Pzykłady

140. Sąsiedzka miłość

Matka Teresa wspomina , jak to pewnego dnia odwiedziła hinduską rodzinę, która od kilku dni nie miała nic do jedzenia. Zaniosła dla tej rodziny niewielką ilość ryżu. Była jednak zaskoczona, gdy matka rodziny bez żadnego zastanowienia podzieliła skromną porcje ryżu na dwie części, i jedną z nich zaniosła, mieszkającej po sąsiedzku muzułmańskiej rodzinie. Matka Teresa widząc to powiedziała: „Ile ci zostało tego ryżu, czy to wystarczy dla twojej rodziny?” „Ale oni także od kilku dni nie mają nic do jedzenia”- odpowiedziała kobieta.

139. Czy pan jest Bogiem?

Po zakończeniu drugiej wojny światowej większość europejskich krajów leżało w gruzach. W wielu miastach panowała nędza i głód. Można było spotkać na ulicach małe osierocone dzieci, które wygłodzone szukały czegokolwiek do zjedzenia. Pewnego chłodnego i zamglonego dnia, w porannych godzinach jedną z londyńskich ulic jechał samochodem amerykański żołnierz. Nagle zauważył małego chłopca, który z nosem przyklejonym do szyby wystawowej obserwował jak piekarz miesił ciasto i robił z niego małe bułeczki. Wygłodniały chłopiec wodził wzrokiem za każdym ruchem piekarza. Żołnierz zatrzymał się, wysiadł z samochodu i cicho podszedł do chłopca. Przez zaparowane okno widział piekarza, którzy wyciągał z pieca pachnące bułki i kładł na półce przy oknie wystawowym. Na ten widok chłopiec przełykając ślinę i głęboko westchnął. Poruszyło to serce zahartowanego w bojach żołnierza. „Synu… czy chciałbyś dostać tę bułkę?”- zapytał żołnierz.  Chłopiec przestraszył się, i jąkając się powiedział: „O tak… tak…  chciałbym… chciałbym… ” Żołnierz wszedł do piekarni i kupił całą torbę słodkich bułek. Po czym wrócił do chłopca i z uśmiechem podał apetyczne bułki, mówiąc: „To dla ciebie”. Po czym odwrócił się i zdążał w kierunku samochodu, ale nagle poczuł, że ktoś mocno pociągnął go z tyłu za ubranie. Odwrócił się, i wtedy usłyszał nieśmiałe słowa chłopca: „Proszę pana, czy pan jest Bogiem?” (Charles Swindoli: Improving Your Serve).

Mały chłopiec w dobroci człowieka dopatrywał się obecności Boga. Przez niego przemówiło doświadczenie ludzkości, które mówi, że Bóg jest najwyższym dobrem, i że wszelkie dobro w Nim bierze początek.

138. Tołstoj odkrywa skarb

Wybitny rosyjski pisarz Lew Tołstoj w swojej autobiografii duchowej „Spowiedź” pisze o odkrywaniu w swoim życiu skarbu. W wieku 16 lat przestał się modlić i uczęszczać do kościoła. W wieku 18 lat przestał wierzyć w Boga. W ciągu następnych dziesięciu lat, jak pisze popełniał wszystkie grzechy, jakie można sobie wyobrazić. To nędzne życie wpędziło go w skrajną depresję tak, że kilka razy próbował popełnić samobójstwo.

Aż pewnego wiosennego dnia, w czasie spaceru leśnymi ścieżkami poczuł dotknięcie samego Boga. Doznał nagle olśnienia, które dało mu absolutną pewność, że Bóg istniej i, że powinien powrócić na łono chrześcijaństwa. Z gorliwością neofity wprowadzał w swoje życie zasady ewangeliczne. Zrezygnował z życia jakie zapewniało mu bogactwo i tytuł hrabiowski, a przyjął styl życia ubogich wieśniaków. Wrócił do Boga. Odnalazł prawdziwy skarb- mądrość Bożą, a wraz z nim prawdziwy pokój i radość. Stał się apostołem tych wartości. Napisał wiele opowiadań, przypowieści, przez które chce przybliżyć człowiekowi tajemnicę Królestwa Bożego.

W jednej z przypowieści tego typu pisze: „Obudziłem się pewnego dnia i zorientowałem się, że jestem w maleńkiej łódce na bezkresnym oceanie. Ktoś podał mi wiosła i poinstruował mnie jak dopłynąć do wyznaczonego punktu na przeciwległym brzegu. Przed mną była długa i trudna droga. Trzeba było pokonać wzburzone fale, przeciwne prądy morskie i gęstą mgłę. Aby dotrzeć do celu musiałem ściśle kierować się otrzymanymi instrukcjami. Gdy płynąłem w wyznaczonym kierunku doświadczałem różnych przeciwności. Ciężko było wiosłować, czasami przeciwne prądy cofały mnie do tyłu. Po pewnym czasie przez mgłę dostrzegłem tysiące podobnych łódek. Wszyscy płynęli w tym samym kierunku. Z bliższa dostrzegłem, że wielu wioślarzy przestało wiosłować, pozwalając znosić się prądom morskim. Żartowali i śmiali się, upewniali się wzajemnie, że jest jedynie słuszna i inteligentna decyzja postępowania wobec tak silnych prądów morskich. Ja także położyłem swoje wiosła na dnie łodzi i dołączyłem do radosnej grupy wioślarzy. Nagle prąd morski zamienił się w spieniony wir. Łodzie zaczęły krążyć wokół skał, miażdżąc się wzajemnie pogrążyły się w morskiej otchłani. I wtedy uświadomiłem sobie, że takie zachowanie doprowadzi także mnie do zagłady. Ogarnął mnie lęk. Nie wiedziałem co mam robić. Wtedy obejrzałem wstecz na drogę, która była wyznaczona mi wcześniej i zobaczyłem na niej łodzie zmierzające w wyznaczonym kierunku, mimo przeciwnym prądów morskich. Chwyciłem wiosła i zacząłem znowu płynąć w kierunku wyznaczonym mi na samym początku”.

Zmaganie się z przeciwnościami życia jest ceną jaka płacimy za posiadanie skarbu jakim jest Królestwo Boże.

137. Odkrycie skarbu

Roman, chociaż tego nie mówił, zachowywał się tak, jakby odnalazł skarb w swoim życiu. W jednej z firm miał bardzo dobrą pracę. Cieszył się w niej dużym autorytetem, a przy tym zarabiał spore pieniądze. Mógł zapewnić swojej rodzinie dostatnie życie. Firma była dla niego oczkiem w głowie. Był na każde zawołanie szefa. Wyglądało na to, że firma spycha w jego życiu na drugi plan żonę i dzieci. Nie dość, że spędzał mało czasu z najbliższymi, to jeszcze przynosił z pracy różne projekty nad, którymi siedział do późnych godzin nocnych. Tak trwało kilkanaście lat aż do momentu, gdy przyjechała po niego karetka reanimacyjna. Przepracowanie i stresy doprowadziły Romana do zawału serca. W drugim dniu walki o życie zaczął odzyskiwać przytomność. Jak przez mgłę wiedział pełne zatroskania,  pochylone twarze żony i dwóch córek. Tak trwało kilka dni. I wtedy Roman zrozumiał co, czy raczej kto jest dla niego w życiu najważniejszy, kto jest skarbem jego życia. Troskliwe pochylnie nad nim żony i córek sprawiało, że w swojej chorobie czuł się szczęśliwy. Błagał w duchu Boga o zdrowie. Chciał tak bardzo powiedzieć żonie i córkom, że są dla niego najcenniejszym skarbem. Chciał je przeprosić, że nie okazał im tego wcześniej słowem i czynem. Postanowił, że gdy wyzdrowieje wszystko naprawi. Prośba została wysłuchana. Powrócił do zdrowia. Mógł podjąć także pracę. Mądrość jaką zdobył w chorobie odmieniła jego życie. Praca była ważna, ale najbliżsi byli ważniejsi. Odkrył na nowo Boga. Teraz był naprawdę szczęśliwy, tak jak szczęśliwa jest matka, która tuli i pieści swoje dziecko mówiąc: „Ty mój skarbie”.

W ludzkie szukanie, wpisuje się skarb najważniejszy,  skarb który jest w niebie.

136. Dobro i zło w Kościele

Po śmierci Dorothy Day, New York Times napisał o niej , że należała ona do największych chrześcijan dzisiejszej doby. Jako dorosła kobieta wybrała katolicyzm i do końca swego życia z pełnym poświęceniem pracowała dla najuboższych w Nowym Jorku. Widziała ona także zło w Kościele i patrzyła na nie przez pryzmat przypowieści o pszenicy i kąkolu. W swojej autobiografii The Long Loneliness  pisze, że Kościół ma podwójny wymiar: boski i ludzki. Boski wymiar Kościoła stanowi Chrystus głowa ciała. On sprawia, że Kościół staje się miejscem uświęcenia i zbawienia nawet największych grzeszników. Ludzki wymiar Kościoła stanowią ludzie i jak wszystko co ludzkie nie jest w pełni doskonale. Odnosi się to zarówno do wiernych jak i ich przewodników.  W wyniku czego Kościół pielgrzymując na ziemi nie zawsze ukazuje oblicze Chrystusowe światu. Dorthy wspomina, że zło w Kościele, wypływające z jego ludzkiego wymiaru było dla niej, jako katoliczki bolesnym doświadczeniem, ale pisze, że „Ludzki wymiar Kościoła sprawia, że jest on widzialny dla świata”. Dorothy bardzo często porównywała ludzki wymiar Kościoła do krzyża na, którym Jezus był ukrzyżowany. Krzyż jest racją, dla której Jezus stał się człowiekiem. Zstąpił na ziemię, aby nas zbawić przez swoją śmierć. Dlatego też ilekroć odnajdujemy krzyż odnajdujemy równocześnie Chrystusa. Jedno od drugiego jest nierozdzielne.

135. Jedną z nich na pewno spotkam

W czasie gwałtownego sztormu na Oceanie Atlantyckim, aby nie dopuścić do paniki na statku, szczególnie wśród małych dzieci, jedna z kobiet zebrała je wszystkie wokół siebie i zaczęła im spokojnie opowiadać biblijne historie. Dzieci wsłuchane w te opowieści nie zwracały uwagi na szalejący żywioł. Gdy minął sztorm, kapitan statku, który obserwował tę kobietę podszedł do niej i powiedział: „Skąd czerpałaś siłę, aby zachować spokój, kiedy wszyscy drżeli ze strachu, że statek może zatonąć?” Kobieta spojrzała na niego, a on zobaczył w jej oczach ten sam spokój, jaki zachowywała w czasie całej podróży. Po chwili odpowiedziała: „Mam dwie córki. Jedna żyje w Nowym Jorku. Druga żyje w niebie. Ja byłam pewna, że jedną z nich zobaczę za kilka godzin. I tak naprawdę nie ważne było, którą z nich”  (Ron Mehl: „Surprise Endings”).   

134. Biblia

Prezydent Niemiec Johannes Rau, ewangelik, syn wędrownego kaznodziei z chrześcijańskiej organizacji „Błękitny Krzyż”, niosącej pomoc ludziom uzależnionym od alkoholu, w książce Immer wieder: die Bibel (Biblia wciąż od nowa) przytacza swą ulubioną opowieść:

Pastor i rabin, uczestnicy w pewnej konferencji, zostali zakwaterowani w jednym pokoju.
— Mam nadzieję, że światło, które długo paliłem wczoraj wieczorem, nie przeszkadzało panu zasnąć — tłumaczył się pastor przy śniadaniu.
— Ależ skąd. Nie było w tym nic, co by mi mogło przeszkadzać — odparł uprzejmie rabin.
— Wie pan — kontynuował protestancki duchowny — nie mógłbym spokojnie zasnąć, gdybym wieczorem chociaż przez pół godziny nie poczytał sobie Biblii.
— To ciekawe, ze mną jest akurat na odwrót — odrzekł rabin. — Gdybym wieczorem choć przez pół godziny czytał słowo Boże, już nie zdołałbym zasnąć…

133. Siejba zła

Jeff Danzinger w jednym ze swoich komiksów przedstawia następującą scenę. Uzbrojony po zęby Taliban szykuje się do ataku terrorystycznego. Na broni Talibańczyka widzimy metki informujące o pochodzeniu uzbrojenia terrorysty. Rakiety  przeciwlotnicze- „Made in USA”. Rakiety przeciwpancerne- „Made in Russia”. Karabiny maszynowe- „Made in Belgium”. Skrzynia min- „Made in Great Britain. Pozostała broń- „Made in France”, „Made in Italy”, „Made in Israel”.

Oczywiście nie jest to jakakolwiek próba zrzucania winny za terroryzm na wyżej wymienione państwa. Ale rodzi się pytanie, czy te państwa, przez handel bronią  nie mają udziału w siejbie zła?

132. Najszczęśliwszy człowiek na wyspie

W swojej autobiografii „Just as I Am”, Billy Graham pisze: Kilka lat temu byłem z Ruth na Karaibach. W czasie naszego pobytu, jeden z najbogatszych ludzi świata zaprosił nas do swego wspaniałego domu na lunch. Gospodarz miał siedemdziesiąt pięć lat. W czasie całego posiłku był bliski łez. Aż w końcu powiedział:” Jestem najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem na świecie. Mam luksusowy jacht. Mogę podróżować gdzie tylko chcę. Mam prywatny samolot i helikopter. Mogę mieć wszystko, co jest potrzebne do szczęścia. A jednak jestem naprawdę nieszczęśliwym człowiekiem”. Długo rozmawialiśmy z nim, modliliśmy się razem, próbując wskazać na Chrystusa, który nadaje ostateczny sens naszemu życiu i jest źródłem radości.

Tego samego popołudnia zaprosił nas pastor z miejscowego kościoła baptystów. On także miał siedemdziesiąt pięć lat. Był wdowcem, większość wolnego czasu poświęcał swoim niepełnosprawnym siostrom. W czasie rozmowy powiedział z uśmiechem: „Nie mam nawet dziesięciu dolarów na moim koncie, ale czuję się najszczęśliwszym człowiekiem na wyspie”.