28 grudzień

uroczystość Świętej Rodziny Rok C

 

RODZINNE GODY                                        

Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy, szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Lecz On im odpowiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?”.  Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi (Łk 2,41-52).

Godnie Święta, to staropolska nazwa Świąt Bożego Narodzenia. Godami określano także uroczystości, zwłaszcza weselne. W Starym Testamencie szczęście wieczne przybierało obraz uczty niebieskiej. Bóg obficie zastawiał stół dla swych wybranych, których łączyły więzy miłości. Nowy Testament używa także obrazu uczty, gdy mówi o szczęściu wiecznym człowieka. Zebrani na godach Baranka to wierni, którzy osiągnęli zbawienie i przepełnia ich radość przebywania z Jezusem.

Święta Bożego Narodzenia są świętami najbardziej rodzinnymi. W tradycji polskiej stają się one rodzinnymi godami. Wspólne zasiadanie przy świątecznym stole i ucztowanie rozpoczyna się w Wigilię Bożego Narodzenia a kończy w Uroczystość Trzech Króli. Te przyjęcia różnią się od tych, które mają miejsce w innych porach roku. Tę inność przynoszą kolędy śpiewane na przyjęciach, które mówią o narodzeniu Jezusa, szopka i choinka. Rzeczywistość nadprzyrodzona miesza się ze sprawami ziemskimi.

Pierwszy dzień Bożego Narodzenia- w tradycji polskiej- był zarezerwowany dla najbliższej rodziny. W tym dniu nie wypadało odwiedzać sąsiadów czy znajomych. Był to czas, który spędzało się w gronie najbliższej rodziny. Rodzice nie pozwalali mi, w tym dniu odwiedzać nawet kolegów. Pozostawaliśmy w domu wyścielonym słomą i w gronie najbliższej rodziny przeżywaliśmy rzeczywistość stajenki Betlejemskiej.

W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia- na św. Szczepana wynoszono słomę i sprzątano dom. Słomę należało uprzątnąć przed przybyciem pierwszych kolędników, których w moich stronach nazywano szczodrakami. Przychodzili oni, skoro świt, odgrywali swoje kolędnicze role i rzucali ziarnem na pamiątkę kamienowania św. Szczepana. Niedobrze, gdy szczodracy zastaną dom nie posprzątany; jest to zła wróżba. Po wyniesieniu słomy dom był gotowy na przyjęcie kolędników oraz na rodzinne gościny i spotkania. Odwiedzało się rodziny wujków i ciotek, a innym razem oni przychodzili do nas, tak było aż do Trzech Króli. Wieczorem można było spotkać rodziny wędrujące ośnieżonymi drogami, jak i też kolędników, którzy przydawali dodatkowego kolorytu rodzinnym spotkaniom. Te spotkania umacniały więzi rodzinne. W tej wspólnocie nikt nie czuł się samotny. Dawała ona poczucie bezpieczeństwa; na krewniaków można liczyć w chwilach doświadczeń. Nie słyszałem wtedy powiedzenia: „Z rodziną wychodzi się najlepiej na fotografii”. Rodzina to była rodzina; nawet na dalekiego wuja można było liczyć. Było tak jak w tej wietnamskiej opowieści, którą chcę teraz przytoczyć.

Przed wielu laty w wiosce na skraju lasu żyło dwóch braci. Jeden miał na imię, Kim drugi De. De żył samotnie i był biedny. Kim był bogaty i miał mądrą żonę Chuc. Pewnego razu Chuc pyta swego męża, dlaczego nie utrzymują kontaktu ze starszym bratem De, dlaczego jeszcze ani razu nie zaprosili go na obiad. W odpowiedzi, Kim rzekł. „Co powiedzieliby moi przyjaciele, gdyby zbaczali mego brata przy stole, biednego i zaniedbanego. Z pewnością poczuliby się obrażeni.” „Pewnego dnia przekonasz się, że brat, nawet leniwy i biedny jest więcej wart od przyjaciół” – dodała żona. Następnego dnia, Kim wraca do domu i widzi rozpaczającą żonę, która tłumaczy, co się stało. „Przyszedł dzisiaj żebrak i chciał obrabować dom, broniąc się popchnęłam go, a on nieszczęśliwie upadł i zabił się. Zawinęłam jego ciało w prześcieradło i ukryłam w komorze. Z pewnością nikt nie uwierzy, że ja nie chciałam go zabić”. Co robić? Żona sugeruje, aby mąż poprosił przyjaciół o pomoc w potajemnym pogrzebaniu zwłok żebraka. Kim posłuchał rady żony. Zwrócił się do przyjaciół o pomoc. Lecz każdy z nich miał wymówkę, żaden nie przyszedł z pomocą. Kim wraca do domu zrozpaczony. Żona radzi, aby poprosił brata. „Ależ ja dla niego nic nie zrobiłem, na pewno nie zechce mi pomóc” – odpowiada Kim. Jednak pod wpływem namowy żony zwrócił się do brata. Brat bez wahania przyszedł z pomocą. Nocą pochowali zabitego żebraka w lesie. Jednak następnego dnia rano policja puka do okna, aresztuje Kima wraz z żoną i prowadzi do sądu. W sądzie obok sędziego, Kim widzi trzech przyjaciół, których prosił o pomoc. Zeznają przeciw niemu. Kim nie ma wyboru przyznaje się do winy i prowadzi policję na miejsce pochówku żebraka. We wskazanym miejscu zaczynają kopać. Jakże byli wszyscy zdziwieni, gdy po odkopaniu znaleźli kłodę drzewa owiniętą płótnem. Policja żąda wyjaśnień. Wtedy włącza się żona. Mówi, że wymyśliła historię o zabiciu żebraka, aby przekonać swego męża, że na brata można zawsze liczyć, a z przyjaciółmi różnie bywa.

W okresie Bożego Narodzenia jest specjalne święto, które koncentruje naszą uwagę na rodzinie. Jest to Uroczystość Świętej Rodziny, którą obchodzimy w pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu. To święto przypomina nam znaczenie rodziny w naszym życiu, jak i też stawia przed nami Świętą Rodzinę jako wzór. Święta Rodzina związana była więzami głębokiej i autentycznej miłości. Atmosfera miłości jest konieczna do właściwego funkcjonowania rodziny i wychowania dzieci. Stare przysłowie mówi: „Owoce dojrzewają w słońcu, dzieci w miłości”. Tej miłości do wzrostu potrzebują nie tylko dzieci. W życiu Świętej Rodziny ta miłość przybierała formę służby, zaufania, posłuszeństwa i była głęboko osadzona na fundamencie wiary. Nasze rodziny potrzebują takiej miłości i osadzenia na takim fundamencie. Wtedy z rodziną dobrze się wychodzi nie tylko na fotografii (z książki Ku wolności).

 

 

ŚWIĘTA RODZINA

Pan uczcił ojca przez dzieci,

a prawa matki nad synami utwierdził.

Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów,

a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził.

Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci,

a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany.

Kto szanuje ojca, długo żyć będzie,

a kto posłuszny jest Panu, da wytchnienie swej matce.

Synu, wspomagaj swego ojca w starości,

nie zasmucaj go w jego życiu.

A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość,

nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił.

Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie,

w miejsce grzechów zamieszka u ciebie (Syr 3,2-6.12-14).

Brytyjski rolnik Maurice Wright kupił od sąsiada wielki obraz za niecałe cztery dolary. Powiesił go w stodole. Po wielu latach chciał się dowiedzieć, czy obraz ma jakąkolwiek wartość artystyczną. Oczyścił go zatem z pajęczyny, zrobił kolorowe zdjęcie i wysłał do Christie, znanego w Londynie domu aukcyjnego. Okazało się, że obraz został namalowany przez Thomasa Daniell, jednego z najwybitniejszych malarzy dziewiętnastego wieku. Obraz zaginął w 1808 roku i krytycy nie mieli pewności czy on istnieje. Obraz, który nazwano „Zaginiony Daniell” przez lata intrygował umysły wielu swym tajemniczym zniknięciem. Właściciel obrazu sprzedał go na aukcji za sumę ponad dziewięćdziesięciu tysięcy dolarów.

Kiedy ostatni raz pomyślałeś, jak cudowną i niezbędną rzeczą jest powietrze, którym oddychasz. Może nigdy? Jest to prawdopodobne, potwierdza to nawet obiegowe powiedzenie: „Traktują go jak powietrze”, jako coś niegodne nawet zauważenia. Dopiero, gdy oczy wychodzą na wierzch z powodu jego braku człowiek dostrzega jak jest ono cenne. A zatem, nawet bardzo cenne rzeczy mogą tak spowszednieć, że człowiek nie zdaje sobie sprawy jak wielką mają one wartość. Mogą tak spowszednieć, że człowiek przestaje je cenić i dbać o nie.

Kiedy ostatni raz pomyślałeś w duchu dziękczynienia, jak wspaniałą rzeczą jest posiadanie rodziny; ojca, matki, żony, męża, dziadków, dzieci, dalszych krewniaków. Są oni obecni w naszym życiu jak powietrze, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bez nich jest prawie niemożliwe normalne funkcjonowanie. Oddychając atmosferą domu napełniamy się niepowtarzalnym bogactwem radości życia. I pomyśleć, że to wszystko może spowszednieć, w konsekwencji doprowadzić do tego, że nie cenimy rodziny i nie dbamy o nią. Może rodzina dla nas jest jak obraz „Zaginiony Daniell”, nie zdajemy sobie sprawy jaki posiadamy skarb i pozwalamy, aby pokrywała ją pajęczyna zapomnienia i niedoceniania. W tym porównaniu jest jedna zasadnicza różnica; obraz można po latach odkurzyć, dostrzec jego wartość i powiesić na eksponowanym miejscu, zaś zaniedbaną rodzinę nie można nieraz po upływie wielu latach „odkurzyć” bo może się okazać, że jest za późno, albo zostały tylko puste „ramy”. Dlaczego rodzina jest tak ważna?

W Londynie, w czasie II wojny światowej stacjonował odział amerykańskich żołnierzy. W dzień Bożego Narodzenia jeden z nich wraz z kolegą wyszedł na ulicę w poszukiwaniu kościoła. Miał taki zwyczaj, gdy był w domu, że w tym dniu z rodziną uczestniczył we Mszy św. Jednak kościoła nie znaleźli, wstąpili zatem do starego kamiennego budynku, na którym był napis: „Sierociniec im. Królowej Anny”, sądząc, że tam może jest sprawowana liturgia bożonarodzeniowa. Gdy weszli powiedziano im, że w tym pomieszczeniu są dzieci, których rodzice zginęli podczas wojny.

Był to dzień Bożego Narodzenia, a tu nie było choinki ani prezentów tylko smutne małe dziecięce buzie. Żołnierze podchodzili do dzieci składali życzenia i rozdawali wszystko co mieli przy sobie; cukierki, gumę do żucia, ołówki pieniądze. Po pewnym czasie jeden z żołnierzy zauważyli w kącie małego chłopca, na twarzy, którego malowała się rozpacz i smutek. Podszedł do niego i zapytał: „A ty co chciałbyś na Boże Narodzenie”? „Czy mógłbyś mnie przytulić” – odpowiada maleństwo. Żołnierz mocno przytulił do piersi osierocone dziecko, a gorące łzy spadły na jasną główkę sieroty.

Tak, to właśnie miłość sprawia, że rodzina jest tak ważna w życiu człowieka. Rodzina to życzliwie otwarte ramiona, w które się można wtulić, gdy jest najtrudniej. Dla małego chłopca z sierocińca rzeczy materialne nie przedstawiały żadnej wartości, pragnął tylko przytulenia. I to jest istota i siła rodziny. Gdy tego zabraknie- nie ma rodziny. Można zarabiać dla domu wiele pieniędzy, ale nie mają one żadnej wartości, gdy za tym nie stoi miłość. U początku powstania rodziny jest miłość, która z latami ma się stawać coraz bardziej ofiarna i pełniejsza. Św. Paweł w liście do Kolosan pisze: „Bracia: Jako wybrańcy Boży, święci i umiłowani, obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy. Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości”. A mędrzec biblijny Syracydes powie: „Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę jakby skarby gromadził. Kto czci ojca radość mieć będzie z dzieci, a w czasie swej modlitwy będzie wysłuchany”. To tylko niektóre fragmenty biblijne odnośnie rodziny, które wskazują na odpowiedzialną i służebną miłość zakotwiczoną w Bogu jako fundament, na którym możemy budować wspólnotę rodzinną.

Rodzina, a szczególnie rodzice mają ważną misję do spełnienia; ukazanie szerokiej perspektywy rodziny ludzkiej, perspektywy, w której jest miejsce dla Boga. W tym spojrzeniu Bóg jawi się przed nami jako Ojciec. Wokół Ojca tworzy się rodzina dzieci bożych. Rodzina naturalna bez zakotwiczenia w rodzinie bożej nie może spełnić wszystkich potrzeb i oczekiwań człowieka. Ot chociażby pragnienie wieczności, szukanie absolutnej prawdy, sprawiedliwości, ostatecznego sensu życia. Rodzina naturalna wkorzeniona w rodzinę Bożą stwarza człowiekowi szansę rozwoju w pełnym jego wymiarze; zarówno doczesnym jak i wiecznym.

Święta Rodzina, której uroczystość obchodzimy w pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu jest tego wzorem. Miłość przemienia ubogą stajnię w najpiękniejsze miejsce. Ratuje ona także dziecko za wszelką cenę, podejmując ucieczkę do Egiptu. A później sprawia, że dom w Nazarecie, poprzez spokojną, pełną poświęcenia pracę staje się najszczęśliwszym miejscem na świecie. Wszystko to dokonywało się w atmosferze wiary i zaufania Bogu. Tak było od samego początku. Gdy anioł zwiastował Maryi rzecz nieprawdopodobną, Ona odpowiedziała Bogu: tak. A gdy przyszedł czas, idą z Jezusem do Świątyni jerozolimskiej, gdzie Jezus zostaje dłużej. Strapieni rodzice szukają Syna. Odnaleźli Go w świątyni. Maryja mówi do Niego: „Synu czemuś nam to uczynił?” A Jezus odpowiada: „Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Jest to jedna z najpiękniejszych odpowiedzi jaką mogą usłyszeć rodzice od swoich dzieci. Jest to odpowiedź, która daje rodzicom pewność, że miłość jaka ożywiała ich rodzinę doprowadziła ich dziecko do spotkania z Największą Miłością, w której człowiek odnajduje swoje odwieczne spełnienie (z książki Nie innej Ziemi Obiecanej).

 

 

DO SZCZĘŚCIA W RODZINIE

Bracia: Jako wybrańcy Boży, święci i umiłowani, obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy. Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani, w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni. Słowo Chrystusa niech w was przebywa z całym swym bogactwem: z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko czyńcie w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego. Żony, bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi. Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha (Kol 3,12-21).

Okres Bożego Narodzenia stwarza niepowtarzalną atmosferę do budowania i umocnienia więzi rodzinnych. Spotykamy się przy świątecznym stole w gronie najbliższej rodziny. Rozmawiamy, cieszymy się sobą, wspominamy nasze najpiękniejsze dni. Wśród tych wspomnień przewijają się ci, których w tym roku zabrakło przy rodzinnym stole. Wspominamy to co zostawili najpiękniejszego i to nie tylko dlatego, że polska tradycja nakazuje mówić o zmarłych tylko dobrze. A przy okazji warto uświadomić sobie głęboką wymowę tej tradycji: Przed Bogiem w wieczności liczy się tylko dobro jakie wyświadczyliśmy bliźniemu i o tym trzeba pamiętać.

Wielką łaską i darem jest dobra i kochająca się rodzina. Wszyscy, którzy stają na ślubnym kobiercu chcieliby stworzyć taką rodzinę. Nie wszystkim to się jednak udaje. Możemy znaleźć tysiące odpowiedzi, dlaczego to nie wyszło. Z pewnością trzeba pytać, dlaczego tak się stało, lecz lepiej zastanawiać się wcześniej, co zrobić, aby nie doszło do rodzinnej tragedii. W różnych publikacjach znajdziemy tysiące odpowiedzi na te pytania. Oto niektóre z nich.

Instytut Focus on the Family Bulletin przeprowadził ankietę wśród 500 rodzin i na jej podstawie wyszczególnił kilka najważniejszych zasad budowania trwałej i szczęśliwej wspólnoty rodzinnej.

  1. Zrozumienie.
  2. Akceptacja i wspieranie się.
  3. Wzajemny szacunek. Dzielenie się czasem i odpowiedzialnością.
  4. Jasne odróżnianie dobra od zła.
  5. Zachowanie tradycji i zwyczajów.
  6. Autentyczne życie religijne.
  7. Uszanowanie prywatności.

Ankieta przeprowadzona przez Uniwersytet Nebraska-Lincoln wskazuje na podobne wartości. Oto one:

  1. Wzajemne uznanie i wdzięczność. „Członkowie rodziny nie szczędzą sobie komplementów i szczerze okazują sobie aprobatę. Starają się także, aby inni mieli poczucie własnej wartości i dobra”.
  2. Zdolność pozytywnego rozwiązywania kryzysów. „Pragną w trudnej sytuacji dojrzeć pozytywy i na nich się koncentrować w przezwyciężaniu trudności”.
  3. Wspólny czas. „Tak trzeba ułożyć porządek zajęć, aby rodzina mogła ze sobą spędzić jak najwięcej czasu w takich wymiarach życia rodzinnego, jak posiłki, praca, rekreacja itp.”.
  4. Bezgraniczne oddanie i wzajemna troska. „Dla rodziny najważniejsze jest szczęście i dobro każdego jej członka. Aby temu sprostać, wszyscy domownicy powinni poświecić cały swój czas i energię w osiągnięciu tego celu”.
  5. Poprawna komunikacja między członkami rodziny. „Rodziny spędzają wiele czasu na rozmowach. Wzajemnie się słuchają i okazują sobie szacunek”.
  6. Wysoki stopień zaangażowania religijnego. „Nie wszyscy należą do zorganizowanych struktur religijnych, ale uważają się z ludzi bardzo religijnych”.

Małżeństwo i rodzina, to nie tylko dzieło ludzkie, ale przede wszystkim boże, dlatego w budowaniu szczęśliwej rodziny trzeba uwzględniać normy religijne. Wyniki powyższych ankiet także zwracają na to uwagę. Mędrzec biblijny Syracydes wsłuchując się w głos Boga pouczał o rodzinie: „Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci, a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany. Kto szanuje ojca, długo żyć będzie, a kto posłuszny jest Panu, da wytchnienie swej matce. Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu”. A święty Paweł przepełniony nauką i miłością Chrystusa w liście do Kolosan wskazuje na wartości, które powinny kształtować rodzinne relacje: „Jako wybrańcy Boży, święci i umiłowani, obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy. Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani, w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni”.

Bóg nie poprzestał tylko na pouczających słowach. Poprzez rodzinę, w swoim Synu zstąpił na ziemię. Boże objawienie przybrało bardzo konkretny kształt w Świętej Rodzinie. Stała się ona wzorem i źródłem łaski dla każdej ziemskiej rodziny.

Zacytowany na wstępie fragment Ewangelii mówi o szczególnym znaczeniu wiary w kształtowaniu relacji rodzinnych, która nadaje najgłębszy sens codziennemu utrudzeniu. A tego utrudzenia nie brakowało w życiu Świętej Rodziny. Na samym początku widzimy lęk i zaskoczenie Maryi, gdy anioł oznajmił, że będzie matką Zbawiciela. Józef nieświadom tego co się wydarzyło, w pewnym momencie chciał oddalić potajemnie swoją małżonkę. Radosne Betlejem było także bolesnym doświadczeniem: odrzucenie, grota, ubóstwo, strach przed Herodem, proroctwo Symeona, które jak miecz przeszyło serce Maryi, tułaczka i życie na obczyźnie. A potem było wiele innych bolesnych doświadczeń. A mimo to możemy mówić o szczęśliwej Świętej Rodzinie. Powodem tego szczęścia nie były wartości materialne, wygoda, władza, sława. Źródłem tego szczęścia była z pewnością niepowtarzalna, cielesna obecność Jezusa, Syna Bożego. Ale nie tylko. To szczęście rodziło się sercu ożywionym wzajemną miłością i odpowiedzialnością za siebie. Świadomi wzajemnej wartości i zatroskani o siebie czuli się potrzebni sobie na dobre i na złe dni. Wspólnie wzrastali w zbawczej miłości Boga i bliźniego.

Rodzina chrześcijańska, wykorzystując wszystkie możliwości budowania szczęśliwej wspólnoty może być pewna, że jest wśród nich obecny Chrystus, tak jak w Świętej Rodzinie, tylko na inny, sakramentalny sposób. Chrystus uświęca rodzinę i przydaje radości małżeńskiej i rodzinnej wiecznego wymiaru. Papież Jan Paweł II w roku 1997 w Kaliszu mówił do rodzin: „Drodzy bracia i siostry, ani na chwilę nie zapominajcie o tym, jak wielką wartością jest rodzina. Dzięki sakramentalnej obecności Chrystusa, dzięki dobrowolnie złożonej przysiędze, w której małżonkowie oddają się sobie wzajemnie, rodzina jest wspólnotą świętą. Jest komunią osób zjednoczonych miłością (…). Ta miłość małżeńska, rodzicielska, rodzinna jest ciągle uszlachetniana, jest doskonalona przez wspólne troski i radości, przez wspieranie się wzajemne w chwilach trudnych. Zapomina o sobie samym dla dobra umiłowanego człowieka. Prawdziwa miłość nigdy nie wygasa. Staje się źródłem siły i wierności małżeńskiej. Rodzina chrześcijańska, wierna swemu sakramentalnemu przymierzu, staje się autentycznym znakiem bezinteresownej i powszechnej miłości Boga do ludzi. Ta miłość Boga stanowi duchowe centrum rodziny i jej fundament”.

W czasie II wojny światowej Winston Churchill, premier Wielkiej Brytanii tak mówił do narodu: „Musimy walczyć na plażach, musimy walczyć na polach i ulicach, musimy walczyć na wzgórzach”. Nieraz w chwilach rodzinnych doświadczeń trzeba podjąć podobną, trudną walkę, jest to konieczne, aby poczuć radość i szczęście zwycięstwa (z książki W poszukiwaniu mądrości życia).

 

 

PRZEPIS NA UDANE ŻYCIE RODZINNE

Szczególnie w okresie Bożego Narodzenia powracają do mnie smaki mojego dzieciństwa, którym towarzyszy niezapomniany zapach wigilijnego wieczoru. Na wigilię przygotowywano specjalne potrawy, które spożywano tylko w tym dniu. Przepisy kulinarne z pokolenia na pokolenie przekazywane były zapisem pamięci. Dzisiaj coraz częściej otwieramy stare zeszyty, książki i tam odnajdujemy przepisy na świąteczne potrawy. Niektóre potrawy miały rodzinny smak. Tylko w rodzinnym domu pączki i inne potrawy miały swój jedyny niepowtarzalny smak. Nawet w tych smakach odnajdywało się rodzinność tych świąt. Pisząc rozważania na Uroczystość Świętej Rodziny znalazłem ciekawy przepis Eweliny Gładysz na udane małżeństwo. Oto jego szczegóły: „Składniki podstawowe: ona i on. Dobrze wypłukać (głównie z przeszłości) i namoczyć aż zmiękną (ważne jest osiągnięcie stanu zwanego gotowością). Włożyć do sakramentalnego rondla małżeństwa, latami dusić na małym ogniu i uważać, żeby się nie przypiekło. Do tego dołożyć tonę miłości, kilogramy wyrozumiałości i czułości – wymieszać. Podlewać dwiema szklankami ciepłych słów na dzień dobry i na dobranoc. Przebaczenie pokroić na małe kawałki, dodawać w razie potrzeby. Całość przykryć lnianą ściereczką i skierować w stronę Nieba. Czekać aż wyrośnie”.

Z pewnością jest to przydatna receptura na udane małżeństwo i życie rodzinne. Jednak coraz rzadziej jest stosowana i chyba jest niewystarczająca o czym świadczy liczba rosnących rozwodów. W Polsce rozpada się prawie co czwarty związek małżeński, a w ciągu ostatnich 30 lat liczba rozwodów podwoiła się. Rozpad małżeństwa to najczęściej tragedia obojga małżonków, ale przede wszystkim dzieci. Maria Kucaj, psycholog rodzinny podaje wiele przykładów bolesnych historii dzieci z rozbitych małżeństw. Oto jeden z nich: „Jakże przerażający był fakt, kiedy 14-to letnia Paulina po przyjściu do mojego gabinetu – płakała na samo wspomnienie słowa ‘rodzina’.  Poproszona o narysowanie rysunku pt. Moja rodzina stwierdziła: – ja nie mam rodziny. Jej rodzice są po rozwodzie, który stał się tragedią jej dzieciństwa. Paulina obciążała się za fakt, iż nie potrafiła pogodzić swoich rodziców. Oni tak bardzo się nienawidzą. Teraz chodzą tylko po sądach i ciągle się kłócą o nią. Paulina stała się kartą przetargową dla swoich rodziców. Jaki efekt tego? Dziewczynka stała się zamknięta w sobie, nie ma spontanicznej radości, unika koleżanek, zazdrości im normalnych rodziców, wspólnych wyjazdów, świąt. A ona raz jest u taty, raz u mamy. Paulina ciągle boi się, co dalej będzie, czy znów będzie musiała być badana przez psychologa i wybierać między mamą, a tatą. Ten lęk, ta sytuacja paraliżuje jej możliwości umysłowe, nie może się skupić w szkole, pogorszyła się w nauce, jest jej źle”.

Kościół szczególnie w Uroczystość Świętej Rodziny przypomina nam przepis z niebieską pieczęcią na udane małżeństwo i rodzinę. Pierwsze słowa tego przepisu są uroczyście powtarzane przy ołtarzu, w obliczu Boga i wspólnoty Kościoła. A brzmią one tak: „Biorę ciebie za żonę/męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci”. To ślubowanie poprzedza twierdząca odpowiedź na pytanie kapłana: „Czy chcesz wytrwać w tym związku w zdrowiu i chorobie, w dobrej i zlej doli, aż do końca życia?”  Widocznym znakiem zobowiązań małżeńskich jest obrączka, w czasie nakładania której małżonkowie mówią: „Żono/ mężu przyjmij tę obrączkę jako znak mojej miłości i wierności, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Niektórzy przed nałożeniem obrączki całują ją. Piękny to znak. Do tej obrączki nawiązuje piosenka „Złoty krążek”, która często śpiewana jest na polskich przyjęciach ślubnych. Oto jej fragment: „Ten krążek złoty krążek ten złocisty jego blask / Ten okrągły jego kształt szczęście niesie / Ten krążek złoty krążek dziś połączy serca dwa / Dziś połączy dusze dwie już na wieki / Ksiądz w kościele ciebie pyta czy za męża zgadzasz się  / Pojąć tego wybranego z twoich snów / Mówisz tak ja go kocham ja z nim szczęście dzielić chcę / I obrączkę złotą miękko wkładasz mi / Potem kwiaty gratulacje mówią fajną żonę masz / Pocałunki i życzenia naszych gości / Pełna gala boski nastrój goście życzą nam sto lat / Może spełnią się życzenia gdy Bóg da”. Tekst może i banalny, ale jest w nim wiele piękna i ciepła.

Uroczystościom towarzyszy wiele zewnętrznego piękna. Jednak, to wzruszające piękno przeminie. Nowożeńcy i goście zdejmą uroczyste stroje, ucichnie piękna i podniosła muzyka, zwiędną kwiaty, urzekające dekoracje zostaną wrzucone do kosza. Cóż zatem pozostanie? Pozostanie najcudowniejsze piękno, które widzę przy ołtarzu w oczach narzeczonych, gdy patrzą na siebie i powtarzają słowa przysięgi małżeńskiej. Widzę to piękno, gdy trzymają się za ręce, zdążając do ołtarza. Jest to piękno, które nigdy nie umrze, jeśli zawierzymy całe życie, naszą zwykłą codzienność Temu, którego przywoływaliśmy w tym niezapomnianym momencie przy ołtarzu: „Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci”. Ta miłość ślubowana przy ołtarzu w życiu codziennym przybierać różne oblicza. Niektóre z nich ukazuje św. Paweł w Liście do Kolosan: „Jako wybrańcy Boży, święci i umiłowani, obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy. Żony, bądźcie poddane mężom, jak przystało w Panu. Mężowie, miłujcie żony i nie bądźcie dla nich przykrymi. Dzieci, bądźcie posłuszne rodzicom we wszystkim, bo to jest miłe Panu. Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha”. Również mędrzec biblijny Syracydes w pierwszym czytaniu przypomina niektóre zasady życia rodzinnego: „Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby             gromadził. Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci, a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany. Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił”. Najpiękniejszym wzorem wiary i miłości dla naszych rodzin jest jednak Święta Rodzina, jest nie tylko wzorem, ale przede wszystkim źródłem mocy, aby wiara i miłość Świętej Rodziny stała się fundamentem naszych rodzin.

Na zakończenie wysłuchajmy słów św. Jana Pawła II, który jest czczony także jako rodzinny papież. W Liście do rodzin napisał: „Pośród tych wielu dróg rodzina jest drogą pierwszą i z wielu względów najważniejszą. Jest drogą powszechną, pozostając za każdym razem drogą szczególną, jedyną i niepowtarzalną, tak jak niepowtarzalny jest każdy człowiek. Rodzina jest tą drogą, od której nie może on się odłączyć. Wszak normalnie każdy z nas w rodzinie przychodzi na świat, można więc powiedzieć, że rodzinie zawdzięcza sam fakt bycia człowiekiem. A jeśli w tym przyjściu na świat oraz we wchodzeniu w świat człowiekowi brakuje rodziny, to jest to zawsze wyłom i brak nad wyraz niepokojący i bolesny, który potem ciąży na całym życiu. Tak więc Kościół ogarnia swą macierzyńską troską wszystkich, którzy znajdują się w takich sytuacjach, ponieważ dobrze wie, że rodzina spełnia funkcję podstawową. Wie on ponadto, iż człowiek wychodzi z rodziny, aby z kolei w nowej rodzinie urzeczywistnić swe życiowe powołanie. Ale nawet kiedy wybiera życie w samotności — to i tutaj rodzina pozostaje wciąż jak gdyby jego egzystencjalnym horyzontem jako ta podstawowa wspólnota, na której opiera się całe życie społeczne człowieka w różnych wymiarach aż do najrozleglejszych” (z książki Bóg na drogach naszej codzienności).

 

 

ŚWIĘTA ELŻBIETA PORTUGALSKA

W polskiej tradycji święta Bożego Narodzenia mają bardzo rodzinny charakter. Gromadzi nas wspólny stół, wspólne wspomnienia, wzajemna miłość  a przede wszystkim wspólne przeżywanie tajemnicy wcielenia, która dokonała się niejako przez Świętą Rodzinę. Wpatrzeni w ten wzór życia rodzinnego odnajdujemy inspirację i moc do uświęcania naszych własnych rodzin. Święta Elżbieta Portugalska czerpała z tego źródła łaskę i moc w ratowaniu i uświęcaniu swojej rodziny, której losy były bardzo skomplikowane a momentami dramatyczne. Dzięki swojej postawie zapobiegła niejednej rodzinnej tragedii oraz pomogła swoim bliskim odnaleźć w Chrystusie Zbawcę i Pana.

Elżbieta urodziła się w Saragossie, w roku 1271, jako szóste dziecko Piotra III, króla Aragonii i Konstancji, wnuczki cesarza Fryderyka II. Na chrzcie otrzymała imię Elżbieta, na cześć swojej ciotki św. Elżbiety Węgierskiej, żony landgrafa z Turyngii. Wychowaniem dziewczynki zajął się pobożny dziadek, Jakub I, były król Aragonii. I chociaż zmarł, gdy Święta miała sześć lat, to jednak ziarno Ewangelii zasiane przez niego w sercu wnuczki wydawało obfity owoc. Elżbieta od najmłodszych lat nie zdradzała zbytniego zainteresowania zgiełkiem zabaw dworskich. Chętnie oddawała się rozmyślaniom w samotności, modlitwie i dziełom miłosierdzia. Taką postawą zdobyła sympatię i podziw otoczenia.

Gdy Elżbieta osiągnęła 12 lat, ubiegali się o jej rękę następcy tronów Neapolu i Anglii. Rodzice wybrali jej za męża króla Portugalii, Dionizego. Po uroczystych zaręczynach w roku 1283 Święta przeniosła się z Hiszpanii do Portugalii, na dwór królewski do Bragi. Kilka lat później odbył się uroczysty ślub. Małżeństwo Elżbiety z Dionizym nie należało do najszczęśliwszych. Święta miała dostatek materialny, należała do elity ówczesnej Europy, jednak jej życie wypełnione było cierpieniem, troskami i zmartwieniami. Powodem tego był małżonek. Dionizy doprowadził do rozkwitu swoje królestwo, ale nie spełniał się jako mąż i ojciec. Prowadził niemoralny, hulaszczy tryb życia. Miał liczne kochanki. Najczęściej był nieobecny w zamku. Myślał o polowaniach i coraz to nowych zabawach. Elżbieta z heroiczną cierpliwością znosiła tę trudną sytuację. Wiele czasu poświęcała na pełnienie uczynków miłosierdzia i modlitwę, w tym o nawrócenie męża. Była przykładną żoną i matką. W roku 1290 urodziła córkę, a w rok potem syna, następcę tronu, Alfonsa. Wiele troski poświęcała swoim dzieciom. Zajęła się także wychowaniem dzieci męża ze związków pozamałżeńskich.

W ciąg bolesnych zdarzeń z życia rodzinnego Elżbiety wpisało się również posądzenie o zdradę małżeńską. Legenda podaje, że Święta miała zaufanego dworzanina, który pomagał jej między innymi w pełnieniu dzieł miłosierdzia. Cieszył się on szczególnymi względami królowej, co było powodem zazdrości innego dworzanina. Zazdrośnik powiedział do króla, że Święta żyje w zbyt dużej poufałości z tym dworzaninem. Król, który sam nie dochowywał wierności łatwo uwierzył w te posądzenia. Przywołał do siebie dozorcę nad piecami do wypalanie wapna i powiedział do niego: „Przyślę ci jutro chłopca z zapytaniem: „Czy mój rozkaz już wykonany?”. Gdy nadejdzie, weź go natychmiast i wrzuć go w czeluście pieca, paląc go tym sposobem na proch, aby moje oczy go więcej nie oglądały”. Następnego dnia król wysłał dworzanina do nadzorcy z zapytaniem, czy rozkaz został wykonany. Młodzieniec, wypełniając polecenie króla, wstąpił po drodze do kościoła. Zatopiony na modlitwie nie spostrzegł jak minęło kilka godzin. Tymczasem król zniecierpliwiony wysłał dworzanina – oszczercę, aby sprawdził, czy wykonano jego rozkaz. Ten pobiegł do dozorcy i zapytał go wykonanie rozkazu króla, a tamten zgodnie z wcześniejszym królewskim poleceniem strącił go do rozpalonego pieca. Po niedługim czasie przyszedł do króla oczerniony dworzanin i oznajmił, że rozkaz królewski został wykonany. I jak mówi legenda, przerażony król odebrał to jako znak dany mu przez Boga, potwierdzający niewinność królowej i przestrogę dla niego przed ogniem piekielnym.

Był to początek przemiany króla, ale to jeszcze nie kończyło udręk Elżbiety. Otóż pierworodny syn Świętej, Alfons, obawiając, że ojciec może wyznaczyć na swojego następcę, ulubionego syna nieprawego łoża Sancheza, zgromadził wojsko i wystąpił przeciw ojcu. Elżbieta robiła wszystko co mogła, aby nie dopuścić do rozlewu krwi i bratobójczej wojny. Rozgniewany król posądził ją o sprzyjanie Alfonsowi i kazał uwięzić. Wkrótce jednak zorientował się, że jego podejrzenia były niesłuszne. Zobaczył jak wiele zatroskania i energii poświęciła żona, aby odwieść syna od wystąpienia przeciw niemu. Wojna została zażegnana, ale nie na niedługo. Alfons znowu się zbuntował i ruszył z wojskiem na Coimbrę. Gdy wojska stanęły naprzeciw siebie zrozpaczona matka stanęła pośrodku i biegała od męża do syna, błagając o zaniechanie wojny. Misja się powiodła, między ojcem a synem zapanował pokój. Święta jeszcze interweniowała, zapobiegając rozlewowi bratniej krwi, gdy jej małżonek wpadł w konflikt ze swoim zięciem, Ferdynandem IV, królem Kastylii. Załagodziła także konflikt Alfonsa z Ferdynandem IV. Z powodu skutecznej pokojowej mediacji Elżbieta zyskała przydomek „anioła pokoju”.

Lekkomyślne i rozpustne życie króla ściągnęło na niego ciężką chorobę. W cierpieniu zrozumiał, jak wiele lat zmarnował prowadząc taki styl życia. Szczerze za to wszystko żałował i prosił Boga o wybaczenie. Docenił wtedy jak wielkim darem i łaską była jego święta żona. Elżbieta czuwała przy śmiertelnie chorym mężu dzień i noc. Była dla niego aniołem miłości, który ociera śmiertelny pot z czoła i wskazuje na miłosiernego Ojca w niebie. Dionizy pojednany z Bogiem zmarł na rękach Elżbiety w 1325 roku. Elżbieta, wolna od rodzinnych i dworskich obowiązków, cały swój czas poświeciła modlitwie, opiece chorych, starców i opuszczonych. Ufundowała wiele klasztorów. Prowadziła ascetyczny i pokutniczy tryb życia. Pieszo odbyła pielgrzymkę do sanktuarium św. Jakuba w Compostelli. Wstąpiła do III Zakonu św. Franciszka. A na koniec udała się do surowego klasztoru klarysek, który wcześniej sama ufundowała. Mimo, że narzuciła sobie rygor ostrzejszy niż przewidują reguły zakonne, to jednak nie złożyła ślubów zakonnych. A to z tego względu, że chciała mieć pełną swobodę w dysponowaniu posiadanymi dobrami na cele charytatywne. Śluby zakonne złożyła dopiero na łożu śmierci 4 lipca 1336 roku. Umierała na rękach swego syna Alfonsa i jego żony.

Ciało Elżbiety przewieziono do Coimbry. Do grobu Świętej przybywali liczni pielgrzymi, gdzie doznawali wielu łask. Proces kanonizacyjny rozpoczął się dopiero w roku 1612. W związku z tym otwarto trumnę i wtedy okazało się, że ciało Świętej jest w stanie nienaruszonym. Papież Leon X zaliczył ją do grona błogosławionych, a papież Urban VIII w 1625 roku do grona świętych (z książki Wypłynęli na głębię).

 

 

PRZY RODZINNYM STOLE

Rodzinna, magiczna, nadprzyrodzona i radosna atmosfera stołu wigilijnego swym pięknem ogarnia nas ilekroć w blaskach choinki zasiadamy w gronie rodziny i przyjaciół przy świątecznym stole. Szczególnie odczuwamy to w pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu, jest to bowiem niedziela Świętej Rodziny. Zapewne w czasie takich spotkań uświadamiamy sobie jak wielkim skarbem jest rodzina. Pisał o tym w roku 1994 św. Jan Paweł II w Liście do rodzin: „Pośród tych wielu dróg rodzina jest drogą pierwszą i z wielu względów najważniejszą. Jest drogą powszechną, pozostając za każdym razem drogą szczególną, jedyną i niepowtarzalną, tak jak niepowtarzalny jest każdy człowiek. Rodzina jest tą drogą, od której nie może on się odłączyć. Wszak normalnie każdy z nas w rodzinie przychodzi na świat, można więc powiedzieć, że rodzinie zawdzięcza sam fakt bycia człowiekiem. Człowiek wychodzi z rodziny, aby z kolei w nowej rodzinie urzeczywistnić swe życiowe powołanie. Ale nawet kiedy wybiera życie w samotności — to i tutaj rodzina pozostaje wciąż, jak gdyby jego egzystencjalnym horyzontem jako ta podstawowa wspólnota, na której opiera się całe życie społeczne człowieka w różnych wymiarach aż do najrozleglejszych”.

Zapewne każdy z nas mógłby napisać piękną wzruszającą historię naszej rodziny, która w konkretnym czasie była arkadią naszego szczęścia. Magda Samozwaniec, pisarka satyryczna, córka znanego artysty Wojciecha Kossaka i siostra poetki Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej w książce „Maria i Magdalena” zamieściła piękne wspomnienia o swojej rodzinie. A o wspólnym zsiadaniu przy rodzinnym stole napisała: „Za jedną kolację lub śniadanie w tej kompanii dałabym pięć lat mojego i tak dość długiego życia”. W pięknych słowach opisuje szczęśliwą arkadię swojego dzieciństwa: „Kossakówka też mogła nosić nazwę ‘domu w słońcu’, jakież tam wszystko było pogodne, nasiąknięte radością i zdrowym realizmem. Mama w dużym słomianym kapeluszu a la Wojski stała za plewiącą grządki dziewczyną i wydawała jej gromkie rozkazy. Czasem zdenerwowała się i zaczynała pracować za nią. Malutką nóżką naciskała łopatę, ryła, wyrywała chwasty, a ponieważ bardzo dbała o swoje rączki, więc to wszystko robiła w starych zniszczonych rękawiczkach. Jej córki przez ten czas bujały w hamakach, czytały książki, latem zażerały się bobem, a na wiosnę sałatką z rzeżuchy. ‘Po cóż jechać do Turcji? – pisała w tym ogródku poetka – w ogóle po co się gdziekolwiek jechało? Przecież i tak się tu musiało wrócić, bo to było najlepsze miejsce na ziemi. Porzucało się piękne zagraniczne miasta, porzucało się pięknych mężów dla tego ‘domostwa w słońcu’. Pawlikowska leżała w hamaku, przewracając się w nim z rozkoszą, a Duch domostwa w kapeluszu Wojskiego przychodził i pytał się, co chcą zjeść na obiad”.

A teraz inna rodzinna historia, w której zabrakło i piękna i słońca. Nie tak dawno słyszeliśmy o próbie samobójstwa znanej piosenkarki irlandzkiej Sinead O’Connor. Policja znalazła ją w hotelu półtorej godziny po jej dramatycznym wpisie na Facebooku, w którym czytamy: „Ten tydzień mnie ostatecznie złamał. Jestem pozbawiona kontaktu z moimi dziećmi, bez żadnego wypowiedzianego powodu przez ich ojców i załamana serią bolesnych zdrad. Dwie ostatnie noce mnie dobiły. Przedawkowałam. Nie jestem w domu, jestem w hotelu gdzieś w Irlandii, pod fałszywym nazwiskiem. Gdyby nie ten wpis, moje dzieci i rodzina nawet by o tym nie wiedzieli. Przez ostatnie dwa tygodnie wszyscy mieli mnie gdzieś. Mogłabym leżeć tu martwa od tygodnia i nie mieliby o tym pojęcia. Moja rodzina w ogóle mnie nie szanuje i nie ceni. Gratuluję. W końcu się mnie pozbyliście. Moich dzieci nie interesuje, czy jestem żywa czy martwa. Tak samo ich ojcowie w ogóle o to nie dbają. Lubią mnie obcy, ale nie moja własna rodzina”.

Jestem daleki od osądzania piosenkarki, ale patrząc na jej życie rodzi się myśl, że to ona sama wykreowała taką rodzinę. Do rangi symbolu urasta jej publiczne podarcie fotografii św. Jana Pawła II w trakcie trwania programu telewizyjnego „Saturday Night Live”, papieża, który tak pięknie i mądrze mówił o naszych rodzinach, które do wypełnienia swojej misji muszą być głęboko zakotwiczone w wartościach, którymi żyła Święta Rodzina z Nazaretu.

Piosenkarka mówiła o sobie: „Jestem katoliczką i kocham Boga”. Może tak było w jej dzieciństwie. Na portalu internetowym „wpolityce pl” czytamy jej słowa: „Modliłam się do Boga, żeby pozwolił mi wydostać się z tej trudnej sytuacji. Pewnego dnia szłam z mamą ulicą i usłyszałam muzykę. Wzięłam to jako znak od Boga, odpowiedź na moje modlitwy. Byłam wtedy bardzo mała, miałam 6 lat. Pierwszą gitarę kupiła mi zakonnica”. Jednak do późniejszego jej życia możemy odnieść słowa Chrystusa: „Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki”. Przykładem tego jest jej czwarte małżeństwo, które zawarła pod koniec grudnia w 2011 roku w Las Vegas z terapeutą uzależnień Barrym Herridgem. Trwało ono tylko 16 dni. Tuż po ceremonii młoda para udała się na poszukiwanie marihuany, ale skończyła z działką cracku. Na takiej drodze nie można zbudować szczęśliwej rodziny.

Są różne recepty na udane życie małżeńskie, rodzinne. Czasami mogą one przybierać formę humoru. Jeżeli mąż mówi, że naprawi przeciekający kran, to naprawi, żona nie powinna natrętnie przypominać mu tego co pół roku. Ten żart zawiera ważną prawdę o relacjach małżeńskich. Z jednej strony nie należy ciągle czegoś powtarzać, a z drugiej strony nie można zwlekać z czymś co powinno być wykonane od ręki, bez ciągłego przypominania. W tworzeniu szczęśliwej rodziny muszą być włączeni wszyscy jej członkowie.

Dzisiejsza uroczystość Świętej Rodziny przypomina nam, że nasza rodzina to także sprawa Boża i trzeba włączyć w to mądrość Bożą. Mędrzec biblijny Syrach poprawność relacji rodzinnych wiąże z bożym błogosławieństwem bożym: „Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził”. Szacunek do rodziców decyduje także o kształcie przyszłej rodziny dzieci. Zapewne ma racje kobieta, która wypowiada się na stronie internetowej kowbojki.pl: „Jak facet traktuje swoją matkę, tak też będzie traktował Ciebie… Jak myślicie czy to prawda? Maiłyście jakieś doświadczenia? Ja kiedyś myślałam, że to takie nic nie znaczące powiedzonko…. jednak z czasem zauważyłam, że jak facet nie szanuje swojej mamy to i nie szanuje swojej kobiety… Jak krzyczy na matkę to również krzyczy na swoją kobietę… Może i nie dzieje się to od razu, ale jednak… mija rok czasu, może dwa i mężczyzna zaczyna tak samo odnosić się do swojej kobiety”. Zaś św. Paweł w Liście do Kolosan pisze o wartościach, które budują wspólnotę ludzką, a tym bardziej wspólnotę małżeńską: „Jako wybrańcy Boży, święci i umiłowani, obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy. Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości”.

W życiu Świętej Rodziny te wartości przybierały konkretny kształt. Rodzina z Nazaretu żyła niejako w cieniu świątyni, w której mieszka Bóg. Ewangelia na dzisiejszą niedzielę mówi o pielgrzymce Świętej Rodziny do Świątyni Jerozolimskiej, w czasie której Jezus się zgubił. Rodzice odnaleźli Go w świątyni i ku ich zdziwieniu Jezus powiedział: „Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Jesteśmy dziećmi Boga i jeśli możemy powiedzieć, że jesteśmy w tym co należy do „mego Ojca” wtedy możemy być pewni, że budujemy rodzinę na właściwym fundamencie (Kurier Plus, 2014).

 

 

CUDOWNE ŚWIATŁO MIŁOŚCI

Mark Nepo w książce “The One Life We Live” opisuje ostatnie chwile spędzone z ojcem. „Byłem sam w szpitalu przy umierającym ojcu. Karmiłem go, bo sam nie był w stanie tego uczynić. To był przejmujący moment. Całą swoją istotą, całym swoim życiem skoncentrowałem się na delikatnym włożeniu łyżeczki do ust taty i czekaniu aż połknie, aby z powrotem wysunąć łyżeczkę, umożliwiając swobodne oddychanie. Czule powtarzałem ten rytuał łyżeczka po łyżeczce. W ciszy styczniowego popołudnia dokonywał się cud, który wypełniał moje serce. Zacząłem cicho płakać. Czułem w sobie niezwykłe rozczulające światło, blask. Niepotrzebne były słowa. Całym sercem i duszą chciałem zatrzymać w pamięci moment karmienia mojego ojca. W tym momencie szczególnej bliskości odczułem tajemnicę całego życia. Mój smutek ustąpił miejsca trosce, które ustąpiła miejsca cudownemu doświadczeniu życia. A dokonało się to w centrum bolesnych przeżyć.

„Kiedy po raz ostatni włożyłem łyżkę do ust ojca, poczułem niesamowitą cudowność miłości, jaką może odczuć, każde dziecko, które karmi swojego umierającego rodzica. Pocałowałem czule tatę w czoło i uścisnąłem jego dłoń. Do dziś pamiętam i czuję, jak w tym momencie ogarnęła mnie cudowna i niepowtarzalna miłość. Uświadomiłem sobie, że na takie przeżycia powinniśmy być otwarci, zauważać je w naszej zwyklej codzienności oraz pielęgnować je w sobie i w relacjach z bliźnimi. Nieraz mamy tylko krótką chwilę, aby odkryć to cudowne światło miłości, sekundy, aby uchwycić ten moment i przesączyć nim nasze życie. Są one ważne, aby nasze życie nabrało najgłębszego sensu, abyśmy w jego brutalności odnaleźli cudowny, ponad czasowy jego wymiar i zrozumieli, że nasza droga życia jest jedyna i niepowtarzalna. Dzień spędzony z ojcem uświadomił mi, że nawet, a może przede wszystkim w najtrudniejszych momentach możemy odkryć światło, które wypełniania nas samych i cały świat niespotykanym blaskiem cudownej miłości, nieznającej granic”.

W okresie Bożego Narodzenia, w sposób szczególny ogarnia nas cudowne światło miłości. Uroczystość Świętej Rodziny, którą dzisiaj obchodzimy przynagla nas, abyśmy ogarnięci światłem Świętej Rodziny odnajdywali piękno i miłość w naszych rodzinach. Rodzinę z Nazaretu nazywamy Świętą, ale to nie oznacza, że ich życie było bez problemów. Święta Rodzina zmagała się z problemami, jak każda inna rodzina, a może nawet większymi. Oto kilka z nich. Możemy sobie wyobrazić bolesne przeżycia, gdy św. Józef dowiedział się, że Maryja jest w ciąży zanim zamieszkali razem. Józef planował nawet potajemnie opuścić Maryję i całą niesławę ściągnąć na siebie. Zwyciężyła jednak miłość i wiara. Uwierzył aniołowi, który powiedział, że Maryja stała się brzemienną za sprawa Ducha Świętego. Dziewięć miesięcy później, kolejne trudne przeżycie dotknęło Świętą Rodzinę. Nikt nie chce udzielić gościny św. Jozefowi i brzemiennej Maryi. Maryja rodzi w ubogiej stajni betlejemskiej. Gdy przyniesiono Jezusa do świątyni Jerozolimskiej, aby ofiarować Je Bogu Symeon przepowiedział, że miecz boleści przeszyje serce Maryi. Na kolejny problem nie trzeba było długo czekać. Święta Rodzina musi uciekać do Egiptu, bo Herod czyha na życie ich dziecka.

Kolejny trudny moment w życiu Świętej Rodziny opisuje Ewangelia na dzisiejsza uroczystość. Święta Rodzina odbywa doroczną pielgrzymkę do Jerozolimy. W czasie drogi powrotnej Rodzice zauważyli, że nie ma z nimi ich Syna. Przestraszeni zaczęli Go szukać i odnaleźli w świątyni, gdy rozprawiał z uczonymi w Piśmie. Gdy z wyrzutem mówili, dlaczego im to zrobił, On dał im odpowiedź, której do końca nie rozumieli, ale musieli się z nią pogodzić: „Czemuście mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Tu po raz ostatni słyszymy w Ewangelii o świętym Józefie. Prawdopodobnie zmarł zanim Jezus opuścił Nazaret, aby głosić Ewangelię. Maryja cierpiała, gdy słyszała, jak wrogowie Jezusa mówili, że jest On żarłokiem i pijakiem, przyjacielem poborców podatkowych i grzeszników. Trudno sobie wyobrazić cierpienia, gdy stała pod krzyżem Syna, gdy On wyszydzany umierał na Golgocie.

Wiara, miłość i zaufanie były źródłem mocy dla Świętej Rodziny w momentach próby, dźwigania krzyża. W tych samych wartościach dzisiejsze rodziny mogą odnaleźć moc i siłę w trudnych życiowych sytuacjach. Nie ma szczęśliwej rodziny bez miłości, wzajemnego zaufania i wiary. Każde rodzinne piękno budowane tu na ziemi na tych zasadach nie może być zasypane ziemią w przepastnej pustce grobu. Ono trwa mimo śmierci. W blaskach Świętej Rodziny nabiera ono szczególnego, wiecznego szczęścia. W budowaniu takiego piękna w dobie współczesnej przeszkodą jest nasze zabieganie. Nie zauważamy tego piękna, bo nie mamy czasu o nim porozmawiać, nie mamy nawet czasu cieszyć się nim, bo praca, pomnażanie majątku stały się najważniejsze. Telewizja, komputery i inne gadżety elektroniczne sprawiają, że nie mamy czasu, aby zastanowić się nad, co jest najważniejsze w odnajdywaniu rodzinnego szczęścia.

Po Mszy św. z racji jubileuszu 25 małżeństwa wszyscy udali się na przyjęcie w czasie, którego mistrz ceremonii zapytał jubilata: „Gdybyś miał szansę zacząć życie od nowa, czy poślubiłbyś tę samą kobietę?” Zaskoczony mąż długo zastanawiał się w milczeniu, zaś żona nerwowo czekała na odpowiedź. Następnie wzruszony jubilat wyznał: „Tak, poślubiłbym tę samą kobietę”. Po tym wyznaniu żona rozpłakała się. „To łzy radości” – wyjaśniała – „Nie jesteśmy doskonali, ale ze względu na miłość jesteśmy razem i jesteśmy szczęśliwi. Miłość czyni nas doskonałymi”.

Uroczystość świętej Rodziny wypada w oktawie Bożego Narodzenia. W moich rodzinnych stronach był to czas rodzinnych spotkań. W blaskach stajenki betlejemskiej zasiadaliśmy przy wspólnych świątecznych stołach. Na pewno podobnie jest w wielu rodzinach. Warto wtedy przypomnieć sobie słowa naszego wielkiego rodaka św. Jana Pawła II o rodzinie: „Przyjmijcie w pełni, bez zastrzeżeń, miłość, którą w sakramencie małżeństwa Bóg sam pierwszy was obdarzył i którą uzdalnia was do miłości. Nie traćcie nigdy tej pewności, jedynej, która może dać sens, moc i radość waszemu życiu: Chrystusowa miłość nigdy was nie opuści, nigdy nie zachwieje się Jego przymierze pokoju z wami. Dary i wezwanie Boga są nieodwołalne. On wyrył wasze imiona na obu swych dłoniach. Oczywiście taka miłość nie zawsze jest łatwa. W życiu codziennym nie brak zasadzek, napięć, cierpienia, a także zmęczenia. Jednak na tej drodze nie jesteście sami. Z wami jest zawsze Jezus – tak jak był obecny w Kanie Galilejskiej, w chwili trudności dla tamtych nowożeńców” (Kurier Plus, 2018).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *