2 Cze

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa Rok B

 

 

CUDA EUCHARYSTYCZNE

W pierwszy dzień Przaśników, kiedy ofiarowano Paschę, zapytali Jezusa Jego uczniowie: „Gdzie chcesz, abyśmy poszli poczynić przygotowania, żebyś mógł spożyć Paschę?” I posłał dwóch spośród swoich uczniów z tym poleceniem: „Idźcie do miasta, a spotka się z wami człowiek, niosący dzban wody. Idźcie za nim i tam, gdzie wejdzie, powiedzcie gospodarzowi: «Nauczyciel pyta: Gdzie jest dla Mnie izba, w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami?» On wskaże wam na górze salę dużą, usłaną i gotową. Tam przygotujcie dla nas”. Uczniowie wybrali się i przyszli do miasta, gdzie znaleźli, tak jak im powiedział, i przygotowali Paschę. A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dał im mówiąc: „Bierzcie, to jest Ciało moje”. Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: „To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana. Zaprawdę powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę nowy w królestwie Bożym”. Po odśpiewaniu hymnu wyszli w stronę Góry Oliwnej (Mk 14,12-16.22-26).

W czwartek, 22 czerwca ulice polskich miast i wiosek przybrały odświętny wygląd. Zapachniało kwiatami i kadzidłem. Barwne procesje maszerowały wystrojonymi ulicami. Czego to nie było w tych procesjach. Ministranci w barwnych pelerynkach, dziewczynki sypiące kwiaty, obrazy, sztandary, baldachim orkiestry dęte. A wszystko to było oprawą dla białej okruszyny chleba zamkniętej w złotej monstrancji, z wielka powagą niesionej przez kapłana. Zwykły chleb, mocą słów Chrystusa powtarzanych przez kapłana w czasie Mszy świętej staje się Bogiem obecnym wśród nas.

W czasie Ostatniej Wieczerzy Chrystus wziął chleb, połamał go i podał uczniom mówiąc: „To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę”. Dla Boga nic nie ma niemożliwego. Może zamieszkać w kruszynie chleba. Papież Paweł VI na Kongresie Eucharystycznym w Pizie mówił: „Tak jest. Powtarzamy: potrafimy wypowiedzieć tajemnicę. Ależ tak: Chrystus jest realnie obecny w sakramencie Eucharystii. Mówimy to również, dlatego, żeby rozproszyć niepewności, których źródłem są obecnie próby zwodniczych interpretacji tradycji i wiarygodnej nauki Kościoła. Chrystus żywy i ukryty w znaku sakramentalnym jest rzeczywiście obecny. Nie są to czcze słowa, nie jest to przesądna sugestia czy jakaś mityczna fantazja. Jest to prawda nie mniej realna, chociaż umieszczona na innej płaszczyźnie niż to, co my wszyscy, ukształtowani przez kulturę współczesną, odkrywamy i stwierdzamy w odniesieniu do rzeczy nas otaczających, które, gdy zostają poznane, zapewniają poczucie prawd pewnych, pozytywnych: prawd naukowych”.

W czasie Bożego Ciała chylimy głowę przed tą wielką tajemnicą wiary, że Bóg obecny pod postacią chleba staje się dla nas pokarmem na naszej drodze do wieczności Jest to trudna prawda wiary. Gdy Chrystus nauczał, że Jego ciało jest pokarmem wielu mówiło, że jest to twarda mowa, i odeszli. My pozostaliśmy przy Chrystusie i idziemy za Nim, nie tylko w procesji Bożego Ciała. A Chrystus ciągle daje nam cudowne dowody swojej obecności w Eucharystii.

Przed laty ukazała się książka pt. „Cuda Eucharystyczne”, gdzie są zebrane cuda związane z tajemnicą Eucharystii. Jeden z nich chciałbym teraz przytoczyć. Wybrałem ten, ponieważ do dziś można doświadczać tego cudownego zdarzenia. Zaczęło się to wszystko 14 sierpnia 1730 roku, kiedy to złodzieje skradli z kościoła Świętego Franciszka w Sienie puszkę z 351 konsekrowanymi hostiami. Trzy dni później, hostie odnaleziono w skarbonce na jałmużny w kolegiacie Najświętszej Maryi Panny z Prowansji, znajdującej się nie opodal okradzionej bazyliki. Odnalezione hostie przeniesiono w uroczystej procesji do kościoła, z którego zostały wykradzione i tam wierni, celem zadośćuczynienia, adorowali je. Po prawie pięćdziesięciu latach odkryto, iż hostie zachowały się absolutnie nietknięte, miały ten sam wygląd, smak i zabarwienie.

Od tej kradzieży minęło już 270 lat, a hostie są nadal świeże, jak na początku. W tym czasie hostie poddawano również badaniom naukowym. W 1914 roku ceniony naukowiec Siro Grimaldi po przeprowadzeniu badań napisał: „Hostie pozostały jasne i gładkie, z wyraźnymi obramowaniami, nie wystrzępione, ani nie naruszone w kształcie. Bez śladu czerwi, pajęczaków, pleśni czy jakichkolwiek pasożytów zwierzęcych bądź roślinnych spotykanych w mące z pszenicy, z której zostały sporządzone. Bez najdrobniejszej dostrzegalnej zmiany w delikatnych hostiach z przaśnego ciasta, które z natury swej bezspornie podlegałyby całkowitemu zepsuciu. Mąka ze zboża jest najlepszym podłożem dla hodowli mikroorganizmów, pasożytów zwierzęcych i roślinnych, fermentacji kwasu mlekowego i procesów gnilnych. Hostie ze Sienny są natomiast zachowane w doskonałym stanie, wbrew wszelkim prawom fizyki oraz chemii i pomimo niesprzyjających warunków, w jakich je odnaleziono. Jest to zjawisko całkowicie anormalne: odwrócone zostały prawa natury. Szkło puszki, w której są przechowywane, stało się siedliskiem pleśni, natomiast bardzo łatwo psująca się mąka okazała się odporniejsza od kryształu”.

Ten cud, który dziś możemy oglądać, jak i też inne cuda eucharystyczne mogą odgrywać dużą rolę w umacnianiu eucharystycznej wiary, jednak najważniejszym w tym procesie pozostanie osobiste, modlitewne spotkanie z Chrystusem w adoracji Najświętszego Sakramentu, jak i też modlitewny udział w procesji Bożego Ciała, które tu w Stanach Zjednoczonych wyjdą na ulice w najbliższą niedzielę (z książki Ku wolności).

 

 

GŁÓD DUSZY

Bracia: Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy, i nie ręką, to jest nie na tym świecie uczyniony przybytek, ani nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną Krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego zdobywszy wieczne odkupienie. Jeśli bowiem krew kozłów i cielców oraz popiół z krowy, którymi skrapia się zanieczyszczonych, sprawiają oczyszczenie ciała, to o ile bardziej Krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu. I dlatego jest Pośrednikiem Nowego Przymierza, ażeby przez śmierć, poniesioną dla odkupienia przestępstw, popełnionych za pierwszego przymierza, ci, którzy są wezwani do wiecznego dziedzictwa, dostąpili spełnienia obietnicy (Hbr 9,11-15).

Tekst tej pieśni powstał w roku 1865, zaś w 1912 Michał Świerzyński napisał do niej melodię. Tutaj na ziemi amerykańskiej nabiera ona szczególnej wymowy. Śpiewana przy różnych okazjach porusza najczulsze struny naszego serca. „Góralu, czy ci nie żal odchodzić od stron ojczystych, świerkowych lasów i hal i tych potoków srebrzystych? (..). A góral na góry spoziera i łzy rękawem ociera, i góry porzucić trzeba, dla chleba, panie, dla chleba.”

W pieśni tej odnajdujemy trudną prozę życia. W czasach jej powstania, głód chleba, w sensie dosłownym zmuszał nie jednego do opuszczenia ojcowizny. Na nowej ziemi chleba było więcej, ale trzeba było go zdobywać ciężką pracą, pokonując tęsknotę za opuszczonym domem rodzinnym. Dzisiaj ta pieśń ma trochę inne znaczenie. Chleb stał się symbolem dostatniejszego, bogatszego życia. Dla zdobycia tak rozumianego chleba wielu decyduje się na opuszczenie Ojczyzny i budowanie swojej przyszłości na nowej ziemi. Chleb, który jest pokarmem dla naszego ciała stał się symbolem wartości, które całościowo decydują o materialnym kształcie naszego życia.

Przed wielu laty po raz pierwszy wybierałem się na wakacje do Stanów Zjednoczonych. Przed moim wyjazdem, jedna z pań, która dwa lata wcześniej wyjechała do Stanów Zjednoczonych poprosiła mnie o przywiezienie bochenka polskiego chleba. Trochę zdziwiony tą prośbą zapakowałem do walizki duży bochen polskiego chleba. Pomyślałem; może tam rzeczywiści brakuje chleba o polskim smaku. Po przyjeździe przekonałem się jednak, że jest tutaj ogromny wybór chleba pieczonego według polskiej receptury. Dla Elżbiety i jej rodziny chleb przywieziony z Polski był inny, niezastąpiony. Smakował inaczej. I wtedy pomyślałem, że ten chleb był pokarmem bardziej dla stęsknionej duszy niż pokarmem dla ciała. W zapachu tego chleba czuć było dojrzewające łany zbóż pod polskim niebem, zapach chabrów, które więdną wraz ze ściętym zbożem, niepowtarzalny zapach wiatru przelatującego nad polami, łąkami i lasami. Spożywając ten chleb można było usłyszeć żniwiarzy uwijających się na polu i krzyk przestraszonej przepiórki. Ten chleb niósł wspomnienie rodzinnego domu i matki krzątającej się przy sobotnim wypieku chleba. Ten chleb, który zaspokaja głód fizyczny stał się symbolem wartości zaspakajających głód stęsknionej duszy.

Genialny kompozytor Fryderyk Chopin był człowiekiem pełnym wewnętrznych niepokojów pragnień i głodów, szukającym szczęścia często z pominięciem Boga. Gdy był umierający odwiedził go jego przyjaciel bp. Jełowicki. Po dłuższej rozmowie zdecydował się na spowiedź, po czym przyjął Komunię świętą. Jego twarz stała się pogodna, było to odbicie pokoju, jaki zagościł w jego duszy. Wyglądał na szczęśliwego. Bp. Jełowicki w swym liście z dnia 20 października, 1849 roku zacytował jedne z ostatnich słów Chopina: „Kocham Boga…. Dobrze, że tak umieram…. Módlcie się za mną, do zobaczenia w niebie…. Już mi Bóg przebaczył…. O jakże Bóg jest dobry…”. Chopin przyjął biały kawałek chleba, który zaspakaja najgłębsze głody człowieka.

Jakie są to głody? Głód miłości, doskonałości, wieczności, poczucie sensu życia, jednym słowem głód tych wartości, które zamykają się w słowie Bóg. Ten biały kawałek chleba jest nie tylko symbolem, ale jest samym Bogiem. Ten Chleb jest ciałem Chrystusa. Przed swoją męką Chrystus bierze do rąk chleb, łamie go i podaje uczniom, mówiąc: „Bierzcie i jedzcie to jest ciało moje, które za was i za wielu będzie wydane. To czyńcie na moją pamiątkę”. “. Jeśli wierzę w Chrystusa jako mego Zbawiciela i Boga to muszę Mu zaufać nawet wtedy, gdy mowa Jego jest trudna i nie do końca zrozumiała, nawet wtedy, gdy mówi, że ten biały kawałek chleba jest Jego Ciałem, że jest On w nim obecny. Chleb jest bardzo ważny w naszym życiu, i to jest jeden z powodów, że Chrystus użył go jako znaku swojej obecności wśród nas.

Mówiąc o zaufaniu Chrystusowi przytoczę historię z lat mojego dzieciństwa. Trzymałem w rękach piłkę, a tata mówił mi o kształcie kuli ziemskiej i dla porównania użył piłki. Wyobrażałem sobie, że ja stoję na górnej jej powierzchni, a więc mogę stać, ale co z tymi, co z boku; zapewne muszą rękami sobie pomagać, aby się nie zsunąć z kuli ziemskiej. A już nie do pomyślenia było, aby ci po przeciwnej stronie kuli mogli się utrzymać na powierzchni ziemi. Sądziłem, że i tak pospadają, bo jak tu się utrzymać na dolnej stronie piłki. Byłem wtedy za mały, aby zrozumieć prawo przyciągania ziemskiego. Nie mogłem sobie poradzić z tą kulistością ziemi, ale byłem przekonany, że tak jest, bo tata to powiedział. Miałem bezgraniczną ufność dziecka. Gdy Chrystus nam mówi o swej obecności pod postacią chleba i gdy rozum nie może sobie z tym poradzić, wtedy potrzebna jest ufność dziecka. Tej ufności domaga się Chrystus, gdy mówi: „Jeśli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Bożego”.

Uroczystość Bożego Ciała jest świętem obecności Chrystusa pod postacią chleba i wina. W tym dniu zmieniają swój wygląd ulice polskich miast i wsi. Wszędzie kolorowe dekoracje. Wystrojone domy. Pachnie kwitami. Ulicą idzie barwna procesja. Dzieci pierwszokomunijne w nieskazitelnie białych strojach sypią kwiaty, tak, że ulica podobna jest do kwietnego kobierca. Ministranci dosypują kadzidła. Pod baldachimem idzie kapłan i trzyma złotą monstrancję, w której zamknięta jest okruszyna białego chleba. Przed tą okruszyną chleba wierni padają na kolana i śpiewają: „Bądź że pozdrowiona, Hostio żywa, W której Jezus Chrystus Bóstwo ukrywa! Witaj, Jezu, Synu Maryi, Tyś jest Bóg prawdziwy w świętej Hostii” (z książki Ku wolności).

 

 

KREW PRZYMIERZA

Mojżesz wrócił z góry i obwieścił ludowi wszystkie słowa Pana i wszystkie Jego zlecenia. Wtedy cały lud odpowiedział jednogłośnie: „Wszystkie słowa, jakie powiedział Pan, wypełnimy”. Spisał więc Mojżesz wszystkie słowa Pana. Nazajutrz wcześnie rano zbudował ołtarz u stóp góry i postawił dwanaście, stel, stosownie do liczby dwunastu pokoleń Izraela. Potem polecił młodzieńcom synów Izraela złożyć ofiarę całopalną i ofiarę biesiadną z cielców. Mojżesz zaś wziął połowę krwi i wylał ją do czar, a drugą połową krwi skropił ołtarz. Wtedy wziął Księgę Przymierza i czytał ją głośno ludowi. I oświadczyli: „Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni”. Mojżesz wziął krew i pokropił nią lud, mówiąc: „Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów” (Wj 24,3-8).

Jeden z moich znajomych księży był zmuszony załatwić w ciągu jednego dnia amerykańską wizę. Z doświadczenia wiemy, że nie jest to takie proste. Wymagany jest okres oczekiwania na wezwanie, a później przejście przez wiele upokorzeń ze strony urzędników ambasady. Wspomniany ksiądz nie mając wyboru, zaryzykował. Wybrał się rano do Warszawy, po drodze załatwił w agencji pismo umożliwiające samo wejście na teren ambasady amerykańskiej. Następnie stanął w kolejce dla tzw. VIP-ów. (VIP jest skrótem angielskich słów: „Very Important Person”, co znaczy mniej więcej: „bardzo ważna osoba”). Gdy doszło do rozmowy, urzędnik zapytał go: „Czy ksiądz wie, że stoi w niewłaściwej kolejce? Ta kolejka jest dla VIP-ów”. „Tak wiem, ale gdy wrócę z Ameryki także będę VIP-em” – żartem odpowiedział ksiądz. Odpowiedź ta ubawiła urzędnika tak, że już o nic więcej nie pytał, tylko powiedział: „Niech ksiądz się zgłosi po wizę dzisiaj o godz. 16:00”.

Nieraz stawałem w normalnej kolejce po wizę amerykańską i obserwowałem (miałem na to wiele czasu) podchodzących do okienka dla „bardzo ważnych osób”. Na tle, często zestresowanego tłumu wyglądali oni rzeczywiście na bardzo ważnych. Pewnym krokiem, z dumnie podniesioną głową podchodzili do okienka na rozmowę z konsulem. I po krótkim spotkaniu, zadowoleni, z poczuciem wyższości wychodzili z przyznaną wizą.

Jak to jest z tą ważnością, czy są ważni i mniej ważni ludzie? Ponad tydzień temu odprawiałem pogrzeb. W drodze na cmentarz rozmowa z właścicielem domu pogrzebowego zeszła na temat VIP-ów. Gdy usłyszał słowo VIP wypowiedział brzydkie słowo i wyłożył swoją teorię na ten temat. Szczególnie drażniło go zaliczanie ludzi do grupy bardzo ważnych ze względu na posiadane bogactwa. Uważa on, że każdy człowiek jest ważny. Ważna jest praca jaką wykonuje w duchu służby bliźniemu. O ważności człowieka stanowią przede wszystkim jego walory duchowe. Trudno się z nim nie zgodzić, szczególnie wtedy, gdy jego klientem jest martwy VIP. Wtedy to grabarz wykonuje najważniejszą robotę.

Taki pogląd jest zbieżny z tym, co odnajdujemy na kartach Pisma Świętego. Najważniejszy jest Bóg, a my jesteśmy Jego dziećmi. A zatem wszyscy jesteśmy braćmi. W oczach bożych nie ma ważnych i mniej ważnych ludzi, wybranych i odrzuconych. Nasza wielkość i ważność rodzi się w miarę zbliżania się do naszego Stwórcy. Zaś drogą prowadzącą do Boga jest miłość. Bóg pierwszy wychodzi do człowieka z inicjatywą miłości. Zawiera z człowiekiem przymierze wyrażone w słowie i ofierze całopalnej. W Księdze Wyjścia czytamy: „Spisał więc Mojżesz wszystkie słowa Pana. Nazajutrz wcześnie rano zbudował ołtarz u stóp góry i postawił dwanaście stel, stosownie do liczby dwunastu pokoleń Izraela. Potem polecił młodzieńcom synów Izraela złożyć ofiarę całopalną i ofiarę biesiadną z cielców. Mojżesz zaś wziął połowę krwi i wlał ją do czar, a drugą polową skropił ołtarz” (Wj 24, 4-6).

Boża miłość nie ustawała nawet wtedy, gdy człowiek łamał przymierze zawarte na górze Synaj i zapisane na kamiennych tablicach. Bóg dawał człowiekowi szansę przebłagania i usunięcia przeszkód uniemożliwiających udział w Jego wielkości i wieczności. Dzień Przebłagania (Yom Kippur) był dla Żydów najświętszym dniem. Tego dnia, tylko najwyższy kapłan mógł wejść do najświętszego miejsca w świątyni jerozolimskiej, tam gdzie była przechowywana Arka Przymierza. Kapłan ubrany w prostą białą lnianą szatę kropił krwią ofiarną z dwóch zwierząt ołtarz Arki Przymierza. Składano wtedy w ofierze dwa zwierzęta; jedno na przebłaganie za osobiste grzechy kapłana i drugie na przebłaganie za grzech całego narodu. Żydzi wierzyli, że krew zawiera istotę życia. I gdy Mojżesz kropił lud krwią ofiarną, ta krew stawała się znakiem przymierza przez, które boże życie stawało się udziałem Jego ludu.

Krwawe ofiary Starego Przymierza zostały zastąpione ofiarą Chrystusa. W Liście do Hebrajczyków czytamy: „Bracia: Chrystus zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy, i nie ręką uczyniony, to jest nie na tym świecie uczyniony przybytek, ani nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną Krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego zdobywszy wieczne odkupienie. Jeżeli bowiem krew kozłów i cielców oraz popiół z krowy, którymi skrapia się zanieczyszczonych, to o ile bardziej Krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście mogli służyć Bogu żywemu” (Hbr 9, 11-14).

Natchniony autor biblijny mówi, że nie potrzebujemy już więcej ofiar krwawych ze zwierząt. Jezus wylał własną krew za nasze przebłaganie. Jedyna ofiara Chrystusa jest wystarczająca. Jest to doskonała ofiara i doskonały akt posłuszeństwa. Nie potrzebujemy ofiar ze zwierząt, gdy sam Bóg ofiarował się za nas.

W czasie Ostatniej Wieczerzy, tuż przed złożeniem krwawej ofiary na krzyżu Jezus wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dając uczniom, powiedział: „Bierzcie, to jest Ciało moje”. Potem wziął kielich z winem, odmówił dziękczynienie podał uczniom mówiąc: „To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana”. W Chrystusie ludzkość zawarła nowe przymierze z Bogiem. Krwawa ofiara Chrystusa w tajemniczy sposób uobecnia się w eucharystycznych postaciach chleba i wina. A szczególnie w czasie sprawowania Mszy św. Dlatego tak ważny jest udział wiernych w tym misterium wiary. Wiarę w obecność Chrystusa w Eucharystii opieramy na Jego słowie. A jest to słowo wszechpotężne. Na to słowo umarli wychodzili z grobów, sparaliżowani powstawali, uciszała się burza na morzu. Takiemu słowu można zawierzyć. Eucharystia daje nam szczególną szansę udziału w życiu samego Boga, jak i też udziału w Jego wielkości.

Przed laty nurkowie odnaleźli na dnie morza statek hiszpański zatopiony 400 lat temu. Wśród wielu cennych rzeczy znaleziono obrączkę ślubną, na której były wygrawerowane słowa: „Nie mam już nic więcej, co mógłbym ci ofiarować”. Parafrazując te słowa możemy je odnieść do dzisiejszej uroczystości Bożego Ciała. Chrystus mówi do nas: „Oddałem ci samego siebie i już nic więcej nie mogę ci ofiarować”.  Oddał On dla nas samego siebie, abyśmy spożywając Jego Ciało wzrastali w wielkości, która czyni człowieka najważniejszym na świecie.

Raz w roku, w Uroczystość Bożego Ciała wyruszają na ulice miast i wsi procesje eucharystyczne. Głoszą one nadzwyczajną obecność Boga wśród nas. I są hołdem oddawanym Bogu ukrytemu pod postacią okruszyny chleba. Poeta Tadeusz Makowiecki w wierszu pt. „Na Dzień Bożego Ciała” przywołuje niepowtarzalny urok polskich procesji eucharystycznych.

„Pod baldachimem z gorącej mgły i złota

(Na wysokich drążkach niosą go anieli)

Słoneczna monstrancja rzęsiście migota,

Złociście się weseli.

A w dole chwieją się, chwieją aż do ziemi

Kłosy zbożne, pobożne, kornie, nieśmiało,

W chrzęście nie słyszą, jak w nich cicho, tajemnie

Rośnie chleb- Boże Ciało” (z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej).

 

 

OŁTARZ OFIARNY

Wyjdźmy z domu, wyjedźmy z zabieganego miasta, zostawmy za sobą rozliczne problemy i dajmy się ogarnąć pięknem przyrody. To tak niewiele, a tak wiele może zmienić w naszym życiu. Nieskazitelne błękitne niebo, zieleń i kwiaty, śpiew ptaków, piękne góry i jeziora działają jak balsam dla zagonionej, zranionej i często zagubionej duszy. W tej scenerii, przypominającej biblijny raj możemy usłyszeć niejako kroki przechadzającego się Boga. To może dlatego człowiek zamierzchłych epok, który był tak blisko natury częściej odnajdywał Boga, niż dzisiejszy mieszkaniec zatłoczonych i rozkrzyczanych miast. Piękno natury urzeka i zachwyca. Ten zachwyt staje się modlitwą dziękczynienia i uwielbienia Stwórcy tego piękna. To piękno przypina człowiekowi skrzydła, które unoszą go do Boga i przynagla człowieka do wznoszenia ołtarzy, na których wielbi Boga przez składanie ofiar. Chociaż ofiary były różne, to cel był ten sam: uwielbienie, dziękczynienie i przebłaganie Boga. Ołtarz był i jest dla człowieka znakiem szczególnej więzi, jedności i bliskości z Bogiem.

Ten pierwotny zachwyt nad naturą prowadził do odkrywania piękna bardziej duchowego, które pełniej można było wyrazić słowem. Na Górze Synaj Bóg dał człowiekowi „dziesięć słów”, inaczej Dekalog, Dziesięć Przykazań Bożych. Mojżesz wrócił z Góry Synaj i odczytał ludowi przykazania, ten zaś odpowiedział: „Wszystkie słowa, jakie powiedział Pan, wypełnimy”. Były to słowa Przymierza, jakie Bóg zawarł ze swoim ludem. Dekalog stał się sercem Starego Testamentu. Ukoronowaniem zawarcia Przymierza było zbudowanie ołtarza u stóp Góry Synaj i postawienie dwunastu kamiennych steli, które symbolizowały zawarcie Przymierza z dwunastoma pokoleniami Izraela. Na ołtarzu złożono krwawą ofiarę z baranka, którego krwią skropiono ołtarz i zgromadzony lud. Towarzyszyły temu słowa: „Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów”. Przymierze zostało przypieczętowane krwią zwierząt ofiarnych. Po wybudowaniu świątyni jerozolimskiej w Dniu Pojednania najwyższy arcykapłan wchodził do najświętszego miejsca w świątyni i tam składał ofiarę przebłagania. Przez długie lata, to przymierze i ta ofiara kształtowały życie ludu Starego Przymierza, stając się figurą i zapowiedzią Nowego Przymierza zawartego w Chrystusie. W prefacji wielkanocnej czytamy: „Chrystus przez ofiarę swojego Ciała na krzyżu sam stał się Kapłanem, Ołtarzem i Barankiem ofiarnym”.

W drugim czytaniu z Listu do Hebrajczyków słyszymy słowa: „Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy, i nie ręką, to jest nie na tym świecie uczyniony przybytek, ani nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną Krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego zdobywszy wieczne odkupienie”. Natchniony autor tego listu porównuje krew ofiar Starego Przymierza z Krwią Chrystusa, która przypieczętowała Nowe Przymierze. Chrystus wchodzi do miejsca świętego, którym nie jest świątynia jerozolimska, ale przybytek niebieski. W czasie Ostatniej Wieczerzy Chrystus ustanawia Eucharystię, która nie tylko przypomina zawarcie Nowego Przymierza z Bogiem, ale je uobecnia. Przenosi nas niejako w czasie do Wieczernika, gdzie Chrystus łamie dla nas chleb. Ustanowienie Eucharystii dokonało się w kontekście Starego Przymierza. W czasie wieczerzy paschalnej spożywano baranka, śpiewano hymn Wielkiego Hallelu i ojciec rodziny opowiadał o wyjściu z niewoli egipskiej. W czasie takiej wieczerzy Jezus ustanowił „pamiątkę” Nowego Przymierza: „A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dał im mówiąc: ‘Bierzcie, to jest Ciało moje’. Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: ‘To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana’”. A na zakończenie dodał: „To czyńcie na moją pamiątkę”. Jako sygnatariusze Nowego Przymierza jesteśmy dzisiaj w świątyni i czynimy to, co nam polecił Chrystus. Jest przedziwna pamiątka. Wspominając, uczestniczymy zarazem w tym samym wydarzeniu, co apostołowie wiele lat temu. W cudowny sposób bierzemy udział w Ostatniej Wieczerzy, śmierci Jezusa na krzyżu i Jego zmartwychwstaniu.

Ofiara Chrystusa nadaje sens i wartość naszym codziennym ofiarom. Jednak pod jednym warunkiem – musi być owocem miłości, jak ofiara Chrystusa. W Czermnej stoi niewielka barokowa kaplica. Ściany i sklepienie jej wnętrza pokrywa ok. 3 tys. ułożonych obok siebie czaszek i kości ludzkich, ofiar wojen oraz epidemii chorób zakaźnych. Na ścianie głównej znajduje się niewielki skromny ołtarz z barokowym krucyfiksem, na którym leżą także czaszki. Wśród nich jest czaszka sołtysa Martinca ze śladami kul, który w czasie wojny siedmioletniej został rozstrzelany przez Prusaków. Jego żona zginęła od ciosu tępym narzędziem, próbując zasłonić męża własnym ciałem. Ślady tego uderzenia widać na jej czaszce. Krzyż na ołtarzu, na którym sprawowana jest Msza św. jest wymownym symbolem ludzkiej ofiary, która w mocy Chrystusa przezwycięża śmierć: „Kto wierzy we mnie, choćby i umarł żyć będzie”. Sprawując Mszę św. stajemy w pokorze przed Chrystusem z bagażem całego naszego życia, a On mocą tajemniczej obecności przyjmę je i obdarza łaskę zbawienia. Eucharystia staje się pokarmem na drodze naszego zbawienia. Chrystus powiedział: „Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny”.

W uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej wychodzimy procesjonalnie na ulice naszych miast, aby wielbić Chrystusa obecnego pod postacią chleba i głosić światu tak ważną tajemnicę naszej wiary. Bł. Jan Paweł II w rozważaniu na modlitwę Anioł Pański powiedział: „Chrystus jest chlebem zbawienia dla człowieka wędrującego i pielgrzymującego przez ziemię. Oto dlaczego w uroczystość Bożego Ciała Chrystus w Eucharystii idzie w procesji ulicami, między domami i budynkami, gdzie toczy się codzienne życie. W tajemnicy eucharystycznej bowiem Zmartwychwstały zechciał zamieszkać na zawsze wśród nas, aby każdy człowiek mógł poznać Jego prawdziwe imię, Jego prawdziwe oblicze i doświadczyć Jego nieskończonego miłosierdzia. My wierzymy mocno, że Chrystus jest jedynym Zbawicielem świata. Jest Pośrednikiem nowego i wiecznego Przymierza, który wypełnił Przymierze, jakie Bóg zawarł z narodem wybranym na Synaju. Przymierze to jest otwarte dla wszystkich narodów w perspektywie wielkiej uczty eschatologicznej, zapowiadanej przez proroków” (książki Bóg na drogach naszej codzienności).

 

 

KRUSZYNA CHLEBA

Nasz wielki poeta Cyprian Kamil Norwid, z dala od ojczyzny,  w wierszu „Moja piosenka” pisał:

 „Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba

Podnoszą z ziemi przez uszanowanie

Dla darów Nieba….

Tęskno mi, Panie…

O ten dar nieba prosimy w codziennej modlitwie Ojcze nasz: „Chleba naszego powszedniego daj nam dziś”. Nieraz, aby człowiek zrozumiał jak wielkim darem jest kromka chleba trzeba go zapędzić do obozu koncentracyjnego, słońcem spalić ziemię, aby nie wydała plonu, pozbawić pieniędzy, aby nie miał za co kupić chleba. Dopiero wtedy uświadamia sobie, że od kawałka chleba zależy całe życie. W krajach dobrobytu ludziom tak spowszedniał chleb, że bez żenady wyrzucają go do kosza na śmiecie. Wyrzucona żywność po hucznych przyjęciach uratowałaby życie tysiącom dzieci umierającym w Afryce z głodu. Żyjącym w dostatku wydaje się nieraz, że inaczej być nie może. Jest to wielkie złudzenie. Jak niewiele trzeba było, aby ci którzy przed II wojną światową opływali we wszelkie dostatki umierali z głodu. Zwracamy się do Boga „Ojcze nasz”, jakże zasmuca serce ojca, gdy widzi jak jedno z jego dzieci kroi bochenek chleba i dzieli tak, że dla niektórych nic nie zostaje. Z pewnością, przyjdzie czas, kiedy to przed Bogiem, którego nazywamy Ojcem trzeba będzie zdać sprawę ze swojej zachłanności.

W Ojczyźnie, za którą tęsknił Norwid chleb był w wielkim poszanowaniu. Nie do pomyślenia było wyrzucenie okruchów chleba do śmietnika. Z wielką czcią podnosiło się z ziemi i całowało kromkę chleba, która przez nieuwagę spadła na ziemię. A to dlatego, że chleb traktowano jako dar nieba, który Bóg wybrał na znak swojej obecności wśród nas. Chrystus obecny pod postacią chleba stał się pokarmem dla naszej duszy, pokarmem w drodze do ojczyzny, za którą człowiek tęsknił od zarania swych dziejów. Jest to tęsknota za Bogiem i Jego królestwem, które nazywamy niebem. W kościele, okruszyna Eucharystycznego chleba otaczana jest najwyższym uwielbieniem, bo w niej jest obecny, nie symbolicznie, ale realnie sam Bóg.  Jest jeden dzień w roku, Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, kiedy to wychodzimy z kościołów i wyruszamy z chlebem Eucharystycznym na ulice naszych miast i wiosek. Nie wystarcza nam, że sami spożywamy ten pokarm wieczności, ale chcemy zaprosić na tę ucztę cały świat. Procesje eucharystyczne w kraju, za którym nieraz „tęskno nam Panie” nie mają sobie równych na świecie. Pięknie wystrojone domy, płoty i bramy. Cztery ołtarze. Barwna procesja. Feretrony, chorągwie, przystrojone obrazy, całe zastępy ministrantów i dziewczynek sypiących kwiaty. Dym kadzidła. Uroczyste śpiewy i orkiestra dęta. Mieniąca się zlotem monstrancja. To wszystko jest oprawą dla okruszyny chleba, w której jest żywy i prawdziwy Bóg. Swoje uwielbienie i wiarę w tę tajemnicę wyrażamy w jednej z pieśni eucharystycznych tymi słowami:

„Ja wiem, w kogo ja wierzę, stałością duszy mej.

Mój Pan w tym Sakramencie, pełen potęgi swej.

To ten, co zstąpił z nieba, co życie za mnie dał

I pod postacią Chleba pozostać z nami chciał”.

Tajemnica Eucharystii jest jedną z trudniejszych tajemnic naszej wiary, dlatego nieraz budziła wątpliwości nawet u tych, którzy stawiali przy ołtarzu i wypowiadali słowa Jezusa z Ostatniej Wieczerzy: „Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje… to jest krew Moja. To czyńcie na moją pamiątkę”. Ale i tu Bóg w swoim wielkiemu miłosierdziu winę niedowiarstwa zamieniał w błogosławioną winę, dzięki której w sposób fizyczny, namacalny Chrystus upewniał nas, że jest obecny w tej niewielkiej okruszynie chleba. Powstały całe tomy z opisami cudów eucharystycznych.  Jeden z nich miał miejsce w VIII wieku w Lanciano we Włoszech. Serce zakonnika sprawującego Mszę św. wypełniły wątpliwości, które zrodziły pytania: Czy Chrystus naprawdę jest obecny w Hostii i czy konsekrowane wino jest rzeczywiście Jego Krwią? I nagle ku swemu zdumieniu, podczas konsekracji zobaczył,  jak chleb rzeczywiście stał się Ciałem, a wino Krwią. Przerażony poczuł ogromną radość z powodu łaski, jakiej doznał. Oznajmił zgromadzonym na Mszy św. braciom, co się stało. Zgromadzeni z nabożną czcią podchodzili do ołtarza, aby na własne oczy zobaczyć cud. Niebawem wieść o cudzie rozeszła się po całej okolicy. Nieprzebrane tłumy wiernych przychodziły, aby na własne oczy zobaczyć cud. Z czasem krew skrzepła, przybierając kształt pięciu nieregularnych grudek.  Zarówno przemieniona Hostia jak i grudki zakrzepłej Krwi otoczono w Lanciano wyjątkową czcią, podejmując jednocześnie naukowe próby wyjaśnienia tego niecodziennego zdarzenia. W 1971 r. przy użyciu najnowszych technik dostępnych nauce przebadano cudem przemienione Ciało i Krew. Badania przeprowadził prof. Odoardo Linoli, specjalista w zakresie anatomii, chemii i mikroskopii klinicznej oraz prof. Ruggero Bertelli, anatom. Laboratoryjne badania mikroskopijnych fragmentów relikwii wykazały, że jest to ludzka tkanka mięśnia sercowego, zmumifikowana, ale niezmieniona od 1200 lat. Nie stwierdzono też śladów cięć ostrym narzędziem, co wykluczyło możliwość pobrania tkanki z ciała ludzkiego. Prof. Linoli w swym raporcie napisał: „Fragment Ciała jest przekrojem serca i jest to absolutnie widoczne, że mamy do czynienia z prawą i lewą komorą sercową”. Naukowcy stwierdzili również, że skrzepnięta krew z Lanciano jest samej grupy co krew z Całunu Turyńskiego, którym było owinięte po śmierci ciało Jezusa.

Aby głębiej wniknąć w tajemnicę obecności eucharystycznej Chrystusa  pod postaciami chleba i wina wróćmy jeszcze do odwiecznej tęsknoty człowieka z ojczyzną niebieską, którą człowiek wyrażał i szukał jej spełnienia na różne sposoby. Badania archeologiczne potwierdzają, że najbardziej powszechnym symbolem używanym w rytuałach religijnych była krew. Zapewne było to dyktowane doświadczeniem życiowym. Utrata krwi była równoznaczna ze śmiercią. A zatem krew jest esencją życia, jest życiem. Jest w niej coś boskiego. W pierwszym czytaniu na dzisiejszą uroczystość słyszymy o Mojżeszu, który wrócił z Góry Synaj z tablicami dziesięciu przykazań, które były zapisem zawartego z Bogiem przymierza. Aby dopełnić tego przymierze Mojżesz nakazał zbudować ołtarz, który był znakiem obecności Boga, następnie złożyć ofiarę całopalną z cielców. Ofiara całopalna symbolizowała całkowite oddanie się Bogu. Przymierze zawarte z Bogiem zostało potwierdzone pieczęcią krwi: „Mojżesz zaś wziął połowę krwi i wylał ją do czar, a drugą połową krwi skropił ołtarz. Wtedy wziął Księgę Przymierza i czytał ją głośno ludowi. I oświadczyli: Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni. Mojżesz wziął krew i pokropił nią lud, mówiąc: Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów”. To co było obrazem w Starym Przymierzu w Chrystusie stało się realna rzeczywistością. Drugie czytanie z Listu do Hebrajczyków mówi, że krwawe ofiary ze zwierząt w Starym testamencie były niedoskonałymi ofiarami przymierza, które dopiero w Chrystusie stało się doskonałym przymierzem, przypieczętowanym krwią Chrystusa.  Wierząc, że krew jest esencją życia Jezus oddal swoją krew, abyśmy mogli żyć, życiem podobnym do Jego życia, to znaczy w zjednoczeniu z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym. I pieczęć Krwi Chrystusa, to już nie symbol, ale realna rzeczywistość przed którą w pokorze i najwyższym uwielbieniu chylimy głowy w Uroczystość Ciała i Krwi Pańskiej (z książki W poszukiwaniu mądrości życia).

 

 

SŁUŻEBNICA BOŻA MATKA MARIA OD KRZYŻA

W promieniach słońca rozkwitają najpiękniejsze kwiaty. Zaś kwiaty duchowe najpiękniej zakwitają w promieniach bożej obecności. Eucharystia, to niepowtarzalny i jedyny sposób obecności Boga wśród nas. Karmiąc się Eucharystią, adorując ją sycimy się jej mocą i blaskiem, aby nie tylko zakwitnąć, ale przede wszystkim wydać owoc i to owoc trwający na wieki. Święci są wzorem trwania w promieniach Eucharystii, trwania, które stawało się źródłem obfitego owocowania. Wśród nich jest Sługa Boża matka Maria od Krzyża zwana Apostołką Eucharystii. Jest ona fundatorką Zgromadzenia Sióstr od Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu. O relacji do Eucharystii pisała: „Jezus w Najświętszym Sakramencie jest sercem naszej Wspólnoty i naszego życia, jako adoratorek. Pociągnięte przez miłość do Najśw. Sakramentu Ciała i Krwi Pańskiej, poświęcamy całe nasze życie adoracji Najświętszej Eucharystii i w ten sposób żyjemy duchem naszych Patronów i Założycieli”.

Ludwika Morawska urodziła się 22 sierpnia 1842 roku w Rokoszu koło Konina. Wzrastała w atmosferze głębokiej pobożności i patriotyzmu. Wcześnie została osierocona. Gdy miała cztery lata straciła ojca, a w wieku czternastu lat – matkę. Po tych ciężkich doświadczeniach młoda dziewczyna jeszcze mocniej przylgnęła do Boga. Kierując się pragnieniem całkowitego poświęcenia się Bogu, 8 sierpnia 1857 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Felicjanek w Warszawie. Rok później przywdziała habit zakonny. Po upadku Powstania Styczniowego, w roku 1864 Zgromadzenie Sióstr Felicjanek uległo kasacie. Siostry znalazły się, jakby na wygnaniu. Siostra Maria, po dwóch latach tułaczki zdecydowała się na wyjazd do Francji, gdzie wstąpiła do Franciszkanek Najświętszego Sakramentu w Troyes. Charyzmatem tego Zgromadzenia była nieustanna adoracja Najświętszego Sakramentu. Siostra Maria była urzeczona tą formą oddawania czci Jezusowi i była przekonana, że to Bóg przyprowadził ją tutaj. Wtedy zrodziła się w niej myśl założenia takiego klasztoru w ciężko doświadczonej przez zaborców Polsce. Była przekonana, że Jezus w Najświętszym Sakramencie będzie pokrzepieniem dla pozbawionego swoich praw narodu. W tym przekonaniu umacniały ją słowa papieża Piusa IX: „Polska będzie zbawiona przez nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu”. 29 kwietnia 1867 roku siostra złożyła śluby wieczyste i przyjęła nowe imię zakonne – Maria od Krzyża. Podczas tej uroczystości ks. Jełowiecki powiedział, że może Bóg zechce użyć Polki jako narzędzie przeniesienia tej formy kultu Eucharystii do zniewolonej przez zaborców Polski. Okazało się, że były to prorocze słowa w odniesieniu do siostry Marii.

Proroctwo zaczęło się spełniać w maju 1871 roku, kiedy to 29-letnia Maria wraz z sześcioma siostrami przybyła do Polski. Hrabina Cecylia Działyńska ofiarowała im dom w Granowie koło Poznania. Papież Pius IX oficjalnie zezwolił na utworzenie klasztoru Franciszkanek Najświętszego Sakramentu za ziemiach polskich. Arcybiskup Ledóchowski został upoważniony do dokonania jego kanonicznej erekcji. Ta dobrze zapowiadająca się fundacja niespodziewanie zaczęła napotykać na różnego rodzaju przeszkody. Siostry musiały opuścić dom, bo jak się okazało był im ofiarowany tymczasowo.  Udały się zatem do Gniezna, gdzie Maria zakupiła działkę, na której zamierzała wybudować kościół i klasztor. Niestety, w tym czasie rząd pruski rozpoczął kulturkampf, walkę z Kościołem i z polskością. Nie było mowy o wybudowaniu klasztoru, co więcej, zaborcze władze pruskie zmusiły siostry do opuszczenia Gniezna. Mimo tych trudności siostra Maria nie brała pod uwagę powrotu do Francji, gdyż głęboko wierzyła, że Bóg posłał ją do udręczonej ojczyzny.

Matka Maria od Krzyża na kolejne miejsce dla swego zgromadzenia wybrała Lwów. Postanowiła wybudować tam klasztor wraz z kościołem. Na przeszkodzie w realizacji tego planu stanął brak funduszy. Aby pokonać tę przeszkodę Matka Maria dotarła do przedstawicieli arystokracji lwowskiej, została nawet przyjęta przez samego cesarza Franciszka Józefa I. Kontakty te zaowocowały. Po dwunastu latach budowy, 29 września 1889 roku kościół pod wezwaniem Serca Jezusowego został konsekrowany. Był to jeden z najpiękniejszych kościołów Lwowa. Uroczystości te poruszyły cały Lwów i zgromadziły liczne duchowieństwo oraz nieprzebrane tłumy wiernych. Uradowana Matka Maria pisała do sióstr: „Niech Pan Bóg da Wam poznanie naszego świętego powołania, tej misji u Najświętszego Sakramentu za świat cały, który nas obowiązuje zupełnie siebie zapomnieć a szukać i starać się o życie Pana Jezusa w nas i drugich przez modlitwę i uświęcenie nasze”. Eucharystyczna pobożność Zgromadzenia zaczęła promieniować na zewnątrz, przyciągając coraz liczniejsze rzesze wiernych na adorację Najświętszego Sakramentu. I to stawało się źródłem przemiany wewnętrznej ludzi i podejmowania różnorakich form działalności religijnej i charytatywnej. Przewodziła w tym Matka Maria, która za motto życiowe przyjęła słowa: „Wszystko dla Jezusa w Hostii, by On był od wszystkich uwielbiony i ukochany”. I wyśpiewywała chwałę Jezusa Eucharystycznego nie tylko swoim sercem, ale słowami pieśni, której jest autorką:

„O milcząco Hostio biała

na kolanach wielbię Cię,

Tyś tak biedna, taka mała,

a w Twym cieniu kryje się

Ten, co rządzi całym światem…”

Działalność lwowska nie wystarczała Matce Marii. Pragnęła, aby kult wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu rozszerzał się. Napotykając na trudności w zakładaniu nowych placówek Matka Morawska podkreślała, że należy: „Bardziej liczyć na Opatrzność, niż na środki podane przez ludzką roztropność.”

W roku 1893 założyła nowy klasztor w Mariborze i pięć lat później w Wiedniu. Życie w zakonie, szczególnie w klasztorach nowo zakładanych nie było łatwe. Niejednokrotnie siostry mieszkały w zawilgoconych i niedogrzanych celach oraz nie miały pieniędzy na zakup żywności. Matka Maria, starając się zaradzić tym brakom mówiła, że wszelkie trudy i braki wyrabiają wytrwałość, a to jest nieodzowne w powstawaniu wielkich dzieł bożych. Na ołtarzu powstających wielkich dzieł bożych złożyła swoje życie. Wyczerpana pracą, umartwieniami zachorowała na serce i płuca. Zmarła nagle 26 stycznia 1906 roku. Została pochowana w krypcie lwowskiego klasztoru przy ul. Kurkowej.

Po śmierci Matki Marii Zgromadzenie Franciszkanek Najświętszego Sakramentu nadal dynamicznie się rozwijało. Powstawały nowe klasztory. Zgromadzenie we Lwowie istniało do 1946 r., kiedy to Rosjanie nakazali jego likwidację. Wówczas o grób Matki Marii zadbały osoby świeckie. To między innymi dzięki nim przetrwała pamięć o charyzmatycznej zakonnicy, która całym życiem przylgnęła do Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Obecnie kościół i klasztor użytkują prawosławni patriarchatu kijowskiego. Raz w miesiącu przy grobie matki Marii od Krzyża, którym opiekują się klaryski, odprawiana jest Msza św. W latach siedemdziesiątych zmieniono nazwę zakonu na Klaryski od Wieczystej Adoracji. Obecnie istnieją 24 autonomiczne domy Klarysek, w tym siedem w Polsce. Dnia 25 października 2002 r., uroczyście rozpoczęto we Lwowie proces beatyfikacyjny Matki Morawskiej (z książki Wypłynęli na głębię).

 

 

ZAPISANA KARTA PAMIĘCI

Jedną z najpiękniejszych posług duszpasterskich kapłana jest przygotowywanie wraz z rodzicami dzieci do I Komunii św. a później uczestnictwo w samej uroczystości. Zazwyczaj organizowany jest także tak zwany biały tydzień, który jest czasem zgłębiania tajemnicy obecności Chrystusa pod postaciami Eucharystycznymi. W parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Dolnym Brooklynie, w czasie homilii w ramach białego tygodnia, tłumacząc dzieciom tajemnicę obecności Chrystusa w postaciach Eucharystycznych użyłem obrazu, który jak mam nadzieję trafił do stechnicyzowanej wyobraźni dzieci. Pokazałem dzieciom aparat fotograficzny, a że jest to profesjonalny sprzęt, to zrobił na dzieciach wrażenie. Aby jednak poprowadzić dialogowaną homilię we właściwym kierunku i nie wypaść na samochwałę opowiedziałem historię, która przydarzyła się w jednym z kościołów. Otóż biskup, odwiedzając parafię odprawiał Mszę św. dla dzieci. Homilię zaczął od historii apostołów oraz biskupów, ich następców. Z intencją, aby dzieci rozpoznały w nim biskupa zadał im pytanie: „Kim ja jestem?” Nikt się nie zgłosił do odpowiedzi. Biskup zaczął ich naprowadzać: „Popatrzcie mam wielki krzyż na piersi”. Dalej cisza. Pokazał pierścień biskupi. I to nie pomogło. „Popatrzcie mam taką dużą, ozdobną laskę, którą nazywamy pastorałem”- powiedział biskup. Po tej podpowiedzi jeden chłopiec podniósł rękę i powiedział: „Jesteś chwalipiętą”. Konsternacja, bo ani biskup, ani rodzice nie spodziewali się takiej odpowiedzi. Wydawało się, że honor uratuje dziewczynka, która trzymała rączkę w górze. Wywołana do odpowiedzi powiedziała: „Jesteś zapominalski”. Tak to wyglądają nieraz dialogowane homilie dla dzieci.

Dzieci myślą bardzo konkretnie i nazywają rzeczy po imieniu, tak jak je widzą. Kapłan podnosi biały kawałek chleba i mówi, że jest to Ciało Jezusa Chrystusa. Dla nas dorosłych jest to bardzo trudna prawda wiary, a co mówić o dzieciach. Dlatego, aby wiarę dziecka w obecność Jezusa pod postacią chleba związać z jego pojmowaniem rzeczywistości wykorzystałem w czasie homilii aparat fotograficzny. Wyjąłem z niego i pokazałem dzieciom czystą kartę pamięci, pytając co to jest. Dzieci bezbłędnie rozpoznały kartę pamięci.  Następnie włożyłem kartę do aparatu i nacisnąłem opcję wyświetlania fotografii. Na ekranie pojawił się napis, który pokazałem dzieciom: „Brak obrazów”. Następnie zrobiłem kilka zdjęć i włączyłem opcje wyświetlenia fotografii. Dzieci widziały teraz na ekranie samych siebie. Po czym wyciągnąłem kartę pamięci i pokazałem ją dzieciom, pytając czy ta karta zmieniła się. Dzieci powiedziały, że się nie, że wygląda tak samo. Powiedziałem wtedy: „Widzicie, karta pamięci się nie zmieniła zewnętrznie, ale jest całkiem inna, bo są na niej wasze podobizny. Nawet w sprawach materialnych nie wszystko widzimy oczami, a tym bardziej w sprawach duchowych”. Potem nawiązałem do Eucharystii. Po słowach Jezusa wypowiadanych przez kapłana w czasie konsekracji ten biały chleb nie jest już tym samym chlebem, który widzimy przed konsekracją. Podczas Ostatnie Wieczerzy Jezus wziął chleb w swoje ręce i powiedział: „Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje”. A na koniec powiedział: „To czyńcie na moją pamiątkę”. Zostało to niejako zapisane na „karcie pamięci”. Aby odczytać ten zapis potrzebny jest „aparat”, którym jest nasze serce ogarnięte bezgraniczną wiarą i czcią dla Chrystusa utajonego po postaciami Eucharystycznymi.

Takie i tym podobne przywołujemy obrazy, aby uszczknąć chociaż rąbka tej tajemnicy wiary. Takie próby zrozumienia są potrzebne, ale najważniejsza nasza wiara i adoracja Najświętszego Sakramentu. Łacińskie słowo „adoratio” oznacza oddawanie czci i uwielbienie. Jako chrześcijanie adorujemy Boga w trzech Osobach: Ojca, Syna i Ducha Świętego. W tradycji chrześcijańskiej szczególne miejsce zajmuje adoracja Najświętszego Sakramentu, czyli oddawanie boskiej czci i uwielbienia Chrystusowi obecnemu pod postaciami eucharystycznymi. Adoracja pogłębia naszą przyjaźń z Bogiem, ożywia naszą wiarę, nadzieję i miłość i przygotowuje nas do pełnego zjednoczenia z Chrystusem w Komunii świętej. Przez adorację dajemy świadectwo naszej wiary w realną obecność Chrystusa w Eucharystii.  Święty Jan Paweł II w roku 1981 w czasie rozpoczęcia wieczystej adoracji w Bazylice Świętego Piotra modlił się: „Panie, zostań z nami. Uczniowie po raz pierwszy wypowiedzieli te słowa w Emaus. Później, wraz z upływem stuleci, były one na ustach tak wielu Twoich uczniów i wyznawców, niezliczoną ilość razy, o Chryste. Wypowiadam te same słowa, by prosić Cię, Chryste, Chryste Twej eucharystycznej obecności, byś przyjął codzienną adorację, trwająca przez cały dzień w tej świątyni. Zostań z nami dzisiaj i bądź z nami od tej chwili po wszystkie dni. Zostań! Żebyśmy mogli spotkać Cię na modlitwie uwielbienia i dziękczynienia, na modlitwie przebłagania i prośby. Zostań! Ty, który jesteś równocześnie ukryty w eucharystycznej tajemnicy wiary i objawiony pod postacią chleba i wina, które przyjąłeś w tym sakramencie. Zostań! Żebyś mógł nieustannie potwierdzać swoją obecność w tej świątyni i żeby wszyscy, którzy do niej przychodzą, dostrzegali, że jest to Twój dom, mieszkanie Boga pośród ludzi, i odkryli samo źródło życia i świętości, które tryska w Twoim eucharystycznym sercu”.

W Uroczystość Bożego Ciała z wołaniem „Panie, zostań z nami” wychodzimy w barwnych procesjach eucharystycznych na ulice naszych miast i wiosek. To wołanie sprawia, że krew Chrystusa, jak czytamy w Liście do Hebrajczyków „oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu”. Ofiara Krwi Chrystusa zastąpiła przymierze zawarte ongiś z Mojżeszem, o którym czytamy w Księdze Wyjścia: „Mojżesz zaś wziął połowę krwi i wylał ją do czar, a drugą połową krwi skropił ołtarz. Wtedy wziął Księgę Przymierza i czytał ją głośno ludowi. I oświadczyli: ‘Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni’. Mojżesz wziął krew i pokropił nią lud, mówiąc: ‘Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów’”. Święty Cyryl Jerozolimski, żyjący w IV wieku w katechezie o Najświętszym Sakramencie wyraża głęboką wiarę w realną obecność Pana Jezusa, a Komunię świętą nazywa „wcieleniem z Chrystusem. Pisze między innymi: „Gdy więc przyjmujesz Eucharystię, pamiętaj, że nie jest to zwykły i pospolity chleb i wino, ale jak stwierdził Pan, to jest Jego Ciało i Krew. A choćby zmysły mówiły ci coś innego, to wiara daje ci niezachwianą pewność. Zostałeś pouczony o tym i jesteś w pełni przekonany, że to, co się tobie zdaje chlebem, nie jest chlebem, choć ma jego smak, ale Ciałem Chrystusa; i to, co się tobie zdaje winem, nie jest winem, choć smak ci o tym mówi, ale Krwią Chrystusa. O tym już bardzo dawno mówił Dawid w psalmach: ‘Chleb ludzkie serce krzepi, a oliwa rozpogadza twarze’. Pokrzep więc twe serce, spożywając ten chleb jako pokarm duchowy i rozwesel oblicze twej duszy. Z odsłoniętym więc obliczem, czyli z czystym sercem, wpatruj się w chwałę Pańską, którą oglądasz jakby w zwierciadle, i postępuj z chwały do chwały, w Chrystusie Jezusie, Panu naszym, któremu przystoi cześć, moc i chwała na wszystkie wieki. Amen” (Kurier Plus, 2014).

 

 

SZCZĘŚCIE DUSZY

Naomi Levy jest amerykańskim rabinem i pisarką. Urodziła się w Boro Park na Brooklynie, w Nowym Jorku. W swojej książce „Einstein and the Rabbi: Searching the Soul” opisuje między innymi historię Henriego. Trzydziestosześcioletni mężczyzna miał wiele powodów do radości i szczęścia. Jego biznes rozwijał się bardzo dobrze, przynosząc duże dochody. Był szczęśliwymi mężem i ojcem. A mimo to w rozmowie z Naomi powiedział: „Czegoś mi brakuje do pełni szczęścia, chociaż nie mam prawa narzekać na cokolwiek. Czuję jakbym otrzymał główną wygraną w lotto. Mam pieniądze, zdrowie, miłość, rodzinę, osiągnąłem sukces, a mimo to czuję wewnętrzną pustkę, jakbym czegoś zapomniał w życiu, ale nie wiem czego. To uczucie jest dokuczliwe i nie daje mi wewnętrznego spokoju i staje na drodze do pełnej, beztroskiej radości”. W czasie rozmowy z pisarką Henry przyznał, że w domu nie skupia się na życiu rodzinnym. Nigdy nie angażuje się w stu procentach w sprawy najbliższych. Zawsze jest „podłączony” do telefonu i tabletu, załatwiając jakieś biznesowe sprawy. Nawet bawiąc się z synem, czy jedząc obiad z rodziną ciągle jest „podłączony do swego biura”. Po wysłuchaniu go Naomi powiedziała: „Może zapomniałeś o swojej duszy i związku duszy z ludźmi, których kochasz”. „Ależ ja realizuję swoje marzenia i sny” – odpowiedział Henry. Na co usłyszał: „Henry, twoja dusza może mieć inne marzenia i sny”. Po czym Naomi zapytała go, jak w rodzinie przeżywa szabat: „Przyszedłeś do mnie z prośbą o pomoc, a zatem moja sugestia jest taka, abyś spróbował przeżyć w skupieniu ze swoją rodziną to cotygodniowe święto. Powinieneś zająć się rodziną i przeżywaniem szabatu, zostawiając na boku sprawy biznesowe. Zostaw telefon i inne urządzenia techniczne, aby w piątek wieczorem spokojnie zapalić świece szabasowe. Z wewnętrznym pokojem i beztroską radością rozpocznij uroczystą ucztę szabasową”.

Po kilku tygodniach milczenia Naomi zadzwoniła do Henriego, pytając, jak wyglądają jego szabaty. Na co usłyszała odpowiedź: „W pierwszy szabatowy wieczór, co chwilę sięgałem po telefon, ale go zaraz odkładałem. Aż w końcu całkowicie go wyłączyłem, ale poczułem się jak z amputowaną kończyną i wciąż nasłuchiwałem komórki i jej szukałem”. „I co” – dopytywała Naomi. „Wygrałem z biznesem i technologią. Po raz pierwszy poczułem radość i pokój bycia prawdziwym ojcem. Wcześniej to było udawanie. Uwielbiam bawić się z synem, czytać mu książki i patrzeć mu w oczy… Nie ma już telefonu, tabletu, gdy wspólnie siedzimy przy stole. Dokonałem także zaskakującego odkrycia: „To niesamowite, głębokie przeżycie wieczoru szabatowego w łączności z Bogiem i rodziną ma pozytywny wpływ na wszystkie dni tygodnia. Dokuczliwe poczucie pustki minęło. Czuję się bogaty”. „Bo nim jesteś” – powiedziała Naomi.

W czasie cotygodniowych, szabatowych wieczorów wspomina się wydarzenia, które w sposób niezwykle uroczysty celebruje się w czasie dorocznych świąt Paschy. Pascha żydowska obchodzona była i jest czternastego dnia miesiąca nisan. Przywołuje ona na pamięć wyzwolenie Izraelitów z niewoli egipskiej. Przed wyjściem z niewoli egipskiej Izraelici zabijali baranka i jego krwią zaznaczali odrzwia domów. Anioł śmierci omijał oznaczone krwią domy. Na pamiątkę tego wydarzenia, w czasie świąt Paschy zabija się i spożywa baranka, co podkreśla jej zbawczy charakter. Wieczerza żydowskiej Paschy trwa długo i ma bogatą w obrzędowość. Między innymi na stole stawia się pusty kielich zwany kielichem Eliasza. Czeka on na biblijnego proroka, który ma przyprowadzić ze sobą kogoś, kogo przedstawi słowami: „Oto Mesjasz”. W takiej tradycji świętowania Paschy wyrastał Chrystus i Jego uczniowie. Słowa i czyny Jezusa mówią, że wypełniły się słowa Paschy żydowskiej „Oto Mesjasz”. Ostatnia Pascha Jezusa przed Jego śmiercią stała się dla nas Ostatnią Wieczerzą i na zawsze odmieniała charakter żydowskiej Paschy. Chrystus jest zbawiającym Barankiem. W Ewangelii czytamy: „A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im, mówiąc: ‘Bierzcie, to jest Ciało moje”. Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: ‘To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana”. I przykazał nam, abyśmy to czynili na Jego pamiątkę.

W cyklu tygodniowym niedziela jest dniem, który w sposób szczególny jest poświęcony tej tajemnicy, tajemnicy Eucharystii, obecności Chrystusa wśród nas pod postaciami chleba i wina. Święty Jan Paweł II w encyklice Ecclesia de Eucharistia pisze: „Kościół otrzymał Eucharystię od Chrystusa, swojego Pana, nie jako jeden z wielu cennych darów, ale jako dar największy, ponieważ jest to dar z samego siebie, z własnej osoby w jej świętym człowieczeństwie, jak też dar Jego dzieła zbawienia”. Z kolei w liście apostolskim św. Jana Pawła II Dies Domini czytamy: „Eucharystia karmi i kształtuje Kościół: ‘Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno Ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba”. Dzięki tej żywotnej więzi z Sakramentem Ciała i Krwi Pańskiej właśnie w Eucharystii można tę tajemnicę Kościoła najdoskonalej głosić, doświadczać i przeżywać”. Eucharystia jest nadzwyczajnym doświadczeniem bliskości Boga, bliskości, która nie tylko otwiera dla nas bramy nieba, ale przemienia naszą codzienność na miarę świętości i staje się źródłem wewnętrznego pokoju i daje poczucie sensu życia, szczególnie wtedy, gdy doświadczamy wewnętrznej pustki jak w przypadku wspomnianego na początku tych rozważań Henriego.

Jeśli Eucharystia nie odmienia naszego życia, to nie znaczy, że nie ma ona mocy, ale my nie jesteśmy przygotowani na jej przyjęcie. Ilustracją tego problemu niech będzie poniższa historia. Rosjanie i Amerykanie byli na wspólnej wyprawie kosmicznej. Wśród artykułów spożywczych był rosyjski czarny chleb. Był smaczny, ale trochę twardy. Podczas jednego z posiłków Amerykanin ugryzł kawałek chleba i złamał ząb. Wyrzucił chleb i warknął: „Wredny komunistyczny chleb”. Rosjanin odpowiedział: „To nie komunistyczny chleb jest kiepski, ale zepsuty kapitalistyczny ząb”. Parafrazując możemy powiedzieć, że jeśli nasza wiara jest słaba, „zepsuta” to nie doświadczymy przemieniającej mocy Eucharystii.

Na zakończenie jeszcze jedna historia, która może posłużyć jako ilustracja prawdy, że zgłębiając tajemnice Eucharystii odkryjemy największy skarb naszego życia w wymiarze doczesnym i wiecznym. Młoda kobieta opiekowała się swoją niedołężną ciotką, która odziedziczyła po swoim bracie spory majątek, o czym nikomu nie wspominała. Na łożu śmierci wezwała siostrzenicę: „Byłeś dla mnie dobra. Chcę cię za to wynagrodzić. Weź ten stary sweter i noś go aż staniesz się bogata”. Siostrzenica podziękowała, ale widać było, że jest rozczarowana. Schowała sweter do szuflady i zapomniała o nim. Po śmierci ciotki robiła porządki i odnalazła sweter. Włożyła go idąc do pracy w ogrodzie. Poczuła coś w kieszeni swetra. Znalazła klucz zawinięty w notatkę. Ciotka zostawiła jej olbrzymi majątek (Kurier Plus, 2018).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *