7 Wrz

Wniebowzięcie NMP Rok B

 

 

WNIEBOWZIĘCIE .                                       

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”. Wtedy Maryja rzekła:

Wielbi dusza moja Pana,

i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim.

Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy.

Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą

wszystkie pokolenia.

Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.

Święte jest imię Jego.

A Jego miłosierdzie na pokolenia i pokolenia

Nad tymi, którzy się Go boją.

Okazał moc swego ramienia,

rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.

Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.

Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.

Ujął się za swoim sługą, Izraelem,

pomny na swe miłosierdzie.

Jak obiecał naszym ojcom

Abrahamowi i jego potomstwu na wieki (Łk 1,39-56).

W połowie sierpnia nocne niebo jaśnieje mgławicami gwiazd, a pola pełne są dojrzewających plonów. Skoszone zboża, zestawione w dziesiątki stają się coraz bardziej suche i powoli zapełniają puste stodoły. Dojrzewa jeszcze gryka i proso. Na zbiory kapusty i roślin okopowych trzeba będzie jeszcze poczekać. Ale rolnik może już świętować; najważniejsze plony zostały zebrane. W dawnych czasach, od tych zbiorów zależał los wszystkich mieszkańców. Było się, więc czym cieszyć i za co dziękować. W przedchrześcijańskiej rzeczywistości rolnik swe dziękczynne myśli kierował ku bożkom. Zboża posiadały swoje bóstwa. Czarnooka Południca była postrachem dla leniwców. Tropiła tych, którzy w biały dzień zasnęli na miedzy wśród zboża. Spotkanie jej w takiej sytuacji mogło skończyć się śmiercią. Mniej groźna była Rżana Baba, czyli Żytnia Baba. (reż to stara nazwa żyta). W niektórych regionach Polski ta stara nazwa żyta zachowała się w słowie „rżysko”, którym określa się pozostałości po ściętym zbożu. Najważniejszy jednak był skrzat Plon pilnujący zbiorów. Dziękczynienie układało się w barwne wieńce z dojrzałych owoców ziemi i brzmiało pieśnią dożynkową.

Przyjęcie przez Polskę chrześcijaństwa sprawiło, że zmieniały się zwyczaje związane ze żniwami lub nabierały innego znaczenia. W religijności polskiej Maryja znalazła miejsce szczególne. Pracujący na roli obrali Ją za patronkę żniwnego trudu i nadali jej tytuł Matka Boska Zielna. A dzień Jej Wniebowzięcia, 15 sierpnia stał się dniem dziękczynienia za zebrane plony. „Na Wniebowzięcie pokończone żęcie” mówi polskie przysłowie. W tym dniu wierni robią wiązanki i wieńce z plonów ziemi, następnie przynoszą je do kościoła. Świątynię wypełnia zapach żniwnego pola. Kapłan odmawia modlitwę błogosławienia: „Udziel obficie tego błogosławieństwa nam i tym wiązankom, ziół kwiatów i owoców, które z dziękczynieniem przedkładamy, i w tą uroczystość w imię Twoje błogosławimy, dozwól, aby dostarczały zaradczych środków ludziom i zwierzętom przeciw chorobom i wszelkim niebezpieczeństwom; niechaj służą jako ochrona przeciw szatańskim podstępom; abyśmy zaopatrzeni w dobre uczynki, dla zasługi błogosławionej Maryi Dziewicy, której uroczystość Wniebowzięcia obchodzimy, zasłużyli na przyjęcie tam, dokąd Ona została wzięta.” Spadają krople wody święconej i tak dopełnia się obrzęd uświęcenia ludzkiego trudu. Po poświęceniu wieńce zabiera się do domów i kładzie na godnym miejscu; często za świętym obrazem. Można będzie po nie sięgnąć, gdy zajdzie tego potrzeba. Tradycja ludowa przypisuje tym poświęconym ziołom nadzwyczajną moc. Wywar z nich leczy choroby, parę listków dodanych do paszy zapewni mleczność krowy itp.

Wiele parafii obrało sobie za patronkę Matkę Boską Zielną stąd też liczne odpusty, na które przybywają tłumy wiernych. Na drogach można spotkać utrudzonych pielgrzymów, którzy wędrują nieraz setki kilometrów, aby dotrzeć do sanktuariów maryjnych. Wśród tych sanktuariów jest jedno najważniejsze; Jasna Góra w Częstochowie. Tu gromadzi się cała Polska. Na drogach można spotkać pieszych pielgrzymów z najdalszych zakątków Polski, którzy zdążają ku Jasnej Górze, aby pokłonić się Jasnogórskiej Pani i głębiej odetchnąć nadprzyrodzoną rzeczywistością. Tu, wpatrując się w oblicze Czarnej Madonny można doświadczyć najgłębszych przeżyć religijnych i patriotycznych. Henryk Sienkiewicz w Księdze Pamiątkowej napisał: „W Częstochowie na Jasnej Górze bije nieśmiertelne serce Polskiego Ludu”.

Dzień Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny ma w Polsce także patriotyczne odniesienia. W roku 1920 wojska bolszewickie zalewały ziemie polskie. 15 sierpnia czerwona armia stanęła u wrót Warszawy. Zagrożona została niepodległość Polski. Żołnierz polski wraz z całym narodem przygotowywał się do ostatecznej walki. Obrona Ojczyzny była także obroną wiary. Znano bolszewicką bezbożność. W barbarzyński sposób niszczyli oni świątynie, mordowali duchownych, religię skazali na zagładę. Winston Churchill znając postępowanie bolszewików określił ich jako „krwawe małpy”. 15 sierpnia w Uroczystość Matki Bożej Zielnej nastąpił zasadniczy zwrot w wojnie polsko sowieckiej. Wiara i wysiłek polskiego żołnierza zmusiły bolszewików do odwrotu, który 15 przerodził się w paniczną ucieczkę. To, co się wtedy wydarzyło nazwano „Cudem nad Wisłą”. Zrodziło się przekonanie, że zwycięstwo przyszło za wstawiennictwem Matki Bożej. Po zwycięskiej wojnie z bolszewikami, dzień 15 sierpnia ogłoszono Świętem Polskiego Żołnierza, który często na swych ryngrafach umieszczał wizerunek Matki Bożej. Po II wojnie światowej, gdy władzę w Polsce sprawowali bolszewicy w polskim wydaniu, święto to zostało zniesione. Dziś jest inaczej, dzień 15 sierpnia jest świętem narodowym, a polski żołnierz, w dniu swego święta staje do raportu przed swoją Hetmanką z Jasnej Góry.

Wszystkie te zwyczaje i tradycje polskie jak wieniec oplatają swym pięknem jedną z najważniejszych prawd o Matce Bożej; dogmat Jej wniebowzięcia. Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny jest najstarszym świętem maryjnym. Powstało na Wschodzie a na Zachodzie rozpowszechniło się w VII wieku. Dnia 1 listopada 1950 r. papież Pius XII ogłosił uroczyście prawdę wiary o Wniebowzięciu Matki Boskiej z duszą i ciałem. Papież tak uzasadniał ten dogmat: „Pismo św. stawia nam przed oczy świętą Matkę Boga najściślej zjednoczoną z Bogiem swoim Synem oraz dzielącą Jego los. Z tego powodu wydaje się nam prawie niemożliwe, aby Ta, która poczęła Chrystusa, porodziła, karmiła swym mlekiem, trzymała na rękach i tuliła do swych piersi, miała być po ziemskim swym życiu, chociaż nie duszą, to jednak ciałem od Niego oddzielona” (z książki Ku wolności).

 

 

NIEBIESKI ZNAK NA ZIEMI

Świątynia Boga w niebie się otwarła i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego świątyni. Potem ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. Ukazał się też inny znak na niebie: Oto wielki Smok ognisty, ma siedem głów i dziesięć rogów, a na głowach siedem diademów. Ogon jego zmiata trzecią część gwiazd z nieba i rzucił je na ziemię. Smok stanął przed mającą urodzić Niewiastą, ażeby skoro tylko porodzi, pożreć jej Dziecko (Ap 11,19a;12,1.3- 5).

Sierpniowe noce rozsypują tysiące gwiazd na niebie, a deszcz meteorytów przecina świetlistymi smugami horyzont nieba. W ciągu godziny można zobaczyć przy dobrej pogodzie nawet sto „spadających gwiazd”. Nasilenie tego zjawiska ma miejsce 10 sierpnia, w dzień św. Wawrzyńca, stąd też tradycja ludowa nazywa spadające perseidy łzami św. Wawrzyńca. Święty płacze, bo lato już odchodzi i jesień nadciąga. Na niebie powoli zachodzą letnie gwiazdozbiory Łabędzia, Lutni i Orła, a pojawiają się jesienne jak Perseusz, Trójkąt, Andromeda i Ryby. Sierpniowe niebo usiane gwiazdami jest jak święty obraz, przed którym chciałoby się w zachwycie uklęknąć i wychwalać Boga, Stwórcę tego piękna. Psalmista spoglądając w niebo pisał: „Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, / księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: / czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, / i czym – syn człowieczy, że nim się zajmujesz?” Rozgwieżdżone niebo jest otwartą księgą, która mówi o tajemnicy Boga i człowieka.

Święci, mistycy często wskazują na niebo, gdzie można dojrzeć znaki Bożej obecności. W roku 1934 Jezus skierował do św. Faustyny Kowalskiej przesłanie: „Napisz to: Nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, przychodzę wpierw jako Król miłosierdzia. Nim nadejdzie dzień sprawiedliwy, będzie dany ludziom znak na niebie taki. Zgaśnie wszelkie światło na niebie i będzie wielka ciemność po całej ziemi. Wtenczas ukaże się znak krzyża na niebie, a z otworów, gdzie były ręce i nogi przebite Zbawiciela, będą wychodziły wielkie światła, które przez jakiś czas będą oświecać ziemię. Będzie to na krótki czas przed dniem ostatecznym”. Podobną wizje miał św. Ojciec Pio: „15 stycznia 1957 roku Zbawiciel nasz, Jezus Chrystus, oznajmił mi wieść następującą: 'Godzina mego przyjścia [sądu dla trzeciej części ludzkości] jest bliska. Przy tym przyjściu będzie Miłosierdzie, a jednocześnie twarda i straszna kara. Moi Aniołowie powołani do tego zadania będą uzbrojeni w miecze. Uwaga ich będzie zwrócona przeciw tym, którzy nie wierzą i bluźnią przeciwko objawieniu Bożemu. Z chmur powstaną orkany ognistych strumieni padających na całą ziemię. Niepogody, burze, pioruny, powodzie, trzęsienia ziemi będą jedne po drugich następować w różnych krajach. Nieustannie będzie padać deszcz ognisty. Rozpocznie się to w bardzo mroźną noc. Grzmoty i trzęsienia ziemi będą trwać trzy dni i trzy noce. Będzie to dowodem, że przede wszystkim jest Bóg. Ci, którzy we mnie pokładają nadzieję i wierzą moim słowom, niech się nie boją, bo ja ich nie opuszczę. Szczególnie tych, którzy niniejsze ostrzeżenie podadzą innym dla ich dobra, żeby się ludzie nawrócili i przestali źle czynić”.

Św. Jan Ewangelista, w wizji prorockiej widzi na tym niebie znak Maryi: „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu”. Do Niej jako Gwiazdy przewodniej św. Jan Paweł II kierował słowa modlitwy: „Maryjo, w poranek pięćdziesiątnicy wsparłaś Swą modlitwą początek ewangelizacji, podjętej przez apostołów za sprawą Ducha Świętego. Także dzisiaj, w czasach niepokoju i nadziei, otaczaj nieustanną opieką i prowadź Kościół, który spełniając nakaz Chrystusa Pana niesie dobrą nowinę o Zbawieniu ludziom i narodom, we wszystkich zakątkach ziemi. Wskazuj nam drogi życia, umacniaj w godzinie próby, abyśmy dochowując wierności Bogu i człowiekowi umieli z pokorą i odwagą przekazywać na falach eteru umysłom i sercom wszystkich ludzi radosną wieść o Chrystusie, Odkupicielu człowieka. Maryjo, Gwiazdo Nowej Ewangelizacji, Prowadź nas!”. Tak jak w wizji prorockiej św. Jana, tak i dziś Maryja objawia się nie jeden raz jako znak na niebie, wzywający do nawrócenia. Maryja wzięta z duszą i ciałem do nieba, ciągle niejako zstępuje do swoich dzieci, aby im powiedzieć w najtrudniejszych momentach, że nie są sami.    

Papież Pius XII w Konstytucji Apostolskiej Munificentissimus Deus, ogłaszającej dogmat wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny pisze: „Liturgia Kościoła nie rodzi katolickiej wiary, lecz raczej idzie w ślad za nią i jak owoce z drzewa, tak z wiary wywodzą się różne obrzędy kultu religijnego. Dlatego Ojcowie Kościoła, wielcy Doktorowie w homiliach, czy kazaniach na ten dzień nie czerpali nauki o Wniebowzięciu z liturgii jako ze źródła pierwszorzędnego, lecz mówili o nim jako o rzeczy już znanej wiernym i już przez nich przyjętej. Tłumaczyli tę naukę jaśniej, podawali istotny jej sens przez przytaczanie głębszych racji, zwłaszcza to naświetlając silniej, czego tylko pobieżnie dotykały często księgi liturgiczne. Mianowicie, jak twierdzili, to święto przypomina nie tylko fakt, że martwe Ciało Najświętszej Maryi Panny nie zaznało żadnego skażenia, lecz również triumf odniesiony nad śmiercią – jej niebiańskie ‘uwielbienie’ na wzór Swego Jednorodzonego Jezusa Chrystusa”.

Maryja wniebowzięta przychodzi do nas i staje się znakiem nieba w naszej zwykłej codzienności i nadaje jej święty i nadprzyrodzony wymiar. Jest wiele miejsc „zniebazstąpienia” Maryi. Jedno z nich jest w japońskim miasteczku Akita. 12 czerwca 1973 r. podczas modlitwy siostra Agnieszka doznała wizji oślepiającego światła, którego źródłem było tabernakulum ze znajdującym się wewnątrz Najświętszym Sakramentem. 30 czerwca tego samego roku podczas modlitwy w kaplicy siostra poczuła wielki ból. Na jej lewej dłoni pojawiła się krwawiąca rana w kształcie krzyża. 6 lipca  kilka sióstr dostrzegło czerwony płyn, przypominający krew spływający z prawej dłoni figury Matki Boskiej. Maryja powiedziała wtedy do siostry: „Córko ma, moja nowicjuszko, czy kochasz Pana? Jeśli Go kochasz, posłuchaj, co ci powiem. Jest to bardzo ważne i masz przekazać to swemu zwierzchnikowi. Wielu ludzi na tym świecie rani Pana. Potrzeba dusz, które ukoją Go i złagodzą gniew Ojca Niebieskiego. Pragnę, wraz z Synem, dusz, które swymi cierpieniami i ubóstwem odkupią przewinienia grzeszników i niewdzięczników”.

13 października 1974 r. siostra Agnieszka została uzdrowiona z głuchoty. Wtedy miało miejsce trzecie i ostatnie posłanie: „Ojciec ześle na całą ludzkość straszna karę. Będzie to kara większa od potopu, jakiej dotąd nikt nie widział. Z nieba spadnie ogień i zniesie większą część ludności, dobrych jak i złych, nie oszczędzając wiernych ani księży. Działania diabła przenikną do Kościoła tak, że kardynał stanie przeciwko kardynałowi, a biskup przeciwko biskupowi. Wielbiący Mnie księża będą wyszydzani przez kolegów… kościoły i ołtarze zostaną splądrowane. Kościół będzie pełen tych, którzy akceptują kompromisy, a demon zmusi wiele poświęconych dusz do opuszczenia służby u Pana”. Po tej zapowiedzi figurka Matki Bożej zapłakała. Powtórzyło się to 100 raz. Maryja wyjaśniła to zjawisko siostrze Agnieszce: „Niech nie zdumiewa cię tak bardzo, że Matka Boża płacze. Płacze Ona dlatego, że pragnie nawrócenia większej liczby osób; pragnie, by dzięki Jej orędownictwu wiele dusz poświęciło się Jezusowi i Bogu Ojcu”.

Nie ma jeszcze oficjalnego orzeczenia Watykanu odnośnie tych objawień, zaś miejscowy biskup Shojiro Ito w kwietniu 1984 r. ogłosił oficjalnie, że objawienia w Akita mają charakter nadprzyrodzony. Zezwolił także na oddawanie czci Matce Boskiej z Akita. A zatem mamy jeszcze jeden niebieski znak na ziemi Niewiasty obleczonej w słońce… (z książki Bog na drogach naszej codzienności).   

 

 

„… MIESZKA NA GÓRZE”

Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć (1 Kor 15,20-26).

W Los Angeles mieszkał ubogi chłopiec. Jako młodzieniec zainteresował się boksem. Okazało się, że ma nadzwyczajny talent. Gdyby nie matka, prawdopodobnie poczucie własnej sprawności fizycznej pchnęłoby go na przestępczą drogę, tak jak to było w przypadku jego kilku kolegów. Matka nie tylko dodawała mu otuchy przed każdą walką, ale także starała się zaszczepić w jego serce najszlachetniejsze wartości.

Młody sportowiec został wybrany do amerykańskiej reprezentacji na olimpiadę w Barcelonie w roku 1992. Sportowiec był podekscytowany i uradowany, lecz tej radości nie mógł dzielić ze swoją matka, ponieważ zmarła zanim rozpoczęła się olimpiada. Był to dla niego bolesny cios. Nie załamał się jednak, tylko jeszcze bardziej pragnął zdobyć złoty medal i to ze względu na swoją matkę.

Udało się. Młody sportowiec zwyciężył. Po ogłoszeniu werdyktu, ukląkł na ringu, odmówił krótką modlitwę i spoglądając w górę, powiedział: „Mamo, to jest dla ciebie. Zdobyłem zloty medal dla ciebie”. Matka była obecna w jego trudnych momentach życiowych, a teraz chciał dzielić się z nią swoją sławą.

W uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w postawie uwielbienia i dziękczynienia spoglądamy w niebo. Dziękujemy Maryi za wspaniały dar swojego Syna, naszego Zbawiciela oraz matczyną obecność w naszym życiu i ciągłe wskazywanie na swojego Syna, w którym jest nasze zbawienie. To dzięki szczególnej roli w tajemnicy naszego odkupienia Maryja cieszy się przywilejem wzięcia do nieba z ciałem i duszą.

Papież Pius XII po konsultacji z biskupami ogłosił 1 listopada 1950 r. dogmat Wniebowzięcia NMP. Dogmat Wniebowzięcia nie ma jasnego sformułowania w Biblii, jednak jest głęboko w niej zakorzeniony. Pełniejsze sformułowanie tej prawdy znajdujemy w tradycji Kościoła. Według Biblii śmierć jest wynikiem grzechu pierworodnego. Maryja była wolna od grzechu pierworodnego. Tę prawdę świętujemy w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP. Logiczną konsekwencją tej prawdy jest wniebowzięcie Maryji. Maryja po dopełnieniu ziemskiego życia nie doświadczyła śmierci, ale z ciałem i duszą została wzięta do nieba.

Uroczystość Wniebowzięcia NMP kieruję naszą uwagę na Maryję po to, aby jeszcze pełniej uzmysłowić nam ważność naszej relacji z Bogiem. To co Bóg uczynił dla Maryji, chce uczynić także dla każdego z nas. Chrystus we wspólnocie swego Kościoła, przez chrzest święty uwalnia nas od grzechu pierworodnego i daje łaskę szczególnej mocy. Kto współpracuje z tą łaską jest w stanie przezwyciężyć wszelkie zło, w tym zło śmierci. Przez chrzest zmartwychwstajemy do chwały jaką cieszy się Maryja wniebowzięta.  Ta nadzieja ożywiała św. Pawła, gdy pisał list do Koryntian: „Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności”.

Żyjąc tą nadzieją możemy umieścić na miejscem spoczynku naszych bliskich zmarłych napis podobny do tego z poniższej historii. Williams będąc lekarzem, całe swoje życie poświęcił ludziom najbiedniejszym, nie pobierając nieraz żadnych opłat za swoje usługi. Mieszkał nad sklepem, stąd też umieszczono przed wejściem do sklepu tablicę: „Doktor Williams mieszka na górze”. Po śmierci doktora nie było komu zająć się jego pogrzebem, ponieważ nie miał rodziny, a i pieniędzy też nie odłożył na pogrzeb. Znaleźli się jednak przyjaciele i wdzięczni pacjenci, którzy postanowi oddać ostatnią posługę lekarzowi. Uzbierane pieniądze wystarczyły tylko na prosty pochówek. Nie było mowy nawet o najskromniejszym pomniku. Przyjaciele jednak nie chcieli, aby grób pozostał bezimienny, dlatego wpadli na wspaniały pomysł. Wzięli szyld lekarza, który wisiał przy wejściu do sklepu i umieścili go nad grobem. I tym sposobem doktor miał wymowne epitafium: „Doktor Williams mieszka na górze”.

Dzięki tajemnicy naszego zbawienia, w której Maryja zajmuje ważne miejsce możemy umieścić na grobach naszych bliskich napis:  „… mieszka na górze”. Ta prawda napawa nas nadzieją i w radosnym uniesieniu możemy powtarzać za Maryja jej hymn uwielbienia: „Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim. Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy”.  A do tego uwielbienia dołączmy modlitwę prośby, która przytacza ks. Flor McCarthy w jednym ze swych kazań:

„Życie możemy porównać z rzeką.

W swej podróży zdąża ona ku morzu.

Rzeka nie zawsze może wybrać najkrótszą drogę,

czasami skręca i zawraca,

zatrzymuję się na chwilę to tu to tam

jednak w swym biegu nigdy nie zatrzymuje się całkowicie.

I pomimo tych wszystkich przeszkód,

pomimo licznych zawirowań,

tak szybko rzeka życia biegnie do morza.

Panie, delikatną ręką prowadź nas,

a wtedy pomimo zwątpień, przeszkód i niebezpieczeństw,

możemy zachować bieg rzeki naszego życia

wpadającej do Twojego królestwa” (z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej).

 

 

ŁASKI SPŁYWAJĄCE Z NIEBA

Miliony wiernych pielgrzymuje do tysięcy sanktuariów maryjnych rozsianych po całym świecie. Do samego sanktuarium w Guadalupe przybywa rocznie ponad 20 milionów pątników. Gdybyśmy zapytali pielgrzymujących, dlaczego przybywają do tych miejsc, usłyszelibyśmy różne odpowiedzi. We wszystkich jednak powtarzałby się jeden motyw. Każdy pielgrzymuje, aby podziękować za otrzymane łaski, albo  prosić o nie.  A są to miejsca, gdzie na podobieństwo deszczu spływają z nieba liczne łaski. Przybierają one nieraz formę zdarzeń, o których naukowcy ze zdziwieniem mówią, że z punktu widzenia naukowego są one niewytłumaczalne. A my wiemy, że są to cuda. Jednak najważniejsze cuda dokonują się w duszy człowieka. Są one duchowym uzdrowieniem, które czyni nas godnymi nieba, mówiąc językiem dzisiejszej uroczystości gotowymi do „wniebowzięcia”. Dzisiaj uroczyście wspominamy wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, która ze względu na niepowtarzalną świętość, bliskość Boga i zasługi w dziele odkupienia człowieka nie zaznała śmierci, ale z duszą i ciałem została wzięta do nieba. Niebo jest przeznaczeniem każdego z nas, ale my musimy „przeżyć” śmierć i zaczekać na zmartwychwstanie naszego uwielbionego ciała. Maryja, nasza dobra Matka chce mieć wszystkie swoje dzieci przy sobie w niebie. Dlatego tak często przychodzi do nas z nieba i przypomina nam o naszym wiecznym przeznaczeniu i upomina, gdy błądzimy . Wzywa nas także do modlitwy. Wniebowzięcie Maryi oraz dzisiejsze Jej „zniebazstąpienia”  ukazują Jej chwałę i przypominają nam o naszym zabieganiu w zdobywaniu nieba.

Tak sens miały objawienia w Fatimie na początku XX wieku. W Portugalii szerzyło się bezbożnictwo. W ciągu roku trwania republiki zamordowano co najmniej 15 kapłanów i zakonników, a bojówki republikańskie ciężko  pobiły w tym samym czasie ponad stu duchownych. Przez cztery lata trwania republiki zdemolowano ponad 20 kościoły i domy zakonne. Czołową postacią polityki antykościelnej był Alfonso Costa, profesor prawa w Coimbrze, brat lożowy i minister sprawiedliwości, a w przyszłości premier republiki. Zapowiadał, że w przeciągu dwóch pokoleń uda się całkowicie zlikwidować katolicyzm w Portugalii. A ponadto cały świat pogrążył się w mrokach I Wojny Świtowej. W ciemności zła i cierpienia, nienawiści i podłości w Fatimie zajaśniało światło. Maryja objawiła się ubogim pastuszkom. Te objawienia przemieniły nie tylko Portugalię, ale także cały świat. Ostatni miesiąc objawień miał najbardziej spektakularny charakter. Luigi Gonzaga de Fonseca w książce „Cuda Fatimy” tak go opisuje: „Było to niezwykle, wyjątkowe widowisko, jakiego nigdy wcześniej nie widziano! Deszcz natychmiast ustąpił, chmury się rozstąpiły i ukazała się tar­cza słoneczna, jak srebrny księżyc. Następnie zaczęła obracać się za­wrotnie, podobna do ognistego kola, rzucając w każdym kierunku sno­py żółtego, zielonego, czerwonego, błękitnego i fioletowego światła, które przepięknie zabarwiło chmury na niebie, drzewa, kamienie, zie­mię i niezliczony tłum ludzi. Tarcza słoneczna zatrzymała się nagle na kilka chwil, a potem znów zaczęła swój świetlany taniec jak przepięk­ny żyrandol, wykonany przez najzdolniejszych pirotechników. Jeszcze raz się zatrzymała, aby zacząć kręcić się po raz trzeci jeszcze bardziej urozmaicona, bardziej lśniąca niż sztuczne ognie. Tłum zastygł w zachwycie i wpatrywał się bez słowa. Naraz wszyscy doznali wrażenia, że słońce odłączyło się od skle­pienia nieba i rzuciło się na nich! Wielki krzyk wyrwał się z każ­dej piersi; wyrażał wspólny lęk i w różnych okrzykach wyraził roz­maite uczucia: ‘Cud! Cud!’ – krzyczeli jedni, ‘Wierzę w Boga’ – wołali drudzy, Zdrowaś Maryjo – modlili się jeszcze inni. Najwię­cej osób wołało: „Mój Boże, zmiłuj się!” i upadając na kolana w błoto, głośno odmawiali akt skruchy. To widowisko, wyraźnie podzielone na trzy fazy, trwało dobre 10 minut i było widziane przez ponad 50 tysięcy osób: wierzących i niewierzących, zwykłych chłopów i wykształconych mieszczan, ludzi na­uki, korespondentów z czasopism i wielu rzekomych wolnomyślicie­li”.

Maryja przychodzi i przynosi nam Jezusa. Ewangelia z dzisiejszej uroczystości przedstawia pierwsze wyjście Maryi z orędziem Swojego Syna. Brzemienna  wybrała się do swojej krewnej Elżbiety, która także była w stanie błogosławionym. Te święte niewiasty, napełnione łaską bożą rozumiały się bez słów. Gdy Maryja pozdrowiła Elżbietę, wtedy Elżbieta wypowiedziała słowa: „Oto bowiem, skoro glos twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana”. A wtedy Maryja wyśpiewała przepiękny hymn uwielbienia Boga, który zaczyna się słowami: „Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim. Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy. Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia. Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, święte jest imię Jego”. Ten hymn uwielbienia będzie śpiewać przez całą wieczność. Śpiewała go w chwilach ogromnej radości, jak i też przeszywającego bólu, gdy jej ukochany Syn dźwigał krzyż na Golgotę. Zapewne ten hymn uwielbienia Boga śpiewała, gdy Syn zabierał ją do nieba. Nie dokonało się to na oczach świata, a nawet najbliższych uczniów, chociaż każdy wiedział, że tak się stało, bo inaczej być nie mogło. Tak wierzono od samego początku i ta wiara dyktowała nieraz legendy, starając się opowiedzieć na ludzki sposób, to co się nie da słowem opowiedzieć.

Oto fragment legendy o wniebowzięciu z książki  Złota legenda: „Trzeciego dnia zaś Jezus przybył z orszakiem aniołów i pozdrowił ich słowy: Pokój z wami. Oni zaś odpowiedzieli: Chwała Tobie, Boże jedyny, który sprawiasz wielkie cuda. Pan tedy rzekł apostołom: Jak się wam wydaje, jaką łaskę i cześć winienem teraz oddać mojej Rodzicielce? Oni zaś odrzekli: My, słudzy Twoi, Panie, sądzimy, że jak Ty zwyciężywszy śmierć królujesz w wieczności, tak wskrzesisz ciało Matki Twojej, Jezu, i umieścisz je na wieki po prawicy Twojej. Wówczas Pan skinął i natychmiast zjawił się archanioł Michał i przyniósł duszę Maryi przed Pana. Zbawca zaś w te odezwał się słowa: Wstań, najbliższa moja, gołę­bico moja, domu chwały, naczynie życia, świątynio niebieska — jak za życia ciało twoje nie zaznało zmazy, tak i w grobie nie ulegnie zniszczeniu. Wtedy dusza Maryi wstąpiła w ciało, wyszła z grobu pełna chwały i wzniosła się do niebiańskiej siedziby, prowadząc ze sobą chóry anielskie”.

Prefacja na Uroczystość Wniebowzięcia mówi: „Dzisiaj została wzięta do nieba Bogarodzica Dziewica. Ona pierwsza osiągnęła zbawienie i stała się wizerunkiem Kościoła w chwale, a dla pielgrzymującego źródłem pociechy i znakiem nadziei”.  Nasze życie często porównujemy do pielgrzymowania ziemskimi  rozdrożami do niebieskiej ojczyzny . Czasami jest łatwiej czasami  trudniej.  Jednak  w najtrudniejszych chwilach mamy nadzieję, bo u kresu pielgrzymowania widzimy nie ciemną przepaść grobu, ale chwałę, które jest udziałem Matki Bożej. To daje nam pewność, że Maryja otoczy nas matczyna miłością i poprowadzi nas do swojego Syna (z książki W poszukiwaniu mądrości życia). 

 

 

ŚWIETY KRYSPIN Z VITERBO

Spośród wszystkich ludzi Maryja zajmuje jedyne i niepowtarzalne miejsce w dziejach naszego zbawienia. Ze względu na tę szczególną rolę Maryja, jak uczy Kościół została z duszą i ciałem wzięta do nieba. Ten fakt jest czytelnym znakiem i drogowskazem na drodze naszego pielgrzymowania do niebieskiej ojczyzny. Dlatego tak często zawierzamy swoje losy Maryi ufając, że ona bezpiecznie doprowadzi nas do swojego Syna Jezusa Chrystusa. Nie zatrzymuje ona naszej uwagi na sobie, tylko wskazuje na Syna i mówi: Czyńcie co wam każe Syn. Wielu świętych w sposób szczególny zawierzyło Matce Bożej swoje życie. Jest wśród nich św. Kryspin z Viterbo. W uroczystość Zwiastowania Najświętszej Panny, niespełna pięcioletniego Kryspina, matka zabrała do kościoła i uklęknąwszy przed cudownym obrazem, powiedziała do syna: „Patrz, miłe dziecię! Matka Jezusowa jest i twoją matką: pod Jej świętą opiekę oddaję cię dzisiaj. Pokochaj Ją całym sercem, ufaj w Jej dobroć, czcij jako swą Królową!” Te słowa wywarły ogromne wrażenie na małym dziecku. Odtąd Kryspin nazywając Maryję „Matką i Królową” będzie żywił do niej szczególne nabożeństwo, a w soboty i wigilie Jej uroczystości będzie pościł o chlebie i wodzie. Zaś w chwilach pokusy będzie  przywoływał na pomoc Maryję słowami: „Ratuj Maryjo!”

Niewiele mamy udokumentowanych faktów z życia Kryspina, a te które znamy, przybrały nieraz formę przekazów pobożnej tradycji lub nawet legendy. I poprzez taki przekaz faktów poznamy Świętego w poniższych rozważaniach. Pokorny czciciel Maryi przyszedł na świat około roku 1668 we włoskim miasteczku Viterbo. Ubodzy rodzice nie przekazali mu wielu dóbr materialnych, tylko duchowe, które zaowocowały pięknym i świętym życiem. Dziesięcioletniego Kryspina wziął do siebie na naukę wuj, z zawodu szewc. Chłopiec był pojętnym i uczynnym uczniem, stąd też w każdą sobotę otrzymywał od wuja w nagrodę niewielką sumę pieniędzy na własne wydatki. Nie dla siebie jednak przeznaczał te pieniądze. Szedł do kwiaciarni i tam zamawiał kwiaty, mówiąc: „Weź te grosze, a daj mi za nie jak najpiękniejszy wieniec dla pewnej dostojnej pani!” Następnie szedł z kwiatami do kościoła i składał je na ołtarzu poświęconym Matce Bożej. Kryspin po przyuczeniu do zawodu został czeladnikiem w zakładzie wuja. Nie zaniedbując wykonywanej pracy, Święty wiele czasu poświęcał na modlitwę, oraz dzieła charytatywne. Znaczną sumę zarobionych pieniędzy przekazywał rodzicom, a resztę przeznaczał na pokrycie własnych skromnych potrzeb, jałmużny dla ubogich oraz na kwiaty dla Matki Bożej. Nie rozstawał się także z myślą poświęcenia swego życia Bogu w zakonie.

Pewnego dnia Kryspin wybrał się do kościoła kapucynów, gdzie dwaj nowicjusze składali śluby zakonne. Urzeczony podniosłą atmosferą tej uroczystości oraz pokorą i pobożnością zakonników poprosił przełożonego o przyjęcie na brata zakonnego. Gwardian zgodził się. Kryspin po złożeniu profesji zakonnej został wysłany do klasztoru w Tolsy, gdzie pracował w kuchni jako kucharz. Jego pokora, posłuszeństwo, gorliwość, duch służby oraz pobożność były budującym przykładem dla współbraci i wiernych. W zasadzie cała jego praca była modlitwą, ze szczególnym ukierunkowaniem na Maryję. W czasie pracy odmawiał modlitwy maryjne i śpiewał Litanię do Matki Bożej, a czynił to tak przekonywująco i pięknie, że dołączali się do tego śpiewu inni zakonnicy. Aby jeszcze bardziej wyeksponować obecność Maryi w życiu poprosił przełożonego o pozwolenie na urządzenie w kuchni ołtarzyka ku czci „Matki i Królowej Niebios”. Takie pozwolenie otrzymał. Odtąd, wykonując swoje prace kuchenne, odmawiał modlitwy i śpiewał pieśni kierując swój wzrok na pięknie przystrojony kwiatami ołtarz. Kuchnia stała się jakby kaplicą, a cała w niej praca nieustającą modlitwą ku czci Matki Bożej.

W tamtych czasach miasta bardzo często były dziesiątkowane przez różnego rodzaju epidemie. Jedna z nich nawiedziła Tolsy, gdzie przebywał Święty. Kryspin nieustraszenie spieszył z pomocą chorym i umierającym. Zyskał sławę cudotwórcy, przez którego Bóg uzdrawiał chorych. Jedna z legend mówi, że pewnego razu Kryspin został wezwany do umierającej kobiety. Gdy stanął przy jej łożu błagała go, aby medalikiem z wizerunkiem Niepokalanie Poczętej Matki Bożej nakreślił na jej czole znak krzyża. Kryspin uczynił zadość tej prośbie i chora natychmiast odzyskała zdrowie. O tym cudzie dowiedział się ciężko chory miejscowy bogacz znany z niemoralnego życia. Przez posłańców prosił o przybycie Kryspina. Po dotarciu na miejsce Święty spojrzał na chorego i powiedział: „Panie, chcesz odzyskać zdrowie za przyczyną matki Boskiej, ale kto obraża Syna, nie ma łaski u Matki. Jeśli Ją przeto pragniesz przebłagać, proś wpierw Jej boskiego Syna o przebaczenie i przyrzecz, że Go nigdy obrażać nie będziesz”. Skruszony chory przyrzekł poprawę. Wtedy Święty go pobłogosławił, przywracając mu zdrowie. Jak mówi tradycja takich uzdrowień za wstawiennictwem Kryspina zanotowano bardzo wiele.

Z Tolsy Kryspin został przeniesiony do klasztoru w Albano w pobliżu Rzymu. Podobnie jak w poprzednim klasztorze tak i tutaj pracował w kuchni, urządzając z niej pewnego rodzaju kaplicę z ołtarzykiem poświeconym Matce Bożej. Tutaj również nie zaniedbując swoich prac kuchennych Święty ubierał kwiatami ołtarz, modlił się przy nim i swoim przykładem pociągał innych nie tylko do modlitwy, ale również do solidnej pracy. W wolnych chwilach od pracy recytował przy kuchennym ołtarzyku piękne wiersze ku czci matki Bożej. Jeden z zakonników złajał go, że posługuje się wierszami świeckich poetów, na co Święty odpowiedział: „Ryba nie czepi się wędki, jeśli na haczyku nie przyczepiono przynęty. Posty i włosiennice nasze nie przypadają światowcom do smaku, ale te pieśni zwabiają ich tak, że mimowolnie wysłuchać muszą tych kilku słów, które do nich dodaję”.

Tradycja mówi, że Święty był wystawiany na różnorakie pokusy. Moc do ich pokonania wypraszał u Matki Bożej. Pewnego razu ludzie nieprzychylnie nastawieni do Świętego namówili pewną kobietę, by pobożnego Kryspina przywiodła do upadku. Pod pozorem chęci ofiarowania znacznej ilość wina dla ojców kapucynów, zaprowadziła go do sklepu winnego i wyznała mu swoje zamysły. Kryspin natychmiast padł na kolana i zaczął odmawiać litanię loretańską tak donośnym głosem, że zbiegło się mnóstwo ludzi, co sprawiło, że  zawstydzona kusicielka uciekła w popłochu. Jeszcze na łożu śmierci kusił go szatan, ale silna ufność w miłosierdzie Boże i pobożne westchnienie: „Ratuj Maryjo!” uchroniły wewnętrzny pokój jego duszy. Kryspin odszedł do chwały nieba dnia 19 maja 1750. Papież Pius VII w XVIII wieku zaliczył go do grona błogosławionych, a papież Jan Paweł II  10 VI 1982 do grona kanonizowanych (z książki Wypłynęli na głębię) .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *