25 Paź

Wniebowzięcie NMP Rok C

 

BŁOGOSŁAWIONA MIĘDZY NIEWIASTAMI.  

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w ziemi Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona głośny okrzyk i powiedziała: Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc Twojego łona. A skądże mi to, że matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto bowiem, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jest, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane od Pana (Łk 1, 39-45).

Schodzimy z ruchliwej ulicy i rozpoczynamy wspinaczkę od południowo- wschodniej strony, na wzgórze jerozolimskie zwane Syjonem chrześcijańskim. Z przewodnikiem w ręku staramy się zlokalizować chrześcijańskie miejsca święte, które chcemy nawiedzić. Wymaga to wielkiej umiejętności, gdyż są one słabo albo w ogóle nie oznakowane. Zapytani przechodnie nie są skłonni do udzielenia wskazówek. Jesteśmy zdani na siebie i przewodnik, który w naszej wyobraźni jakoś nie przylega do krętych, jerozolimskich uliczek i starych budowli. Na szczęście, na tle błękitnego nieba dostrzegamy wieżę nieznanego kościoła, zwieńczoną krzyżem. Staje się ona dla nas drogowskazem. Tym sposobem trafiamy do Wieczernika, miejsca Ostatniej Wieczerzy i ustanowienia sakramentu Eucharystii i kapłaństwa.

Nawa południowa wzniesionej przez krzyżowców bazyliki nad Wieczernikiem, upamiętniająca również zaśnięcie Matki Bożej, popadła w ruinę. Na jej miejscu na początku obecnego wieku staraniem cesarza niemieckiego Wilhelma II wzniesiono nową bazylikę Zaśnięcia. Krzyż nad tą bazyliką zaprowadził nas do jednego z najważniejszych miejsc w naszym pielgrzymowaniu. Bazylika Zaśnięcia Matki Bożej poświęcona jest tajemnicy wiary, którą wyznajemy 15 sierpnia. Jest to uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, znanej w polskiej tradycji jako Uroczystość Matki Bożej Zielnej.

Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny jest bardzo stare i ma bogatą tradycję. Nabrało ono pełniejszego znaczenia w życiu wiernych po ogłoszeniu dogmatu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w roku 1950 przez papieża Piusa XII. „Powagą Pana naszego Jezusa Chrystusa, błogosławionych apostołów Piotra i Pawła oraz naszą powagą oświadczamy- i ogłaszamy jako dogmat przez Boga objawiony-, że Maryja, Niepokalana Matka Boga i zawsze Dziewica, dopełniwszy biegu życia ziemskiego, została z ciałem i duszą wzięta do chwały niebieskiej”.

Znaczy to, że Maryja jest już w takim stanie, jaki czeka zbawionych po zmartwychwstaniu ciał. Przeszła ze stanu cielesnego właściwego życiu ziemskiemu do stanu- tajemniczego, ale rzeczywistego- właściwego życiu wiecznemu. Definicja dogmatyczna nie określa jak to się dokonało, czy była to bezpośrednia przemiana z pominięciem śmierci, czy po śmierci, w niedługim czasie nastąpiło zmartwychwstanie. W tej kwestii teologowie mają pełną swobodę dyskutowania. Zaś wśród ludu, dla którego dyskusje teologiczne były zbyt zawiłe powstawały legendy, które dyktowała szczera wiara.

Jedna z nich tak przedstawia tajemnicę Wniebowzięcie Matki Bożej. „Najświętsza Maryja Panna zaś ujrzawszy wszystkich apostołów zgromadzonych błogosławiła Pana. Następnie zasiadła pośrodku nich przy świetle płonących lamp i świeczników. Około trzeciej godziny w nocy przyszedł Jezus, a z nim zastępy aniołów, wyznawców, męczenników i dziewic. (…) Wtedy dusza Maryi opuściła ciało i uleciała w ramiona Syna, a wyszła z ciała bez bólu cielesnego, tak jak żyła bez żadnej zmazy. Pan zaś rzekł apostołom: Zanieście ciało Matki- Dziewicy do doliny Jozafata i złóżcie je w nowym grobie, który tam znajdziecie. (…) Następnie apostołowie ponieśli Maryję, złożyli Ją w grobie i usiedli obok, jak im Pan rozkazał. Trzeciego dnia zaś Jezus przybył z orszakiem aniołów i pozdrowił ich słowami: Pokój wam. Oni zaś odpowiedzieli: Chwała Tobie Boże jedyny, który sprawiasz wielkie cuda. (…) Wówczas Pan skinął i natychmiast zjawił się archanioł Michał i przyniósł duszę Maryi przed Pana. Zbawca zaś odezwał się w te słowa: Wstań, najbliższa moja, gołębico moja, domu chwały, naczynie życia, świątynio niebieska- jak za życia ciało Twoje nie zaznało zmazy, tak i w grobie nie ulegnie zniszczeniu. Wtedy dusza Maryi wstąpiła w ciało, wyszła z grobu pełna chwały i wzniosła się do niebiańskiej siedziby, prowadząc za sobą chóry anielskie”. (Jakub de Voragine: Złota Legenda).

Są także inne legendy, które tłumaczą szczególną pobożność polskiego rolnika do Matki Bożej wyrażającą się w święceniu wieńców dożynkowych i ziół w uroczystość Matki Bożej Zielnej. W tym dniu jest, za co Bogu dziękować. Ludowe porzekadło mówi: „Na Wniebowzięcie pokończone żęcie”. Rolnik jest pewien łaskawego wejrzenia Pani Niebieskiej. Według jednej z legend przed potopem kłosy zbóż były do samej ziemi, ale Bóg zesłał sprawiedliwą karę na złych ludzi i woda zaczęła zalewać wszystko. Wtedy Maryja uchwyciła kłosy za czuby i osłoniła swoją świętą dłonią. I tyle, ile zdołała uchwycić, ocalało. Jednak prawdziwy sens święcenia plonów ziemi w święto maryjne ukazuje jedna z modlitw z obrzędu poświęcenia: “Boże, który w dniu dzisiejszym wyniosłeś na wyżyny niebieskie Rodzicielkę Twojego Syna, Pana naszego, aby naszej śmiertelności udzielić za Jej wstawiennictwem i obroną Jej Owocu Jej żywota, Jezusa Chrystusa; pokornie Cię błagamy, abyśmy mocą tegoż Syna i za wstawiennictwem Jego Rodzicielki Maryi, wsparci także owocami ziemi doszli do wiecznej radości”.

W tym świątecznym dniu sanktuaria maryjne przepełnione są rozmodlonymi rzeszami wiernych. Jasna Góra w Częstochowie staje się centralnym miejscem uwielbienia Maryi przez naród polski. Ciągną tam pielgrzymi z całego kraju. Rozmodlone tłumy tak jak Elżbieta, którą odwiedziła Maryja powtarzają: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc twojego łona”. Owocem tego błogosławieństwa jest księga cudów na Jasnej Górze, która z roku na rok pęcznieje i umacnia człowieka w mądrości nadprzyrodzonej przewyższającej możliwości intelektualne naszego rozumu.

Na zakończenie przytoczę jeden z cudów wybranych z tej księgi. „Przed kilku laty spod Częstochowy przyjechało małżeństwo z ciężko chorym synkiem, liczącym 9 miesięcy. Zmarło im już 11 dzieci, które nie żyły dłużej niż jeden rok. Również i ten synek, imieniem Marian, dostał konwulsji i był w stanie agonalnym. W częstochowskim szpitalu przy ul. Św. Barbary lekarz oświadczył, iż nic nie może pomóc: “Tu tylko Jasna Góra”. Ojciec dziecka powrócił na Jasną Górę, by się modlić. Kiedy przyszedł do szpitala, dziecko konało, lekarz powiedział, że to już koniec. Zrozpaczony ojciec rzuca się na ziemię i krzyczy przeraźliwym głosem: „O Boże, zabrałeś mi tyle, zostaw mi, choć to jedno! Matko Najświętsza, tak Ci zaufałem, nie opuszczaj mnie. Obecni przy tym płakali, a niektórzy uciekli. Po chwili jednak dały się zauważyć objawy polepszenia stanu zdrowia dziecka, a więc nadzieja na życie. Po zbadaniu lekarz stwierdził: „Tak jest, Jasna Góra- cud” i Marian żyje. (z książki Ku wolności).

 

ZNAK NA SIERPNIOWYM NIEBIE

Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć (1 Kor 15,20-26).

Często powracają do mnie minione krajobrazy pól z mojego rodzinnego Roztocza. Pagórkowate pola, wraz ze zmianami pór roku zachwycały coraz to nowym pięknem. Sierpniowe krajobrazy, mimo pełzającej szarości przemawiały radością obfitego plonu. Gdy żniwa były późne, to można było zobaczyć na polach zboża zestawione w kopki i dziesiątki. Wyglądały one jak gwiazdy na niebie. A sierpniowe niebo roiło się od gwiazd, niektóre z nich spadały na ziemię łzami św. Wawrzyńca. Z zadartą głową mogłem godzinami patrzeć na rozgwieżdżone niebo i wsłuchiwać się w nocną ciszę przerwaną tajemniczymi odgłosami natury. Patrząc w niebo rodziły się metafizyczne refleksje. Dzisiaj w mój refleksyjny obraz nocnego nieba wpisuje się scena, z wizji św. Jana Apostoła: „Ukazał się też inny znak na niebie: Oto wielki Smok ognisty, ma siedem głów i dziesięć rogów, a na głowach siedem diademów”. Na pięknym niebie ludzkiego życia pojawił się diabelski smok, zakręcił swoim ogonem i strącił z nieba pierwszych rodziców Adama i Ewy gwiazdy ukazujące piękno Boga i prowadzące do Niego. Rozsiał na niebie zło, które z otwartą paszczą czekało, aby pożreć człowieka. Ale oto pojawiła się Niewiasta, która porodziła dziecko, które „zostało porwane do Boga i do Jego tronu”.

Tę prawdę biblijną, objawioną przez św. Jana Apostoła w apolitycznej w apokaliptycznej wizji Katechizm Kościoła katolickiego ujmuje w tych słowach: „Przez grzech pierwszych rodziców diabeł uzyskał pewnego rodzaju panowanie nad człowiekiem, chociaż człowiek pozostaje wolny. Grzech pierworodny pociąga za sobą ‘niewolę pod panowaniem tego, który ma władzę śmierci, to jest diabła’ . Konsekwencje grzechu pierworodnego i wszystkich grzechów osobistych ludzi powodują w świecie, ujmowanym jako całość, stan grzeszności, który może być określony wyrażeniem św. Jana: ‘grzech świata’ (J 1, 29). Wyrażenie to określa także negatywny wpływ, jaki wywierają na osoby sytuacje wspólnotowe i struktury społeczne, które są owocem grzechów ludzi. Ta dramatyczna sytuacja świata, który ‘cały… leży w mocy Złego’ (1 J 5, 19) 288, sprawia, że życie człowieka jest walką: W ciągu bowiem całej historii ludzkiej toczy się ciężka walka przeciw mocom ciemności; walka ta zaczęta ongiś u początku świata trwać będzie do ostatniego dnia, według słowa Pana. Wplątany w nią człowiek wciąż musi się trudzić, aby trwać w dobrym, i nie będzie mu dane bez wielkiej pracy oraz pomocy łaski Bożej osiągnąć jedności w samym sobie.

Po swoim upadku człowiek nie został opuszczony przez Boga. Przeciwnie, Bóg wzywa go i zapowiada mu tajemnicze zwycięstwo nad złem oraz podniesienie go z upadku. Fragment Księgi Rodzaju, który mówi na ten temat, został nazwany ‘Protoewangelią’, będąc pierwszą zapowiedzią Mesjasza Odkupiciela, walki między wężem i Niewiastą oraz ostatecznego zwycięstwa jej potomka. Tradycja chrześcijańska widzi w tym fragmencie zapowiedź ‘nowego Adama’, który ‘stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej’ (Flp 2, 8), naprawia przeobficie nieposłuszeństwo Adama (…). Wielu Ojców i Doktorów Kościoła widzi ponadto w Niewieście zapowiedzianej przez ‘Protoewangelię’ Matkę Chrystusa, Maryję, jako ‘nową Ewę. Ona była Tą, która pierwsza i w jedyny sposób skorzystała ze zwycięstwa odniesionego przez Chrystusa nad grzechem(…). Zły duch jest nieprzyjacielem całego rodzaju ludzkiego, to znaczy każdego indywidualnego człowieka. Jednak w obecnym świecie prawda ta jest zupełnie ignorowana, lekceważona, a nawet wyśmiewana i wyszydzana. (…). Z tej racji wielu z nich twierdzi, że szatan w ogóle nie istnieje i to jest jego największym sukcesem, że zaprzecza się jego istnieniu”.

Człowiek współczesny, odchodząc od Boga wpada w objęcia szatana, co owocuje żądzą nieograniczonej konsumpcji, pornografią, rozwiązłością seksualną, aborcją, eutanazją, prostytucją, narkotykami, przemocą itp. Św. Jan Paweł II mówi, że działalność szatana w stosunku do ludzi objawia się przede wszystkim w kuszeniu do zła. Zły duch usiłuje wpłynąć na człowieka, na jego wyobraźnię oraz wyższe władze jego duszy, by odwrócić je od prawa Bożego. Szatan może działać w sposób bardzo spektakularny i bardzo osobowy. Dzisiaj, tak jak w czasach Jezusa zdarzają się przypadki opętania ludzi przez szatana. I wtedy mocą Chrystusa przez obrzęd egzorcyzmów można pokonać szatana. Mamy tysiące bardzo dobrze udokumentowanych. Oto jeden z nich, opowiedziany na stronie fakty.interia.pl przez Agnieszkę, studentkę z Rzeszowa.

„W mojej rodzinie nie mówiło się o Bogu. Nie chodziliśmy do kościoła, nie modliliśmy się. Do Pierwszej Komunii Świętej poszłam chyba tylko dlatego, że inne dzieci też szły. Byłam wtedy w pierwszej klasie liceum. Czułam, że działo się ze mną coś bardzo złego. Zamykałam się na ludzi. Czułam, jak nasila się we mnie wrogość i agresja do nich i świata. Popadałam w coraz większą depresję, jakbym wpadała w czarną dziurę. Nie umiałam sobie poradzić z rozpaczą i cierpieniem, które mnie przygniatały. Byłam tak wymęczona wewnętrznie, że często nie miałam siły zwlec się z łóżka i iść do szkoły. W takich chwilach myślałam, żeby z sobą skończyć. Nie wiedziałam, że to demon powoli mnie unicestwiał. Ataki przyszły dopiero wtedy, gdy zaczęłam chodzić do kościoła. Ludzie mówili, że się zmieniłam nawet z wyglądu. Miałam dziwny, złowrogi wyraz twarzy, taki trochę demoniczny. Gdy ludzie zaczęli się modlić nade mną, traciłam świadomość. Ale demon jeszcze się maskował. Z każdą kolejną modlitwą było coraz gorzej. Ksiądz zasugerował wizytę u egzorcysty.  Dopiero tam, na rozkaz egzorcysty, szatan się ujawnił. Ja nie wiem, co się wtedy ze mną dzieje. Tracę świadomość i demon robi ze mną, co chce. Wiem tylko, jak miał na imię, powiedział to księdzu egzorcyście, ale proszę o to nie pytać” Świadkowie ataków opętania dziewczyny opowiadają sceny przerażające, jak z najgorszego horroru.

Ks. Francesco Bamonte, w książce „Maryja i egzorcyzmy. Świadectwo egzorcysty o niezwykłej mocy Maryi w walce z Szatanem” pisze jak ważną rolę w walce z szatanem odgrywa Maryja, a szczególnie modlitwa różańcowa: „Pewnego dnia, gdy brałem do ręki Różaniec, demon wykrzyknął: „To rzecz, której nie znoszę, nie znoszę! Tamten głupi starzec dobrze ją nazywał, dał jej słuszne imię: nazywał ją „bronią”, ponieważ jest to prawdziwa broń. Prawdziwa broń przeciwko nam”. Ojciec Pio z Pietrelciny pewnego dnia powiedział: „Szatan dąży do zniszczenia tej modlitwy, ale nigdy mu się to nie uda: jest to modlitwa Tej, która triumfuje nad wszystkim i nad wszystkimi. To Ona nas jej nauczyła, tak jak Jezus nauczył nas Ojcze nasz”. Ona jest naszym wsparciem w walce z szatanem i razem z Nią możemy śpiewać radosny hymn uwielbienia: „Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim” (z książki Bóg na drogach naszej codzienności).

 

MARYJA WNIEBOWZIĘTA

Świątynia Boga w niebie się otwarła i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego świątyni. Potem ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. Ukazał się też inny znak na niebie: Oto wielki Smok ognisty, ma siedem głów i dziesięć rogów, a na głowach siedem diademów. Ogon jego zmiata trzecią część gwiazd z nieba i rzucił je na ziemię. Smok stanął przed mającą urodzić Niewiastą, ażeby skoro tylko porodzi, pożreć jej Dziecko. I porodziła Syna – mężczyznę, który będzie pasł wszystkie narody rózgą żelazną. Dziecko jej zostało porwane do Boga i do Jego tronu. Niewiasta zaś zbiegła na pustynię, gdzie ma miejsce przygotowane przez Boga. I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: „Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca”( Ap 11,19a;12,1.3-6a.10ab).

Według przekazów biblijnych, Mojżesz kazał wykonać szkatułę dla „świadectwa” (tablic z dziesięcioma przykazaniami) otrzymanego na górze Synaj. Szkatuła inaczej Arka przymierza została wykonana pod Synajem według zamysłu samego Boga. Skrzynię o wymiarach: 125 cm długości, 75 cm szerokości i 75 cm wysokości wykonano z drzewa akacjowego i pokryto złotem. Jako największa świętość, znak obecności Boga towarzyszyła Izraelitom w czasie wędrówki przez pustynię i zdobywaniu Ziemi Obiecanej. Król Dawid przeniósł Arkę uroczyście do Jerozolimy, nowej stolicy swego królestwa, gdzie była przechowywana w specjalnym namiocie. Ostatecznie król Salomon umieścił ją w miejscu Świętym Świętych, czyli w najświętszym miejscu świątyni jerozolimskiej zbudowanej na cześć Jahwe. Arka przymierza zaginęła w 587 r. przed narodzeniem Chrystusa w czasie oblężenia Jerozolimy przez Nebukadnezara II.

Tajemnicze zniknięcie Arki wyjaśnia Druga Księga Machabejska. Według tej relacji została ona schowana przez proroka Jeremiasza. Ponownie ujrzy światło dzienne, gdy Lud Boży odzyska utraconą chwałę. „Miejsce to pozostanie nieznane, aż Bóg na powrót zgromadzi swój lud i okaże mu miłosierdzie. Wtedy Pan pokaże ponownie to wszystko i będzie można widzieć chwałę Pańską i obłok, podobnie jak za Mojżesza można ją było widzieć i jak wtedy, gdy Salomon modlił się, aby miejsce zostało w uroczysty sposób poświęcone” (Mach 2, 7-8).

Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zaczyna się słowami z Apokalipsy św. Jana: „Świątynia Boga w niebie się otwarła i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego Świątyni. Potem ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 11,10- 12,1). Spełniła się przepowiednia. Ukazała się Arka Przymierza, tylko w innym wymiarze, tak jak chwała Ludu Bożego ma inny wymiar, wymiar, który określa nowe przymierze zawarte w Jezusie Chrystusie. Szczególne miejsce w tym wydarzeniu zbawczym zajmuje Maryja. W Litanii Loretańskiej nazywamy ją Arką przymierza. W Arce przechowywano prawo przymierza zawarte na Górze Synaj. Zaś Maryja zrodziła Jezusa, w którym Lud Boży zawarł nowe przymierze z Bogiem. Maryja jako matka Jezusa, jest nie tylko konkretną osobą, ale także symbolem rzeczy, jakie Bóg uczynił dla nas w osobie Jezusa Chrystusa. Maryja przynosi nam Chrystusa i prowadzi do Niego. Elżbieta pierwsza doświadczyła radości spotkania z Maryją, przynoszącą Jezusa.

Marjorie Holmes przez swoją twórczość przynosi wielu ludziom natchnienie i nadzieję. Może jest to wynikiem tego, że kiedyś sama poczuła się zagubiona i rozpaczliwie szukała pomocy. Pewnego razu jej syn Jimmy, nie uprzedzając nikogo, wyszedł z domu. Gdy Jimmy nie pokazał się na śniadaniu, Mariorie weszła do jego pokoju. Okazało się, że pokój jest pusty. Jimmy opuścił dom niczego ze sobą nie zabierając. Marjorie ogarnęła panika. Do głowy przychodziły jej najtragiczniejsze myśli. Wraz z upływem dni i tygodni narastał jej lęk i obawy. Tuż przed Wielkanocą Mariorie wybrała się z dwójką pozostałych dzieci na zakupy. Jednak myślą i sercem była przy synu, który opuścił dom. W drodze powrotnej przejeżdżała obok kościoła. Drzwi były otwarte. Słychać było śpiew. Zatrzymała samochód i weszła do świątyni na chwilę modlitwy. W świątyni sprawowano liturgię Wielkiego Piątku. W czasie modlitewnej zadumy jej myśli zatrzymały się na scenie ukrzyżowania. Chrystus umiera na krzyżu a u stóp krzyża stoi Jego zbolała matka. Nagle, Marjorie poczuła, że Maryja stała się dla niej kimś bardzo bliskim. Napisała później te słowa: “Poczułam wielkie współczucie dla tej prostej żydowskiej kobiety, której cierpienie było bez porównania większe, niż moje. I gdy tak bolałam nad jej cierpieniem, poczułam się na duszy uzdrowiona. Usłyszała, wtedy cichy, ale wyraźny wewnętrzny głos. Bóg mówił do mnie: Ufaj mi… Ja dam ci siłę… Ufaj mi. Poczułam jak moja zbolała dusza napełnia się ciszą i pokojem”. Miesiąc później syn wrócił do domu. Mariorie zrozumiała, że Maryja prowadzi każdego z nas do swego Syna, który jest uzdrowieniem naszych serc i dusz.

Bardzo często doświadczają tego pielgrzymi, którzy na uroczystość Wniebowzięcia zdążają na Jasną Górę. Dokonują się wtedy cuda wewnętrznej przemiany, chociaż nie brakuje także znaków zewnętrznych, które upewniają nas o obecności Maryi w naszym życiu. Należą do nich liczne wota, wśród których jest stara książeczka do nabożeństwa. “Na Jasnej Górze znajduje się mała książeczka do nabożeństwa. W czasie działań wojennych nosił ją mężczyzna w górnej kieszonce marynarki. Książeczka jest przestrzelona do połowy swej grubości. Nabój, czy jego odłamek zatrzymał się na obrazku Matki Bożej Częstochowskiej. Wspomniana książeczka jest jednocześnie świadectwem i podziękowaniem za uratowanie życia” („Cuda i łaski zdziałane za przyczyną Jasnogórskiej Matki Bożej”).

Uroczystość Wniebowzięcia NMP ma również i ten wymiar. Dla wielu z nas, mieszkających w Stanach Zjednoczonych pierwsza podróż do tego kraju była podróżą w nieznane. Dla tych, którzy mieli tu rodzinę, znajomych ta podróż wydawała się łatwiejsza. Nie jechali w ciemno. Ktoś na nich czekał, mogli na kogoś liczyć. Ci, którzy nie mieli nikogo w Stanach wyruszali w drogę pełni obaw i lęków, jak to będzie w nowym miejscu.  Dzisiejsza uroczystość przypomina nam, że nasza ziemska podróż nie jest podróżą w nieznane. Maryja Wniebowzięta jest naszą orędowniczką na tej drodze i czeka na nas wraz ze swoim Zmartwychwstałym Synem w rzeczywistości, do której została wzięta z ciałem i duszą (z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej).

 

ARKA PRZYMIERZA

Pierwsze czytanie z Apokalipsy św. Jana w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny nawiązuje do Arki Przymierza ze Starego Testamentu: „Świątynia Boga w niebie się otwarła i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego świątyni”. Następnie słyszymy słowa: „Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu”. Bliskość tych tekstów jest jednym z wielu powodów patrzenia na Maryję jako Arką Przymierza.  Arka Przymierza była to skrzynia wykonana z akacjowego drzewa o wymiarach około 1, 40×0, 80×0, 80 m, obustronnie pozłacana. Zamykała ją złota płyta, tzw. przebłagalnia z dwoma cherubami. W Arce przechowywano tablice Dziesięciu Przykazań, które Mojżesz otrzymał na Górze Synaj na znak zawartego z Bogiem Przymierza. Arka była największą świętością dla Izraelitów, gdyż była widzialnym znakiem obecności Boga wśród nich. Nosiła też nazwę Arki Boga, Arki Świadectwa albo Arki Jahwe Zastępów. Gdy Izraelici dotarli do Ziemi Obiecanej Arka była przechowywana w Szilo i w Betel. Dawid przeniósł ją na górę Syjon, a Salomon umieścił w Świątyni Jerozolimskiej w najświętszym miejscu zwanym Świętym Świętych. Po zdobyciu Jerozolimy przez Nabuchodonozora w 587 r. przed Chr. Arka została prawdopodobnie wywieziona do Babilonii i tam zniszczona.

W Litanii Loretańskiej wołamy do Maryi: „Arko Przymierza módl się za nami”. Skąd się wzięło to wezwanie litanijne? Bóg przez wcielenie Swojego Syna Jezusa Chrystusa zawarł ze swoim ludem nowe i wieczne Przymierze, które wyzwala człowieka z grzechu i daje mu szansę zbawczego kontaktu z Bogiem. Zostało ono zawarte na krzyżu. Jezus przez swoją śmierć jednoczy ludzi z Bogiem i daje każdemu łaskę zjednoczenia z Nim. W Starym Testamencie zachowanie Dekalogu było wypełnieniem Przymierza i drogą prowadzącą do jedności z Bogiem. W Chrystusie wypełnia się nowe wieczne Przymierze. On jest drogą, prawdą i życiem. Maryja, jak Arka Przymierza nosiła w swoim łonie Jezusa, który jest wypełnieniem przymierza z Bogiem. Maryja w stanie błogosławionym wybrała się do swoje krewnej Elżbiety. Przyniosła jej Jezusa, który stał się źródłem ogromnej radości nie tylko dla Elżbiety, ale także jej nienarodzonego syna: „Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie”. I tak będzie już do końca świata: Maryja będzie przynosić Jezusa i wskazywać na Niego mówiąc: „Czyńcie, co wam każe Syn”. Stąd też Maryja zajmuje wyjątkowe miejsce w Kościele jako Matka Boża i cieszy się szczególnymi przywilejami. Jednym z nich jest dogmat Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Prawdę o Wniebowzięciu NMP ogłosił, jako dogmat wiary papież Pius XII 1 listopada 1950 r. w Konstytucji apostolskiej „Munificentissimus Deus”, w której czytamy:, „Dlatego zaniósłszy do Boga wielokrotne błaganie i wezwawszy światła Ducha Prawdy, ku chwale Boga Wszechmogącego, który szczególną Swą łaskawością obdarzył Maryję Dziewicę, na cześć Syna Jego, nieśmiertelnego Króla wieków oraz Zwycięzcy grzechu i śmierci, dla powiększenia chwały dostojnej Matki tegoż Syna, dla radości i wesela całego Kościoła, powagą, Pana Naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz Naszą ogłaszamy, wyjaśniamy i określamy, jako dogmat przez Boga objawiony, że Niepokalana Bogarodzica zawsze Dziewica Maryja, po zakończeniu biegu życia ziemskiego, została z ciałem i duszą wzięta do niebieskiej chwały”.

Z miłości do nas Wniebowzięta Maryja zstępuje niejako na ziemię i w cudowny sposób, w rzeczywistości materialnej przypomina prawdę obecności Boga wśród nas. Doświadczamy tego w sanktuariach maryjnych. Tak jak Arka Przymierza staje się widzialnym znakiem obecności Boga. Wiele razy wyruszałem z pielgrzymami do sanktuariów maryjnych. Jednym z nich było sanktuarium w Guadalupe w Meksyku, miejsce najstarszych objawień Matki Bożej uznanych publicznie przez Kościół.  9 grudnia 1531 roku Matka Boża ukazała się Indianinowi Juanowi Diego i powiedziała do niego: „Drogi synku, kocham cię. Jestem Maryja, zawsze Dziewica, Matka Prawdziwego Boga, który daje i zachowuje życie. On jest Stwórcą wszechrzeczy, jest wszechobecny. Jest Panem nieba i ziemi. Chcę mieć świątynię w miejscu, w którym okażę współczucie twemu ludowi i wszystkim ludziom, którzy szczerze proszą mnie o pomoc w swojej pracy i w swoich smutkach. Tutaj zobaczę ich łzy. Ale uspokoję ich i pocieszę. Idź teraz i powiedz biskupowi o wszystkim, co tu widziałeś i słyszałeś”. Biskup Meksyku jednak nie chciał dać wiary tym opowieściom i zażądał jakiegoś znaku. 12 grudnia Maryja kazała Juanowi nazrywać kwiatów i zanieść biskupowi. Indianin udał się do biskupa z kwiatami zawiniętymi w płaszcz. Wszyscy byli zdziwieni świeżymi kwiatami, ponieważ nie był to czas ich kwitnienia. A gdy Juan rozwinął płaszcz wtedy wszyscy zobaczyli na nim obraz Matki Bożej. Padli na kolana, oddając cześć Najświętszej Dziewicy. Zgodnie z życzeniem Maryi wybudowano świątynię dla cudownego obrazu. Liczni pielgrzymi doznawali tu cudów. Dzisiaj przybywa ich do tego miejsca ponad 20 milionów rocznie.

Sam obraz kryje w sobie wiele tajemnic, których nauka nie potrafi wyjaśnić. Jest on cudownym znakiem obecności Boga, tak jak w Starym Testamencie Arka Przymierza. Oto niektóre z tych cudownych tajemnic. Indiański płaszcz, tilma, na którym w cudowny sposób powstał wizerunek Matki Bożej utkany jest z włókien agawy. Trwałość tkaniny wykonanej z agawy wynosi 20 lat. Obraz Matki Bożej z Guadalupe liczy sobie prawie 500 lat i jest w doskonałym stanie. A trzeba zauważyć, że szczególnie na początku był on narażony na wilgoć, dwutlenek węgla palących się świec, dotyk ludzkich rąk i ust. Ta niezwykła odporność na niszczący upływ czasu wskazuje na nadprzyrodzone pochodzenie obrazu.

Inną zadziwiającą i niewytłumaczalną z punktu widzenia naukowego cechą obrazu z Guadalupe jest nieznana technika jego powstania. Meksykański malarz Ibarra pisał: „Nigdy żaden malarz nie będzie zdolny stworzyć wiernej kopii Matki Bożej z Guadalupe”. Warto tu dodać, że Philip Serba Callahan, biofizyk i człowiek biegły w malarstwie, nie był w stanie zidentyfikować natury barw użytych w obrazie. W 1936 r. niemiecki chemik R. Kuhn, laureat nagrody Nobla odkrył, że czerwone i żółte włókna tkaniny tilmy nie są pomalowane farbą; są po prostu kolorowe. Uczony ten stwierdził ponadto, że te barwy włókna nie są pochodzenia ani zwierzęcego, ani roślinnego, ani mineralnego. Nie mogą to być barwniki syntetyczne, bo je wynaleziono dopiero w roku 1850. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, profesor Philip S. Callahan, biofizyk z Florydy oraz J. Smith po dokładnych badaniach stwierdzili, że sposób namalowania wizerunku Maryi na tilmie jest niewytłumaczalny z punktu widzenia naukowego. Wizerunek poddano także badaniom fotograficznym, posługując się promieniami podczerwonymi. W wyniku tych badań stwierdzono, że obraz na tilmie przypomina błonę fotograficzną. Brak na nim śladów pędzla artysty malarza. Obraz wygląda, jakby powstał przez naświetlenie. Wobec bezradności nauki, pozostaje światło emanujące z Maryji, które wycisnęło ten Wizerunek.

Kolejną tajemnicą cudownego obrazu są oczy Maryi. W roku 1929 fotograf Don Alfonso Marcue Gonzales powiększając kilkakrotnie wizerunek na tilmie, dostrzegł w źrenicy prawego oka Maryi ludzką twarz. W roku 1951 Carlos Salina Ghavez badając ponownie obraz na tilmie przy użyciu silnej soczewki potwierdził to odkrycie. W wyniku bardziej szczegółowych badań odkryto kolejne postacie w źrenicy.  W lipcu 1956 r. dwaj okuliści Javier Torroello Buene i Rafael Torifa Lavoignet, posługując się oftalmoskopem, służącym do badań wnętrza oka potwierdzili w źrenicy odbicie ludzkiego popiersia. Zjawiska takiego w oparciu o refleks świetlny nie można w żadnym wypadku potwierdzić na obrazie namalowanym farbami, a także na fotograficznej kopii obrazu. Oczy Maryi z obrazu zachowują się jak żywe.

Maryja wniebowzięta pozostała ze swymi dziećmi na ziemi, dając im wymowne znaki swojej miłości (z książki W poszukiwaniu mądrości).

 

KS. IGNACY JAN SKORUPKA

W Uroczystość Wniebowzięcia NMP wspominamy tajemnicę naszej wiary o cudownym wzięciu Maryi z ciałem i duszą do nieba. W tradycji polskiej to święto niesie także wspomnienie kościołów pachnących dojrzałym zbożem i innymi plonami ziemi, które rolnik w pokornym hołdzie dziękczynienia składa u stóp Matki Bożej Zielnej. Jest to również wspomnienie zwycięskiej wojny z bolszewikami. Przebywający wówczas w naszym kraju brytyjski dyplomata lord d’Abernon uznał za osiemnastą spośród dwudziestu decydujących bitew w dziejach ludzkości. Zwycięstwo to miało wymiar religijny i my Polacy, w tym wymiarze nazywamy to wymodlone zwycięstwo Cudem nad Wisłą. Gdziekolwiek dotarli bezbożni bolszewicy burzyli świątynie, mordowali duchownych i wiernych. Religię i wiarę w Boga skazywali na zagładę. Bezbożna armia zatrzymała się u wrót Warszawy. Naprzeciw przeważających sił wroga stanęła armia polska. Wśród polskich żołnierzy był kapelan ks. Ignacy Jan Skorupka. W stule, z krzyżem uniesionym wysoko, z pieśnią „Serdeczna Matko” prowadził żołnierzy do ataku. I tylko jeden Bóg wie ile bohaterski ksiądz przez wspaniały przykład i zawierzenie Matce Bożej przyczynił się zwycięstwa. 

Ignacy Skorupka urodził się 31 lipca 1893 roku w Warszawie. Jego ojciec Adam Ślepowron-Skorupka, wywodził się z zasłużonej dla ojczyzny szlachty zaściankowej herbu Ślepowron-Korwin, zamieszkującej okolice Drohiczyna. Dziadek Ignacego brał udział w Powstaniu Styczniowym. Matka, Eleonora z Pomińskich, nawrócona z protestantyzmu na katolicyzmu była dla syna wzorem wiary, pracowitości, dyscypliny i pobożności. Umacniała ona syna w podjętej decyzji zostania kapłanem. Patriotyczny i religijny klimat domu rodzinnego wywarł duży wpływ na osobowość młodzieńca. Po ukończeniu szkoły podstawowej w roku 1902 roku Ignacy rozpoczął naukę w warszawskim Gimnazjum Chrzanowskiego, którą kontynuował w szkole Kowalskiego. Należał do grona najzdolniejszych uczniów. W opinii szkolnej napisano o nim: „Bystry, pilny, układny, posłuszny, karny, zaskarbił sobie życzliwość profesorów i kolegów”. A jego katecheta mógłby dopisać, że z wielką pobożnością służył do Mszy św., którą to służbę traktował także jako przygotowanie do stanu duchownego. Tu warto dodać, że dziadek Ignacego Józef nie zrealizował swego powołania kapłańskiego u Księży Misjonarzy, a także ojciec starał się o przyjęcie do Seminarium Duchownego w Warszawie. Powołanie kapłańskie jakby w trzecim pokoleniu zrealizował Ignacy.

We wrześniu 1909 roku Ignacy wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie. A po jego rozwiązaniu został przeniesiony do sławnej w tamtym czasie Akademii Duchownej w Petersburgu. Ignacy, uzdolniony kleryk nie zdał egzaminu magisterskiego. Zapewne, na taki wynik wpłynęła śmiertelna choroba matki i konieczność zaopiekowania się młodszym rodzeństwem. To jednak nie było przeszkodą do kapłaństwa, które przyjął w dniu 26 stycznia 1916 r. z rąk biskupa Jana Cieplaka. Po święceniach ks. Ignacy został wikariuszem w Bogorodsku pod Moskwą, a później kolejno w Klińcach koło Homla, Ojrzanowie. Poza pracą duszpasterską zawiązał tajny skauting i uczył chłopów spółdzielczości. Prowadził działania w duchu patriotyczno-narodowym. Ks. Ignacy pragnął pracować w Warszawie, ale biskup skierował go do Łodzi, gdzie został prefektem szkół łódzkich. Młody kapłan był uwielbiany przez młodzież, mówił do niej z zapałem, porywał ją. Miał na nią ogromny wpływ. Praca ta dawała wiele satysfakcji młodemu kapłanowi, chociaż czasami czuł się bezradny wobec otaczającego go zła. Zapisał wtedy: „Widzę biedę, a nie wspomagam, widzę zło, a czuję niemoc, bom obcy i cudzy. Zła jest tak dużo wszędzie, tuż obok mnie się gnieździ i zagląda do mej duszy. Mój kolega rzucił sutannę. Rzucił ją jak łachman. Boli mnie to bardzo”. Zapewne wtedy napisał także modlitwę. Oto jej fragment: „Ja chcę być sługą Bożym – pragnę odpowiedzieć zamiarom Boga względem mnie. Na czasy niedowiarstwa – chcę mieć wiarę głęboką i gorącą. Na czasy niedowiarstwa- chcę być prostym w obejściu, pokornym i cierpliwym. Na czasy rozwiązłości i rozpasania – chcę być czystym i niewinnym w myśli, mowie i uczynku. W czasach biedy i nędzy – chcę być jałmużnikiem, chcę być biednym, chcę służyć ludzkości, chcę dla ludzi żyć, by trafić do Boga”.

W lipcu 1919 r. ks. Ignacy otrzymał nominację na notariusza i archiwistę Warszawskiej Kurii Metropolitalnej. A we wrześniu tego samego roku mianowano go kapelanem Ogniska dla osieroconych dziewcząt, prowadzonego przez Siostry Franciszkanki Rodziny Marii w Warszawie. Oprócz tego miał pełnić obowiązki nauczyciela religii i prefekta. Angażował się także w inne prace duszpasterskie. W tym czasie narastało zagrożenie ze strony bolszewickiej Rosji. Od maja 1920 r. ofensywa wojsk sowieckich systematycznie wypierała polskie oddziały w kierunku zachodnim. Kiedy na początku lipca rozpoczął się główny atak, władze polskie powołały Główny Inspektorat Armii Ochotniczej z generałem Józefem Hallerem na czele. W ciągu miesiąca zgłosiło się blisko sto tysięcy ochotników, wśród których dominowała młodzież. Wśród ochotników był ks. Ignacy Skorupka. Zwracał się dwa razy do Kardynała Aleksandra Kakowskiego o pozwolenie na wstąpienia do wojska. Kardynał dwa razy odmówił, gdyż zgłosiło się już wcześniej 41 kapłanów. Zwrócił się wówczas do biskupa polowego, Stanisława Galia, który mianował go lotnym kapelanem garnizonu na Pradze. Ks. Ignacy całe dnie spędzał w koszarach, na dworcach. Żegnał idących na front żołnierzy oraz pełnił inne posługi duszpasterskie. 31 lipca 1920 roku, w dzień swoich imienin, przyjmując życzenia od sierot i Sióstr w Ognisku, ks. Skorupka powiedział: „Nie martwcie się, Bóg i Matka Boska Częstochowska, Królowa Korony Polskiej, nie opuści nas i ześle nam człowieka, jak Ksiądz Kordecki, jak Joanna d’Arc we Francji. Człowiek ten stanie na czele Armii, doda odwagi i nastąpi zwycięstwo. Bliskim jest ten dzień. Nie minie 15 sierpnia, dzień Matki Boskiej Zielnej, a wróg będzie pobity”.

Cały naród przygotowywał się do obrony Ojczyzny. Oprócz wysiłku militarnego trwała gorącą modlitwa o cud zwycięstwa. Ks. Ignacemu powierzono posługę kapelańską w I Batalionie 236 pułku piechoty imienia Weteranów 1863 roku, w którym znajdowało się wielu jego uczniów. Batalion miał wyruszyć do walki 13 sierpnia. W przeddzień wymarszu na front ks. Ignacy, w kościele Kapucynów przy ulicy Miodowej skorzystał z sakramentu pojednania. Po powrocie do mieszkania napisał testament, w którym wspomina o swoich długach: „Dług za wpisy szkolne spłacam swym życiem. Za wpojoną miłość Ojczyzny płacę miłością serca”.

Dnia 14 sierpnia 1920 r. o godzinie 3.30 rozpoczęło się natarcie wojsk sowieckich na odcinku Ossowa pod Warszawą. Pierwsze dwie polskie kompanie, które ruszyły do walki rozpoczęły odwrót. Nastąpił kontratak dwóch kolejnych kompani, w których był Ks. Ignacy. Marjia Bogusławska, tak opisuje ostatnie godziny księdza Skorupki: „Rzuca się na czoło garści ochotników, krzyż podniósł wysoko, pełnym, niezamąconym najmniejszą trwogą głosem woła: 'Naprzód, dzieci, w imię Boga i Ojczyzny! Intonuje pieśń: Serdeczna Matko, opiekunko ludzi'. Rzuca się naprzód, wysuwa przed te szeregi błyszczących bagnetów, idzie przeciw tym zastępom dzikim, tak zawziętym na kapłanów, w gradzie kul, wśród pękających szrapneli. Rzucili się chłopcy, nie opuszczą uchodzącego kapelana w tej niebezpiecznej chwili, okażą się godnemi jego. Biegiem postępuje pułk 236, z okrzykiem nastawia bagnety przeciwko następującym na niego wrogom. Ale napór ich jest wściekły i potężny. Nieustraszony ks. Skorupka prowadzi swoich do ataku raz, drugi, trzeci, czwarty. W czwartym natarciu padł: szrapnel zerwał mu wierzch głowy”.

Następnego dnia Polacy odnieśli wspaniałe zwycięstwo. Zapewne, w czasie, gdy Matka Boża wyciągała obronną rękę nad wojskiem polskim ks. Ignacy z wysokości nieba żarliwą modlitwą wspierał swoich dzielnych chłopców (z książki Wypłynęli na głębię).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *