3 grudzień

On był pierwszy

Zamach terrorystyczny na Amerykę 11 września może być rozpatrywany pod różnymi aspektami. Możemy nań spojrzeć także pod kątem szkód, jakie wyrządził. Stosując pewne uproszczenia, możemy podzielić te szkody na materialne i duchowe. Szkody materialne są dotkliwe, jednak przy prężnej gospodarce amerykańskiej można je naprawić. Los mojego konta emerytalnego, złożonego w akcjach średniego ryzyka może być w pewnym sensie obrazem sytuacji ekonomicznej po zamachu. We wrześniu z sumy 15 tysięcy dolarów straciłem 2 tysiące, zaś w październiku zyskałem już 600. Przy stabilizującej się sytuacji z pewnością te tendencje się utrzymają.

Inaczej sprawa wygląda, gdy myślimy o ludziach, którzy stracili życie w zamachu. Jest to wielka tajemnica, którą dzisiaj staramy się zrozumieć, stając w modlitewnej postawie przed obliczem Boga. Trudno też ocenić rozmiar duchowego cierpienia tych, którzy stracili swoich bliskich w płonących drapaczach chmur, oraz tych, którzy pośrednio w różnoraki sposób zostali duchowo ugodzeni przez terroryzm. Te szkody, te rany wymagają dużo czasu i miłości, aby je naprawić, aby je uleczyć. W duchowym uleczeniu nie chodzi tylko o powrót do stanu poprzedniego. Po przejściu takiej tragedii tych powrotów nie ma. Człowiek musi wziąć na swe barki ciężar przeżytego cierpienia i z pomoce łaski Bożej nadać mu, jak i swojemu życiu, nowy, pełniejszy wymiar. Jest to możliwe tylko w perspektywie wieczności, która otwiera przed nami Chrystus.

Tak też rozumieją to duchowni i wierni różnych wyznań, którzy w tych dniach, częściej niż poprzednio, kierują swe myśli ku Bogu. Każda parafia otrzymała list z prośbą do kapłanów, aby zgłaszali się do pełnienia dyżurów na miejscu tragedii, aby modlili się za zmarłych, których ciała wydobywa się z rumowisk, aby wspierali duchowo dotkniętych tą tragedią. Na ten apel odpowiedziało ponad 400 księży katolickich z diecezji nowojorskich. Dniem i nocą pełnią oni ten dyżur. Modlą się także w swoich parafialnych kościołach, otaczając szczególną troską ofiary zamachu. 11 listopada br. na miejscu tragedii miała miejsce uroczystość żałobna, podczas której duchowni różnych wyznań wraz z wiernymi zanosili modły do Boga. W diecezji Brooklyn, sprawowane były zaś dwie Msze św. w intencji ofiar zamachu. Były to Msze św. dla całej wspólnoty diecezjalnej. Specjalne miejsce zarezerwowano dla tych, którzy stracili swoich bliskich. Koncelebrowanym Mszom świętym przewodniczył biskup ordynariusz Tomasz Daily.

Pierwszym kapłanem, który przybył na miejsce tragedii, był franciszkanin, ojciec Mychal Judge, kapelan nowojorskich strażaków. On też był pierwszą ofiarą,zamachu terrorystycznego w Worold Trade Center, której zgon oficjalnie potwierdzono. Ojciec Mychal byl znany nowojorczykom ze swej dobroci i gorliwej służby Bogu, przejawiającej się w służbie bliźniemu. Oprócz zwykłej parafialnej pracy duszpasterskiej troszczył się o bezdomnych. Nieraz można było go spotkać przy wydawaniu im gorącej zupy. Otaczał opieką chorych na AIDS. Wiele czasu poświęcał strażakom, jako ich kapelan był zawsze gotowy na każde wezwanie. Pomagał chińskim nielegalnym imigrantom ze statku, który w roku 1993 uległ wypadkowi u wybrzeży Rackaway. Modlił się i pocieszał rodziny, których najbliżsi zginęli w eksplozji samolotu TWA numer lotu 800. Można by wyliczyć wiele takich sytuacji. Ojciec Mychal był tam, gdzie potrzebna była jego pomoc.

Rankiem 11 września 2001 roku jeden ze współbraci wszedł do pokoju ojca Mychal i powiadomił go o wybuchu w „bliźniakach”. Ojciec natychmiast zdjął habit, przywdział strażacki mundur i udał się na miejsce tragedii. W potwornych warunkach modlił się i pocieszał rannych oraz umierających. W czasie pełnienia kapłańskiej posługi ojciec Mychal zdjął hełm strażacki, aby lepiej usłyszeć jednego z umierających strażaków. I wtedy został ugodzony w głowę spadającym odłamkiem walących się wieżowców. Poniósł śmierć na miejscu. Strażacy z wielkim szacunkiem i miłością przynieśli jego ciało do pobliskiego kościoła, gdzie owinięto je w białe płótno i położono przed ołtarzem, a obok – stułę kapłańską i oznakę strażacką.

W czasie pogrzebu ojciec Michael Duffy powiedział: „Popatrzcie, jak ojciec Mychal zginął. Był zawsze tam, gdzie najbardziej potrzebowano jego pomocy. Tam też zawsze chciał być. Modlił się z umierającymi: ‘Jezu przyjdź, Jezu wybacz, Jezu zbaw’. Rozmawiał z Bogiem i pomagał tym, którzy byli w potrzebie. Czy możemy wyobrazić sobie piękniejsze okoliczności śmierci kapłana? Gdy myślę o tak okropnej śmierci, która była udziałem tak wielu, zadaję sobie pytanie: Dlaczego ojciec Mychal był pierwszym spośród nas? Sądzę, że znam odpowiedź. Ojciec Mychal nie mógł usłużyć wszystkim umierającym. W tym życiu było to niemożliwe ze względów fizycznych, ale nie w następnym. Myślę, że gdyby mu dano wybór, wybrałby taki przebieg zdarzeń,jaki miał miejsce. Pierwszy przeszedł na drugą stronę życia i tam czynił to, co chciał czynić z całego serca. Tych, którzy po nim odchodzili do Boga, witał szczerym i serdecznym uśmiechem, brał pod rękę, tulił do piersi i mówił: «Witajcie kochani. Teraz chcę was zaprowadzić do mojego Ojca”.

Ojciec Mychal odbył w swym życiu kilka pielgrzymek do Rzymu. Jego przyjaciel, ojciec Miles, powiedział, że ostatnią pielgrzymkę odbył w sobotę 10 listopada tego roku w symbolu swego hełmu ofiarowanego Ojcu Świętemu przez strażaków z Nowego Jorku. Hełm, przyozdobiony krzyżem, został wręczony Ojcu Świętemu w czasie Mszy św. w bazylice św. Piotra. Ojciec Święty zwrócił się do delegacji strażaków i ich rodzin tymi słowami: „Serdecznie witam delegację nowojorskiej straży pożarnej, której wielu członków straciło życie w zamachach terrorystycznych 11 września. Niech Bóg Wszechmogący obdarzy pogrążone w żałobie rodziny pocieszeniem i pokojem, niech da Wam i Waszym kolegom strażakom siłę i odwagę pełnienia wspaniałej służby dla Waszego miasta. Zapewniając o mych stałych modlitwach, proszę Boga o obfite błogosławieństwo dla Was i Waszych rodzin”.

Po powrocie do Nowego Jorku pielgrzymi spotkali się w kościele pw. św. Franciszka z Asyżu, gdzie pracował ojciec Mychal. Ojciec Pat Fitzgerald powiedział wtedy: „Ten hełm dla strażaków był symbolem, ale po ofiarowaniu go Ojcu Świętemu nabrał on jeszcze głębszego znaczenia. Nie jest to tylko hełm ojca Mychala, ale hełm wszystkich nowojorskich strażaków”.

Gdy kończę pisanie tego artykułu, świat obiegła inna tragiczna wiadomośćó. Samolot z 260 osobami na pokładzie cztery minuty po starcie z lotniska JFK w Nowym Jorku runął na budynki mieszkalne w Rackaway na Queensie. Wcześniej kilkudziesięciu strażaków z tej okolicy zginęło w czasie ataku terrorystycznego na Worold Trade Center.

Do gaszenia pożaru przyjechali ich koledzy, ale bez swego kapelana ojca Mychal. Zapewne Ojciec Mychal duchem był tam obecny i z zatroskaniem spoglądał na to miejsce, prosząc Boga o łaski potrzebne zbolałemu człowiekowi.

Niedziela, 2001 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *