1 lipiec

Powroty

Powroty

Ojczyzna, jedno z najpiękniejszych słów języka polskiego. Słowo o ogromnym potencjale uczuciowym, którego nie jest w stanie objąć nasze serce. Żyjemy w niej, ocieramy się o jej piękno, oddychamy jej historią, a jej wiatry układają nasze myśli. Ta bliskość, czy wręcz powszedniość, sprawia, że przeżycie tej wartości bardzo często, niezauważenie przechodzi obok nas. Trzeba nieraz opuścić Ojczyznę, by dostrzec jej piękno i wartość.

Przed trzema laty zostałem skierowany do pracy duszpasterskiej do tych, którzy z różnych powodów opuścili swoją Ojczyznę, opuścili Polskę i wyjechali do Stanów Zjednoczonych. Dzisiaj tu żyją i mówią, że jest to ich druga Ojczyzna. Mówią “druga” nie tylko ze względu na porządek chronologiczny, ale dlatego, że ta, którą opuścili, w sercu jest na pierwszym miejscu. Do niej od czasu do czasu wracają na wakacje, a w myśli odnajdują ją każdego dnia.

Niektórzy nie mogą poradzić sobie z tęsknotą za Ojczyzną, którą kiedyś opuścili i wybierają dziwny sposób rozwiązania tego problemu. Chcą wyrzucić z serca i myśli wspomnienia dawnej Ojczyzny i sądzą, że w ten sposób poczują się bardziej wolni i spokojni w nowej Ojczyźnie. Szukają także różnego rodzaju argumentów na potwierdzenie swojej decyzji zaparcia się polskości czy Polski. Muszę z przykrością stwierdzić, że spotkałem rodaków, którym niepowodzenia Polski sprawiały cichą radość i czułem jakby chcieli powiedzieć: dobrze zrobiłem, że zostałem tu. Zachowują także we wspomnieniach jak najgorszy obraz Polski. Do dziś nie udało mi się przekonać jednego rodaka, że w Polsce zmieniło się bardzo wiele. On nadal wmawia sobie, że wieczorami chodzą ubecy i pod okna¬mi podsłuchują, czy ktoś nie słucha Ra-dia Wolna Europa, by potem więzić w ubeckich katowniach. Nie pomogły mi argumenty, że dzisiaj to rząd Stanów Zjednoczonych, obcinając fundusze na to Radio, faktycznie likwiduje je. On woli zachować taki obraz i mówić: że nie ma sensu tam jeździć. Pocieszające jest to, że podobne przypadki są bardzo rzadkie i podejrzewam, że są to ludzie o dewiacjach uczuciowo- społecznych.

Większość zachowuje bardzo ciepły obraz dawnej Ojczyzny. Pracują tutaj, zakładają rodziny, uczą swoje dzieci polskiej kultury, historii i starają się im wszczepiać miłość do Ojczyzny swoich ojców. Bardzo często żywią oni w sobie myśl powrotu do Polski; ta myśl pomaga im w najtrudniejszych momentach życia.

Spotykam młodych, którzy mówią: jeszcze trochę popracujemy i wracamy do Polski, bo tam jest nasze miejsce, tam jest nasz dom. Spotykam małżeństwa, które mają już dzieci i oni także mówią: odchowamy dzieci i chyba wrócimy do Ojczyzny. A później kupują własne domy, awansują w pracy, kształcą własne dzieci, a przy tym nie rozstają się z myślą powrotu. Mówią: jeszcze parę lat zostało do emerytury, a więc muszą zostać, ale później wracamy do Polski. Czy rzeczywiście wracają? Niektórzy tak, inni zaś, żywiąc nadzieję powrotu, w ziemi amerykańskiej znajdują miejsce wiecznego spoczynku. Najczęściej jednak zostają tutaj, czują się u siebie, a myśl konkretnego powrotu do Polski przybiera formę serdecznej pamięci, w której często wracają do najpiękniejszych miejsc swojego życia, które odnajdują gdzieś daleko w swojej dawnej Ojczyźnie. Prawie każdy wraca myślą do miejsca swego urodzenia, dzieciństwa czy młodości. Urok tych wspomnień miesza się z pięknem ojczystej przyrody, bogatą tradycją i przeżyciami religijnymi, które są jakby kwiatem duchowym wyrastającym na przeuroczej ojczyźnianej glebie.

Ja również wracam myślami nie tylko do domu rodzinnego w Oseredku na ziemi roztoczańskiej, ale także na Górę Chełmską, która stała się cząstką dziedzictwa mojej duszy. Majestatyczne wzniesie¬nie, które, licząc mijające pory roku, zmienia niepowtarzalną gamę swego piękna. Wiosną – zieleń, kolorowe kwiaty i wieczorny zapach kwitnących oliwek, a jeszcze wcześniej te złote forsycje, które prawie zawsze zdążały na święta Zmartwychwstania. A później lato i ten spokojny cień pod drzewami. Jesień wkracza z całą paletą złotawych kolorów. Łagodne słońce babiego lata i szeleszczące liście pod nogami to oprawa do największego święta Ziemi Chełmskiej. A w końcu zi¬ma przykrywa cichością całe wzgórze, a tańczące płatki śniegu ścielą drogę do stajni betlejemskiej, otulonej białością wnętrza świątyni.

Całe piękno tego wzgórza przygotowała natura – jakby celowo – na ołtarz dla Pani Chełmskiej. Jej świątynia strzela ku niebu pięknymi kopułami i z oddali dróg, lubelskiej czy hrubieszowskiej, ukazuje pielgrzymom kierunek.

Wielu przybyszów z Ziemi Chełmskiej zamieszkuje Nowy Jork i je¬go okolice. Ta ziemia coraz bardziej sta¬je się ich nową Ojczyzną, czują, że tu jest ich dom, ale serdeczną myślą często wracają na Chełmskie Wzgórze nieraz tylko po to, by się spokojnie wypłakać.

 

Na Górze Chełmskiej

Na Górze Chełmskiej

dojrzałe pękają kasztany,

spadają liście złotawe,

strącone pielgrzymimi śpiewaniem.

A Matka Boża Siewna

przechadza się jesiennymi alejami,

dniem ostatnie promyki słońca zbiera,

a nocą gwiazdy na chełmskim niebie zapala

i słucha pielgrzymiego wołania

w modlitwie szeptem wypowiedzianej,

w rzewnej pieśni ku niebu wzlatującej,

w stubarwnych wieńcach dożynkowych

i kroplach łez,

które w bolesnej ciszy

na ręce Matczyne spadają.

Mijają lata,

zbieramy różne wspomnienia

i tylko jedno niezmienne zostaje,

że możesz wrócić

i u stóp Matki spokojnie się wypłakać.

 

1994 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *