Pzykłady

422. Koszula Taty

W swoich opowiadaniach Tata często wracał do lat swojej młodości, które spędził w leśnych oddziałach AK. Nigdy jednak nie mówił o zdarzeniu, które usłyszałem z ust jego kolegi w czasie pogrzebu Taty. Pewnego razu natknęli się oni na spory odział niemieckich żołnierzy. Jednym ratunkiem w tej sytuacji była ucieczka, w czasie której kolega Taty padł ranny na ziemię. Tata, nie zważając na niemieckie kule zawrócił, zdjął swoją koszule, którą pośpiesznie opatrzył rany kolegi i pomógł w dalszej ucieczce.

Cóż w tym nadzwyczajnego? Podobne sytuacje w czasie wojny zdarzają się często. To co najbardziej cenię w tym wydarzeniu była skromność Taty. Kierowany nią nigdy nie opowiedział o swym czynie, który wymagał odwagi i był świadectwem miłości bliźniego.

421. Pod sercem matki rośnie powołanie

Pewnego dnia, po moich świeceniach kapłańskich Mama opowiadała mi o swoich pieszych pielgrzymkach do sanktuarium maryjnego w Krasnobrodzie na Roztoczu. Wędrowała wiele razy piaszczystymi drogami do oddalonego kilkanaście kilometrów sanktuarium. Nie zaniedbywała tych pielgrzymek nawet wtedy, gdy była w stanie błogosławionym. Pielgrzymki odbywane w takim stanie miały szczególną intencje. Patrzyła wtedy na młodych kleryków, którzy byli obecni na uroczystościach odpustowych, klękała przed cudownym obrazem i prosiła Boga za wstawiennictwem Pani krasnobrodzkiej o powołanie kapłańskie, jeśli to będzie syn  dla dziecka, które nosiła pod sercem. Łaska boża sprawiła, że modlitwa matczyna została wysłuchana. Wyprosiła, a później robiła wszystko, aby to powołanie wypielęgnować. Pamiętam jak zabierała nas; mnie, brata i siostrę do parafialnego kościoła w Majdanie Sopockim.  Prawie cztery kilometry piaszczystej drogi. Nieraz dziecięce nogi nie wytrzymywały tego trudu, wtedy Mama brała nas na ręce. Skąd było w niej tyle siły. Pracowała bardzo ciężko, zawsze była zajęta jakąś pracą. Wstawała przed wschodem słońca, i pracowała jeszcze po jego zachodzie, szyjąc wieczorami ubrania dla nas, czy robiąc swetry na drutach. Chciała, aby nam niczego nie brakowało. W tym zapracowaniu nigdy nie traciła radości i Boga sprzed oczu.

420. Dać najważniejsze.

Po śmierci 90- letniej mamy,  Anna wraz ze swoim rodzeństwem, z bólem serca sprzątała rodzinny dom w Nowym Jorku, przygotowując go do sprzedaży. Postanowiła, że nie będzie się zbytnio rozczulać przy rozdysponowaniu dóbr pozostawionych przez mamę. Jednak każda rzecz, każde ubranie, każda fotografia, każdy kawałek papieru jaki znajdowała w domu przywoływał cudowne wspomnienia związane z mamą. Mama była wspaniałym człowiekiem, bez reszty poświeciła się rodzinie. Anna nie mogła powstrzymać łez wzruszenia. Matczynym ciepłem i radością wypełniony był cały dom.

Po długich godzinach sprzątania dom był pusty i czysty, gotowy do sprzedaży. Anna, wychodząc z domu, w ostatniej chwili wróciła się, mówiąc, że chce się tylko upewnić, czy wszystko jest należycie posprzątane. Jednak nie to było powodem powrotu. Chciała po prostu ostatni raz, w samotności  spojrzeć na miejsce, gdzie spędziła najpiękniejsze lata ze swoją mamą.

Ostatni pobyt w domu Anna wspomina tymi słowami: „Weszłam do sypialni mamy i siadłam na dywanie. Pamiętam, jak na osiemdziesiąte urodziny mama uparła się, że usiądzie na podłodze, aby bawić się z moimi dziećmi. Pamiętam także jej troskliwe pochylenie nad kołyską mojego syna Nicka. Drżącym głosem nuciła dla niego kołysankę, gładząc delikatnie ręką jego plecy. Później siadła przy mnie na kanapie, w ty samym rytmie zaczęła gładzić moją rękę. Ten sposób wyrażania troski i miłości do najbliższych przejęłam od niej, gładząc w tym samym rytmie moje dzieci, gdy potrzebowały uspakajającej bliskości kochanej osoby. Tak też gładziłam rękę mojej mamy, na miesiąc przed jej śmiercią.

Tuż przed wyjściem uświadomiłam sobie, że pusty dom tętni życiem z czasów, gdy młodzi moi rodzice z dwójką małych dzieci wprowadzili się do niego. Mama, w otwartości swego serca stworzyła niepowtarzalną atmosferę tego miejsca, wypełniając je wspaniałymi wartościami. Dom, w który włożyła całe swoje serce wychował trzy pokolenia naszej rodziny i niezliczoną liczbę przyjaciół”.   (Ann Pleshette Murphy , „Chambers of the Heart” , Family Circie, May 13, 2003).

Matka przekazała swoim dzieciom to co najważniejsze. A nie były nim wartości materialne, ale duchowe, nieprzemijające,  które otwierają człowieka na bliźniego i Boga.

Co my ofiarujemy naszym najbliższym? Jeśli ofiarujemy tylko wartości materialne, to pozostanie po nas przeraźliwie „pusty dom”.

419. Ateista jest mniej poinformowany

Gaspare Barbiellini Amidei bardzo wzięty dziennikarz, kierownik katedry socjologii poznania na uniwersytecie w Turynie i autor licznych esejów mówi: „Mówię do młodych i do każdego, kto chce mnie słuchać, że anachronicznym przesądem jest przekonanie, iż człowiek religijny jest mniej poinformowany, mniej nowoczesny niż agnostyk lub ateista. Z całym spokojem można dziś potwierdzić, że historia zadała klęskę pewności tego, kto twierdził, że postęp badań oświetlił, przepędzając z nich ciemnotę, mroczne kąty, w których – ze strachu lub ignorancji – zagnieździła się religia. Twierdzili, że wystarczyłoby kilka dziesięcioleci „nowej kultury”, kilka zmian struktury socjoekonomicznej, aby uśmiercić pragnienie Boga w sercu człowieka. Stało się coś przeciwnego: to pragnienie się powiększyło. Z tym samym spokojem i pewnością można powiedzieć, że w nauce nowoczesnej nic nie jest sprzeczne z wiarą w Boga, zwłaszcza w Boga chrześcijańskiego. Z żadnego laboratorium, z żad­nej biblioteki nie wyszły (ani prawdopodobnie nigdy nie wyjdą) rzeczy sprzeczne z religijnym widzeniem życia i kosmosu. W tej sytuacji nie mają słuszności ci, którzy twierdzili z sarkazmem, że dusza nie może istnieć, ponieważ nie znaleźli jej pod ich nożem chirurgicznym, albo że nie ma Boga, ponieważ nie spotkali go odbywając podróż w prze­strzeni o dwa kroki od ziemi”. (Vittorio Messori, Pytania o chrześcijaństwo Kraków 1997 s. 66).  

418. Dlaczego poprzestałeś na małym?

Przed bramą nieba stoi mężczyzna. Liczy, że zasłużył na wieczną nagrodę. Ma nadzieję, że nie będzie zbyt niewygodnych pytań. Uważa, że życie przeżył dosyć roztropnie i mądrze. Nie dokonał czegoś nadzwyczajnego, nie zbawił świata, nie wynalazł leku na chorobę nowotworową, ale też z rozmysłem nie czynił zła.

Jednak gdy stanął przed Chrystusem był zaskoczony Jego pytaniem. Jezus uśmiechając się powiedział: „Dałem ci wszystko, czego potrzebowałeś, dlaczego zatem nie stałeś się sobą?” Innymi słowy, dlaczego poprzestałeś na mniejszym, mogąc, w duchu miłości uczynić dużo więcej? Dlaczego stałeś się osobą jaką chcieli cię widzieć inni, zamiast słuchać Boga, kim On chce cię widzieć?

Puentą tej historii może być stwierdzenie św. Jana od Krzyża, że na końcu życia nikt nas nie będzie sądził. Osądzi nas miłość.

420. Matka pięknej miłości

Emil Mersch, teolog francuski, który zginął w roku 1940  śpiesząc z posługa kapłańską podczas bombardowania Lens przez Niemców napisał piękne słowa o Maryji: „Bóg uczynił wśród stworzeń rzecz przedziwną, jaką jest serce matki. I wlał w nie głęboką, wytrwałą, można powiedzieć irracjo­nalną miłość, gotową na wszelkie ofiary, wyrzeczenia i cierpienia. Czymże bylibyśmy, gdyby podczas lat naszej dziecięcej słabości nie pochylało się nad nami serce, stworzone aby nas kochać, i gdy­byśmy nie nosili we krwi pewności, że jesteśmy dla kogoś drodzy… Bóg nie chciał, aby życie nadprzyrodzone było mniej ludzkie od życia naturalnego, i aby dzieci przybrane w Jego Synu były półsie­rotami. Dlatego stworzył Najświętszą Pannę. On, który wkłada do serc ziemskich matek tyle przedziwnej czułości , czegóż nie włoży w serce najlepszej Matki, której miłość do Syna Jednorodzonego i do wszystkich dzieci przybranych jest odbiciem Jego miłości… Gdzie brak tej dobrej Matki łaski, tam i Bóg nie objawia się jako Ojciec, ani Chrystus nie jest naszym bratem, ani Kościół nie tworzy jednej rodziny, a chrystianizm traci swą wrodzoną siłę przy­ciągania. Staje się wówczas czymś na kształt Kościoła bez rzeczywi­stej obecności (Jezusa) i bez ołtarza, systemem uporządkowanym, ale zimnym, bo nie ma Matki w domu.”

419. Malować obraz życia

Ruth Bell Graham w książce A Quest for Serenity opisuje historię włoskiego malarza, który przez starość został ograniczony w wyrażaniu  pędzlem swoich wizji artystycznych. Z bólem patrzył na dawne swoje obrazy, będąc świadomym, że dzisiaj nie jest w stanie stworzyć podobnych dzieł. Pewnego dnia, po wielu nieudanych próbach wrócił do swojego pokoju, a jego syn usłyszał jak ciągle powtarzał: „Znowu namalowałem nie tak jak chciałem. Znowu mi nie wyszło”. Późnym wieczorem syn, także artysta malarz zszedł do pracowni, aby zobaczyć obraz nad, którym ojciec pracował cały dzień. Rzeczywiście obraz wyglądał nie najlepiej. Syn wziął farby i zabrał się do pracy. Prawie całą noc pracował nad obrazem. W mistrzowski sposób udało mu się wyrazić wizję malarską ojca. Rankiem ojciec przyszedł do pracowni, aby ponownie sprawdzić swoje dzieło, które wczoraj uważał za chybione. Stanął zdumiony przed płótnem. Obraz był wspaniały. Z podziwem dla samego siebie głośno powiedział: „Namalowałem ten obraz o wiele lepiej niż myślałem”.

Kolorami miłości malujemy obraz naszego życia. Chrystus prowadzi naszą rękę, tak aby ten obraz nabrał wymiaru wieczności.

418. „Gdybyśmy wiedzieli”

W jednym z kazań ks. Flora McCarthy opowiada historię rodziny zamieszkującej w jednym z miast na południu Stanów Zjednoczonych. Ojciec po śmierci żony sam wychowywał dwójkę małych dzieci. Kochał je bardzo, ale był przy tym wymagający. W mieście znano go jako wybitnego i uczciwego adwokata. Ta uczciwość w jednym wypadku sprawiła, że stał się w mieście bardzo niepopularny. A mianowicie zdecydował się na obronę murzyna podejrzanego o zabójstwo, a był to czas kiedy to murzyni byli dyskryminowani, szczególnie w południowych stanach USA.

W tym mieście mieszkała także staruszka, która całe dnie przesiadywała przed swoim ogrodem. Kobieta ta zaczepiła wracające ze szkoły dzieci adwokata, obelżywie wyrażając się o ich ojcu. Było to bardzo bolesne dla dzieci. Pewnego dnia chłopiec uznał, że to już za wiele. Gdy kobieta przezywała jego ojca, chłopiec przeskoczył płot i zniszczył kilka kwiatów w ogrodzie staruszki, po czym uciekł do domu. Później ojciec powiedział do niego: „Synu, nie powinieneś tego robić”. „Ale ja to zrobiłem w twojej obronie”- protestował chłopiec. „Ona jest bardzo chorą kobietą. Idź zaraz i przeproś ją”. Z niechęcią chłopiec uczynił zadość żądaniu ojca. Gdy przyszedł do staruszki, ta poprosiła go, aby codziennie wieczorem przez godzinę czytał jej wybraną książkę. Chłopiec przeraził się na samą myśl, że musi każdego dnia przebywać jedną godzinę z tą kobietą. Nie miał jednak wyjścia, bo ojciec powiedział, że musi się zgodzić. I tak każdego wieczoru w towarzystwie młodszej siostrzyczki chłopiec odwiedzał starszą kobietę i przez godzinę czytał.

Pewnego dnia ojciec powiedział im, że staruszka zmarła. Chłopiec pomyślał w duchu „Dzięki Bogu”, ale tego nie powiedział. Ojciec jednak zauważył to i zapewne dlatego zaczął opowiadać historię tej kobiety. Przed kilku laty lekarz przepisał jej lek przeciwbólowy, który miał właściwości narkotyku. Kobieta uzależniła się od tego leku. Kiedy się jednak dowiedziała, że niedługo umrze postanowiła przed śmiercią wyrwać się z nałogu narkomanii. „I co, udało się jej to ?”- z ciekawością zapytały dzieci. „Tak”- odpowiedział ojciec- „Przed śmiercią powiedziała mi, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie wasze wieczorne czytanie. Chciała, abym wam za to podziękował”. Wzruszone dzieci słuchały, a chłopiec powiedział: „Gdybyśmy wiedzieli, że to wszystko tak wygląda, to byśmy byli dla niej bardziej uprzejmi, dobrzy”. „Nie jest to najważniejsze”- odpowiada ojciec- „Ważne, że zrobiliście to, o co was prosiłem. Jesteście dobrymi dziećmi. Jestem dumny z was”.

W życiu doświadczamy wielu sytuacji, które rodzą niezrozumienie , bunt. Pozostaje nam wtedy jedno sensowne wyjście; wsłuchiwać się w głos Boga i wypełniać Jego wolę.

417. Pierwsze „Zdrowaś…” w Ameryce

Oficjalnie przyjmuje się, że odkrywcą Ameryki jest Krzysztof Kolumb. Jednak są pewne dowody, że to nie on był pierwszym Europejczykiem, który dotarł do Ameryki. 130 lat przed jego przybyciem, na jednym z kamieni wyryto trzy duże litery A*V*M oraz słowa, które przekładają się na język polski: Wybaw nas od złego. Litery są inicjałami łacińskich wyrazów, które tłumaczymy na język polski: Zdrowaś Dziewico Maryjo. Napis kończy się datą: 1362. Kamień ten znaleziono w Kensington Stone mieście, którego nazwa bierze początek od znalezionego w tym miejscu wspomnianego kamienia. Obecnie, kamień znajduje się w Instytucie Smithsonian. Kto i w jakich okolicznościach wyrył ten napis?

W roku 1362 ośmiu Szwedów i dwudziestu dwóch Norwegów przypłynęło do brzegów Ameryki. Rozbili oni obóz w pobliżu dzisiejszego  Kensington Stone. Dwudziestu z nich wybrało się na polowanie. Gdy wrócili późnym wieczorem do obozowiska, zobaczyli martwych towarzyszy, w okrutny sposób zamordowanych przez Indian. Na pamiątkę tej tragedii wyryli w kamieniu ten napis, polecając siebie samych opiece Matki Bożej. Jest to znak utrwalony w kamieniu, który mówi, że już wiele lat temu zabrzmiało na ziemi amerykańskiej pozdrowienie anielskie. A dzisiaj to pozdrowienie, codziennie, na tej ziemi postarzają miliony ludzi prawie we wszystkich językach świata.