30 Cze

„Tęskno mi Panie”

„Tęskno mi Panie”

W ostatnich tygodniach wiele razy przywoływałem słowa Cypriana Kamila Norwida: „W sferze ducha nie ma rozstań”. Cytując je nie byłem świadom, że w miejscu mojej nowej posługi duszpasterskiej, w parafii Matki Bożej Częstochowskiej i św. Kazimierza w Południowym Brooklynie odnajdę ślady obecności tego niedocenionego za życia, wybitnego polskiego poety. Czas spędzony przez Norwida w Brooklynie był najbardziej, pod pewnym względem, sprzyjającym okresem  jego życia, czasem wolnym od trosk materialnych. A to dzięki spotkaniu i zamieszkaniu u księcia Marcelego Lubomirskiego, o którym poeta pisał w Białych kwiatach: „Książę pewny, z zacnego a wielmożnie historycznego szczepu (bo hetmanów rycerskich między swymi dziady mający), był też od niejakiego czasu w Ameryce, obywatelem Rzeczpospolitej. zostawszy, i na pięknym przedmieściu miasta New-York, które to przedmieście zowie się Brooklyn, zamieszkiwał. Wiele mu winienem chwil przyjemnych i przyjacielskich usług, a usługi mówię dlatego, bo jest rzadkiej uprzejmości serca człowiek”.

Cypriana Norwida przygnały do Ameryki tęsknoty, które możemy odnaleźć w wierszu pożegnalnym Z pokłady Marguerity:

Cokolwiek słońca w żaglach się prześwieca,
Omuska maszty lub na fale spryska;
Mgły nikną niby  zasłona kobieca ,
Obłoki widać za nią jak  zwaliska!

„Czemu zwaliska? i czemu zasłona?
“Czemu niewieścia…?” – krytyk niech już pyta
I niech oskarża muzę, że zmącona
W harmonii-pojęć-swoich ta kobieta-

Ja, nie wiem… widzę, i rzecz kreślę smutno,
Jakbym był jednym z ciągnących żurawi,
Co cień swój wiodą przez masztowe – płótno,
Nie myślą, czy stąd obraz się zostawi!…

Ja nie wiem… końca, nigdy nie wiem może,
Lecz…

(tu mi przerwał sternik)

Może dokończenie jest w innym wierszu kierowanym do Marii Trębeckiej:

Musiałem rzucić się za ten Ocean,
Nie abym szukał Ameryki – ale
Ażebym nie był tam… O! wierz mi, Pani,
Że dla zabawki nie szuka się grobu
Na półokręgu przeciwległym globu

11 lutego 1853 roku żaglowiec „Margaret Evans” na pokładzie którego był Cyprian Norwid wpłynął do portu, cumując przy nabrzeżu Manhattanu. W tamtym czasie nie było jeszcze kwarantanny na Ellis Island, nie witała przybywających Statua Wolności na Liberty Island. Przy zejściu ze statku Norwid otrzymał dwa funty na bieżące potrzeby. Pozwoliły one na krótko zatrzymać się w zajeździe. Później poeta zamieszał u emigranckiej rodziny, którą zapoznał na żaglowcu. Aby zarobić pieniądze na utrzymanie pracował jako drwal, ale to nie była praca dla artysty. Przy rąbaniu drzewa zranił się, co skończyło się poważnym zakażeniem.  Artysta jednak nie poddawał się. Podejmował doraźne prace, które pozwalały na marną egzystencję.

Sytuacja materialna Norwida poprawiła się  po spotkaniu z Karolem Emilem Doeplerem, Niemcem mieszkającym niegdyś w Warszawie, a w czasach pobytu Norwida  w  Ameryce,  będącym  kierownikiem  artystycznym  Światowej  Wystawy, zorganizowanej przez burmistrza i Jacoba Aarona Westervelta. Praca u Doeplera pozwoliła Norwidowi zaoszczędzić nieco pieniędzy, tak że wrześniu 1853 roku mógł odbyć wycieczkę na tereny zamieszkiwane przez Indian. Po stracie tej pracy Norwid zaprzyjaźnił się z księciem Marcelim Lubomirskim i zamieszkał u niego w Brooklynie. Poeta bardzo pięknie wyrażał się o księciu w Białych Kwiatach, ale nie wszyscy tak myśleli o nim. Przemysław Jan Bloch tak określa księcia: „Eks- szambelan carski, utracjusz i birbant, uciekł do USA przed wierzycielami i sparaliżowaną żoną. Tu przyjął amerykańskie obywatelstwo. Przedtem jednak, wraz z Ksawerym Branickim, wnukiem hetmana -targowiczanina, założył samozwańczy Komitet Narodowy Polski, który skandalizował zachodnio-europejską Polonię. Syn Adama Mickiewicza, Władysław Mickiewicz, nazywał go ‘błotem, w którym błyszczały płatki złota i przypominał, że ‘chętnie pomagał rodakom, oszukiwał wyłącznie cudzoziemców. Niemniej głównym talentem księcia Lubomirskiego było zaciąganie długów. Pożyczek nie był mu w stanie odmówić nikt”. Jak widzimy to nic nowego w życiu Polonii.

Jakby nie było, spotkanie Cypriana Norwida z księciem było czasem wytchnienia i względnego spokoju. Spacerowali brooklyńskimi ulicami i polnymi drogami, wiodąc ze sobą ożywione rozmowy. Prawdopodobnie oglądali wrak żaglowca, na którym Kościuszko przypłynął do Ameryki. A czy odwiedzali jakiś kościół? Zapewne tak. W  tym czasie nie było w Brooklynie żadnego polonijnego kościoła, ale istniało duszpasterstwo polonijne przy amerykańskim kościele świętych Piotra i Pawła. Prawdopodobnie Cyprian Norwid bywał w tym kościele. Krąży nawet nieudokumentowane podanie, o tym, że Norwid wykonał krzyż dla tej polonijnej wspólnoty wiary. A gdy w roku 1875 wybudowano w Brooklynie pierwszy  polonijny kościół w pw. św. Kazimierza, prawdopodobnie krzyż ten przeniesiono do nowej parafii. Z czasem, z powodu przemieszczania się Polaków  parafia św. Kazimierza zaczęła podupadać. W księdze chrztów tej parafii jest adnotacja: „27 kwietnia 1980 roku r. parafia św. Kazimierza przyłączona do parafii Matki Bożej Częstochowskiej”. Parafia Matki Bożej Częstochowskiej powstała w roku 1895. Przez połączenie z najstarszą parafią w Brooklynie stała się niejako matką wszystkich kościołów polonijnych diecezji Brooklyn.

Wróćmy do Norwida. Mimo pewnej stabilizacji poeta tęsknił za Ojczyzną. Wyraził ją w wierszu Tęskno mi Panie

Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba….
Tęskno mi, Panie…

Do kraju tego, gdzie winą jest dużą
Popsować gniazdo na gruszy bocianie,
Bo wszystkim służą…
Tęskno mi, Panie…

Do kraju tego, gdzie pierwsze ukłony
Są, jak odwieczne Chrystusa wyznanie,
„Bądź pochwalony!”
Tęskno mi, Panie…

Tęskno mi jeszcze i do rzeczy innej,
Której już nie wiem, gdzie leży mieszkanie,
Równie niewinnej…
Tęskno mi, Panie…

Do bez-tęsknoty i do bez-myślenia,
Do tych, co mają tak za tak – nie za nie,
Bez światło-cienia…
Tęskno mi, Panie…

Tęskno mi ówdzie, gdzie któż o mnie stoi?
I tak być musi, choć się tak nie stanie
Przyjaźni mojej…
Tęskno mi, Panie…

W roku 1854 zmarła matka Lubomirskiego i książę postanowił wrócić do Europy, aby uporządkować sprawy spadkowe. Ze swoim dobroczyńcą wyruszył także Cyprian Norwid. Nie dotarł jednak do kraju do, którego było mu tęskno. Zatrzymał się w Londynie, później w Paryżu. Stworzył wiele wspaniałych dzieł, ale był nierozumiany przez współczesnych i tylko nieliczne jego dzieła zostały opublikowane. Cierpiał biedę. Zmarł w zapomnieniu  i pochowano go w zbiorowym grobie. A jego tęsknoty spełniły się w Ojczyźnie, do której każdy z nas zdąża, nie zależnie od miejsca zamieszkania.

Kurier Plus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *