękczynienia na różne sposoby. W tym także poprzez ofiary. Były wśród nich płody ziemi i krwawe ofiary ze zwierząt. W miarę coraz pełniejszego odczytywania Bożego objawienia, człowiek poznawał, które ofiary są miłe Bogu.

Wspomniany już prorok Ozeasz w imieniu Boga mówił: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary”. Nawiązuje do tego także psalmista, który przytacza słowa objawione mu przez Boga: „Nie oskarżam cię za twe ofiary, bo twoje całopalenia zawsze są przede Mną. Gdybym był głodny, nie mówiłbym ci o tym, bo do Mnie świat należy i wszystko, co go napełnia. Czy będę jadł mięso cielców albo pił krew kozłów? Bogu składaj ofiarę dziękczynną, spełnij swoje śluby wobec Najwyższego”. Ofiary materialne o tyle mają wartość w oczach bożych o ile są wyrazem miłości. Zanurzeni w świat materialny wyrażamy swoją miłość także poprzez rzeczy materialne. Bez miłości jednak nic one nie znaczą. W sumie ofiara materialna jest bardziej potrzebna nam niż Bogu. Poprzez ofiarę człowiek przezwycięża własny egoizm i przywiązanie do rzeczy materialnych i kieruje swoją uwagę na Boga, który jest naszym zbawieniem i życiem.

Miłość do Boga wyraża się także w miłowaniu bliźniego. Ewangelia ukazuje to w sposób bardzo konkretny. Na komorze celnej w Kafarnaum siedział celnik Mateusz. Tak jak inni celnicy był znienawidzony, szczególnie przez faryzeuszy, którzy uważali celników za grzeszników i ludzi nieczystych. W ściąganiu podatków dla okupanta rzymskiego celnicy mieli dużą swobodę. A tam gdzie ludzka chciwość spotyka się z pieniędzmi tam lęgnie się także grzech. Izraelita mieniący się pobożnym unikał wszelkiego kontaktu z celnikami, aby nie ściągnąć na siebie rytualnej nieczystości. Jakże wszyscy byli zaskoczeni, gdy Chrystus powiedział do celnika Mateusza „Pójdź za mną”. Co więcej, Jezus zasiadł z celnikami do stołu. Zgorszonym zaś faryzeuszom powiedział: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”. Po czym nawiązał do wypowiedzi proroków, którzy głosili, że Bóg pragnie bardziej miłości niż krwawej ofiary. Przypomniał faryzeuszom, że powinni głębiej rozważyć prorockie słowa: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Chrystus okazał miłosierdzie celnikowi Mateuszowi, a ten porzucił grzeszne życie i poszedł za Nim. Ofiarowane miłosierdzie sprawiło cud nawrócenia.

W niedzielę i święta uroczyście gromadzimy się przy ołtarzu, aby ofiarować Bogu swój czas i dary materialne. Najważniejszym darem, który składamy na ołtarzu jest chleb i wino, owoc pracy rąk ludzkich. Ta ofiara mocą bożej miłości wraca do nas, jako ciało i krew Jezusa Chrystusa. Staje się dla nas pokarmem wieczności, pokarmem który otwiera nas na miłość i miłosierdzie. Aby Eucharystia wydała owoc wieczności winniśmy ją łączyć z ofiarą czynów miłosierdzia, współczucia, sprawiedliwości, wybaczenia. Katechizm wylicza uczynki miłosierne co do duszy i ciała. A zatem na zakończenie przypomnijmy je sobie: Grzesznych upominać. Nieumiejętnych pouczyć. Wątpiącym dobrze radzić. Strapionych pocieszać. Krzywdę cierpliwie znosić. Urazy chętnie darować. Modlić się za żywych i umarłych”. A nade wszystko, aby nasza ofiara była miła Bogu winniśmy ciągle z uwagą rozważać słowa Chrystusa: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary” (z książki W poszukiwaniu mądrości życia).

 

ŚWIĘTY MATEUSZ APOSTOŁ

Według oceny faryzeuszy, celnik Mateusz najmniej nadawał się na ucznia Mistrza z Nazaretu. A to właśnie do niego Chrystus powiedział: „Pójdź za Mną!”. Skorzystał także, ku zgorszeniu faryzeuszy z jego gościny. Zapewne faryzeusze, którzy uważali się za najpobożniejszych ludzi w Izraelu nie mogli wybaczyć Jezusowi słów:Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”. Scena powołania celnika jest przesłaniem wielkiej nadziei dla tych, którzy zagubili się na drogach życia, ale nie zagasili w sobie iskierki szlachetności, która szuka spełnienia w Bogu. Chrystus wbrew ludzkim ocenom powołał celnika, który stał się jednym z najwierniejszych Jego uczniów. Św. Mateusz wykorzystał daną mu łaskę. Jego spotkanie z Chrystusem zaowocowało jego nawróceniem. Mateusz, to co przeżył, co usłyszał od Jezusa zapisał w swojej Ewangelii, otwierając tym samym dla Jezusa miliony ludzkich serc. Przybliżył nam prawdę o miłości Chrystusa, która jest otwarta dla każdego skruszonego grzesznika.

O dzieciństwie i młodości Mateusza mamy bardzo skąpe wiadomości. Wiemy, że był synem Alfeusza i pochodził z Kafarnaum. Imię Matusz wywodzi się od hebrajskiego imienia „Mattaj” lub „Mattanja”, co oznacza „dar Boga”. Lewi, to jego drugie imię. Zacytowany na wstępie fragment Ewangelii według Mateusza, mówi o jego powołaniu i nawróceniu, które miało miejsce nad jeziorem Genezaret, w mieście Kafarnaum. Krzyżujące się tam szlaki handlowe przyczyniały się do zamożności tego miasta. Jednak mieszkańcy Kafarnaum musieli się dzielić dochodami z okupantem. Palestyna w czasach Chrystusa była pod panowaniem Rzymu. Rzymianie nakładali na poddanych podatki z dobytku , zarobku, przejścia przez most i wejścia do miasta. Ściąganiem podatków zajmowali się celnicy. Słynęli oni z żądzy zysku i nieuczciwego wykorzystania swego urzędu. Pobierali podatki wyższe niż przewidywało prawo, a nadwyżki zagarniali dla siebie. Z tych to powodów byli najbardziej pogardzaną grupą wśród Izraelitów. Uważano ich za grzeszników i pogan. Przebywający wśród celników stawał się nieczysty i musiał poddawać się rytualnym obmyciom.

Z tego środowiska wywodził się Mateusz. Chrystus powołał go, gdy pewnego razu przechodził przez miasto. Odpowiedź Matusza na wezwanie była natychmiastowa. Porzucił wszystko i poszedł za Chrystusem. Na taki przebieg tego spotkania miała wpływ wcześniejsza wiedza Mateusza o Jezusie. Chrystus wiele razy przebywał w Kafarnaum. Z pewnością Mateusz słyszał o Nim i Jego nadzwyczajnych dziełach. Scena powołania miała miejsce w niedługim czasie po uzdrowieniu paralityka, o którym mówiło całe miasto. Matusz pozostawił niezbyt chwalebny, ale za to dochodowy interes i poszedł za Chrystusem. Uradowany zaprosił do swego domu Jezusa, Jego uczniów i swoich przyjaciół celników. W czasie uczty faryzeusze zarzucili Chrystusowi, że zasiadając z grzesznikami i celnikami łamie Prawo. W odpowiedzi, Jezus nie potępili celników, ale stanął w ich obronie. Oni też są dziećmi Ojca niebieskiego, który chce ich zbawić. Oni bardziej niż sprawiedliwi potrzebują uzdrawiającej obecności Chrystusa. Od momentu, nawrócony celnik Mateusz pozostał już w gronie Dwunastu Apostołów. Inni ewangeliści wspominają Matusza tylko z racji powołania. Nie ma żadnych relacji odnośnie dalszych losów Apostoła.

Mając jednak na uwadze kontekst powstania Ewangelii według św. Mateusza, możemy sądzić, że po Wniebowstąpieniu Chrystusa, przez pewien czas Mateusz pozostał w Palestynie, apostołując wśród nawróconych z judaizmu. Wtedy to napisał Ewangelię, prawdopodobnie w języku hebrajskim lub aramejskim, gdyż była ona skierowana do Żydów, jego rodaków. W Ewangelii, Mateusz starał się wykazać, że Jezus jest zapowiedzianym Mesjaszem, i że w Nim spełniły się proroctwa Starego Testamentu. Ewangelia Matusza powstała około 50-60 roku.

Po pewnym czasie, Mateusz udał się do pogan, prawdopodobnie do Etiopii. Według, owianych legendą żywotów, Mateusz na samym początku musiał stoczyć w Etiopii walkę z dwoma czarownikami. Wyszedł z niej zwycięsko i przez to wiele zyskał w oczach ludu. Przez skarbnika królowej Kandaki, ochrzczonego przez Filipa dostał się na dwór króla, który opłakiwał śmierć młodego następcy tronu. Mateusz przywrócił życie dziecku, a rozradowany król rozesłał gońców po całym kraju z wieścią: „Przybywajcie do stolicy i oglądajcie jedynego Boga, który nam się pojawił w ludzkiej postaci”. Na tę wieść do pałacu przybyło mnóstwo ludzi, którzy zamierzali oddawać Mateuszowi boską cześć. Święty powstrzymał ich, mówiąc: „Nie jestem Bogiem, ale sługą Jezusa Chrystusa, Syna Boga Żywego, w Imię, którego wskrzesiłem zmarłego syna króla waszego, abym wam wskazał drogę szczęścia wiekuistego”. Słowa Mateusza zostały przyjęte z wielką radością i wiarą. Zaś słowo Boże zasiane przez Apostoła wydawało obfity plon. Wielu uwierzyło i starało się wiernie iść za Chrystusem. Nawet najstarsza córka króla Ifigenia ślubowała Chrystusowi dozgonne dziewictwo.

W tych samych żywotach poznajemy okoliczności męczeńskiej śmierci Mateusza. Otóż po śmierci etiopskiego króla zasiadł na tronie jego bratanek Hyrtakus, który dla umocnienia swej pozycji na tronie chciał poślubić księżniczkę Ifigenię. Ta jednak nie przyjęła jego oświadczyn, gdyż ślubowała Chrystusowi dozgonną czystość. W tej sytuacji Hyrtakus zażądał od Mateusza, aby przekonał księżniczkę do ożenku, na co święty się nie zgodził. Rozdrażniony król nasłał na Matusza swoich siepaczy, którzy pozbawili go życia. Wówczas lud Etiopii zbuntował się, obalił króla, a na tronie osadził królewskiego syna, który był gorliwym wyznawcą Chrystusa. Ciało Świętego pochowano w pobliskim kościele. Według pewniejszych źródeł, relikwie św. Mateusza miały być przewiezione ze Wschodu do Paestum (Posidonii) we Włoszech. W wieku X przewieziono je do Salermo, w pobliżu Neapolu i złożono w głównym ołtarzu krypty katedralnej.

Ikonografia najczęściej przedstawia św. Mateusza z księgą Ewangelii, w towarzystwie postaci ludzkiej, często uskrzydlonej. Jest to nawiązanie do wizji proroka Ezechiela o czterech tajemniczych postaciach przed tronem Pana Boga, którą już od dawnych czasów zwykło się odnosić do 4 Ewangelistów. Czasem Apostoł przedstawiany jest z mieczem w ręku, a to na upamiętnienie rodzaju męczeńskiej śmierci, bo jak mówi tradycja św. Mateusz został ścięty mieczem (z książki Wypłynęli na głębię).

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *