3 Sty

Teraz jest jak w domu…  

Walizki i torby podróżne są już spakowane. Jesteśmy gotowi do drogi. Jeszcze tylko na chwilę trzeba usiąść- tak każe zwyczaj, którego początki giną w mrokach słowiańskiej historii. Chwila spokoju i refleksji przed wyruszeniem w nieznane. Nawet, gdy wiemy, jaki jest cel naszej drogi, to i tak element niewiadomej zostaje. Z podróży czasami się nie wraca, a nasze spojrzenie w tym momencie na wszystko, co jest nam bliskie i drogie, może być ostatnim. Są także takie wyjazdy, gdy nie znamy czasu powrotu. Przeczuwamy tylko, że nie nastąpi on tak szybko, a gdy wrócimy, nasz świat zmieni się tak, że go nie poznamy, a ci, których dzisiaj żegnamy, może nie wyjdą już na nasze spotkanie. Ten moment zadumy przed podróżą jest ważny, także i z tego względu, żeby zauważyć wartości, których nie da się zapakować do torby podróżnej.

Walizki wypchane do granic wytrzymałości i tak nie pomieszczą tego, co jest nam najdroższe. Ten najdroższy skarb może ogarnąć tylko nasze serce. Można tam zatrzymać łzę matki, spływającą po zatroskanej twarzy przy pożegnaniu, gorący uścisk ojca. Można w nim zabrać urocze krajobrazy z rodzinnych stron. Jest tam miejsce na wiarę, zwyczaje, tradycje, historię, kulturę- wartości, które wyrosły na ojczystej glebie.

Podróż z Polski do Ameryki należała i należy do najdłuższych. Dawniej przez wiele tygodni statek zmagał się ze wzburzonym oceanem, a ci, którzy wybierali się w drogę, nieraz nie mieli nadziei, że kiedykolwiek ujrzą jeszcze Ojczyznę. Takich ludzi można tutaj spotkać; pamiętają Polskę, ale nie byli od czasu swego wyjazdu. Dzisiaj te podróże wydają się być krótkie, bo lot samolotem trwa krócej aniżeli przejazd samochodem z Lublina do Gdańska. Ale mimo to ci, którzy udają się za ocean, odczuwają, że jest to olbrzymia przestrzeń i jest ona proporcjonalna do tęsknoty, jaka nieraz im doskwiera.

Walizki i torby podróżne udających się samolotem do Ameryki są wypełnione po brzegi przedmiotami codziennego użytku i pamiątkami. Wśród tych rzeczy i pamiątek bardzo często można znaleźć różnej wielkości obrazy Matki Bożej Jasnogórskiej. Zdobią one później mieszkania polskich rodzin na nowej ziemi i są miejscem rodzinnej modlitwy. Zajmują także eksponowane miejsca we wszystkich polonijnych kościołach.

Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej mieści się w torbie podróżnej, zaś cała bogata rzeczywistość, którą on zawiera, pomieścić się tam nie może. Miejscem dla niej jest również ludzkie serce. Ta rzeczywistość obok najgłębszych treści wiary, niesie ze sobą wiele przeżyć, zdarzeń, które są głęboko wpisane w dzieje polskiego narodu Jest tam czas uroczystego pielgrzymowania obrazu po polskiej ziemi w ramach wielkiej nowenny przygotowującej wiernych do obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski. Uroczystości odpustowe na Wzgórzu Jasnogórskim, gdzie gromadziła się cała Polska, przynosząc przed tron Maryi swoje troski. I te niezapomniane piesze pielgrzymki na Jasną Górę- rozmodlone kolumny na drodze, radosny śpiew wzlatujący ku niebu, wieczorne apele maryjne przy płonącym ognisku, zapach skoszonego zboża i radość bez granic, gdy na horyzoncie poraz pierwszy dostrzegaliśmy wieżę klasztoru jasnogórskiego. Prywatne trwanie u stóp Pani Jasnogórskiej, która głęboko wpisywała się w nasze osobiste życie.Ta rzeczywistość odżywa, gdy wierni klękają przed obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej w nowej ojczyźnie, w domu lub polonijnym kościele.

Czasami przywiązanie naszych rodaków do Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej sprawia, że znajduje on miejsce w parafiach niepolonijnych. W Ridgewood, jednej z dzielnic Nowego Jorku, jest kościół pod wezwaniem św. Macieja, który wybudowali pierwsi przybysze z Niemiec. W czasie pierwszej i drugiej wojny światowej niemiecka grupa etniczna nie miała wielu powodów do manifestowania swojej narodowości. To jest między innymi przyczyną, że na Mszy św. w języku niemieckim gromadzi się dzisiaj w świątyni niewielka grupa wiernych. Głównym językiem w duszpasterstwie jest angielski. Oprócz tego Msze św. sprawowane są w języku hiszpańskim i włoskim.

Od pewnego czasu systematycznie do tej dzielnicy zaczęli przybywać Polacy. Ponieważ w pobliżu nie było kościoła polonijnego, zwrócili się oni do Proboszcza parafii św.Macieja o Mszę św. w języku polskim. Po wielu zabiegach Proboszcz, pochodzenia niemieckiego, zgodził się na Mszę św. pod warunkiem, że będzie odpowiednia liczba wiernych. Polacy z Ridgewood na pierwszą Mszę św. pospraszali swoich znajomych, krewnych nawet z innych dzielnic Nowego Jorku czy też z sąsiedniego stanu. Pierwsza Msza św. w języku polskim była ogromnym przeżyciem dla wiernych, którzy wypełniali całą świątynię.Proboszcz zgodził się na Mszę św. w każdą niedzielę. Opiekę duszpasterską nad tą grupą powierzono księżom z sąsiedniej parafii polonijnej. Grupa ta ciągle się powiększa.

Wierni cieszyli się, że mogą uczestniczyć we Mszy św. w ojczystym języku. Odczuwali jednak w świątyni brak obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. I znowu zaczęli prosić proboszcza o pozwolenie, tym razem na zbudowanie ołtarza dla tego obrazu. W pierwszej chwili proboszcz nie wyraził zgody, ale też nie pozbawił nadziei proszących. Jego obawy były poniekąd usprawiedliwione. Polska grupa etniczna była grupą, która najpóźniej znalazła swoje miejsce w tym kościele, a miałaby już własny ołtarz i obraz, mający tak głębokie zabarwienie narodowe. Co powiedzą na to inne grupy etniczne? Prośby były ponawiane. Trwała modlitwa o pomyśle zrealizowanie tego przedsięwzięcia. Niektórzy udali się w tej intencji na pieszą pielgrzymkę do Amerykańskiej Częstochowy.

Znaleźli się fundatorzy. Tadeusz Szetela, wraz z rodziną, chciał ufundować ołtarz i obraz, jako wotum wdzięczności za otrzymane łaski za wstawiennictwem Matki Bożej Jasnogórskiej. Przychodził do kościoła, klękał do modlitwy i patrzył na pustą ścianę i oczyma wyobraźni widział obraz Pani Jasnogórskiej.

W sierpniu 1995 roku proboszcz wyraził zgodę na budowę w kościele nowego ołtarza dla obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Pan Tadeusz, z pomocą rodziny, sąsiadów i znajomych, zaczął pracę nad ołtarzem. Obraz przywieziono z Częstochowy.

W październiku 1995 r. miała miejsce wzruszająca uroczystość poświęcenia ołtarza i obrazu. Obraz wniesiono uroczyście w procesji. Tonął w kwiatach. Nikt nie wstydził się łez wzruszenia. Kościół wypełniony był po brzegi.

Ks. Prał. John Strynkowski, proboszcz sąsiedniej parafii polonijnej, w obecności miejscowego proboszcza dokonał uroczystego poświęcenia. Były śpiewy, a także wiersze specjalnie napisane na tę okazję. Pani Szetelowa wzruszonym głosem w swoim podziękowaniu powiedziała: „Przyjechaliśmy tutaj, do nowej ojczyzny, z różnych stron Polski. Zbieramy się w tej świątyni w każdą niedzielę, aby uczestniczyć we Mszy św. Nie ma chyba Polaka, który nie modliłby się u stóp Jasnogórskiej Pani, naszej Królowej i Matki. Od pokoleń wszyscy podążają przed jej oblicze, aby wypraszać łaski dla swych rodzin, Ojczyzny i świata. Jeszcze dzisiaj słyszymy wołanie naszego wspaniałego rodaka, Papieża Jana Pawła II: <Przez miłość do naszej Pani Jasnogórskiej, Królowej Polski, zachowajcie dziedzictwo narodowe>. Nie ma chyba miejsca na ziemi, gdzie by nie było obrazu naszej Królowej i Matki. Jesteśmy dzisiaj przepełnieni wielką radością, że w tym kościele będziemy mieli obraz naszej Królowej i najwspanialszej Orędowniczki. Maryjo, Królowo Polski jesteśmy przy Tobie – czuwamy.”

Po Mszy św. podeszła do mnie jedna z uczestniczek tej uroczystości i powiedziała: „Jesteśmy już teraz jak w domu”. Ileż głębokiej treści kryje się w słowie „dom”. Trudno wyobrazić sobie szczęśliwy dom bez matki. Matka Boża jest matką każdego z nas, pochyla się nad każdym swoim dzieckiem z wysokości nieba, niezależnie od tego, gdzie jesteśmy, zaś przez swój cudowny wizerunek Jasnogórski stała się nam tak bliska, że zapachniało tym domem, który został w Polsce.

Ta bliskość zawarta też w tytułach, pod jakim Maryja jest czczona na polskiej ziemi: Królowa Polski daje pewność, że mamy do Niej szczególne prawo; Matka Boża Jagodna przynosi ożywczy chłód lasu, gdzie dojrzewa pierwsza lipcowa jagoda; Matka Boża Zielna przychodzi z sierpniowym zapachem wszystkich ziół rosnących na polskiej ziemi; Matka Boża Siewna dotyka naszych stóp wilgocią świeżo rozoranej ziemi; Matka Boża Gromniczna chroni przed gromem i wszelkim innym nieszczęściem.

To wszystko sprawiło, że podczas uroczystości w kościele św.Macieja, daleko od Ojczyzny, odczuliśmy tak mocno rzeczywistość domu niebieskiego i tego domu znad Wisły.

Tygodnik Niedziela, 1996 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *