Pzykłady

300. Lęk przed śmiercią

W roku 1974 robotnicy przypadkowo odkryli w Chinach w dolinie Żółtej Rzeki bezcennej wartości naturalnej wielkości postać wojownika na  rydwanie zaprzęgniętym w dwa konie. Badania wykazały, że to znalezisko liczy ponad  2 tys. lat. W toku dalszych prac wykopaliskowych odkryto około 6 tys. podobnych figur. Była to cała armia, którą cesarz Chin kazał wyrzeźbić i pochować razem z nim. Cesarz był znany z lęku przed śmiercią. Armia rzeźbionych figur miała go bronić po śmierci przed wrogami. W martwych rzeźbach szukał wsparcia i otuchy po śmierci.

Nadzieje chrześcijan kierują się ku zmartwychwstałemu Chrystusowi.

299. Z poznania rodzi się miłość

Przed laty wchodził na ekrany film pt. „Laura”. Cieszył się on dużą popularnością. Film jest o młodym detektywie, który miał wyjaśnić sprawę zabójstwa młodej, ładnej dziewczyny imieniem Laura. Pewnej nocy ktoś zastukał do drzwi. Laura otwarła je, a wtedy zabójca wymierzył pistolet prosto w twarz i strzelił, zabijając ją na miejscu. Detektyw  kilka następnych dni spędził w mieszkaniu Laury. Sprawdzał wszystko co posiadała; ubrania, książki, nagrania, albumy, fotografie. Czytał jej listy i pamiętnik, mając nadzieję, że to naprowadzi go na ślad zabójcy. Po pewnym czasie detektyw zauważył, że rodzi się w nim dziwne uczucie. Coraz bardziej czuł się związany z Laurą. Przyznał się przed samym sobą, że się zakochał. I to w kim? W zmarłej dziewczynie.

Gdy tak jednej nocy siedział w pokoju Laury analizując badane materiały usłyszał, że ktoś przekręca klucz w zamku. Następnie otwiera drzwi. Osłupiały detektyw widzi w drzwiach Laurę. „Co pan robi w moim mieszkaniu”- pyta nie mniej zdumiona Laura. Detektyw wyjaśnił wszystko co się wydarzyło. Później okazało się, że Laura wyjechała na kilka dni z domu, a w jej mieszkaniu zamieszkała na ten czas jej koleżanka i to ona została zamordowana. Film kończy się szczęśliwie dla detektywa i Laury. Laura odwzajemnia miłość i oboje stają na ślubnym kobiercu.

Poznanie jest koniecznym warunkiem pokochania Boga i bliźniego.

298. Spróbować jeszcze raz

Pisarz A. J. Cronina wspomina, że był bliski zrezygnowania z kariery pisarskiej zanim zaczął pisać. W połowie swojej pierwszej książki „Hatter’s Castle”, która później została przetłumaczona na 19 języków przerwał pisanie i niedokończony rękopis rzucił do pojemnika na popiół. Następnie wyszedł spacer. Szedł w strugach ulewnego deszczu. Nie uszedł daleko, gdy zobaczył rolnika, który mimo deszczu niestrudzenie kopał ziemię. Obraz rolnika pracującego samotnie w strugach deszczu zainspirował pisarza do wyciągnięcia rękopisu z kosza i dokończenia swojej książki. Gdy Cronin został sławnym pisarzem z wielką wdzięcznością wspominał rolnika, który zainspirował go, aby spróbował jeszcze raz.

Do uczniów zmęczonych nocnym połowem Chrystus mówi, aby zarzucili sieci jeszcze raz. Usłuchali. A połów był obfity. Te słowa Chrystus kieruje także do nas.

297. Ślady po kulach

Jedna z matek w przeciągu sześciu lat straciła trzech synów. Najmłodszy został zastrzelony w drzwiach domu. Nieogarniony ból wypełnił jej serce. Ból ten odżywał za każdym razem, gdy słyszała o nowych zabójstwach. Jednak w swym cierpieniu nie zamknęła się w sobie, lecz wyszła ku innym. Zaczęła aktywnie i skutecznie działać na rzecz kontroli ograniczenia dostępu do broni palnej. Mówiła o tym w szkołach i wielu innych miejscach. Wspierała matki, które znalazły się w podobnej sytuacji. Gdy zmarło dziecko odwiedzała ich rodziców, była z nimi, niosła otuchę i pocieszenie.

W pierwszych miesiącach po tych tragicznych wydarzeniach powtarzała, że wolałaby, aby jej zamordowani synowie nigdy się nie narodzili. A teraz myśli i mówi inaczej: „Ta śmierć przyniosła wiele bólu i smutku, ale z drugiej strony przyniosła także trochę niewiarygodnej radości. Dzisiaj dziękuję Bogu za życie moich synów, choć tak tragicznie przerwane. Gdyby nie oni, nigdy bym nie była człowiekiem takim jakim jestem obecnie. Oni pomogli mi wyzwolić się z mego egoizmu i otworzyć się na bliźniego. Dzięki nim jestem silna i pełniej żyję”.

W futrynie drzwi do dzisiaj są widoczne wgłębienia po kulach, które były skierowanie do jej najmłodszego syna. Matka na pytanie, dlaczego nie nareperuje podziurawionej futryny odpowiada: „Chcę, aby te wgłębienia przypominały wszystkim, że w tym miejscu stracił życie młody człowiek. Gdybym je naprawiła, wtedy ludzie zapomnieliby o tym”. Gdyby futryna była naprawiona ludzie zapomnieliby o tym wydarzeniu.

Może w pewnym stopniu także z tego powodu Chrystus zachował rany na swoim ciele po zmartwychwstaniu.

296. Wyściskam go na śmierć

Do jednej z kobiet pracującej w fabryce przybyło dwóch oficerów armii amerykańskiej i oznajmiło, że jej syn Clayton poległ na polu bitewnym podczas wojny w Zatoce Perskiej. Zdruzgotana pogrążyła się w rozpaczy. Mijały długie dni brzemienne w ból i cierpienie. Aż tu pewnej nocy dzwoni telefon. Zrozpaczona słyszy w słuchawce znajomy głos: „Mamo, to ja, Clayton. Żyję”. Musiał to powtórzyć trzy razy, aby te słowa dotarły do świadomości osłupiałej matki. Syn wyjaśnił, że jest ranny, ale czuje się bardzo dobrze. Matka zaczęła płakać. Były to najradośniejsze łzy w jej życiu. Później, na pytanie reportera, jak będzie świętować powrót syna, odpowiedziała tylko tyle: ”Wyściskam go na śmierć”.

295. Powstanie bokserów

W Chinach w latach 1899-1901 wybuchło tzw. powstanie bokserów. Było ono skierowane głównie przeciw obcokrajowcom i chrześcijanom. W czasie tego powstania zginęło 5 biskupów, 39 misjonarzy i misjonarek oraz około 30 tysięcy chrześcijan. Pewnego razu powstańcy otoczyli szkołę misyjną. Zablokowali wszystkie drzwi z wyjątkiem jednych, w których na ziemi położyli krzyż. Każdy, kto podeptał krzyż odchodził wolny. Zaś ci, którzy omijali go byli na miejscu zabijani. Pierwszych siedmiu uczniów podeptało krzyż i odeszło wolnymi. Ósma była młoda dziewczyna. Klęknęła przed krzyżem, ucałowała go i następnie z wielkim szacunkiem przeszła obok krzyża. Została natychmiast rozstrzelana. Następni w liczbie ponad stu poszli za jej przykładem. Wszyscy zginęli. Z miłości do Chrystusa przyjęli cierpienie, który przemienił je w zmartwychwstanie i chwałę.

294. Owocnie przeżyć cierpienie

Kilka dni przed Niedzielą Palmową tego roku, wraz z księdzem Piotrem odwiedziłem w szpitalu księdza infułata Antoniego Boszko, który od kilku lat zmaga się z nowotworem. Lekarze są już bezradni. Wszystko jest teraz w ręku Boga. Dla księdza Antoniego nie jest to tylko pusty zwrot, który zwykle powtarzamy w takich sytuacjach. On naprawdę czuje, że jest w ręku miłującego Boga. Zapewne dlatego był on najbardziej pogodny i spokojny z nas wszystkich, którzy wypełnialiśmy jego szpitalny pokój. Była przy nim rodzina i wielu przyjaciół. Matka pochyla się nad swym synem i z czułością ociera pot z jego czoła oraz poprawia pościel. Pochyla się tak, jak pochylała się 58 lat temu nad kołyską małego Antosia, aby dotykiem matczynej dłoni uciszyć płacz niemowlęcia. Teraz, ogromna matczyna miłość spada kroplami łez na szpitalne łóżko.

Po pewnym czasie do sali wchodzi młoda kobieta, z którą ksiądz Antoni rozmawia po rosyjsku. Mówi między innymi: „Jeszcze oddycham, żyję. Czekam na spotkanie”. Młoda kobieta nie wytrzymuje, tłumiąc szloch wybiega na korytarz. Jest to ta sama kobieta, która kilka dni wcześniej powiedziała, że była specjalnie w synagodze, aby modlić się w intencji księdza Antoniego. Jest Żydówką. Pracuje jako asystentka lekarki opiekującej się chorym. Ktoś z obecnych powiedział wtedy, że ks. Antoni w swoim cierpieniu zjednał do siebie tak wielu ludzi. Zbliżył ich do Boga. Przez swoje cierpienia pomaga budować jedność ponad wszelkimi podziałami. Potrafi owocnie przeżywać swoje cierpienie.

293. Syndrom Lowell’a.

Peercival Lowell prowadząc badania nad systemem słonecznym był szczególnie zafascynowany Marsem. W roku 1877 dowiedział się, że włoski astronom odkrył linie na powierzchni Marsa. Lowwell, resztę swoich lat spędził przy olbrzymim teleskopie w Arizonie obserwując Czerwoną Planetę i sporządzał mapy kanałów, które zauważył. Był on przekonany, że te kanały są dziełami inteligentnych istot, możliwe, że starszych i mądrzejszych niż istoty ludzkie. Teoria Lowell’a była dość popularne w tamtym czasie. Dzisiaj wiemy, że była ona błędna. Czerwona Planeta została dokładnie sfotografowana i nie zauważono na niej żadnych kanałów. Wiemy także, dlaczego Lowell widział te kanały. Cierpiał on na bardzo rzadką chorobę, która powoduje, że człowiek widzi własne naczynia krwionośne we własnych oczach. Kanały, jakie widział astronom były niczym więcej jak naczyniami krwionośnymi na jego gałkach ocznych. Dzisiaj to schorzenie jest znane jako syndrom Lowell’a.

Syndrom Lowell’a może wiele wyjaśnić w dziedzinie moralności. Człowiek, który ma chory wzrok sumienia  nie jest w stanie widzieć poprawnie rzeczywistości. Będzie ją oceniał przez pryzmat własnej słabości

292. „On nie zasługuje na miłosierdzie”

Do Napoleona przyszła matka, aby błagać o łaskę dla swego syna, który dopuścił się bardzo poważnego przestępstwa. Prawo w tym wypadku było dosyć jasne. Kara śmierci. Cesarz był zdecydowany, aby sprawiedliwości stało się zadość. Ale matka nie ustawała w błaganiach: „Wasza cesarska mość, przybyłam tu, aby błagać o miłosierdzie a nie o sprawiedliwość.” „Ale on nie zasługuje na miłosierdzie”- odpowiada Napoleon. „Nie byłoby miłosierdzia, gdyby się na nie zasługiwało”- mówi zrozpaczona matka. „Niech tak będzie. Będę miał miłosierdzie dla twojego syna”- kończy Napoleon.