3 Sty

Uroczystość Objawienia Pańskiego . Rok C

 

KRÓLEWSKIE DARY .                                         

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon. Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny (Mt 1, 1-12).

Na różne sposoby Bóg objawia się człowiekowi. Do pasterzy, pasących swe owce, przemówił przez aniołów. „Wtem stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska ich oświeciła, tak, że się bardzo przestraszyli. I rzekł do nich anioł: Nie bójcie się! oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu” (Łk 2, 9-10). Herod poznał prawdę o Jezusie przez Mędrców ze Wschodu, których tradycja nazwała królami. Do Arcykapłanów i uczonych w Piśmie Bóg przemówił przez Pismo św. „Zebrał, więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem Judzkim, bo tak zostało napisane przez Proroka,”(Mt 2, 4-5). Mędrcom ze Wschodu Bóg objawił się na drodze naukowych poszukiwań. Gwiazda, którą dostrzegli na niebie, i która ich doprowadziła do Jezusa, jest symbolem tych poszukiwań.

Kim byli mędrcy- magowie? W starożytności, m in. na dworach Medów i Persów, była grupa ludzi zwanych mędrcami lub magami. Mieli oni wielki wpływ na życie polityczne, religijne i społeczne. Zajmowali się nauką, a także wyjaśnianiem snów i astrologią. Byli to, więc ludzie najlepiej przygotowani do odczytania znaków z nieba i zrozumienia dobrej nowiny o narodzinach mesjańskiego Króla. Tradycja uczyniła z magów, królów, zapewne pod wpływem Psalmu 72. „Królowie Tarszyszu i wysp przyniosą Mu dary, a królowie Szeby i Saby przyjdą z daniną. Pokłon Mu złożą wszyscy królowie i wszystkie ludy będą Mu służyć”.

Ewangelista nie wspomina ilu było mędrców i nie podaje ich imion. Malowidła z katakumb rzymskich z II i III wieku przedstawiają ich w liczbie dwóch, czterech a nawet sześciu. U Syryjczyków i Ormian jest ich dwunastu. W kościele katolickim przyjęła się liczba trzech, ze względu na trzy dary, o jakich wspomina Ewangelia: złoto, kadzidło i mirra. Ojcowie kościoła w tych darach widzieli symbole; złoto jest symbolem godności królewskiej Chrystusa, kadzidło- godności boskiej i mirra jest symbolem męki. W VIII wieku pojawiły się imiona mędrców, całkiem przypadkowe; Kacper Melchior i Baltazar. W uroczystość Objawienia Pańskiego, od XV wieku, święci się w Kościele złoto i kadzidło; a dopiero od XVIII wieku- kredę.

Polska tradycja ma swoje zwyczaje związane z tą uroczystością. Po powrocie z kościoła, święconą kredą wypisuje się na drzwiach domostw K+ M + B- inicjały trzech Króli oraz cyfry danego roku, albo C+M+B wraz cyframi roku. Wg. św. Augustyna, ten ostatni napis należy tłumaczyć; Christus Multorum Benefactor- Chrystus dobroczyńcą wielu. Bardzo trafne jest interpretowanie tych inicjałów jako noworocznego błogosławieństwa udzielonego domowi przez Kościół: Christus Mansioni Benedicat- Niech Chrystus błogosławi temu domowi. Sens tego obrzędu wyjaśnia modlitwa poświęcenia: „Panie Jezu Chryste, którego Trzej Mędrcy jako Dziecię znaleźli w domu i złożyli Mu hołd, który wzrastałeś w domu w Nazarecie przy boku Maryi i św. Józefa, uświęć i nasz dom swoją obecnością. Niech panuje w nim Twoja miłość, dobroć i czystość. Niech wszyscy tworzymy domowy kościół, który w tym sanktuarium niech stale składa Ci uwielbienie i chwałę. Niech święte symbole, które znaczymy na drzwiach tego sanktuarium przypominają nam i tym, którzy będą nas odwiedzać, że jesteśmy domowym kościołem i za gwiazdą wiary chcemy iść na spotkanie z Tobą do domu naszego wspólnego Ojca, który w jedności Ducha żyjesz i królujesz”.

W dawnych czasach kredowe znaki czyniono także na drzwiach i słupach obory. Niekiedy gospodarz obchodził wszystkie granice swego obejścia i ciągnął kredę po ziemi, aby się odgrodzić od zła, jakie mogło wtargnąć do gospodarstwa. W tym dniu używano także kadzidła poświęconego w kościele. Okadzanie kadzidłem, w przeszłości, rozumiano jako zabezpieczenie przed wrogimi siłami i nieszczęściami, dlatego okadzano i kropiono święconą wodą całe gospodarstwo, w tym ule i dobytek.

Wśród wielu dróg prowadzących do poznania i spotkania Boga jest jedna, o której chcę wspomnieć na zakończenie. Mówi o niej stara rosyjska legenda.

Do Betlejem szedł czwarty Król, biedniejszy co do zabranych darów, ale bogatszy duchem, wspaniałomyślnością i ofiarą. Wyszedł ze wschodu razem z tamtymi, ale nie nadążył za nimi. Czuły na nędzę i nieszczęścia zapamiętale angażował się w losy spotkanych na drodze biednych i cierpiących ludzi. Wędrował tą samą drogą, ale bardzo długo. Wykupywał niewolników, wspomagał nędzarzy. Ze złota i kosztowności nic nie zostało. Sam staje się biedakiem. Dla uwolnienia z galer syna biednej wdowy zostaje galernikiem i przez 30 lat wykonuje ciężką pracę. Wreszcie osiągnął cel podróży. Przybywa do Jerozolimy i spotyka Jezusa, z krzyżem na ramionach, w drodze na Kalwarię. Przyniósł Jezusowi dar swego szlachetnego życia. Jezus spojrzał na niego i czwarty Król poczuł ogromną radość, bo zbawienie stało się jego udziałem (z książki Ku wolności).

 

 

ŚW. TERESA BENEDYKTA

Bracia: Przecież słyszeliście o udzieleniu przez Boga łaski danej mi dla was, że mianowicie przez objawienie oznajmiona mi została ta tajemnica. Nie była ona oznajmiona synom ludzkim w poprzednich pokoleniach, tak jak teraz została objawiona przez Ducha świętym Jego apostołom i prorokom, to znaczy, że poganie już są współdziedzicami i współczłonkami Ciała, i współuczestnikami obietnicy w Chrystusie Jezusie przez Ewangelię (Ef 3,2-3a.5-6).

W XIII wieku Marco Polo w pamiętniku z podróży na daleki Wschód napisał: „Jest w Persji miasto Savah, z którego wyszli trzej Magowie, kiedy udali się, aby złożyć pokłon Jezusowi Chrystusowi. W mieście tym znajdują się trzy wspaniałe i potężne grobowce, w których zostały złożone ciała Magów. Są one tak pięknie zachowane, że można oglądać ich włosy i brody”. Magowie stali się symbolem ludzkich poszukiwań Boga. Podjęli daleką podróż u kresu, której odnaleźli w małym dziecięciu Boga. W długi szereg poszukiwaczy Boga wpisuje się Edyta Stein. Na drodze filozoficznych i religijnych poszukiwań prawdy w Chrystusie odnalazła swego Zbawcę.

Edyta urodziła się 12 października 1891 r. we Wrocławiu, w dzień żydowskiego Święta Pojednania. Fakt ten, jak i to, że była najmłodszym dzieckiem w żydowskiej rodzinie, sprawił że cieszyła się szczególną miłością matki i rodzeństwa. Edyta straciła ojca, gdy ma półtora roku. Matka, Auguste kobieta wielkiej wiary, prawości moralnej i przedsiębiorczości, musiała sama zatroszczyć się o swoje dzieci. Pochłonięta pracą nie miała zbyt wiele czasu na praktyki religijne, co stanie się powodem, że jej dzieciom zabraknie gorliwości w wyznawaniu judaizmu. Edyta była wyjątkowo inteligentnym dzieckiem. W rodzinie mówiono „mądra Edyta”. Po latach Edyta napisze, że nie była z tego zadowolona, gdyż „od pierwszych lat życia wiedziałam, że o wiele ważniejszym jest być dobrym niż mądrym”.

W wieku 14 lat Edyta opuściła szkołę dla dziewcząt i wyjechała do Hamburga. W autobiografii pisze „Czas spędzony w Hamburgu wydaje mi się, jeśli teraz do niego wracam jako swoistego rodzaj stadium przepoczwarzania. Byłam ograniczona do wąskiego kręgu ludzi i żyłam, jeszcze bardziej niż to było w domu, w moim wewnętrznym świecie. Czytałam o tyle, o ile na to pozwalały prace domowe. Słuchałam i czytałam rzeczy niezbyt odpowiednie dla mnie. W bibliotece szwagra znajdowały się książki, które nie były przeznaczone dla 15-letniej dziewczyny. Oprócz tego Max i Elsa byli niewierzący. W ich domu nie było żadnej religii. Tutaj też, zupełnie świadomie i z wolnej woli, przestałam się modlić”.

Po powrocie do Wrocławia, zdała maturę i rozpoczęła studia języka niemieckiego, historii, a później filozofii i psychologii. Tutaj spotykała prof. Sterna, którego nazywała „absolutnym ateistą”, a który później stał się gorliwym katolikiem. Sama określała siebie jako ateistkę. W roku 1913 zdecydowała się na dalsze studia w Getyndze. Tu doświadczyła ograniczoności ludzkiego poznania. Tak o tym pisze: „Dawniej byłam dumna z tego, że moja czaszka jest twardszą od najgrubszych murów. Teraz raniłam sobie czoło, ale nielitościwa ściana nie chciała ustąpić. Życie wydawało mi się nie do zniesienia. Mówiłam sobie, że to wszystko nie ma sensu”. Pisze, że wtedy przyjęła za swoje powiedzenie matki: „Kto chce, ten może. Jeśli się bardzo pragnie, wtedy dobry Bóg pomoże”.

Z tego impasu duchowego i intelektualnego pomogły jej wyrwać się spotkania z wieloma konwertytami z judaizmu, także jej profesorami – którymi będzie zafascynowana – jak Husserlem, Schelerem i Reinachem. Spotkania z ludźmi bardziej prowadziły Stein do Boga niż intelektualne rozważania. Ważną rolę odegrał tutaj między innymi M. Scheler i rodzina Reinachów. Stein pisze o Schelerze: „W tych latach jego wpływ na mnie i na innych wychodził daleko poza obszar filozofii. Nie wiem, w którym roku Scheler przeszedł do Kościoła katolickiego, w każdym razie od tego wydarzenia nie upłynęło wiele czasu. Był to okres, w którym wypełniały go katolickie ideały. Mówił o nich z mocą ducha i pięknymi słowami. To było moje pierwsze spotkanie ze światem do tej pory całkowicie mi nieznanym”. Jeszcze większe wrażenie niż piękne i mądre słowa Schelera zrobiła na Stein postawa Reinacha i jego żony. Reinach był drugim, po Husserlu, fenomenologiem w Getyndze. Przeżycia wojenne zmieniły jego życie. Podczas urlopu z wojska przyjął wraz z żoną chrzest.

Gdy Adolf Reinach, zginął na froncie we Flandrii w 1917 roku, Edyta została poproszona o uporządkowanie naukowej spuścizny zmarłego. Bała się trochę spotkania z żoną profesora, Anną, osobą, którą dobrze znała. Uważała, że przyjdzie jej stanąć przed kimś zupełnie załamanym życiowo, zrozpaczonym – bo wiedziała, jak szczęśliwe było to małżeństwo. Tymczasem przed Edytą stanęła kobieta promieniująca pokojem, która czerpała siłę z wiary w zmartwychwstałego Chrystusa. Anna, konwertytka z judaizmu na protestantyzm, w 1930 roku przeszła w Rzymie na katolicyzm i zmarła w 1953 jako oblatka dominikańska. Edyta wyzna wiele lat później, że spotkanie z Anną Reinach po śmierci jej męża było „pierwszym spotkaniem z Krzyżem i z Bożą Mocą. Był to dla mnie moment, w którym moja niewiara załamała się, wiara żydowska wyblakła, a zajaśniał Chrystus w tajemnicy Krzyża”.

Ostateczna decyzja opowiedzenia się za katolicyzmem miała miejsce latem 1921 r. Otóż jej koleżanka Jadwiga Conrad-Martius razem ze swoim mężem zaprosiła Edytę do swojego mieszkania w Bad Berzgabern, by m. in. pomagała w uporządkowaniu ich biblioteki. Tam to wpada do rąk Edyty książka pt. „Żywot św. Teresy przez nią samą napisany”. Warto dodać, że wtedy nie było jeszcze wiadomo, iż święta Teresa z Avili była częściowo pochodzenia żydowskiego. Edyta zaczęła przeglądać książkę, potem jednak nie mogła się od niej oderwać. A wieczorem dnia 21 października 1921r. powiedziała głośno do siebie samej: „Tu jest prawda”. Za parę miesięcy, dokładnie 1 stycznia 1922 r. przyjęła chrzest i Komunię świętą w kościele parafialnym w Berzgabern.

Kiedy Hitler doszedł do władzy, Edyta Stein jako Żydówka otrzymała zakaz wykonywania zawodu. Odczytała to jako znak, by wypełnić swe powołanie noszone w głębi serca. 14 października 1933 roku, 42-letnia Edyta przekroczyła próg klasztoru sióstr karmelitanek w Kolonii, gdzie podczas obłóczyn przyjęła imię Teresa Benedykta od Krzyża. Tu jeszcze głębiej weszła w tajemnicę Chrystusa i Maryi, co wyraziła tymi słowami: „Miłość Boga do duszy i duszy do Boga jest tak wielkiej wagi, że dusza jak gdyby omdlewa pod tym ciężarem. Żeby to zrozumieć, potrzeba duchowego pokarmu, a jest nim Eucharystia i Krzyż. Eucharystia jest rękojmią, że na wygnaniu nie możemy czuć się opuszczonymi. A Jezus przychodzi do nas codziennie, dając nam część ze wszystkiego co do Niego należy. Jego Krzyż jest naszą siłą, zwłaszcza opuszczenie Jezusa na krzyżu. Ale nam brak jest wierności. Maryja stała się pod krzyżem naszą Matką. Ona kocha dusze, które idą za Panem na krzyż. Od Niej należy uczyć się wierności i czystości zamiarów, które niczego dla siebie nie pragną, ale wydają się bez reszty w ręce Ojca”.

Kiedy nasiliło się nazistowskie prześladowanie Żydów, siostra Teresa 31 grudnia 1938 r. udała się do Karmelu w Echt w Holandii. Tu jednak nie na długo znalazła spokój. W 1940 roku hitlerowcy zajęli ten kraj i rozpoczęli prześladowanie Żydów. 2 sierpnia 1942 r. Edyta została aresztowana wraz z rodzoną siostrą, która jej śladem wstąpiła do Karmelu. Zaraz potem została wywieziona do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. W obozach przejściowych Edyta była aniołem dobroci i nadziei dla zrozpaczonych matek i ich dzieci. Mimo koszmarnych warunków promieniowała od niej radość i pogoda ducha. Źródło tej radości odnajdujemy w słowach jakie powiedziała osobie, która przywiozła do obozu przesyłkę dla niej i dla jej siostry Róży: „Jezus jest pośród nas także tutaj”. Teresa Benedykta od Krzyża została zagazowana 9 sierpnia 1942 roku.

Papież Jan Paweł II zaliczył ją do grona błogosławionych 1 maja 1987 a 11 października 1998 roku do grona kanonizowanych (z książki Wypłynęli na głębię).

 

 

SZUKANIE BOGA

Powstań, świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło i chwała Pana rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu. Podnieś oczy wokoło i popatrz: Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie. Twoi synowie przychodzą z daleka, na rękach niesione twe córki. Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, zadrży i rozszerzy się twoje serce, bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów, dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, ofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana (Iz 60,1-6).

Kim właściwie jest człowiek? To pytanie towarzyszy ludzkości od zarania jej dziejów. Odpowiedzi są różne. Starożytny filozof Platon zdefiniował człowieka tym słowami: „Człowiek jest to istota żywa, dwunożna i nieopierzona”. Ta definicja przyniosła mu uznanie i poklask. Aby wykazać niedoskonałość tej definicji inny myśliciel Diogenes oskubał koguta i zaniósł do szkoły na wykład Platona, mówiąc: „Oto człowiek Platona”. O tego czasu dodawano do tej definicji słowa: „o szerokich pazurach”. Takie i tym podobne definicje istoty ludzkiej tworzy się do dzisiaj. A człowiek wymyka się tym definicjom i pozostaje w pewnym sensie kimś nieznanym. Ks. prof. Mieczysław A. Krąpiec pisze: „W powszechnej świadomości ludzi wykształconych człowiek- twórca techniki, nauki, kultury indywidualnej i społecznej- sam w sobie, w swej bytowej strukturze pozostaje dla siebie nadal tajemnicą. Wprawdzie współczesna psychologia zdołała wiele wyjaśnić, np. to, jak człowiek reaguje na różne bodźce i jakie są jego prawa działania, nauki przyrodnicze, jak fizyka, chemia i biologia, powiedziały bardzo dużo o jego strukturze materialnej, o rozmaitych wegetatywnych funkcjach organicznych, a nauki ekonomiczne i socjologiczne wyświetliły szereg zawiłości z dziedziny życia społecznego, to jednak człowiek jako człowiek pozostaje nadal, jak się wyraził A. Carrel- istotą nieznaną”.

Odpowiedź na pytanie: Kim jest człowiek? jest konieczna do określenia miejsca człowieka w Wszechświecie, celu jego życia i wartości jakimi winien się kierować, aby ten cel osiągnąć. A zatem to pytanie jak i odpowiedź mają fundamentalne znaczenie. Sobór Watykański II w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele mówi, że odpowiedź na to pytanie odnajdujemy w bliskości Boga. „Nie myli się człowiek, że uważa się za wyższego od rzeczy cielesnych, a nie tylko za cząstkę przyrody lub za anonimowy składnik społeczności państwowej. Albowiem tym, co zawiera jego wnętrze, przerasta człowiek cały świat rzeczy, a wraca do tych wewnętrznych głębi, gdy zwraca się do swego serca, gdzie oczekuje go Bóg, który bada serce, i gdzie on sam pod okiem Boga decyduje o własnym losie. Tak więc uznając w sobie duszę duchową i nieśmiertelną, nie daje się zwieść ułudną fikcją wypływającą tylko z fizycznych i społecznych warunków, lecz przeciwnie, dosięga samej prawdziwej istoty rzeczy”. Zaś papież Jan Paweł II w czasie jednej z pielgrzymek w Polsce wołał do zgromadzonych tłumów: „Nie sposób zrozumieć człowieka bez Chrystusa”.

Szukanie zatem Boga jest szukaniem odpowiedzi na pytanie kim jest człowiek i jaki jest sens jego życia. Jak daleko sięga historyczna pamięć człowieka szukał on zawsze Boga. W długim korowodzie tych poszukiwaczy są Mędrcy ze wschodu, o których mówi Ewangelia czytana w uroczystość Objawienia Pańskiego, w polskiej tradycji znanej także pod nazwą uroczystości Trzech Króli. Oto Bóg objawił się w szczególny sposób całemu światu, nie tylko Narodowi Wybranemu, w osobie Jezusa Chrystusa. Wiele lat wcześniej w mistycznym uniesieniu widział to prorok Izajasz i pisał: „Powstań, świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło i chwała Pana rozbłysła nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu. (…) Wszyscy oni przybędą z Saby, ofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Boga”.

Nad Betlejem zabłysła ta jasność. A z dala od tego miejsca Mędrcy ze wschodu studiowali księgi i wpatrywali się w niebo, na którym dostrzegli gwiazdę szczególnej jasności i wiedzeni jasnością, która rodziła się w ich duszy doszli do wniosku, że ta gwiazda oznacza narodzenie szczególnego króla. Ruszyli w drogę. Nie wiemy, która gwiazda była ważniejsza w drodze do stajni betlejemskiej; czy ta na niebie, rozpalana mocami Wszechświata, czy ta w sercu rozpalana mocą wiary. Zapewne jedna i druga była ważna. W szukaniu Boga ważne są znaki zewnętrzne, jak i też wewnętrzne poruszenia łaski Bożej. Sprzężenie tych dwóch mocy sprawiło, że Mędrcy wytrwale pokonują drogę i w małym dziecięciu, w ubogiej stajni dostrzegają niebieskiego Króla. To już nie znaki zewnętrzne, ale łaska Boża sprawia, że oddają Mu pokłon i składają królewskie dary. Potem wracają do swoich domów, a ich życie, zapewne uległo całkowitej zmianie. A to dlatego, że spotykając Boga, człowiek odkrywa prawdziwy sens ziemskiego pielgrzymowania.

W czasie katechezy jeden z uczniów zadał nauczycielce pytanie: „Jak wygląda Bóg? Nauczycielka zaczyna tłumaczyć, że Boga nikt nie widział, że Bóg jest duchem. A wtedy niespodziewanie odezwał się mały Bill: „Ja widziałem Boga i mogę dokładnie powiedzieć, jak On wygląda”. Nauczycielka szybko i zdecydowanie odpowiedziała: „Nie czas teraz na takie historie Bill. Nie powinieneś opowiadać takich rzeczy”. Bill zamilkł, jak i też cała klasa. Zakończono także dyskusję na temat wyglądu Boga. Po chwili nauczycielka Kathleen uświadomiła sobie, że jej rekcja była niewłaściwa, to jej nie dawało spokoju.

Po skończonych lekcjach Kathleen zobaczyła przy fontannie małego Billa z rodzicami. Podeszła do nich i zaczęła przepraszać chłopca: „Ja nie miałam prawa tak zareagować, gdy ty powiedziałeś, że widziałeś Boga. Bardzo mi przykro z tego powodu”. „Wszystko w porządku” – odpowiedział Bill. „A teraz, jeśli rodzice zgodzą się, proszę powiedz mi, gdzie widziałeś Boga” – powiedziała nauczycielka. Billi spojrzał na rodziców, którzy zachęcili go do opowieści i zaczął mówić: „To było w ostatnim roku, gdy byłem bardzo chory. Myślałem, że umieram. Było to dziwne uczucie, prawie jak sen, ale ja wiem, że to było realne. Wspinałem się po schodach w górę w głębokim tunelu. Gdy spoglądałem do dołu widziałem rodziców i pielęgniarki przy łóżku. A gdy spoglądałem w górę widziałem nadzwyczajną jasność przy końcu tunelu. Szedłem w kierunku światłości, w której się zanurzyłem. Było to najwspanialsze uczucie jakiego kiedykolwiek doświadczyłem. Czułem się cudownie. Nagle usłyszałem głos, że czas już wracać. Był to głos moich rodziców. Nie chciałem wracać. Ale Bóg powiedział (wiem, że to był Bóg), że mam jeszcze przed sobą długie życie, i że nigdy nie będę sam. Pamiętasz mamo, jak się obudziłem ty powiedziałaś mi, jak to dobrze, że wróciłeś”. „Tak”, odpowiedziała matka, „pamiętam”. „Byłeś nieprzytomny kilka godzin, a my martwiliśmy się, że ty umierasz”.

Jest to bardzo osobiste przeżycie, nie można go zweryfikować, ale dla tego chłopca było ono gwiazdą, która rozświetla horyzont jego wiary. Pośród wielu uznanych dróg prowadzących do Boga, Bóg zapala nieraz takie niewielkie, niepozorne gwiazdy, dla tych, którzy szukają Go szczerym sercem (z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej).

 

 

GWIAZDA NA NIEBIE

Przed laty w moich rodzinnych stronach w Uroczystość́ Objawienia Pańskiego, inaczej zwaną uroczystością̨ Trzech Kroili pojawiali się ostatni kolędnicy przebrani za trzech magów: Kac-pra, Melchiora i Baltazara. Uroczystość ta bowiem kończyła liturgiczny obchód Świąt Bożego Narodzenia, chociaż ludowa tradycja wydłużała ten okres do Uroczystości Ofiarowania Pańskiego, inaczej Matki Bożej Gromnicznej, przypadającej 2 lutego. Dzisiaj zyskują na popularności przemarsze ulicami miast tak zwane Orszaki Trzech Króli. Barwny korowód, złożony z dworzan, rycerzy, pastuszków jest prowadzony ulicami miasta przez trzech króli do stajenki betlejemskiej, najczęściej ustawianej na rynku miasta. Tutaj trzej królowie składają symboliczne dary. Ten obrzęd przypomina przybycie trzech króli, zwanych mędrcami lub magami do Betlejem, gdzie ofiarowali nowonarodzonemu Jezusowi złoto, mirrę i kadzidło. Tak wypełniło się proroctwo Izajasza przywołane na wstępie tych rozważań. Poznański metropolita, Stanisław Gą- decki, podczas celebracji Orszaku Trzech Króli powiedział: „Droga trzech króli to pouczenie o drodze, którą każdy człowiek musi przejść, prowadzony światłem wiary, aby dojść do prawdy. Oni są tym symbolem mozolnego dochodzenia do prawdy. Forma spotkania jest ludyczna, chodzi o to, aby podkreślać rodzinność, aby dzieci miały okazję do wspólnej zabawy z rodzicami, którzy na co dzień są zabiegani i nie mają dla nich czasu”.

Różne są drogi prowadzące do Jezusa, do wiary w Niego. Może to być droga badań naukowych, jak to miało miejsce w życiu Francisa Sellers Collinsa, wybitnego amerykańskiego uczonego, lekarza i genetyka. Profesor Collins kierował międzynarodowym zespołem badaczy, pracującym nad Projektem poznania ludzkiego genomu, który w czerwcu 2000 roku odczytał cały ludzki genotyp. Swoje doświadczenia z tego okresu naukowiec opisał w książce „Język Boga”. Collins był człowiekiem niewierzącym. Podjął badania biologiczne, genetyczne, również dlatego, aby jeszcze bardziej upewnić się swoich ateistycznych poglądach. Jednak w trakcie dociekań naukowych zmienił swoje poglądy, uwierzył w Boga, stał się chrześcijaninem. W wywiadzie dla CNN powiedział: „Jako dyrektor Projektu poznania genomu ludzkiego instruowałem cały sztab badaczy, jak odczytywać 3,2 biliony znaków ludzkiego genotypu, czyli naszą właściwą «instrukcję» DNA. Jako wierzący chrześcijanin postrzegam DNA – molekuły informacji wszystkich żyjących istot – jako mowę Boga. Natomiast elegancję i złożoność naszych własnych ciał, jak również resztę natury, jako odbicie Bożego planu. Odkryłem, że istnieje cudowna harmonia między komplementarnymi prawdami nauki i wiary. Bóg „Biblii” jest również Bogiem genotypu. Można Go odnaleźć zarówno w katedrze, jak i w laboratorium. Na drodze do odkrycia Bożego majestatycznego i wzniosłego stworzenia nauka może stać się nawet środkiem adoracji.“

A zatem gwiazdę prowadzącą do Boga może zapalić na niebie naszego życia także nauka. Nie ma sprzeczności między wiarą a nauką. Święty Jan Paweł II powiedział: „Wydaje się, że bezpowrotnie minął już czas, kiedy usiłowano te dwa światy – świat nauki i świat wiary – sobie przeciwstawiać. Dzięki wysiłkom wielu środowisk intelektualistów i teologów, wspieranym łaską Ducha Świętego, coraz bardziej narasta świadomość, że nauka i wiara nie są sobie obce, że nawzajem siebie potrzebują i nawzajem się uzupełniają. Sądzę, że dobre przyjęcie encykliki Fides et ratio było podyktowane właśnie tą pogłębiającą się świadomością konieczności dialogu pomiędzy poznaniem rozumowym i doświadczeniem religijnym”.

Wierząc w Boga, należy dalej szukać pełniejszego blasku gwiazdy na niebie naszego życia, aby jeszcze głębiej doświadczyć bliskości Boga. Ks. Marek Rybiński, młody misjonarz zamordowany w Tunezji 18 lutego 2011 roku, napisał książkę „Zapiski tunezyjskie”, która mówi o zwycięstwie życia nad śmiercią, miłości nad nienawiścią. Jest milczącym świadectwem Miłości, która w Betlejem zstąpiła na ziemię. W książce tej znajdziemy świadectwo nawróconego muzułmanina, wypowiedziane na konferencji dla tunezyjskich księży. Wierzył on w Boga, którego nazywał Allachem, a jednak wyruszył na poszukiwanie Boga, pragnąc bardziej zażyłej i bardziej ludzkiej relacji z Nim. Podobnie jak trzej królowie, którzy wierzyli w Boga, a jednak wpatrywali się niebo i czekali na pełniejsze objawienie się Boga. Pojawiła się gwiazda na niebie, którą za natchnieniem Bożym odczytali, jako znak prowadzący na spotkanie z Bogiem. Dla nawróconego muzułmanina taką gwiazdą stała się „Biblia”. A zatem posłuchajmy jego świadectwa: „Jednego brakowało mi w islamie – byłem wysoko postawiony w hierarchii religijnej, szukałem całym sercem Boga, ale ciągle dla mnie Bóg był kimś niepoznanym. Moja wiara zabraniała mi Go poznać. Nie znałem swojego Boga i to doprowadzało mnie do depresji. Nie chciałem całkowitego poznania, ale chciałem tej możliwości ciągłego poszukiwania i zgłębiania, pragnąłem Boga bliskiego i kochającego, który byłby mi przyjacielem i towarzyszem”.  Takiego Boga zaczął szukać. Ktoś mu poradził, aby zapoznał się bardziej z chrześcijaństwem, a na pewno odnajdzie bliskiego Boga. Przez sześć lat szukał Pisma św. w arabskim języku. „Biblia” stała się tą gwiazdą, która doprowadziła go do Jezusa.

Studiowanie „Biblii” zaowocowało nawróceniem, a z tym przyszły pierwsze trudności. Jego rodzina wyklęła go i nie chciała go znać. Podobnie uczynili jego przyjaciele i znajomi. Z czasem jednak ta wrogość zaczęła topnieć. Jako pierwsza pogodziła się z nim jego matka, a później inni. Po raz pierwszy w swoim życiu odważył się przytulić swoją matkę, powiedzieć, że ją kocha i razem z nią płakać z radości. Nawrócony muzułmanin dalej idzie za swoją gwiazdą, szukając jeszcze pełniejszego kształtu swoich relacji z Bogiem. Studiuje „Biblię”, pisma ojców kościoła, między innymi św. Cypriana i św. Augustyna, którzy żyli i głosili Ewangelię na terenach dzisiejszej Tunezji.

A co z naszym podążaniem za gwiazdą? Może jesteśmy na miejscu szczura z bajki ks. arcybiskupa Ignacego Krasickiego: „Mnie tu kadzą” – rzekł hardzie do swego rodzeństwa / Siedząc szczur na ołtarzu podczas nabożeństwa, / Wtem, gdy się dymem kadzidł zbytecznych zakrztusił – / Wpadł kot z boku na niego, porwał i udusił”. Dobrze, że jesteśmy przy ołtarzu, na nabożeństwach, ale to nie powód, by się z tym obnosić i licytować, kto więcej pacierzy odmówił i jest bliższy Bogu. Gdy tylko poprzestaniemy na tym, nigdy nie odnajdziemy prawdziwego Boga, który narodził się w ubogiej stajni betlejemskiej. To trwanie przy ołtarzu jest potrzebne, aby napełnić się mądrością, mocą w odnajdywaniu pełniejszej bliskości z Chrystusem, który powiedział: „Zaprawdę powiadam wam: «Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych bra- ci moich najmniejszych, Mnieście uczynili»”. Boga ciągle trzeba szukać , nawet, gdy wydaje się nam, że Go bardzo dobrze znamy. A zatem szukajmy Jego bliskości, nie tylko w modlitwie, ale tak- że w pobożnej lekturze. I tu warto postawić sobie pytanie, kiedy ostatni raz miałem „Biblię” w ręku, pisma ojców Kościoła. A może je zamieniłem na książki szarlatanów religijnych, którzy piszą o sensacyjnych prawdach, których nie znajdziesz ani w „Biblii”, ani w depozycie wiary Kościoła Chrystusowego (z książki Bóg na drogach naszej codzienności).

 

 

JASNOŚĆ NASZEGO ŻYCIA

Ciemność nocy oprócz dobroczynnego wymiaru, który niesie wyciszenie, sprzyja wypoczynkowi i zachwyca plejadami gwiazd na niebie, może być również źródłem lęku i niepewności. W ciemności trudniej trafić do celu, do domu. Jest to czas sprzyjający bandytom i złodziejom, którzy pod osłoną nocy czynią nieprawość. Aby ustrzec się przed tymi niebezpieczeństwami wystarczy zapalić lampę lub w bezpiecznym miejscu czekać wschodu słońca.

Ciemność w tym negatywnym wymiarze jest bardzo często używana w Biblii jako symbol ciemności pozamaterialnej, ciemności duchowej, w której trudno dostrzec ostateczny cel ziemskiej wędrówki, znaki prowadzące do celu, oraz niebezpieczeństwa czyhające na nas po drodze.

Szukamy zatem światła w blasku którego możemy dojrzeć ostateczny cel naszego życia, bezpieczną drogę prowadzącą do niego oraz wyboje i niebezpieczeństwa czyhające na niej. Mędrcy i prorocy wskazują na Boga, jako źródło światła, które jest w stanie rozświetlić wszelkie ciemności naszego życia w tym ciemność śmierci. Prorok Izajasz oddając chwałę wszechmocnemu Bogu zapowiadał jedyny i niepowtarzalny dostęp do niebieskiej światłości, którą przyniesie na ziemię Syn Boży. Kilkaset lat przed narodzeniem Chrystusa pisał: „Powstań, świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło i chwała Pana rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu”.

Zapowiadaną jasność dostrzegli Mędrcy ze Wschodu, których nazywamy także królami, nadając im imiona: Kacper, Melchior i Baltazar. Studiowali oni święte księgi, wznosili myśli do Boga, rozsiewali dobro wokół siebie. Wpatrywali się także w rozgwieżdżone niebo, podziwiając piękno bożego stworzenia. Aż pewnego dnia ujrzeli na niebie gwiazdę szczególnej jasności. Kierowani natchnieniem bożym dostrzegli w niej znak zapowiadający narodzenie Mesjasza. Pozostawili za sobą dotychczasowe życie i za przewodem gwiazdy wyruszyli do Betlejem. Po pokonaniu wielu przeszkód i zasadzek dotarli do celu. Tu przeszli ostatnią próbę. Uboga stajnia, małe Dziecię. I to ma być Król, Pan Wszechświata, Zbawiciel ludzkości. Zapewne pytań i wątpliwości rodziło się więcej, ale wiara i zaufanie Bogu sprawiły, że światło, które zabłysło na początku ich drogi zwyciężyło. Uklękli i złożyli Dziecięciu hołd oraz królewskie dary: złoto, mirrę i kadzidło. Po czym pełni radości i duchowego światła wrócili do domu.

Światło, które zabłysło nad Betlejem już ponad dwa tysiące lat spowija ziemię, a mimo to nieraz dopada nas ciemność. Czujemy się zgubieni, brakuje nam radości i celu życia, przeraża nas śmierć, ciemność zła przemawia do nas sugestywniej aniżeli dobro. To znak, że światło Chrystusa nie przeniknęło jeszcze mroków naszej duszy. Jednak z tą ciemnością w duszy nie jest nam dobrze, dlatego szukamy światła i gwiazdy, która zaprowadzi nas do miejsca, gdzie możemy się napełnić pokojem, radością, miłością. Świat dzisiejszy wskazuje na wiele gwiazd prowadzących do szczęścia, które bardzo często okazują się fałszywymi tropami, prowadzącymi do ulotnych radości, ulotnego szczęścia. A to nam nie wystarcza. Uroczystość Trzech Króli wskazuje nam gwiazdę, za którą poszli Mędrcy ze Wschodu. Idąc ich śladem możemy odnaleźć swoją gwiazdę, która doprowadzi nas do naszego Betlejem, gdzie spotkamy naszego Zbawiciela. A wtedy ogarnie nas jasność, w której ujrzymy sens naszego życia i doświadczymy radości, która jest niezależna od rzeczywistości przemijającego świata.

Modlitwa jest najskuteczniejszym sposobem szukania i odnajdywania naszej betlejemskiej gwiazdy. W bliskości Boga poznajemy prawdziwy sens naszego życia. I wtedy życie zaczyna wydawać nadzwyczajne owoce. Takim owocem jest Szpital Dziecięcy Świętego Judy Tadeusza w Memfis w USA. Jest on jednym z niewielu szpitali, gdzie przyjmuje się i leczy pacjentów bez względu na zasobność kieszeni czy posiadane ubezpieczenie. Jest on otwarty dla dzieci z całego świata, które zmagają się z nowotworami. Z tego szpitala korzystali także mali pacjenci z Polski. Placówka ta należy do najlepszych w USA. Można powiedzieć, że szpital powstał za przyczyną św. Judy Tadeusza, patrona od spraw beznadziejnych i funkcjonuje dzięki ludziom, których dusze i serca rozświetla boża jasność.

Ponad 50 lat temu, zmagający się z trudnościami młody artysta Danny Thomas, z siedmioma dolarami w kieszeni klęczał w kościele w Detroit przed figurą św. Judy Tadeusza, prosząc: „Wskaż mi drogę mojego życia”. Modlitwa została wysłuchana. W niedługim czasie Danny przeniósł się z rodziną do Chicago, gdzie otrzymał bardzo interesującą propozycję pracy. Kilka lat później Thomas stanął przed ważnymi życiowymi wyzwaniami i znowu gorąco modlił się do Świętego, przyrzekając wybudowanie sanktuarium ku jego czci. I znowu jego modlitwa została wysłuchana. Thomas stał się bardzo popularną postacią filmu i telewizji. Był jednym z najbardziej znanych i lubianych artystów. Pamiętał także o swoim przyrzeczeniu zbudowania sanktuarium św. Judy Tadeusza.

Na początku lat pięćdziesiątych Thomas zaczął zastanawiać się ze swymi przyjaciółmi nad sposobem zrealizowania przyrzeczenia. Ostatecznie podjął decyzję budowy szpitala i centrum badawczego dla dzieci imieniem św. Judy Tadeusza. W roku 1955 przy pomocy grupy biznesmenów rozpoczął realizację swoich planów w Memphis. Thomas wraz ze swoją żoną przemierzał całe Stany Zjednoczone, zbierając fundusze na budowę szpitala. Odwiedzali nieraz w ciągu miesiąca 28 miejscowości. Thomas wraz z przyjaciółmi zdobył wystarczające pieniądze na wybudowanie szpitala. Pozostał jeszcze jeden problem do rozwiązania, a mianowicie zdobycie funduszy na funkcjonowanie szpitala. Thomas szukając sposobu załatwienia tej sprawy zwrócił się do swoich przyjaciół Amerykanów arabskiego pochodzenia. W roku 1957, stu przedstawicieli arabskiej grupy etnicznej spotkało się w Chicago, gdzie założyli Stowarzyszenie Charytatywne, którego głównym celem było zbieranie funduszy na funkcjonowanie szpitala. Od tamtego czasu to Stowarzyszenie Charytatywne z główną siedzibą w Memphis i regionalnymi oddziałami rozsianymi po całej Ameryce przejęło całkowitą odpowiedzialność za funkcjonowanie tego szpitala. To właśnie Stowarzyszenie jest trzecią w Ameryce co do wielkości organizacją charytatywną i obecnie jest wspierane przez ponad milion woluntariuszy.

Danny Thomas do końca swoich dni z pełnym oddaniem pracował na rzecz szpitala. Zmarł 6 lutego 1991 roku i został pochowany w krypcie na terenie szpitala św. Judy Tadeusza. Dwa lata później zmarła jego żona. Dzieło rodziców kontynuują ich dzieci: Marlo, Terre i Tony. Thomas odszedł, a jego dzieło zawierzone świętemu Judzie Tadeuszowi trwa i rośnie niosąc światło nadziei małym pacjentom i ich rodzinom (z książki W poszukiwaniu mądrości życia).

 

 

ZA JAKĄ GWIAZDĄ IDZIESZ?

Trzej królowie zwani magami lub mędrcami spoglądali w rozgwieżdżone, które swym pięknem i ogromem skłania człowieka do pokornego pochylenia głowy przed Stwórcą tego piękna. Mędrcy wczytując się w „biblię” natury dostrzegli znak, który stał się impulsem wyruszenia w daleką podróż, u kresu które pytali: „Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”. Odpowiedzią na to pytanie było ponowne ukazanie się gwiazdy nad Betlejem, która doprowadziła ich do stajenki: „Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę”.

Św. Jan Paweł II w Liście do dzieci „Tra pochi giorno” pisał: „W okresie Bożego Narodzenia stajenka betlejemska ze żłóbkiem Dzieciątka zajmuje centralne miejsce w Kościele. I wszyscy do niej spieszą w duchowej pielgrzymce, tak jak pasterze w Noc Narodzenia. Potem trzej Mędrcy przybywają z dalekiego Wschodu, idąc za światłem gwiazdy, która im pokazała miejsce, gdzie złożony był Odkupiciel świata. Wy też w tym czasie dążycie do tych stajenek, aby wpatrywać się w Dziecię położone na sianie, żeby wpatrywać się w Jego Matkę oraz w świętego Józefa, który był na ziemi opiekunem Odkupiciela (…). Jeśli dzisiaj piszę o tym wszystkim do was, drogie dzieci, to czynię to dlatego, że i ja sam byłem przed wielu laty takim samym dzieckiem jak wy. Również i ja przeżywałem wówczas radość Bożego Narodzenia tak jak wy, a kiedy zajaśniała gwiazda betlejemska, spieszyłem się do stajenki razem z moimi rówieśnikami, ażeby przeżyć na nowo to, co wydarzyło się 2000 lat temu w Palestynie (…). Oto stanął wśród nas, jako nowo narodzone Dziecię, Syn Bożego upodobania. A wokół Niego dzieci wszystkich narodów ziemi odczuwają na sobie miłujący wzrok Ojca niebieskiego i radują się, że je miłuje. Człowiek nie może żyć bez miłości. Jest wezwany do miłości Boga i bliźniego, ale żeby prawdziwie miłować, potrzebna jest mu ta pewność, że Bóg go miłuje”.

Szczęśliwi ci, którzy wpatrując się w rozgwieżdżone niebo odnajdą duchową gwiazdę, która zaprowadzi ich do miejsca, gdzie narodziła się Miłość. Na tym niebie są także fałszywe gwiazdy, które prowadzą do miejsca, gdzie rodzi się nienawiść, obiecująca raj na ziemi. Taką fałszywą gwiazdę dostrzegł jeden z przywódców rewolucji bolszewickiej, o którym polski poeta Władysław Broniewski w wierszu „Słowo o Stalinie” pisał: „Któż, jak On, przez / dziesiątki lat / wiódł ludzkość na krańce dziejów? / Jego imię – walczący świat: /nadzieja. / Rewolucjo! – któż wiatr powstrzyma, / kto ziemię zawróci w biegu? / Rewolucjo, tablice praw Rzym / obalamy od Chin po Biegun! / Rewolucjo! / siedemdziesiąt lat / Stalinowych powiewa nad światem. / I rodzi się nowy świat, / świat stary pęka jak atom”. Ten nowy świat miał być rajem na ziemi, a jak wiemy stal się piekłem na ziemi. Symbolem wskazującym kierunek do tego raju stały się czerwone gwiazdy na kremlowskich basztach w Moskwie. Umieszczono je tam za czasów dyktatury Stalina. Pierwszą z nich zainstalowano w roku 1934. Czerwona gwiazda weszła do kanonu symboli rewolucyjnych. Używali jej także rewolucjoniści hiszpańscy w czasie wojny domowej.

Wyznawcom tej gwiazdy w wielu miejscach na świecie, podobnie jak w Hiszpanii nie było po drodze z pielgrzymami do gwiazdy Betlejemskiej. Co więcej, nie mogąc jej dosięgnąć, aby ją zagasić w brutalny sposób mordowali tych, którzy szli za gwiazdą Miłości. Tak jak to czynił król Herod i wszyscy Herodowie swoich epok, łącznie z Herodami dzisiejszych czasów. W listopadzie 2015 roku wszedł na ekrany film oparty na autentycznych faktach pt. „Zakazany Bóg”. Mówi on o prześladowaniach chrześcijan jakie miały miejsce w roku 1936 w Hiszpanii. W latach trzydziestych w Hiszpanii rewolucjoniści zamordowali blisko 8 000 osób duchownych i kilka tysięcy świeckich wyznawców Chrystusa. Zniszczono około 2000 kościołów, dochodziło do profanacji Najświętszego Sakramentu i relikwie świętych.

Lewicowy historyk Hugh Thomas napisał po latach: „Nigdy w historii Europy, a może nawet i świata, nie widziano takiego ucieleśnienia nienawiści do religii i jej wyznawców”. Inny historyk, w młodości komunista i zwolennik rewolucji Pio Moa, nazywa te prześladowania rzezią i twierdzi, że był to czas „największych prześladowań religijnych w historii, przewyższający skalą prześladowania chrześcijan z czasów rzymskich i zbrodnie na katolikach podczas rewolucji we Francji”. Front Ludowy otwarcie nawoływał do powtórzenia w Hiszpanii „osiągnięć” rewolucji bolszewickiej. Zaś jedna z komunistycznych posłanek powiedziała: „Chcemy rewolucji, ale rosyjska rewolucja nie może służyć nam za model dlatego, że u nas musi wybuchnąć ogromnym płomieniem pożar, który dostrzegą na całym świecie. Kraj muszą zalać fale krwi, która zabarwi morze czerwienią”.

Krwią spłynęło niewielkie miasteczko Barbastro 250 km od Barcelony, a w szczególnie klasztor klaretynów, w którym zamieszkiwało około 70 zakonników. Młodych kleryków postawiono przed wyborem: tortury i śmierć, albo zaparcie się wiary. Nikt nie wyparł się Chrystusa. Doświadczając okrutnych tortur i stając w obliczu śmierci ci młodzi ludzie zostawili piękne świadectwa wiary. Jeden z nich Faustino Perez po egzekucji pierwszej grupy pisał: „Sześcioro z naszych przyjaciół jest już Męczennikami. Mamy nadzieję również stać się nimi niedługo, ale zanim to nastąpi, chcemy oświadczyć, że umieramy, wybaczając tym, którzy odbierają nam życie”. Inny kleryk, Juan Sánchez Munárriz, napisał: „Z sercem przepełnionym radością czekam ufny kulminacyjnego momentu mojego życia – męczeństwa, które ofiarowuję za zbawienie biednych konających, którzy muszą wydać ostatnie tchnienie w dniu, w którym ja przeleję swoją krew, by pozostać wiernym i lojalnym wobec Boskiego przywódcy Jezusa Chrystusa. Przebaczam z całego serca wszystkim tym, którzy dobrowolnie lub niedobrowolnie mnie obrazili. Umieram radosny. Do zobaczenia w niebie!”. I jeszcze jedno świadectwo: „Dzień 12. Spędzamy go w pobożnym milczeniu, przygotowując się, żeby jutro umrzeć. W sali daje się słyszeć tylko święty szept modlitw, świadka naszego niepokoju. Jeśli rozmawiamy, to żeby dodać sobie otuchy do męczeńskiej śmierci. Jeśli się modlimy, to o przebaczenie dla naszych wrogów. Wybaw ich, Panie, bo nie wiedzą, co czynią!”. Te piękne świadectwa wiary mówią, że można zabić człowieka, ale nie można zgasić w nim blasku betlejemskiej gwiazdy, blasku Miłości. Do tej gwiazdy należy teraźniejszość i wieczność. Ci którzy idą za fałszywymi gwiazdami kiedyś musza się zmierzyć z blaskiem betlejemskiej Gwiazdy, która nigdy nie gaśnie.

W wizji prorockiej Izajasz widział radość jaką przyniesie światło tej gwiazdy: „Powstań, świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło i chwała Pana rozbłyska nad tobą. Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła,

królowie do blasku twojego wschodu. Podnieś oczy wokoło i popatrz: Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie”. Wśród tych królów ziemi są trzej królowie, których dzisiaj, w uroczystość Objawienia Pańskiego wspominamy. Św. Paweł w Liście do Efezjan pisze, to światło, które ogarnęło Mędrców ze Wschodu i nas ogarnia jest wielką łaską Bożą: „Bracia: Przecież słyszeliście o udzieleniu przez Boga łaski danej mi dla was, że mianowicie przez objawienie oznajmiona mi została ta tajemnica”.

W podążaniu za gwiazdą Betlejemską niech nam towarzyszy modlitwa: „Boże, Ty w dniu dzisiejszym za przewodem gwiazdy objawiłeś Jednorodzonego Syna swojego poganom, spraw łaskawie, abyśmy poznawszy Cię już przez wiarę, zostali doprowadzeni do oglądania twarzą w twarz blasku Twojego majestatu” (Kurier Plus, 2014).

 

 

U KESU SPELNIENIA NASZYCH MARZEŃ

Izajasz w prorockim uniesieniu przenikał duchową ciemność ogarniająca ziemię i dostrzegał światło przychodzącego Mesjasza: „Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu”. Mędrcy ze Wschodu, których wspominamy w uroczystość Objawienia Pańskiego dostrzegli to światło w gwieździe szczególnej jasności i za nią podążali do źródła tego światła.

Mark Twain, zwany ojcem amerykańskiej literatury powiedział: „Wszyscy leżymy w rynsztoku, lecz niektórzy patrzą w gwiazdy.” Do tych patrzących na gwiazdy należeli trzej królowie, którym tradycja nadaje imiona; Kacper, Melchior i Baltazar. Spoglądali w niebo, na którym zauważyli gwiazdę szczególnej jasności, którą odczytali jako zapowiedź narodzin nadzwyczajnego niebieskiego Króla i zapragnęli go odnaleźć.

Leonardo da Vinci napisał: „Wystarczy, że raz doznasz lotu, a będziesz zawsze chodził z oczami zwróconymi w stronę nieba, gdzie byłeś i gdzie pragniesz powrócić.” Można powiedzieć, że gwiazda wezwała Trzech Mędrców do niebieskiego lotu. Zapatrzeni w niebo wyruszyli na spotkanie spełnienia swoich marzeń.

Jonathan Samuel Carroll – amerykański pisarz, twórca fantastyki napisał: „Marzenia się spełniają, ale nigdy tym, którzy tylko marzą.” A zatem Trzej Królowie wyruszyli w daleką drogę na spotkanie swoich marzeń. W innym miejscu pisarz mówi, że spełnienie marzeń o Bogu może być inne niż nasze oczekiwania, wyobrażenia: „Ilekroć spełnia się twoje marzenie, postępujesz jeden krok w stronę Boga. Ale im bliżej jesteś, tym lepiej Go widzisz, i może okazać się, że jest zupełnie inny, niż sobie wyobrażałeś.” Tak było dokładnie w przypadku Trzech Króli. Zapewne inaczej wyobrażali sobie nowonarodzonego Króla, szukali Go w pałacu Heroda, a odnaleźli w stajni. Jednak ich droga nie była mierzona tylko kilometrami, ale przede wszystkim intensywnością światła wiary w ich sercach, dlatego rozpoznali w małym Dziecięciu wyjątkowego Króla, któremu oddali pokłon: „Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę”.

Te dary mają znaczenie symboliczne. Mędrcy ofiarowali złoto, to co jest najcenniejsze na ziemi. Nie ulega ono zniszczeniu jest symbolem czegoś wielkiego i wartościowego, co zapewnia władzę i poważanie. Nauka mówi, że złoto ma także pozytywny wpływ na biologiczne funkcje naszego ciała. Kadzidło, żywica sącząca się z kory drzewa bosweliowego wydziela w czasie spalania przyjemną woń. Ma uzdrawiające działanie na organizm. Okadzanie było wyrazem hołdu okazywanego Bogu i bóstwom. Zaś uczestników ceremonii okadzania, subtelna woń miała oczyszczać, ożywiać, podnosić na duchu. Kadzidło było przeznaczone wyłącznie dla Boga, było symbolem najczystszego uwielbienia, ale i przebłagania dla ludzi. Mira, pachnąca ciecz sączy się z kory drzewa balsamowego. Mira w postaci płynnej była w starożytności bardzo ważnym kosmetykiem, używanym zwłaszcza do pielęgnacji skóry, jej działanie lecznicze znane było od dawna. Używana była także do balsamowania zwłok. Mira ofiarowana przez mędrców miała zapowiadać mękę Chrystusa.

W każdym z nas drzemią marzenia za rzeczywistością, która spełnia się w Chrystusie i której symbolicznym dopełnieniem są dary ofiarowane przez trzech Mędrców. Aby to jednak zagrało w naszej duszy piękną symfonią radości, pokoju i zbawienia, tak jak mędrcy winniśmy wyruszyć na spotkanie spełniania naszych marzeń. Marzenia Mędrców, gwiazda, podróż, opowieść o poszukiwaniu Dzieciątka Jezus odzwierciedla nasze nieustanne poszukiwanie sensu i celu w naszym życiu. Nasze życie jest podróżą w czasie darowanym nam przez Boga. Na tej drodze jest wiele znaków Bożej miłości. Ale są także inne zwodnicze znaki, dlatego jak Mędrcy musimy rozważać, czy podążamy za właściwą gwiazdą, która zawsze będzie świecić na nieboskłonie naszego życia. Są gwiazdy, błyszczące bardzo jasno, ale później znikają z naszego horyzontu i to najczęściej w momencie, gdy rozpaczliwie szukamy życiowego przewodnika. Nie możemy przegapić najważniejszej Gwiazdy, która nie gaśnie nawet wtedy, gdy ogarnia nas ciemność śmierci. Jest to gwiazda pokoju, miłości, współczucia, miłosierdzia, sprawiedliwości, przebaczenia, wartości, które w Chrystusie przybierają najdoskonalszy kształt. Ta gwiazda daje poczucie sensu życia, wlewa w nasze dusze nadzieję, gdy nasze Betlejem, nasza Jerozolimę zamienia się w marzenie o Królestwie Bożym. Te gwiazdę może wskazywać nam mędrzec, rodzice i wiele innych osób, a wśród nich jest także w wtartej sutannie i rozczłapanych butach poeta ks. Jan Twardowski.

Przed laty czytałem z wielką przyjemnością „Notatnik” Anny Kamieńskiej, poetki, pisarki, tłumaczki, uważanej za jedną z najciekawszych polskich poetek religijnych. „Notatnik” jest bardzo ubogacającą lekturą, można go czytać jako zbiór aforyzmów, złotych myśli, i wyznań pisarzy i myślicieli. Przewija się w nim także motyw szukania i odnalezienia Chrystusa. Tym, który wskazał poetce gwiazdę prowadzącą do Chrystusa był ks. Jan Twardowski. Tak wspomina on znajomość z Anną i jej mężem, Janem Śpiewakiem: „Często wzajemnie zapraszaliśmy się. Dużo rozmawialiśmy o literaturze, o wierze. Byłem zdziwiony, gdy okazało się, że uważają się za ludzi niewierzących. Kiedy zamieszkałem u sióstr Wizytek w Warszawie, tam również mnie odwiedzali. Niespodziewanie Jan Śpiewak zachorował na raka. Kilkakrotnie byłem u niego w szpitalu. Zawsze zastawałem tam czuwającą Annę. Pogrążona w cierpieniu, wydawała się nikogo nie dostrzegać. Czasem wracaliśmy razem ze szpitala. Był to z pewnością najtrudniejszy okres w jej życiu. Modliłem się przy Janku, kiedy był już nieprzytomny. Wiem, że dla niego było to ważne”.

Anna wspomina w swoim „Notatniku”: „Janek leżał na łożu śmierci, już nieprzytomny. Ksiądz Jan Twardowski modlił się przy nim półgłosem. Gdy ksiądz wyszedł, Janek obudził się i powiedział nagle wyraźnie: – Ksiądz się modlił. Jestem szczęśliwy. Teraz, gdy rozpamiętuję ten czas, jego słowa wydają mi się istotne. Było to wyznanie wiary. W przeciwieństwie do mnie, Janek zawsze był naturalnie wierzący. I może czasem tyle tylko trzeba, by wraz z całą męką konania człowiek został zbawiony.” Ks. Twardowski tak wspomina ten moment: „Byłem przy Janie, kiedy umierał. Namaszczałem go. To wydarzenie wstrząsnęło Anną do głębi, tak, że nagle inaczej zobaczyła świat. Cierpienie zawładnęło nią do tego stopnia, że szybko zrozumiała, iż musi z nim walczyć. Pamiętam, jak ogarnięta ciemnością przychodziła do kościoła sióstr Wizytek. Potrzebowała rozmowy i właśnie w tym czasie zaprzyjaźniliśmy się (…). W Annie zaczęła budzić się wiara. Byłem świadkiem jej nawrócenia i wzrostu w wierze. Może nasza przyjaźń przyczyniła się do jej nawrócenia, ale to nie ja ją nawracałem. Ja nie umiem nawracać. Pan Bóg nawraca”.

To prawda, że to Pan Bóg daje łaskę nawrócenia, ale oczekuje od nas abyśmy idąc za naszą gwiazdą betlejemską, prowadzącą do Chrystusa wskazywali ją także naszym bliźnim (Kurier plus, 2019).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *