4 Sty

Zesłanie Ducha Świętego Rok C

NARODZINY KOŚCIOŁA

 

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Przyszedł Jezus, stanął pośrodku, i rzekł do nich: „Pokój wam!”. A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzeki do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20,19–23).

 

Wydarzenie to miało miejsce w Stanach Zjednoczonych na koncercie wielkiego polskiego pianisty, kompozytora i męża stanu Ignacego Paderewskiego. Otóż jedna z matek przyszła na koncert z pięcioletnim synkiem. Zajęli miejsca blisko sceny. Nagle matka małego chłopca spostrzegła swoją przyjaciółkę. Rozpoczęła się ożywiona rozmowa. Nie zauważyły nawet, kiedy mały chłopiec wymknął się ze swego miejsca. Gdy przyszła godzina rozpoczęcia koncertu przygasły światła, ucichły rozmowy na widowni a reflektory skierowały się na scenę i wtedy słuchacze zobaczyli pięcioletniego chłopca, który siedział przy fortepianie i niewinnie wystukiwał „Twinkle, Twinkle, Little Star”. Matka oniemiała z wrażenia, za późno było jednak cokolwiek zrobić, bo Paderewski wyszedł już na scenę. Podszedł do fortepianu i cicho powiedział do chłopca: „Nie zatrzymuj się, graj dalej”. Następnie pochylił się nad fortepianem, wyciągnął lewą rękę i dodał basy do wykonywanego utworu. A kilka sekund później wyciągnął drugą rękę, jakby obejmując chłopca i zaczął wykonywać obligato. Wielki mistrz fortepianu i mały, pięcioletni chłopiec zahipnotyzowali widownię swym graniem. Po wykonaniu utworu burzliwe brawa nie miały końca. Ten utwór najgłębiej wpisał się w pamięć słuchaczy.

 

Podobne wydarzenie, w nieco odmiennym wymiarze miało miejsce prawie dwa tysiące lat temu. Mówi o tym, zacytowany na wstępie fragment z Dziejów apostolskich. Sceną był Wieczernik, w którym Jezus spożywał ze swymi uczniami Ostatnią Wieczerzę. Ten Wieczernik stał się miejscem spotkań apostołów po śmierci i zmartwychwstaniu ich Mistrza. Tam rodził się Kościół. Przed apostołami było ogromne zadanie; głoszenie Ewangelii całemu światu. Ówczesny świat zamieszkiwały ludy barbarzyńskie jak i też ludy, które stworzyły cywilizacje stojące na wysokim poziomie, tak jak cywilizacja grecka czy rzymska. Apostołowie mają głosić Ewangelię tym, którzy uważają ich za ludzi prostych, niewykształconych. Rzeczywiście nie posiadali oni wykształcenia; porzucili swe rybackie obowiązki i poszli za Jezusem. Po ludzku sądząc była to poważna przeszkoda w wypełnieniu powierzonej im misji. Inna przeszkodą był lęk, który ogarnął uczniów Jezusa po śmierci ich Mistrza. Z obawy przed prześladowaniem zamknęli się w Wieczerniku i czekali na obiecanego im Ducha. Możliwości apostołów wypełnienia misji powierzonej im przez Chrystusa były takie jak możliwości muzyczne chłopca, przy którym stanął mistrz Paderewski.

 

Apostołowie niewiele by zdziałali gdyby w dniu Pięćdziesiątnicy na „scenę” nie „wkroczył” Duch Święty. Pięćdziesiątnica była jednym z trzech świąt, podczas których Izraelici mieli obowiązek stanąć przed Jahwe tzn. udać się do świątyni jerozolimskiej. Nazwa Pięćdziesiątnica wywodzi się stąd, że obchodzono ją po upływie pięćdziesięciu dni od święta Paschy. Początkowo była radosnym świętem na zakończenie żniw pszenicy. Pod koniec II wieku przed Chrystusem związano ją z nadaniem prawa i zawarciem przymierza na górze Synaj. Na to Święto przybywali do Jerozolimy liczni pielgrzymi z Palestyny i diaspory. W czasie tego święta Duch Święty zstąpił na uczniów, zgromadzonych w Wieczerniku. Ogień i wicher były zewnętrznymi znakami przychodzącego Ducha. Najważniejsza była jednak niewidzialna moc, która wypełniła uczniów Jezusa, przemieniła ich tak, że mogli sprostać zadaniu, jakie postawił przed nimi Jezus. Zostali napełnieni darami Ducha Świętego. I tak dar męstwa sprawia, że szeroko otwierają drzwi Wieczernika i głoszą Ewangelię, mając świadomość, że ryzykują życiem. Dar mądrość powoduje, że ich słowa trafiają do ludzi prostych i wykształconych. Dar języków daje im możliwość przemawiania językami, których wcześniej nie znali. Dar uzdrawiania przydaje większej mocy przekonania słowom, które głoszą. Działanie Ducha Świętego jest jedynym wytłumaczeniem tego niezwykłego fenomenu; niewielka grupka, prostych ludzi, w bardzo krótkim czasie potrafiła zapalić ogniem Ewangelii prawie cały ówczesny świat. Duch Święty sprawił, że apostołowie, o ograniczonych możliwościach mogli wykonać tak wspaniałe dzieło, jak ten chłopiec, którego wsparł mistrz Paderewski.

 

Duch Święty, ze swymi darami przychodzi także do nas, dzisiaj. Ci, którzy otwierają się na Jego moc przemieniają oblicze Kościoła i świata. Ludzie charyzmatyczni, napełnieni Duchem Świętym nadawali bieg historii i przemieniali ludzkie serca. Popatrzmy na naszego rodaka, papieża Jana Pawła II. Każda jego pielgrzymka wyzwala w zgromadzonych entuzjazm i radość, a badania socjologiczne wskazują, że te pielgrzymki przemieniają ludzi na lepsze. Albo też Matka Teresa z Kalkuty. W świecie jakby wyklętym i zapomnianym przez ludzi odkrywała piękno i godność człowieka. Z jej wypowiedzi wiemy, że siłę w tej trudnej pracy dawał jej Duch Boży, na działanie, którego była otwarta.

 

Wiele wezwań, które zdają się przekraczać nasze możliwości staje przed nami. Stajemy bezradni wobec wojen i nienawiści. Wydaje się, że niewiele możemy zrobić wobec problemu głodu, który pochłania miliony ludzkich istnień. Podobne uczucia rodzą się, gdy widzimy świat, który odchodząc od Boga zatraca poczucie moralności. I wreszcie sprawy, o które ocieramy się osobiście; nasza słabość i słabość naszego bliźniego. Wobec tych problemów wydaje się, że nasze możliwości i talenty nie wystarczą, aby stawić czoła tym zagrożeniom. I tak jest rzeczywiście, gdy jednak otworzymy się na Ducha Świętego to wtedy nawet przy swoich niewielkich możliwościach możemy dokonywać wspaniałych i wielkich dzieł (z książki Ku wolności).

 

DARY DUCHA ŚWIĘTEGO

 

Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle spadł z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. Pełni zdumienia i podziwu mówili: „Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? – Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże” (Dz 2,1–11).

 

Tommy Harmon, znany piłkarz drużyny Uniwersytetu w  Michigan w czasie II wojny światowej, jako pilot bombowca służył w armii amerykańskiej. W czasie lotu nad brazylijską dżunglą, wraz z trzema kolegami zmuszony był do lądowania. Z wypadku Tommy wyszedł bez większego szwanku. Znalazł się w sercu dżungli. Kierując się kompasem przedzierał się na wschód w kierunku morza. Głodny i spragniony z wielkim trudem torował sobie drogę w dzikim buszu. Owady, jadowite węże, dzikie zwierzęta i trujące rośliny, przepastne bagna w każdej chwili mogły pozbawić go życia. W tych zmaganiach ważna była sprawność fizyczna, którą nabył grając w zespole piłkarskim. Ale ważniejsza była wiara i modlitwa.

 

W końcu dotarł do indiańskiego plemienia, a stamtąd było już niedaleko do najbliższej miejscowości. Na pytanie, skąd brał siłę do przezwyciężenia tylu przeszkód, odpowiedział: „Duch Święty mieszka w mojej duszy. Otrzymałem go z pośrednictwem biskupa w czasie bierzmowania. Prosiłem Ducha Świętego, aby mnie prowadził. Odmawiałem także nieustannie różaniec. Odmówiłem wtedy może milion razy „Zdrowaś Maryjo”. Byłem pewien, że Duch Święty i Matka Boża doprowadzą mnie bezpiecznie do celu”.

 

Pilot pokonał piętrzące się trudności, bo w Bogu odnalazł realną moc. Ta realna moc to nie tylko emanacja wszechmocy Bożej, ale konkretna osoba, trzecia osoba Trójcy Świętej, Duch Święty. Ta prawda została objawiona w pełni na kartach Nowego Testamentu, chociaż Stary Testament naprowadza na jej odkrycie. Już w drugim zdaniu Starego Testamentu czytamy: „Duch Jahwe unosił się nad wodami”. Duch Święty jest jakby przejawem działalności Boga- Stwórcy. Wśród tekstów natchnionych Starego Testamentu nie ma takiego sformułowania, które pozwoliłoby bez żadnych wątpliwości stwierdzić, że Duch Święty jest odrębną osobą od Jahwe. Są jednak wypowiedzi, które określają Ducha Pańskiego, którego pełnia zamieszka w Mesjaszu. Będzie to duch mądrości i rozumu, duch rady i męstwa, duch wiedzy i bojaźni Pańskiej. Nowy Testament objawi następne dary Ducha, którymi są: miłość, radość, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie.

 

Duch poprzedza lub wspiera swoim działaniem Jezusa w Jego ziemskim posłannictwie. Jezus został poczęty za sprawą Ducha Świętego. Jan Chrzciciel zapowiada, że Jezus „Chrzcić będzie Duchem Świętym i mocą”. W swoim rodzinnym mieście Nazaret objawia prawdę, że Duch Pański jest nad Nim i namaścił Go do realizacji Słowa Bożego. Mocą Ducha Chrystus wyrzuca złe duchy. Mówiąc o swoim odejściu- poprzez mękę i śmierć zapowiada zesłanie Ducha Świętego. Po swoim zmartwychwstaniu mówi do apostołów: „Weźmijcie Ducha Świętego!” Upewnia ich także, że pełnię Ducha Świętego otrzymają, gdy On wróci do Ojca.

W dniu Pięćdziesiątnicy, pięćdziesiąt dni po zmartwychwstaniu wypełnia się obietnica Chrystusa. Duch Święty w sposób widzialny objawia swoją działalność, napełniając swoją mocą zebranych w Wieczerniku Apostołów wraz z Maryją. Mocą Ducha Świętego szeroko otwierają się drzwi Wieczernika, a apostołowie napełnieni Jego mocą idą na cały świat, głosząc radosne orędzie zbawienia. Duch Święty kieruje i wspiera misję Kościoła w świecie. Szczególnie w sakramencie bierzmowania napełnia wiernych swymi darami, dzięki, którym mogą dokonywać nadzwyczajnych rzeczy, a najważniejsze, w mocy Ducha Świętego mogą uświęcać siebie samych i cały świat.

 

 

Mocy Ducha Świętego potrzebuje każdy, aby mógł spełnić swoje posłannictwo w kościele i świecie. Oto przykład skuteczności działania ludzi wypełnionych mocą Ducha Świętego. Ks. Godlewski przed II wojną światową został okrzyknięty antysemitą, ale kim był naprawdę okazało się czasie okupacji niemieckiej.  Światowej sławy mikrobiolog i hematolog żydowski prof. Ludwik Hirszfeld w swoich wspomnieniach pt. „Historia jednego życia”,  tak pisze o proboszczu parafii Wszystkich Świętych, który nie zważając na grożące niebezpieczeństwa, spieszył z pomocą Żydom w getcie warszawskim: „Prałat Godlewski. Gdy wspominam to nazwisko, ogarnia mnie wzruszenie. Namiętność i miłość w jego duszy. Ongiś bojowy antysemita, kapłan wojujący w piśmie i słowie. Ale gdy los zetknął go z tym dnem nędzy, odrzucił precz swoje nastawienie i cały żar kapłańskiego serca poświęcił Żydom. Gdy pojawiła się jego piękna, siwa głowa, przypominająca oblicze Piotra Skargi z obrazu Matejki, w miłości i pokorze schylały się przed nim głowy. Kochaliśmy go wszyscy: i dzieci, i starcy i wyrywaliśmy go sobie na chwilę rozmowy. A nie skąpił siebie. Uczył dzieci katechizmu, stał na czele Caritasu dzielnicy i kazał rozdawać zupę bez względu na to, czy głodny był chrześcijaninem czy Żydem. Często przychodził do nas, by pocieszać i pokrzepiać. Nie tylko myśmy go cenili.

 

Chciałbym przekazać potomności, co o nim myślał prezes Gminy Czerniaków. (…) opowiadał, jak się prałat rozpłakał w jego gabinecie, gdy mówił o żydowskiej niedoli i jak się starał tej niedoli ulżyć. I mówił prezes Rady Żydowskiej, że ten ksiądz, były antysemita, więcej serca Żydom okazywał niż kler żydowski, któremu obca była idea pocieszyciela ogółu”.

Prośmy zatem o Ducha słowami modlitwy: „Przyjdź, Duchu Święty, Duchu Boży, Duchu Światła i miłości. Spraw, żeby miłość nie była tylko podniosłym uczuciem, co samo zachwyca się sobą, lecz po prostu uwagą, troską i pomocą, kiedy ubogi Chrystus zjawi się przed tobą. Daj nam to Duchu Święty, żeby pokój „gołąbkiem” nie był nam lirycznym, a czystość „Lilią białą” wśród sadzy kominów… Niech pokój będzie zgodą, ręką co chleb daje, a czystość w sercach ludzi matką prawych czynów…” (z książki Nie ma innej Ziemi Obiecanej).

 

SŁUGA BOŻY FRANCISZEK BLACHNICKI

 

Bracia: Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: „Panem jest Jezus”. Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla wspólnego dobra. Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, aby stanowić jedno ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem (1 Kor 12,3b–7.12–13).

 

W jednej ze swoich konferencji ksiądz Franciszek Blachnicki powiedział: „Ktoś obliczył, że w tradycyjnych środowiskach chrześcijańskich trzeba około tysiąca chrześcijan świeckich i czterech duchownych, aby jednego człowieka w ciągu roku przyprowadzić do Chrystusa”. Ks. Blachnicki zwraca uwagę na nasze osobiste świadectwo wiary w pociąganiu innych do Chrystusa. Podaje zasady, które sprawiają, że nasze świadectwo jest skuteczne. Jedną z nich jest konieczność napełnienia się Duchem Świętym. „Musimy prosić Ducha Świętego, żeby kierował naszym życiem, żeby dał nam moc prowadzenia prawdziwego życia chrześcijańskiego, życia Słowem Bożym, życia poddanego kierownictwu Chrystusa. Musimy być o tym mocno przekonani, musimy w to wierzyć, bo otrzymaliśmy obietnicę. Przekazuje ją św. Jan w swoim liście: Ufność, którą w nim pokładamy polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą. Opieramy się na tej obietnicy, wierzymy słowom obietnicy, nie polegamy na uczuciu, emocji. Jeżeli mam taką wiarę, jeżeli jestem przekonany o tym, że jestem napełniony Duchem Świętym, wtedy mogę iść, aby dawać świadectwo”. Ks. Blachnicki uczynił swoje życie przekonywującym świadectwem wiary, szczególnie dla młodzieży.

 

Sługa Boży Franciszek Blachnicki urodził się 24 marca 1921 roku w Rybniku, w wielodzietnej rodzinie Józefa Blachnickiego i Marii z domu Miller. Do gimnazjum uczęszczał w Tarnowskich Górach. W 1938 r., po zdaniu matury wstąpił do wojska. Gdy wybuchła II wojna światowa, wziął czynny udział w kampanii wrześniowej. Po kapitulacji, już w październiku rozpoczął działalność konspiracyjną w Polskich Siłach Zbrojnych i Polskiej Organizacji Powstańczej. Zagrożony aresztowaniem uciekł ze Śląska. Ujęty w marcu 1940 r. w Zawichoście, po kilku tygodniach przesłuchań, został wywieziony do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Spędził w nim 14 miesięcy, z tego 9 miesięcy w karnej kompanii oraz prawie miesiąc w bunkrze. We wrześniu 1941 r. został przewieziony do więzienia śledczego w Zabrzu, potem w Katowicach. Pół roku później skazano go na karę śmierci przez ścięcie. Podczas, prawie pięciomiesięcznego oczekiwania na wykonanie wyroku, przeżył wewnętrzne nawrócenie i podjął decyzję poświęcenia Chrystusowi swego życia. Bóg dał mu taką szansę. Karę śmierci zamieniono na 10 lat więzienia.

 

Po zakończeniu wojny, Blachnicki wstąpił do Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie i podjął studia teologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po święceniach kapłańskich w 1950 r. pracował jako wikariusz w parafiach diecezji katowickiej. Wypracował wtedy metodę dziecięcych rekolekcji zamkniętych, zwanych Oazą Dzieci Bożych. Kiedy komuniści wysiedlili ze Śląska biskupów, uczestniczył w pracach tajnej Kurii w Katowicach. Wydalony z diecezji, przebywał rok w Niepokalanowie, studiując duchowość i metody pracy apostolskiej ojca Maksymiliana Kolbego. W październiku 1956 r. ks. Blachnicki przygotował powrót biskupów śląskich do diecezji. W następnym roku zorganizował Krucjatę Wstrzemięźliwości, społeczną akcję przeciwalkoholową, opartą na duchowości ojca Kolbego. W 1960 r. komunistyczne władze zlikwidowały Centralę Krucjaty Wstrzemięźliwości w Katowicach, a jej założyciela aresztowano i po ponad 4,5 miesiącach przetrzymywania w katowickim więzieniu skazano na 13 miesięcy pozbawienia wolności z zawieszeniem na trzy lata. W rok później ks. Blachnicki podjął studia w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim uwieńczone doktoratem. W latach 1964-1972 pracował na KUL-u jako asystent i adiunkt, współorganizował Instytut Teologii Pastoralnej. W czerwcu 1972 r. zrezygnował z etatu na KUL-u, protestując przeciwko odrzuceniu jego habilitacji przez Ministerstwo Oświaty.

 

Pracując na KUL-u, ks. Blachnicki podjął na nowo w 1963 r. prowadzenie rekolekcji oazowych. Praca formacyjna zapoczątkowana w czasie wakacji, była kontynuowana w małych grupach parafialnych. W ten sposób oazy rozwinęły się w Ruch Światło-Życie. Centralą tego ruchu stało się Krościenko nad Dunajcem. Edward Guziakiewicz tak wspomina początki tego ośrodka: „Willa wznosiła się na zboczu wzgórza zwanego Kopią Górką. Były kłopoty z wodą i z drogą dojazdową. Odrzucaliśmy kamienie, porządkując pod okiem Księdza teren przy jednej ze ścian domu. Powiedział, że gdy przyjedziemy tu za rok na następne wakacje, będzie w tym miejscu jadalnia na kilkadziesiąt osób. I była. Wbrew oponentom twierdził, że przed domem zostanie wykopana studnia. I powstała. Nie wydawało się prawdopodobne, aby błotnista w czasie deszczu ścieżka zamieniła się w solidny asfalt. Jednak asfalt położono, itd. itd.. Był znakomitym organizatorem; z czasem jego wizje stawały się coraz bardziej dalekosiężne”. Mimo przeszkód czynionych przez komunistyczne władze Polski ośrodek wspaniale się rozwijał. Ks. Blachnicki podejmował nowe inicjatywy: w 1979 r. założył Krucjatę Wyzwolenia Człowieka w celu przezwyciężenia alkoholizmu i innych zniewoleń współczesnego człowieka, a w 1980 r. ogłosił plan Wielkiej Ewangelizacji, przez który chciał dotrzeć z Ewangelią do każdego człowieka w Polsce. Ta wielka skuteczność działania miała swe podstawy w głębokim zakorzenieniu w Chrystusie i otwartości na działanie Ducha Świętego. Guziakiewicz wspomina: „Codziennie wieczorem spędzał w kaplicy przynajmniej pół godziny na medytacji, choć jednocześnie w ciągu jednego roku potrafił jeżdżąc samochodem po kraju, przebyć dystans równy długości równika”.

 

Władze Polski Ludowej z niechęcią patrzyły na działalność księdza Blachnickiego. Ruch Światło-Życie bardzo mocno oddziaływał na młode pokolenie Polaków, a to zagrażało państwowemu monopolowi na wychowanie młodzieży. Obawiano się, i słusznie, że formacja oazowa, wychowa ludzi odpornych na indoktrynację i propagandę komunistyczną. Ludowa władza zwalczała wszelkimi metodami ruch oazowy, nie oszczędzając jego założyciela. Nagonka nasiliła się, gdy po opuszczeniu kraju 9 grudnia 1981 r. ks. Blachnicki – najpierw w Rzymie, a później w RFN – przystąpił do przenoszenia swych ideałów na grunt organizacji społecznych, mających na celu wyzwolenie Europy Wschodniej spod panowania komunizmu. Jego przesłanie solidarności wszystkich ujarzmionych narodów było tak radykalne, że władze natychmiast przystąpiły do działań mających na celu zmuszenie do milczenia niewygodnego kapłana. W Carlsbergu, gdzie założył nowe dzieło, pojawili się nie tylko ludzie pragnący służyć jego ideałom, lecz także agenci komunistycznych tajnych służb.

 

W lutym 1983 r. prokuratura zdecydowała o przedstawieniu zarzutów ks. Blachnickiemu. Został oskarżony o to, że przebywając w krajach Europy Zachodniej, w tym w RFN „wszedł w porozumienie z osobami działającymi na rzecz obcych organizacji, m.in. dywersyjnej rozgłośni Radia Wolna Europa, Klubu Paryskiego, tzw. Funduszu im. Aleksandra Sołżenicyna, w celu działalności na szkodę interesów politycznych PZPR”. Zarzucano mu również, że wypowiadając się publicznie na temat stanu wojennego w Polsce, wyrządził poważne szkody PRL. 28 lutego 1983 r. wydano postanowienie o tymczasowym aresztowaniu ks. Blachnickiego oraz rozesłano za nim list gończy, który miał spowodować jego natychmiastowe aresztowanie, gdyby wrócił do kraju albo znalazł się na terenie polskiej placówki dyplomatycznej.

 

Ks. Franciszek Blachnicki, przebywając poza Polską bardzo skutecznie i owocnie kierował w Polsce ruchem przez siebie założonym. W znacznej mierze przyczynił się do spełnienia się modlitwy – wołania Jana Pawła II na Placu Zwycięstwa w Warszawie: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze tej ziemi”. Pierwszym owocem tej modlitwy było wyzwolenie narodu polskiego z komunistycznej niewoli.

 

Ks. Blachnicki zmarł nagle 27 lutego 1987 roku w Carlsbergu. Ojciec Święty Jan Paweł II, po śmierci ks. Franciszka, napisał w telegramie przesłanym na ręce księdza biskupa Szczepana Wesołego: „Bóg powołał do Siebie Ks. Prof. Franciszka Blachnickiego i śmierć ta napełniła smutkiem wiele ludzkich serc i środowisk. Odszedł gorliwy apostoł nawrócenia i wewnętrznej odnowy człowieka i wielki duszpasterz młodzieży. Z Jego inspiracji zrodził się specyficzny kształt życia oazowego na polskiej ziemi. Swoje liczne talenty umysłu i serca, jakiś szczególny charyzmat, jakim obdarzył Go Bóg, oddał sprawie budowy Królestwa Bożego. Budował je modlitwą, apostolstwem, cierpieniem i budował z taką determinacją, że słusznie myślimy o Nim jako o ‘gwałtowniku’ tego Królestwa (por. Mt 11, 12). Dziękujemy Bogu za wszelkie dobro, jakie stało się udziałem ludzi przez Niego. Modlimy się gorąco o pełnię światła i życia dla Jego duszy”.

 

17 lutego 1994 roku ks. Blachnicki został odznaczony pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderem Odrodzenia Polski, 5 maja 1995 roku otrzymał pośmiertnie Krzyż Oświęcimski. 9 grudnia 1995 roku rozpoczął się jego proces beatyfikacyjny (z książki Wypłynęli na głębię).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *