16 lt.

Szukamy świętych kapłanów

Szukamy świętych kapłanów.  

Pragniemy piękna, szukamy świętości, szukamy świętych kapłanów, którzy jak świetliste znaki staną na naszej drodze życia prowadzącej do nieba.

Takich kapłanów spotkałem w czasie mojej 30-letniej posługi duszpasterskiej w diecezji Brooklyn. Są wśród nich dwaj moi równolatkowie, którzy głęboko wpisali się w serca i pamięć parafian. Wierni modlą się za nich, ale i proszą ich o wstawiennictwo przed Bogiem, bo są przekonani, że ci kapłani należą do grona świętych.  Pierwszym z nich jest ks. Piotr Żendzian, z którym miałem łaskę współpracować kilkanaście lat w parafii św. Krzyża w Maspeth, NY.

Drugim był święty kapłan Paul Palmiotto, który wczoraj (15 II 21) odszedł do domu Ojca. Współpracowałem z nim z 4 lata w parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Ozone Park. Jak bardzo był kochany przez swoich parafian zobaczyłem w czasie pożegnania z parafią. Odchodził z parafii z powodu nieuleczalnej choroby. Patrzyłem, jak ustawiały się długie kolejki wiernych, aby go uściskać i powiedzieć serdeczne dziękuje, jesteś kochany. Nikt nie wstydził się wtedy łez.

W roku 2019 wybierał się z nami, z Nowojorskim Klubem Podróżnika na pielgrzymkę do Polski. Wszystko było już przygotowane. Cieszyliśmy się wszyscy, że będzie razem z nami proboszcz. Ks. Paul przed wyjazdem udał się na badania lekarskie i okazało się wtedy, że z powodu postępującej choroby wyjazd jest niemożliwy.

Ks. Paul zmagając się z postępującą chorobą (stwardnienie rozsiane boczne) służył ofiarnie swoim parafianom, aż stało się to niemożliwe. Wyjechał na Florydę do swojej rodziny i tam zmagał się ze swoim cierpieniem. Sercem i modlitwą był przy swoich byłych parafianach. Modlił się za nich, ofiarował za nich swoje cierpienie, pisał pocieszające listy, listy pełne miłości i zatroskania. Już nie napisze (bo ostatnio mógł tylko pisać) pokrzepiającego listu. Tak trudno się z tym pogodzić. Gdy okazywaliśmy mu swoje współczucie w jego cierpieniu, mówił, że wszystko w porządku, on poukładał swoje sprawy z Bogiem, jest gotowy na spotkanie z Nim i dziękuję Bogu, że swoim cierpieniem może służyć wiernym.

Ks. Paul był kapłanem wielkiego formatu, wielkiej miłości, wielkiego współczucia, wielkiej pokory. To jedno wydarzenie tak wiele mówi o nim. Krystian Kyc jako młody chłopiec pracował na plebani. Pewnego razu ks. Paul kupił pizzę i zaprosił wszystkich pracowników do stołu. Krystian rozejrzał się po kuchni i powiedział do ks. Paula: „Ta kuchnia marnie wygląda, jest już stara, dobrze byłoby wyremontować i kupić wszystko nowe”.  Ks. Paul spojrzał na Krystiana i z życzliwym uśmiechem powiedział: „Moi parafianie bardzo ciężko pracują, nie mogę wydawać ich pieniędzy na swoje luksusy”. I jak nie kochać takiego proboszcza.

W tym czasie Wspólnota Dobrego Samarytanina rozpoczęła piękne dzieło misyjne w Afryce – budowę sierocińca siostry Rut w Tanzanii. Aby skutecznie działać, potrzebne było formalne zakotwiczenie w jakieś parafii, organizacji. Nie było to łatwe.  Ks. Paul widząc te trudności powiedział do Małgorzaty Kaleta, koordynatorki Wspólnoty: „Nie martw się. Ja ci pomogę”. I pomógł. Wspólnota miała własne konto, miejsce do organizacji różnych imprez charytatywnych i najważniejsze- życzliwość i modlitewne wsparcie bożego kapłana. Rozpoczął się cudowny okres działalności charytatywnej, „Afrykańskie safari miłości” jak to zatytułowano artykuł o tej działalności w tygodniku „Niedziela”.

Dziś, gdy odszedł do Pana z ziemi tanzańskiej wznoszą się ku niebu w modlitewnym dziękczynieniu trzy budynki sierocińca, kościół, szpital, szkoła, gospodarstwo rolne, studnia głębinowa i najważniejsze małe rączki afrykańskich sierot, które znalazły tam kochające serca, dach nad głową i przysłowiową miskę gorącej strawy.  Z ziemi ugandyjskiej dosięgają świętego kapłana trzy budynki sierocińca i uśmiech sierot ojca Bashobory, które już nie są głodne.

Są to wspaniale dzieła, które wspierał ks. Paul w ramach projektów realizowanych przez Wspólnotę Dobrego Samarytanina z Nowego Jorku. I to jest tylko cząstka dobra jakie czynił tu na ziemi.

Gdy ks. Paul odszedł z parafii zaczęły się bardzo trudne dni dla Wspólnoty Dobrego Samarytanina. Święty kapłan czuł się odpowiedzialny za to dzieło. Modlił się, ofiarował za nie swoje cierpienie, umacniał na duchu. Małgorzata zachowała na swoim telefonie dziesiątki SMS-ów od niego, gdzie zapewnia o swojej modlitwie, zachęca, aby się nie poddawać, ale walczyć o Wspólnotę, bo jest to dzieło Boże. Pisał, że to dzieło nie upadnie. Cierpienia, problemy przeminą a zostanie piękno miłości ofiarnej, która jest godna chwały nieba.

Dzień śmierci ks. Paula jest dniem, kiedy to Wspólnota Dobrego Samarytanina odnalazła formę działania i swoje miejsce, gdzie będzie mogła realizować jeszcze skuteczniej projekty charytatywne na rzecz afrykańskich sierot. Wszyscy są przekonani, że jest to łaska wymodlona i wycierpiana przez świętego kapłana ks. Paula Palmiotto.

Nie mogę pominąć mojego bardzo osobistego wspomnienia. Czas po odejściu ks. Paula był dla mnie bardzo trudnym czasem. Ks. Paul zmagając z chorobą napisał do mnie SMS-a, w którym pisze o naszej harmonijnej współpracy. Podsumował ten stwierdzeniem, że był 23 lata proboszczem, w tym czasie ja byłem jego najlepszym wikariuszem. Nie pisze tego, aby się chwalić, ale tylko dlatego, że to świadectwo było mi potrzebne. Takie świadectwo dane przez świętego kapłana jest ważniejsze niż to na urzędowym piśmie.

Księże Paulu dziękujemy Bogu, że byłeś wśród nas, że jesteś z nami z wysokości nieba. Niech Bóg obdarzy Cię radością nieba. Odpoczywaj w pokoju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *