28 Maj

Zesłanie Ducha Świętego Rok A

 

MOC DUCHA ŚWIĘTEGO.

Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, choć drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął po środku i rzekł do nich: „Pokój wam”. A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się, zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20. 19-23)

Norman V. Peale w jednej ze swoich książek pt. „Moc pozytywnego myślenia” opisuje takie zdarzenie. „Wsiedliśmy do jego samochodu i ruszył ze znaczną prędkością po śliskiej drodze. Jechał szybciej niż mi się to wydawało rozsądne, przypomniałem mu, więc, że mamy mnóstwo czasu i zaproponowałem, żebyśmy się nie śpieszyli. Proszę się nie denerwować moją jazdą- odpowiedział mi. Sam kiedyś byłem pełen wszelkiego rodzaju lęków i niepewności, ale wyleczyłem się z nich. Bałem się wszystkiego. Bałem się wycieczek samochodowych i lotu samolotem, a jeżeli ktokolwiek z mojej rodziny wyjeżdżał, denerwowałem się aż do jego powrotu. Nie opuszczał mnie nieustanny lęk, że stanie się coś złego, i to czyniło moje życie nieznośnym. Miałem poczucie niższości, brakowało mi pewności siebie. Ten stan ducha odbijał się na moich interesach, które nie szły zbyt dobrze. Az pewnego dnia wpadłem na genialny pomysł, który uwolnił mój umysł od lęku. Dzięki temu mam poczucie pewności siebie, ufam sobie i życiu”.

A pomysł był bardzo prosty. Na tablicy rozdzielczej samochodu, tuż przed przednią szybą umieścił dwa spinacze i sięgnął do schowka samochodu, wyciągając plik małych zapisanych karteczek. Wybrał dwie z nich i umieścił w przygotowanych spinaczach. Na pierwszej było zdanie z Ewangelii św. Mateusza: „Jeśli będziecie mieć wiarę… nic niemożliwego nie będzie dla was”. Na drugiej był cytat z Listu św. Pawła do Rzymian: „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?”

Na ten pomysł można spojrzeć, jako na jedną z metod psychoterapii, która pozwala wyzbyć się z lęków i pozytywnie spojrzeć na życie. Ale Biblii nie można traktować jako podręcznika psychoterapii, chociaż taką rolę może spełnić. Biblia jest słowem Bożym. Na jej kartach można spotkać samego Boga z Jego przeogromną mocą. W tym spotkaniu człowiek odkrywa swoje miejsce na ziemi i w wieczności. Odkrywa także swoje powołanie i sens wszystkich zdarzeń, jakie stają się jego udziałem. Upewnia się, że jest w rękach Bożej Opatrzności. Z tego spotkania rodzi się pewność siebie, wyzwolenie ze wszelkich lęków, nawet lęku przed śmiercią, rodzi się jak najbardziej pozytywne, optymistyczne spojrzenie na świat. Potwierdzają to także badania empiryczne, które wskazują, że ludzie autentycznie wierzący żyją dłużej i są bardziej pozytywnie nastawieni do życia (badania uczonych amerykańskich sprzed kilku miesięcy). I nie jest to efekt gry słów odziaływujących na naszą psychikę, ale jest to realna moc, jaką napełnia nas sam Bóg.

Wieczernik jest tego potwierdzeniem. Przebywają w nim apostołowie. Drzwi do wieczernika są mocno zaryglowane „z obawy przed Żydami” jak mówi Ewangelia. Jeszcze nie mogą się otrząsnąć z tego, co stało się z Jezusem na Golgocie. Nieszczęśliwi, zalęknieni o własne życie czekają, choć sami dokładnie nie wiedzą, na co. Są całkowicie bezsilni, czują się niezdolni do głoszenia Ewangelii. Potrzebują mocy i odwagi. Otrzymują to w momencie spełnienia się obietnicy Jezusa: „…ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jeruzalem i w całej Judei, i Samarii, i aż po krańce ziemi”. Obietnica spełnia się w dniu Pięćdziesiątnicy, pięćdziesiąt dni po świętach Paschy. „Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się też języki z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden”(Dz 2,1-3) . Wiatr i ogień są symbolami mocy. Wiatr posiada ogromną moc; burzy domy i wyrywa drzewa z korzeniami. Ogień ma moc oczyszczania i przemiany. Ta moc symbolizuje samego Boga. Wiatr i ogień w Wieczerniku są symbolami obecności i działania Boga. Zstąpienie Ducha Świętego napełniło apostołów mocą, entuzjazmem, odwagą, miłością i pragnieniem pełnienia misji głoszenia Ewangelii. Odważnie wychodzą na zewnątrz i głoszą Chrystusa zmartwychwstałego. Entuzjazm i radość są niezrozumiale dla zebranych. Sądzą, że się upili młodym winem. A oni byli napełnieni radością i mocą Ducha Świętego, który uzdalniał ich do wykonania rzeczy niemożliwych.

Moc, którą zostali napełnieni apostołowie jest dostępna także dla nas. Jeśli wiarą otworzymy nasze serca dla Ducha Świętego, wtedy odczujemy Jego moc, która stanie się naszą mocą. Tak wiele rzeczy się wydaje nam niemożliwymi, tak często lęk wypełnia nasze serca, ogarnia nas apatia, niechęć do życia. To wszystko można zmienić w mocy Ducha Świętego. Bo Duch Święty to realna moc przemieniająca nasze życie. Tej mocy potrzebuje każdy. A zatem wołajmy razem z poetą Placydem Galińskim:

„O tajemniczy Płomieniu,

Źródło miłości i prawdy,

Pocieszycielu strapionych,

Przyjdź do nas, Duchu Najświętszy!

Ożywcza roso w znużeniu,

Ogniu wśród chłodu zwątpienia

I jasne światło nadziei,

Przyjdź do nas, Duchu Najświętszy!

Niech Twoja laska przeniknie

Myśli i serca człowiecze,

Bo z całej mocy wołamy:

Przyjdź do nas, Duchu Najświętszy!

Niech będzie chwała na wieki

Ojcu, Synowi i Tobie,

A Ty odpowiedz wezwaniu:

Przyjdź do nas, Duchu Najświętszy!

Amen (z książki Ku wolności)

 

WOŁANIE DUCHA

Bracia: Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: „Panem jest  Jezus”. Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra. Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, aby stanowić jedno ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napełnieni jednym Duchem (1 Kor 12, 3b–7.12–13).

W roku 1983, podczas okupacji Libanu przez Izrael, trzynastoletni chłopiec Peter Burgh z Evanston w stanie Illinois obchodził uroczystości Bar Micwy. Jest to żydowski obrzęd religijny, poprzez który młody człowiek staje się pełnoprawnym członkiem społeczności żydowskiej. Po zakończonych uroczystościach chłopiec przeczytał list, który napisał do premiera Izraela Menachema Begina. Przed odczytaniem go zwrócił się do zebranych tymi słowami: „Poprzez obrzęd Bar Micwy wszedłem w dorosłe życie społeczności żydowskiej. Jestem zatem zobowiązany powiedzieć to, co myślę. Napisałem list do premiera Menachema Begina, który teraz chciałbym wam przeczytać.

Drogi Panie Premierze Begin;

Z racji mojej Bar Micwy czuję się zobowiązany powiedzieć to, co myślę o wojnie w Libanie. Rozumiem co Pan uczynił i dlaczego, jestem jednak zdania, że wojna jest złą drogą. Jeśli w przyszłości zaistnieje podobna sytuacja, radziłbym w pierwszym rzędzie udać się z misją pokojową do każdego arabskiego kraju, tak jak Sadat przybył do Izraela. Jeśli Izrael będzie żył w pokoju z Arabami, wtedy PLO nie będzie mieć baz, przygotowujących bojowników do zabijania Żydów w Izraelu”. Chłopiec kończąc swój list powiedział: „Zrezygnowałem ze słodyczy i orzechów w czasie uroczystości Bar Micwy i poprosiłem rodzinę, aby w ten sposób zaoszczędzone pieniądze przesłała do szpitala w Netanya na leczenie Żydów zranionych w czasie wojny” (Mark Link, S. J.).

Bierzmowanie w Kościele katolickim jest sakramentem, wprowadzającym w dorosłe życie wiary. Koncentruje się ono na sprawach duchowych, które z kolei nie pozostają bez wpływu na rzeczywistość doczesną. Młody człowiek jest już na tyle dojrzały, aby stać się odpowiedzialnym za kształt swojej wiary, którą powinien odpowiedzialnie głosić światu czynem i słowem. Taka postawa jest nie tyle wynikiem dojrzałej osobowości człowieka, ile rezultatem działania darów Ducha Świętego, którego otrzymuje w tym sakramencie. Człowiek przepojony Duchem Świętym staje się odpowiedzialnym świadkiem swojej wiary. Ma moc żyć według niej, wyznawać ją i bronić. Katechizm Kościoła Katolickiego wymienia 12 owoców Ducha Świętego: miłość, radość, pokój, cierpliwość, tolerancja, dobroć, uprzejmość, łagodność, wierność, opanowanie, powściągliwość, czystość. Człowiek owocujący takimi wartościami zmienia oblicze ziemi.

Stosując pewne uproszczenie możemy powiedzieć, że zesłanie i działanie Ducha Świętego jest podobne do pierwszego powiewu wiosny, który sprawia, że szara i martwa ziemia nagle zaczyna tętnić życiem. Zieleń rozsadza ziemię i pnie się kwiatami ku niebu, aby wydać owoc w odpowiednim czasie. Podmuch wiosny zmienia oblicze ziemi, tak jak Duch Święty zmienia oblicze świata przez ludzi otwartych na Jego dary. „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”- wołał Ojciec święty w jednej ze swych pielgrzymek do Polski. To wołanie rozlega się już od dwóch tysięcy lat, aby przemieniać człowieka i świat na miarę darów Ducha Świętego. Z historii wiemy, że ludzie owiani Duchem Świętym zmieniali oblicze ziemi.

Sakrament bierzmowania ma głębokie podstawy biblijne. Jezus obiecał Apostołom Ducha Świętego. „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Parakleta da wam, aby z wami był na zawsze- Ducha prawdy…” (J 14, 16-17). Obietnica Chrystusa spełniła się w dzień Zielonych Świąt. „Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru i napełnił dom, w którym przebywali. Ukazały się im też jakby języki z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym…” (Dz. 2, 1-4). Następnie Apostołowie przekazywali Dar Ducha Świętego tym, którzy z wiarą przyjęli głoszoną przez nich naukę i na znak nawrócenia przyjmowali chrzest. „Bo na żadnego z nich jeszcze nie zstąpił. Byli jedynie ochrzczeni w imię Pana Jezusa. Wtedy więc kładli (Apostołowie) na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego” (Dz. 8, 16-17). Duch Święty sprawia, że każdy może świadczyć o Bogu na miarę otrzymanych darów. „Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne są też rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkim. Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra” (1Kor. 12, 4-7).

Apostołowie i ich następcy otrzymali dar odpuszczania grzechów. Mówi o tym, zacytowany na wstępie fragment Ewangelii: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.

Bierzmowanie jest sakramentem niepowtarzalnym, jednak jego łaska może się ciągle odnawiać szczególnie w dzień zesłania Ducha Świętego, tak jak to miało miejsce w wieczerniku, w pięćdziesiątym dniu po zmartwychwstaniu Chrystusa. Apostołowie trwali razem z Maryja na modlitwie, czekając na obiecanego Ducha. A gdy On zstąpił na nich, wtedy zostali napełnieni odwagą i mocą, radością i pokojem.

Wołanie o Ducha spełnia się dzisiaj na różne sposoby. Ks. David Wilkerson pracował wśród nowojorskich narkomanów. O jego pracy mówi książka pt. „The Cross and the Switchblade”. Jest w niej wypowiedź narkomana imieniem Joe: „Powiedziano mi, że Duch Święty jest Pocieszycielem. Ale kiedy słyszę o pocieszeniu, wtedy przychodzi mi na myśl butelka wina lub kilka porcji heroiny. Ale oni mówią o pocieszeniu z nieba, które przynosi poczucie wewnętrznej czystości i radości. Zapragnąłem takiego pocieszenia… Błagałem Boga o pomoc i wtedy zstąpił na mnie Duch Święty. Nie chciałem wtedy żadnych narkotyków. Kochałem każdego. I po raz pierwszy w swoim życiu poczułem się wewnętrznie czysty i szczęśliwy” (Z książki „Nie ma innej Ziemi Obiecanej”).

 

NAPEŁNIENI DUCHEM ŚWIĘTYM

Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle spadł z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku (Dz 2,1–6).

Z uroczystością Zesłania Ducha Świętego, zwaną w polskiej tradycji Zielonymi Świątkami związany jest piękny zwyczaj strojenia domów i zagród gospodarskich zielenią i kwiatami. Do dzisiaj pamiętam z lat dzieciństwa przedświąteczną atmosferę. W sobotę wieczorem wyruszałem z innymi dzieciakami na poszukiwanie odpowiedniej zieleni i kwiatów do strojenia domów. A że Zielone Świątki są świętem ruchomym, uzależnionym od daty obchodzenia Wielkanocy, stąd też zaskakiwały one wiosnę w różnych stadiach rozkwitu i bujności. Przed domen najczęściej stawialiśmy młode zielone brzozy. We wnętrzu domu na podłodze rozścielaliśmy tatarak. Za obrazami i gdzie się tylko dało wtykaliśmy kwitnące gałęzie bzu, kasztanowca lub jaśminu. W domu pachniało nie tylko kwiatami, ale przede wszystkim odświętnością. Odświętność i dziecięca radość towarzyszyły nam zarówno przy wyszukiwaniu zielonych gałęzi i kwiatów, jak i przy strojeniu mieszkania. Ten dzień, w swoim nastroju różnił się od innych. Świąteczna atmosfera emanowała z każdego zakątka domu i wypełniała nasze dusze. Ten wystrój był ważny, ale nie najważniejszy. On był tyko oprawą i przygotowaniem do przeżycia tajemnicy, w którą wprowadzały nas obrzędy liturgiczne w parafialnym kościele, także przystrojonym zielenią i kwiatami. Podniosła liturgia kościoła przenosiła nas do Wieczernika w Jerozolimie, w którym prawie dwa tysiące lat temu byli zgromadzeni apostołowie wraz z Maryją.

Wieczernik na wzgórzu Syjońskim w Jerozolimie, to bardzo ważne miejsce dla chrześcijan. Tu Chrystus ustanowił Eucharystię i kapłaństwo i tu miały miejsce narodziny Kościoła w Dniu Pięćdziesiątnicy, zesłania Ducha Świętego. Dzień Pięćdziesiątnicy, obchodzony przez Żydów pięćdziesiąt dni po świętach Paschy był dorocznym dniem żniwnego dziękczynienia. Składano w świątyni dwa chleby upieczone z mąki nowych ziaren zbóż. Strojono z tej okazji także domy. Świętowano również nadanie tablic bożych przykazań na górze Synaj. Zawarcie przymierza z Bogiem. W tym dniu Bóg zesłał na apostołów obiecanego Ducha Świętego, który napełnił uczniów prawem Nowego Przymierza. I tak ten dzień stał się dniem narodzin Kościoła. W planach bożej opatrzności święto Starego Przymierza stało się świętem Nowego Przymierza. W zbieżności tych świąt możemy dopatrzeć się wielu analogi, które pozwalają pełniej zgłębić tajemnicę bożego planu zbawienia. Chrystus wstąpił do nieba, aby zesłać Ducha Świętego, który będzie umocnieniem w realizacji Nowego Przymierza. Mojżesz wstąpił na górę Synaj, aby otrzymać Prawo i Przymierze dla Izraela. Na Synaju Bóg objawił się Mojżeszowi pośród dymu, ognia i grzmotów, wypalając niejako na kamiennych tablicach prawo Przymierza. Duch Święty zstępuje na apostołów pośród szumu wiatru i płomieni ognia, który wypisuje na sercach apostołów prawo Nowego Przymierza, prawo Ewangelii.

Posługując się dalej symbolem i analogią ognia spójrzmy na proces wytwarzania pięknych szklanych naczyń i ozdób. Do ich powstania konieczny jest ogień, który oczyszcza, przetwarza i umożliwia nadanie właściwego kształtu szklanym wyrobom. W ogniu topi się piasek krzemowy z różnymi dodatkami i tak powstaje masa szklana. Zanurza się w niej rurkę metalową i dmuchając nadaje się naczyniom odpowiedni kształt. I tak powstają szklane naczynia, które zadziwiają swoim pięknym. Można powiedzieć, że ten ogień widzialny w czasie zesłania Ducha Świętego jest symbolem mocy przemieniającej człowieka i nadającej mu całkowicie nowy kształt duchowy. Wytwórca naczyń szklanych także swoim tchnieniem nadaje kształt naczyniom. Tę czynność możemy odnieść w symboliczny sposób do fragmentu Ewangelii na uroczystość Zesłania Ducha Świętego, w którym czytamy, że Jezus po swoim zmartwychwstaniu ukazał się swoim uczniom i tchnął na nich mówiąc: „Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Aby napełnić się przemieniającą mocą Ducha Świętego, konieczne jest oczyszczenie duszy. Władzę takiego oczyszczenia daje Chrystus apostołom. I to także dokonuje się w mocy Ducha Świętego.

Mówiąc o bożym tchnieniu i napełnieniu się Duchem Świętym możemy pytać, jakie wartości otrzymujemy. Są one różne. Nazywamy je darami Ducha Świętego. Z katechizmu znamy ich siedem, ale jest ich o wiele więcej. A nieraz przybierają one kształt naszej codzienności, jak w poniższej historii. Betty i Everett od 65 lat są szczęśliwym małżeństwem. Ich życie było proste, ale szczęśliwe. Ciężko pracując radowali się tym, co posiadali. Cieszyli się dziećmi, wnukami i prawnukami. W podeszłym wieku zaczęli podupadać na zdrowiu. Betty cierpiała na demencję starczą i wymagała stałej opieki, której nie mógł zapewnić jej mąż. Zdecydowano, zatem przeniesienie jej do domu opieki społecznej. Mąż nie chciał zostawić jej samej i postanowił, że pójdzie razem nią. Personel domu był zbudowany miłością, jaka okazywali sobie małżonkowie. Często trzymali się za ręce i nucili różne piosenki.  W wieku 97 lat stan zdrowia Everetta bardzo się pogorszył. Lekarze dawali mu kilka miesięcy życia. Pewnego razu zapytano go, jakie jest jego ostatnie życzenie. Everett powiedział, że zawsze pragnął ofiarować Betty obrączkę ślubną z diamentem. Całe życie składał pieniądze na ten zakup, ale nigdy nie miał wystarczającej sumy, bo zawsze były inne konieczne wydatki. Ostatnie życzenie poruszyło pracowników domu opieki społecznej. Everett nic nie chciał dla siebie, tylko wszystko dla swojej ukochanej żony. Jeden z pracowników powiedział: „Sądzę, że każda kobieta, a także każdy mężczyzna chcieliby żyć w takim związku”. Pracownicy postanowili pomoc Everettowi w spełnieniu jego ostatniego życzenia. Znaleziono jubilera, który dał dużą zniżkę na diament oraz ofiarował 18-sto karatowe złoto na obrączkę, bukiet róż i szampana. Zamówiono autobus, którym Betty i Everett w otoczeniu rodziny i przyjaciół udali się do kościoła, aby odnowić przyrzeczenia małżeńskie.  W czasie uroczystości Everett powiedział do Betty: „Przy tobie zawsze czułem się młody. Przy tobie moje życie miało sens. Ty byłaś inspiracją w moich wszelkich poczynaniach”. Na co Betty odpowiedziała: „Pamiętam jak 65 lat temu byłam zdenerwowana. Wspominając tamten dzień chciałabym cię poślubić ponownie” (Connections).

Prawdziwym diamentem w ich życia była miłość, którą w mocy Ducha Świętego zachowali i tak pięknie rozwinęli. Ona czyniła ich szczęśliwymi i nadawała sens ich życiu. Spójrzmy jeszcze raz na tajemnicę zesłania Ducha świętego przez pryzmat powyższej historii. Duch Święty jest darem miłującego Boga dla nas. Jest to miłość, która łączy Ojca z Synem i nas z Bogiem i między sobą. Ta miłość przekracza słowo i ogarnia duszę i serce każdego z nas. Jest to miłość, która pozwala nam powiedzieć to, co wydaje się nie do wypowiedzenia. Jest to miłość, która daje odwagę i łaskę realizacji pragnień i marzeń, które zdają się przekraczać nasze możliwości, w tym marzenia o zbawieniu i wieczności. Duch Święty uzdalnia nas przemiany naszego świata w coś co jest piękniejsze i trwalsze aniżeli diament (z książki Bóg na drogach naszej codzienności).

 

W MOCY DUCHA ŚWIĘTEGO

Pięćdziesiąt dni po świętach Paschy Żydzi obchodzili radosne święta na zakończenie żniw pszenicy, które od końca II wieku przed Chrystusem związano ze wspomnieniem nadania prawa i zawarciem przymierza na górze Synaj. Pięćdziesiątnica była jednym z trzech świąt, podczas których Izraelici mieli obowiązek stanąć przed Jahwe tzn. udać się do świątyni jerozolimskiej. Na te święta przybywały do Jerozolimy nieprzeliczone tłumy wiernych. W mieście byli także apostołowie i Maryja. Zamknięci w Wieczerniku z obawy przed Żydami trwali na modlitwie, oczekując obiecanego Parakleta, Ducha Pocieszyciela. W oryginalnym znaczeniu Paraklet to ten, który umacnia, staje w obronie, wstawia się za nami. Po otrzymaniu Ducha Świętego, apostołowie odważnie wyszli na zewnątrz, głosząc w mocy i mądrości Ducha świętego prawdę o zmartwychwstaniu Chrystusa. Zewnętrznymi znakami otrzymania Ducha świętego był szum wiatru i płomyki ognia, które spoczęły na każdym z apostołów. Nauczanie w mocy i mądrości Ducha świętego zaowocowało ogromną rzeszą ludzi, którzy uwierzyli w Chrystusa. Były to narodziny Kościoła, a Wieczernik stał się matką wszystkich kościołów.

Przeżywając te święta w naszych rodzinnych kościołach myślą wracamy do tej „matki” i do wydarzenia, które miało miejsce prawie dwa tysiące lata temu w jerozolimskim Wieczerniku. W tym czasie nasza ojczyzna nad Wisłą tonie w morzu bujnej zieleni. I ta zieleń staje się symbolem witalności i mocy Ducha świętego. Zdobimy nią kościoły i nasze domy. Nie możemy jednak poprzestać na zewnętrznych znakach i symbolach. Trzeba szukać za nimi mocy Ducha, o którym metropolita Ignatios na ekumenicznym zjeździe w Uppsali w 1968 roku powiedział: „Bez Ducha Świętego Bóg jest daleki, Chrystus jest przeszłością, Ewangelia martwą literą, Kościół tylko organizacją, władza panowaniem, posłannictwo propagandą, kult przywoływaniem wspomnień, a postępowanie po chrześcijańsku moralnością niewolników”.

Do wypełnienia swojej misji apostołowie potrzebowali Ducha Świętego, potrzebują go również członkowie dzisiejszego Kościoła. Jest on tak potrzebny jak tlen w naszym życiu. Dla ilustracji tej prawdy posłużę się poniższym przykładem. W czasie szkolenia pilotów armii amerykańskiej, przeprowadza się doświadczenie, które ma pokazać przyszłym lotnikom, jakie są efekty hypoxii, niedotlenienia mózgu. W tym celu, dwaj studenci wchodzą do komory, która symuluje warunki panujące na wysokości 10 000 m. Następnie zdejmują maski i po kilku minutach odpowiadaj na proste pytania. Odpowiedzi zapisują na kartce papieru. Pierwsze linijki można łatwo odczytać. Następne rozmazują się, a ostatnie są kompletnie nieczytelne. Ciekawe, że testowani studenci są przekonani, że są w dobrej kondycji a ich odpowiedzi są sensowne i wyraźne, podczas gdy w rzeczywistości są bliscy utraty przytomności. Z tego stanu trudno ich wyrwać, po prostu są zablokowani na jakiekolwiek sugestie. W życiu wiary potrzebujemy Ducha Świętego, jak w życiu fizycznym tlenu. Gdy nie oddychamy Duchem Świętym tracimy jasność postrzegania. Dobro miesza się ze złem. Nasze życie wypełnia się nijakością. Odporni na wszelkie zewnętrzne sugestie brniemy w swoich błędach.

Biblijne symbole Ducha świętego są bardzo wymowne. Ogień oczyszcza i przemienia, zaś wiatr jest w stanie poprzesuwać wszystko, nawet wyrwać drzewo z korzeniami. Duch święty napełnił apostołów energią, entuzjazmem, odwagą, miłością i pasją wypełnienia zadania powierzonego im przez Jezusa. Duch święty dał im zdolność wypełnienia misji powierzonej przez Chrystusa, ale nie wykonał za nich tego zadania. Apostołowie w mocy Ducha świętego musieli się sami przemienić. Często był to trudny i bolesny proces wzrostu. Nie jest łatwo zmienić swoją starą drogę życia, swoje przyzwyczajenia i nawyki. W procesie przemiany ważni są ludzie, którzy potrafią dać nadzieję, zainteresują się nami, uwierzą w nas, ukażą nam jakieś zadanie do wykonania. I najważniejsze; obdarzą nas miłością. Wtedy człowiek wychodzi niejako ze swojej skorupy i wyzwala z siebie energię, która staje sie źródłem cudu przemiany człowieka i przemiany świata. Tego potrzebuje każdy z nas, a szczególnie wtedy, gdy mamy w wierze świadczyć o Chrystusie. Tego cudu doświadczyli apostołowie. Zmienili nie tylko siebie, ale w pewnym sensie cały świat. Maleńka wspólnota Kościoła zrodzona w Wieczerniku w niedługim czasie obejmie prawie cały świat. Moc Ducha, która ożywiała apostołów dostępna jest dla każdego z nas. Wystarczy tylko otworzyć się na Jego działanie.

Owiani mocą Ducha świętego potrafimy znaleźć rozsądne rozwiązanie w najtrudniejszych sytuacjach życiowych. Doświadczyła tego Ashley Smith, która po wyjściu ze sklepu w Atlancie wsiadała do samochodu i nagle poczuła lufę pistoletu na plecach. Uciekinier z więzienia, Brian Nicholas, który wcześniej zamordował sędziego i jeszcze dwie osoby, zmusił kobietę do otwarcia mieszkania, po czym przywiązał ją w łazience. Były to okropne godziny dla młodej wdowy, matki pięcioletniej córeczki. Ashley wykazała się w tej sytuacji niezwykłą odwagą i przytomnością umysłu. Pod natchnieniem wewnętrznej mocy odnalazła w wierze wskazówki, jak zachować się w tej sytuacji. Pokonując ogromny lęk i niechęć do porywacza, bardzo życzliwie zaczęła z nim rozmawiać. Była to rozmowa dwóch zranionych dusz. Ashley rozmawiała z nim delikatnie, ale zdecydowanie. W czasie długiej rozmowy o Bogu, rodzinie, o zwykłych codziennych sprawach zachowanie Briana całkowicie się zmieniło. Ashley z zakładniczki stała się powierniczką groźnego przestępcy. Po uwolnieniu Ashley z więzów, Brian powiedział: „Czuję się jakbym już był martwy”. Kobieta przypomniała mu wtedy, że ciągle żyje i jak wiele jest jeszcze przed nim, szczególnie w tej najważniejszej, duchowej sferze, gdzie może się spotkać ze swoim Zbawcą. Porywacz przez dłuższy czas mocował się wewnętrznie, po czym spokojnie oddał się w ręce policji. Ashley wyznała później, że starała się nie osądzać porywacza, ale go zrozumieć, okazać współczucie i natchnąć nadzieją. W czasie porwania miała okazję sięgnąć po pistolet, jednak tego nie uczyniła. Wyznała: „Nie chciałam niczyjej śmierci. Pragnęłam, aby jego matka patrząc na mnie mogła powiedzieć: Dziękuję ci, żeś pomogła zrozumieć mojemu synowi, że nikt nie powinien więcej umrzeć, nawet on sam” (Connections).

W sposób szczególny otrzymujemy różnorakie dary Ducha Świętego w sakramencie bierzmowania. A siedem z tych darów, przed bierzmowaniem musieliśmy wyrecytować na pamięć. A zatem przypomnijmy je sobie: Dar mądrości uczy nas patrzenia na rzeczywistość oczami Boga, widzenia wszystkiego w perspektywie wieczności, której zdobywanie wiąże się nieraz z krzyżem. Dar rozumu, pozwala w mocy bożej odkrywać najgłębszy sen życia, miłości i śmierci. Dar rady prowadzi nas drogą wyborów moralnych słusznych. Dar męstwa daje nam siłę i pokój w różnych przeciwnościach, w tym także w obliczu śmierci. Dar wiedzy uzdalnia nas do odkrycia w Bogu najważniejszej prawdy, na której winniśmy opierać inne prawdy życiowe. Dar bojaźni Pańskiej chroni nas przed niebezpieczeństwem zerwania więzi z Bogiem, źródłem naszego życia. Dar pobożności ożywia naszą więź z Bogiem, która rodzi świadomość, że jesteśmy dziećmi bożymi. Te i inne dary Ducha świętego są nam dane ku wspólnemu dobru. Święty Paweł w liście do Koryntian pisze: „Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra” (z książki W poszukiwaniu mądrości życia).

 

ŚWIĘTY JAN NEPOMUCEN

Pośród wielu darów Jezusa dla Apostołów był dar Ducha Świętego w mocy, którego otrzymali oni władzę odpuszczania grzechów: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”. Na przestrzeni dziejów Kościoła realizowanie tej władzy przybierało różnoraką formę. Dzisiaj ta różnorodność jest widoczna w odmiennych wyznaniach chrześcijańskich. W kościele katolickim, który powołuje się na sukcesję apostolską, spowiedź i odpuszczenie grzechów w zwyczajnych warunkach ma charakter indywidualny. Patronem dobrej spowiedzi, spowiedników i penitentów jest św. Jan Nepomucen. A to zapewne z powodu wieści, które zaczęły krążyć po śmierci Świętego, że zginął w obronie tajemnicy spowiedzi. Około roku 1450, historyk austriacki Tomasz Ebendorfer z Haselbach w swojej „Kronice” pisze, że Święty był przymuszany przez króla do ujawnienia grzechów swojej żony, której Jan był spowiednikiem. Podobnie napisał kanonik Paweł Żydek w swoim dziele „Spravovna”, wydanym w roku 1477.

Święty Jan Nepomucen urodził się w Czechach w miejscowości Pomuk, niedaleko Pragi. Jego ojciec, Velfia, był miejscowym urzędnikiem. Nie znamy dokładnej daty narodzin Świętego, prawdopodobnie był to około roku 1340. W legendzie „Żywot świętego Jana Nepomucena, męczennika” czytamy: „Pewne leciwe małżeństwo w Nepomuku, miejscowości położonej w Czechach, żyjące długi czas w bojaźni Boga, było bezdzietne. Ponieważ zaś małżonkowie ci gorąco sobie życzyli potomka, przeto błagali codziennie Najświętszą Maryję Pannę, aby się za nimi wstawiła do Boga, iż im dał tę pociechę. Ufność ich ku Najświętszej Pannie Pan Bóg wynagrodził i w roku 1340 urodził się syn, któremu dali na imię Jan. Wkrótce po urodzeniu zachorowało dziecko śmiertelnie i znów wyprosili zdrowie u Boga; tak dwukrotnie podarowane dziecię postanowili poświęcić służbie Bożej.” Pierwszy zachowany dokument o życiu Świętego pochodzi z roku 1370.  Mówi on o Janie, który jako kleryk pracował w charakterze notariusza w kurii arcybiskupiej w Pradze. Ze względu na wybitne zdolności prawnicze w 1374 r. otrzymał tytuł pronotariusza kancelarii arcybiskupiej. Arcybiskup ceniąc zdolności, pobożność, ogładę zewnętrzną traktował Jana jak domownika.

W roku 1380 Jan otrzymał święcenia kapłańskie i został proboszczem w parafii św. Galla w Pradze, pełniąc dalej obowiązki notariusza przy arcybiskupie Janie Jenzensteinie. Rok później Jan podjął studia uniwersyteckie w Pradze a potem w Padwie. Po sześciu latach wrócił z tytułem doktora prawa kościelnego. W roku 1390 Jan zrezygnował z probostwa w parafii św. Galla i objął arcydiakonat w Saaz. Dwa lata później został mianowany kanonikiem kapituły katedralnej w Pradze i kaznodzieją tejże katedry. Kazania jego ściągały wiernych z całego miasta. Pod wpływem tych kazań wielu grzeszników nawracało się i czyniło pokutę. Działo się to w czasie, gdy królem Czech był, prowadzący hulaszcze i rozwiązłe życie Wacław IV Luksemburczyk. Zaintrygowany postacią Świętego, król zaprosił go do wygłoszenia rekolekcji na dworze królewskim. W legendzie o św. Janie czytamy: „Przeto też król Wacław IV, mąż życia bardzo niemoralnego, dowiedziawszy się o tych sławnych kazaniach Jana, powołał go z ciekawości na czas Adwentowy w roku 1380 na kaznodzieje kościoła nadwornego. Jan kazaniami swemi w krótkim czasie tyle wpływu wywarł, że król nawet wszedł w siebie, zaniechał pijaństwa i innych niecnót, mianując Jana swoim jałmużnikiem nadwornym”. Ta chwilowa zmiana nie trwała długo. Król wrócił do dawnego stylu życia i okrucieństw, których się dopuszczał na poddanych. W „Żywotach Świętego” czytamy: „Zdarzyło się, że kucharz na stół królewski dał zbyt twardego kapłona, który królowi nie smakował. Z powodu tego wpadł król w wielką złość a kazawszy kucharza wsadzić na rożen, polecił lepiej go upiec, niż kucharz upiekł owego kapłona. Dworacy królewscy, znając dzikość króla, nie śmieli się odezwać, tylko ks. Jan ostro postępek ten skarcił”.

Taka postawa Jana budziła niechęć króla, ale bezpośredni powód męczeńskiej śmierci Jana leży gdzie indziej. A mianowicie, arcybiskup powołał Jana Nepomucena na wikariusza generalnego. Z racji pełnienia tej funkcji został on wciągnięty w narastający konflikt między arcybiskupem a królem. Arcybiskup nie krył się z negatywną oceną hulaszczego i niemoralnego postępowania króla. W odpowiedzi, król postanowił umniejszyć zakres władzy arcybiskupa. Aby to osiągnąć zdecydował się na utworzenie nowego biskupstwa, wykrojonego z archidiecezji praskiej. Było to nie do przyjęcia dla arcybiskupa. Jan, będąc wikariuszem generalnym redagował i wysyłał pisma do króla protestując przeciw temu bezprawiu, czym naraził się królowi. Głos Jana Nepomucena był niewygody dla króla, gdyż Święty cieszył się wielkim poważaniem. W „Żywotach Świętego” czytamy: „Ważny ten urząd dawał świątobliwemu kapłanowi sposobność do wywierania wielkiego wpływu: był on zarazem ucieczką nieszczęśliwych, opiekunem ubogich, sędzią pokoju dla powaśnionych i doradcą wszystkich, tak znakomitych i możnych, jako i prostaczków”. Doszło do tego, że król w przypływie gniewu chciał aresztować arcybiskupa wraz z całą kapitułą, a nawet go zabić. Na wiadomość o tym arcybiskup ze swoimi współpracownikami schronili się w swoim zamku w Rudnicach.

W tej sytuacji król zaproponował arcybiskupowi ugodę. Zaprosił go wraz z kapitułą na dwór królewski w Pradze. A gdy ci przybyli, kazał puścić wolno arcybiskupa i jego kapitułę a aresztować Jana Nepomucena i jeszcze dwóch innych prałatów, których niebawem zwolniono. Jana zaś zatrzymano i poddano okrutnym torturom. Świadkowie mówią, że sam król brał udział w torturowaniu Świętego. Po bestialskich męczarniach na wpół żywego Jana zrzucono w nocy z mostu Karola IV do Wełtawy. Miało to miejsce prawdopodobnie 20 marca 1393 r. W legendzie o Świętym czytamy „Król chciał zemsty dokonać w ciszy nocnej – tymczasem Bóg sprawił wielki cud, albowiem nad ciałem, które mimo bystrego prądu pływało po powierzchni wody, zajaśniały wieńcem liczne gwiazdy i z nocy zrobiły dzień tak, że ludzie powstawali ze snu, nie umiejąc zrazu odgadnąć przyczyny”. Ciało Męczennika znaleziono 17 kwietnia i pochowano tymczasowo w kościele św. Krzyża w pobliżu rzeki. Później przeniesiono do praskiej katedry.

Od samego początku grób Męczennika był uważany przez mieszkańców Pragi za miejsce święte. Pielgrzymowali do niego chorzy, cierpiący, wierni z różnymi problemami życiowymi i tu otrzymywali za wstawiennictwem Jana wiele łask. Tak było także w czasie krwawych wojen domowych. W roku 1420 protestanccy husyci wdarli się do katedry i dokonali wielkich zniszczeń, tak że przez szesnaście lat była ona zamknięta. Grób Jana Nepomucena pozostał jednak nietknięty i zawsze był otaczany wielką czcią. Z biegiem lat stawał się coraz słynniejszy ze względu na dokonujące się przy nim cuda. Między innym z powodu tych cudów, po wieloletnich staraniach, Jan Nepomucen został beatyfikowany 31maja 1721 r. przez papieża Innocentego XII (z książki Wypłynęli na głębię).

 

W MOCY DUCHA ŚWIĘTEGO

Niejeden raz, o różnej porze dnia i nocy, ze szczytu Góry Oliwnej spoglądałem na Jerozolimę. Meczet na Skale, ze swoją złotą kopułą zadaje się dominować w panoramie świętego Miasta. Zawsze spoglądam na to miasto oczyma wiary i za obrazem meczetu widzę Świątynie Jerozolimską, która stała na tym miejscu. To tam miały miejsce wydarzenia, które często wspominamy w liturgii Kościoła. Również w uroczystość Pięćdziesiątnicy, Zesłania Ducha Świętego nasze myśli biegną do tego miejsca. To tam Izrael świętował zakończenie żniw, składając Bogu dwa chleby wypieczone z pierwocin pszenicy. Miszna, jeden z podstawowych tekstów rabinicznych, zawierający prawne normy postępowania oparte na Torze tak opisuje tę uroczystość: „O wschodzie słońca sprawujący ofiarę wołał: Wstępujący na Syjon, do domu Pana, Boga naszego! Ci, którzy mieszkali blisko, przynosili świeże figi i rodzynki, mieszkający daleko figi i rodzynki suszone. Na przedzie prowadzono wołu, którego rogi były okryte pozłotą i uwieńczone gałązkami oliwnymi; pochodowi towarzyszył śpiew fletu aż do bram Jerozolimy, do góry Świątyni. Tam król Agryppa sam brał swój kosz na ramiona i wchodził na wewnętrzny dziedziniec wśród śpiewu lewitów: Wysławiam Ciebie, Panie, boś mnie wybawił i nie uradowałeś mych wrogów z mojego powodu. Znad koszów z owocami wzlatywały gołębie, i wszyscy składali kapłanom to, co kto przyniósł w swych rękach. Bogacze przynosili swoje pierwociny w naczyniach ze srebra, ubodzy w koszach plecionych z wikliny i wszystko oddawano kapłanom”.

Celebrowanie „dożynkowych” świąt Szawuot, zwanych Świętem Tygodni, Świętem Żniw, Pięćdziesiątnicą lub Zielonymi Świątkami, po zniszczeniu Świątyni Jerozolimskiej, w drugim wieku połączono ze wspomnieniem nadania na Górze Synaj Dziesięciu przykazań. I to stało się dominującym elementem tego świętowania. Św. Augustyn pisał: „Pięćdziesiąt dni po odprawieniu symbolicznej Paschy, po ofiarowaniu i spożyciu baranka, którego krew na odrzwiach domów była rękojmią zbawienia, lud Izraela otrzymał Prawo wyryte palcem Bożym wyobrażającym Ducha Świętego. Podobnie też pięćdziesiątego dnia po męce Pana naszego Jezusa Chrystusa, która była Paschą prawdziwą, sam Duch Święty został zesłany na uczniów”. Dla nas chrześcijan, zesłanie Ducha Świętego stało się najważniejszym motywem tego świętowania. Dzień upamiętniający to wydarzenie obok Zmartwychwstania Pańskiego i Narodzenia Jezusa stał się najważniejszym chrześcijańskim świętem. Świętujemy go także jako dzień narodzin Kościoła.

W Dniu Pięćdziesiątnicy do Jerozolimy przybywały ogromne tłumy wiernych. Na ulicach ogromna radość świętowania. Domy udekorowane zielenią i kwiatami. W tym rozradowanym miejscu był jeden dom, w którym nie słyszało się radości. A wręcz przeciwnie. Zebrani byli zalęknieni, bali się wyjść na zewnątrz. Była to tak zwana „Sala na górze”. To tu Jezus przed swoją męką spożył z uczniami Ostatnią Wieczerzę. Byli tam zgromadzeni apostołowie wraz z Maryją. Trwali na modlitwie. Mieli za sobą tragedię Golgoty, która zajaśniała chwałą w zmartwychwstaniu Chrystusa. Pamiętali dobrze pierwsze spotkanie z Chrystusem zmartwychwstałym, które Ewangelia na dzisiejszą Uroczystość ujmuje w słowach: „Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam, gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: ‘Pokój wam!’. A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana”. Wspomnienie spotkań ze zmartwychwstałym Chrystusem i zapowiedź zesłania Ducha Pocieszyciela tliła się na dnie ich serc. Jednak nie przemieniała się szalony płomień radości, który rozpłomieni ich serca i da odwagę, aby otworzyć szeroko drzwi Wieczernika i ogłosić światu najradośniejszą nowinę. Dopiero w dniu Pięćdziesiątnicy zapłonął ten ogień. Św. Łukasz w Dziejach Apostolskich napisał: „Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle spadł z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić”.

Apostołowie po tym wydarzeniu, otwarli szeroko drzwi Wieczernika, wyszli na zewnątrz i napełnieni darami Ducha św.: odwagą, mądrością, radością, znajomością języków płomiennymi słowami głosili Chrystusa zmartwychwstałego zgromadzonym tłumom. Po tych słowach pełnych bożej mądrości i mocy tysiące ludzi uwierzyło w Chrystusa. Tak rodził się Kościół, który mocą Ducha Święto przemieniał uczniów Jezusa i cały świat. Św. Paweł w Liście do Koryntian pisze o tym: „Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra. Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, aby stanowić jedno ciało. Wszyscyśmy też zostali napełnieni jednym Duchem”. Ty i ja należymy do tego Kościoła, ale czy otwarliśmy drzwi swego serca na moc Ducha Świętego, aby uwolnił On nas od wszelkiego lęku, napełnił pokojem, którego nikt zabrać nie może, ogarnął radością i dał odwagę, abyśmy otwarli szeroko drzwi naszych domów i w mocy Ducha świętego głosili światu radosną nowinę o zbawieniu?

Jeśli otworzymy się na Ducha św. otrzymany moc przemiany samych siebie i świata.  Na stronie internetowej: www.domrekolekcyjnyzary.pl zamieszczone są świadectwa osób, które w Duchu Świętym doznały tej łaski. Oto kilka z nich: „Przyjechałam zraniona, pogubiona z ogromnym bólem w sercu szukająca ukojenia i odpowiedzi na pytanie:, dlaczego? Doświadczyłam nowych emocji, przeżyć, których wczoraj nie znałam, otworzyły mi się oczy na wiele spraw. Jednym przewodnim słowem, którym Duch Święty do mnie przemówił to przebaczenie. Było mi tu dobrze. Bóg zapłać, że są takie miejsca gdzie można odszukać Boga i samego siebie” (Irka lat 59”). „Przyjechałam z zatwardziałym sercem, dotykana przez Jezusa, otwieram się, ale błądzę i gubię się w codzienności życia, czyli jak w tym gąszczu życia szukać i iść drogą Ewangelii z Panem Jezusem. Doświadczyłam otwarcia zamkniętych drzwi w moim życiu, Jezus pokazał i powiedział, że mnie bardzo kocha, Duch Święty wlał we mnie umocnienie, i moc do walki z moimi wadami i tym, co oddziela mnie od Niego. Czuję się wojownikiem gotowym do walki. Uwielbiam, wychwalam i błogosławię Pana. Nie zabrakło mi niczego” (Lidia 36 lat). „Czas tych rekolekcji był dla mnie czasem oczekiwania na Zesłanie Ducha Świętego, na to, że odrodzi mnie do nowego życia, że w wyniku zesłania Ducha Świętego nastąpi jakiś wyraźny przełom w mojej relacji do Boga. Już od rana w sobotę – wigilię Zesłania serce wyrywało się z mojej piersi z radości na myśl o wieczornym czasie uwielbienia i Eucharystii o 24.00. To napięcie narastało z każdą godziną. Tymczasem Bóg przyszedł w Duchu Świętym w wielkim pokoju i bardzo delikatnie nawiedzając moje serce Miłością, tak przez wielkie ‘M’. Chwała Mu za to, cześć i uwielbienie!” (Maria) (Kurier Plus, 2017).

 

TRWANIE W MOCY DUCHA ŚWIĘTEGO

W Internecie można obejrzeć się drugi film braci Sekielskich. „Zabawa w chowanego”, który ukazuje nadużycia pedofilskie księdza i niewystarczająco skuteczne działanie jego przełożonych. Nie jestem pewien czy bracia Sekielscy kierowali się troską o dobro Kościoła, chcąc go oczyścić ze zła, ale niezależnie jaka byłaby ich intencja, film ten przyczyni się w pewnym stopniu do oczyszczenia Kościoła z tego rodzaju zła, które nie powinno się nigdzie wydarzyć, a tym bardziej w Kościele. W tym duchu jest wypowiedź prymasa Polski, arcybiskupa Wojciecha Polaka, który powiedział między innymi: „Ze względu na przedstawione w filmie informacje zwracam się poprzez Nuncjaturę do Stolicy Apostolskiej o wszczęcie postępowania dotyczącego zaniechania wymaganego prawem działania. Film ‚Zabawa w chowanego’, który obejrzałem, ukazuje, że nie dochowano obowiązujących w Kościele standardów ochrony dzieci i młodzieży. Mam na myśli sposób traktowania osób pokrzywdzonych i ich rodzin, brak podjęcia odpowiednich działań w wyniku otrzymanych informacji o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez księdza, czyli niewypełnienie obowiązków nałożonych na przełożonego przez prawo kościelne”. W innym miejscu dodaje: „Nie możemy pozwolić na to, by skandaliczne przypadki przekreśliły dobro, które jest w Kościele. W zdecydowanej większości księża i siostry zakonne to ludzie z powołaniem, sumiennie wypełniający swoje obowiązki. Nie ma wśród duchownych miejsca dla osób wykorzystujących seksualnie małoletnich. Nie ma zgody na ukrywanie ich przestępstw. Ścigamy sprawców również po to, by stanąć po stronie dobrych księży i wraz z nimi pomagać wszystkim wiernym w odkrywaniu Bożej miłości”.

Spotykam jednak wielu katolików, którzy rozumieją obecną sytuację, ale obawiają się, że to może zniszczyć Kościół. Ale czy rzeczywiście te obawy są uzasadnione? Dla odwiecznych wrogów Kościoła to wszystko brzmi jak cudowna muzyka. To jest naturalne nie można się temu dziwić. Nie można jednak ukrywać, że to mocno uderza w Kościół, członków tego Kościoła, a szczególnie tych którzy są na obrzeżach jego przynależności. Tak łatwo przychodzi im wiara, że jest to problem całego Kościoła. Co zresztą jest podsycane przez pewne środowiska niechętne Kościołowi. Jednostkowymi wydarzeniami obciążają cały Kościół. Nie raz słyszałem stwierdzenie: „Wszyscy księża są tacy sami”. A zatem jeżeli cały Kościół jest taki, to co ja „święty” robię w tym Kościele. I tacy wierni prawdopodobnie w swej przynależności na obrzeżach kościoła wypadną i z tej orbity. Ale jest to problem także dla ludzi, którzy są bardzo głęboko są zakorzenieni w Kościele. Boli ich bardzo, że takie potworne zło mogło się zdarzyć w ich Kościele, chociaż tylko w wymiarze jednostkowym. Po trudnym zmaganiach duchowych wierzą, że Kościół się z tym upora i odrodzi się czysty i nieskalany.

Kościół ten przetrwa z zasadniczego powodu, że jest w nim obecny Chrystus i Duch Święty, któremu dzisiaj w uroczystość Zielonych Świąt oddajemy szczególną chwałę. W Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego słyszeliśmy słowa Chrystusa: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Kościół przetrwa, bo Chrystus pozostanie w nim aż do skończenia świata. Bo pozostanie w nim Duch Święty. Św. Jan Ewangelista opisując Ostatnią Wieczerzę przekazał Apostołom naukę o Duchu Świętym. Nazwał Go Pocieszycielem, tym, który poucza, prowadzi, chroni i pomaga uczniom, podobne jak czynił to Jezus w czasie swego pobytu na ziemi: „Ja zaś będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze”. Duch Święty jest nie tylko źródłem życia Bożego w człowieku i źródłem życia według Ewangelii, ale zapewnia również zmartwychwstanie każdego z nas. „A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha”. Do tego przygotowuje nas Kościół mocą Ducha Świętego, który „przychodzi z pomocą naszej słabości”.

Biblistka Maria Miduch pisze, że Duch jest dostępny każdemu, kto tylko zechce Go słuchać i uczyć się od Niego. Jednak, żeby Go usłyszeć i nauczyć się czegoś od Niego, trzeba czasem zamilknąć. „Jestem głęboko przekonana, że gdyby każdy z nas poświecił dziennie pięć minut na wsłuchiwanie się w to, co Bóg chce nam powiedzieć, już po pewnym czasie, miesiącu, dwóch albo znacznie wcześniej – usłyszałby Pana mówiącego do niego. Jak to możliwe? W tobie mieszka ten, który chce się z tobą komunikować, który chce nawiązać z tobą relacje”. A zatem potrzebne jest nasze otwarcie na działanie Ducha Świętego w naszym życiu, wtedy nawet mała garstka wyznawców Chrystusa może zapalić cały świat ogniem Bożej miłości jak to miało miejsce w jerozolimskim Wieczerniku.

Dla apostołów i pierwszych chrześcijan Duch Święty stał się źródłem mocy i ducha misyjnego. Zapamiętali na zawsze wydarzenie z Wieczernika, gdzie przestraszeni czekali na zbliżające się zdarzenia i wypełnienie obietnicy Chrystusa o Duchu Świętym. Aż przyszedł moment, o którym w Dziejach Apostolskich czytamy: „Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wichru i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też jakby języki ognia, które się rozdzielały, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić”. Przemiana i odwaga apostołów była tak ogromna, że niektórzy szydzili z nich, że są pijani. W pewnym sensie mieli rację, ponieważ Apostołowie byli „pijani” duchowo, odurzeni miłością i zapałem głoszenia światu Chrystusa zmartwychwstałego. Duch Święty dał im moc, aby zawsze nawet w obliczu męczeńskiej śmierci wyznawać „Jezus jest Panem”. Św. Paweł w Liście do Koryntian pisze: „Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: ‘Panem jest Jezus’. To wyznanie stanie się mottem życia Apostołów. Chrystus jest Panem życia, Panem naszej codzienności i nie ma innych.

Duch Święty ogarniał apostołów i całą, błyskawicznie rozrastającą się wspólnotę Kościoła. Działał On na różne sposoby. W Liście św. Pawła do Koryntian czytamy: „Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra”. Duch św. obdarza każdego z nas swoimi darami. Wystarczy tylko otworzyć na te dary swoje serce. Gdy to uczynimy, to nawet gdy pozostanie mała grupa wyznawców Chrystusa, to jak apostołowie w Wieczerniku potrafi ona rozpalić cały świat Boża miłością. A zatem módlmy się o to słowami św. Augustyna:

Bądź moim oddechem, Duchu Święty, abym rozważał to, co święte.

Bądź moją siłą, Duchu Święty, abym czynił to, co święte.

Bądź mym pragnieniem, Duchu Święty, abym ukochał to, co święte.

Bądź moją mocą, Duchu Święty, ażebym strzegł tego, co święte.

Strzeż mnie od złego, Duchu Święty, bym nie stracił tego, co święte. Amen (Kurier Plus, 2020).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *