29 Sty

Uroczystość Ofiarowania Pańskiego Rok A

 

SPOKÓJ SPEŁNIONYCH MARZEŃ .  

A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan” (Łk 2, 25-32).

Poczytny brazylijski pisarz i poeta powiedział „Poświęciłem wszystkie marzenia w imię jednego, najważniejszego – spokoju ducha”. Tak wiele mamy marzeń, tak wiele poświęcamy energii i czasu, aby je zrealizować. Spełnione marzenia jawią się najczęściej jako szczęśliwe życie. W pogoni i realizacji marzeń, może się okazać, że zatraciliśmy najważniejsze źródło szczęścia- spokój ducha. Często nasze marzenia ograniczone są do sfery materialnej. Przed takim zawężeniem przestrzega nas stare egipskie przysłowie: „Lepszy jest chleb przy spokojnym sercu niż bogactwo pełne niepokoju”. Marek Aureliusz, cesarz rzymski, pisarz i filozof podpowiada, gdzie i jak możemy odnaleźć spokój ducha: „Jak wielki spokój zyskuje ten, kto nie baczy na to, co bliźni mówi, czyni lub myśli, ale na to tylko, co sam robi, by było sprawiedliwie i zbożnie. Wszystko bowiem, cokolwiek czynię sam, czy z pomocą obcą, powinno jeden tylko cel mieć na oku: pożytek i korzyść społeczną”. Z doświadczenia wiemy, że najwięksi plotkarze, to ludzie, którzy nie mają wewnętrznego pokoju w sobie. Przez mówienie o innych uciekają oni przed swoim wewnętrznym bałaganem i niepokojem. Warto w takiej sytuacji posłuchać słów rosyjskiego pisarza L. Tołstoja: „Dobrzy znajdą uspokojenie we własnym sumieniu, a nie w słowach innych”.

W naszym niepokoju możemy spotkać ludzi, którzy z różnych powodów okazują nam współczucie niezależnie od tego, czy mamy rację, czy nie. Może to przyniesie chwilowy spokój ducha, przestaniemy płakać, ubolewać nad sobą. Taki spokój jest ulotny, trwały jego wymiar, jak pisze Tołstoj odnajdujemy w swoim sumieniu, tam, gdzie człowiek spotyka Boga. Tomasz a Kempis pisze jak bardzo cenny jest człowiek, który odnalazł pokój w swoim sumieniu: „Człowiek miłujący spokój jest bardziej potrzebny niż mędrzec”. Dalai Lama mówi, że ten wewnętrzny pokój jest konieczny w zaprowadzaniu pokoju na świecie: „Nie można osiągnąć spokoju w świecie zewnętrznym, jeśli nie osiągnęło się spokoju w odniesieniu do samego siebie”. Człowiek, który osiągnął prawdziwy wewnętrzny spokój, którego serce oddycha wewnętrzną równowagą inaczej patrzy także na miłość, która ma spełnienie w związku małżeńskim. Wypełnieni wewnętrznym pokojem czują się szczęśliwi i spełnieni. Miłość nie jest dla nich ostatnią deską ratunku. Gotowi są na przyjęci miłości, która się pojawi, a nawet gdy się nie pojawi to i tak zachowają wewnętrzny pokój, który jest źródłem radości i szczęścia.

Wszystkie nasze poszukiwania wewnętrznego spokoju mają odniesienia do rzeczywistości przekraczającej przemijającą i burzliwą doczesność. Ten świat przemija a wraz z nim nasze ziemskie spełnione i niespełnione marzenia. One to w pewnym sensie domagają się wiecznej perspektywy, bez której są niedopłenione i to niedopełnienie będzie dawać o sobie znać, niezależnie od tego, ile dokładamy starań, aby je w sobie zagłuszyć pogonią za przyjemnościami, narkotykami, alkoholem, władzą, bogactwem czy sławą. Św. Josemaría pisze: „Zachować pogodę ducha w obliczu śmierci Idź naprzód, radośnie, z wysiłkiem, nawet będąc taką małością, niczym! Kiedy będziesz z Nim, nikt na świecie cię nie zatrzyma. Pomyśl też, że wszystko jest dobre dla tych, którzy miłują Boga: na tej ziemi ze wszystkim można sobie poradzić prócz śmierci, a dla nas śmierć jest Życiem”.

Dzisiejsza Ewangelia mówi o spełnionym marzeniu, które wychylając się w głęboką wieczność stało się źródłem najpełniejszego spokoju. Symeon w dzisiejszej Ewangelii mówi: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa”. A mówi on o odejściu do wieczności. Może przekroczyć bramę śmierci ze spokojem. Zapewne Symeon miał wiele różnych ziemskich marzeń, które może się spełniły, albo nie. To akurat nie było najważniejsze, ponieważ wszystkie te marzenia wpisywały się w to jedno najważniejsze, jakim było wyczekiwanie na Mesjasza, który pokona śmierć, i w którym możemy zrealizować najważniejsze marzenie o życiu wiecznym. Ewangelia mówi o nim: „A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: ‘Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan’”.

W Uroczystość Ofiarowania Pańskiego, inaczej Matki Bożej Gromnicznej przychodzimy do kościoła ze świecami, które w kościele zapalamy, a kapłan je błogosławi słowami: „Panie, Jezu Chryste, światłości prawdziwa, który oświecasz każdego człowieka, na ten świat przychodzącego, ześlij błogosławieństwo swoje na te świece i uświęć je jasnością łaski Twojej! Spraw też miłościwie: jako te świece ogniem widzialnym zapalone rozpraszają ciemności nocy, tak niechaj serca nasze ogniem niewidzialnym, to jest jasnością Ducha Świętego oświecone, będą wolne od wszelkiego zaślepienia w grzechach, abyśmy wzrokiem oczyszczonego ducha mogli dostrzec co się Tobie podoba i co pożyteczne ku naszemu zbawieniu – i abyśmy pokonawszy niebezpieczne ciemności tego świata, mogli wejść do światłości nie gasnącej”.

Ta świeca jest symbolem Chrystusa, którego Symeon trzymał w ramionach. Tę świecę zapalamy w różnych sytuacjach życiowych. Poeta Krzysztof Kołtun opisuje zwyczaje gromniczne, które pamiętam dokładnie z lat mojego dzieciństwa: „Zwyczajem naszych babć w rozpętaną burzę wystarczy westchnąć pobożnie, wezwać opieki Matki Najświętszej, zapalić gromnicę i świętym ogniem przeżegnać chmurę, a świecę postawić w oknie. Wszystko ucichnie, a złe do progu nie będzie miało dostępu. Aby zniweczyć lęk przed piorunami, dzieciom po przyniesieniu gromnicy podsmalano włosy ogniem gromnicznym. Dawniej gospodarz na belkach domu wypalał krzyż gromnicznym knotem, na znak przynależności do Chrystusa. Pod nim błogosławiono wybierających się w podróż, a ludzi nieszczerych stawiano dla ‘szczerego świadectwa mowy’. Była też gromnica postrachem wilków przez wieki. Pełnię misterium świętego ognia gromnica dokonywała w chwili śmierci człowieka. Gdy konającemu podano zapaloną gromnicę, twarz jego jaśniała i ustawał lęk przed śmiercią”. Zaś Ewa Ferenc tak wyjaśnia obrzęd gromnicy w ręku konającego: „Aby jej światło, promyk Bożej miłości, ogarnęło umierającego w ostatniej ziemskiej chwili, ulżyło w cierpieniu i poprowadziło wprost do wiekuistej światłości”.

Realizowanie marzeń w naszym życiu zawsze ma swoją cenę. Dlaczego miałoby inaczej, gdy spełniamy najważniejsze marzenie naszego życia, jakim jest szczęście wynikające z posiadania wewnętrznego pokoju i to pokoju wiecznego. Ten pokój możemy odnaleźć w Chrystusie, który do każdego za nas mówi: „Pójdź za mną”. Wiemy dobrze, że w drodze Chrystusa były momenty radości, uniesienia, tak że uczniowie mówili: „Panie dobrze nam tu być”. Były także momenty cierpienia, był krzyż była śmierć. Jednak ostanie słowo należało do zmartwychwstania. „Pokój wam” – to były pierwsze słowa jakie Chrystus zmartwychwstały skierował do uczniów. Zapewne te słowa słyszą ci, którzy trzymając gromnice w ręku zdarzają na spotkanie Pana.

MATKA BOSKA GROMNICZNA

„Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem, jak za dawnych dni i lat starożytnych” ( Ml 3,1-4).

Na wschodzie Polski, gdzie jest mój rodzinny dom, mroźne zimy, trzaskający mróz za oknem nie należały do rzadkości. W dniu święta Ofiarowania Pańskiego, zwanego w polskiej tradycji świętem Matki Bożej Gromnicznej zabudowania gospodarskie zasypane były śniegiem prawie po dach. Bramy wyjazdowe do gospodarstwa ginęły w zaspach śniegu. Nie było potrzeby ich otwierania; saniami przejeżdżało się ponad nimi. Wąskimi ścieżkami, wykopanymi w głębokim śniegu, chodziło się do zabudowań gos­podarskich lub na sąsiedzką pogawędkę.

Nocą, nad krainą zasypaną śniegiem przetaczał się księżyc, w jego metalicznym blasku tężał mróz. Pękały drzewa owocowe ściskane lutowym mrozem. Wygłodniałe kuropatwy, sarny, jelenie, zające i dziki podchodziły do zabudowań gospodarskich w poszukiwaniu pokarmu. Zaś najstarsi ludzie z wioski wspominali czasy, gdy do gospodarstw podchodziły wygłodniałe wilki i porywały owce a nawet krowy. Były one w tamtych cza­sach postrachem dla mieszkańców wsi. Wobec nocnej sfory wilków człowiek czuł się bezbronny. l w tej bezbronności zwracał się do Tej, która mogła wybłagać wiele u swojego Wszechmocnego Syna. Stawiano wtedy na oknie zapaloną gromnicę. Światło powstrzymywało wilcze zagrożenie, a może na ich drodze stawała ta, w którą lud głęboko wierzył- Matka Boska Gromniczna.

Tę wiarę w sposób artystyczny przed­stawił malarz Piotr Stachiewicz. Jeden jego obraz z cyklu „Legendy o Matce Bosce” poświęcony jest Pani Gromnicznej. Na tle śnieżnego krajobrazu stoi Matka Boża i trzyma w ręku zapaloną świecę a wokół czai się lękliwie nastro­szona wataha wilków. Maryja broni chłopskiej zagrody przed nieszczęściem. Swoim płaszczem jakby ogarnia ludzi, którzy w zagrożeniu uciekają się do niej. Ten obraz powielano w tysiącznych oleo­drukach i sprzedawano w sklepach i na odpustach aż stał się najbardziej znanym wizerunkiem Matki Boskiej Gromnicznej.

W polskiej ludowej tradycji Matkę Boską nazywano także Gromniczną. Nazwa ta wywodzi się od świecy, którą uroczyście świecono w tym dniu w kościele. Wierzono, że ta świeca chroni także przed burzą i gromami, stąd w tradycji polskiej jej nazwa „gromnica”.  Nawałnica z błyskawicami i gromami była wielkim zagrożeniem dla chat krytych strzechą i pozbawionych odgromników. Jedno uderzenie pioruna mogło zniweczyć dorobek całego życia. Człowiek bezradnie patrzył jak świetliste zygzaki łączyły ciemne niebo z ziemią. l w swojej bezradności sięgał po gromnicę i zapaloną stawiał w oknie. Wracał wtedy spokój, bo wraz z tą świecą, drogą wiary przychodziła Matka Boska Gromniczna by być razem człowiekiem z przyzywającym jej pomocy.

Pamiętam z lat dzieciństwa parne lata. W czasie dnia upał, a po południu zaczy­nały się już gromadzić czarne chmury. Wieczorem niebo ciemniało. W tym cie­mniejącym świecie błyskawice rozświet­lające niebo nabierały apokaliptycznego wymiaru w przerażonych oczach dziecka. Niejedną noc, na spakowanych tobołach siedzieliśmy i czekaliśmy aż stanie się najgorsze- błyskawica zapali słomianą strzechę. Pośród tej szalejącej burzy było światełko, które dodawało odwagi i wlewało w serca odrobinę spokoju. Był to płomyk płonącej gromnicy, która stała w oknie. To był znak obecności Potęgi przewyższającej moc gromu.

Gromnicę robił mój dziadek z naj­czystszego wosku, którego w domu było pod dostatkiem, bo w gospodarstwie była pasieka. Nieskażone były wtedy pola łąki i lasy. Pszczoły zbierały najczystszy miód. Gorące i parne dni sprawiały, że nektar kapał z drzew, pachniało kwiatem i miodem. Dziadek nie odwirowywał mio­du tylko wycinał z uli i barci całe plastry i wkładał je do beczki a następnie specjal­nym tłuczkiem ugniatał tę masę. Wtedy wosk wypływał na wierzch a miód zosta­wał na dole. Miodu w komorze było pod dostatkiem. Ten wosk „owoc pszczelego roju”, jak mówi Exultet z Wielkiej Soboty, w świecy gromnicznej nabierał szczególnego znaczenia. O symbolice te­go wosku mówi św. Iwo, biskup z Char­tres: „W starożytności pszczoły były uważane za symbol dziewictwa. Ulepiony przez nie wosk, z którego robiono grom­nice, symbolizuje wzięte z Niepokalanej Matki Ciało Bożego Dzieciątka, a pło­mień świecy wyobraża bóstwo Chrystusa – ­jasność światła wiekuistego, rozpraszają­cą ciemności grzesznych dusz naszych.”

2 lutego w uroczystość Ofiarowania Pańskiego, inaczej Matki Boskiej Gromnicznej szliśmy do kościoła. Przed wyjściem mama stroiła gromnicę zasuszonymi roślinami, zielonym mirtem i obwiązywała wstążką lub lnianym włóknem. W kościele, na początku liturgii zapalano gromnice. Pachniało woskiem i pasieką. Litur­gia tego święta ukazywała głęboki sens obrzędu święcenia gromnic, przywołując na pamięć wydarzenie ewangeliczne ofiarowania Jezusa w Świątyni Jerozolimskiej.  Wypełniając przepis prawa Mojżeszowego Maryja wraz z Józefem przyniosła małego Jezusa do świątyni, aby ofiarować Go Bogu. Symeon i Anna, związani ze świątynią wyczekiwali obie­canego Mesjasza. W małym dziecku roz­poznali Zbawcę. Uradowany Symeon powiedział, że już teraz może umrzeć „Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, światło na oświecenie pogan”. Było to dla nich najważniejsze wydarzenie. Zapłonęło dla nich światło, którym jest Jezus Chrystus. Maryja zaś była i jest Tą, przez którą to światło dociera do każdego człowieka. Taka jest główna wymowa tej świecy.

Z poświęconą świecą wracaliśmy do domu. Tu miał miejsce obrzęd, którego nie przewidywała liturgia kościoła. Mama przypalała gromnicą kosmyki naszych dziecięcych włosów, abyśmy nie bali się piorunów, gdy przyjdzie lato a z nim go­rące i parne dni. Następnie, na głównej belce domu albo nad drzwiami kreśliliś­my sadzą palącej się gromnicy znak krzy­ża. Nadprzyrodzona moc brała w opiekę nasz dom. Po tym obrzędzie kładliśmy gromnicę za świętym obrazem. Była zawsze wi­doczna i pod ręką. W każdej chwili mogła się przydać. Szczególnie była potrzebna, gdy ogarniała nas najgłębsza ciemność, ciemność śmierci. Podawano ją wtedy do rąk umierającego. Robiło się jaśniej w pokoju, ale najważ­niejsza była Jasność, której symbolem był drgający płomyk gromnicy. Tą jasnością jest Chrystus, który opromienia nasze życie światłością wieczną.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *