4 Cze

Uroczystość Trójcy Przenajświętszej. Rok A

 

TAJEMNICA TRÓJCY ŚWIĘTEJ. 

Jezus powiedział do Nikodema: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, aby świat został przez niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego” (J 3, 16-18).

Maria z Zambrowa była bardzo negatywnie nastawiona do Kościoła katolickiego. Krytykowała jego naukę jak i też duchowieństwo. Zapytałem skąd czerpie wiedzę na ten temat. Wymieniła kilka tytułów książek i filmów wideo. Nie było wśród nich ani jednej książki katolickiej, ani jednego filmu tej orientacji. Sama zresztą chełpliwie dodała, że już od bardzo długiego czasu nie miała w ręku książki pisanej z katolickiego punktu widzenia. Z ciekawości obejrzałem fragmenty wspomnianych filmów. Aż się wierzyć nie chce, że takie filmy znajdują producentów i widownię. Najczęściej bohaterami tych filmów są samozwańczy prorocy, którzy uważają, że posiedli absolutną prawdę na temat Ewangelii. Jednak do końca nie wiemy, o jaką prawdę chodzi, ponieważ ci nauczyciele za cel obrali sobie atak na Kościół katolicki Koncentrują się oni na marginalnych, negatywnych zjawiskach w życiu Kościoła i przez ich pryzmat oceniają cały Kościół. Co więcej wymyślają własne teorie na temat nauki Kościoła katolickiego i z nimi walczą. Jestem już 20 lat księdzem i nigdy słyszałem takiej nauki Kościoła, jaką przypisują mu samozwańczy prorocy. Wymyślają to zapewne po to, aby mieć, z czym walczyć. Nie jestem przeciw krytyce, ale obawiam się ludzi, którzy nie są w stanie dostrzec pozytywnych wartości wokół siebie. Wydaje się im, że jak oplują wszystkich naokoło, obrzucą błotem to sami będą jaśnieć jak perły na błotnym grzęzawisku. Lękam się takich „pereł”. Czynią one świat jeszcze bardziej obrzydliwym, mrocznym i ciemnym.

Maria dla uzasadnienia swojej nieufności do Kościoła i duchowieństwa przytoczyła wydarzenie z lat młodości jej mamy. Były to lata trzydzieste XX wieku. Franka z Jabłonki Kościelnej należała w swojej wsi do awangardy młodzieżowej. Szminka, jaką udało się jej zdobyć świadczyła o tej przynależności. Trzymała ją jak cenny skarb i używała jej bardzo oszczędnie. Z lekko pomalowanymi wargami udała się na rekolekcje wielkopostne. W czasie jednej z nauk rekolekcyjnych misjonarz w płomiennych słowach gromił „poprawianie Pana Boga” tzn. makijaże, malowanie się itp. Franka przejęła się tymi naukami. W drodze powrotnej do domu, przechodząc przez most wyrzuciła szminkę do rzeki. Koniec z malowaniem się. Kilka lat później Franka uczestniczyła ponownie, jak każdego roku w rekolekcjach parafialnych. Tym razem kaznodzieja mówiąc o rodzinie zachęcał kobiety, aby starały się przypodobać swoim mężom. „Trochę makijażu nie zaszkodzi”- powiedział. Franka nie mogła sobie wydarować szminki wyrzuconej do rzeki. Po wielu latach, wspominając to wydarzenie powiedziała żartem do Marii: „Nie słuchaj, co księża mówią na ambonie”. Zdarzenie to, choć prawdziwe brzmi jak anegdota, z której można wyciągnąć pewne wnioski odnośnie nauczania Kościoła i ambony.

Pismo święte zawiera wiele prawd, pouczeń i wskazań. Nie wszystkie wskazania zawarte mają jednakową wagę. Znajdziemy tam wskazania czysto higieniczne np. jak zachować się w przypadku trądu, są tam normy poprawnego zachowania, które już dziś straciły na aktualności i wiele innych. Biblia, to przede wszystkim prawdy i wskazania istotne w poprawnym ułożeniu naszej relacji z Bogiem, który jest naszym zbawieniem. Odrzucenie tych prawd jest odrzuceniem samego Boga. Do tych najistotniejszych prawd zwanych dogmatami należy prawda, że jest jeden Bóg, ale w trzech osobach; Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch święty. Wymieniam ten dogmat, ponieważ dzisiaj obchodzimy Uroczystość Trójcy Przenajświętszej.

Podobnie z ambony padają różne pouczenia, a wśród nich najważniejsze, których odrzucenie stawia nas poza obrębem Kościoła. Te prawdy dla niektórych mogą wydawać się zbyt trudne i chcieliby oni przymusić Kosciół do ich zmiany. Jednak wierność Chrystusowi czyni tę zmianę niemożliwą. Pewnego razu Chrystus nauczał o tym, że Jego ciało będzie pokarmem. Wielu zgorszyło się tym i odeszło. Chrystus ich nie zatrzymywał tylko zapytał apostołów: „I wy chcecie odejść?” A jeden z nich odpowiedział: „Panie, do kogóż pójdziemy, Ty masz słowa życia wiecznego”. Podobnie Kościół dzisiaj, zachowując depozyt Chrystusa, naucza niezależnie od tego czy się komuś to podoba lub nie. Zapewne z bólem, ale tylko pyta: „Czy i wy chcecie odejść?”

Dogmat Trójcy Przenajświętszej należy do jednej z największych tajemnic wiary. Cóż można powiedzieć na temat tej prawdy. Zapewne bardzo wiele. Teologowie zapisali tysiące stron na ten temat. Bibliści przytoczą wiele fragmentów Pisma świętego gdzie jest mowa o tajemnicy Trójcy Świętej. Zapewne te dociekania mają sens. Ale tajemnica pozostaje tajemnicą. Pewnego razu kaznodzieja bardzo uczenie przemawiał na ambonie o tajemnicy Trójcy Świętej. Jeden ze słuchaczy nie wytrzymał tego i zdesperowany zawołał: „Mów jaśniej, bo my cię w ogóle nie rozumiemy”. „A co wy myślicie, że tajemnicę można zrozumieć?”- odpowiedział kaznodzieja. Wiele racji ma teolog Melanchthon, gdy pisał: „My adorujemy tajemnice Boga. Jest to lepsze niż podawanie Go śledztwu”.

Zakończę to rozważanie artystycznym obrazem, który w sposób artystyczny chce nam przybliżyć tajemnice Trójcy. Najwybitniejszy rosyjski malarz ikon, natchniony mnich Andriej Rublow namalował przepiękną ikonę Trójcy Przenajświętszej. Przedstawia ona trzy Boskie Osoby siedzące przy stole, na którym widzimy talerze napełnione żywnością. Przy pierwszym spojrzeniu na ten obraz rzuca się w oczy puste miejsce na froncie stołu. To miejsce jest zaproszeniem w gościnę obcych i nieznajomych. Krąg miłości, jaka łączy osoby Trójcy Świętej nie jest zamknięty. Do tego kręgu jest zaproszony każdy. Zaproszenie do włączenia się w życie Trójcy Świętej jest zaproszeniem do włączenia się w krąg bożej miłości. Bóg zaprasza nas abyśmy zasiedli przy tym stole. Chce dzielić z nami swoje życie. „Bóg nas tak umiłował, że Syna swego nam dał”. Tajemnica Trójcy Świętej jest zaproszeniem do udziału w życiu bożym, które nie ma końca i jest najpełniejszą miłością (z książki Ku wolności).

 

TAJEMNICA TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ

Bracia, radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, jedno myślcie, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i po¬koju niech będzie z wami. Pozdrówcie się nawzajem świętym pocałunkiem. Pozdrawiają was wszyscy święci. Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i udzielanie się Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi (2 Kor 13,11–13).

Katechizm Kościoła Katolickiego, powołując się na sobory i synody tak mówi o Tajemnicy Trójcy Przenajświętszej: „Trójca jest jednością. Nie wyznajemy trzech bogów, ale jednego Boga w trzech Osobach. Osoby Boskie nie dzielą między siebie jedynej Boskości, ale każda z nich jest całym Bogiem: Ojciec jest tym samym, co Syn, Syn tym samym, co Ojciec, Duch Święty tym samym, co Ojciec i Syn, to znaczy jednym Bogiem, co do natury. Każda z trzech Osób jest tą rzeczywistością, to znaczy substancją, istotą lub naturą Bożą”. To nieco zawiłe wyjaśnienie tajemnicy Trójcy Świętej człowiek stara się zgłębić poprzez obrazy, analogie, porównania. Poniższa historia ukazuje jedną z takich prób.  

Wybitny pisarz angielski Graham Greene pod wpływem narzeczonej, późniejszej żony nawrócił się i w roku 1926, w wieku 22 lat przyjął chrzest w kościele katolickim. Jest on autorem wielu powieści psychologicznych, w których często wykorzystuje sensacyjną akcję dla ukazania problematyki etyczno-religijnej. Jego powieści zaprawione są sporą dozą humoru. Do tego typu należy powieść „Monsignore Kichote” („Monsignor Quixote”). Akcja powieści toczy się w post frankistowskiej Hiszpanii i opowiada o losach niezwykłej przyjaźni proboszcza katolickiej parafii i byłego burmistrza, komunisty i ateisty. Wybrali się oni razem na wspólne wakacje, które nota bene miały dramatyczny finał. W czasie jednego z wakacyjnych postojów, gdy siedzieli przy butelce wina rozmowa zeszła na tematy religijne. Burmistrz powiedział do proboszcza: „Drogi przyjacielu, nie mogę zrozumieć, jak ty możesz wierzyć w tak wiele niedorzecznych idei. Na przykład idea Trójcy Świętej. Przecież to jest trudniejsze do pojęcia i zrozumienia aniżeli najbardziej skomplikowane kwestie matematyczne. Czy mógłbyś mi wyjaśnić tajemnicę Trójcy Świętej?” Kapłan chwilę się zastanowił i zaczął wyjaśnienia używając przykładu, który był pod ręką, to znaczy butelkę wina.  To wino, które pijemy pochodzi z trzech różnych butelek. Załóżmy, że pierwsza butelka prezentuje Boga Ojca, druga Boga – Syna. I chociaż wino pochodzi z dwóch różnych butelek, to ma ono tę samą naturę i powstało w tym samym czasie. Wino z trzeciej butelki „dodatkowa iskra życia” prezentuje Boga – Ducha Świętego. Swoje wywody proboszcz kończy taką konkluzją. Wina pochodzące z trzech różnych butelek są nierozdzielne, mają tę samą naturę i pochodzą z tej samej winnicy, dlatego „ktokolwiek ma udział w tym jednym ma udział w trzech”.

Burmistrz nie wydawał się zbyt podatny na te argumenty. Ale nie wiemy czy w przyszłości ta lekcja przy butelce wina nie odegra ważnej roli w postrzeganiu wiary i dogmatów katolickich przez burmistrza ateistę. Opowieść o trzech butelkach wina jest jednym z wielu obrazów, które przez analogię usiłują, chociaż trochę uszczknąć tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Jednak w całej tej historii jest inny, ważniejszy element, który uchyla się nam rąbka tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Jest to niezwykła przyjaźń i pewnego rodzaju miłość burmistrza i kapłana mimo wielu różnic światopoglądowych. Istotą tajemnicy Trójcy Świętej jest miłość, która łączy trzy osoby boskie: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Trójca Święta stanowi wspólnotę miłości. Na tę wspólnotę możemy spojrzeć przez analogie naszej ludzkiej wspólnoty miłości. Do jej stworzenia potrzebny jest kochający i kochany. Konieczne są conajmniej dwie osoby. Używając jeszcze języka analogii możemy powiedzieć, że wewnętrznej życie Trójcy świętej opiera się na wzajemnej afirmacji, inaczej na wzajemnej owocnej miłości. O takim spojrzeniu na tajemnicę Trójcy Świętej mówią nam nie tylko sobory i synody, ale przede wszystkim Pismo św. Syn Boży, Jezus Chrystus najpełniej objawił nam tę tajemnicę.  Wiele razy mówił On o swoim miłującym Ojcu, jako odrębnej Osobie-Bogu. W Nowym Testamencie wiele znajdziemy wiele wypowiedzi o Duchu Świętym, jako odrębnej Osobie, równej Ojcu i Synowi. Więzią Osób Trójcy Świętej jest miłość.

W krąg zbawczej miłości Trójcy Świętej zostajemy włączeni przez chrzest. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Przez łaskę chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego zostaliśmy wezwani do uczestnictwa w życiu Trójcy Świętej, tu na ziemi w mroku wiary, a po śmierci w światłości wiecznej”. O miłości bożej, która obejmuje każdego z nas mówi I czytanie z dzisiejszej niedzieli wzięte z Księgi Wyjścia. „Mojżesz, wstawszy rano, wstąpił na górę, jak mu nakazał Pan, i wziął do rąk tablice kamienne. A Pan zstąpił w obłoku i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Pana. Przeszedł Pan przed jego oczyma, i wołał: ‘Pan, Pan, Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność’”. Lud sprzeniewierzył się Bogu, oddając cześć złotemu cielcowi. Bóg jednak okazał miłosierdzie i ulitował się nad nim. Darował winę i odnowił przymierze ze swoim ludem. Pełnię swojej miłości Bóg Ojciec ukazał w swoim Synu. W Ewangelii na dzisiejszą uroczystość czytamy: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zba¬wiony”. Ta miłość trynitarna dociera do nas w szczególny sposób przez Osobę Ducha Świętego. Pięknie o trynitarnej miłości, która dociera do nas przez Ducha Świętego mówił Święty Augustyn w jednej z modlitw: „Duchu Przenajświętszy, Pocieszycielu strapionych, przeniknij moje serce i roztocz w nim swe jasne światło. Wylej Twą rosę niebieską na tę ziemię niepłodną, aby się skończyła jej nieurodzajność. Spuść iskrę Twej miłości aż do przybytku mej duszy, aby tam roznieciła ogień, który by pochłonął wszystkie słabości, niedbalstwa i niedoskonałości moje. Przyjdź więc, o przyjdź, słodki Pocieszycielu dusz strapionych, Ucieczko w niebezpieczeństwach i Opiekunie w strapieniach! Przyjdź, o Ty, który dusze obmywasz z ich plam i który leczysz ich rany. Przyjdź, siło słabych; przyjdź, Ojcze sierot, nadziejo nieszczęśliwych i skarbie wszystkich ubogich. Przyjdź, o Duchu Święty, przyjdź, gwiazdo żeglarzy i bezpieczny porcie rozbitków, i racz mieć litość nade mną! Uczyń ma duszę prostą, kochającą i wierną. Spraw, bym zachowując na ziemi czyste serce, zasłużył oglądać Cię i cieszyć się Tobą na wieki w niebie. Amen”.

Ta miłość jest także inspiracją dla rodziny ludzkiej i rodziny Kościoła. Błogosławiony Jan Paweł II powiedział: „W Trójcy można dostrzec pierwowzór ludzkiej rodziny, złożonej z mężczyzny i kobiety, którzy zostali powołani, aby być dla siebie nawzajem darem we wspólnocie miłości otwartej na życie. W Trójcy Przenajświętszej znajdujemy także wzorzec rodziny Kościoła, w której wszyscy chrześcijanie mają budować autentyczne więzi wspólnoty i solidarności. To miłość jest konkretnym znakiem wiary w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego. Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, która przez wcielenie stała się człowiekiem w Chrystusie, jest obecna wśród nas w sakramencie Eucharystii”. Tu warto zacytować wypowiedź znanego włoskiego publicystę i pisarza Vittorio Messori: „Dogmaty takie jak trynitarny są niedorzecznością na płaszczyźnie rozumowej. Rozważane jednak z właściwej perspektywy- miłości, a nie rozumowania- przechodzą z królestwa absurdu do królestwa tajemnicy. A to zmienia wszystko.

Zakończę rozważanie słowami modlitwy św. Katarzyny ze Sieny: „O Trójco wieczna, bez dna Oceanie co mogłaś dać mi więcej niż dając mi siebie? Ty jesteś ogniem, co nigdy nie gaśnie. Ty jesteś ogniem, który we mnie spala miłość własną mej duszy”( z książki Bóg na drogach naszej codzienności).

 

ZNAK KRZYŻA

Mojżesz, wstawszy rano, wstąpił na górę, jak mu nakazał Pan, i wziął do rąk tablice kamienne. A Pan zstąpił w obłoku i Mojżesz zatrzymał się koło Niego, i wypowiedział imię Pana. Przeszedł Pan przed jego oczyma i wołał: «Pan, Pan, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność». Natychmiast Mojżesz skłonił się aż do ziemi i oddał pokłon, mówiąc: «Jeśli darzysz mnie życzliwością, Panie, to proszę, niech pójdzie Pan pośród nas. Jest to wprawdzie lud o twardym karku, ale przebaczysz nasze winy i nasze grzechy, a uczynisz nas swoim dziedzictwem» (Wj 34, 4b-6. 8-9).

Wraz z Kolumbem do Ameryki przybywali pierwsi misjonarze chrześcijańscy, którzy przez słowo i przykład miłości Chrystusowej zasiewali ziarno nowej wiary w indiańskich sercach. Powstawały liczne wspólnoty chrześcijańskie, żyjące według nauki Ewangelii. Przykładem najbardziej znanych wspólnot tego typu były tzw. redukcje paragwajskie. Misjonarze cieszyli się w nich wielkim szacunkiem. To zaś owocowało indiańską życzliwością dla białego człowieka.

Z czasem zaczęli przybywać chrześcijanie, którzy na piersiach mieli olbrzymie krzyże a na ustach słowo Bóg, jednak ich serca i dusze były wypełnione po brzegi żądzą posiadania złota. Dla zdobycia, którego oszukiwali, rabowali i zabijali Indian. Biały człowiek stał się znienawidzony do tego stopnia, że pojawienie się w pobliżu indiańskich osiedli groziło mu śmiercią.

Z tego okresu pochodzi poniższa opowieść. Pewnego dnia u wybrzeży Ameryki Południowej, w czasie sztormu zatonął statek. Po kilku dniach zmagania się z oceanem dopłynął do brzegu jeden z rozbitków. Traf chciał, że było to pobliżu indiańskiej wioski. Gdy dziękował Bogu za ocalenie, otoczyła go nagle grupa rozkrzyczanych wojowników. Groźne twarze były wykrzywione grymasem nienawiści i złości. Indianie trzymali w rękach oszczepy i naciągnięte łuki. Śmiertelnie przerażony rozbitek myślał, że są to jego ostanie chwile. Zaczął się modlić. Pochylił głowę i uczynił znak krzyża. Po tym geście zachowanie Indian zmieniło się. Opuścili oszczepy i łuki i zaczęli przyjaźnie uśmiechać się do zatrwożonego rozbitka. Wódz podszedł do niego i uczynił także znak krzyża. Wyciągnął rękę do zdumionego żeglarza i powiedział: „Dobry syn ojca”. Jak wiemy do misjonarzy zwracano się ojcze. Ci Indianie pamiętali misjonarzy, którzy pełni miłości i oddania głosili im Dobrą Nowinę. Wiedzieli, że ten kto z takim przejęciem kreśli znak krzyża, który jest symbolem miłości ofiarnej z pewnością jest dobrym synem duchowym misjonarzy. Znak krzyża ocalił życie rozbitka.

Krzyż jest znakiem naszego zbawienia i źródłem życia wiecznego. „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. Kreśląc znak krzyża myślimy o zbawczej męce Chrystusa oraz wyznajemy i oddajemy cześć Bogu w Trójcy jedynemu. Wyznajemy, że jest jeden Bóg, ale w trzech osobach; Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Jest to jedna z największych tajemnic wiary. Dzisiaj, w Uroczystość Trójcy Świętej chylimy nasze głowy przed tą tajemnicą. Bardziej ją adorujemy aniżeli szukamy jej zrozumienia. Jeden z profesorów w seminarium duchownym rozpoczął wykład o Trójcy tymi słowami: „Prawdopodobnie wielu z was nie bardzo rozumie tajemnicę Trójcy Świętej. Ja zaś mogę was jedynie zapewnić, że mimo mojego wysiłku przybliżenia wam tej prawdy, prawdopodobnie niewiele więcej będziecie rozumieć po wysłuchaniu moich wykładów. Są rzeczy, które z natury są nie do pojęcia”. Tajemnica Trójcy uchyla jednak na tyle swej tajemniczości, aby człowiek odkrył, że istotą więzi Osób bożych jest miłość, i że do kręgu tej zbawiającej miłości zaproszony jest każdy z nas. Współczesny teolog Hans Urs von Balthasar pisze: „Miłość Boga jest w sobie tak doskonała- On jest Miłującym, odpowiadającym Umiłowanym i Zjednoczonym owocu ich Obu- że nie potrzebuje On żadnego pozaboskiego świata, aby mieć kogo miłować. Gdy zaś taki świat bez żadnej konieczności zostanie stworzony w sposób wolny, to ze strony Ojca po to, aby uwielbić umiłowanego Syna, ze strony Syna, aby wszystko w darze położyć u stóp Ojca, ze strony Ducha, aby na nowo dać wyraz wzajemnej miłości Ojca i Syna”.

Krzyż wpisujący się w nasze życie włącza nas coraz pełniej w krąg zbawiającej miłości Boga Trójjedynego. U samych początków na kształt krzyża spłynęła na nasze głowy woda chrztu świętego.  W czasie bierzmowania biskup nakreślił olejem świętym krzyż na naszych czołach. Gdy przez grzech wymykamy się z objęć bożej miłości, wtedy przez znak krzyża kreślony w konfesjonale powracamy do Boga. Znak krzyża spoczywa nad Chlebem Eucharystycznym, który spożywamy jako pokarm wieczności. Przez krzyż kreślony nad nowożeńcami ich miłość nabiera wymiaru wieczności. A ten ostatni krzyż w naszym życiu, gdy kapłan przychodzi do nas z wiatykiem staje się, jak gdyby kładką po której człowiek przechodzi na drugą stronę życie, aby zatopić się w niezgłębionej miłości Trójcy Świętej. Nie mniej ważne nasze codzienne znaki krzyża. Kreślą go rodzice nad swymi dziećmi, udającymi się w daleką podróż lub do świątyni, aby złożyć śluby małżeńskie. Krzyż na rozpoczęcie dnia i pracy, krzyż kreślony nad bochenkiem chleba i wiele innych krzyży zawsze mówią o miłości ludzkiej, która szuka spełnienia w miłości bożej

Urodzona w Szwecji Jenny Lind należała do najwybitniejszych śpiewaczek. Gdy w roku 1850 przybyła z koncertami do Stanów Zjednoczonych w porcie nowojorskim czekał na nią prawie 40-sto tysięczny tłum. Będąc u szczytu sławy zrezygnowała z występów na scenie i przyjęła posadę nauczycielki śpiewu w Królewskim Konserwatorium w Anglii. Ta decyzja wprawiła w zdumienie jej wielbicieli. Jamie Buckingham w książce „Power for Living” odpowiada na pytanie, dlaczego to uczyniła. Pewnego wieczoru Jenny siedziała na schodach letniego domku nad morzem. Na kolanach miała otwartą Biblię i patrzyła na zachodzące słońce. Jej przyjaciel zadał jej wtedy pytanie: „Jenny, dlaczego porzuciłaś scenę?” Jenny dotykając Biblii powiedziała: „Kiedy zauważyłam, że zaczynam myśleć coraz mniej i mniej o Biblii, cóż mogłam wtedy zrobić innego?” Po czym wskazując głową na zachodzące słońce dodała: „Kiedy zauważyłam, że zaczynam coraz mniej i mniej myśleć o pięknie jak to, cóż mogłam więcej zrobić?” Gdy zauważyła, że dotychczasowy styl życia odrywa ją od Biblii i piękna tego świata, który wskazuje na Stwórcę, zrezygnowała występów i pogrążyła się w nieprzemijającym pięknie, które odkrywamy w tajemnicy Trójcy Świętej.

Przez piękno świata możemy odkryć miłość Boga Stwórcy. Zaś na kartach Biblii odkrywamy Syna, który z miłości do człowieka zawisł na drzewie krzyża. Odkrywamy tam także Ducha Świętego, który nas uświęca i daje moc odrzucenia wszystkiego co mogłoby nas oddzielić od Bożej miłości (z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej).

 

TAJEMNICA TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ

Człowiek wierzący ciągle ociera się o tajemnice, których nie poznając do końca przyjmuje za prawdę. Dzieje się tak ponieważ nasz rozum ma ograniczone możliwości poznawania rzeczywistości nadprzyrodzonej. Również w świecie materialnym istnieją tajemnice, mimo że są one domeną poznania rozumowego. Prawdopodobnie nigdy nie poznamy do końca bezkresnego kosmosu. Nowe odkrycia w tej dziedzinie dają pewne podstawy do budowania teorii na temat wszechświata. Trudno byłoby mi zliczyć teorie naukowe odnośnie kosmosu, które po latach okazywały się błędnymi. Prawdopodobnie dzisiejsze, wydawałoby się w stu procentach pewne teorie, z biegiem czasu nie będą przystawać do rzeczywistości. Ale mimo to badania te mają sens, ponieważ przybliżając tajemnice kosmosu ukazują jego niezbadane przepaście. Dawniej, gdy wiedza była ograniczona, to ówcześni mędrcy uważali, że wszystko wiedzą o kosmosie. Dzisiaj wiedza ta jest ogromna i proporcjonalnie do niej rośnie liczba odkrywanych tajemnic. Ale tylko naiwny człowiek może sądzić, że kiedyś nauka wszystko wyjaśni. Jeśli tak rzeczy mają się w rzeczywistości materialnej, to tym bardziej w rzeczywistości, do której rozum nas tylko podprowadza i zostawia niejako przed progiem. Ten próg możemy przekroczyć tylko na drodze wiary. Musimy zawierzyć Bogu, który objawia się nam na tyle, abyśmy mogli w oparciu o nasze możliwości poznawcze rozumu przekroczyć ten próg.

Dzisiaj, w uroczystość Trójcy Przenajświętszej, stajemy przed jedną z największych tajemnic naszej wiary. Wyznajemy, że jest jeden Bóg, ale w trzech osobach: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Mimo, że na kartach Pisma Świętego znajdziemy wiele wskazówek, rozjaśniających tę tajemnicy, to jednak jest ona bardziej do kontemplowania i adoracji niż rozumowego zgłębiania. Tak podchodził do tej tajemnicy św. Grzegorz z Nazjanzu w hymnie przez siebie napisanym:

Chwała Bogu Ojcu i Synowi, Królowi Wszechświata.

Chwała Duchowi, bo godzien jest czci i wszytek święty.

Trójca jest jedynym Bogiem, który wszystko stworzył

I napełnił niebo istotami niebieskimi a ziemię istotami ziemskimi.

Morze, rzeki i strumienie napełnił zwierzętami wodnymi,

Ożywiając wszystko swoim Duchem,

Aby wszelkie stworzenie śpiewało hymn chwały mądremu Stwórcy,

Jedynej przyczynie bycia i trwania.

Nade wszystko zaś niech zawsze wielbi Go stworzenie rozumne

Jako wielkiego Króla i dobrego Ojca.

Kto jednak usiłuje do końca zrozumieć tajemnicę Trójcy św. i odrzuca ją bo mu się to nie udało, podobny jest w swym myśleniu do myszy z poniższej anegdoty. Słoń rozkoszował się kąpielą w rzece. Nagle przybiegła mysz i zaczęła na niego wrzeszczeć, aby natychmiast wyszedł z wody. Słoń z politowaniem spojrzał na mysz i nie raczył jej nawet odpowiedzieć. Ale mysz nie przestawała wrzeszczeć: „Wyjdź z wody, wyjdź z wody”. W końcu słoń zniecierpliwiony namolnością małego intruza, zapytał: „A niby to dlaczego mam wyjść z wody?” „Chcę sprawdzić, czy nie założyłeś moich kąpielówek”– najpoważniej odpowiedziała mysz.

Nie miej jednak, adorując tajemnicę Trójcy Świętej winniśmy także próbować zgłębiać ją rozumowo, zachowując świadomość, że zawsze pozostanie ona dla nas tajemnicą. W przybliżaniu tej prawdy wiary bardzo pomocne są porównania i obrazy. Znamy ich wiele. Do tej wielości chcę dzisiaj dorzucić obraz św. Jana Damasceńskiego, w którym porównuje tajemnicę Trójcy Świętej do drzewa. Na początku drzewo zakorzenia się mocno w ziemi, następnie wyrasta pień z gałęziami, na których pojawiają się kwiaty wydające owoce. Mimo tej odrębności i odmienności, korzeń, pień z gałęziami i zrodzony owoc stanowią jedno drzewo. Patrząc przez pryzmat tej analogii możemy powiedzieć, że Bóg Ojciec jest korzeniem, Syn Boży pniem, z którego wyrastają kwitnące gałęzie. Duch św. jest owocem.

Mimo odmienności wypełnianych zadań przez Osoby boskie jest jeden Bóg. Stając wobec tej tajemnicy należy unikać dwóch skrajności. Dążenia za wszelką cenę do poznania rozumowego tej tajemnicy i drugiej skrajności, a mianowicie, jeśli jest to niezgłębiona tajemnica, to nie ma sensu umysłowe angażowanie się. W podejściu do tej tajemnicy trzeba szukać złotego środka. Chociaż tajemnica Trójcy nie jest dla nas do końca przenikniona, to jednak w oparciu o Biblię i tradycję możemy wejść w nią i odnaleźć prawdy, które są bardzo ważne w historii naszego zbawienia. Jedną z nich jest prawda o miłosnej harmonii i jedności Osób Trójcy Świętej w istnieniu i działaniu. Zanurzeni w tej boskiej harmonii odnajdziemy mądrość i moc, aby nasze życie kształtowała zbawcza harmonia z Bogiem, samym sobą i bliźnim.

Mówiąc o tej harmonii możemy odwołać się do porównania z orkiestrą. Członkowie orkiestry spoglądają w nuty i każdy gra zgodnie z brzmieniem swojego instrumentu. Każdy instrument oddaje piękno utworu, ale dopiero harmonijny głos wszystkich instrumentów ukazuje całe piękno wykonywanego utworu. Piękna i dobra tej harmonii doświadczamy w różnych sytuacjach naszego życia. Życie w rodzinie jest wspaniałe, gdy jej członkowie starają się budować w miłości harmonijną jedność rodziny. W takiej wspólnocie człowiek ma szanse pełnego spełnienia się. Oczywiście odnosi się to także do wszelkich innych ludzkich wspólnot, w tym także wspólnoty parafialnej, etnicznej, państwowej jak i też wspólnoty całego świata. W zgłębianiu tajemnicy Trójcy Świętej doświadczamy największej harmonii istnienia i działania Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha świętego. W tym momencie ważniejsza od teologicznych dywagacji jest świadomość harmonijnego współistnienia i działania trzech Osób boskich. Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty w swej odrębności stanowią jedność, a ich harmonijne działanie brzmi jak najpiękniejsza melodia naszego zbawienia. Ta wspaniała tajemnica harmonii ma być sposobem naszego życia, bo jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo boże. Stworzeni do życia i działania w harmonii z Bogiem i ludźmi mamy szukać tej harmonii na różnych drogach naszego życia. Bez niej życie staje się bardzo trudne. Czujemy się zagubieni, niepewni, wyobcowani, bez jasnego celu. Wsłuchując się w te wewnętrzne niepokoje usłyszymy wezwanie do szukania utraconej w raju harmonii.

Szukanie tej harmonii jest w naszym życiu jest bardzo ważne. Marek Aureliusz cesarz rzymski i filozof powiedział: „Kto żyje w harmonii z samym sobą, żyje w harmonii z całym wszechświatem”. Zaś podstawą życia w harmonii z samym sobą jest harmonia z Bogiem, bo jak mówi święty Augustyn, Bóg jest nam bliższy niż my sami sobie. Na tej harmonii zasadza się prawdziwy pokój. Święty Ignacy Antiocheński, męczennik pierwszych wieków powiedział: „Nie ma nic lepszego niż pokój, w którym działania wojenne doprowadzane są do końca”. Jak wiele spraw w naszym życiu duchowym, tak i też szukanie harmonii nie jest czymś co raz zdobyte pozwala nam osiąść na laurach. Jest to ciągły wysiłek. Ciągle musimy być czujni, wiedzieć co w naszych rodzinach i wspólnotach jest powodem podziałów. Jeśli to odkryjemy, to wtedy trzeba podjąć następną decyzję likwidowania tych barier, aby ponownie zabrzmiała nuta harmonii. I wtedy spełni się w naszym życiu życzenie świętego Pawła z listu do Koryntian: „Bracia, radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, jedno myślcie, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju niech będzie z wami” (z książki W poszukiwaniu mądrości życia).

 

ŚWIĘTY GRZEGORZ Z NAJZJANZU

W Uroczystość Trójcy Przenajświętszej stajemy wobec jednej z najważniejszych tajemnic naszej wiary. Wierzymy, że jest jeden Bóg, ale w trzech osobach: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Tę prawdę Bóg objawiał człowiekowi stopniowo. Możemy ją odnaleźć już na kartach Starego Testamentu. Ale dopiero nauczanie Chrystusa zawarte w Nowym Testamencie w pełni objawiło tę tajemnicę. Zaś pierwsze wieki chrześcijaństwa, to czas teologicznego precyzowania dogmatu tajemnicy Trójcy Świętej. Było to konieczne i z tego względu, że pojawiły się mylne interpretacje tej prawdy. Najbardziej niebezpiecznym błędem był arianizm, który nie uznawał dogmatu Trójcy Świętej. W obronie tego dogmatu stawali wtedy wielcy mistycy i teologowie, a wśród nich był św. Grzegorz z Nazjanzu. W jego pismach czytamy: „Stary Testament głosił wyraźnie Ojca, Syna zaś bardzo niejasno. Nowy objawił nam Syna i pozwolił dostrzec Bóstwo Ducha. Teraz Duch mieszka pośród nas i udziela nam jaśniejszego widzenia samego siebie. Nie było bowiem rzeczą roztropną głosić otwarcie Syna, gdy nie uznano jeszcze Bóstwa Ojca i dodawać Ducha świętego jako nowy ciężar, kiedy jeszcze Bóstwo Syna nie zostało uznane. Jedynie na drodze postępu i przechodzenia ‘od chwały do chwały’ światło Trójcy Świętej zajaśnieje w pełniejszym blasku”

Św. Grzegorz z Nazjanzu przyszedł na świat w roku 330 w Arianzos w pobliżu Nazjanzu (dzisiejsza Turcja). Był pierworodnym synem Grzegorza, biskupa Nazjanzu. Tytułem wyjaśnienia warto dodać, że w tamtym czasie celibat duchownych nie był powszechnym zwyczajem w Kościele. Od najwcześniejszych lat Grzegorz miał wokół siebie ludzi, którzy pociągali go do świętości. Otóż jego matka Nonna, siostra Gorgonia, brat Cezary i kuzyn Amfiloch zostali zaliczeni do grona świętych. Od najmłodszych lat Grzegorz przejawiał wielkie zamiłowanie do nauki. Uczył się najpierw w Cezarei Kapadockiej, później w Cezarei Palestyńskiej i Aleksandrii, gdzie spotkał sławnego wówczas św. Atanazego. Tam też w Wielkanoc, w wieku 22 lat przyjął chrzest św. Przyjęcie chrztu w wieku dojrzałym nie było wynikiem zaniedbania rodziców. W tamtych czasach chrzest dzieci nie był jeszcze powszechnie przyjętą praktyką kościoła. Z Aleksandrii Grzegorz udał się na dalsze studia do Aten, gdzie spotkał św. Bazylego, z którym związał się dozgonna przyjaźnią.

Po ukończeniu studiów ateńskich Grzegorz wrócił do rodzinnego miasta i zajął się administracja dość pokaźnego majątku rodzinnego. Jednak ten styl życia nie odpowiadał Świętemu. Odczuwał w sobie powołanie do życia mniszego i idąc za tym głosem udał się do pustelni św. Bazylego. Życie pustelnicze odpowiadało Grzegorzowi, lecz na natarczywą prośbę sędziwych rodziców wrócił do Nazjanzu by być ich podporą w latach starości. Niebawem, w uroczystość Bożego Narodzenia, pod naciskiem ojca i wspólnoty kościelnej, przyjął z rąk swego ojca święcenia kapłańskie. Jednak pragnienie życia pustelniczego znowu zwyciężyło w nim.  Opuścił dom rodzinny i udał się do pustelni nad rzeką Irys w Foncie. W 362 roku przed Wielkanocą powrócił do Nazjanzu i wytłumaczył się ze swego postępowania w mowie „Apologia swojej ucieczki”, która jest traktatem o kapłaństwie. Pomagał teraz swemu ojcu w zarządzaniu diecezją i w pracy duszpasterskiej. Kiedy zaś jego mistrz duchowy i przyjaciel Bazyli został metropolitą w Cezarei Kapadockiej, Grzegorz został przez niego wyświęcony na biskupa i powołany w roku 372 roku na stolicę biskupią małego miasteczka Sasima. Stało się to poniekąd wbrew jego woli. Grzegorz nigdy nie objął swego urzędu, pozostał w Nazjanzie i służył pomocą ojcu. Po śmierci ojca w 374 roku, pracował przez rok w osieroconej diecezji, po czym udał się do klasztoru św. Tekli w Seleucji Izauryjskiej, gdzie prowadził życie monastyczne.

W 379 roku chrześcijanie z Konstantynopola, którzy byli wierni postanowieniom Soboru Nicejskiego, który m.in. ogłosił dogmat Trójcy Świętej zwrócili się do Grzegorza z prośbą o pomoc w zreorganizowaniu Kościoła lokalnego, prześladowanego przez wieloletnie rządy biskupów i cesarzy ariańskich. Św. Grzegorz przyjął tę propozycję. Gdy przybył do Konstantynopola wszystkie świątynie były w rękach arian. Stąd też urządził w domu swego krewnego kaplicę pod wezwaniem Anastasis tzn. Zmartwychwstania, w której wygłosił pięć mów teologicznych „O Bóstwie Słowa”, za które Kościół Wschodni nadał mu tytuł „Teologa”. Grzegorz zyskiwał coraz większy prestiż, zasłynął jako wspaniały mówca i bardzo skuteczny adwersarz arian.

24 listopada 380 roku wkroczył do Konstantynopola jako zwycięzca cesarz Teodo¬zy I Wielki. Był to ostatni władca, który zdołał zjednoczyć ponownie całe imperium rzymskie – wschodnie i zachodnie. W tym czasie powołano św. Grzegorza na metropolitę Konstantynopola. Cesarz uroczyście wprowadził go do katedry Hagia Sofia. W maju 381 roku zwołano Sobór Powszechny w Konstantynopolu, który uznał św. Grzegorza za prawowitego biskupa Konstantynopola. Decyzja ta spotkała się jednak z opozycją miejscowej wspólnoty arian jak i też ariańskich biskupów Egiptu i Macedonii. Grzegorzowi nie odpowiadała ruchliwa stolica państwa. Tęsknił za ciszą. Drażniły go również intrygi ludzi, którzy mu zazdrościli urzędu. Dlatego zrzekł się tych godności i w roku 382 powrócił do Nazjanzu, gdzie przez dwa lata kierował tamtejszym Kościołem, po czym zamieszkał jako pustelnik w Arianzos, gdzie oddał się wyłącznie kontemplacji i pracy pisarskiej. Św. Grzegorz pozostawił po sobie mowy, listy i około 400 utworów poetyckich. W swojej myśli teologicznej akcentował jedność Trójcy Świętej ze względu na jedność bóstwa; Jezus Chrystus posiada naturę boską i ludzką, pełnię człowieczeństwa i bóstwa, stąd też Maryi przysługuje tytuł Bogurodzicy.

 Św. Grzegorz zakończył pracowite i święte życie w rodzinnym Arianzie w roku 389 lub 390. Cesarz Konstantyn II sprowadził jego relikwie z Arianzu do Konstan¬tynopola i umieścił w kościele 12 Apostołów. W czasie wypraw krzyżowych relikwie zostały zabrane przez krzyżowców i złożone w Rzymie, w bazylice Św. Piotra, w kaplicy św. Grzegorza. 27 listopada 2004 roku, podczas uroczystej liturgii w Bazylice św. Piotra w Watykanie, papież Jan Paweł II zwrócił Kościołowi Wschodniemu relikwie świętych poprzedników Ekumenicznego Patriarchy Konstantynopola: Jana Chryzostoma i Grzegorza Teologa. Doczesne szczątki, działających na Wschodzie Ojców Kościoła wróciły do stolicy prawosławia niemal w przeddzień uroczystości św. Andrzeja, kiedy Kościół Wschodni obchodzi swoje patronalne święto. Patriarcha Ekumeniczny Bartłomiej I powiedział: „Ja uważam ten fakt za najważniejszy w mojej dotychczasowej posłudze jako patriarchy” (z książki Wypłynęli na głębię).

 

DOKĄD ZDĄŻASZ BEZ BOGA?

W styczniową mroźną niedzielę, drogą zasypaną śniegiem, w saniach wymoszczonych słomą odbyłem pierwszą podróż do rodzinnego kościoła w Majdanie Sopockim. Rodzice wraz chrzestnymi przywieźli mnie do chrztu świętego. Śp. ks. Franciszek, który teraz z wysokości nieba spogląda na mnie polał moją głowę wodą i powiedział: „Ryszardzie ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. I tak zostałem włączony w krąg Bożej Miłości. Miłość jest najdoskonalszą więzią łączącą trzy Osoby Boskie: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Nasza ludzka miłość jest tylko bladym odblaskiem tej miłości. Ale ten blady cień może zajaśnieć pełnym światłem, gdy włączymy się w krąg bożej miłości i odpowiemy Bogu miłością na miłość. Od tej odpowiedzi zależy całe nasze życie albo będziesz łotrem, albo świętym. To nie wykształcenie, to nie stan posiadania, to nie stanowisko, to nie jakiś godność, to nie uroda decydują o tym kim ty naprawdę jesteś. Wszystko zależy od miłości, a gdy ją włączymy w krąg Boga Trójedynego, wtedy ona na wieczność zadecyduje kim będziemy. Zostaniemy świętymi. Chociaż ten tytuł w dzisiejszych czasach jakby się zdewaluował. Pokutuje nieraz wyobrażenie, że święty, to człowiek, który bardzo zredukował radość życia ziemskiego na rzecz radości wiecznej. To człowiek, który nie żyje pełnią życia ziemskiego. A w rzeczywistości, święty, to człowiek żyjący pełnią życia ziemskiego, tylko pogłębionego o wymiar wieczności.

Bardzo lubię piosenkę w wykonaniu dzieci, w której są słowa: „Każdy święty chodzi uśmiechnięty”. W ustach dzieci, które śpiewają ją ufnym i czystym sercem brzmi tak autentycznie. Św. Urszula Ledóchowska pisała: „Uśmiech rozprasza chmury nagromadzone w duszy. Uśmiech na twarzy pogodnej mówi o szczęściu wewnętrznym duszy złączonej z Bogiem, mówi o pokoju czystego sumienia, o beztroskim oddaniu się w ręce Ojca niebieskiego, który karmi ptaki niebieskie, przyodziewa lilie polne i nigdy nie zapomina o tych, co Jemu bez granic ufają. Uśmiech na twej twarzy pozwala zbliżyć się bez obawy do ciebie, by cię o coś poprosić, o coś zapytać – bo twój uśmiech już z góry obiecuje chętne spełnienie prośby. Nieraz uśmiech twój wlać może do duszy zniechęconej jakby nowe życie, nadzieję, że nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa. Uśmiech jest nieraz tą gwiazdą, co błyszczy wysoko i wskazuje, że tam na górze bije serce Ojcowskie, które zawsze gotowe jest zlitować się nad nędzą ludzką”. W krąg takiej rzeczywistości wpisuje nas miłość Trójcy Przenajświętszej, której oddajemy szczególną cześć dzisiejszej niedzieli.

Ewangelia objawia nam tajemnicę Boga Trójedynego, opisując chrzest Jezusa w rzece Jordan: „A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: ‘Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie’”. Zaś Ewangelia na Uroczystość Trójcy Przenajświętszej mówi, że Chrystus w pełni objawił miłość bożą i wniósł ją do naszego ziemskiego domu: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”. Te słowa ukazują bardzo ważną cechę bożej miłości, do której mamy dorastać. Prawdziwa miłość nie potępia. Ona upomina, modli się i płacze, gdy upomnienie nie przynosi owocu. Jakie to proste potępić człowieka, gdy on błądzi, popełnia zło. A o wiele trudniej pomoc mu powstać z upadku. Ale to decyduje o tym, po której stronie jesteśmy, stając w obliczu bożej miłości. W blaskach cierpliwej miłości rodzą gorliwi i wielcy święci. Chociażby święty Paweł z prześladowcy Kościoła stał się największym apostołem Dobrej Nowiny o zbawieniu. W swojej pracy duszpasterskiej, spotkałem ludzi, którzy błądzili, byli bardzo daleko od Boga. I niejednokrotnie dotykało ich ludzkie potępienie. A miłość Boża czekała na nich. I dzisiaj, po nawróceniu można budować się ich wiarą i uczciwym życiem.

Przez analogię możemy mówić o chrzcie całych narodów. I tak mówimy, że Polska przyjęła chrzest w roku 966. Było to bowiem roku chrztu księcia Polan Mieszka I i jego świty. Gall Anonim w swojej kronice pisze, że Mieszko był ślepy do siódmego roku życia i podaje taką interpretację tego faktu: „Wówczas (czyli po odzyskaniu wzroku przez Mieszka) książę Siemomysł pilnie wypytywał starszych i roztropniejszych z obecnych, czy ślepota i przewidzenie chłopca nie oznacza jakiegoś cudownego znaku. Oni zaś tłumaczyli, że ślepota oznaczała, iż Polska przedtem była tak jakby ślepa, lecz odtąd – powiadali – ma być przez Mieszka oświeconą i wywyższoną ponad sąsiednie narody”. Takie wyjaśnienie było nawiązaniem chrztu księcia: „Zaiste ślepą była przedtem Polska, nic znając ani czci prawdziwego Boga, ani zasad wiary, lecz przez oświeconego Mieszka i ona także została oświeconą, bo gdy on przyjął wiarę, naród polski uratowany został od śmierci w pogaństwie”. To wydarzenie opisane w formie alegorii chce nam powiedzieć, że chrześcijaństwo wnosiło niejako nowe światło w życie człowieka, w życie narodów. Zmartwychwstanie Chrystusa rozświetlało tajemnicę życia po śmierci. To światło padało na mroki życia społecznego, w którym panowało między innymi prawo wendety, a chrześcijaństwo mówiło o wybaczeniu i miłości nawet nieprzyjaciół. Można powiedzieć, że chrześcijaństwo wpisywało całe narody w krąg trynitarnej miłości Boga. Przez długie wieki, mimo wielu niedoskonałości to prawo kształtowało narody Europy. Powstawały nie tylko piękne katedry, ale także uniwersytety, gdzie nauczano mądrości i krzewiono miłość.

Dzisiaj zdaje się, że Europa odchodzi od tych wartości, niejako wyłamuje się z kręgu miłości trynitarnej i idzie swoimi drogami, które niejednokrotnie w biblijnym ujęciu są wynaturzeniami. Tak jak przed upadkiem starożytnego Rzymu, w pewnych kręgach wyżej stawiano miłość mężczyzny do mężczyzny niż miłość mężczyzny do kobiety. Wyłamywanie się z kręgu miłości trynitarnej jest drogą ku zatracie. Mówi o tym w wywiadzie dla Gazety wyborczej wybitny czeski profesor Tomas Halik: „Gdy po raz pierwszy odwiedziłem Wielką Brytanię, prawie 50 lat temu, przyjechałem z kraju, w którym siłą narzuconą państwową religią był 'naukowy ateizm’ . W imię tej wojującej ideologii zduszono nie tylko religię, ale także wszelkie przejawy wolnej kultury, nie wyłączając wolności badań naukowych. Byłem szczęśliwy, że mogę odwiedzić Wielką Brytanię, kraj z długą tradycją tolerancyjnego chrześcijaństwa, mądrego i przepełnionego humorem chrześcijaństwa Chestertona i Lewisa. Minęło pół wieku. W Londynie jeżdżą autobusy z napisem 'Bóg prawdopodobnie nie istnieje', a stwierdzenie, że Wielka Brytania jest krajem chrześcijańskim, wywołuje rozdrażnioną polemikę i sprzeciw”. Profesor widzi przyszłość Europy i człowieka w powrocie do pierwotnej miłości, która bierze początek w miłości łączącej Osoby Trójcy Przenajświętszej: „Głównym przesłaniem chrześcijaństwa jest, że Bóg jest miłością. I że Bóg w Trójcy Jedyny sam jest wspólnotą wzajemnej komunikacji. Wiara w Boga, który jest miłością i wspólnotą kochających się osób, nie jest hipotezą naukową, ale moralnym zobowiązaniem z jasnymi kulturowymi i politycznymi konsekwencjami. To zobowiązanie do akceptowania różnorodności. Chrześcijaństwo nie potrzebuje być sztandarem powiewającym nad Europą. Ale to Europa i świat potrzebują ludzi, którzy słowu ‘miłość' przywrócą głęboki sens, jaki miało w radykalnym przesłaniu Ewangelii”.

A zatem uroczystość Trójcy Przenajświętszej, to nie tylko pokłon przed wielką tajemnicą naszej wiary, ale przed wszystkim konkretne wezwanie życiowe (Kurier Plus, 2017).

 

WSPINACZKA

Nie wiemy dokładnie jaką ścieżką Mojżesz podążał się na szczyt Góry Synaj. Może to była jedna z tych, którą ja pokonywałem z pielgrzymami. Mojżesz zdążał tam, aby doświadczyć szczególnej obecności Boga, my pielgrzymi mieliśmy podobne pragnienia – chcieliśmy mieć chociaż niewielki udział w doświadczeniu Mojżesza. Pierwszy raz wspinałem się na szczyt Synaju tak zwaną drogą wielbłądów. Uważana jest ona za łatwiejszą i ponadto można skorzystać z grzbietów wielbłądów, które nawet nocą intensywnym zapachem zdradzają swoją obecność. Druga droga zwana jest drogą pokutników. Znajduje się na niej 3050 schodów, które wykuł, jak podaje tradycja jeden z pokutników. Jest to trudniejsza droga, ale widoki są chyba piękniejsze niż na drodze wielbłądów. Najczęściej wspinaczkę na szczyt rozpoczynamy o godz. 2:00 w nocy. To gwarantuje podziwianie ze szczytu góry pięknego wschodu słońca nad zatoką Akaba. Ten cudowny wschód słońca jest dla wielu turystów, pielgrzymów powodem podjęcia trudu wspinaczki. Ten motyw zapewne nie towarzyszył Mojżeszowi.

Bóg wezwał Mojżesza na Górę Synaj, aby mu wręczyć tablice 10 przykazań. W pierwszym czytaniu słyszymy słowa: „Mojżesz, wstawszy rano, wstąpił na górę, jak mu nakazał Pan i wziął do rąk tablice kamienne”. Po powrocie z Góry Synaj. Mojżesz, ukazując ludowi tablice przykazań powiedział: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście”. Bóg jak dobry ojciec dał swoim dzieciom wskazówki życiowe, aby kierując się nimi mieli życie i to życie w pełni, tzn. życie wieczne, bo życie doczesne i tak się skończy wcześniej, czy później niezależnie od tego czy zachowujemy przykazania czy nie. Jeśli chodzi o doczesać to kierowanie się przykazaniami sprawia, że nasze życie jest piękniejsze, sensowniejsze, bardziej użyteczne i otwiera nas na wieczność. Bóg Ojciec stworzył świat i człowieka na swój obraz, a w ten obraz wpisuje się także wieczność. Gdy człowiek przez grzech pierworodny utracił raj i wieczność Bóg Ojciec obiecał zesłać swojego Syna, abyśmy w Nim mieli szczególny przystęp do Boga i życia wiecznego. W pierwszym czytaniu słyszymy słowa: „Pan, Pan, Bóg miłosierny i łagodny, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność”. Ta pełnia Bożego Miłosierdzia rozlała się w Jezusie Chrystusie, drugiej Osobie Trójcy Przenajświętszej.

Gdy Chrystus zstępuje na ziemię potwierdza Boże miłosierdzie, mówiąc do Nikodema: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”. Chrystus dowołuje się także do słów Mojżesza, przez którego Bóg dał nam swoje przykazania: „Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść”. Zarówno życie, jak i ziemia Obiecana stają się symbolem życia wiecznego, które w pełni odnajdujemy w Chrystusie, który potwierdza to wieloma cudami, jak na przykład wskrzeszenie Łazarza. W kontekście wskrzeszenia Łazarza Chrystus powiedział: „Ja jestem zmartwychwstanie i życie. Kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki”. Wskrzeszenie Łazarza jest tylko tymczasowe, wcześniej czy później powróci do grobu. Jednak to wydarzenie ukazuje, że śmierć już nie jest władczynią człowieka, ale jedynie zapowiedzią zmartwychwstania i wiecznej wspólnoty miłości z Bogiem, która nie kończy się z chwilą śmierci, lecz trwa wiecznie. Chrystus potwierdza tę prawdę swoją śmiercią i zmartwychwstaniem.

Obdarowani przykazaniami, drogowskazami życia wskazującymi wieczność, Bóg objawia trzecią Osobę Trójcy Świętej, Ducha Świętego, który będzie naszą mocą i mądrością w naszej codziennej drodze do nieba. On obdarza nas różnymi darami, z których najczęściej wymieniamy te zawarte w katechizmie: Dar mądrości, dar rozumu, dar rady, dar męstwa, dar wiedzy, dar bojaźni Pańskiej, dar pobożności. Chrystus zapowiada Ducha Świętego: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze – Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie”. „Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem”. Św. Jan Paweł II mówił do młodzieży: „Duch Święty ośmiela nas, każe nam kontemplować chwałę Boga w codziennym życiu i pracy. Przynagla nas, byśmy przeżywali tajemnicę Chrystusa w liturgii i głosili słowo Boże całym swoim życiem, przekonani, że może ono zawsze powiedzieć nam coś nowego. Pomaga dokonywać nieodwołalnych wyborów mimo lęku przed porażką, stawiać czoło niebezpieczeństwom i pokonywać bariery między kulturami, aby głosić Ewangelię, pracować niestrudzenie na rzecz nieustannej odnowy Kościoła i nie osądzać braci”.

Tajemnica Trójcy Świętej wpisuje się w nasze życie od najmłodszych lat. Bardzo często rodzice błogosławią znakiem krzyża swoje dziecko, które po raz pierwszy ujrzy świat. Potem a sakramencie chrztu woda i znak krzyża wpisują nas niezatartym znamieniem w tajemnice Trójcy Przenajświętszej. Jesteśmy wpisani w tajemnicę miłości łączącej trzy Osoby Boskie. Św. Jan Paweł II powiedział: „Dzisiaj, dokonując idealnej syntezy tej drogi, zatrzymamy się w dwóch krańcowych punktach tej rzeki: u jej źródeł i u jej ujścia, obejmując je jednym spojrzeniem. Boska Trójca znajduje się bowiem u początków bytu oraz dziejów i jest obecna u ich ostatecznego celu. Stanowi początek i cel historii zbawienia. Pomiędzy dwoma krańcowymi punktami, ogrodem w Eden a drzewem życia w niebiańskim Jeruzalem, zawiera się długa historia, wypełniona mrokiem i światłem, grzechem i łaską. Grzech oddalił nas od blasku Bożego raju; odkupienie prowadzi nas z powrotem do chwały nowego nieba i ziemi nowej, gdzie śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już odtąd nie będzie”.

Najczęstszym wyznaniem naszej wiary w Trójcę Świętą jest znak krzyża. Jeśli kreślimy go świadomie i z pobożnością staje się wspaniałym znakiem wiązania naszej codzienności z tą wielka tajemnica naszej wiary. Mówimy „W imię Ojca…” i dotykamy naszego czoła. To uświadamia nam, że początek wszelkiego działania jest w naszych myślach. Tam ukrywają się prawdziwe, najgłębsze intencje. W naszej głowie jest tysiące myśli, pomysłów, ocen, wyborów. Dotykając naszych czół, zapraszamy Boga Ojca, aby w naszych myślach panował porządek Boży. Uświadamiamy sobie, że mamy Ojca, który czuwa nad nami, któremu winniśmy wszystko zawierzyć, ufając, że On uchroni nas przed życiowymi błędami. Mówiąc: „…i Syna…” dotykamy tego, co jest zasadą naszego życia. Tak bardzo w cenimy wszelkie działanie, które jak mówimy płynie z serca lub jest darem serca. Czyniąc znak krzyża oddawajmy serca Temu, który wypełnia je najpiękniejszą miłością i pokojem. Na słowa: „…i Ducha Świętego” dotykamy naszych barków, które są symbolem trudów z jakimi musimy się zmierzyć w naszej codzienności. I jest prośbą do Ducha Świętego, aby był nasza mocą i mądrością w tych zmaganiach (Kurier Plus 2020).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *