2 Wrz

22 niedziela zwykła Rok B

 

 

POBOŻNOŚĆ POZOROWANA .                                 

Zebrali się u Jezusa faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie umytymi rękami. Faryzeusze bowiem i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Dlaczego twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?” Odpowiedział im: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: «Ten lud czci mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode mnie. Ale czci na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi». Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji”.Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie mnie wszyscy i zrozumiejcie. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Wszystko to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym” (Mk 7,1-8.14-15.21-23)

Teolog Wiliam Barclay opowiada historię o rabinie, który znalazł się w rzymskim więzieniu. Otrzymywał on minimalne, ale wystarczające racje wody i pożywienia do przeżycia. Jednak w miarą upływu czasu rabin stawał się coraz słabszy. Aż w końcu trzeba było wezwać lekarza. Lekarz stwierdził odwodnienie organizmu. Diagnoza lekarska zaskoczyła personel więzienia. Nie mogli zrozumieć jak mogło dojść do tego, przecież więzień otrzymywał wystarczającą ilość wody do picia. Sprawę wyjaśnił strażnik, który często obserwował zachowanie rabina. Rabin używał wody do rytualnych obmyć religijnych przed modlitwami i przed jedzeniem. W rezultacie niewiele zostawało wody do picia. Ten stary rabin wiernie zachowywał Prawo.

Mówiąc o Prawie Izraelita ma na myśli dwie rzeczy: Prawo „pisane” i Prawo „ustne”. Starsze i bardziej ważne jest Prawo pisane. Tora zawiera to prawo i stanowi pięć pierwszych ksiąg Starego Testamentu. Niektóre prawa Tory były szczegółowe a inne zaś bardzo ogólne. Przez długi czas Izraelitom wystarczały normy ogólne, które każdy starał się stosować do konkretnych sytuacji życiowych. W piątym wieku przed Chrystusem pojawiła się grupa ekspertów od prawa zwana Uczonymi w prawie. Uważali oni, że ogólne prawa, nie do końca sprecyzowane należy ująć w bardziej klarowne formy, aby uwzględniały wszelkie detale ludzkiego życia. I to było jednym ze źródeł powstania Prawa ustnej tradycji.

W tym samym czasie wzrosła wśród Izraelitów grupa ludzi, którzy pragnęli naśladować rytualną świętość kapłanów. Np. według Prawa pisanego wszyscy kapłani przed wejściem do najświętszego miejsca w świątyni mieli obowiązek wcześniej obmyć ręce, aby usunąć wszelką rytualną nieczystość i godnie złożyć ofiarę Bogu. Wierni naśladując kapłanów zaczęli umywać ręce przed modlitwą jak i też przed spożyciem posiłku. Te dwa zjawiska sprawiły, że Prawo ustnej tradycji mnożyło swoje przepisy i stawało się coraz bardziej obszerne.

W czasach Jezusa wielu Izraelitów bardziej zachowywało i ceniło Prawo ustnej tradycji aniżeli Prawo pisane zawarte w Torze. Powstało przekonanie, że skrupulatne zachowanie Prawa tradycji ustnej jest ideałem życia religijnego. Próbowano przesączyć prawem religijnym każdą czynność dnia. Przewodzili w tym faryzeusze. Znali oni doskonale prawo i skrupulatnie go przestrzegali. Okazało się jednak, że te usiłowania prowadziły do degeneracji religii. Życie religijne przybierało formę zewnętrznej, rytualnej aktywności. W krótkim czasie nastąpiła identyfikacja zewnętrznego zachowania prawa rytualnego z prawdziwą pobożnością i służbą Bogu. Ważniejsze było skrupulatne, zewnętrzne zachowanie Prawa tradycji ustnej niż wewnętrzna dyspozycja człowieka i jego czyny.

Dla ilustracji niebezpieczeństwa tego legalizmu W. Barcley przejmuje teoretycznie taką możliwość. Ktoś może nienawidzić z całego serca, ale to nie jest ważne, dopóki dokładnie będzie mył ręce i zachowywał prawo czystości jest człowiekiem głęboko religijnym i wiernym Bogu.

Takie niebezpieczeństwo grozi wiernym każdej religii. Dla ilustracji przytoczę jeden przykład z chrześcijańskiego podwórka. Około drugiej w nocy dzwoni na plebani telefon. Łamiącym głosem ktoś mówi: „Mój tata jest umierający”. Ksiądz szybko się ubiera, bierze Najświętszy Sakrament i idzie pod wskazany adres. W drodze podbiega do niego mężczyzna z pistoletem, i żąda pieniędzy. Zaskoczony ksiądz sięga do kieszeni palta po portfel. Gdy rozpiął palto rabuś zobaczył koloratkę. „O nie wiedziałem, że to ksiądz”, powiedział rabuś, chowając pistolet. „Przepraszam bardzo, niech ksiądz zachowa pieniądze”. Wdzięczny za wyjście z opresji ksiądz chciał poczęstować napastnika papierosem, ale ten potrząsa głową i mówi: „Dziękuję, księże, ja nie palę w Wielkim Poście.”

Dla chrześcijan najważniejsze jest przykazanie miłości, i jeśli ktoś bardzo skrupulatnie przestrzega wszelkich praw nie przepajając ich miłością jest daleki od prawdziwej pobożności. Jest to pobożność pozorowana, na pokaz. Prowadzi do zakłamania osobowości. Przy takiej postawie człowiek nigdy nie spotka się z Bogiem. To do takich ludzi odnoszą się słowa Jezusa, skierowane do faryzeuszy, o grobach pobielanych, które na zewnątrz są piękne a w środku pełne nieczystości. Postawa faryzejska prowadzi do wypaczenia osobowości człowieka nie tylko w dziedzinie religijnej. Człowiek robi wiele rzeczy na pokaz. Usiłując wprowadzić w błąd innych nie zdaje sobie sprawy, że najbardziej oszukuje siebie samego. Po pierwsze bez trudu można rozszyfrować człowieka, który wszystko robi, aby się „pokazać”, ten fałsz emanuje z całej osobowości. Po drogie on sam żyje życiem pozorowanym. Ciągle zmieniając maski traci autentyczny kontakt z drugim człowiekiem i Bogiem, który jest jego Stwórcą i Zbawcą. Pod pozorami zewnętrznej poprawności umiera nie tylko życie duchowe, ale także autentyczne człowieczeństwo (z książki Ku wolności).

 

 

NICZEGO NIE UJMUJ I NIE DODAWAJ

Mojżesz powiedział do ludu izraelskiego: „A teraz, Izraelu, słuchaj praw i nakazów, których uczę was wypełniać, abyście żyli i doszli do posiadania ziemi, którą wam daje Pan Bóg waszych ojców. Nic nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i nic z tego nie odejmiecie, zachowując nakazy waszego Pana Boga, które na was nakładam. Strzeżcie ich i wypełniajcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów, które usłyszawszy o tych prawach, powiedzą: ‘Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny’” (Pwt 4,1-2.6).

O kształcie naszego życia decydują wyznawane wartości i prawa, którymi się kierujemy. Zacytowany na wstępie fragment z Księgi Powtórzonego Prawa mówi o przykazaniach, jakie Bóg przez Mojżesza przekazał narodowi wybranemu. Mojżesz powiedział do ludu: „Nic nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i nic z tego nie odejmiecie, zachowując nakazy waszego Pana Boga, które na was nakładam”. Przy tych prawach człowiek nie może manipulować, czy ich zmieniać, bo mają swe źródło w niezmiennym i wiecznym Bogu. Oprócz bożych niezmiennych praw, człowiek kieruje się zasadami, prawami, które niekoniecznie muszą mieć odniesienie do praw bożych. Bardzo często są one zmienne. Ich zmiana jest nieraz pożądana i konieczna, aby dokonywał się postęp cywilizacyjny, naukowy. Gdyby człowiek chciał narzucić tym prawom zasadę niezmienności praw bożych, wtedy następuje destruktywne zamieszanie, które negatywnie odbija się w życiu społeczności ludzkiej. W historii Kościoła mamy tego przypadki. Ot chociażby historia Giordano Bruno, który spłonął na stosie Inkwizycji, jako heretyk. Kardynał Bellarmino sformułował dla Świętego Oficjum przeciw niemu osiem zarzutów. Większość z nich dotyczyła sfery religijnej. Na przykład: „W jednej ze swoich tez Giordano Bruno określił gwiazdy jako prawdziwych wysłanników i tłumaczy głosu Bożego, jako anioły dające się odczuć i zauważyć, jak gdyby każda gwiazda przynosiła człowiekowi boskie zwiastowanie”. Jednak na pierwszym miejscu jest zarzut tej treści: „Giordano Bruno uważa, że wykazał przyczynę ruchu Ziemi i bezruchu firmamentu przy pomocy pewnych racji nieprzynoszących – według niego – żadnej szkody Pismu Bożemu”. W tym ostatnim zarzuca się mu, łamie prawo boże zawartego w Biblii, głosząc, że ziemia krąży wokół słońca. A przecież prawa odnośnie astronomii nie mają nic wspólnego z prawem bożym. I jaki wiemy zmieniają się bardzo często. 

Te czasy to już historia. Dziś grozi inne niebezpieczeństwo. Człowiek chce zastąpić niezmienne prawo boże relatywizmem, zmiennymi ludzkimi prawami i wartościami. Jest to o tyle groźnie, że pochlania miliony ofiar ludzkich i swymi konsekwencjami sięga wieczności. Jedna z czytelniczek Kuriera Plus w liście skierowanym do mnie zadaje pytanie: „Pytam w imieniu ludzi ile jeszcze upłynie czasu, aby Kościół wybudził się ze stanu amoku, że posiada jeszcze jakikolwiek autorytet moralny w dobie wykładniczego wzrostu znaczenia etyki świeckiej”. W dzisiejszych czasach bardzo często odrzuca się w imię etyki świeckiej boże przykazania. To właśnie ta etyka dopuszcza aborcję i eutanazję, pełną swobodę seksualną, rozwody, zrównanie w prawach związków homoseksualnych, manipulacje genetyczne, pornografię, prostytucję, w imię tej etyki niektórzy domagają się swobodnego dostępu do narkotyków. I tak by można wyliczać w nieskończoność. I tu taka dygresja. Ci, którzy propagują etykę świecką, bez Boga, a przekroczyli siedemdziesiątkę, niech nie będą zaskoczeni, gdy pewnego dnia obudzą się rano i usłyszą w dzienniku telewizyjnym, że wszyscy po siedemdziesiątce podlegają obowiązkowej eutanazji, jako element nieużyteczny dla społeczeństwa. „Postępowe” kraje jak Holandia mają już prawa pozwalające na eutanazję nawet ludzi kalekich. I to w imię etyki świeckiej. W tym wypadku zastąpiono niezmienne prawa boże zmiennym ludzkim prawem, wypływającym z egoizmu, wygodnictwa i braku wrażliwości na bliźniego. Dla tych krajów wzorem może być Hitler, który, który kierując się etyką bez Boga decydował, kto ma prawo do życia, a kto nie. W imię tych praw skazywano na eksterminację całe narody, zabijano także umysłowo chorych i kalekich, jako zbędny balast społeczny. Prawie zawsze jest taki finał ludzkich poczynań, gdy człowiek odrzuca niezmienne prawa boże.

Mojżesz skierował słowo boże do narodu wybranego, w momencie, gdy ten zapominał o dobrodziejstwach Boga i przez grzech łamał przymierze z Nim zawarte. Mojżesz chciał ożywić w narodzie wybranym więź z Bogiem i wiarę przez przypomnienie przykazań. Ukazał bardzo ścisły związek pomiędzy prawem a życiem, prawdą a zbawieniem, nauczaniem a szczęściem, jakie może nam dać tylko sam Bóg. Musimy przyjąć wszystkie prawa bez wyjątku, nawet te najtrudniejsze. Zachowanie i przestrzegania prawa bożego ma wymiar także misyjny. Inne narody widząc społeczność kształtowaną przez to prawo powiedzą: „Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny”. Prawo Boże jest mądrością narodów. Naród, który lekceważy to prawo jest głupim narodem. O wielkości narodu nie świadczy jego wielkość terytorialna, czy potęga militarna, ale jego prawa i obyczaje. Prawa boże, jakie otrzymał naród wybrany czyniły go mądrym i wielkim. To samo można powiedzieć o człowieku, że jest mądry i wielki, jeśli swoje życie buduje nie na przelotnych zachciankach, ale na niezmiennym prawie bożym.

Święty Jakub w drugim czytaniu przypomina, że słowo Boże, prawo boże, nie wystarczy przyjąć, zaakceptować, ale trzeba wprowadzać w czyn: „A przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie”. Jeśli przyjmujemy prawo boże, a nie żyjemy nim na co dzień, to sami siebie oszukujemy. Nie wystarczy jednak przyjąć słowo i wprowadzić w czyn, trzeba jeszcze odrzucić obłudę. W dzisiejszej Ewangelii Chrystus mówi: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: «Ten lud czci mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode mnie. Ale czci na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi». Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji”. Autor biblijny używa bardzo wymownego symbolu serca, w który zawiera się istota osobowości człowieka. Podobnie jest dzisiaj. O złym człowieku mówimy: On nie ma serca, on ma zimne serce lub twarde serce. O dobrym zaś mówimy: To człowiek z sercem, on ma czułe serce lub miękkie serce. A zatem nasza modlitwa, nasze zachowanie przykazań ma wypływać z głębi naszej osobowości.

Chrystus wypomina także faryzeuszom mnożenie praw, które nieraz rozmijają się z prawem bożym. Izraelici mnożyli prawa, aby uchronić człowieka przed złem, które pochodzi z zewnątrz. Jak np. rytualne mycie kubków, rąk. Chrystus mówi, że zło pochodzi z naszego wnętrza, z naszego serca: „Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Wszystko to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”. A zatem mamy dbać o czystość i prawość serca, a wtedy nasze czyny będą prawe i czyste (z książki Bóg na drogach naszej codzienności).

 

 

FARYZEIZM

Bracia moi umiłowani: Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępuje z góry, od Ojca świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności. Ze swej woli zrodził nas przez słowo prawdy, byśmy byli jakby pierwocinami Jego stworzeń. A przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie (Jk 1,17-18. 21b-22).

Ponad dziewięćdziesiąt osób, przez całą noc szukało ośmioletniego Dominica De Carlo, który zgubił się w zasypanych śniegiem górach. Dominic wybrał się ze swoim ojcem na narty. W pewnym momencie, w czasie zjazdów ojciec zorientował się, że nie ma przy nim syna. Zaczął się gorączkowo wokół rozglądać i wołać, ale bez skutku. Mijały godziny, a rodzina i znajomi z coraz większym niepokojem kontynuowali poszukiwania. Nie natrafili na żadne ślady. W końcu do akcji ratunkowej włączyły się dwa helikoptery. Po pięćdziesięciu minutach zauważono z helikoptera ślady nart. Powiadomiono o tym ratowników penetrujących narciarskie stoki. Ślady prowadziły do lasu. Tam też znaleziono chłopca. „Chłopiec jest w dobrej kondycji”- oznajmił sierżant Terry Silbaugh, koordynator grupy ratowników górskich. Po czym dodał: „W rzeczywistości jest on w lepszej kondycji niż my teraz”. Lekarz w szpitalu potwierdził tę opinię; chłopiec był w doskonałej formie fizycznej i psychicznej.

Sierżant Terry wyjaśnił, dlaczego Dominic jest w takim stanie, mimo przebywania całą noc w tak niesprzyjających warunków jak śnieg, mróz. Ojciec chłopca był na tyle przewidujący, że dokładnie poinstruował syna, co powinien robić w przypadku zagubienia się. Syn zaufał ojcu i dokładnie postępował według jego instrukcji. Bez tych rad chłopiec nigdy nie domyśliłby się, że należy nałamać gałęzi, zrobić z nich posłanie i szczelnie się nimi przykryć. Dzięki zaufaniu i posłuszeństwu wskazaniom ojca przetrwał trudny czas i ocalił swoje życie. (Z książki Luisa Palau „Healthy Habits for Spiritual Growth”).

Ta prawdziwa historia może być wspaniałą ilustracją więzi, jaka łączy nas z Bogiem. Już w Starym Testamencie Bóg objawia się swojemu ludowi jako dobry Ojciec. Nie jest On, zatem kimś odległym i wyniosłym, któremu są obce losy człowieka, i do którego człowiek nie ma przystępu. Bóg w swoim majestacie i wielkości przewyższa wszystko, ale jest zarazem bliski, jak wtulenie się dziecka w bezpieczne, ojcowskie ramiona. Takie porównanie przywodzi na pamięć miłość naszych ziemskich ojców. Ta miłość przybierała różnorakie formy. Jedną z nich były wymagania, pouczenia i instrukcje, prawa. Wdawały się one wtedy zbyt trudne, może myśleliśmy, że nie ma w nich miłości. Ale dopiero po latach przyszło zrozumienie, że za tym wszystkim kryła się najprawdziwsza miłość i zatroskanie o nasz los. Przez zachowanie tych praw nasi ojcowie pragnęli, abyśmy mogli jak najpełniej zrealizować się w rzeczywistości ziemskiej i stali się uczestnikami tajemnicy życia, której obrazem są otwarte ramiona miłującego Boga Ojca.

Bóg daje człowiekowi prawa i nakazy. Postępując według nic zachowujemy nasze życie, tak jak Dominic z opowiedzianej na początku tych rozważań historii. Z tą różnicą, że w przypadku bożych przykazań decydują się losy nie tylko doczesności, ale przede wszystkim wieczności. Bóg dając swemu ludowi przykazania mówi do niego przez Mojżesza: „A teraz, Izraelu, słuchaj praw i nakazów, których uczę was wypełniać, abyście żyli i doszli do posiadania ziemi, którą wam daje Pan Bóg waszych ojców. Nic nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i nic z tego nie odejmiecie, zachowując nakazy waszego Pana Boga, które na was nakładam” (Pwt 4, 1-2). Według powyższych słów wypełnienie bożych przykazań prowadzi do zrealizowania obietnic w wymiarze ziemskim, w tym przypadku spełnienie obietnicy o ziemi obiecanej. Możemy to odczytać jako wezwanie do zachowania bożych praw, które zmieniają świat i ostatecznie przygotowują go na przyjście królestwa bożego. Odrzucenie bożych przykazań przez naród wybrany często miało bardzo tragiczne konsekwencje w wymiarze doczesnym i było wezwaniem do opamiętania i wierności Bogu

Odrzucenie bożych przykazań niesie ryzyko zbawienia, ale nie mniejszym niebezpieczeństwem w tym wymiarze jest faryzeizm. Odpowiadając na pytanie, czym on jest, wcześniej zastanówmy się, kim byli faryzeusze. Była to grupa społeczna w Izraelu o zróżnicowanych poglądach, generalnie można powiedzieć, że nie byli złymi ludźmi. Starali się żyć według przykazań Bożych. Będąc ludźmi świeckimi żyli bardzo blisko świątyni i chcieli praktyki świątynne przenieść na grunt rodzinny. W praktykach świątyni Boże prawa obrosły licznymi zwyczajami, tradycjami, przybierając formę niezliczonych nakazów i zakazów. Faryzeusze uważali, że przestrzeganie tych drobiazgowych ludzkich praw i zwyczajów jest drogą do wypełnienia prawa Bożego. W gąszczu praw ludzkich, skrupulatnie przestrzeganych, spychano na drugi plan prawa Boże. Przykład takiej postawy widzimy w  Ewangelii. Uczniowie są głodni, zrywają zatem kłosy i spożywają, faryzeusze gorszą się tym, bo prawo szabatu tego zabrania. Chrystus mówi, że Boże prawo miłości i miłosierdzia jest w tym wypadku jest ważniejsze niż ludzkie ustalenia odnośnie szabatu. Jeszcze inny aspekt faryzeizmu porusza zacytowany na wstępie fragment Ewangelii o umywaniu kubków. „Uchyliliście przykazania Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych rzeczy czynicie”. Chrystus wykorzystuje tę sytuację, aby powiedzieć, że wewnętrzna prawość jest ważniejsza niż zewnętrzne formy. Z tych powodów nazywa faryzeuszy obłudnikami i hipokrytami. W czasach Chrystusa słowa „hipokryta” miało łagodniejszą wymowę niż dzisiaj. Pochodzi ono z języka greckiego i oznacza aktora. Skrupulatne zachowanie prawa tradycji i zwyczajów, z równoczesnym pomijaniem istoty prawa Bożego staje się niebezpieczną grą. W tej grze człowiek może oszukać bliźniego a nawet samego siebie. Może uwierzyć, że jest naprawdę pobożny , bo tak wiele się modli, skrupulatnie zachowuje wszelkie przepisy, a w rzeczywistości jest daleko od Boga, bo nie ma w nim miłości bliźniego. Na takie niebezpieczeństwa jest wystawiony także człowiek współczesny. Aby uniknąć tego niebezpieczeństwa, praktyki religijne muszą mieć głębię, gdzie człowiek autentycznie spotyka się ze swoim Bogiem. Bez tego cała nasza wiara jest tylko wielką grą.

Faryzeusze nie chcieli słuchać Chrystusa, gdy wytykał im te błędy. Z tego powodu będą szukać sposobności, aby Go zabić. Nie jest to obce także człowiekowi współczesnemu. Ks. Mark Link w jednym ze swych kazań opowiada taką historię. Siedemdziesięcioletni kapłan objął nowe probostwo. W pierwszą niedzielę napiętnował w kazaniu hazard. Mówił jak wiele rodzin cierpi z tego powodu. Następnego dnia dzwoni do proboszcza przewodniczący rady parafialnej i poucza proboszcza, aby ten nie poruszał tego problemu, ponieważ wielu ofiarnych parafian robi majątki na prowadzeniu domów gry. W następną niedzielę proboszcz mówił o zgubnych skutkach nałogu nikotynowego. To także nie podobało się niektórym parafianom. Prezes znowu zadzwonił pouczając proboszcza, że nie powinien o tym mówić, ponieważ wielu hojnych parafian uprawia tytoń. W trzecią niedzielę proboszcz zaczął mówić o niebezpieczeństwach, jakie niesie alkohol. To także spotkało się z reprymendą prezesa rady parafialnej. Uświadamiał proboszcza, że wielu dobrych parafian pracuje w gorzelni, i nie warto ich zrażać takim kazaniami. Zdesperowany proboszcz pyta: „W takim razie, jakie wady, grzech powinienem piętnować.? „Niech ksiądz karci członków gangów przemytniczych i skorumpowanych polityków” –odpowiada prezes. „Ale my ich nie mamy w parafii”- protestuje proboszcz (z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej).

 

 

MĄDROŚĆ ŻYCIA

Ks. prof. Marian Nowak, pracując jako wikariusz w pierwszej swojej parafii w Bełżycach został wezwany z posługą duszpasterską do umierającego mężczyzny. Chory mieszkał w Zalesiu, niewielkiej wiosce zagubionej pośród bełżyckich lasów.  Bagniste drogi prowadzące do wioski, po deszczu stawały się nieprzejezdne. Można było wtedy dotrzeć do tej miejscowości tylko pieszo albo konno. A ponieważ czas naglił, stąd też ks. Marian pożyczył od jednego parafianina konia i wierzchem ruszył w drogę.  Zatrzymał się na podwórku gospodarstwa, do którego został wezwany.  Jednak nic nie wskazywało na to, że jest tu umierający człowiek.  Wszystko toczyło się normalnym, spokojnym trybem. Naokoło cisza, żadnego zbiegania i lamentów.  Starszy mężczyzna reperował dach domu, wymieniając słomiane kiczki. Kapłan rozglądając się za umierającym zapytał mężczyznę na dachu, gdzie jest chory, który prosił o posługę sakramentalną.  „To ja”- odpowiedział mężczyzna. Widząc zdziwienie księdza, wyjaśnił: „Proszę księdza, ja wkrótce naprawdę umrę. Przed śmiercią chciałem jeszcze naprawić przeciekający dach. W domu zostaną tylko same kobiety, a one tego nie umieją robić”. Mężczyzna skończył łatanie dachu, umył się i przebrał. Przeprosił księdza za zwłokę i powiedział, że już jest gotowy do spowiedzi. Po udzieleniu ostatniej posługi duszpasterskiej, ks. Marian wrócił na plebanię. Dosłownie kilkanaście minut później zadzwoniła córka chorego mężczyzny z informacją, że tata zmarł. Przed śmiercią wydał jeszcze różne dyspozycje testamentalne, i jak mówimy spokojnie zasnął w Panu.

Gdy usłyszałem tę historię, to pomyślałem, że jest piękna ilustracja mądrego zwieńczenia ziemskiego życia, które przez śmierć otwiera się na zbawienną wieczność. Sokrates, starożytny mędrzec i filozof, zachęcając do mądrego życia mówił: „Cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i patrz końca”. Myśląc o ostatnich godzinach życia wspomnianego mężczyzny można przypuszczać, że patrzył na koniec swego ziemskiego życia. Do ostatniej chwili, z myślą o innych, zaangażowany był w sprawy ziemskie, wiedząc, że końcem życia ziemskiego nie jest grób, ale wieczność z Bogiem. Spokojnie czekał przejścia na drugą stronę życia i spotkanie z Bogiem. Można mówić o mądrze przeżytej godzinie, tygodniu, miesiącu, kilku latach, a nawet całym życiu ziemskim. Jednak w biblijnym znaczeniu mądrość życia nieodłącznie wiąże się z jego wiecznym wymiarem. Biblia dosyć dosadnie określa tych, którzy nie biorą pod uwagę tego wymiaru. W Księdze Mądrości czytamy: „Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie”. 

Marek Grechuta w jednej ze swoich piosenek śpiewał: „ Aby czasu nie marnować i sił nie roztrwonić. Mądrych ludzi trzeba słuchać i jak skarb ich chronić”.  To prawda, wiele możemy się nauczyć od mądrych ludzi. Warto ich słuchać, nawet gdy żyli setki lat temu. Ich mądre rady są ciągle aktualne. „Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to, co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego”.  „Kiedy wady innych sprawiają ci przykrość, spójrz na siebie i zastanów się nad twoimi własnymi. Zajmując się nimi, zapomnisz o złości i nauczysz się żyć mądrze” (Marek Aureliusz). „Mądry człowiek nie opłakuje przegranej, lecz żywo szuka sposobu, jak wyleczyć odniesione rany” ( William Shakespeare). „Niemała mądrość mądrze mówić, lecz największa – mądrze czynić” ( Andrzej Maksymilian Fredro). Oczywiście możemy cytować także wypowiedzi o mądrości, które dla wierzących są nieprzekonywujące. Ot chociażby słowa Wiesława Myśliwskiego z książki „Kamień na kamieniu: „Czasem wydaje mi się, że jedyna mądrość, jaka zostaje nam z życia, to przerażenie życiem”.

Mężczyzna, o którym napisałem na wstępie tych rozważań nie wyglądał na przerażonego nawet w obliczu końca ziemskiej egzystencji. Kierował się mądrością sięgającą wieczności. Biblia uczy nas, że do takiej mądrości dorastamy na drodze bożych przykazań.  W pierwszym czytaniu Mojżesz mówi do ludu: „Nic nie dodacie do tego, co ja wam nakazuję, i nic z tego nie odejmiecie, zachowując nakazy waszego Pana Boga, które na was nakładam. Strzeżcie ich i wypełniajcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów, które usłyszawszy o tych prawach, powiedzą: Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny”. Zaś psalmista w poetyckich słowach rozwija tę myśl: „Kto zamieszka na Twej górze świętej?  Ten, kto postępuje nienagannie, działa sprawiedliwie i mówi prawdę w swym sercu, kto swym językiem oszczerstw nie głosi. Kto nie czyni bliźniemu nic złego, nie ubliża swoim sąsiadom, kto za godnego wzgardy uważa złoczyńcę, ale szanuje tego, kto się boi Pana”. W drugim czytaniu św. Jakub dodaje, że mądrość zawarta w bożych przykazaniach ma moc zbawiania, jednak pod warunkiem, że nie oszukujemy samych siebie tzn. postępujemy według wyznawanej słowem wiary „ A przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie”. Oszukiwanie samego siebie, to chyba największa głupota.

Głupotę oszukiwania samych siebie zarzuca Jezus faryzeuszom i uczonym w Piśmie: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: «Ten lud czci mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode mnie. Ale czci na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi». Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji”. Faryzeusze, aby ominąć boże prawo wymyślali prawa, które stwarzały pozory poprawności.  Np. umywali ręce i uważali się za rytualnie czystych. Chrystus mówi, że ceremoniał nie wystarczy, ważniejsze jest to, co on oznacza. Dla Boga liczą się wewnętrzne intencje, które na zewnątrz przybierają formę konkretnego czynu: „Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota”. Także szlachetne ludzkie czyny czerpią swoją wartość z wewnętrznych dobrych intencji mocno osadzonych w mądrości bożych przykazań. Chrystus demaskował tych, którzy obraz swojego prawego życia budowali w oparciu o pozory, co w gruncie rzeczy jest oszukiwaniem samych siebie. Pozorna wiara, pozorna poprawność to nawet mniej aniżeli nic.   

Pisarka Lynn Freed w książce „Reading, Writing and Leaving Home” opisuje historię nauczyciela gry na fortepianie i jego siedmioletniej uczennicy. Nauczyciel zauważył, podpowiadała mu także intuicja, że dziewczynka nie serca do gry na fortepianie. Z tego powodu nie zgodził się na udzielanie lekcji dziewczynce. Matka uważała jednak, że jej córka ma talent muzyczny i stoi przed nią wspaniała kariera artystyczna. Nalegała na nauczyciela, a ten w końcu zgodził się i przez siedem lat pracował ze swoją uczennicą. Dziewczynka w duchu posłuszeństwa i poprawności czyniła wielkie postępy w nauce.  Technicznie wykonywała utwory prawie bezbłędnie. Wydawało się, że rzeczywiście drzwi do kariery muzycznej stoją przed nią otworem.  A ona, gdy tylko dorosła do podejmowania samodzielnych decyzji, ku rozpaczy matki zbuntowała się przeciw rygorom ćwiczeń i porzuciła grę na fortepianie. Pisarka konkluduje, że dziewczyna technicznie opanowała grę na fortepianie w stopniu doskonałym, ale jej serce było zamknięte na to, co istotą każdego powołania artystycznego.

Jeśli nasze serce będzie zamknięte na mądrość bożych przykazań, to nawet mimo pozorów ich zachowania przyjdzie moment ich odrzucenia, który będzie także odrzucenie biblijnej mądrości życia (z książki W poszukiwaniu mądrości życia). 

 

 

BŁ. PAULINA VON MALLINCKRODT

Funkcjonowanie ludzkiej społeczności jest regulowane przez tysiące różnych praw. Prawo stanowione przez ludzi o tyle jest słuszne o ile jest zgodne z bożymi przykazaniami. Jeśli staje w opozycji do nich, wtedy jest bezprawiem. Z historii znamy sytuacje, kiedy to w imię dobra jakiejś grupy społecznej, narodowej ustanawiano prawa, które były bezprawiem. W imię tego bezprawia wyniszczano nieraz całe narody. Nie mniej niebezpieczna jest sytuacja, gdy człowiek tworzy prawa, które nie stoją w jawnej sprzeczności z prawem bożym, ale wręcz przeciwminie, mają to prawo uszczegółowić. A efekcie te uszczegółowienia skutecznie przesłaniają boże nakazy. Miało to miejsce w wypadku faryzeuszy, którzy ustanawiali setki swoich religijnych przepisów, które stawały się nieraz ważniejsze aniżeli Boże prawo. Święci Kościoła są przykładem determinacji w zachowaniu bożych przykazań, nawet kosztem ludzkich regulacji.

Błogosławiona Paulina von Mallinckrodt jako siedmioletnia dziewczyna spóźniała się nieraz na lekcje. Nauczyciele byli tym zaskoczeni, gdyż Paulina była bardzo obowiązkowym, solidnym i grzecznym dzieckiem. Na pytanie o powód spóźnienia- milczała. Wychowawczyni postanowiła wyjaśnić tę sprawę. W tym celu zajrzała do jej tornistra i ku swemu zaskoczeniu znalazła w nim odłamki szkła. Okazało się, że mała dziewczynka zbierała ze ścieżki potłuczone szkło, aby dzieci z biednych rodzin, idące boso do szkoły nie pokaleczyły swoich stóp. Zadziwiająca jest postawa małego dziecka, które boże przykazanie miłości postawiło przed obowiązkami szkolnymi. Taka postawa będzie kształtować całe życie błogosławionej Pauliny von Mallinckrodt. Miłość do biednych będzie zawsze na pierwszym miejscu.

Paulina von Mallinckrodt urodziła się 3 czerwca 1817 roku w Minden w Westfalii. Ojciec Pauliny, Dietmar był pruskim urzędnikiem na wysokim stanowisku. Matka, Bernardinie pochodziła z arystokratycznego rodu von Hartmannów. To ona zajęła się katolickim wychowaniem czwórki swoich dzieci, przy pełnej akceptacji męża, protestanta. Od najmłodszych lat Paulina zwracała na siebie uwagę wrażliwym sercem względem ludzi biednych i potrzebujących. Na miarę swoich dziecięcych możliwości starała się im pomoc. Pieniądze jakie otrzymywała od rodziców na swoje osobiste potrzeby oddawała biednym dzieciom, których nie brakowało w jej otoczeniu. Dzielnie też stawała w ich obronie, gdy były wyśmiewane przez dzieci lepiej sytuowane materialnie i społecznie.

Paulina dosyć wcześnie wzięła odpowiedzialność za siebie i swoje rodzeństwo. Gdy miała siedem lat zmarła jej mama. Mała dziewczynka, sama potrzebując matczynej opieki zajęła się z wielką troskliwością młodszym rodzeństwem. Pomagała ojcu w prowadzeniu domu i wychowaniu dzieci. Rozliczne obowiązki, mała Paulina umiała połączyć z nauką w szkole. Co więcej- potrafiła jeszcze wygospodarować czas i fundusze na niesienie pomocy biednym. Zgromadziła wokół siebie dziewczęta z bogatszych domów, z którymi wyszukiwała osoby i rodziny żyjące w nędzy i pomagała im. Mieszkańcy Aachen byli zaskoczeni i zdziwieni postawą i działalnością młodych dziewcząt. Z życzliwością nazywali je „Świętymi Panienkami”. Motywację i siły do tej działalności Paulina odnajdywała w Chrystusie.   

Paulina, umocniona Duchem Świętym w sakramencie bierzmowania postanowiła całe swoje życie poświecić Bogu i nieść pomoc biednym. Aby móc to czynić jak najowocniej podjęła decyzję wstąpienia do zakonu. Jednak na jej realizację trzeba było zaczekać. Miłość do najbliższych zatrzymała ją w domu. Nadal pomagała ojcu w wychowaniu rodzeństwa i prowadzeniu domu. Po przejściu ojca na emeryturę cała rodzina przeniosła się do Paderborn. W nowym miejscu Paulina bardzo szybko podjęła działalność charytatywną. Przyłączyła się do stowarzyszenia kobiet, zajmujących się pielęgnacją chorych w domach. Już w pierwszym roku spędziła ponad sto nocy, czuwając przy chorych i przygarniając do siebie dzieci, które doświadczały cierpienia związanego z chorobą lub śmiercią rodziców. Z myślą o nich założyła w roku 1840 ochronkę. Znalazły tam miejsce także dzieci niewidome, które zostały otoczone szczególną troską. Błogosławiona poświęcając wiele czasu i energii na działalność charytatywną nie zaniedbywała swoich obowiązków związanych z prowadzeniem domu i opieką nad ojcem.

Po śmierci ojca w roku 1843 Paulina poświęcała większość swego czasu posłudze biednym i pokrzywdzonym przez los. Aby czynić to jeszcze skuteczniej, za radą biskupa założyła w roku 1847 Zgromadzenie Sióstr Chrześcijańskiej Miłości, gdzie została przełożoną. Zgromadzenie bardzo szybko rozrosło się, tak że siostry mogły podjąć pracę w licznych sierocińcach i szkołach. Matka Paulina zobowiązywała siostry, aby nikogo nie odsyłały bez pomocy. Nie było to takie łatwe ponieważ Zgromadzenie borykało się z problemami finansowymi. W tej sytuacji Paulina powtarzała często siostrom: „Zaufajmy Bogu! W stosownym czasie przyjdzie i nam z pomocą, byśmy mogły prowadzić działalność”. Niosła pomoc tym , którzy według ludzkiej oceny na nią nie zasługują. Pewnego razu młodsza siostra zwróciła jej uwagę, że człowiek proszący o kubek kawy jest pijany. A wtedy Paulina karcącym tonem powiedziała: „Jak siostra może coś takiego mówić… Któż to wie dlaczego ten biedak sięgnął po kieliszek?”

W roku 1871 kanclerz Otto von Bismarck rozpoczął w Cesarstwie Niemieckim tzw. Kulturkampf („walka o kulturę”). W ramach tej walki usiłował doprowadzić do ograniczenia wpływów Kościoła katolickiego w państwie. Rozpętał nagonkę na Kościół i katolickich duchownych, między innymi wydał siostrom zakonnym zakaz nauczania w szkołach. Dotknęło to Zgromadzenie Matki Pauliny, które liczyło wówczas 245 sióstr, działających w 32 ośrodkach wychowawczych. W tej trudnej sytuacji Matka Paulina całą swą ufność złożyła w Bogu: „Spojrzenie w niejasną przyszłość potrafi rzeczywiście u niejednego wzbudzać strach i obawę, ale Bóg przecież istnieje i na pewno zdoła przemienić zło w dobro”. W niedługim czasie Matka Paulina otrzymała z Ameryki wiadomość, że są tam potrzebne siostry. I już w kwietniu 1873 roku pierwsze siostry wyruszyły do Nowego Orleanu w Ameryce. Wkrótce wyjechały następne, a potem i sama Paulina. Przełożona chciała poznać warunki w jakich jej siostry żyją i działają. Okazało się, że jest konieczność założenia w Stanach Zjednoczonych Domu Macierzystego Zgromadzenia. Po roku, Siostry Chrześcijańskiej Miłości wyruszyły dalej na południe, do Chile.

Tymczasem w Niemczech walka z Kościołem katolickim przybrała na sile. W roku 1875 klasztory w Niemczech zostały rozwiązane i w tej sytuacji Matka Paulina przeniosła Zgromadzenie do sąsiedniej Belgii. Cztery lata później Matka Paulina ponownie została wybrana Przełożoną Generalną Zgromadzenia. W ramach pełnienia swych obowiązków podjęła trudną podróż za ocean, do swoich sióstr w Ameryce Północnej i Chile. Wizytacja trwała prawie rok i nadszarpnęła jej zdrowie. Po powrocie do Belgii Matka Paulina osłabiona wyczerpującą pracą pełniła swoje obowiązki do końca. Na kilka dni przed śmiercią, w pierwszą niedzielę po Uroczystości Zmartwychwstania uczestniczyła w uroczystym przyjęciu Pierwszej Komunii przez niewidome dzieci. W ostatnich dniach życia mówiła wiele o nie wyobrażalnym pięknie rzeczywistości nieba, które stało się jej udziałem 30 kwietnia 1881 roku, a co publicznie potwierdził Kościół, wynosząc ją na ołtarze 14 kwietnia 1985 roku (z książki Wypłynęli na głębię) .

 

 

MĄDROŚĆ SERCA 

Nasz wielki poeta Jan Kochanowski pisał: „Nauka skarbem drogim, / Tak bogatym jak ubogim / I bogactwa często giną / Lecz nauki nie przeminą”. Nauka płynąca z nieba nie przemija, a z innymi bywa różnie. W naukach empirycznych, to co jeszcze sto lat temu było przyjmowane jako stuprocentowa prawda, dziś okazało się błędem. Nauki odnośnie życia osobistego, czy społecznego lansowane jako jedyny sposób na mądre życie, okazały się z czasem nie tylko fałszywymi ale zbrodniczymi. Klasycznymi przykładami jest komunizm czy faszyzm. O tę mądrość z nieba prosi autor biblijny w dziewięćdziesiątym psalmie: „Naucz nas liczyć dni nasze, / abyśmy osiągnęli mądrość serca”. Psalmista dobrze wie, że tylko Bóg jest w stanie nadać nową jakość przemijającej rzeczywistości. W ludzkich rachubach, w ludzkiej logice człowiek może się mylić, dlatego psalmista prosi Boga o prawdziwą mądrość. Boże liczenie przypomina nam, że nasze dni są krótkie i nie możemy ich głupio przeżyć. Mamy zapamiętywać minione dni, abyśmy uniknęli błędów przeszłości i docenili mądrze przeżyte dni, które kształtują obecną egzystencję. Mamy zapamiętywać dni liczone z Bogiem, bo one się będą liczyć, gdy dopełni się czas naszego życia. Winniśmy żyć każdego dnia obok Boga, który ukazuje właściwe proporcje i wartości każdej godziny oraz lat, napełnia swoją mądrością nasze serca. Dni „liczone z Bogiem” są najważniejsze. W Księdze Mądrości czytamy: „Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy; sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości – życie nieskalane”. Dni „liczone z Bogiem” składają się na „życie nieskalane”.

Święty Bonawentura pisze w jaki sposób zgłębiamy tę mądrość: „Oto dlaczego Apostoł powiada, iż ową mistyczną mądrość objawia Duch Święty. A jeśli chcesz wiedzieć, jak się to dzieje, pytaj łaski, a nie wiedzy, pragnienia, a nie rozumu, żaru modlitwy, a nie ksiąg pisanych, oblubieńca pytaj, nie wykładowcy, Boga, a nie człowieka, tajemnicy, nie oczywistości, nie światła, ale ognia, który przenika do głębi i żarem uczuć oraz niewypowiedzianą słodyczą zanurza zupełnie w Bogu. Ogniem tym jest Bóg, paleniskiem Jeruzalem. Zapalił je Chrystus palącym żarem swojej Męki. Ten tylko go odczuwa, kto mówi: ‘Dusza moja wybrała krzyż, ciało me pragnie śmierci’. Kto takiej śmierci pragnie, może zobaczyć Boga, albowiem napisane jest: ‘Żaden człowiek nie może Mnie zobaczyć i pozostać przy życiu’. Umrzyjmy zatem, wejdźmy w ciemność, nakażmy milczenie troskom, pożądliwościom i ułudom; z Chrystusem ukrzyżowanym przejdźmy ‘z tego świata do Ojca’, abyśmy wpatrując się w Ojca wraz z Filipem mogli powiedzieć: ‘Wystarczy nam’. Posłyszmy ze świętym Pawłem: ‘Wystarczy ci mojej łaski’, i z Dawidem wołajmy radośnie: Niszczeje moje ciało i serce, Bóg jest opoką mego serca i mym udziałem na wieki. Błogosławiony Pan na wieki, a cały lud niech powie: Amen”.

Często tę mądrość odkrywamy, gdy stajemy w obliczu śmierci i zaczynamy zbierać dni „liczone z Bogiem”, myśl nasza powraca do Księgi Mądrości:  „Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele”. Ostatni raz cytowałem te słowa pod koniec czerwca roku 2015 w kościele św. Wojciecha w Elmhurst na pogrzebie śp. Iwony Buko. Odeszła do Pana w wieku 57 lat. Kilkanaście lat temu poznałem ją i jej męża Mirosława. Była wspaniałą żoną, a później wspaniałą matką. Miała wrażliwą i artystyczną duszę. Można było ją spotkać między innymi na wernisażach malarskich organizowanych w redakcji Kuriera Plus, spotkaniach z artystami i innych wydarzeniach artystycznych. Przez piękno dzieł sztuki odkrywała piękno codzienności. Ja zapamiętałem ją jako rozmodloną i głęboko wierząca osobę. W jej życiu spełniało się wołanie psalmisty: „Naucz nas liczyć dni nasze, / abyśmy osiągnęli mądrość serca”. Wszystko przeżywała w bliskości Boga i w tym przemijającym świecie odkrywała i zatrzymywała to co jest wieczne i nieprzemijające. Czyniła to w chwilach radości i w chwilach bólu. Wspomnę tylko kilka trudnych momentów z jej życia, kiedy to „liczyła te dni z Bogiem”. Z ogromną radością, razem z mężem czekała na narodziny pierwszego dziecka. Radość nie trwała długo. Urodził się syn z zespołem downa i wadą serca. Lekarze od początku nie dawali większych szans na przeżycie. Rodzice nie poddali się. Rozpoczęła się walka o życie i modlitewne szturmowanie nieba o cud. Po siedmiu miesiącach wraz z rodzicami stałem nad trumną ich synka. A śp. Iwona z bólem „liczyła z Bogiem” trudne dni, powtarzając za Chrystusem w Ogrójcu: „Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich, i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!”.

Minęło trochę czasu, gdy śp. Iwona zaczęła „liczyć z Bogiem” nowe radosne dni. Bóg pobłogosławił ich nowym dzieckiem. Jednak ta radość nie trwała długo. W czasie rutynowych badań stwierdzono, że poczęte dziecko ma te same problemy co jego starszy zmarły brat. Teraz nie szukała pomocy u lekarzy, bo oni mieli tylko jedną radę – aborcja. To jednak nie wchodziło w rachubę, bo było „liczenie dni” bez Boga. Śp. Iwona wraz z mężem błagała o cud. Często wyjeżdżali do klasztoru sióstr Nazaretanek w Monroe i tam śp. Iwona przed długie godziny klęczała przed obrazem Chrystusa miłosiernego, polecając Mu swoje troski. Rodzice z wielkim niepokojem czekali na narodziny dziecka, licząc że stanie się cud. Narodził się drugi syn. Całkiem zdrowy. Ogromna radość i dziękczynienie Bogu. Chłopcu nadano imię Maciek. Później Bóg pobłogosławił ich dwójką kolejnych dzieci. Z czasem okazało się, że Maciek ma ponad przeciętny iloraz inteligencji. Ma pogrzebie swojej mamy czytał on fragment Pisma św. ze słowami: „Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele”. Trudno mu było powstrzymać łzy. On wraz z rodziną potrzebuje więcej czasu, aby odczuć dotyk ogromnej miłości, która wysokości nieba będzie rozjaśniać ich codzienność. Śp. Iwona pamiętała o swojej rodzinie w ostatnich dniach swojego życia. Kilka tygodni przed jej odejściem odwiedziłem ją w szpitalu na Manhattanie. Wiedziała, że odchodzi. Słyszałem niewypowiedziane słowa modlitwy: „Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich, i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja!”. „Liczyła te dni” z Bogiem, ogarniając ogromną miłością swoją rodzinę, chciała uchronić ją przed bólem. Pragnęła, aby odczuwali jej obecność na ziemi, gdy ona będzie wśród aniołów w niebie.

Czytania biblijne na dzisiejszą niedzielę mówią, że postępowania według bożych przykazań jest drogą zdobywania nieprzemijającej mądrości. W pierwszym czytaniu słyszymy słowa: „Strzeżcie ich i wypełniajcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów, które usłyszawszy o tych prawach, powiedzą: ‘Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny’”. Chrystus przestrzega przed tylko zewnętrznym zachowywaniem przykazań: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: ‘Ten lud czci mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode mnie. Ale czci na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi”. Bo jak poucza św. Paweł w sercu wszystko się zaczyna: „Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota” (Kurier Plus, 2014r.).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *