11 Maj

Uroczystość Trójcy Przenajświętszej Rok B

 

TAJEMNICA TRÓCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ

Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei, na górę, tam, gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: „Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie, więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przekazałem. A oto ja jestem z wami przez wszystkie, aż do skończenia świata” (Mt. 28, 16- 20).

Pewnego razu rolnik wybrał się do miasta. Wędrując ze swym przyjacielem zatłoczoną i gwarną ulicą, zatrzymał się nagle i powiedział: „Słyszę świerszcza”. Przyjaciel spojrzał na niego z niedowierzaniem, pytając: „Jak ty możesz słyszeć głos świerszcza w takim hałasie?” „To proste – odpowiedział rolnik- mój słuch jest nastrojony na ten głos”. Następnie idąc za głosem świerszcza odnalazł go na krawędzi okna. Jego przyjaciel- mieszczuch był zdziwiony. W odpowiedzi na to zdziwienie rolnik wyciągnął z kieszeni kilka drobnych monet i rzucił je na chodnik. Na bardzo cichy brzęk, jakie one wydały, przechodnie się zatrzymali. „Widzisz, co to znaczy- mówi rolnik- nikt z nich nie słyszał głosu świerszcza, ale wszyscy usłyszeli brzęk monet. Ludzie słyszą to, na co mają wyczulony słuch i co chcą słyszeć, na wszystko inne pozostają głusi”.

Powyższa historia porusza problem podziału ludzi na wierzących i ateistów. Ateiści negują istnienie Boga, bo Go nie słyszą, a słyszeć nie mogą, bo ich słuch nastrojony jest na inne wartości. Ale to nie znaczy, że Boga nie ma, tak jak istnienie świerszcza jest niezależne od tego, czy przechodnie go słyszą czy też nie. Abraham Lincoln powiedział: „Rozumiem człowieka, który zapatrzony w ziemię staje się ateistą, ale nie mogą pojąć jak on, patrząc w niebo może mówić, że nie ma tam Boga”. A zatem człowiek może być tak skoncentrowany na sprawach materialnych, że patrząc, nawet w niebo nie dostrzega tam Boga. Jednak w dziejach ludzkości „głuchota”, brak wyczulenia na Boga należą do zjawisk marginalnych. Grecki pisarz i filozof-moralista Plutarch, żyjący 2 tysiące lat temu pisał: „Możesz znaleźć miasta bez murów, bez wież, bez władców, bez pałaców, bez praw, bez monety, bez teatrów i szkół, ale narodu bez świętości, bez bóstwa, bez modlitwy, bez przysięgi, bez ofiar dla uproszenia dóbr i uniknięcia zła, takiego miasta nikt nigdzie nie zobaczy”.

W czasie, gdy Plutarch pisał te słowa, Chrystus kierował do swoich uczniów polecenie: „Idźcie, więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Uczniowie mają udzielać chrztu w imię Trójcy Świętej. Jest to tajemnica naszej wiary najpełniej objawiona przez Chrystusa. Tej tajemnicy poświęcona jest obecna niedziela, w czasie, której obchodzimy uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Wierzymy, że jest jeden Bóg w trzech osobach; Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Tę tajemnicę wiary Bóg objawiał ludzkości stopniowo.

Abraham żył wśród narodów, które czciły wielu bogów. Oddawali oni cześć boską słońcu, księżycowi, gwiazdom. Abrahamowi zostało objawione, że jest jeden Bóg, stworzyciel nieba i ziemi. Następnie Bóg objawił Mojżeszowi swoje imię- Jahwe (od wczesno-heb.: hawah lub późniejszego hajah- być). Składa się ono z czterech spółgłosek- J H W H, które często nazywane są świętym tetagramem. Z tradycji samarytańskiej i ze starożytnych transkrypcji greckich wynika, że Żydzi wymawiali Święte imię Boga: Jahwe, a nie Jehowa. Na temat imienia Boga w Starym Testamencie są pewne nieporozumienia, stąd też to wyjaśnienie. Dla Żydów imię Boga było największą świętością, dlatego tradycja żydowska zakazywała głośnego wymawiania go i zastępowała imię Boże słowem „Pan”. Imię Boga dawało pewność, że Bóg jest obecny wśród swego ludu. Potwierdzeniem tej obecności było cudowne wyprowadzenie z niewoli egipskiej i wprowadzenie do Ziemi Obiecanej, jak i też wiele innych zdarzeń w historii Narodu Wybranego.

Jezus najpełniej objawia tajemnicę Boga. Nauczał, że Bóg jest Ojcem. O sobie zaś powiedział, że jest równy Ojcu. Obiecał także zesłanie Ducha Świętego. To są podstawowe prawdy zawarte w Piśmie świętym, które stały się fundamentem w sprecyzowaniu i ogłoszeniu przez sobory powszechne w Nicei (325) i Konstantynopolu (381) dogmatu Trójcy Świętej.

Tajemnica Trójcy Świętej wyznacza kształt życia całego Kościoła i jego członków. Początek drogi duchowej chrześcijanina rozpoczyna się, gdy wraz z wodą spływającą na jego głowę wypowiadane są słowa: „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Później, nie jeden raz był kreślony nad nami znak krzyża w imię Trójcy Świętej: „Niech cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn, i Duch Święty”. Ten krzyż kreśliła ręka kapłana, a może rodziców, kiedy opuszczaliśmy rodzinny dom.

Z mojego życia bardzo dobrze pamiętam jedno z takich błogosławieństw, mimo że upłynęło od tamtego czasu wiele lat. Był to piękny, słoneczny lipcowy dzień. Przy małym wiejskim kościele w Majdanie Sopockim kwitły lipy i pachniało miodem. W cieniu tych lip ustawiono i udekorowano ołtarz, na którym miałem sprawować pierwszą Mszę św. tzw. Prymicje. Procesjonalne, z plebani przeszliśmy do ołtarza na stopniach, którego uklęknąłem, a moi rodzice wyciągnęli nade mną ręce i kreślili znak krzyża, wypowiadając, załamującym się głosem błogosławieństwo: „Niech cię błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec, i Syn, i Duch Święty”. W tym błogosławieństwie zawarta była ogromna miłość rodzicielska, a przede wszystkim wiara w Trójcę Świętą, wiara która tak mocno jednoczyła nas w doczesności i otwierała przed nam perspektywę wieczności, gdzie będziemy włączeni w przedziwną wspólnotę miłości, jak łączy Osoby Trójcy Świętej ( z książki Ku wolności).

 

UŚMIECH BOGA

Mojżesz tak powiedział do ludu: „Zapytaj dawnych czasów, które były przed tobą od dnia, gdy Bóg stworzył na ziemi człowieka, czy zaszedł taki wypadek od jednego krańca niebios do drugiego jak ten lub czy słyszano o czymś podobnym? Czy słyszał jakiś naród głos Boży z ognia, jak ty słyszałeś i pozostał żywym? Czy usiłował Bóg przyjść i wybrać sobie jeden naród spośród innych narodów przez doświadczenia, znaki, cuda i wojny, ręką mocną i wyciągniętym ramieniem, dziełami przerażającymi, jak to wszystko, co tobie uczynił twój Pan Bóg w Egipcie na twoich oczach? Poznaj dzisiaj i rozważ w swym sercu, że Pan jest Bogiem, a na niebie wysoko i na ziemi nisko nie ma innego. Strzeż Jego praw i nakazów, które ja dziś polecam tobie pełnić, by dobrze ci się wiodło i twym synom po tobie; byś przedłużył swe dni na ziemi, którą na zawsze daje ci Pan, twój Bóg” (Pwt 4,32-34.39-40).

W latach mojego dzieciństwa na ekrany wchodził film pt. „Krzyżacy”. Wiele scen z tego filmu głęboko zapadło w moją, dziecięcą wyobraźnię. Między innymi zapamiętałem poranek przed bitwą pod Grunwaldem. Słońce wschodzi, poranne mgły unoszą się do góry, a las wypełnia się ptasim śpiewaniem. Budzą się wojska dowodzone przez króla Jagiełłę. Pierwsze swe myśli rycerze kierują do Boga, każdy na swój sposób oddaje Mu cześć i prosi o opiekę na zbliżający się, trudny dzień. Żołnierze z niektórych chorągwi litewskich zwracają się ku wschodzącemu słońcu i oddają mu pokłon jako Bogu.

W początkach dziejów człowiek z podziwem patrzył na wspaniały świat; słońce i gwiazdy, wyniosłe góry ginące w obłokach, błyskawice zygzakami przecinające niebo i wichry zmiatające wszystko z ziemi, patrzył i wnioskował; jeśli to wszystko jest tak potężne i wspaniałe to jakże musi być potężny Stwórca tego wszystkiego. I tak odkrywał Boga, którego czcił i powierzał mu swoje życie zarówno doczesne jak i wieczne. Bywało też inaczej. Człowiek zauroczony dziełami stworzonymi nie dostrzegał ich Stwórcy. W konsekwencji nadawał przymioty boskie górom, błyskawicy, wichrowi, ciałom niebieskim. Rzeczy stworzone przesłaniały człowiekowi swego Stwórcę. I takim to sposobem słońce stawało się bogiem.

Denis Hayes jest autorem książki „Promień nadziei”. Przesłanie tej książki jest dosyć proste; zasoby ropy naftowej z czasem zostaną wyczerpanie i wtedy ludzkość musi znaleźć inne źródła energii. Hayes pisze, że ludzkość stanie przed wyborem; energia nuklearna lub słoneczna. Autor opowiada się za energią słoneczną z następujących powodów: po pierwsze energia słoneczna nie jest zamknięta tylko dla najbogatszych krajów, ale dostępna dla wszystkich, po drugie energia słoneczna jest bezpieczna i nie zagraża środowisku naturalnemu i po trzecie, w przeciwieństwie do energii atomowej, energia słoneczna nie może być wykorzystana w celach terrorystycznych. W komentarzu Hayes dodaje, że słońce obecnie rozświetla mroki ziemi, ogrzewa ziemię, a teraz czekamy aż użyczy swej energii by wprawić w ruch maszyny napędzane dotychczas ropą naftową.

Można wyobrazić sobie, że słońce jest naszym wspaniałym przyjacielem, którego uśmiech dociera do nas trzema promiennymi drogami. Pierwszy uśmiech przynosi światło, które napełnia blaskiem naszą planetę. Drugi przynosi ciepło, które ogrzewa cały świat. I trzeci, promienny uśmiech przynosi energię konieczną do funkcjonowania człowieka i jego maszyn. Możemy powiedzieć, że jest jeden przyjaciel na niebie o różnych obliczach. Uśmiech każdego oblicza, różnymi drogami przynosi nam dobro i błogosławieństwo.

Dogmat Trójcy jest jedną z największych i najważniejszych tajemnic wiary chrześcijańskiej. Wierzymy, że jest jeden Bóg, ale w trzech osobach: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Jest to prawda, która przekracza możliwości poznawcze rozumu, dlatego mówiąc o tej tajemnicy często używamy porównań. Jednym z nich jest porównanie ze słońcem, które na potrójnej drodze przynosi nam błogosławiony uśmiech przyjaciela. Pozostając na literackiej płaszczyźnie tej przenośni możemy powiedzieć, że Bóg przychodzi do nas drogą potrójnego uśmiechu.

Uśmiech Boga jako Ojca stwarza wspaniały świat i człowieka, który ma w sobie iskrę wieczności i bożej doskonałości. Uśmiech Boga jako Syna schodzi na ziemię staje się człowiekiem, aby odkupić rodzaj ludzki i dać mu szansę powrotu do Boga. Uśmiech Boga jako Ducha Świętego schodzi na ziemię, pozostaje wśród nas i czyni nas Świątynią Najwyższego, jak pisze św. Paweł (z książki Ku wolności).

 

BOŻA OBECNOŚĆ

Bracia: Wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: „Abba, Ojcze!” Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale (Rz 8,14-17).

Wiele lat temu z polecania Chrystusa: „Idźcie, więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” spłynęła na nasze głowy woda chrztu świętego i zostały wypowiedziane słowa: „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Takie były, najczęściej nieświadome, początki naszej wiary w Boga w Trójcy Jedynego. Byli wtedy przy nas nasi rodzice i chrzestni, którzy zobowiązali się wobec Boga i całego kościoła, że zrobią wszystko, aby ten skarb wiary nie tylko zachować w swoim dziecku, ale także go rozwinąć. To oni pierwsi pomagali nam kreślić znak krzyża na naszym czole i wypowiadać nie zrozumiałe słowa wyznania wiary w Trójcę Świętą. Później w ten proces włączyli księża, katecheci, nauczyciele. Nasza wiara w Trójcę zamykała się w coraz to nowych znakach i symbolach. Znak krzyża i wyznanie wiary w Trójcę są najważniejszymi znakami naszej przynależności do Chrystusa.

Tym wyznaniem witamy budzący się dzień i przychodzącą noc. Ten znak kreślą bardzo często rodzice nad swymi dziećmi, gdy wyruszają one w daleką drogę, czy też idą do ołtarza, aby ślubować przed Bogiem dozgonną miłość małżeńską. Tym znakiem żegnam wiernych, gdy wychodzą z kościoła, jak też, gdy ich odprowadzam na miejsce wiecznego spoczynku. Stając wobec tajemnicy Trójcy Świętej, unikamy nieraz głębszego wniknięcia w nią, a zatrzymujemy się na symbolice i znakach zewnętrznych. Takie podejście rodzi niebezpieczeństwo nieskorzystania w pełni z łask, które płyną z tej tajemnicy, a które są nieodzowne w naszym duchowym rozwoju. Może być tak jak w poniższym wydarzeniu.

Jeden z misjonarzy przyjechał z Afryki do Anglii na krótki urlop. Spacerując po rodzinnym mieście zobaczył w jednym ze sklepów bardzo piękny zegar słoneczny. Pomyślał sobie, że byłby to wspaniały prezent dla mieszkańców afrykańskiej wioski., a także ułatwienie pracy misyjnej. Jego podopieczni po odpowiednim pouczeniu dowiedzieliby się czym są godziny, co to znaczy przyjść do kaplicy misyjnej na odpowiedni czas. Misjonarz kupił zegar słoneczny i zabrał ze sobą do Afryki. Wódz plemnia zadecydował, że tak piękne urządzenie powinno być zainstalowanie na środku wioski. Mieszkańcy nigdy nie widzieli czegoś podobnie pięknego w swoim życiu. Jeszcze bardziej byli zauroczeni, gdy misjonarz wyjaśnił im na czym polega działanie tego urządzenia. Misjonarz był zadowolony ze swego pomysłu, ale nie spodziewał się tego, co stało się kilka dni później. Otóż, mieszkańcy całej wioski zebrali się razem i podjęli decyzję wybudowania dachu nad zegarem słonecznym, aby go uchronić przed deszczem i słońcem. W ciągu kilku godzin wybudowano zadaszenie nad zegarem. I w tym momencie zegar słoneczny znalazł się w bezpiecznym miejscu, ale był bezużyteczny. Można było podziwiać jego piękno, ale tylko podziwiać.

Jeżeli Tajemnicę Trójcy Świętej potraktujemy jako ozdobnik naszej wiary, który szczelnie okryjemy znakami i symbolami, to wtedy może stać się dla nas jak zegar słoneczny pod dachem. Bóg objawiając człowiekowi jakąś tajemnicę swego istnienia chce, aby człowiek w nią wnikał, poznawał i czerpał z niej moc potrzebną na drodze pielgrzymowania ku swemu przeznaczeniu. Każda objawiona przez Boga prawda odkrywa przed nami niezgłębione piękno bożej obecności wśród nas. Może to pojąć człowiek wrażliwy i otwarty na to piękno. Rutyna, przyzwyczajenie, szablonowość czynią człowieka obojętnym na te sprawy. Nieraz potrzebny jest wstrząs, aby człowiek na nowo odkrył piękno świata i jego Stwórcę.

Ilustracją tego problemu są przeżycia opisane przez Sarah Ban Brreathnach w książce pt. „Romancing the Ordinary”. Pewnego dnia była z mężem na obiedzie w restauracji. Nagle spadł na stół duży kawał sufitu. Sarah została bardzo poważnie zraniona w głowę. Zranienie pozostawiło wiele negatywnych skutków. Nie mogła patrzeć na światło. Nawet najcichszego muzyka powodowała zawroty głowy. Nie mogła prowadzić nawet najprostszej rozmowy. Nie była w stanie ubrać się sama. A najbardziej bolesne było dla niej to, że nie mogła opiekować się swoją dwuletnią córeczką. Sarah pisze: „Ten trudny czas dał mi szansę pełniejszego odkrycia rzeczywistości nadprzyrodzonej. Boskość możemy odnaleźć w czasie i okolicznościach, w których najmniej się tego spodziewamy. Mojżesz spotkał Boga w gorejącym krzaku. Ja odkryłam Go pełniej przez zapach unoszący nad miską domowej roboty spaghetti. Miesiąc po wypadku, zapach spaghetti był pierwszym bodźcem zewnętrznego świata, który poprzez zmysł węchu dotarł do mnie. Nie wierzyłam swojemu nosowi. Z niedowierzaniem podążałam do kuchni za obcym, ale bliskim mi zapachem czosnku, cebuli, pomidorów i papryki. Nie posiadałam się z wielkiej radości i zdumienia. Czułam się jakbym stała na świętej ziemi we własnym domu. Odkryłam cud świętości w zwykłej rzeczywistości. Od tego momentu moje życie zmieniło się na zawsze. Byłam wdzięczna, że mogłam czuć zapachy zwykłego życia. Wszystko dookoła było ekscytujące. Poszłam do łazienki i otworzyłam słoik kosmetyków Vicks VapoRub. Tak, to eukaliptus. Następnie znużyłam twarz w świeżo upranych ubraniach i łapczywie wydychałam zapach świeżego prania. Przez następne szczęśliwe tygodnie odkrywałam piękno życia, tak jak moja mała córeczka. Coraz pełniej odzyskałam zmysły smaku, słuchu, wzroku i dotyku. Każdy odzyskiwany zmysł napełniał mnie ogromnym zachwytem i wyciskał łzy wzruszenia i wdzięczności. Byłam jednocześnie zdumiona i zawstydzona, że do tej pory byłam tak niewdzięcznie ślepa na dary otrzymane z wysoka”.

Na co dzień jesteśmy zanurzeni w zadziwiającej rzeczywistości bożej. Bóg ciągle objawia się człowiekowi na miarę naszych możliwości pojmowania i otwarcia na rzeczywistość nadprzyrodzoną. Człowiek odkrywając Boga poznaje nową rzeczywistość, która może go zauroczyć i olśnić, jak to było wypadku Sarah. Z zamierzchłej przeszłości wiemy, że człowiek odkrywał Boga bardzo mgliście, oddając. Mu cześć w dziełach stworzenia lub szukaniu Go na drodze wiary w wielobóstwo.  Przełomowych momentem w dziejach ludzkości było objawienie ze strony Boga i poznanie ze strony człowieka, że jest jeden Bóg, Pan wszechrzeczy. Do Mojżesza Bóg powiedział: „Poznaj dzisiaj i rozważ w swym sercu, że Pan jest Bogiem, a na niebie wysoko i na ziemi nisko nie ma innego”.

W Chrystusie Bóg dokonuje jeszcze pełniejszego objawienia samego siebie. I to właśnie w Nim dokonało się objawienie tajemnicy wewnętrznego życia Boga. Jest jeden Bóg, ale w trzech osobach: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Jezus objawił, że Bóg jest Ojcem jako Stwórca wszystkiego i jest Ojcem w relacji do swego Jedynego Syna. Jest to relacja miłości. Bóg z miłości rodzi Syna, zaś miłość ojcowska i synowska uosabiają się w Duchu Świętym. „Z prawdy o Trójedyności Boga wynika dla nas i wszelkich stworzeń ważne stwierdzenie: Bóg kocha kosmos miłością wewnątrztrynitarną, a więc miłością tak wielką jak sam Bóg. Co więcej, prawda o Ojcu i Synu może być przyjęta przez ludzi tylko dzięki Duchowi Świętemu, który objawienie się Boga w Jezusie Chrystusie ukonkretnia się w Kościele („Wyznawać wiarę”- praca zbiorowa pod redakcją ks. Stanisława Łabendowicz”).

Tajemnica Trójcy Świętej jest zaproszeniem człowieka do pełniejszego udziału w wewnętrznym życiu Boga, które przybiera formę zbawiającej miłości (z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej).

 

NA DROGACH TAJEMNICY TRÓJCY ŚWIĘTEJ

Przed kilku tygodniami, późnym wieczorem zastukał do drzwi plebanii parafii św. Krzyża pijany mężczyzna. Na wstępie powiedział, że po pijanemu miał odwagę przyjść do księdza. To stwierdzenie zrodziło we mnie podejrzenie, że zechce zapewne dołożyć księdzu. Pytał o księdza Jerzego, ale chodziło mu o mnie. Może ta pomyłka była potrzebna, bo nie od rzeczy jest przyzywanie św. Jerzego, pogromcy duchów piekielnych przy takich rozmowach. Z doświadczenia wiem, że rozmowy z nietrzeźwymi nie mają większego sensu. Ale nieraz warto wysłuchać pijanego, aby dowiedzieć się, co myśli, gdy jest trzeźwy. A że na wstępie powiedział, że nie tak dawno przyjechał z Polski, to byłem ciekawy, co zrobiła z nim dominująca w polskich mediach antykościelna propaganda środowisk masońskich, libertyńskich i ateistycznych.        Taneczno – pijackim krokiem wszedł do plebanii, usiadł na fotelu, i tak jak przypuszczałem zaczął mnie strofować. Użył wyświechtanego frazesu o mieszaniu się księży do polityki, zarzucając mi, że ja to robię w kazaniach. Byłem zaskoczony takim zarzutem. Poprosiłem go, zatem o jakiś przykład. Po długim namyśle przytoczył moje kazanie, w którym wspomniałem o pani profesor etyki w Uniwersytecie Warszawskim, która publiczne wyznała, że nieraz ma chęć podarcia Biblii. Jest ona ateistką. zwolenniczką aborcji, swobody seksualnej, rozwodów, legalizacji związków homoseksualnych i możliwości adoptowania przez nich dzieci itd. Domyślam się, że mój rozmówca podejrzewa także, że jest ona propagatorką pijaństwa, bo tak zaciekle bronił jej poglądów. Zwolennik takiej nauki, nawet gdyby uczestniczy w każdą niedzielę we mszy św. jest fałszywym chrześcijaninem, bo takie poglądy są zaprzeczeniem chrześcijaństwa i wykluczają ze wspólnoty Kościoła.

Mówienie o problemach moralnych nie jest polityką. Gdyby zastosować w myśleniu powyższą, pijacką logikę, to nawet nie mógłbym mówić w kazaniach o pijaństwie i alkoholizmie, bo ktoś mógłby przytoczyć przykład posła z Biłgoraja, który założył własną partię polityczną o zabarwieniu antykościelnym, a który dorobił się w branży alkoholowej. Gdy walczę z alkoholizmem, godzę w biznes tego posła. A że u niego biznes połączony jest z polityką, a zatem moje potępienie pijaństwa jest mieszaniem się do polityki. Taką pijacką logiką posługuje się wielu ludzi całkowicie trzeźwych.

Na koniec, wspomniany mężczyzna zalecił mi, abym mówił tylko o sprawach religijnych.  Z tym się zgadzam, tylko że do spraw religijnych należy nie tylko mówienie o Bogu, który żyje sobie w niebie.  O tym trzeba mówić, ale po to byśmy poznali zamysł Boży względem nas, który w najprostszy sposób ujęty jest w Jego przykazaniach, i abyśmy prywatne i publiczne życie układali według nich. Jeśli zabraknie tego sprzężenia, to wtedy nasza wiara, jak mówi św. Jakub jest martwa. To tak jakby trzymać w domu nieboszczyka, łudząc się, że nic się nie zmieniło po śmierci. Jednak fetor przypomni, że jest różnica między żywym a umarłym. Tak bywa i z martwą wiarą, która ogranicza się tylko do słuchania, a nie ma wyrazu w działaniu.  W pierwszym czytaniu z Uroczystości Trójcy Przenajświętszej słyszymy słowa Mojżesza skierowane do ludu: „Strzeż Jego praw i nakazów, które ja dziś polecam tobie pełnić, by dobrze ci się wiodło i twym synom po tobie; byś przedłużył swe dni na ziemi, którą na zawsze daje ci Pan, twój Bóg”. Zaś św. Paweł w Liście do Koryntian mówi o tych, którzy nie usłuchają tych przykazań: „Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego”.

Przeżywamy dzisiaj Uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Oddajemy chwałę Bogu w Trójcy Jedynemu.  Katechizm ujmuje tę prawdę w słowach: „Jest jeden Bóg. „Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty”. Na temat wewnętrznej relacji między osobami Trójcy Świętej napisano setki książek. Tego materiału wystarczyłoby kaznodziei na wiele lat nauczania. Jednak popełniłby on błąd, gdyby ograniczył swoje kazania tylko do tych rozważań, ponieważ Bóg objawia tę tajemnicę, aby ona wpisywała się w nasze życie duchowe i naszą zwykłą codzienność. Bł. Jan Paweł II na Anioł Pański ukazuje jak tajemnica Trójcy św. ma wpływać na jeden z aspektów naszego życia, jakim jest rodzina: „Kościół obchodzi dziś uroczystość Trójcy Przenajświętszej, która zachęca nas do modlitewnej kontemplacji tajemnicy Boga – Ojca, Syna i Ducha Świętego. W Trójcy można dostrzec pierwowzór ludzkiej rodziny, złożonej z mężczyzny i kobiety, którzy zostali powołani, aby być dla siebie nawzajem darem we wspólnocie miłości otwartej na życie. W Trójcy Przenajświętszej znajdujemy także wzorzec rodziny Kościoła, w której wszyscy chrześcijanie mają budować autentyczne więzi wspólnoty i solidarności. To miłość jest konkretnym znakiem wiary w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego”. Zgłębiając tajemnicę Trójcy Świętej odnajdujemy inspirację i moc przemiany naszego życia na miarę miłości, która łączy Osoby Trójcy Świętej.

W imię Trójcy Przenajświętszej Jezus powierza nam misję: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Na chrzcie świętym zostaliśmy niejako wpisani w tajemnicę Trójcy Świętej i zobowiązani do kształtowania życia osobistego i społecznego w duchu bożych przykazań. Chrystus polecając uczniom głoszenie Ewangelii dodaje: „Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem”. Mamy zatem obowiązek głosić naukę Chrystusa, niezależnie od tego czy to się komuś podoba czy nie. Jeśli władze państwowe uchwalają ustawę godzące w prawo boże, to nie tylko ludzie świeccy, ale także księża mają obowiązek moralnej ich oceny i potępienia. A to nie jest mieszaniem się do polityki. Tak postawa wymaga odwagi, szczególnie w dzisiejszym laicyzującym się świecie. Prześladowanie chrześcijan w krajach muzułmańskich, to prawie norma. Nie jest lepiej w krajach zdominowanych przez buddyzm. W Nepalu ma wejść w życie ustawa, która przewiduje do 5 lat więzienia za głoszenie Ewangelii. Nawet w krajach chrześcijańskich widzimy dyskryminację i prześladowanie chrześcijan. W Północnej Karolinie, za dodatkową opłatą można umieść na tablicy własny napis lub znak z wyjątkiem krzyża i słowa „Wierzę”. W Holandii za publiczne głoszenie chociażby tego fragmentu z Listu św. Pawła, który wcześnie zacytowałem („Czyż nie wiecie…”) zostałbym ukarany. Ponad połowa pytanych chrześcijan w Anglii przyznała, że z powodu wiary byli dyskryminowani.

Wobec tych wszystkich przeciwności wysłuchamy listu św. Św. Paweł do Rzymian: „Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale”. Wyznając i głosząc Boga w Trójcy Jedynego możemy być pewni, że mocy w Ducha św. zdążamy ku chwale (z książki Bóg na drogach naszej codzienności).

 

W IMIĘ TRÓJCY

Zgodnie z poleceniem zmartwychwstałego Jezusa uczniowie udali się na górę w Galilei, gdzie Jezus przemówił do nich słowami: „Dana mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie, więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. W tym poleceniu zawarta jest tajemnica Boga w Trójcy Jedynego.  W imię Trójcy Świętej ma być głoszona Dobra Nowina o zbawieniu człowieka. Posłuszni temu poleceniu uczniowie wyruszyli w świat, udzielając chrztu w imię Trójcy Świętej. Mijały pokolenia i wieki, aż pewnego dnia nasi rodzice przynieśli nas do świątyni i kapłan polewając naszą głowę wodą wypowiedział sakramentalną formułę chrztu: „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”.  I wtedy zostaliśmy włączeni w tajemnicę Trójcy Świętej, o której w IV wieku Dydym Aleksandryjski, niewidomy pisarz chrześcijański i teolog pisał: „Duch Święty, wraz z Ojcem i Synem jedyny Bóg, razem z Nimi odradza nas w chrzcie i przywraca nam pierwotne piękno, które zostało zeszpecone. Napełnia nas swoją łaską do tego stopnia, że nie możemy już pragnąć rzeczy, których pragnąć nie należy; wyzwala nas z grzechu i śmierci i czyni ludźmi uduchowionymi tych, którzy powstali z prochu ziemi; czyni ich uczestnikami chwały Bożej, synami i dziedzicami Boga i Ojca, na wzór obrazu Jego Syna, współdziedzicami i braćmi Chrystusa, razem z Nim przeznaczonymi do chwały, razem z Nim mającymi objąć królowanie. W zamian za ziemię daje im niebo i otwarty dostęp do raju; czyni ich godniejszymi od aniołów i przez moc Bożą gasi wodami chrztu wiekuiste płomienie piekieł”. Można powiedzieć, że ta wielka tajemnica wiary stała się naszym udziałem niejako poza naszą świadomością. Łaska boża w całej pełni rozlała się wtedy w naszej duszy. Aby jednak nasz udział w życie Trójcy Świętej wydał zbawienny owoc konieczna jest nasza współpraca z otrzymaną łaską. A do tego potrzebny jest nasz wysiłek zgłębiania niepojętej tajemnicy Trójcy. Jeśli Bóg nam objawia tę tajemnicę, to znaczy, że jest ona ważna w życiu naszej wiary i winniśmy zgłębiać, to co jest niezgłębione. I chociaż najbardziej poznajemy tę tajemnicę poprzez modlitewną kontemplację, to jednak winniśmy także na drodze rozumowej usiłować uszczknąć rąbka tej tajemnicy. Czynimy to przez różnego rodzaju porównania i przykłady. Zapewne znamy ich wiele. W tych rozważaniach jako ilustrację przytoczę afrykańską legendę.

Jest to legenda o królu, który mądrze i sprawiedliwie rządził swym królestwem. Jednak jeden z jego poddanych kierują się głupotą i pychą zbuntował się przeciw nie mu i, pociągając za sobą mieszkańców swego miasta. Król mógł bardzo łatwo stłumić ten bunt i ująć buntownika.  Ale zamiast wojska wysłał posłańca do zbuntowanego miasta. Posłaniec spotkał się z przywódcą buntu i powiedział mu, że król jest zasmucony z jego powodu. Po czym zapytał go: „Czy król kiedykolwiek prześladował cię?  Czy skrzywdził cię w jakiś sposób?  Co złego uczynił, że zbuntowałeś się przeciw niemu? Czy w takiej sytuacji król nie ma prawa, aby was ukarać? Szef buntowników i jego doradcy nic nie mogli powiedzieć złego przeciw królowi. Znaleźli się w bardzo niezręcznej i głupiej sytuacji. Tę niezręczność chcieli zakryć nienawiścią i agresja wobec królewskiego wysłańca.  Jednak wysłannik na obelżywe słowa reagował wielkim spokojem, co jeszcze bardzie rozwścieczyło buntowników. Zaślepieni nienawiścią zabili wysłannika i posłali do króla pojemnik z jego krwią. Gdy rozniosła się wieść o tym podłym czynie, wszyscy spodziewali się, że rozgniewany król wyśle wojsko i zburzy miasto a buntowników marnie wytraci. Stało się jednak inaczej. Zatroskany król rozlał krew swego posłańca na płaskim kamieniu, gdzie zazwyczaj spotykał się z poddanymi. Gorące afrykańskie szybko wysuszyło krew, którą król kazał zebrać i zetrzeć na miałki proszek. Następnie sproszkowaną krew wsypał do woreczka na leki, wykonanego ze skóry baranka i posłał do buntowników ze słowami: „Krew zabitego przez was mego umiłowanego wysłańca jest w tym woreczku na leki. Ona niesie wam życie lub śmierć. Chociaż zabiliście go, ja wciąż czekam na wasz powrót do mego królestwa, pod jednym jednak warunkiem. Musicie wziąć trochę sproszkowanej krwi rozpuścić ją w wodzie i zanurzyć w niej ręce. Następnie przyjdźcie i stańcie przed wielkim płaskim kamieniem z podniesionymi rękami. To będzie znakiem przyznania się do winy i pragnienia przyjęcia was ponownie do mego królestwa. Jeżeli uwierzycie moim słowom i zanurzycie ręce we krwi mojego wysłannika, to ta krew będzie znakiem darowania kary pojednania ze mną. Jeśli jednak nie skorzystacie z oczyszczenia i pojednania przez krew mego wysłannika, to wyśle swoje wojsko liczne jak szarańcza, aby was ukarać. Lekarstwo jest w waszych rękach”.

Przez pryzmat tej legendy możemy spojrzeć na działanie Trójcy Świętej  w historii naszego zbawienia. Bóg Ojciec, jak dobry król chce zgromadzić swoje dzieci w królestwie niebieskim.  Nawet zbuntowanym dzieciom daje szansę powrotu. Posyła swojego Syna do „buntowników”, aby przez Jego krew pojednać ludzkość ze Sobą. Ta historia ciągle się powtarza. Ojciec i Syn w Duchu Świętym przynoszą nam lek miłosierdzia i pojednania. Możemy wybierać życie albo śmierć. Uzupełnieniem obrazu Trójcy Świętej z powyższej legendy niech będą wypowiedzi świętych i myślicieli chrześcijańskich. Tertulian w trzecim wieku napisał: „Z wysokiej góry bije bogate źródło obfitej wody. Ta rozlewa się w szeroką rzekę. Wreszcie zmienia się w jezioro. W źródle mamy obraz Boga Ojca, w rzece – Syna Bożego a w jeziorze – Ducha Świętego, który pochodzi od Ojca i Syna, i ma tę samą naturę”.  Oto słowa św. Izydora z Sewilli z siódmego wieku: „Ametyst błyszczy troistym kolorem. Widzimy w nim kolor purpurowy, fioletowy i różowy. Purpura jest barwą mocy i oznacza Ojca Wszechmogącego, Stwórcę, Króla nieba i ziemi. Fiolet jest obrazem pokory i oznacza uniżenie się Syna, który stał się człowiekiem. Barwa różowa jest wreszcie godłem miłości i wskazuje na miłość Ducha Świętego”. Oto jeszcze kilka wypowiedzi bardziej współczesnych autorów. Ks. Robert Linhardt: „Duch Święty tka wstęgę miłości między niebem a ziemią, jak ją tka w niebie między Ojcem i Synem”. Ojciec Jacques Louis Monsabre: „Czyli te trzy Osoby Boże nie tworzą trzech bogów? Nie! Jak długość, szerokość i wysokość nie tworzą trzech ciał; jak źródło, strumień i rzeka nie tworzą trzech rzek; jak siła słońca, która grzeje, świeci i porusza, nie stanowi trzech słońc; jak korzeń, pień i gałęzie nie tworzą trzech drzew; jak kształt, barwa i zapach nie tworzą trzech kwiatów”. Ks. Piotr Semenenko: „Najpierw Bóg jest miłością sam w sobie. Na umiłowaniu się polega istnienie Ducha Świętego. Bracia najmilsi, któż wypowie tę ucztę wiekuistą, którą Bóg święci w łonie swoim własnym? Te gody Jego miłości nieskończonej, w których Ojciec kocha Syna i oddaje Mu się. Ojciec i Syn kochają Ducha Świętego i oddaniem się obopólnym Duchowi Świętemu z Nim i w Nim się łączą. Duch Święty kocha Ojca i Syna ich własną miłością, a oddając się im z powrotem, łączy ich z sobą. Co za uczta, co za gody, jaka tajemnica!”.

Wsłuchując się w te głosy możemy powiedzieć, że Trójca Przenajświętsza jest niezgłębioną tajemnicą miłości, która uobecnia się we wspólnocie Ojca, Syna i Ducha Świętego  i staje się źródłem wszelkiej wspólnoty. Wspólnoty człowieka z Bogiem i człowieka z człowiekiem. W Jezusie możemy wszyscy nazywać Boga Ojcem. A przez Ducha Świętego uczestniczymy w Jego synowskiej więzi z Ojcem. Te wszystkie słowa są nieporadne wobec tajemnicy Trójcy Świętej, są jednak potrzebne, aby uświadomić sobie, że ta tajemnica daje nam jedyną w swoim rodzaju szansę wejścia w tajemnicę życia samego Boga.  Przypomina nam o tym zakończenie modlitw liturgicznych kościoła: „Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków”. Na co odpowiadamy pełną zgoda, wypowiadając; „Amen” (z książki W poszukiwaniu mądrości życia).

 

BŁOGOSŁAWIONY WŁADYSŁAW GORAL

Od najmłodszych lat tajemnica Trójcy Świętej wpisuje się w nasze życie. Bardzo często, gdy matka zobaczy po raz pierwszy swoje dziecko kreśli nad nim błogosławieństwo w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Tylko sam Bóg może zliczyć, ile razy nad nami rozciągało się błogosławieństwo w imię Trójcy. Pośród wielości tych błogosławieństw są szczególne, związane z sakramentami. Za tym znakiem kryje się niezgłębiona tajemnica Trójcy Świętej, do której jesteśmy dopuszczani abyśmy mieli życie i to życie w pełni. Ostatnie błogosławieństwo w imię Trójcy Świętej nakreśli nad nami kapłan tuż przed pierwszą grudką ziemi, która spadnie na naszą trumnę. Wtedy dla zgromadzonych znak Trójcy pozostanie nadal znakiem tajemnicy, tylko nie dla nas, my będziemy już oglądać Boga twarzą w twarz. Biskupi ze swego urzędu są szczególnym szafarzami tego błogosławieństwa. W niektórych sytuacjach niezastąpionymi, jak przy udzielaniu święceń kapłańskich. Zapewne na stałe zapisują się w naszej pamięci te błogosławieństwa, a szczególnie wtedy, gdy spływały one na nas przez ręce świętego biskupa. O takim świętym biskupie chciałem teraz napisać, a jest nim błogosławiony biskup Władysław Goral.

Władysław Goral przyszedł na świat 1 maja 1898 roku w wielodzietnej rodzinie rolników Kajetana i Julianny w Stoczku. Wybitnie uzdolniony chłopiec wyniósł z domu głęboką pobożność, pracowitość i szczególną wrażliwość na potrzeby biednych. Władysław uczęszczał do lubartowskiego gimnazjum, które ukończył z wyróżnieniem w roku 1915. W czasie trwającej wówczas I wojny światowej nauczał wiejskie dzieci. A pod koniec wojny, w roku 1917 wstąpił do lubelskiego Seminarium Duchownego. Biskup lubelski Marian L. Fulman dostrzegając wybitne zdolności młodego kleryka wysłał go na studia do Rzymu. W roku 1920 w Bazylice Laterańskiej Władysław przyjął święcenia kapłańskie. Dwa lata później obronił pracę doktorską na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim i w tym samym roku udał się na dalsze studia do Fryburga Szwajcarskiego. W czasie wakacji ks. Władysław duszpasterzował wśród szwajcarskiej i francuskiej Polonii. W roku 1926 powrócił do Polski i jako 28 letni kapłan został profesorem lubelskiego Seminarium Duchownego. Erudycja, świętość życia, wrażliwość, życzliwość i pomoc najuboższym bardzo szybko zjednały mu sympatię alumnów. Ks. Jan Poddębniak, wychowanek ks. biskupa powiedział o nim: „Nasz profesor i biskup był po prostu chodzącą dobrocią i świętością”.

Mimo licznych zajęć, ks. Władysław Goral publikował artykuły na tematy teologiczne, duszpasterskie i społeczne. Od roku 1927 redagował „Wiadomości Diecezjalne Lubelskie”. Będąc prezesem Związku Kapłanów „Unitas” wybudował w Lublinie dom dla księży emerytów. Angażował się w duszpasterstwo środowisk robotniczych. Był jednym z założycieli i członkiem zarządu Chrześcijańskiego Zjednoczenia Zawodowego RP oraz kapelanem Chrześcijańskiego Uniwersytetu Robotniczego. Organizował kolonie i pomoc finansową dla dzieci z robotniczych rodzin. Wiele serca wkładał w działalność charytatywną. Współpracował ze Stowarzyszeniem Pań Miłosierdzia św. Wincentego, był członkiem Lubelskiego Towarzystwa Dobroczynności, które prowadziło schroniska dla starców i sierot oraz wspomagało kształcenie najbiedniejszej młodzieży. Z jego inicjatywy powstał dom sióstr miłosierdzia w Krężnicy. Pośród tak rozlicznych obowiązków ks. Goral znajdował czas na posługę duszpasterską w parafiach. Jego żarliwe i mądre kazania porywały wiernych. Nie mniej ważna była w tym osobowość kapłana. Antoni Macieszczak, który jako chłopiec był jego ministrantem, wspomina: „Z twarzy jego emanowała miłość, dobroć i sprawiedliwość. Zawsze pogodny, uduchowiony i uśmiechnięty, roztaczał wokół siebie ciepło i pociągał swoją osobowością do Chrystusa. Łagodny w swoich wypowiedziach, dobrym słowem, serdecznością i własnym przykładem zjednywał ludzi dla Boga”.

W roku 1938 Władysław Goral został biskupem pomocniczym lubelskim. Święcenia biskupie, w październiku tego samego roku zgromadziły ogromne tłumy wiernych, co świadczyło o wielkiej popularności duszpasterza i profesora. Ordynariusz diecezji biskup Fulman nazwał go podporą swej starości i powierzył mu obowiązki wikariusza generalnego oraz dziekana kapituły katedralnej i asystenta kościelnego Akcji Katolickiej. Biskup Władysław prowadził bardzo aktywną działalność apostolską. Wiele uwagi poświecił uczniom lubelskich szkół średnich. Dokonał uroczystego otwarcia oratorium salezjanów na Kalinowszczyźnie oraz albertyńskiej noclegowni dla bezdomnych przy ul. Sierocej. Zaś sam żył w wielkiej prostocie można powiedzieć, ubóstwie. Pieniądze, jakie otrzymywał prawie w całości przeznaczał na cele charytatywne. Nawet spadek po rodzicach rozdał potrzebującym. W jednym z obozowych listów pisał: „Dałem ludziom moją ojcowską część: sto tysięcy marek i 32 tysiące złotych. Dałem wszystkim, choć niejednakowo, nie według zasług, ale według potrzeby, w której byli. Niekiedy moi służący byli bogatsi ode mnie, często byłem bez grosza i robiłem długi, często widziałem, że ludzie bardziej kochali i poważali moje pieniądze niż mnie. Ale nie żałuję, chociaż innym radziłem postępować inaczej”.

II Wojna światowa zaskoczyła księdza biskupa Gorala w Warszawie, gdy wracał z Częstochowy, gdzie odprawiał indywidualne rekolekcje. W pierwszych dniach wojny Niemcy zbombardowali katedrę lubelską i przylegające budynki. Mieszkanie ks. biskupa Gorala legło w gruzach, a on sam szczęśliwie uszedł z życiem. Biskup zamieszkał w Seminarium Duchownym, nadal pełniąc posługę duszpasterską, między innymi wygłosił kazanie na pogrzebie ofiar bombardowań. Działał także na rzecz obrony kraju przed najeźdźcą. Był współautorem ulotki wzywającej rodaków, aby nie tracili nadziei i podjęli opór wobec okupanta. W takiej sytuacji można się było spodziewać reakcji władz okupacyjnych. Bliscy radzili biskupowi, aby dla uniknięcia aresztowania opuścił miasto. Wtedy biskup wskazywał na więzienie w Zamku lubelskim i mówił: „Dla sprawy Kościoła jestem gotów i tam pójść”. Przewidywał taką ewentualność, bo miał przygotowany pakunek z rzeczami osobistymi. W postępowaniu wobec Niemców zachował odwagę i godność. W uroczystość Wszystkich Świętych poprowadził ku zaskoczeniu Niemców procesję żałobną z katedry na historyczny cmentarz przy ulicy Lipowej. A w czasie jednego z przesłuchań, gestem poprawiającym piuskę uniknął uściśnięcia wyciągniętej ręki esesmana.

W piątek 17 listopada 1939 do seminarium, kurii oraz domu biskupiego wtargnęli Niemcy i aresztowali obydwu biskupów i pracowników kurii. Osadzono ich w areszcie śledczym na Zamku. Ks. biskup Goral jako szczególnie „niebezpieczny” był izolowany od reszty więźniów. Dwóch biskupów i 11 księży skazano na karę śmierci, jak napisano w oskarżeniu za posiadanie broni i udział w zbrojnym ruchu oporu. Aby jednak nie przysparzać męczeńskiej chwały skazańcom Hans Frank, gubernator Generalnej Guberni zmienił wyrok śmierci na dożywocie. 4 grudnia wieczorem wszyscy zostali przewiezieni do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen-Oranienburg pod Berlinem. Biskup Goral został umieszczony w bloku o zaostrzonym rygorze dla tzw. więźniów specjalnych. W obozie Biskup doświadczał wszelkich okropności obozowych i podłości niemieckich oprawców. Bezczynność, pozbawienie wszelkich kontaktów ze światem i z innymi ludźmi były jedną z największych tortur, z którą biskup zmagał się przez pięć lat. Z powodu tej izolacji mamy niewiele informacji o życiu obozowym ks. biskupa, ale te, które mamy wskazują, że w tych nieludzkich warunkach, który doprowadzały wielu do obłędu, biskup dojrzewał do świętości. Więzień, hrabia Franz von Galen tak wspomina spotkanie z biskupem: „Tenże, który nosił jak my wszyscy ubiór więzienny, robił na mnie już od dawna szczególne wrażenie z powodu swego ciągle pogodnego oblicza i pozdrawiał mię często lekkim skinieniem głowy. Udało mi się raz przy powrocie z przechadzki do baraku przy wejściu ks. biskupa pozdrowić. Przy tej okazji szepnął mi: ‘Jestem tu już od pięciu lat’. Później udzielił mi swego błogosławieństwa, gdy podczas przechadzki musiałem z powodu wyczerpania siąść na ławie. Biskup robił wrażenie człowieka zupełnie zadowolonego i pogodnego, tj. w tych warunkach wrażenie świętego”.

II wojna światowa dobiegała końca. Alianci zbliżali się do Berlina. Na początku lutego 1945 roku zaczęto likwidować obóz, gdzie przebywał biskup. Więźniów niezdolnych do ewakuacji lub uznanych za niebezpiecznych pozbawiano życia w komorach gazowych lub rozstrzeliwano. Wśród nich znalazł się biskup Goral.

13 czerwca 1999 roku w Warszawie, Papież Jan Paweł II wyniósł do chwały błogosławionych 108 męczenników z lat II wojny światowej. Jednym z nich był biskup Władysław Goral (z książki Wypłynęli na głębię).

 

PRZYTULENIE DO SERCA TRÓJCY

Zapewne trudno byłoby nam zliczyć znaki krzyża, które uczyniliśmy w naszym życiu. Prawdopodobnie nie pamiętamy także, kiedy po raz pierwszy przeżegnaliśmy się samodzielnie, bez pomocy bliskich. Jednego możemy być pewni, że te pierwsze znaki krzyża dyktowała głęboka miłość. Rodzice tuląc nas do serca, jak największy skarb przynieśli nas do kościoła. Tam, w kształcie krzyża spłynęła na naszą głowę woda chrztu i zostały wypowiedziane słowa: Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. A nasi bliscy obecni na chrzcie dziękowali za tę łaskę uwielbieniem Trójcy Świętej: Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu. I tak nas ogarnęła niezgłębiona tajemnica miłości Boga Trójedynego, której znak krzyża na różne sposoby wpisuje się w nasze życie. Znak krzyża jest wspomnieniem chrztu i wyznaniem naszej przynależności do Boga, który przychodzi do nas ze swoim błogosławieństwem w tym świętym znaku. Jeden z Ojców Kościoła, Tertulian w roku 211 pisał: „Gdy coś zaczynamy i gdy już coś robimy, na początku i na końcu, w czasie ubierania się i nakładania butów, przed kąpielą, gdy podchodzimy do stołu, gdy zapalamy świece, gdy udajemy się na spoczynek lub siadamy na krześle, w czasie codziennej krzątaniny kreślimy na czole znak krzyża”. Zaś Jan Chryzostom napomina chrześcijan, aby znak krzyża nie był tylko zewnętrznym gestem: „Gdy tylko żegnasz się znakiem krzyża, weź sobie do serca wszystko, co jest w krzyżu; stłum gniew i wszelkie pozostałe namiętności! Gdy się żegnasz, wypełnij swoje czoło wielką ufnością, uczyń swoją duszę wolną!”.

Od pierwszych wieków chrześcijaństwa istniał także zwyczaj zawieszania na szyi małych krzyżyków. Niewykluczone, że tym wypadku chrześcijanie przejęli pogański zwyczaj noszenia na szyi amuletów, wyznając tym samym, że krzyż jest znakiem bezpieczeństwa, chroniącym przed demonami, negatywnym wpływem ludzi, nieszczęściami i chorobami. Krzyż jednak nie jest amuletem o magicznych właściwościach. Jest on przede wszystkim znakiem miłości Boga, która ogarnia nas w tajemnicy Trójcy św. i staje się źródłem mocy do świętego i pięknego życia, nawet wtedy, gdy trzeba zmierzyć się z cierpieniem i śmiercią. Papież Franciszek powiedział: „Dziś obchodzimy uroczystość Trójcy Świętej, która stwarza nam okazję do rozważenia i adorowania Bożego życia Ojca, Syna i Ducha Świętego: życia głębokiej komunii i doskonałej miłości, będącego źródłem i celem całego wszechświata i każdego stworzenia – Boga. W Trójcy Świętej rozpoznajemy również wzór Kościoła. Jesteśmy w nim wezwani do wzajemnej miłości tak, jak Jezus nas umiłował. To miłość jest konkretnym znakiem ukazującym wiarę w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego. To miłość wyróżnia chrześcijanina, jak nam powiedział Jezus: ‘Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali’. Sprzecznością byłoby myślenie o chrześcijanach, nienawidzących siebie nawzajem. To sprzeczność. A diabeł zawsze stara się, byśmy się nienawidzili, bo zawsze sieje kąkol nienawiści; on nie zna miłości, miłość pochodzi od Boga!”.

Znak krzyża jest niejako wyciągnięciem ramion, aby się zanurzyć w morzu nieogarnionej miłości Boga Trójedynego, jest niejako przytuleniem się do serca bożego, które jest symbolem tej miłości. Bł. Henryk Suzo wkłada w usta Zbawiciela świata następujące słowa: „Patrzcie na wszystkie serca i rozważajcie, czy chociaż jedno z nich było tak pełne miłości jak moje? Wejdź przez mój otwarty bok do mego Serca zranionego miłością i zamknij się w Nim. Szukaj tam schronienia i zamieszkaj w Nim. Obmyję cię w żywej wodzie i ozdobię cię purpurą Krwi mojej; zwiążę się i złączą z tobą na wieki”.   W 1999 r. w orędziu na stulecie poświęcenia ludzkości Najświętszemu Sercu, ojciec św. Jan Paweł II przypomniał: „Człowiek roku 2000 potrzebuje Serca Chrystusa, aby poznać Boga i samego siebie; potrzebuje Go, aby budować cywilizację miłości”. Uroczystość Trójcy Przenajświętszej przypomina nam o zaproszeniu Boga do włączenia się w krąg miłości łączącej Trzy Osoby Boskie i uczestnictwa w niezwykłym jej życiu. To włączenie w krąg miłości bożej staje się źródłem naszej przemiany i mocy.

Dla ilustracji tej przedziwnej relacji z Bogiem przytoczę scenę z filmu „ Shadow of the Hawk”. Na górskich bezdrożach młoda para ucieka przed bandą groźnych opryszków. Przewodnikiem jest doświadczony Indianin. W pewnym momencie młoda kobieta osuwa się na ziemię i mówi: „Nie mam już siły iść dalej. Zostaję tutaj”. Młody mężczyzna podnosi ją i mówi: „Ależ, kochanie, musimy iść dalej. Nie mamy innego wyjścia!” A ona z rozpaczą w oczach kręci głową i mówi: „Nie mogę iść dalej! Nie mogę iść dalej!” Wtedy do rozmowy włączył się przewodnik Indianin, mówiąc: „Przytul ją do swojego serca niech siła i odwaga twojego ciała i duszy przepłynie do jej serca”. Młody mężczyzna posłuchał rady Indianina. Po kilku minutach kobieta uśmiechając się powiedziała: „Teraz mogę iść dalej! Teraz mogę to zrobić!” Nawet w najpiękniejszym i udanym życiu potrzebujemy wsparcia drugiego człowieka, wtulenia się w jego ramiona, przytulenia do jego serca. Często stajemy jednak przed wezwaniami życia, kiedy to ludzka miłość nie wystarcza, a nasze serce wyrywa się ku Sercu, które jest symbolem bożej miłości. I tam odnajdujemy, to o czym pisze św. Paweł w Liście do Rzymian: „Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale”. Włączenie się w krąg miłości Boga Trójedynego staje się źródłem mocy, która zawsze, niezależnie od tego co nas spotyka w życiu prowadzi do chwały.

Sposób „przytulenia się” do serca Bożego, przybiera bardzo konkretną formę. Mówi o niej Mojżesz w pierwszym czytaniu: „Poznaj dzisiaj i rozważ w swym sercu, że Pan jest Bogiem, a na niebie wysoko i na ziemi nisko nie ma innego. Strzeż Jego praw i nakazów, które ja dziś polecam tobie pełnić, by dobrze ci się wiodło i twym synom po tobie; byś przedłużył swe dni na ziemi, którą na zawsze daje ci Pan, twój Bóg”. A zatem jest to droga bożych przykazań, w tym tego najważniejszego przykazania, przykazania miłości. Zaś Ewangelia na dzisiejszą niedzielę przypomina nam, że orędzie miłości mamy głosić całemu światu: „Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami: ‘Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem’”. Zakończmy rozważania hymnem uwielbienia i zachwytu św. Grzegorza z Nazjanzu: „Chwała Bogu Ojcu i Synowi, Królowi wszechświata. Chwała Duchowi Świętemu, godnemu chwały i w pełni świętemu. Trójca Święta jest jednym Bogiem, który stworzył i napełnił każdą rzecz, ożywiając każdą rzecz swym Duchem, aby każde stworzenie wychwalało swego mądrego Stwórcę, jedynego sprawcę życia i trwania. Bardziej zaś niż wszelkie inne stworzenia, niech stworzenie rozumne sławi Go zawsze jako wielkiego Króla i dobrego Ojca” (Kurier Plus, 2017).

 

POTRÓJNA DROGA DO BOGA

Wiara w Boga jest wspólna wszystkim religiom świata. Różnice pojawiają się, gdy zaczynamy mówić o naturze Boga. Chrześcijanie wyróżniają się na tle innych religii tym, że wyznają jednego Boga, ale w trzech Osobach. Trójca Święta: dla jednych jest fundament wiary, dla drugich przedmiotem zgorszenia, ale dla wszystkich pozostaje tajemnicą. Szczególnie dotyczy to religii monoteistycznych jak judaizm czy islam. W Koranie czytamy: „O ludu Księgi! Nie przekraczaj granic w twojej religii i nie mów o Bogu niczego innego, jak tylko prawdę! Mesjasz, Jezus syn Marii, jest tylko posłańcem Boga; i Jego Słowem, które złożył Marii; i Duchem, pochodzącym od Niego”. Mahomet ogłaszając objawienie nowej religii ponad 600 lat po narodzeniu Chrystusa obficie czerpał z nauki Biblii, zarówno Starego jak i Nowego Testamentu. Wybierał to co było zgodne z jego zamysłem, odwołując się do prywatnych objawień.

Chrześcijanie, odwołując się do tej samej księgi, Biblii odnajdują objawione słowa prowadzące nas do wiary w Boga w Trójcy Jedynego. Św. Tomasz z Akwinu, jeden z największych myślicieli i teologów chrześcijańskich pisze, że tajemnica Trójcy Przenajświętszej nigdy nie mogłaby być odkryta ludzkim rozumem. Została ona objawiona w Biblii, a szczególnie w Nowym Testamencie przez Jezusa Chrystusa. Wszystkie Ewangelie wyraźnie mówią o trzech Osobach Boskich: Bogu Ojcu, Synu Bożym i Duchu Świętym. Chrystus przed swoim wniebowstąpieniem powiedział Apostołom: „Dana jest mi wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. W oparciu o nauczanie Biblii i tradycję Kościoła Katechizm Kościoła Katolickiego tak ujmuje tę prawdę: „Tajemnica Trójcy Świętej stanowi centrum tajemnicy wiary i życia chrześcijańskiego. Tylko sam Bóg, objawiając się, może nam pozwolić poznać się jako Ojciec, Syn i Duch Święty”.

Św. Paweł w Liście do Efezjan pisze: „Dlatego zginam kolana przed Ojcem Pana naszego Jezusa Chrystusa, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawiał w was przez Ducha samego wzmocnienie sił wewnętrznego człowieka”. A swoje listy bardzo często kończy pozdrowieniem w imię Trójcy: „Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi”. Na tym nauczaniu i wierze opierali się Ojcowie Kościoła.  Chyba najbardziej znana jest wypowiedź św. św. Atanazego żyjącego na przełomie 3 i 4 wieku: „Oto czego żąda od nas Kościół, wiara katolicka, abyśmy czcili jednego Boga w Trójcy, a Trójcę w jednym Bogu, starannie unikając pomieszania Osób i dzielenia istoty Boga. Inna jest bowiem Osoba Ojca, inna Syna, inna Ducha Świętego. A jednak Ojciec, Syn i Duch Święty mają to samo Bóstwo, jednakową chwałę i majestat współwiekuisty. Ale wszakże, nie trzech, ale jeden jest wieczny”.

Tę tajemnicę starano się zobrazować na różne sposoby. Tertulian (+ 220): „Z wysokiej góry bije bogate źródło obfitej wody. Ta rozlewa się w szeroką rzekę. Wreszcie zmienia się w jezioro. W źródle mamy obraz Boga Ojca, w rzece – Syna Bożego a w jeziorze – Ducha Świętego, który pochodzi od Ojca i Syna, i ma tę samą naturę”. Św. Izydor z Sewilli (+ 636): „Ametyst błyszczy troistym kolorem. Widzimy w nim kolor purpurowy, fioletowy i różowy. Purpura jest barwą mocy i oznacza Ojca Wszechmogącego, Stwórcę, Króla nieba i ziemi. Fiolet jest obrazem pokory i oznacza uniżenie się Syna, który stał się człowiekiem. Barwa różowa jest wreszcie godłem miłości i wskazuje na miłość Ducha Świętego”. Jacques Monsabre (+1907): „Czyli te trzy Osoby Boże nie tworzą trzech bogów? Nie! Jak długość, szerokość i wysokość nie tworzą trzech ciał; jak źródło, strumień i rzeka nie tworzą trzech rzek; jak siła słońca, która grzeje, świeci i porusza, nie stanowi trzech słońc; jak korzeń, pień i gałęzie nie tworzą trzech drzew; jak kształt, barwa i zapach nie tworzą trzech kwiatów”.

Słowo „tajemnica” może mieć różne znaczenie. A zatem jaki jest sens tego słowa w kontekście tajemnicy Trójcy św. Tajemnica ma nas zachęcać nas do zgłębianie jej ze świadomością, że jest to prawda niezgłębiona. Ale jeśli Bóg do mnie mówi, objawia mi jakąś prawdę to zapewne chce coś mi powiedzieć bardzo ważnego, chce abym Go zrozumiał na miarę ludzkich możliwości. Trafnie tłumaczy to francuski teolog i pisarz François Varillon (+1978): „Dziwne jest stwierdzenie, że z jednej strony Bóg z miłości do mnie odkrywa mi swoje życie, z drugiej zaś – jest dla mnie niepojęty! Zupełnie jakbym powiedział do kogoś z was: mam dla pana dużo przyjaźni i sympatii, proszę mi poświęcić trochę czasu, a opowiem panu o całym swoim życiu, o tym, co robię, co lubię itd. Jednakże, jeśli będę mówił po chińsku, jaka będzie reakcja? – To szaleniec: z jednej strony oświadcza, że z miłości do mnie wprowadzi mnie w swoje tajemnice, z drugiej zaś mówi do mnie po chińsku! Tak właśnie wygląda tłumaczenie tajemnicy jako czegoś, czego nie da się zrozumieć”.

Uwzględniając powyższe refleksje możemy powiedzieć, że uroczystość Trójcy Świętej koncentruje się na drogach, na których spotykamy Boga w naszym życiu: Ojca i Stwórcę wszelkiego życia, Syna i Odkupiciela, który objawia nam niezgłębioną miłość Boga, Ducha Świętego, który ogarniając nas miłością czyni nas rodzinami i wspólnotami miłości. Tę ostatnią w sposób szczególny odczuwam, gdy w czasie podróży do krajów, gdzie chrześcijanie stanowią zdecydowaną mniejszość. Wśród wielobarwnego tłumu czasami dostrzegam krzyżyk, czy inny znak naszej wiary. To mnie ośmiela, aby zagadnąć do tego człowieka, a gdy się dowiaduje, że jestem także chrześcijaninem, wtedy z wielką radością nie tylko udziela rad, ale cieszy się, że spotkał kogoś, kto jak ja przez chrzest zostałem włączony w krąg miłości trynitarnej, która łączy Ojca, Syna i Ducha Świętego. Takiej cudownej i zbawiającej więzi można doświadczyć w niejednym kościele. Tam garną się wierni tam chcą wspólnie wychwalać Boga w Trójcy Jedynego.

Na koniec zostawiłem cudowne wpisywanie się tajemnicy Trójcy św. w moje życie. Jestem teraz w rodzinnych stronach Roztocza. Oglądam pagórkowate pola przytykane kolorami rzepaku, maku, gryki. Spaceruje łąkami, na które powracają dzikie kwiaty. Rozkoszuje się chłodem cienistych ścieżek Puszczy Solskiej, słucham kojącego szmeru wodospadów Szumy i Czartowego Pola. Zanurzam ręce w chłodnej wodzie zalewu w Majdanie Sopockim. W wyobraźni widzę chatę krytą strzechą, której już nie ma. W niej to przyszedłem na świat i po raz pierwszy rodzice nakreślili nade mną krzyż w imię Trójcy Świętej. Idę przez las i pola do kościoła w Majdanie Sopockim, to w nim na moją głowę spłynęła woda chrztu świętego i zostały wypowiedziane słowa: „Ryszardzie, ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Na zewnątrz kościoła wśród lip stoi ołtarz, na którym sprawowałem mszę prymicyjną. Przed prymicyjnym błogosławieństwem wiernych pobłogosławili mnie rodzice, drżącymi rękami kreślili znak krzyża, roniąc łzy wzruszenia i miłości. Z kościoła idę na cmentarz i zatrzymuję nad grobem rodziców. Krzyż mówi o zabawiającej miłości, która zstąpiła z nieba. Czynię znak krzyża, dziękując Bogu Trójjedynemu za rodziców, którzy włączyli mnie w tajemnicę miłości trynitarnej, która sprawia, że najcudowniejsze ziemskie chwile trwać będą wiecznie (Kurier Plus, 2021).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *