3 Lis

31 niedziela zwykła Rok A

W ZWIERCIADLE BOŻEJ PRAWDY.

Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: „Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”. Mt 23,1-12

 

Czytając pamiętnik więźnia obozu koncentracyjnego zapamiętałem epizod, który miał miejsce tuż po jego uwolnieniu. Otóż więzień ów znalazł się ze swoimi towarzyszami niedoli w pięknym dużym salonie, którego jedna ściana była wyłożona lustrami. Wszyscy z zaciekawieniem patrzyli w lustro. Więzień opisujący to wydarzenie był zaskoczony. Co się dzieje? Widzi w lustrze innych więźniów, tylko nie widzi siebie samego. Ale to nie możliwe. W lustrze musi być także moje odbicie- wspomina. Celem sprawdzenia, wykonuje ruchy ręką, nogą, głową. Postać w lustrze zachowuje się tak samo. Teraz był pewien, że to jego odbicie. Przeraził się swoim wyglądem. Od ponad dwóch lat nie miał okazji spojrzeć w lustro. W jego wyobraźni tkwił obraz jego samego z okresu wolności, stąd też nie rozpoznawał samego siebie.

Lustro mówi prawdę o naszym wyglądzie zewnętrznym. Koryguje nasze błędne wyobrażenia o nas samych. Jest ono w swoim osądzie bezlitosne, ale dzięki temu człowiek ma szansę poznać prawdę o sobie i poprawić swój wygląd. Przypominam sobie jedną panią, której makijaż oka spływał czarną strugą po policzku. Jej znajomi spoglądali na nią, uśmiechali się, ale nikt jej o tym nie powiedział. Dopiero, gdy wróciła do domu i spojrzała w lustro, wtedy zrozumiała powód uśmiechów znajomych. Miała cichy żal do nich, że nikt jej nie zwrócił uwagi. Prawda o naszym wyglądzie zewnętrznym jest potrzebna, lecz potrzebniejsza jest prawda o naszym duchowym wyglądzie. Mówi o tym także polskie porzekadło: „Uroda przemija, głupota zostaje”. A zatem więcej trzeba poświęcić troski temu, co nie przemija.

Duchowy wymiar człowieka, dusza ludzka jest nieśmiertelna, a zatem troska o jej wygląd jest najważniejsza. Człowiek kryje nieraz przed innymi swoje wnętrze. Wie, że jego dusza nie jest taka, jaka powinna być. Zakłada różnego maski, które mają przykryć oszukańczym pięknem brzydotę duszy. Ileż to razy w życiu daliśmy się nabrać człowiekowi w masce, którego słowa słodkie jak miód okazały się palącym jadem. Przed laty spotkałem nadzwyczaj uprzejmego człowieka, który swoich zachowaniem, słowem sprawiał wrażenie najuczciwszego człowieka na świecie. Pośredniczył on w sprzedaży działek na Florydzie. Później okazało się, że był to zwyczajny oszust, który sprzedawał bagniste tereny, dobre tylko do zamieszkania aligatorów. Jeszcze gorzej się dzieje, gdy człowiek oszukuje samego siebie. Tworzy fałszywy obraz samego siebie i zaczyna w niego wierzyć. Czy jest takie lustro, w którym można się przejrzeć i zobaczyć, jak wygląda nasza dusza?

Czy takim lustrem mogą być ludzkie opinie? Z pewnością nie. Człowiek, bardzo często osądza subiektywnie bliźniego i patrzy na niego przez pryzmat własnych interesów. Ludzkie opinie, ludzkie zwierciadło może być bardzo mylące. Stalin, wierząc swoim pochlebcom miałby prawo czuć się największym dobroczyńcą ludzkości, najlepszym człowieka, prawie świętym. A jednak, gdy go postawiono w świetle, lustrze prawa Bożego, to można było zobaczyć w nim jednego z największych zbrodniarzy świata. Tylko prawo Boże ukazuje obiektywny obraz człowieka. Gdy przed tym lustrem stanie ten, kto propaguje aborcję i eutanazję to na pewno zobaczy odbicie zbrodniarza, chociażby to czynił w majestacie zbrodniczego prawa państwowego. Dlatego zdeprawowany człowiek nie lubi spoglądać w to lustro, aby nie poraziła go własna nikczemność. Nie chce o nim słyszeć. Uważa za nietakt mówienie w towarzystwie o bożych przykazaniach. A gdy już nie ma wyboru i musi stanąć przed tym lustrem, to mówi, że jest to krzywe lustro i najlepiej byłoby go zniszczyć. Zniszczyć lustro bożej prawdy.

W dzisiejszych czasach czyni się to na różne sposoby. Może to przybierać formę walki z kościołem, który głosi prawdę bożą. W Stanach Zjednoczonych, niektóre środowiska czynią to przez wyśmiewanie nauk, instytucji i praktyk katolickich. Ted Turner w jednym z programów proaborcyjnych szydził z nauki katolickiej na ten temat, nazywając papieża Jana Pawła II „polskim wykrywaczem min”. Stacja ABC w audycji, “That’s Life” pozwoliła sobie na półgodzinne kpiny z krzyża, a w dramatycznej scenie ukrzyżowania wyeksponowała prezerwatywę. Podobnie w „Condom Communion Mass” grupa homoseksualistów przebrana za zakonnice profanowała i wyszydzała Eucharystię, największą świętość katolików. W ostatnim czasie Narodowa Fundacja Sztuki sponsorowała sztukę teatralną „Papież i czarownica”, która w niewybredny sposób wyśmiewa papieża, kapłanów i zakonnice. W masmediach dziennikarze, pisząc i mówiąc o ludziach, którzy się dopuścili zbrodni, przestępstwa dodają: „były ministrant”, „uczeń katolickiej szkoły”, „były ksiądz”. Nawet w jednej z polonijnych gazet, bodajże w ubiegłym roku jeden z dziennikarzy opublikował artykuł pod krzykliwym tytułem: „Katolicy i Polacy skatowali czarnego”. Katolickość i polskość do meritum sprawy w tym wypadku miały się jak pięść do nosa. Prawdopodobnie autorowi chodziło tylko o zdyskredytowanie Kościoła. Podobnie poprzez pochopne osądzanie i uogólnienie wykorzystuje się błędy duchownych. Nie tak dawno nagłośniono sprawę nieżyjącego już kard. Josepha Bernardina. Oskarżono go o seksualne wykorzystywanie nieletnich. Ta wiadomość podawana była wielkimi literami na pierwszych stronach gazet. Później okazało się, że były to fałszywe posądzenia. Opublikowano w prasie przeprosiny, ale bardzo małym drukiem. Jest to powtórzenie historii, o której mówi fragment Ewangelii zacytowany na wstępie.

W Chrystusie prawda Boża objawiła się najdoskonalej. Dlatego przeglądając się w Nim człowiek odnajduję najważniejszą prawdę o sobie. Do Jezusa przychodzili grzesznicy i celnicy. W Jego świetle odkrywali swoja grzeszność, widzieli jak bardzo wykoślawili obraz Boży w sobie, na podobieństwo, którego zostali stworzeni. W konsekwencji, zmieniali swoje życie i szli za Chrystusem. Do Jezusa przychodzili także faryzeusze, którzy się uważali za najuczciwszych, najpobożniejszych. Jednak w świetle Chrystusa okazywało się, że pobożność i prawość były tylko na pokaz. Nie chcieli uznać tej prawdy o sobie, dlatego Chrystus publicznie nazywa ich grobami pobielanymi, które na zewnątrz są piękne, ale wewnątrz pełne zgnilizny. Lecz faryzeusze tak bardzo byli zadufani w sobie, że woleli obwołać Chrystusa fałszywym prorokiem, krzywym lustrem, które trzeba odrzucić. Woleli zniszczyć lustro bożej prawdy, wołali; na krzyż z Nim. I tak, unikając poznania prawdy o sobie rozminęli się ze zbawiającym Bogiem (Z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej).

Fot. Jerozolima Meczet Kopuła Skały – Na tym miejscu stała Świątynia Jerozolimska

 

Człowiek z tego i tamtego świata

Po rozpadzie Związku Sowieckiego świat ujrzał tragiczny obraz Kościoła Katolickiego i innych wyznań; spalone i zniszczone świątynie, tysiące zamordowanych kapłanów i wiernych, a jeszcze więcej skazanych na sowieckie gułagi. Wydawało się, że chrześcijaństwo zostało wyrwane z korzeniami. Gdy jednak opadły komunistyczne okowy Kościół zaczął się błyskawicznie odradzać. A to dzięki niezłomnej wierze i męczeństwu kapłanów i wiernych. Bardzo często w tej wierze umacniały wiernych zdarzenia, które odczytywano jako znak z nieba. Jeden z takich znaków przytacza Teresa Siedlar- Kołyszko w książce „Byli, są. Czy będą…?” „Ale zanim Pani odejdzie, chciałbym Pani opowiedzieć o cudzie, jaki tu był. Pani widziała na zdjęciu figurę naszej Matki Bożej, otóż w 1958 roku, jak strzelali do naszego kościoła z drugiego brzegu Dźwiny, żeby kościół zwalić, to jeden obrał sobie za cel właśnie tę figurę i do niej celował z działa. Potem przeprawili się na nasz brzeg, żeby obejrzeć swoje dzieło i ocenić celność, oraz to, jak długo jeszcze trzeba się wstrzeliwać, żeby zburzyć świątynię całkiem i zrzucić lub rozstrzelać Matkę Bożą. Obejrzeli, podeliberowali, wsiedli w łódź i wracali, kiedy w biały i słoneczny dzień niebo rozświetliła dodatkowo błyskawica, strzelił piorun i zabił na łodzi jednego z Rosjan, specjalistę od figury Matki Bożej. O tym mówił mi batiuszka tutejszy, a ludzie też często wspominali, opowiadając ze szczegółami, pamiętają tego człowieka, pamiętają ten dzień, jakby to było wczoraj”.

Z pewnością takie znaki odgrywały ważną rolę w zachowaniu wiary, ale ważniejsze było świadectwo kapłanów i wiernych, którzy owiani duchem bożym nie wahali się oddać życia za wiarę. Dzisiaj, gdy kościół odradza się na terenach posowieckich nie brakuje kapłanów wielkich duchem, którzy dokonują cudów duszpasterskich. Ks. Aszkiełowicz, bo o nim mowa mówi o sobie i o innych kapłanach: „Nie możemy sobie pozwolić, na coś, co mogłoby dawać zły przykład, co byłoby niezgodne z powołaniem, służbą Bogu i ludziom”. A o swoim powołaniu mówi: „Urodziłem się  w Wilnie w 1955 roku. Powołanie przyszło w wojsku sowieckim – trzysta kilometrów za Moskwą służyłem, niedaleko od Ostaszkowa, gdzie mordowano naszych oficerów. Wtedy tego nie wiedziałem. Służyłem na lotnisku. Takie całodobowe czuwanie. Miałem dużo czasu, bo nie służyłem w koszarach razem z wszystkimi. Korzystając z tego, czytałem książki. Zadecydował o decyzji kapłaństwa przypadek. Spacerowałem po pasie startowym wieczorem, to chyba było w święto Zesłania Ducha Świętego. I nagle poczułem, wyraźnie Zesłanie Ducha Świętego na mnie. Raptownie staje się człowiek bardzo pobożny. Ogarnęła mnie miłość do Pana Jezusa, do Boga, ogarnęła mnie radość i chęć modlenia się. Uklękałem, pamiętam, pełny księżyc był na niebie, ogarnęła mnie rzewność jakaś, zacząłem się modlić i zdałem sobie sprawę, że Pan Bóg mnie wybrał, że muszę  iść do seminarium, choć wtedy kojarzyło mi się  to z ogromną ofiarą. Trzeba było zmienić wszystkie dotychczasowe plany. (…). I wtenczas aż płakałem. Panie Boże, czego Ty ode mnie chcesz? Przecież są lepsi ode mnie, świętsi, zdolniejsi, a ze mnie co za ksiądz będzie. Teraz widzę z perspektywy czasu, że z pomocą Bożą można stać się dobrym księdzem i że Pan Bóg, jeśli powołuje, to On i pomaga”.

Przytoczyłem dłuższy cytat o powołaniu, gdyż zawiera on bardzo istotne myśli o kapłaństwie. Bóg powołuje kapłanów. Na powołanie trzeba odpowiedzieć całą gorliwością serca i duszy. Bóg nie patrzy na zdolności powołanego, bo skuteczność posługi duszpasterskiej bardziej zasadza się na mocy bożej niż ludzkiej mądrości. Przykładem tego jest święty proboszcz Jan Maria Vianney, który przy ograniczonych możliwościach intelektualnych potrafił porwać tysiące ludzi dla Chrystusa. Bóg powołując do kapłaństwa daje także łaskę sprostania temu zadaniu. Kapłan ma być ważnym elementem budowania mostów między Bogiem a ludźmi. W starożytnym Rzymie nadawano tytuł Pontifex najwyższemu kapłanowi świątyni Jowisza. Słowo to oznacza budowniczego mostów. Kościół zaadoptował to symboliczne określenie dla papieży. Jezus Chrystus, Bóg-Człowiek jest tym najważniejszym mostem, który łączy w sobie to, co ludzkie, z tym, co boskie. Każdy, kto ma udział w kapłaństwie Chrystusa ma pełnić taką rolę. W tym kryje się godność kapłaństwa, którą angielski pisarz Chesterton, wyraził w słowach skierowanych do jednego ze swoich przyjaciół: „Cenię cię za to, że jesteś człowiekiem z tego i z tamtego świata”.

W pierwszym czytaniu Prorok Malachiasz piętnuję kapłanów Starego Przymierza, którzy sprzeniewierzyli się swemu powołaniu: „Jeśli nie usłuchacie i nie weźmiecie sobie do serca tego, iż macie oddawać cześć memu imieniu, mówi Pan Zastępów, to rzucę na was przekleństwo i przeklnę wasze błogosławieństwo, a przeklnę je dlatego, że sobie nic nie bierzecie do serca. Wy zaś zboczyliście z drogi, wielu doprowadziliście do sprzeniewierzenia się Prawu, zerwaliście przymierze Lewiego, mówi Pan Zastępów. A przeto z mojej woli jesteście lekceważeni i macie małe znaczenie wśród całego ludu, ponieważ nie trzymacie się moich dróg i stronniczo udzielacie pouczeń”. Prorok wzywa kapłanów do pokuty, którą winni podjąć ze względu na godność Boga i skuteczność głoszenia nauki bożej. Utrata szacunku i uznania wiernych pozbawia wiarygodności.  W Ewangelii Chrystus również kieruje zarzuty pod adresem przywódców religijnych, faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Wytyka im wiele konkretnych spraw: „Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi”. Ale nawet, gdy przywódcy religijni nie stają na wysokości zadania, to Chrystus nie wzywa do odrzucenia ich ale słuchania: „Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie”.

Zarzuty proroka Malachiasza jak i Jezusa są aktualne w każdym okresie historii, także i dzisiaj. Nie można ich ograniczyć tylko do kapłaństwa hierarchicznego. Każdy z nas przez chrzest ma udział w misji kapłańskiej Chrystusa głoszenia Ewangelii. Oczywiście więcej wymaga się od kapłaństwa hierarchicznego, bo jak mówi Chrystus komu więcej dano od tego więcej się wymagać będzie. Jakość kapłaństwa hierarchicznego zależy także od całej wspólnoty wiary. Święty Augustyn w kazaniu o pasterzach mówi: „Niewątpliwie, jeśli owce są dobre, dobrzy są także i pasterze, ponieważ dobrzy pasterze wywodzą się z dobrych owiec. Wszyscy jednak dobrzy pasterze są w Jednym i jedno stanowią. Gdy oni pasą, Chrystus pasie. Przyjaciele oblubieńca nie przemawiają własnym głosem, ale radują się na głos oblubieńca. Dlatego gdy oni pasą, Chrystus pasie i mówi: To Ja pasę”.

Na koniec warto sobie uświadomić, że nauka Chrystusa, Kościół zawsze miały przeciwników. Dzisiaj ludzie nieprzychylni nauce Kościoła często mają duży wpływ w mediach, które wykorzystują walce. Oczywiście, atak kierowany jest w pierwszym rzędzie w kapłanów. Schemat tych działań jest zawsze podobny, a mianowicie jakiś jednostkowy przypadek, stanowiący ułamek procenta w skali całego Kościoła jest tak nagłaśniany, że cień pada na cały Kościół i wszystkich kapłanów, Warto tu także przytoczyć porównanie kapłana do znaku drogowego, który wskazuje drogę do nieba, niezależnie od tego czy jest obrzucony błotem czy też nie. A na koniec módlmy się o kapłanów, aby byli czystymi i czytelnymi znakami w naszym wspólnym pielgrzymowaniu do nieba (Z książki W poszukiwaniu mądrości życia)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *