30 Cze

„Żłóbek miłości”

„Żłóbek miłości”

Dzień Dziękczynienia w Stanach Zjednoczonych, podobnie jak polska wigilia   gromadzi całe rodziny przy świątecznym stole. Najczęściej gospodarz rodziny przy suto zastawionym stole, nad pieczonym indykiem i innymi potrawami specjalnie przygotowanymi na ten dzień kieruje ku Bogu modlitwę dziękczynienia. Zaś ulicami miast przeciągają barwne parady, które mniej przypominają o dziękczynieniu Bogu, a bardziej  o prezentach świątecznych, które sugestywnym wołaniem zatrzymują przechodniów przy witrynach sklepowych. W Nowym Jorku paradę Dnia Dziękczynienia organizuje znana sieć sklepów Macy’s. Parada robi ogromne wrażenie. Postacie ze świata baśni wysokością sięgają nawet kilku pięter. Zazwyczaj paradę kończy bajeczna postać św. Mikołaja w otoczeniu reniferów i innych postaci śnieżnego krajobrazu. Postać św. Mikołaja przypomina o prezentach, które czekają w sklepach, aby je kupić.  Zaś prawdziwe, świąteczne przesłanie tej postaci znajdziemy nie na paradzie, ale w krótkim filmie na stronie internetowej „catholicscomehome.org”, co znaczy „katolicy przyjdźcie do domu”. Św. Mikołaj, jak ten z parady dziękczynienia jedzie na saniach pozdrawia ludzi, obdarza prezentami a przed wszystkim wzywa do radości. W pewnym momencie zatrzymuje sanie, wysiada z nich i pieszo rusza w drogę, aby spełnić swoją najważniejszą misję. Pośród świątecznych rozradowanych ulic miasta zdąża do stajenki betlejemskiej. Zdejmuję czapkę, klęka przy żłóbku, w którym jest dzieciątko Jezus i zawraca się do wszystkich, mówiąc: „Przyjdźcie do domu, tu narodziła się Miłość”. Piękna świąteczna refleksja: Trzeba się przedrzeć przez przedświąteczny i świąteczny harmider, wrócić do „domu”, uklęknąć przed Miłością, która napełni swoim pokojem i radością nasze serca, nasze rodziny i nasze świątecznie udekorowane domy.

Wołanie powrotu do „domu” rozlega się w nowojorskich kościołach nie tylko przez liturgię adwentową, ale także przez wymowne dekoracje, które pojawiają się tuż po Dniu Dziękczynienia na początku Adwentu. Jednym z elementów adwentowego wystroju kościoła są tak zwane „żłóbki miłości”.  Bożonarodzeniowy żłóbek za nim znajdzie się w nim figurka Dzieciątka Jezus, staje się miejscem świątecznej wymiany miłości. Do pięknie udekorowanego żłóbku wykładane są kartki z listą rzeczy dla potrzebujących. Wierni biorą te kartki, kupują wymienione rzeczy i przynoszą do kościoła. Po czym woluntariusze dostarczają je potrzebującym, którzy często piszą na kartkach o swoich potrzebach. Dzięki tym darom wielu biednych i potrzebujących może radośniej przeżyć te święta mierzoną także obfitością świątecznego stołu, chociaż ten stół nie zastąpi radości, która się rodzi ze świadomości, że Bóg to ogarnia nas swoją miłością posyłając do nas dobrych życzliwych ludzi, w momencie gdy jest nam bardzo ciężko.

„Żłóbek miłości” w tym roku przygotowano także w kościele Dzieciątka Jezus w Richmond Hill w Nowym Jorku. Ten żłóbek stał się znany nie tylko w Nowym Jorku, czy Stanach Zjednoczonych ze względu na wyjątkowy dar jaki w nim złożono. W poniedziałek 23 listopada o godz. 13:00 w czasie sprzątania świątyni kościelny usłyszał płacz dziecka. Zdziwiony zaczął się za nim rozglądać. Głos dochodził ze stajenki betlejemskiej. Podszedł i nie mógł uwierzyć własnym oczom. W żłóbku leżał owinięty w fioletowy ręcznik noworodek. Jak się później okazało miał jeszcze nie odciętą pępowinę. Był to chłopiec. Kościelny powiedział: „Ktokolwiek porzucił to dziecko, przyniósł je do bezpiecznego miejsca, nie pozwolił, aby ono umarło”.  Zaś ks. Christopher Heanue tak skomentował to wydarzenie: „Nie zbadane są drogi Boże. Matka tego dziecka musiała znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji życiowej.  Jednak znalazła w tym żłóbku, puste miejsce, gdzie za kilka tygodni położymy Dzieciątko Jezus bezpieczny dom dla swojego synka. To dziecko jest cudownym darem dla naszego kościoła”. Rzeczniczka Diecezji Brooklyn-Queens, Rocio Fidalgo powiedziała: „Rozpacz przez jaką musiała przejść ta kobieta jest dla nas niepojęta. Zostawiła swoje dziecko w żłobie, gdzie narodzi się Jezus, chciała by chłopiec był blisko Niego”. W czasie pierwszej Mszy św. po znalezieniu dziecka ks. Christopher Heanue powiedział o dziecku „nasz mały Jan Chrzciciel poprzedził cztery tygodnie dzieciątko Jezus”.  Zaś parafianie z wielką radością nazywają chłopca „Dzieciatko Jezus”. Wielu z nich chce adoptować dziecko, ale póki co niemowlę całkiem zdrowe znalazło się w szpitalu jak to wymagają procedury prawne.

Powyższa historia mimo pewnego tragizmu może być piękną wigilijną historią o ocalającej miłości, którą odnajdujemy w betlejemskiej stajence. W niej to mały chłopiec ocalił swoje życie, a matka została uratowana przed tragedią zabicia swojego dziecka. Nie zbadane są wyroki boskie. Może kiedyś matka ze swoim synkiem stanie przy tej samej stajence i ze łzami w oczach będzie dziękować Bogu za „żłobek miłości”, który ocalił od śmierci jej synka, a ją uwolnił wyrzutów sumienia, przypominających o wiecznej zatracie. Zachowanie matki wskazuje, że tak może się stać. Kamery zanotowały, że dwie godziny po zostawieniu dziecka matka wróciła, aby sprawdzić czy jest ono bezpieczne. Zaś prawo daje jej 60 dni na przyjęcie dziecka.

Nowojorskie „żłóbki miłości” przypominają polskie „okna życia”, które są teraz zagrożone. Zagrożenie płynie nie skądinąd tylko z Nowego Jorku, z wieżowca, który swym charakterystycznym kształtem „tabliczki czekolady” zwraca uwagę przechodniów. Jest to gmach ONZ.  Jak zapewne wiemy Komitet Praw Dziecka ONZ wzywa Polskę do likwidacji „okien życia”. Nadzieja rodząca się w blaskach stajenki betlejemskiej napawa nas nie tylko radością, ale daje pewność, że ogarnięci betlejemską światłością odnajdziemy moc, aby przeciwstawić się wszelkiemu złu, w tym także zamknięciu „okien życia”, przez które dociera do nas światło betlejemskiej gwiazdy, i dzięki któremu możemy radować się pięknem życia doczesnego, wyglądając z nadzieją szczęśliwej wieczności.

Tygodnik „Niedziela”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *