29 Gru

Uroczystość Świętej Rodziny    Rok B

 

MIŁOŚĆ RODZINNA.

 

Gdy upłynęły dni Ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.  A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni.   A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”.  A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim (Łk 2,22-40).

James Dobson w książce pt. „Home with the Heart” opisuje wzruszającą historię, która miała miejsce w okresie Bożego Narodzenia. Przyjaciel Dobsona skarcił swoją trzyletnią córeczkę za to, że zmarnowała całą rolkę złotego papieru do pakowania świątecznych prezentów. Usiłowała ona przygotować prezent bożonarodzeniowy pod choinkę. Ku zaskoczeniu ojca, mała dziewczyna, rankiem następnego dnia wręczyła mu prezent, mówiąc: „Tatusiu, to dla ciebie”. Ojciec poczuł się zawstydzony swoją poprzednią reakcją, ale niezadowolenie wróciło, gdy rozpakował prezent i zobaczył, że pudełko jest puste. Ponownie skarcił ją słowami: „Czy ty nie wiesz, że gdy dajesz komuś paczkę w prezencie, to musisz coś do niej włożyć. Nie można dawać pustego pudełka”. Mała dziewczynka, patrząc na ojca ze łzami w oczach powiedziała: „Tatusiu, ta paczka nie jest pusta, złożyłam w niej wiele pocałunków. Ja napełniłam ją miłością. To wszystko dla ciebie, tatusiu”. Ojciec był zdruzgotany. Przytulił mocno córeczkę i prosił o wybaczenie. A paczkę zapakowaną w złoty papier zachował i przez lata była ona przy jego łóżku. Ilekroć przychodziły chwile zniechęcenia, spoglądał na paczkę i oczyma wyobraźni widział złożone w niej pocałunki i miłość dziecka, to przynosiło umocnienie i radość.

W pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu obchodzimy Uroczystość Świętej Rodziny. Jest to czas, kiedy można zobaczyć najwięcej młodych małżeństw z małymi dziećmi w kościele. Zatrzymują się oni dłużej przy stajence betlejemskiej. Rodzice odpowiadają na dziesiątki pytań swoich małych pociech. Dlaczego Jezus nie jest w łóżeczku, tylko w żłobie? Dlaczego zatrzymali się w tak marnym mieszkaniu, ze zwierzętami? Co przyniósł Jezusowi w czapce pasterz, klęczący w stajence? Dlaczego tu tyle słomy? A kto to taki z tymi skrzydełkami na plecach? To tylko niektóre z podsłuchanych pytań. Odpowiedzi są bardzo różne. Wszystkie one składają na pierwszą wspaniałą lekcję religii przeprowadzoną przez rodziców, w promieniach miłości emanującej z Stajenki Betlejemskiej i rodzicielskich serc. W tych dniach nasza uwaga skupia się na Świętej Rodzinie, bo w łączności z Nią odkrywamy wartości, które są istotne w życiu naszych rodzin.

Opowiadanie zacytowane na wstępie mówi o najważniejszej wartości, jaką odkrywamy w bliskości Świętej Rodziny. Jest to miłość, która stanowi fundament każdej rodziny i nadaje jej sens. W bliskości Stajenki Betlejemskiej także odkrywamy, że miłość zakotwiczona w Bogu nabiera wymiaru wieczności i chroni nas przed jej wypaczeniem. W okresie Bożego Narodzenia w rodzinach zasypujemy się różnymi prezentami, oby wśród nich nie zabrakło „pustych paczek”, które w rzeczywistości są najpiękniejszym darem, jaki możemy ofiarować drugiemu człowiekowi.

Anna ma cichy żal do swego dziecka, wzmaga się on gdy przychodzą święta Bożego Narodzenia. Czeka wtedy na odwiedziny swego jedynego syna, a on wpada tylko na chwilę, wręcza mamie bardzo drogi prezent i już biegnie dalej. „Jest tak zapracowany” – tłumaczy go przed swymi sąsiadkami. A w rzeczywistości chce się jej płakać, że jedyne jej dziecko ma dla nie tylko kilka minut czasu. Wolałaby, żeby zamiast tego prezentu został dłużej w domu, porozmawiał, zapytał co jej dolega, czy może w czymś pomóc, opowiedział o swojej rodzinie. Anna zostaje sama i zadaje sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje, przecież poświęciła całe swoje życie dla niego. Czasami rodzą się wątpliwości; a może ja go tak wychowałam. Gdy przyjechali z mężem do Ameryki robili wszystko, aby nic nie zabrakło jedynemu ich dziecku. Po śmierci męża ze zdwojoną energią Anna starała się zaspokoić wszystkie potrzeby syna. Miał on prawie wszystko: najnowsze komputery, gry itp. Ale żeby zarobić na to wszystko Anna pracowała na dwie zmiany. Z synem widywała się w przelocie, a gdy miała trochę więcej czasu, to była zbyt zmęczona, aby rozmawiać z swoim dzieckiem. „Czasami syn pytał mnie, dlaczego nie mam dla niego czasu. Odpowiadałam, że ciężko pracuję, aby mu nic nie brakowało. Czyniłam to wszystko z miłości do syna. Widocznie był za mały, aby to zrozumieć, a może bardziej potrzebował mojej obecności, przytulenia, aniżeli drogich zabawek, czy innych rzeczy materialnych. A teraz może świadomie, a może nie świadomie odpłaca mi tym samym” – kończy swą opowieść

Miłość rodzinna jest tak ważna, że staje się przykazaniem Bożym, a Biblia wiele razy ukazuje jej konkretny kształt w życiu codziennym. Czyni to między innymi biblijny mędrzec z Księgi Syracydesa: „Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił. Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie, w miejsce grzechów zamieszka u ciebie” (Mdr 3, 12-14). Tę myśl kontynuuje kilkaset lat później św. Paweł w liście do Kolosan: „Żony bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi. Dzieci bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha” (Kol 3, 20-21). Św. Paweł ukazuje, gdzie jest moc zachowania takiej miłości na co dzień: „Bracia: Jako wybrańcy Boży, święci i umiłowani, obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy. Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości” (Kol 3, 12-14).

Adorując Świętą Rodzinę napełniamy się wyżej wspomnianymi wartościami. Przez co staje się ona dla nas nie tylko wzorem, ale także źródłem mocy w realizacji tych wartości w naszym życiu. Zacytowany na wstępie fragment Ewangelii przedstawia nam jeden z epizodów z życia Świętej Rodziny. Rodzice przynieśli Jezusa do świątyni, aby wypełnić nakaz Prawa Mojżeszowego. Jest to jedno z wielu wydarzeń mówiących, że miłość ożywiająca Święta Rodzinę miała głębokie zakorzenienie w Bogu. Święta Rodzina niesie światu Jezusa, który jest samą miłością. Symeon jest pierwszym, który bierze tę Miłość w ramiona i mówi: „Teraz o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. Przyjmując Miłość z rąk Świętej Rodziny zyskujemy radość i pokój, której nie może zmącić nawet perspektywa odejścia. Połączeni więzami tej Miłości możemy przeżywać radość przebywania nawet z tymi, którzy kiedyś zasiadali z nami przy rodzinnym stole, a dzisiaj odeszli już do wieczności.

W polskiej tradycji okres Bożego Narodzenia, to czas rodzinnych spotkań. Odbywają się one w blasku choinki i stajenki betlejemskiej. To zewnętrzne światło jest symbolem potężnego światła duchowej natury, które pielęgnowane w rodzinach sprawia, że stają się one najszczęśliwszymi miejscami na świecie, gdzie doczesność zatapia się w wiecznej Miłości (z książki Nie ma innej Ziemi Obiecane).

 

 

POWROTY DO GNIAZDA RODZINNEGO

Pan uczcił ojca przez dzieci, a prawa matki nad synami utwierdził. Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci, a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany. Kto szanuje ojca, długo żyć będzie, a kto posłuszny jest Panu, da wytchnienie swej matce. Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił. Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie, w miejsce grzechów zamieszka u ciebie (Syr 3,2-6.12-1).

Nieraz wyruszamy w dalekie podróże. Zauroczeni pięknem zwiedzanych miejsc z przyjemnością powracamy tam pamięcią. Zanurzeni w rajskie piękno okolic Jeziora Galilejskiego słyszymy jakby kroki przechodzącego się Boga. Oczyma wyobraźni widzimy błękit morza na Lazurowym Wybrzeżu. Czujemy rozkosz szybowania nad zatoką Acapulco. Zgłębiamy tajemnice egipskich piramid, zaginionych miast Inków i budowli Majów. Urzekają nas zabytki starożytnej Grecji i Rzymu. I tak można by wymienić wiele innych miejsc. Zmieniamy także miejsce zamieszkania, które na różne sposoby wpisują się w nasze życie. Jest jednak miejsce jedyne i niepowtarzalne, które na stałe pozostaje w naszej pamięci i sercu. Jest to najcudowniejsze miejsce na świecie. I nawet, gdy je opuścimy fizycznie, to duchowo pozostajemy tam na zawsze i często wracamy pamięcią do niego. Są to rodzinne strony. To tam po raz pierwszy zaświeciło nad nami słońce, tam po raz pierwszy ujrzeliśmy gwiazdy na niebie, kolorowe łąki usiane kwiatami, chwiejące się łany zbóż na polach, tam po raz pierwszy usłyszeliśmy śpiew ptaków w gałęziach i grzmot nadciągającej burzy. Tam po raz pierwszy ujrzeliśmy pochylone nad nami uśmiechnięte twarze, z których emanowała radość i miłość. Ta miłość będzie nam towarzyszyć całe życie i jest ona jak słońce i poranna rosa dla zakwitających kwiatów. Ten pierwszy uśmiech i bezgraniczna miłość sprawiają, że to miejsce, biorąc nazwę od rodziny staje się najcudowniejszym miejscem na świecie.

Nie może być inaczej, gdyż rodzina bierze swe początki w miłości. Oto obcy ludzie stają się sobie bardzo bliscy. Gotowi ofiarować sobie wszystko, ofiarować samych siebie. Jest to najpiękniejszy dar jaki możemy otrzymać i ofiarować drugiemu człowiekowi. Ten dar jest godny samego Boga dlatego narzeczeni przychodzą do kościoła i przed ołtarzem wypowiadają słowa przysięgi małżeńskiej: „Ślubuję ci miłość, wierność oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”. I tak ludzki związek staje się sakramentem. To już nie jest tylko sprawa człowieka, ale także Boga. Słowa przysięgi odzwierciedlają uczucia nowożeńców.  Pragną bowiem oni być ze sobą na dobre i na złe. Przysięga małżeńska niczego im nie narzuca, tylko uświęca najszlachetniejsze odruchy serca. W tej atmosferze miłości każdy z nas ujrzał światło dzienne. Tę miłość czuliśmy w rodzicielskich ramionach, widzieliśmy w zatroskanych oczach.  Mimo tak pięknych początków nie każde małżeństwo, nie każda rodzina wytrzymuje próbę czasu. Rozpadają się małżeństwa, rozpadają się rodziny. I tak tracimy to co jest najpiękniejsze w życiu. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedzi może być tyle ile jest rozpadających się małżeństw. Jednak można się pokusić na pewne na pewne uogólnienia.  Nieraz młodzi ludzie decydują się na małżeństwo myląc zauroczenie sobą z prawdziwą miłością. Zauroczenie sobą, zwane zakochaniem nie przekute w prawdziwą miłość przemija, pozostawiając pustkę w sercu. Prawdziwa miłość, na której można budować małżeństwo przybiera formę służby, gotowej do największej ofiary. Chrystus, który uzdalnia nas do takiej miłości sam dał tego przykład, biorąc krzyż na swe ramiona. Nieraz trzeba jak Chrystus z miłości nieść krzyż na swoją Golgotę. Św. Paweł w liście do Kolosan wskazuje na pewne cechy takiej miłości: „Jako wybrańcy Boży, święci i umiłowani, obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy”.

Popularne piosenki o miłości najczęściej mówią o zachwycie drugą osobą, wyznaniach pachnących kwitnącymi bzami w noc księżycową. Rzadziej się słyszy o prawdziwej miłości, przejawiającej się w służbie drugiemu człowiekowi.  Przez ostanie trzy lata byłem świadkiem takiej miłości, patrząc jak moja siostra Maria opiekowała się kompletnie sparaliżowanym mężem Stanisławem. Dzień i noc była przy nim. Była żoną i pielęgniarką. Nieraz brakowało jej siły. Kilka razy sama znalazła się w szpitalu z przemęczenia, stresu, wyczerpania.  Mogła go oddać do hospicjum, mogła powierzyć opiece pielęgniarek. Nie zrobiła tego, sama chciała być przy mężu. Stanisław w przebłyskach świadomości odczuwał jej dobroczynną obecność. Stawał się spokojniejszy. Tak było do ostatniego dnia życia Stanisława. Na drugi dzień po pogrzebie, siostra po raz pierwszy od trzech lat wyjechała poza Lublin. Pojechaliśmy w rodzinne strony, poszliśmy na grób naszych rodziców. To od nich, w rodzinnym domu nauczyła się takiej miłości, może nieraz oszczędnej w słowach, ale bogatej w czynie.    Możemy jednak utracić nawet najprawdziwszą miłość jeśli nie będziemy jej pielęgnować i dbać o nią. Dzisiaj tak mało mamy czasu dla siebie. Tak wiele jest dla nas ważniejszych spraw niż współmałżonek, rodzic czy dziecko. Jeśli praca lub coś innego staje się ważniejsze niż od członka rodziny, to wtedy możemy być pewni, że rodzina zmierza w złym kierunku. Tej wzajemnej troski nie możemy odkładać na później, bo dzieci wyrosną i już nie będą potrzebować naszej rady, a rodzice odejdą do wieczności. Jakże często zdarzają się historie podobne do tej, którą teraz przytoczę. Samotny ojciec z utęsknieniem wyczekiwał odwiedzin swojej jedynej córki. Tęsknota ta nasilała się w okresie świąt. A córka, wzięty adwokat ciągle była zajęta. Nawet, gdy dzwoniła do ojca, to nie poświęcała mu całkowitej uwagi. Ojciec wyczuwał, że córka się śpieszy i chciałby jak najszybciej zakończyć rozmowę. Często obiecywała, że go odwiedzi, ale rzadko dotrzymywała słowa. Pewnego razu przed Bożym Narodzeniem, zadzwoniła do ojca i powiedziała, że będzie bardzo zajęta i nie odwiedzi go. Ojciec wysłał jej kartkę z życzeniami, w której zapytał córkę: „A gdy umrę, czy zamierzasz przyjechać na mój pogrzeb?” Córka po przeczytaniu kartki natychmiast oddzwoniła do ojca i powiedziała: „Jak tata może tak myśleć. Oczywiście, że przyjadę”. Na co ojciec odpowiedział: „Bardzo dobrze. Zapomnij o pogrzebie, a przyjedź teraz, bo ja bardziej potrzebuję twoich odwiedzin za życia niż po śmierci”.

Myśląc o rodzinie warto sięgnąć do Pisma św., gdzie możemy znaleźć wiele pożytecznych wskazówek, za którymi kryje się moc boża. W pierwszym czytaniu z Księgi Syracydesa czytamy: „Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci, a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany. Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu.  A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił”.  Św. Paweł w liście do Kolosan zachęca nas, aby słowo boże kształtowało nasze życie oraz życie naszych rodzin: ‘Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem: z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko czyńcie w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego”.

Refleksje o rodzinie snujemy w blaskach stajenki betlejemskiej, gdzie Rodzina Święta zajmuje centralne miejsce. Kościół stawia ją jako wzór dla naszych rodzin. Możemy ją naśladować przez uznawanie w naszym życiu władzy Boga. Dzięki temu w naszych rodzinach, jak w rodzinie nazaretańskiej wszystko będzie na swoim miejscu. Bo gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu tam wszystko jest na właściwym miejscu. To pozwala mądrze i z godnością, z podaniem się woli bożej przyjmować wszystko co niesie nam życie. Wtedy najtrudniejsze chwile w naszym życiu i życiu naszych rodzin nabierają sensu i znaczenia (z książki W poszukiwaniu mądrości życia).

 

 

DOTRZEĆ DO PRAWDZIWEJ RADOŚCI

Bracia: Dzięki wierze ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie. Dzięki wierze także i sama Sara, mimo podeszłego wieku, otrzymała moc poczęcia. Uznała bowiem za godnego wiary Tego, który udzielił obietnicy. Przeto z człowieka jednego, i to już niemal obumarłego, powstało potomstwo tak liczne jak gwiazdy na niebie, jak niezliczone ziarnka piasku na wybrzeżu morza. Dzięki wierze Abraham, wystawiony na próbę, ofiarował Izaaka, i to jedynego syna składał na ofiarę, on, który otrzymał obietnicę, któremu powiedziane było: «z Izaaka będzie dla ciebie potomstwo». Pomyślał bowiem, iż Bóg mocen jest wskrzesić także umarłych, i dlatego odzyskał go, na podobieństwo śmierci i zmartwychwstania Chrystusa (Hbr 11, 8. 11-12. 17-19).

W wigilię Bożego Narodzenia ktoś ze znajomych podesłał mi krótki film na You Tube „Journey of Faith” („Podróż wiary”) nagrany w pawilonie handlowym w Redondo Beach w USA. Na początku filmu widzimy ludzi całkowicie pochłoniętych przedświątecznymi zakupami. Na ich twarzach nie widać świątecznej radości, uśmiechu, tylko zatroskanie. Nagle młoda dziewczyna zaczyna śpiewać radosną kolędę o narodzeniu Jezusa. Donośny śpiew rozlega się po całym pawilonie. Zdziwienie, konsternacja. Kupujący zatrzymują się, rozglądają, skąd ten piękny śpiew, i zaczynają sami śpiewać. Do śpiewu włączają coraz to nowi ludzie. W niedługim czasie cały dom handlowy śpiewa kolędy o narodzeniu Zbawiciela. Na twarzach ludzi widać radość i wzruszenie. W rytmie radosnych melodii niektórzy zaczynają tańczyć. Zabiegany i zatroskany tłum przemienił się w radosną wspólnotę, niemalże rodzinę. Odnaleźli radość, która nie jest zależna od udanych zakupów. W zabieganiu, przeciwnościach życiowych dostrzegli na chwilę źródło prawdziwej, świątecznej radości.

W odkrywaniu świątecznej radości dobrze nieraz odbyć podróż wiary, powrócić pamięcią w rodzinne strony i tak jak przed laty zasiąść przy świątecznym stole. Oktawa Bożego Narodzenia, to czas najbardziej sprzyjający na takie rodzinne powroty. Zachęca nas do tego także Niedziela w oktawie Bożego Narodzenia, która jest poświęcona Świętej Rodzinie. W blasku Rodziny z Nazaretu odnajdujemy mądrość i moc, które są nie do zastąpienia w poprawnym funkcjonowaniu naszych ziemskich rodzin. Takie podróże w czasie stawiają nas przed pytaniem: Jaka jest dzisiaj moja wiara? To pytanie może być początkiem powrotu do wiary ufnej i szczerej, wiary dziecka. Przykładem takiej wiary jest scena, która miała miejsce w okresie Bożego Narodzenia przy szopce ustawionej przed plebanią parafii św. Krzyża w Maspeth. Trzyletnia Agnieszka przechodziła z mamą obok tej szopki. Na dworze było dosyć zimno. Mała Agnieszka długo w milczeniu przyglądała się scenie bożonarodzeniowej. Po czym powiedziała do mamy: „Przyniosę Jezusowi mały kocyk, aby nie zmarzł. Dam mu także niektóre moje zabawki, by miał się czym bawić”. Oczywiście dziecięca wiara w dorosłym wydaniu przybiera inny kształt. Musi jednak zachować ufność dziecka. Dopiero taka wiara pozwala nam odnaleźć autentyczną świąteczną radość. I taka wiara staje się światłem na drogach naszego życia, i to nie tylko rodzinnego.

W dzisiejszym zapędzonym świecie brakuje nam nieraz czasu i na Boga i dla rodziny. Jakże często w życiu dzisiejszych rodzin powtarza się w różnych wydaniach poniższa historia. Otóż po powrocie z pracy mały chłopiec powitał tatę i zadał mu pytanie: „Tato, ile zarabiasz na godzinę?” Ojciec zaskoczony tym pytaniem odpowiedział: „Zapytaj o to mamę, ona to wie, a teraz daj mi spokój, nie przeszkadzaj, jestem zmęczony”. „Tato, proszę powiedz mi ile zarabiasz na godzinę” – nalegał chłopiec. Ojciec w końcu poddał się i odpowiedział: „Dwadzieścia dolarów”. „O to dobrze, czy mógłbyś mi zatem pożyczyć dziesięć dolarów?” „To z tego powodu pytałeś mnie, ile zarabiam. Idź natychmiast spać i nie przeszkadzaj mi więcej” – powiedział zirytowany ojciec. Po pewnym czasie ojciec przemyślał zaistniałą sytuację i poczuł się trochę winny. Może rzeczywiście syn potrzebował tych pieniędzy. Ojciec wszedł do pokoju syna i zapytał: „Śpisz synu?”. „Nie tato” – usłyszał odpowiedź. Ojciec pochylił się nad nim i wręczając mu pieniądze powiedział: „Oto pieniądze, o które prosiłeś wcześniej”. Chłopiec, dziękując z radością przyjął je. Następnie sięgnął pod poduszkę i wyciągnął inne banknoty i zaczął je przeliczać. Po czy z radością powiedział: „To wystarczy. Mam dwadzieścia dolarów” i zwracając się do ojca dodał: „Tatusiu, czy możesz mi sprzedać jedną godzinę czasu?”

W rodzinie potrzebujemy siebie wzajemnie. Musimy mieć czas dla siebie. Porozmawiać za sobą. Usłyszeć o swoich problemach i mieć pewność, że nie jesteśmy w tym sami. Młoda dziewczyna na stronie internetowej zadane.pl pisze o swojej rodzinie: „Rodzina jest dla mnie bardzo ważna, ponieważ zawdzięczam jej to wszystko co mam. Np: wykształcenie, ubiór, wygląd oraz wychowanie. Z każdym problemem mogę zwrócić się do rodziców. Oddałabym swoje życie dla nich, gdyby zaszła taka potrzeba. Mówi się, że rodzina jest po to aby wspierać się w każdej sytuacji, myślę że moja rodzina spełnia ten warunek. Kocham swoją rodzinę, uwielbiam spędzać z nimi czas (wycieczki za miasto). Jest takie przysłowie „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”, z którym w pełni się zgadzam”. Każdy chciałby mieć taką rodzinę. Każdy może stworzyć taką rodzinę, jeśli jej budowanie rozpocznie od solidnych fundamentów. Dla nas wierzących, tak jak dla Świętej Rodziny takim fundamentem jest Bóg. Św. Paweł w liście do Kolosan mówi o wartościach, które wypływają z naszej wiary, i według których, w mocy Bożej jesteśmy w stanie kształtować nasze rodzinne życie: „Jako wybrańcy Boży, święci i umiłowani, obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy. Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani, w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni”.

Św. Jan Paweł II wzywa nas, abyśmy przez modlitwę zaprosili Boga do naszych rodzin, a wtedy możemy być pewni, że budujemy na solidnym fundamencie: „Poprzez modlitwę we wspólnocie rodzin zapraszamy Chrystusa, aby był pośrodku nas: małżonków, rodziców i dzieci. Z całego serca zachęcam was usilnie, aby wasze domy były miejscami modlitwy; domami, w których rodziny pogodnie żyją w obecności Boga; domami, które dzielą się z bliźnimi gościnnością, modlitwą i oddawaniem chwały Bogu. Poprzez modlitwę we wspólnocie rodzin zapraszamy Chrystusa, aby był pośrodku nas: małżonków, rodziców i dzieci. Modlitwa rodziców jako modlitwa wspólnoty chrześcijańskiej, staje się dla dzieci wtajemniczeniem w poszukiwanie Boga i słuchanie jego wezwań. Świadectwo życia odnajduje wówczas całą swą wartość. Zakłada ono, że dzieci uczą się w rodzinie, jako prawidłowej konsekwencji modlitwy, patrzenia na świat w sposób chrześcijański, zgodnie z Ewangelią. Ono zakłada również, że dzieci nauczą się w rodzinie, w sposób konkretny, iż w życiu istnieją troski bardziej podstawowe od pieniędzy, wakacji i rozrywki! Niewiele jest wspólnie podejmowanych działań, które miałyby na rodzinę wpływ głębszy niż wspólna modlitwa. Modlitwa pobudza uczucie czci do Boga i wzajemnego szacunku do siebie. Nadaje radościom i smutkom, nadziejom i rozczarowaniom, wszystkim zdarzeniom i okolicznościom perspektywę Boskiego miłosierdzia i opatrzności. Najświętsze Serce Jezusa pomaga rodzinie ściślej się zespolić, a zarazem rozbudza w niej większą gotowość do służenia Kościołowi i społeczeństwu. W żadnej chrześcijańskiej rodzinie nie powinno też braknąć wspólnie odmawianej modlitwy przy posiłku. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jeden człowiek musiałby się pod tym względem jakoś przezwyciężyć. Ale odłóżcie na bok wszelki fałszywy wstyd religijny i módlcie się wspólnie!” (z książki Bóg na drogach naszej codzienności).

 

 

ŚWIĘTY IZYDOR Z SEWILLI     

Symeon, gdy ujrzał Jezusa skierował myśli ku Boga, wyznając, że jest już gotów na odejście z tej ziemi. Nie lęka się śmierci, bo Mesjasz, którego rozpoznał w Małym Dziecięciu upewnił go, że po drugiej stronie życia czeka go miłujący Ojciec. Symeon przygotowywał się na to spotkanie przez całe życie. Dzięki tej gotowości doznał łaski spotkania z nowonarodzonym Mesjaszem, w którym jest jego i nasze zbawienie. Szczęśliwy jest ten, kto w swoim życiu doświadczył wiary Symeona, która daje moc spokojnego przyjęcia śmierci, przez którą wykraczmy do niebieskiej chwały. Tę łaskę otrzymuje każdy, kto tak jak Symeon swoje oczekiwanie na spotkanie z Mesjaszem wypełni modlitwą, dobrem, pięknem i miłością. Popatrzmy, jak to czynił święty Izydor z Sewilli, szczególnie w godzinie swojej śmierci.

Święty Izydor urodził się w rodzinie hiszpańsko-rzymskiej, która wydała kilku świętych. Bracia Izydora, Leander, Fulgencjusz oraz sistra Florentina zostali ogłoszeni świętymi. Ojciec Izydora, Sewerian, Rzymianin z Kartageny w Hiszpanii był blisko powiązany z królami Wizygockimi. Według podań, w czasie najazdu na Hiszpanię cesarza wschodnio- rzymskiego w roku 554, ojciec Izydora, Sewerian, z żoną i dziećmi przeniósł się do Sewilli, gdzie, w tym samym roku urodził się święty Izydor. Legenda głosi, że przy narodzinach dziecka rój pszczół osiadł na jego ustach i zostawił na nich słodki miód. Odebrano to jako znak i zapowiedź niezwykłego daru wymowy przyszłego Świętego.

Po przedwczesnej śmierci rodziców wychowaniem Izydora i jego rodzeństwa zajął się Leander, najstarszy brat Świętego, który był wówczas arcybiskupem Sewilli. W dużej mierze, to dzięki niemu Izydor stał się jednym z najbardziej wykształconych ludzi tamtych czasów. Jedno z podań mówi, że rygor naukowy narzucony przez św. Leandra, oraz nadmiar materiałów, których Święty nie mógł do końca zgłębić skłoniły go do ucieczki z domu. W czasie tej ucieczki, zmęczony i spragniony zatrzymał się przy studni, gdzie zwrócił uwagę na wgłębienie wydrążone w skale. Przychodzącą kobieta wyjaśniła mu, że to kropelki wody, latami spadające w to samo miejsce wydrążyły to wgłębienie. Wtedy Izydor doszedł do takiego wniosku: „Jeśli małe krople wody kamień wydrążyć zdołają, dlaczegóżbym ja przez pilność i za pomocą Bożą nie miał się wszystkiego nauczyć?” Po tych przemyśleniach wrócił do szkoły i zabrał się gorliwie do nauki.

W tym czasie, Hiszpanią rządzili ariańscy Wizygoci. Arianie głosili błędną naukę o Jezusie i Trójcy Świętej. Ariański król Wizygotów Leowigild, zamordował nawet swojego syna, św. Hermenegilda, dlatego, że ten przeszedł na wiarę chrześcijańską. Prześladowania dotknęły biskupów katolickich. Święty Leander został pozbawiony stolicy arcybiskupiej w Sewilli i skazany na wygnanie. Izydor odważnie wspierał swojego brata. Towarzyszył mu także, gdy ten udał się do Konstantynopola dla uzyskania pomocy cesarza. Przeżywał również oblężenie Sewilli w latach 583-584 przez Leowigilda. Święty Izydor bardzo dzielnie i skutecznie przeciwstawiał się herezji arianizmu. To jego wielka zasługa, że arianizm stracił na swojej sile, a biskupi mogli powrócić z wygnania. Po śmierci króla Leowigilda, Święty doczekał się nawrócenia Wizygotów  z arianizmu. Po spełnieniu tak ważnej misji w umocnieniu kościoła hiszpańskiego Izydor zamknął się w celi zakonnej. Jak mówią podania, uczynił to z obawy przed pychą, która mogła się zakraść do jego duszy z powodu zasług w nawróceniu Wizygotów i przytłumieniu arianizmu.

Zarówno nowy król jak i wierni, chcieli, aby Święty opuścił swoją pustelnię i służył kościołowi w inny sposób. Jednak Izydor przedkładał życie pustelnicze nad godności i stanowiska kościelne. Dopiero po śmierci swego brata Leandra, arcybiskupa Sewilli został niejako przymuszony do objęcie stolicy arcybiskupiej. Podania mówią, że duchowni wraz z ludem wdarli się do celi klasztornej i zanieśli Izydora do kościoła. Święty chciał przemówić z ambony, aby zaprotestować, jednak nie dano mu dojść do słowa. Wobec tego Izydor ukląkł przed ołtarzem i zgodził się zostać arcybiskupem Sewilli, odczytując to jako wyraz woli Boże.

Podczas swoich 37- letnich rządów archidiecezją, Izydor w z wielką gorliwością i mądrością kierował powierzonym sobie ludem. Zwoływał synody, zakładał szkoły i domy zakonne oraz bardzo owocnie pracował nad nawróceniem Wizygotów z arianizmu. Na synodzie w Toledo, w roku 633 ułożono symbol wiary, który przez długie wieki był odmawiany w liturgii nie tylko w Hiszpanii, ale poza jej granicami. Na tym synodzie, ze względu na wielkie zasługi uznano Izydora za najwybitniejszego nauczyciela wiary w Hiszpanii i udzielono mu pierwszeństwa przed arcybiskupem Toledo. Izydor starał się, aby w każdej diecezji hiszpańskiej powstawała szkoła przykatedralna, gdzie nauczano by prawa i medycyny, hebrajskiego i greki, a także klasyki. Izydor słynął nie tylko ze świętego życia, ale także z uczoności. Uznawany był za największego nauczyciela tamtych czasów. W swojej 20-tomowej encyklopedii „Codex etimologiarum” zawarł całokształt wiedzy dostępnej w VII w. w Europie. Jego „Chronica Maiora” omawiała dzieje świata od stworzenia aż do czasów autora. To tylko niektóre działa Izydora w jego bardzo bogatej twórczości. Jest on również autorem nowych reguł dla klasztorów, a także dzieł na tematy astronomiczne, geograficzne i teologiczne. Jego dzieła miały ogromny wpływ na myśl wieków średnich. Święty, prowadząc tak ożywioną działalność duszpasterską i naukową zachował ogromne serce dla potrzebujących. Pod koniec życia Świętego trudno było dostać się do jego domu z powodu ogromnego tłumu żebraków i ludzi pokrzywdzonych przez los. Wszyscy czekali na wsparcie i w swoich oczekiwaniach nie zawiedli się.

Ukoronowaniem pięknego życia św. Izydora była piękna i wzruszająca śmierć. Na cztery dni przed śmiercią, święty Izydor wspierany przez dwóch biskupów wszedł do katedry, gdzie przemówił do duchowieństwa i wiernych: „Drogie dzieci, miłość moja ku wam nagli mnie jeszcze – już przed otwartym grobem- abym ostatni raz przemówił do was i powtórzył, czego was nauczałem. Trzymajcie się statecznie świętego katolickiego Kościoła; bądźcie też głowie tego Kościoła, Ojcu Świętemu w Rzymie wierni, bądźcie posłuszni królowi; tylko bojaźń Boża i pobożność ustalają pomyślność ojczyzny: używajcie tej pomyślności w pokoju i okażcie się godnym tego daru niebios”. Następnie zdjął szaty biskupie i wdział pokutny wór, głowę posypał popiołem i ze łzami w oczach odbył spowiedź publiczną. Mówił: „Bracia módlcie się za mną grzesznikiem, abym, ponieważ sam na to nie zasługuję, za waszą przyczyną odpuszczenia moich grzechów dostąpił. Odpuście mi także, jeżeli kogo obraziłem; przebaczcie, proszę was z serdecznym żalem!” Potem przyjął Komunię świętą i pożegnał się ze wszystkimi pocałunkiem pokoju. Następnie przeniesiono Świętego do jego pokoju, gdzie po czterech dniach, 4 kwietnia 636 roku ze wzniesionymi rękami odszedł Pana. Pochowano go obok rodzeństwa św. Leandra i św. Florentyny. W roku 1063 relikwie Świętego przeniesiono do Leonu, gdzie spoczywają do dzisiaj. Papież Klemens VIII kanonizował św. Izydora w roku 1598 (z książki Wypłynęli na głębię).

 

 

RODZINO PRZYOBLECZ SIĘ W MIŁOŚĆ   

Papież Franciszek w czasie Mszy św. kanonizacyjnej św. Jana Pawła II i Jana XXIII powiedział: „W tej posłudze Ludowi Bożemu Jan Paweł II był papieżem rodziny. Kiedyś sam tak powiedział, że chciałby zostać zapamiętany jako papież rodziny. Chętnie to podkreślam w czasie, gdy przeżywamy proces synodalny o rodzinie i z rodzinami, proces, któremu na pewno On z nieba towarzyszy i go wspiera”. Św. Jan Paweł II wiele uwagi poświęcał rodzinie. W adhortacji apostolskiej o zadaniach rodziny chrześcijańskiej w świecie współczesnym „Familiaris Consortio” pisał: „Rodzina w czasach dzisiejszych znajduje się pod wpływem rozległych, głębokich i szybkich przemian społecznych i kulturowych. Wiele rodzin przeżywa ten stan rzeczy, dochowując wierności tym wartościom, które stanowią fundament instytucji rodzinnej. Inne stanęły niepewne i zagubione wobec swych zadań, a nawet niekiedy zwątpiły i niemal zatraciły świadomość ostatecznego znaczenia i prawdy życia małżeńskiego i rodzinnego. Inne jeszcze, na skutek doznawanych niesprawiedliwości, napotykają na przeszkody w korzystaniu ze swoich podstawowych praw. W obecnym momencie historycznym, gdy rodzina jest przedmiotem ataków ze strony licznych sił, które chciałyby ją zniszczyć lub przynajmniej zniekształcić, Kościół jest świadom tego, że dobro społeczeństwa, i jego własne, związane jest z dobrem rodziny, czuje silniej i w sposób bardziej wiążący swoje posłannictwo głoszenia wszystkim zamysłu Bożego dotyczącego małżeństwa i rodziny, zapewniając im pełną żywotność, rozwój ludzki i chrześcijański oraz przyczyniając się w ten sposób do odnowy społeczeństwa i Ludu Bożego. W małżeństwie i w rodzinie wytwarza się cały zespół międzyosobowych odniesień: oblubieńczość, ojcostwo-macierzyństwo, synostwo, braterstwo, poprzez które każda osoba wchodzi do ‘rodziny ludzkiej’ i do ‘rodziny Bożej’, którą jest Kościół”.

W okresie Bożego Narodzenia nasze życie rodzinne częściej niż zwykle koncentruje się przy dwóch stołach. Jeden z nich to ołtarz w parafialnym kościele, a drugi to stół w rodzinnym domu. Pamiętam rodzinne spotkania przy świątecznym stole. W mieszkaniu pachniało odświętnością i sianem, które przywodziło na pamięć ubogą betlejemską stajenkę. Pięknie wystrojona choinka z kolorowymi światełkami kreowała baśniowy, zaczarowany świat. A nasze piękne polskie kolędy serdeczną tkliwością przenikały serca. W tej scenerii najważniejsza była rodzina. Byli rodzicie, bracia, siostry, dziadkowie, ciocie, wujkowie i tak dalej. Był czas na rozmowy, rodzinne wspomnienia, w których bardzo często powracali nasi bliscy, którzy odeszli do Pana. Byli jednak oni obecni w tajemnicy, którą Kościół nazywa świętych obcowaniem. Wracali do nas i w takich wspomnieniach: „Ten bigos jest przygotowany według receptury naszej babci, a ten taboret w kącie, na którym stoi choinka wykonał dziadzio”. Takich wspomnień było wiele. Czuło się wtedy jak ważna jest w naszym życiu solidna rodzina. Jak mocnym jest dla nas oparciem w różnych przeciwnościach życiowych. Możemy zawsze liczyć na tych, z którymi zasiadamy przy świątecznym stole. Taka rodzina stwarza warunki, aby stać się w niej przyzwoitym człowiekiem, który odnajduje w małym Dziecięciu z betlejemskiej stajenki swojego Zbawcę i Pana. Taka rodzina jest źródłem także takiej zwykłej, ale bardzo ważnej świątecznej radości.

Aby rodzina dobrze spełniała taką rolę musi być zbudowana na pewnych wartościach, które stanowią jej fundament. A zatem o jakie wartości tu chodzi? Odpowiadając na to pytanie powrócę pamięcią do rekolekcji adwentowych, które prowadziłem w tym roku na Greenpoincie w parafii św. Stanisława Kostki oraz Cyryla i Metodego. Przez dziesięć przygotowywałem się z tymi wspaniałymi wspólnotami wiary do świąt Bożego Narodzenia. Wiele razy stawałem razem z nimi przy parafialnym stole, stawałem przy ołtarzu, aby wielbić Boga za Jego zstąpienie na ziemię, za to, że stał się dla nas pokarmem na drodze ku wieczności. To co zauważyłem w tych wspólnotach, to rodzinna atmosfera, atmosfera wzajemnej życzliwości. To można było zauważyć w zakrystii i przy ołtarzu. Tej rodzinnej serdeczności i duchowej mocy doświadczałem, gdy stawałem przy ołtarzu, na ambonie, czy przy wyjściu z kościoła. Zapewne ten duch przyciąga wiernych nie tylko z Greenpointu, ale z całej metropolii nowojorskiej. Oczywiście jest to duża zasługa Księży Misjonarzy pracujących w tych parafiach, z księdzem Markiem, proboszczem parafii św. Stanisława Kostki i księdzem Tadeuszem, proboszczem parafii św. Cyryla i Metodego. Zapewne ogromny wpływ na taką atmosferę ma sam św. Wincenty a Paulo, założyciel Zgromadzenia Księży Misjonarzy i Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo, znanych jako szarytki.

Święty Wincenty a Paulo jest mi bliski z wielu względów, jednym z nich jest podobne wspomnienie domu rodzinnego i dzieciństwa. Rodzice Świętego posiadali 5 hektarów ziemi. Św. Wincenty często wspominał biedę w domu, ale jak pisał, dzięki ciężkiej pracy mogli żyć „uczciwie i przyzwoicie”. Posiłki były bardzo skromne, na które często składały się gotowane proso, chleb i polewka. Święty podobnie jak ja pasł krowy i owce oraz wykonywał różne prace w gospodarstwie rolnym. Jednak w pobożności i miłości bliźniego nie ma się co z nim równać. Przyszły Święty od dziecka przejawiał szczególną wrażliwość na ludzką biedę. Dzielił się z nimi chlebem, którego sam nie miał pod dostatkiem. Pewnego razu, spotykając ubogiego oddał mu wszystkie swoje oszczędności. Zwracał także na siebie uwagę szczególną pobożnością. Często modlił się przed zniszczoną przez hugenotów w 1570 r. kaplicą i przed obrazkiem Matki Bożej, który umieścił w dziupli dębu. Św. Wincenty wyniósł z domu rodzinnego głęboką wiarę i pobożność, pracowitość i wytrwałość, miłość i współczujące serce do bliźniego, wielką żarliwość w wykonywaniu swoich zadań połączoną z rozsądkiem. Są to wartości, które cementują rodzinę i umożliwiają realizacje zadań jakie stawia przed nią Bóg. Dzięki tym wartościom św. Wincenty a Paulo tak pięknie zrealizował swoje powołanie. Święty Jan Paweł II powiedział o nim, że był świadkiem pełnej miłości obecności i zbawczego działania Boga w świecie. Był to kapłan ogromnie uważny na znaki czasu, który pozwolił prowadzić się wydarzeniom, albo raczej Opatrzności Bożej.

Kierując się tymi wartościami zrealizujemy jak najpiękniej swoje powołanie nawet w największych przeciwnościach. Ewangelia na dzisiejszą uroczystość Świętej Rodziny przedstawia scenę ofiarowania Jezusa w świątyni, gdzie Symeon powiedział do Maryi: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”. Ten miecz nieraz godził w serce Maryi, ale zadaną ranę zabliźniała wiara i miłość Matki Bożej. Ona też dała Maryi udział w zwycięstwie i radości zmartwychwstania jej Syna. A na zakończenie wysłuchajmy jeszcze raz słów św. Pawła, które w sposób szczególny powinniśmy odnieść do naszych rodzin: ‘Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani, w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni” (Kurier Plus 2014r.).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *